Braterstwo cz. 1

Upał był nie do zniesienia. Nawet kiedy zrezygnowaliśmy z przemieszczania się w środku dnia - w najgorętszych godzinach - to i tak pot sprawiał, że odzież przyklejała się do ciała, powodując otarcia naskórka. Marzyłem o zrzuceniu z siebie wszystkich ubrań, lecz moja blada cera nie była przystosowana do przyjęcia tak dużych dawek promieniowania słonecznego. Cóż z tego, że poczułbym się swobodnie, jeśli w krótkim czasie oparzenia słoneczne sprawiłyby mi jeszcze większe cierpienie, niż te otarcia. Mieliśmy wprawdzie kremy z filtrem, ale używaliśmy ich do zabezpieczenia twarzy, przedramion i łydek. Gdybyśmy zaczęli stosować je na całym ciele, to wkrótce ich niewielki zapas wyczerpałby się. Podziwiałem wytrzymałość Ady, która z niesamowitą wytrwałością znosiła trudy podróży. Jej filigranowa postać niemal całkowicie ginęła pod ogromnym plecakiem, tworząc wrażenie, jakby plecak poruszał się na własnych nogach, ale z jej ust nie wydobyło się nawet jedno słowo narzekania. Wręcz przeciwnie – rozciągała je w przecudnym uśmiechu, gdy tylko dostrzegła coś ciekawego w okolicy. Czasem był to widok ze wzgórza, czasem jaszczurka wylegująca się w słońcu, przebiegające stado zebr, czy dostojnie kroczące żyrafy.  

     Tak, tutaj była szczęśliwa! Spełniło się jej, a właściwie nasze wspólne marzenie o podróżowaniu w niezbadane okolice, w zakątki, w których nigdy nie stanęła ludzka stopa, albo była tam widywana niezwykle rzadko. Długo planowaliśmy tę wyprawę, szczegółowo analizując, co mamy ze sobą zabrać, aby przetrwać w dziczy, a jednocześnie nie przeciążyć się nadmiarem bagażu. Dyskusje były czasem bardzo ostre, wręcz dochodziło do zażartych kłótni. Każda z nich doprowadzała naszą krew do wrzenia i generalnie zawsze kończyła się dzikim, ostrym, nieokiełznanym, zwierzęcym wręcz seksem. Podniecała mnie zadziorność mojej kobiety, jej waleczność, którą starałem się pokonać twardą jak stal męskością. Nadziewałem na nią Adę raz za razem, demolując przy tym pół wynajmowanego mieszkania. Gdy szczytowaliśmy, drżąc w ekstazie, cała wzajemna złość gdzieś znikała, jak pieniądze z sejfu CBA. Po rozładowaniu napięcia, emocje opadały i w spokojnej atmosferze, z uśmiechami na ustach udawało się wypracować kompromis. Co ciekawe, wtedy znów się kochaliśmy, lecz zupełnie inaczej -  delikatnie, namiętnie i bez pośpiechu.  

     Z Adą znaliśmy się od dzieciństwa. Mieszkaliśmy przy jednej ulicy, razem chodziliśmy do przedszkola, do podstawówki i razem bawiliśmy się „w doktora”. Oczywiście zmienialiśmy się w tej roli, dzięki czemu poznaliśmy różnice w budowie naszych ciał. Nie było w tym żadnej seksualności – po prostu zaspokajaliśmy dziecięcą ciekawość. Jednak gdy podrośliśmy, kiedy pojawiły się zaczątki owłosienia łonowego, a Adzie zaczęły pączkować piersi, gdzieś zniknęła nasza bezpośredniość i pojawiło się poczucie wstydu. To był koniec zabaw „w doktora”. Zmienił się też sposób, w jaki ją postrzegałem. Wcześniej była tylko koleżanką, zwykłą uczestniczką dziecięcych zabaw, teraz stawała się ponętną dziewczyną – obiektem młodzieńczego pożądania. Pięknym, szczupłonogim, blondwłosym ideałem piękna. Płynność jej ruchów pobudzała moją rosnącą męskość. Poznałem uroki samozaspokojenia. Wprawdzie nie byłem jej wierny, bo w czasie dojrzewania podnieca wszystko, więc często wyobrażałem sobie inne koleżanki – z klasy, ze szkoły, z sąsiedztwa, z ekranu, czy nieznajome widziane na ulicy. Najgorzej było na plaży lub basenie – dziewczęca świeżość odziana tylko w skąpe stroje, zmuszała do częstych robótek ręcznych w przebieralni, pod prysznicem, w toalecie, lub w wodzie podczas kąpieli. To też mnie jarało – wypuszczałem plemniki w obecności setek ludzi, nieświadomych tego, co się dzieje, obserwując jak białe smugi rozpływają się w wodzie.

     Wkrótce rozdzieliła nas szkoła średnia. Ada postanowiła zostać pielęgniarką, a ja poszedłem do technikum mechanicznego. Niestety obie szkoły były w innych miastach, więc zamieszkaliśmy w internatach, widując się jedynie w weekendy. Trochę się od siebie oddaliliśmy, mając nowe towarzystwo, obracając się w innych kręgach i w różnych miejscowościach. Dopiero podczas studiów we Wrocławiu, spotkałem ją przypadkiem na Juwenaliach, wypiliśmy sporo piwa, powspominaliśmy dzieciństwo, naśmialiśmy się z wpadek i gaf, by w końcu wylądować w moim łóżku w akademiku.  

     Niestety nie byliśmy w pokoju sami. Łóżko obok zajmował mój współlokator - Jacek. Byliśmy na jednym roku. Spał, kiedy weszliśmy do pokoju, więc cichutko rozebraliśmy się do bielizny i grzecznie położyliśmy się na moim łóżku. Wstyd się przyznać - miałem już 21 lat, a jeszcze nigdy nie spałem z dziewczyną. Nawet nie mówię o seksie. Po prostu pierwszy raz leżałem pod jedną kołdrą koło koleżanki, ubranej tylko w majteczki i koszulkę. W mojej głowie kołatały się tysiące myśli. Z jednej strony chciałem się z kimś kochać, z kimkolwiek, bo hormony we mnie buzowały, a z drugiej bałem się swojego całkowitego braku doświadczenia, że wystrzelę zbyt szybko, że nie będę umiał trafić tam gdzie trzeba, albo zrobię coś nie tak, lub zwyczajnie zostanę ofuknięty za podjęcie takich prób. Że zwyczajnie zawiodę jej zaufanie. I do tego jeszcze Jacek śpiący w tym samym pokoju! A co będzie jak się obudzi?! Pomyślałem jednak także, że jeśli nie spróbuję, to po pierwsze - lepsza okazja może mi się nie trafić, a po drugie – będę żałował do końca życia, że się nie odważyłem.  

     Ośmielony tą myślą, wsunąłem dłoń pod jej koszulkę, głaszcząc mięciutki brzuszek i zmierzając w kierunku piersi. Ada nie zaprotestowała. Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem już nie usnęła. Cholera! Jeśli się obudzi, może mnie znienawidzić! Nie miałem jednak takiej siły charakteru, by powstrzymać dłoń zbliżającą się do unoszonej spokojnym oddechem piersi. Kiedy już była w moim władaniu, kiedy poczułem jej ciepło i miękkość, Ada odwróciła głowę i nasze usta się spotkały. Całowaliśmy się namiętnie, a ja postanowiłem poznać głębię jej kobiecości. Z wielkim żalem wypuściłem z dłoni cudowną krągłość piersi, by podążyć nią w kierunku majteczek. Tymczasem z moich bokserek wynurzyła się głowa jednookiego węża, twardniejącego w okamgnieniu . Pulsując napierał na biodro Ady, sygnalizując przemożną chęć zwiedzenia jej wnętrza. Nie odrywając ust od moich, zamruczała z rozkoszą, kiedy wsunąłem dłoń pod gumkę majtek. Natrafiłem na dokładnie wygoloną bułeczkę, próbując zlokalizować otworek, który widziałem będąc dzieckiem, a który teraz jedynie sobie wyobrażałem. Zaciśnięte uda nie dawały mi dostępu do tego skarbu. Odpowiednim ruchem palców zasygnalizowałem, by rozwarła je, udostępniając mi swoją muszelkę.  

- Nie! Dzisiaj nie – usłyszałem jej szept.
- Oszaleję! Nie czujesz, że oszaleję! – jęknąłem kilka razy szturchając jej biodro twardym gnatem.
- Proszę cię! – wyszeptała błagalnie.
- Ale ja muszę! – nie dawałem za wygraną.

     Wtedy poczułem delikatne paluszki obejmujące mojego twardziela. Poruszyła nimi w górę i w dół, naciągając skórę na główkę węża.  
- Ada, proszę! – wyjęczałem, zanim zatkała mi usta swoimi. Jej język pieścił moje wargi, a dłoń rytmicznie poruszała się na penisie. Teraz jak na złość, rozszerzyła uda, pozwalając wniknąć moim palcom w wilgotną czeluść kobiecości. Tego było dla mnie zbyt wiele! Podniecony pierwszym sztubackim kontaktem z prawdziwą dziewczyną, wytrysnąłem obficie, zalewając pieszczącą mnie dłoń i koszulkę Ady wieloma strugami spermy. Przyniosło to ulgę tylko chwilową, bo napięcie wcale nie opadło. Nadal byłem twardy i spragniony seksu. Nie przerywałem pieszczenia pusi, a przyspieszony oddech i pojękiwania Ady tylko potęgowały podniecenie. Zatkałem jej usta pocałunkiem, żeby odgłosy rozkoszy nie obudziły mojego współlokatora. Szczytowała, zaciskając uda na pieszczących ją palcach, konwulsyjnie drżąc i ściskając w dłoni nabrzmiałego penisa. Pierwszy raz w życiu widziałem i czułem orgazm kobiety! Byłem dumny, że udało mi się doprowadzić ją do takiej ekstazy. Wkrótce zostałem za to nagrodzony.

     Kiedy już uspokoiła oddech, cichuteńko zniknęła pod kołdrą. Poczułem pieszczotę ust w miejscu, do którego jeszcze żadna z dziewczyn nie miała dostępu (pomijając zabawę „w doktora”). Całowała wszystkie zakamarki - a jest tam trochę krzywizn - łącznie z tą największą. Byłem wniebowzięty! A gdy poczułem jak główka pogrąża się w wilgotnym cieple, obejmowana delikatnymi wargami – zwariowałem! Miarowe ruchy ust, połączone z pieszczotą języczka, wspomagane delikatnym objęciem jąder paluszkami, zaczynały doprowadzać mnie do kolejnej erupcji uniesienia. Dałem jej znak, że jestem bliski eksplozji, ale go zignorowała. Wystrzeliłem pełny ładunek wprost na gorący języczek. Wow! Petarda! To było tak fantastyczne, że jeszcze przez długą chwilę nie mogłem się otrząsnąć z błogiego otępienia. Ada jakby znajdowała szczególną frajdę w mojej rozkoszy, wciąż jeszcze nie wypuszczała z ust mięknącego penisa. Pomyślałem sobie wtedy, że chciała mi jakoś wynagrodzić wcześniejszą odmowę i w sumie - nie żałowałem. To było naprawdę coś! Wtedy zrozumiałem, że ją kocham. Wychynęła spod kołdry i nasze usta znów się spotkały. Spodziewałem się posmaku spermy, ale nic takiego nie wyczułem. Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie roztrząsałem dłużej tej kwestii. W końcu wtuleni w siebie zasnęliśmy. Następnego dnia przy śniadaniu Jacek przyznał, że dzięki nam też miał w nocy udany seks. Jednoosobowy, ale udany
  
     Od tamtej nocy byliśmy z Adą parą. Okazało się, że poza seksem mamy też inne wspólne zainteresowania. Geograficzno- etnograficzno-podróżniczo-przyrodnicze. Zaczęliśmy od zwiedzania kraju, potem wypuściliśmy się na poznawanie Europy i Azji. Teraz zaś spełnialiśmy nasze największe marzenie – podróż po Afryce. Z wszystkich wypraw przywozimy mnóstwo zdjęć, filmów i ciekawych opowieści. Ich publikacja pozwala finansować kolejne wyprawy, łącząc pasję z pracą. Z tą Afryką to trochę szaleństwo – postanowiliśmy radzić sobie sami, bez przewodnika, bez znajomości dialektów, bez środków transportu, bez łączności ze światem. Po prostu zdani tylko na siebie, dojść do plemienia Bari. Dlaczego akurat Bari? Nie było jakiegoś specjalnego powodu. Po prostu potrzebowaliśmy celu, aby opracować trasę i przygotować pozostałe elementy ekspedycji.

     Poznawanie Afryki rozpoczęliśmy od przylotu do Dżuby w Sudanie Południowym. Stamtąd wyruszyliśmy już pieszo w kierunku granicy z Demokratyczną Republiką Konga. Na początku byliśmy tak podekscytowani, że nie przeszkadzały nam żadne niedogodności, jednak w drugim tygodniu marszu w niesłabnącym upale, zmęczenie dawało o sobie znać, irytowały insekty i doskwierała samotność. Niby fajnie jest tylko we dwoje – nie trzeba się z niczym ukrywać, można się rozebrać do naga, aby obmyć ciało w napotkanym strumieniu, czy bajorku, bzykać się kiedy tylko najdzie ochota, sikać gdzie popadnie, ale jednak człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje kontaktu z innymi osobami. Dlatego ucieszyliśmy się, gdy pod koniec drugiego tygodnia, z płaskowyżu po którym wędrowaliśmy, zobaczyliśmy w oddali dym. Lornetka pozwoliła nam dostrzec dwie osoby obok namiotu, jednak odległość była zbyt duża, by ocenić kim są. W Afryce nie każda napotkana osoba jest przyjacielsko nastawiona. Trzeba być ostrożnym. Postanowiliśmy bardziej się do nich zbliżyć i lepiej przyjrzeć.  

     Po około dwóch godzinach marszu byliśmy na tyle blisko, by zorientować się, że przy namiocie nikogo nie ma. Ognisko przygasało, otaczająca obozowisko plątanina najeżonych kolcami krzewów tworzyła ogrodzenie chroniące przed drapieżnikami i wejście również było zabezpieczone. Zastanawialiśmy się, gdzie zniknęły widziane przez nas osoby? Podeszliśmy bliżej, na tyle, że dało się usłyszeć dźwięki dobiegające z namiotu. Tak! Ktoś był w środku! W dodatku oddawał się nieskrępowanej niczym kopulacji! Kobieta jęczała, rozkręcona już na całego, facet dyszał i porykiwał, a wszystkiemu towarzyszyły klapnięcia i chlupnięcia typowe dla ostrego bzykanka.  

     Na mnie takie rzeczy działają. Pomimo zmęczenia wielogodzinnym marszem w upale, zapragnąłem umieścić twardniejącego drąga w wilgotnej cipce. Odciągnąłem Adę na odległość wystarczającą, aby nas nie usłyszeli ci z namiotu i zrzuciwszy plecak, pomogłem jej pozbyć się swojego. Widziała co się kroi, a może też poczuła podniecenie sytuacją, bo nawet nie wiem kiedy zsunęły się z niej spodenki i zobaczyłem wypięty w moją stronę tyłeczek, a pod nim błyszczącą kreskę. Była mokra! Przesunąłem kilka razy główką penisa wzdłuż szczelinki, rozchylając wilgotne wargi, po czym wbiłem się w nią z impetem i przytrzymując biodra rozpocząłem ostrą jazdę. Lubię ją brać od tyłu, a ona uwielbia być tak rżnięta, bo wtedy mocniej odczuwa każde pchnięcie. Wsunąłem dłonie pod koszulkę, żeby ogarnąć bujające się piersi. Nauczyłem się rozpoznawać stopień podniecenia Ady, po ich twardości. Oho! Teraz była bardzo, ale to bardzo podjarana! Może wyobraziła sobie czarnoskórego mężczyznę z wielkim przyrodzeniem, ujeżdżającego ją w tym namiocie? Może. Ale mnie cieszyło, że to ja jestem jej mężczyzną i to ja właśnie dochodzę w jej napalonej cipce. Doszła tuż przede mną. Tak jest prawie zawsze – to właśnie jej szczytowanie podnieca mnie do tego stopnia, że mam orgazm tuż po niej. Strzeliłem jej solidnego klapsa w tyłek. To za marzenia o czarnym facecie w namiocie. Nie wiem, czy je miała, czy to tylko moje wyobrażenie jej pragnień, ale klaps nie zaszkodzi. Profilaktycznie.

Uśmiechnęła się uroczo, jakbym rzeczywiście odgadł jej myśli. A może odkryłem inną stronę jej potrzeb?
- Podobało się? – zagadnąłem.
- Bardzo! Ty dzikusie! – uwielbiam ten szelmowski uśmiech. Roztapia moje serce i kocham ją wtedy najbardziej na świecie. Wtuleni w siebie całowaliśmy się jeszcze chwilę.

     Pomogłem jej się ubrać, włożyć plecak i zdecydowaliśmy się podejść do obozowiska. Zaczynało się ściemniać, więc nie było już innego wyjścia. Nasze najście w nocy mogłoby kogoś przestraszyć, a nie mieliśmy już czasu na przygotowanie własnego obozu. Idąc staraliśmy się głośno rozmawiać, żeby przygotować ich na nasze nadejście. Byli na zewnątrz namiotu, tuż przy ognisku, do którego czarnoskóra kobieta dokładała właśnie kolejne drewienka. On był białym, wysokim, barczystym blondynem. Patrzył na nas wyłaniających się z mroku, trzymając w rękach strzelbę. Gdy zorientował się, że jesteśmy zwykłymi turystami, napięcie go opuściło, odstawił fuzję, a na jego twarzy pojawił się serdeczny uśmiech.
- Hello! – przywitał nas, odciągając kolczaste gałęzie i zapraszając do środka.
- Hello! – wyciągnęliśmy dłonie do przywitania.
- I’m Mark. This is my girlfrend Mbu.
- Hi Mbu. Hi  Mark. I’m Adrian. This is Ada.

     Po przedstawieniu się i paru zwrotach grzecznościowych, zostaliśmy zaproszeni do ogniska. Zapytali, czy jesteśmy głodni? Byliśmy. Podobała mi się zręczność Mbu i płynność ruchów podczas przygotowywania posiłku. Przyglądałem się jej z ciekawością, bo jej wygląd i uczesanie nie sprawiały wrażenia, że jest rdzenną Afrykanką. Była bardzo wysoka i szczupła (z niezwykle długimi nogami, zakończonymi umięśnionymi, odstającymi pośladkami). Miała czarne, długie włosy, powiązane w tysiąc cienkich warkoczyków, ogromne oczy i wydatne usta. Jednak najbardziej fascynowała mnie jej zupełnie czarna, wręcz hebanowa skóra. Nie miała najczęściej widywanego odcienia brązu, czy czekolady. Była po prostu idealnie czarna. I błyszcząca. Tylko białe zęby i białka oczu kontrastowały z tą czernią. Nawet źrenice wydawały się czarne, choć następnego dnia w świetle dziennym przekonałem się, że są bardzo, bardzo ciemnobrązowe. Była zawinięta w cienką kolorową tkaninę, wiązaną na szyi. Bardzo zgrabnie to wyglądało. Poczęstowała nas plackami z jakimś sosem – były całkiem smaczne. Mogliśmy odwdzięczyć się tylko żywnością liofilizowaną (też taką mieli) lub butelczyną, których kilka niosłem, aby być przygotowanym na takie właśnie okazje.

Nie wstydź się skorzystać z łapki - tej z kciukiem do góry

                                                  Pozdrawiam.
                                                  0bi1

10 911 czyt.
100%92
0bi1

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 2999 słów i 17102 znaków.

Dodaj komentarz