Braterstwo cz. 6

Umyliśmy się w strumieniu kolejny raz. Później wyczerpani nocnym biegiem, tańcami i brataniem, zasnęliśmy w cieniu chaty. Gdy się obudziłem, był już wieczór. Zachodzące słońce dawało jeszcze trochę światła, ale nas zacieniały skały otaczające dolinkę. Ukele siedział obok mnie. Wskazał miejsce na lewym przedramieniu, z blizną w kształcie klepsydry pozbawionej dna.

- To jest moje imię – powiedział – wytnę takie samo na twojej skórze, aby wszyscy wiedzieli, że jesteśmy braćmi.
- Bale też ma twoje imię? – zapytałem jeszcze lekko zaspany.
- Popatrz – Bale wyciągnął do mnie lewą rękę. Pośród kilku innych, widniał tam także znak Ukele.
- A twój jak wygląda? – zaciekawiłem się.
- Tak – powiedział śmiejąc się i podnosząc ręką zwisającego grubego penisa. Ukele też się uśmiechnął.
- To już widziałem. Pytam o twój znak – powiedziałem z zażenowaniem.
- Zostań moim bratem, to ci go wskażę – odpowiedział.
- Czy wolno mi odmówić? – zapytałem szamana.
- Tak, ale to bardzo duża przykrość dla osoby, która oferuje ci braterstwo. Właściwie tego się nie odmawia – odparł Ukele.
- Wobec tego, to będzie dla mnie wielki zaszczyt, jeśli zgodzisz się zostać moim bratem – zwróciłem się do Bale.
- Najpierw dokończmy inicjację – zarządził szaman.  

     Trzema wprawnymi ruchami ostrego noża, wykonał cięcia na skórze mojego lewego przedramienia, tworząc identyczny znak jak u siebie. Nie zważałem na lekki ból – cieszyłem się i byłem dumny, że zostałem przyjęty do grona wojowników. Nie bez znaczenia był także fakt, że stałem się bratem szamana, najwyżej postawionej osoby w hierarchii plemiennej. Bale oddalił się w kierunku ogniska, gdzie nastawił do gotowania kolejną porcję wody, a Ukele kazał mi iść za sobą do chaty. Tam pokazał, których ziół trzeba użyć do stworzenia obu wywarów i w jakich proporcjach. Później zaprowadził mnie w krzaki, wskazując krzewy z czerwonymi owocami, służącymi do wytworzenia smarowidła.

- To jest wiedza, którą posiada każdy przechodzący inicjację. Gdy mnie tu nie będzie, a będziesz chciał zawrzeć z kimś braterstwo, musisz sobie poradzić sam.  
- Poradzę sobie. A czy te krzewy rosną gdzieś jeszcze, czy tylko w tej dolince? – spytałem.
- Są dość pospolite. Wojownicy korzystają z nich w czasie polowań i na wyprawach wojennych. To święte rośliny, pozwalające używać dzid wtedy, gdy nie ma w pobliżu naszych kobiet. Wojownik wbijając dzidę, okazuje swoje męstwo, a pozwalając bratu wbić ją w siebie, wyświadcza wielką przysługę. To nasza tradycja i honor.
- W naszym społeczeństwie, takie zachowanie jest piętnowane, jako niemęskie – stwierdziłem.
- To bardzo głupie. Braterstwo tworzy silne więzi pomiędzy wojownikami, ale także ich kobietami. Zapewnia im bezpieczeństwo i opiekę nie jednego, lecz kilku mężczyzn.

- Jeśli tutaj się sprawdza, to w porządku. Dostosuję się – zadeklarowałem, choć tak naprawdę byłem pełen obaw o reakcję Ady. Czy będzie w stanie przyjąć panujące tu zwyczaje? I czy ja będę mógł się pogodzić z tym, że pod moją nieobecność, zajmują się nią czarni wojownicy? Ukele , Bale albo kolejni, z którymi się zbratam? Jak to wpłynie na nasze relacje, na nasz związek? Czy to jeszcze będzie związek, jeśli ona zaśnie u boku innego, a ja z jedną z kobiet moich nowych braci? To morze wątpliwości uświadomiło mi, że oszałamiające działanie wywaru zakończyło się. Przedtem nie miałem żadnych skrupułów – chciałem tylko bzykać i podobało mi się wszystko, co się rusza i ma dziurkę pasującą do mojego penisa.

     Wróciliśmy w pobliże ogniska i szaman wsypał do wrzątku kolejną garść ziół. Patrzyłem trochę z przerażeniem na grubego penisa Bale. Nawet zwisając robił ogromne wrażenie, a wspomnienie jego rozmiarów w pełnej erekcji i świadomość, że będę go musiał w sobie zmieścić, przypomniała mi nieszczęśliwy koniec Azji Tuhajbejowicza. Choć z drugiej strony, jeśli Ukele doprowadził mnie do orgazmu swoim długim, choć normalnej grubości penisem, to może i z Bale nie będzie tak źle? Może ten strach jest zupełnie niepotrzebny? Przecież jeszcze kilka godzin temu, nawet przez myśl by mi nie przeszło, że będę brany przez mężczyznę. I nagle to co niewyobrażalne, stało się faktem i co by nie mówić, sprawiło mi przyjemność. Może wystarczy pozbyć się obaw i przyjąć z pokorą wszystko, co daje nam los? Postanowiłem tak do tego podejść, potraktować kopulację z Bale jako zadanie, które po prostu trzeba wykonać. Jednak, aby mieć nad wszystkim kontrolę, zamierzałem być górą. A właściwie być na górze. Wypiliśmy porcję wywaru.  

- Czy znów będziemy tańczyć? – zapytałem.
- Nie. Tańce są tradycją tylko podczas inicjacji. Teraz zostałeś przyjęty do grona wojowników, więc możesz przystąpić do bratania się bez żadnych rytuałów. Do tego jest potrzebna tylko twoja chęć i zgoda tego, z którym zawierasz braterstwo.
- Aha.
- Teraz ja cię o coś spytam. Kiedy wbijałem w ciebie swoją dzidę, zobaczyłem jak zjadasz dzidę Bale. I jemu to sprawia wielką przyjemność. A mówiłeś, że u was dwaj mężczyźni nie robią sobie nawzajem przyjemności. To dlaczego tak zrobiłeś? I skąd wiedziałeś, że to będzie miłe?  
- Tak robią niektóre z naszych kobiet. Moja mi tak czasem robi – odpowiedziałem, a na wspomnienie jej wprawnych ust, penis mi drgnął.
- Chcę spróbować. Mogę? – zapytał Bale, wskazując na niego.
- Ja też chcę wiedzieć, jak to jest. Spróbuj mojego! – rozkazał Ukele, kładąc się na trawie.

     Bale uniósł się i podszedł do niego na czworaka. Prawą dłonią przytrzymał miękkiego penisa Ukele i z pewną dozą nieśmiałości polizał wysuniętą z napletka główkę. Gdy przekonał się, że to nic strasznego, wessał go do ust i zaczął poruszać głową w górę i w dół. Wywar zaczynał działać, bo wypięty tyłek Bale, ozdobiony workiem wypełnionym wielkimi jądrami, wydał mi się tak nieodparcie kuszący, tak nieziemsko podniecający, że szybko posmarowałem czerwoną mazią swoją dzidę i wsunąłem dwa nawilżone palce w spoglądające na mnie zachęcająco czarne oko - obietnicę rychłej rozkoszy. Bale tylko mruknął z aprobatą, kiedy przypadkiem natrafiłem na twardsze miejsce w jego wnętrzu. Wiedziony ciekawością gładziłem opuszkami ten punkt, próbując poznać jego kształt. Oddech Bale stawał się coraz bardziej nierówny, płytki i urywany. Nie do końca byłem pewien, czy tak podnieca go ssanie szamańskiej dzidy, czy moja pieszczota, lecz w tamtej chwili nie miało to większego znaczenia. Wszyscy trzej sapaliśmy ogarnięci dziką żądzą. Wyjąłem palce z otworu, doskonale już przygotowanego na przyjęcie penisa, po czym wprowadziłem go powoli i delikatnie aż do samej nasady.

     O ile pieprząc Ukele, zrobiłem to spontanicznie, szybko, nie delektując się zbytnio nowo poznanymi doznaniami, teraz zamierzałem się nimi cieszyć jak najdłużej. Powolnymi ruchami wchodziłem i wychodziłem z gorącego wnętrza afrykańskiego wojownika, testując różne kierunki napierania, obserwując reakcje Bale na zmiany tempa i głębokości penetracji. Wyjmując penisa na zewnątrz i obserwując rozwartą dziurę. Także w celach poznawczych zająłem się jego jajkami, pieszcząc je, ale jednocześnie podniecając się ich wielkością. Jednak po pewnym czasie byłem już na takim poziomie ekscytacji, że złapałem umięśnione biodra mojego przyszłego brata i zacząłem go ruchać jak dziki zwierz, szybciej i głębiej, mocniej i ostrzej. Nie widziałem jego penisa, lecz dokładnie wiedziałem, kiedy zaczął wylewać z siebie strumienie gorącej spermy. Jego jądra spięły się wtedy w mojej dłoni i poczułem drgania pulsującego olbrzyma. Wkrótce i ja, rycząc trysnąłem w gorącą, czarną, męską cipkę. No nieźle! Już nie byłem pewien, czy to działanie wywaru, czy po prostu polubiłem to i przestałem zauważać różnicę. Seks to seks! Najważniejsze, żeby robić to z kimś i żeby obie strony były zadowolone!

     Padłem na trawę i przyglądałem się jak Bale kończy obrabiać pałkę szamana. Po kilku chwilach, Ukele wyrzucił biodra w górę, jęknął i trysnął nasieniem wprost w jego usta. Sperma wypłynęła kącikami warg i pociekła po brodzie. Obaj się uśmiechali – to znak, że przypadła im do gustu nowa zabawa. Biedacy nie wiedzieli co ich czeka w domu! Ile będą musieli się natrudzić, żeby przekonać do takich zabaw swoje kobiety. A że będą chcieli, byłem pewien. Moja na szczęście nie miała oporów przed seksem oralnym. Jak się zresztą dzisiaj przekonałem – ja także.

     Chciałem mieć już za sobą, to co nieuniknione. Wpółmiękki penis Bale leżał na jego brzuchu, lśniąc na końcówce perlistą bielą spermy. Zbliżyłem się, całując najpierw jądra, wciągając do ust czarną skórę worka mosznowego, a później obejmując nimi grubego, mięsistego fiuta. Przesuwałem wargami w kierunku główki, by w końcu pochłonąć ją wraz z kilkoma kroplami mlecznego nektaru. Nie, absolutnie mi nie przeszkadzał, nawet podniecało mnie zlizywanie go z gładziutkiej skóry najwrażliwszego miejsca mężczyzny. Wysysałem resztki z otworu wieńczącego penisa, delektując się smakiem i ciesząc się z efektów swojej pracy. To monstrum puchło mi w ustach, twardniejąc przy tym i unosząc się ponad umięśniony brzuch.  

     Zajęty utwardzaniem wojowniczej dzidy, poczułem nagle palce, wciskające się w moją dziurkę. Rozpychały ją najpierw dwa, a następnie trzy. To Ukele przygotowywał mnie na przyjęcie monstrualnego prącia Bale. Zrozumiałem to, gdy dołożył czwarty palec i pracował wszystkimi, doprowadzając do całkowitego rozluźnienia. Po kilku chwilach uznałem, że to już odpowiedni moment, aby się zmierzyć ze swoim przeznaczeniem. Nie powiem, byłem bardzo podniecony, czując jak penis Bale rośnie w moich ustach, już chciałem mieć go  w sobie – głęboko i mocno. Zsunąłem się z palców Ukele i zawisłem tyłkiem nad grubą dzidą. Naprowadziłem ją na rozluźniony otwór i zacząłem powoli opadać. Byłem odpowiednio nawilżony, ale sam moment penetracji odczułem boleśnie. Odczekałem dłuższą chwilę, by przyzwyczaić się do rozpierającego mnie olbrzyma. Bale zajął się moimi genitaliami, bawiąc się jądrami i będącym już w pełnej erekcji penisem.  

     Ruszyłem powoli, jak żółw ociężale, wznosząc się i opadając na niezwykłej pale. Znów poczułem rozkosz płynącą gdzieś ze środka, z tego miejsca, które aktywował rankiem Ukele. Przyspieszyłem ruchy bioder, nie ograniczając się tylko do podnoszenia i opadania. Kołysałem nimi na boki, albo do przodu i do tyłu, lub kręcąc kółka tak, jak często robiła Ada. Była doskonałą nauczycielką, zarówno miłości francuskiej, jak i tradycyjnej. Teraz korzystałem z jej nauk, chcąc dogodzić nowemu bratu. Ten obejmował najpierw moje biodra, próbując wskazywać tempo, ale potem jego dłonie, chyba odruchowo powędrowały wyżej, w poszukiwaniu piersi. Nie miałem takowych, ale zadowolił się sutkami, ściskając je i miętoląc pomiędzy kciukiem, a palcem wskazującym. Co dziwne, zaczynałem odczuwać przyjemność i podniecenie płynące z takiej pieszczoty. W połączeniu z bolcem dostarczającym rozkoszy w moim wnętrzu, poskutkowało to błyskawicznym orgazmem. Zawyłem szczytując, po czym zachlapałem spermą klatę i twarz Bale.

     Opadłem na niego i przez chwilę przytulony leżałem tak, łapiąc oddech. Objął mnie ramionami, gładząc po plecach, pośladkach, pozwalając ochłonąć po ekstazie, lecz po chwili uruchomił pracę bioder, pieprząc mnie w takiej pozycji. Wiedziałem z doświadczeń z Adą, że to dosyć męczące, więc podniosłem się, ustawiając w pozycję „na pieska”. Bale uklęknął za mną i wprowadził dzidę w rozpalony otwór. Ruchał mnie rytmicznie i bez pośpiechu, doskonale wiedział, że to co ma nadejść, jest nieuniknione, więc nie ma się co spieszyć. Jęczałem pobudzany wewnętrznie jego pchnięciami, ale tylko do czasu, gdy Ukele zatkał mi usta twardym przyrodzeniem. Szaman podniecony widokiem naszego dymania, skorzystał z okazji i przyłączył się do zabawy. I tak wzięli mnie na dwa baty. Lecz nie narzekałem. To była prawdziwa przyjemność. I duma, gdy najpierw Bale, a później Ukele szczytowali za moją przyczyną. Połknąłem wszystko, co szaman we mnie wtrysnął, zyskując tym jego wdzięczność i uznanie. Po wszystkim, otrzymałem kolejne nacięcia na przedramieniu. Teraz miałem już dwóch braci.

     Wyczerpani, ale zaspokojeni umyliśmy się w strumieniu i poszliśmy spać. O świcie szaman obudził nas i zarządził powrót. Nawet nie pozwolił się odlać, dopiero kiedy opuściliśmy dolinkę, dał chwilę na opróżnienie zbiorników. Później biegliśmy niemal bez przerwy, żywiąc się jakimiś owocami zrywanymi po drodze, by przed południem dotrzeć do wioski. Tu szaman kazał Bale przyjąć mnie pod swój dach, do czasu wybudowania chatki dla mnie i mojej kobiety. Teraz byłem pełnoprawnym członkiem plemienia, więc nie wypadało, żebym sypiał na gołej ziemi w zagrodzie dla kóz. W pozbawionym ścian domu Bale, była przynajmniej drewniana podłoga z legowiskiem składającym się z przykrytych materiałem wielkich, suchych liści. To niesamowity komfort, po nocach spędzonych na gołej ziemi.  

     Kobieta Bale była młodziutka, z pewnością nie miała jeszcze osiemnastu lat. Długie, czarne włosy, powiązane w drobne warkoczyki układające się od czoła w kierunku pleców, pokrywały tylko wierzch i tył głowy. Boki były wygolone na gładko. Dziewczyna była w szóstym, może siódmym miesiącu ciąży – pękaty brzuszek bardzo wydatnie odstawał od szczupłej sylwetki. Krzątała się przy ogniu, gotując posiłek popołudniowy i moją obecność w ich domu przyjęła jak coś zupełnie normalnego. Wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do swobody, z jaką poruszały się tutejsze kobiety. Tak jak sikająca z rozszerzonymi udami Mbu, Sami również nie ukrywała swojej kobiecości. Kucała przy ognisku, w naturalny dla niej sposób wystawiając na widok publiczny, ozdobioną czarnym gąszczem szparkę. Piersi powiększone na skutek ciąży, opadały na wypukły brzuszek, otulając go lekko z dwóch stron. Duże sutki w równie dużych obwódkach sterczały, przygotowane do ssania.  

     Na kimś wychowanym tu od dzieciństwa, pewnie takie widoki nie robiły żadnego wrażenia, ale moja kuśka zareagowała ewidentnym nabrzmieniem. Byłem nagi, jak wszyscy dookoła, więc nie dało się ukryć zewnętrznych oznak pożądania. Jednak zarówno Bale jak i Sami byli przyzwyczajeni do takich erekcji. Większość młodzieńców z wioski przechodząc okres dojrzewania miewała je z byle powodu, więc penis w erekcji był czymś jak najbardziej zwyczajnym. Tutaj tylko kolor skóry wzbudził zainteresowanie Sami. Przyglądała się moim genitaliom dłuższą chwilę.

- Widzę, że podoba ci się moja kobieta – stwierdził Bale.
- To prawda. Jest śliczna – westchnąłem z zachwytem.
- Będziesz musiał o nią zadbać, gdy mnie nie będzie – oznajmił – a ja zadbam o twoją, kiedy będzie sama.
- Wiem. Znam już wasze zwyczaje – potwierdziłem.
- Idź, poszukaj jej i wbij w nią swoją dzidę, bo potrzebuje tego – zaśmiał się, wskazując na twardego członka.

     Jeszcze się trochę wstydziłem paradować po wiosce z twardą dzidą, ale nie mogłem przecież okazać braku męstwa. Poszedłem. Ślady kóz doprowadziły mnie do pasącego się stada i pilnujących go Ady i Mbu. Obie chichotały, kiedy zobaczyły mnie zbliżającego się z kiwającym się na boki, ale twardym penisem.

- Stęskniłeś się za mną? – zapytała Ada z miną niewiniątka.  
- Po czym poznałaś?  
- Po strzałce, która wskazuje ci drogę – brechtała się w żywe oczy.
- A może ta strzałka wskazuje na Mbu? – rzuciłem zaczepnie. Rzeczywiście, mój penis jak zawsze, delikatnie odchylał się w lewo.
- Chciałbyś! Możesz sobie pomarzyć!
- Mogę – odpowiedziałem, wzbudzając uśmiech zadowolenia na buzi Mbu.

     Złapałem Adę za rękę i odciągnąłem w pobliskie krzewy. Nie zasłaniały nas przed wzrokiem Mbu, ale dawały choć lekkie poczucie intymności. Całowałem ją porywczo, spragniony kobiecej delikatności, ugniatając przy tym cudowne piersi. Byłem napalony jak sztubak. Ada szybko zwilgotniała, podniecona moim pożądaniem. Wprowadziła sterczącego penisa, w wilgotną, gorącą cipkę i uwiesiła się na mojej szyji, otaczając biodra nogami. Podskakiwała, wisząc nadziana na ruszt, nie przestając mnie całować. Oboje byliśmy napaleni, żądni szybkiego spełnienia. Grzmociłem ją najszybciej jak potrafię, podtrzymując oburącz jej wysportowaną dupeczkę. Spocona wyślizgiwała mi się z rąk, więc od czasu do czasu musiałem korygować uchwyt, podrzucając drobne ciałko wyżej. Wreszcie doszła, wgryzając mi się w ramię, a ja tuż po niej, rycząc jak lew. Uspokajaliśmy oddechy, stojąc wtuleni w siebie.

     Spojrzałem przez rzadkie gałęzie krzewów w kierunku siedzącej na głazie Mbu. Miała przymknięte oczy, rozchylone usta i prawą dłonią niecierpliwie pieściła miejsce, gdzie zbiegają się rozszerzone na oścież uda. Widziałem czarne paluszki znikające w różowej cipce, miętoszące łechtaczkę, błyszczące od pokrywającego je śluzu. Drugą dłonią pieściła piersi, na przemian, raz prawą, raz lewą, a czasem próbując zmieścić w niej obie. Moich uszu dobiegły ciche pojękiwania. Czyżby wyobrażała sobie, że robi to ze mną? Znów dyszałem z podniecenia.  

- Pomogę jej – wyjęczałem Adzie do ucha.
- Nie ma mowy! – zaprotestowała, kucając i biorąc do ust ponownie twardniejącego penisa. Lizała go tak jak lubię, od nasady w górę, wciągała do ust jądro, po czym wypuszczała je na wolność, pochłaniała główkę, ssąc i wciągając głęboko do gardła. Była mistrzynią pieszczot oralnych! Objęła jajka lewą dłonią, a prawą i ustami zajęła się penisem. Nie wiedziałem już, na czym się skoncentrować – na dochodzącej Mbu, czy na obciągającej mi Adzie. Oba widoki były megapodniecające, jednak Adę widywałem w takich akcjach często, dlatego wybrałem Mbu.  

     Jej wielkie piersi stwardniały, czarne jak smoła sutki sterczały, a z cipki wyciekała błyszcząca strużka soków, nabłyszczając drugą dziurkę i cały rowek. Rozchylone różowe wargi aż prosiły o wypełnienie ich twardą męskością. Wyobraziłem sobie, że rozpieram je wprowadzając swój sprzęt w gorącą wilgotność, docieram głowicą do twardej szyjki macicy i okrężnymi ruchami stymuluję ją, a potem wysuwam się i wsuwam, miarowo, powoli i dokładnie penetrując nieznane zakamarki czarnej przyjaciółki. Bawię się przy tym naprężonymi piersiami, zasysam czarne sutki i całuję wydatne wargi. Tonę w cudownych oczach i wreszcie nie wytrzymuję, zaczynając rżnąć ją jak królik, jak niewyżyty zwierz, z regularnością tłoka silnika spalinowego.  

     Poczułem palce Ady obejmujące mój tyłek – znakomicie wyczuwała, kiedy zbliżam się do finału. Lubiła czuć jak podczas ejakulacji spinam pośladki, napinając wszystkie mięśnie i tryskam gorącą spermą wprost w jej podniebienie lub w cipkę. Zrobiłem to równo z orgazmem Mbu, która jęknęła głośno i zesztywniała w ekstazie. Czarne, spocone uda drżały jeszcze dłuższą chwilę, podczas której zalewałem usta Ady życiodajnym mleczkiem. Nigdy nie miała problemu z połykaniem, więc i tym razem poszło gładko. Jeszcze chwilę wysysała ze mnie ostatnie krople, by pocałunkiem w sam czubek zakończyć robótki. Uśmiechnęła się przy tym szeroko, zadowolona z przyjemności, jaką mi sprawiła.  
Już dawno zauważyłem, że w seksie więcej przyjemności sprawia dawanie komuś rozkoszy, niż osiąganie jej. Dlatego zawsze chętnie lizałem cipkę Ady, wiele razy pod rząd doprowadzając ją do szczytowania, zanim w końcu sam w nią wszedłem, by zaspokoić żądze. Dawanie jest przyjemniejsze niż branie. Miejcie to na uwadze :)

Używajcie łapek - nie tylko do pieszczot :) Są na dole po prawej stronie.
          Pozdrawiam
          0bi1

0bi1

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3674 słów i 20556 znaków.

6 komentarzy

 
  • Marco7

    Super opisane doświadczenia ,przeżycia doznania wspaniałego seksu

  • ziom

    kiedy ciąg dalszy?

  • 0bi1

    @ziom Już :)

  • ziom

    czekam na solidne zerżniecie ady przez nową rodzinke :) i oczywiście porządne pieprzonko głównego bohatera z jakąś czarną dupcia, tak żeby narzeczona to widziała :)

  • 0bi1

    @ziom Proszę bardzo. Klient nasz pannnn

  • Fan

    Mark został zjedzony ;P

  • Xd

    A co z markiem?

  • 0bi1

    @Xd Odnalazł się.

  • Marcin3867

    Oj... nie moje klimaty się wkradają... ale cała reszta fajna . Pozdrawiam   ;)