Braterstwo cz. 2

Mark pochodził z Utrechtu, pracował w biurze projektującym łodzie żaglowe i bywał w Hadze służbowo. Tam w barze poznał Mbu – długonogą kelnerkę, której uroda zawróciła mu w głowie. Zagaił, zażartował, zaiskrzyło i od trzech lat są razem. Od dłuższego czasu namawiała go na wyjazd do Konga, w jej rodzinne strony. Stęskniła się za siostrami i rodzicami. W końcu uległ i tak oto nasze drogi spotkały się na skraju porośniętej wysokimi trawami sawanny. Z rzadka pojawiające się drzewa akacji dawały odrobinę cienia i pod jednym z nich, przy ognisku rozprawialiśmy się z butelką znakomitej nalewki z pigwy. Dostałem ją od przyjaciela – wybitnego twórcy nalewek z szerokiej gamy owoców. Tak bardzo brakowało nam towarzystwa, że prześcigaliśmy się w opowieściach. Nasi nowi znajomi okazali się być bardzo otwartymi, szczerymi i wesołymi ludźmi, więc rozmawialiśmy prawie do rana, Choć noce są tu czasem bardzo zimne, ognisko i alkohol rozgrzewały nas wystarczająco dobrze. Rozluźniony swobodną atmosferą, rzuciłem:

- Muszę wam podziękować.
- Tak? A za co, jeśli wolno wiedzieć? – zapytał Mark.
- Za fantastyczny seks – zaśmiałem się.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy coś razem robili – z uśmiechem odezwała się Mbu.
- Razem nie. Ale zainspirowaliście nas, gdy zbliżyliśmy się po raz pierwszy do waszego obozu. Kochaliście się tak głośno, że i nam się zachciało – już wszyscy się śmiali.  
- U nas to normalne – powiedziała Mbu. Po czym zaczęła otwierać przed nami świat Afryki - ten prawdziwy. Do trzynastego roku życia, wychowywała się tutaj, dorastając w grupie plemiennej, która nie zachłysnęła się docierającą niemal wszędzie cywilizacją białego człowieka. Grupie, żyjącej według dawnych zasad, tradycji, obrzędów i wierzeń. Nieznającej wstydu w takiej postaci, jak postrzegają go Europejczycy.  
- Czyli jakiej? – dopytywała Ada.
- Na przykład w Europie niewyobrażalną rzeczą jest nagość w miejscach publicznych, a u nas nikt nie zna, bo nie potrzebuje znać ubrań, więc nagość towarzyszy nam przez całe życie. Podobnie jest z seksem – nasze domy składają się tylko z dachu na słupach, więc wszystko odbywa się jawnie. U nas wstyd przynosi nieudzielenie pomocy członkowi plemienia, zdrada towarzyszy wyprawy łowieckiej, niepodzielenie się zdobyczą, ucieczka przed atakującym wrogiem i wszystkie inne zachowania psujące więzy łączące plemię w jedną społeczność. A człowiek wydalony ze społeczności nie przetrwa w samotności.
- A zdarzały się takie przypadki? – zapytałem.
- Niezupełnie. To może wywołać wasze oburzenie, ale w okolicy, gdzie polują nasi mężczyźni, nie ma zbyt wiele zwierzyny.
- Żartujesz?! Człowiek wyrzucony ze wspólnoty staje się obiektem polowania? Zwierzyną?! – Ada była zbulwersowana.
- To jest Afryka. Mięsa się nie marnuje – powiedziała to tak, jakby wcale nie widziała różnicy pomiędzy człowiekiem, a zwierzęciem.
- Zjadacie ich?! – teraz ja nie mogłem zapanować nad emocjami.
- Mięso to mięso – odpowiedziała niepewnie, widząc nasze oburzenie.
- Nawet jak to jest np. twój wujek? – dociekała Ada.
- Widzisz?! Europejczycy nie są w stanie tego zrozumieć. Dla nas w chwili, w której ktoś dopuści się czynu niegodnego, przestaje być człowiekiem. Przestaje być wujkiem, bratem ciocią, czy innym członkiem rodziny. Zresztą, u nas rodzina też wygląda inaczej.
- Jak to inaczej? – nie znałem innych modeli niż nasz, no może jeszcze mormoński.
- Po prostu inaczej. Ale dość! Już i tak za dużo wam powiedziałam. Teraz będziecie się bali, że was zjem - uśmiechnęła się szeroko ze swojego żartu, pokazując dwa rzędy idealnie białych zębów. Brrr! Wyobraziłem sobie jak rozszarpuje nimi mój biceps, ogryzając mięso do samej kości. W ciemnościach jej twarz, podświetlona tylko ruchomym światłem ogniska, wydała mi się nagle diaboliczna. To już była pora na zakończenie imprezy. Podziękowaliśmy za miłe towarzystwo i każda para udała się do swojego namiotu.

     Rankiem obudziły mnie chichoty dziewczyn dobiegające z zewnątrz namiotu. Rozejrzałem się, no tak Ady już nie było obok mnie. Wyszedłem, przeciągając się i kiedy dotarło do mnie co widzę, aż przetarłem oczy ze zdumienia – dziewczęta zupełnie nagie właśnie wodą z wiadra obmywały nawzajem swoje ciała, w dodatku mając przy tym niesamowity ubaw. Jeszcze bardziej rozśmieszył je widok mojego zaskoczenia. Śmiały się do rozpuku!  

- Przyzwyczaj się! Jak dojdziemy do plemienia Azande, to wszędzie będzie pełno nagusów – Ada śmiała się ze mnie.
- A nie mieliśmy przypadkiem iść do plemienia Bari? – dociekałem.
- Mbu jest z Azande i zaproponowała, żebyśmy dalej poszli razem z nimi. Zna język i w większej grupie będzie nam raźniej i bezpieczniej.
- Widzę, że decyzja już zapadła.
- Jeśli nie masz nic przeciwko – rzuciła na koniec.  

     W sumie nie miałem. A bonus w postaci widoku nagiej Mbu był wystarczającym argumentem. Nie spodziewałem się, że kolorowa materia okrywająca wczoraj jej ciało, kryła tak wspaniałe piersi – były duże, lekko wydłużone i bardzo szpiczaste, z brodawkami lekko zadartymi do góry. Tak samo czarnymi jak pozostała część hebanowego ciała. Ada przy niej wyglądała blado. Nie w sensie urody, tylko koloru skóry. Poza miejscami wystawianymi na działanie słońca, była biała jak śnieg. Na jej ciele odwzorowana była koszulka i spodenki bladości, kontrastujące z opalenizną nóg, ramion i twarzy. Białe piersi z małymi, brązowymi obwódkami sutków, były bardziej okrągłe i pełne niż czarnoskórej koleżanki. Oczy mojej dziewczyny znajdowały się na wysokości piersi Mbu – taka była różnica wzrostu. Zadziwiła mnie łatwość, z jaką Ada pozbyła się wstydliwości, bo przecież musiała liczyć się z tym, że Mark za chwilę podobnie jak ja, może zobaczyć ją nagą. Jednak bez skrępowania myła się wraz z nowo poznaną przyjaciółką.

- Good morning – usłyszałem z boku głos Marka. Nadchodził z kolejnym wiaderkiem wody. Nie zastanawiałem się wcześniej, skąd dziewczęta mają wodę. Teraz sprawa sama się wyjaśniła. Postawił wiaderko i zaprosił mnie do porannych ablucji. Zdjąłem koszulkę i zacząłem się myć, gdy kątem oka dostrzegłem, że Mark, podobnie jak dziewczyny, zrzuca z siebie wszystko. Czułem się trochę skrępowany, ale żeby nie wyjść na bigota, też pozbyłem się gatek. Jeśli chodzi o rozmiar, to nie miałem się czego wstydzić, choć to była w dużej mierze zasługa nagich dziewczyn – po prostu miałem częściową erekcję. Nas nie było stać na taką bezpośredniość, jaką widziałem u dziewczyn – to byłoby niemęskie - każdy mył się sam. Po umyciu ubraliśmy się i zjedliśmy śniadanie, a w czasie gdy z Markiem myliśmy naczynia, Mbu zaproponowała Adzie przymierzenie jednej ze swoich kolorowych „sukienek”. Zawinięta na modłę afrykańską w lekki barwny materiał, nie tylko wyglądała ponętnie i kobieco, ale także czuła się swobodniej niż w spodenkach i koszulce.

- To prezent – powiedziała Mbu, za co Ada uściskała ją i podziękowała siarczystymi całusami w hebanowe policzki. Nie zabrakło także pisków i okrzyków radości. Zwinęliśmy obóz i wyruszyliśmy przez morze traw. Teren, po którym się poruszaliśmy, nie znajdował się na obszarze chronionym, więc Mark cały czas trzymał w dłoniach strzelbę, wypatrując zwierzyny, która mogłaby stać się naszym wieczornym posiłkiem. Czuwał także, byśmy sami nie zostali obiadokolacją jakiegoś drapieżnika. To znacznie poprawiało nasze poczucie bezpieczeństwa. Gdy podróżowaliśmy tylko we dwoje, do obrony mieliśmy jedynie nóż i długi akacjowy kij. Tym można się było obronić co najwyżej przed wężami i hienami. Na lwy i inne koty taki oręż był niewystarczający. Mark szedł przodem, za nim Mbu, potem Ada i na końcu ja. Przeszliśmy tak kilka kilometrów, podczas których przypomniałem sobie niedokończony temat struktury rodzinnej w plemieniu, z którego pochodziła Mbu. Chęć poznania innych kultur przywiodła nas do Afryki, więc strasznie mnie to ciekawiło. Ponadto intrygowało mnie tak nagłe ucięcie tematu przez Mbu. Postanowiłem zapytać o to ponownie.

- Powiedz mi Mbu, dlaczego nie chciałaś opowiedzieć, jak wygląda rodzina w waszym plemieniu? Co w niej jest odmiennego?  
- Ha, ha! Widzę, że cię to dręczy – odpowiedziała śmiejąc się perliście.
- Ciekawi mnie to. Przyjechałem tu, żeby poznać inny świat, więc nie dziw się, że drążę temat. W dodatku ucięłaś rozmowę, jakby było w tym coś tajemnego.
- Było już późno i chciałam iść spać, a nasze relacje rodzinne nie są łatwe do zrozumienia dla europejczyków, przyzwyczajonych do jednego modelu rodziny.  
- Ale teraz mamy czas – zachęciłem ją do kontynuowania.
- Zacznę od tego, że w naszym plemieniu nie ma typowych małżeństw.
- My też nie jesteśmy z Adą małżeństwem, ale żyjemy razem, więc tworzymy jakąś wspólnotę rodzinną.
- Nie rozumiesz. U nas, zanim uzyskasz prawo do zamieszkania z kobietą, musisz przejść inicjację.
- Rozumiem – taki rytuał wejścia w dorosłość.
- Coś w tym stylu, ale możesz przechodzić ją wielokrotnie.
- Jak to? – rzeczywiście nie rozumiałem.
- Nie wiem, na czym to dokładnie polega, ale mężczyźni wyruszają na polowanie i jeśli pomyślnie przejdą inicjację, to zostają braćmi. Wtedy wszystko co mają, staje się wspólnym dobrem – kobiety, dzieci, kozy i krowy. Jeśli jeden z nich nie ma kobiety, może sobie wybrać na towarzyszkę którąś z sióstr lub córek drugiego.
- Jak to? Mieszkają wszyscy razem? – tym razem Ada się wtrąciła do rozmowy.
- Nie. Ale kiedy jeden z nich idzie polować, albo zginie na wojnie lub umrze z choroby, to drugi ma obowiązek dbać o wspólnotę.
- Ma się zająć żoną kolegi? – Ada dociekała wyraźnie zaintrygowana takim modelem.
- Nie żoną kolegi – wspólną! Także dziećmi, kozami i krowami. Ma też bronić ich wszystkich w przypadku napaści wroga.
- A jak tą żoną jest córka lub siostra?
- To oczywiście musi o nią zadbać, ale nie wolno mu z nią spać.
- A co w takim przypadku z jej potrzebami? – Ada wciągnęła się w temat. Zacząłem podejrzewać, że podoba jej się taki układ społeczny. W sumie wydawał się być lepszym od naszego – dawał kobietom większe poczucie bezpieczeństwa, a mężczyznom – wiadomo.
- To jest bardziej skomplikowane, niż wam się wydaje. Jak mówiłam – mężczyznom wolno przechodzić inicjację wielokrotnie, więc mogą zawrzeć braterstwo z kilkoma wojownikami, nawet podczas jednej wyprawy. Wtedy bliskie pokrewieństwo z jednym z mężczyzn, nie wyklucza zaspokojenia potrzeb takiej kobiety. Pomogą pozostali.
- Hmmm! Zaczyna mi się to podobać – powiedziała Ada śmiejąc się i zerkając na mnie.
- Wiesz, że mi też? – odgryzłem się.
- Ale skoro tak prawie wszyscy sypiają ze wszystkimi, to przecież szybko dojdzie do zbyt bliskiego pokrewieństwa dzieci – wtrącił Mark.
- Mogłoby tak być, gdybyśmy byli zamkniętą społecznością. Jednak co kilka lat dochodzi do utarczek pomiędzy pobliskimi plemionami. Wprawdzie ginie kilku wojowników, kilku odnosi rany, ale wygrani porywają część chłopców i dziewczynek. To pozwala na wykazanie się męstwem i wymianę krwi. Tak się dzieje od zawsze.
- To co Adrian? Zawieramy braterstwo? – zażartował Mark.
- Jasne!  - odpowiedziałem śmiechem. Dziewczyny też się śmiały, choć odniosłem wrażenie, że Ady wcale tak bardzo to nie bawiło.

     Dotarliśmy do granicy lasu, zostawiając sawannę za sobą. Postanowiliśmy zostać tutaj na noc, w pobliżu płytkiego strumyka, w którym ruch wody był niemal niezauważalny. Ale ochoczo skorzystaliśmy z dobrodziejstwa ochłody, zrzucając ciuchy i obmywając bez żadnego skrępowania swoje nagie ciała. Później dziewczyny zajęły się przygotowaniem posiłku, a my zaczęliśmy budować ogrodzenie z gałęzi akacji. Rozbicie namiotów to już była drobnostka. Zmęczeni całodniowym marszem, od razu po zjedzeniu posiłku udaliśmy się na spoczynek. Jednak nie mogłem zasnąć, mając przed oczami wspomnienie wzajemnego mycia się przez dziewczyny, ich dłoni błądzących po ciele koleżanki, pieszczących piersi, sięgających do miejsc najintymniejszych. Wyobraźnia podsuwała mi obraz delikatnej pieszczoty paluszków w gąszczu owłosienia łonowego, kto wie, czy niewnikających w różową, ciepła szczelinkę, albo prześlizgujących się pomiędzy pośladkami. Różnica kolorów ich skóry dodawała pieprzyku całej tej imaginacji, odprowadzając krew w okolice krocza. Byłem twardy, więc przystąpiłem do ataku. Zacząłem pieścić piersi Ady, najpierw dłonią, potem ustami, by wreszcie podążyć nimi w kierunku wzgórka łonowego. Uwielbiała być pieszczona językiem w tym miejscu. Za pieszczotę oralną była gotowa zrobić wszystko. Ja zaś liżąc jej intymny guziczek, wyobrażałem sobie, że to hebanowe wargi Mbu rozchylam ustami. Wiem – to nie fair w stosunku do Ady, ale czy miałem pewność, że ona nie wyobraża sobie w tej chwili kogoś innego, pieszczącego jej kobiecość – np. Goslinga, Clooneya, Marka, czy nawet Mbu? Słyszałem, że większość kobiet jest biseksualna, więc dopuszczałem nawet taką możliwość. Ale czy to ma jakieś znaczenie, o kim myślimy w trakcie seksu? Ważne jest, z kim to robimy i czy kochamy tę osobę. Wszystko inne tylko wzbogaca nasze pożycie.  

     Ada coraz częściej i głośniej wzdychała, pojękując od czasu do czasu z rozkoszy, kiedy do moich uszu dotarły wtórujące dźwięki z sąsiedniego namiotu. Mbu swoim przeżywaniem aktu miłosnego, zaczęła zagłuszać Adę, choć ta była o wiele bliżej moich uszu. Jęczała wcale nie tłumiąc swojej ekspresji, a dźwięk klaskania bioder Marka o jej pośladki usztywnił mojego penisa tak, że musiałem coś z tym zrobić. Obróciłem Adę do pozycji „na pieska” i wszedłem w rozgrzaną wilgoć cipki. Ada także przestała się powstrzymywać, jęki obu lasek towarzyszyły samczym pomrukom i pozostałym dźwiękom charakterystycznym dla spółkowania, dobiegającym z obu namiotów. Przemknęło mi przez głowę pytanie: czy Mark podobnie jak ja Mbu, wyobraża sobie w tej chwili, że ujeżdża Adę? Nie znałem odpowiedzi, ale poczułem jak moja kobieta tężeje, szczytując z niepohamowanym okrzykiem towarzyszącym ekstazie, a wtóruje jej głośnym ooooooooj! dochodząca w tym samum czasie czarnoskóra piękność. Tego było dla mnie zbyt wiele! Ryknąłem jak lew, wystrzeliwując nasienie w megaorgazmie. Oczami wyobraźni widziałem, że to czarna cipka Mbu pochłania strugi mojego nasienia i marzyłem, by kiedyś się to ziściło. Choć już sam fakt, że słyszałem jak dochodzi był niesamowitym doświadczeniem. Nigdy tego nie zapomnę!

Śmigło do góry, to i kciuk do góry!   
Jest na dole po prawej stronie. Nie zapomnij go użyć.
                                        Pozdrawiam
                                        0bi1

5 453 czyt.
100%81
0bi1

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 2710 słów i 15253 znaków.

Dodaj komentarz