Bliźniaczki cz.2

W sobotni poranek zupełnie jak za dawnych czasów wstałem rano i poszedłem z matką na zakupy. Nie było daleko na pobliski targ, ale, po co ma dźwigać te torby, których zawartość w większości opróżnię ja z ojcem. Wszystko wokół wyglądało tak jak zawsze, no może kilka drzew wycięto i wstawiono stojaki rowerowe pod każdym blokiem. Mama kupowała warzywa, a ja wkładałem do torby. Ze starej gwardii handlarzy nie było nikogo, ale kilka twarzy było podobnych do wspomnianej gwardii.
- Wszystko?- zapytałem.
- Potrzebuję jeszcze makaron i kaszę, ale musimy iść do marketu.
Miasteczko małe, więc wszędzie blisko. Pod samym sklepem przywiązanych było kilka psów, które swoim pieskim wzrokiem wyrażały swój stosunek do zakupów. Tym razem nie wpadłem na wczorajszą dziewczynę, bo akurat płaciła za swoje produkty.
- Weź koszyk- usłyszałem od mamy. Zagapiony na dziewczynę odniosłem wrażenie, że faktycznie kogoś mi przypomina. Odlepiłem wzrok od niej, gdy skapnęła się, że na nią patrzę.
Po jej wyjściu zaczekałem jeszcze chwilę przy wózkach. Odwiązywała psa. Taki mały, kudłaty z wyłupiastymi oczami. Miałem na końcu języka jego nazwę, ale patrzyłem gdzie indziej. Jej dżinsy opadły poniżej stringów, które wzbudziły moją erekcję. Wczorajsza zabawa to musiała być jej sprawka, a raczej podniecenia, które we mnie wywołała.
- Idziesz?- mama szarpnęła mnie za ramię.
- Już.
- Zakochałeś się czy co?
- Nie wiesz przypadkiem, co to za rasa?- próbowałem odwrócić jej uwagę.
- Shih tzu.  
- Skąd wiesz?
- Pani Stasiak z trzeciego ma takiego samego.
- Agresywne to?
- Jej potrafi skoczyć do nogawki, ale nie każdy taki jest. A co?
- Nic.
- Chcesz kupić?
- Po co mi pies?
- Ludzie różnie radzą sobie z samotnością.
- Mamo.
Kupno trzech produktów zajęło ponad pół godziny. Z trzech kas otwarta jedna i jeszcze kasjerka latająca po sklepie za kodami od cukierków. Po powrocie uruchomiłem laptop i udostępniłem Internet z komórki, bo niestety rodzicom nie był potrzebny inny niż ten z telefonu. Przeszukałem Facebook, ale nawet moi znajomi nie mieli jej w znajomych.  
- Zaraz wracam- wyszedłem na klatkę i powędrowałem na trzecie piętro. Zapukałem w siódemkę.
- Dzień dobry.
- Piotrek? Ale się zmieniłeś.
Nie pamiętam ile lat jej nie widziałem, ale nadal była nie starą a już bardzo starą panną.
- Wejdziesz? Chcesz się napić ze mną kawy?
Ona proponowała to każdemu, kogo poznała. Była u mnie na osiemnastce, bo pomagała mamie na weselu mojej siostry. I właśnie wtedy próbowała namówić na kawę mojego chrzestnego, który miał już dość wypite, ale odmówił grzecznie. Kolejnym jej łupem miał być ojca znajomy, którego zaprosiłem, bo dorabiałem sobie u niego w weekendy. On też odparł jej zaloty. Teraz miałem dwadzieścia lat więcej i próbowała tego ze mną.
- Mama powiedziała, że ma pani takiego rasowego pieska.
- Tadek?
- Kto?- parsknąłem.
- Tadziulek.  
- Mógłbym go pożyczyć?
- Co zrobić?
- Wpadłem na kilka dni do rodziców i mam trochę wolnego czasu. Mogę zabrać go na spacer.
- Boi się obcych.
Po chwili przybiegł i obszczekał mnie. Nachyliłem się i dałem powąchać rękę. Wahał się, ale w końcu się przekonał i dał się pogłaskać.
- Widzi pani? Polubił mnie. Mogę go zabrać?
- Sama nie wiem. Lepiej byłoby jakbym poszła z tobą ten pierwszy raz.
Oczywiście, że nie brałem tej propozycji poważnie. Pierwszy raz z psem razem może się okazać zachętą do pierwszego razu w jej łóżku.
- To jak?- nie ustępowałem.
- Pilnuj go- zaczepiła smycz- Pilnuj, żeby nic nie jadł na dworze.  
- Ok. Dziękuje. Przyprowadzę go zaraz po spacerze.
Wróciłem do mieszkania rodziców.
- Piotrek? Co ty kombinujesz?- mama aż wyszła z kuchni.
- Nudzę się trochę. Tak sobie pomyślałem, że spacer dobrze mi zrobi.  
- Po co ci pies?
- Nie będę wyglądał jak zbok krążąc między blokami z pieskiem przy nodze.
- Co ty mówisz?
- O której obiad?
- Za godzinę.
- W takim razie wracam za godzinę.
Zrzuciłem laczki i wciągnąłem moje adidasy.
Pierwszy etap mojego planu był za mną. Obserwacja pod przykrywką spaceru z psem była dobrym powodem do czasu. Krążenie wokół bloków i to po kilka razy mogło wzbudzić czujność niejednego rodzica, ale gorsza była wizja deszczu. Niebo się zachmurzyło, ale wytrwałem. Kilka chwil po piętnastej na osiedlu pojawiła się nieznajoma, ale jakoś nie potrafiłem pójść za nią. Nie miałem pojęcia, od czego zacząć rozmowę, bo na tych psach nie znałem się wcale. Wyjąłem komórkę i wybrałem numer kolegi przebywającego za granicą. Było, o czym pogadać, a ja mogłem pójść za nią do jej domu. Teraz już wiedziałem gdzie mieszka, ale poszedłem na około nie chcąc palić sytuacji.
Po powrocie oddałem psa i musiałem znów odmówić kawy, ale wyraziłem chęć na kolejny spacer z Tadkiem. Mama natychmiast popędziła do kuchni, aby odgrzać obiad. Nie pytała gdzie byłem, nie robiła awantury, że nie jadłem z nimi. Była wyrozumiała i chyba coś sobie wykreowała w związku z tą dziewczyną. Zamknąłem się w pokoju i odpaliłem Roksę. Wczoraj wystarczyła ręka, ale dzisiaj nic nie osiągnąłem a w życiu trzeba jakoś sobie radzić. Oczywiście w moim mieście żadnych chętnych, ale Toruń miał wiele do zaoferowania. Trochę się zagalopowałem przy niektórych fotkach, ale całe szczęście drzwi się zacinały odkąd pamiętam. Poprawiłem spodnie i zdążyłem wyłączyć ekran, gdy mama weszła do pokoju.
- Jedz, bo zaraz wystygnie.
Zabrałem talerz i wyszła. Oglądanie cycków przy schabowym nie sprawiało mi problemów, ale z masturbacji nici. Wybrałem dwie kandydatki, które miały zapewnić mi dzisiaj mocne wrażenia. Chcąc odkupić winy zabrałem talerz do zlewu.
- Było smaczne- rzuciłem do siedzącej w salonie mamy.
- Zostaw w zlewie. Później pozmywam.
- Umyję.
Kiedy odkładałem talerz mignęła mi w oknie nieznajoma. Ubrana w jasną chyba dżinsową kurtkę z torebką zawieszoną przez ramię szła w kierunku dworca. Nie myliłem się. Po kilku minutach odjechał autobus w kierunku Torunia.
- Tato? Pożyczysz mi samochód?
- Trzeba zatankować.
Obyło się bez zbędnych pytań, ale nie miałem zamiaru chwalić się, że jadę do panienki na telefon. Wróciłem do siebie i wybrałem numer czarnowłosego kociaka. Odebrała głosem tak namiętnym, że stanął mi natychmiast.
- W czym mogę pomóc?
W czym? A jak myślisz?- chciałem powiedzieć, ale ugryzłem się w język.
- Pani Kamila?
- Przy telefonie.
- Ja w sprawie spotkania. O której godzinie mogę odwiedzić tak słodkiego kociaka?
- Dziewiętnasta?
- Będę- odpowiedziałem bez chwili zawahania.
- Czekam- mruknęła do telefonu a ja niemal padłem z wrażenia.
Wyjąłem z torby świeżą bieliznę i poszedłem do łazienki. Wziąłem dokładny prysznic. Ogoliłem się przed przyjazdem tutaj, a mój zarost nie odrastał tak szybko. Wciągnąłem czerwony t-shirt i dżinsowe spodnie.  
- Kluczyki?- zapytałem ojca.
- Leżą w drugiej szufladzie komody w przedpokoju.
Wyjąłem brelok z logo Audi. Czwórka miała już osiem lat, ale pożyczonym i to od taty nie gardzi się wcale. Szczególnie, że sam jeździłem dziesięcioletnim Volkswagenem.
- A do garażu?
- Samochód jest pod blokiem. Jutro odstawię. Zatankowany.
- Dzięki tato- położyłem stówę przed nim.
- Weź to- przesunął banknot w moją stronę- Rozumiem, że nie pijesz skoro bierzesz auto?
- Oczywiście, że nie. Dzięki tato.
Stówkę zostawiłem, bo mając kasę na usługi nie mógłbym jeszcze ciągnąć kasy na paliwo od ojca. Dotarcie na drugi koniec miasta nie było specjalnym wyczynem, gorzej z miejscem do parkowania pod wieżowcami Rubinkowa. Zadzwoniłem do niej jeszcze raz, aby zapytać o numer mieszkania. Auto zostawiłem dwa bloki dalej. Wjechałem windą na ósme, bo nie chciałem marnować sił, które mogłem spożytkować inaczej. Wcisnąłem dzwonek, ale nic. Dopiero jak zapukałem drzwi otworzyła kobieta ze zdjęcia.
- Zapraszam.
Nie zniosłem dymu, ale widocznie nie zdążyło się przewietrzyć.
- Na co masz ochotę?
- Na ciebie- uśmiechnąłem się.
- Minetka, palcówka, lodzik i klasyczny w gumce za dwieście. W tyłek stówa dopłaty. Za pięć stów więcej może być bez kondoma.
Znałem cennik przecież. Wyjąłem kasę na stolik przy łóżku. Dwie, sztywne jak mój kutas stówki dały jej do zrozumienia, że anal nie wchodzi w grę. Najbardziej bałem się AIDS, bo życia miałem jeszcze przed sobą sporo i nie chciałem zmarnować go w szpitalu. Seks bez gumki mógłbym tylko uprawiać z zaufaną mi kobietą, a takich było bardzo niewiele w moim życiu i przyznam, że to były również trudne decyzje. Ściągnąłem spodnie i dałem się rozgrzać krótkim obciąganiem, bo szło jej dość topornie. Jeżeli od rana miała już kilku klientów, to musiała już mieć dość przyjmowania fiuta do buzi. Już od dzieciaka jarały mnie kobiety MILF i dlatego wybrałem cycatą pięćdziesiątkę, bo opinie miała lepsze niż małolaty robiące wszystko na odpierdol. Gdy zdjęła bluzkę obnażyła całkiem fajne cycki. Nie za duże, nie za małe. Sterczące, ale można było wepchnąć miedzy oba swojego kutasa. Zrobiłem to bez wahania a ona współpracowała ściskając oba nie dając mi wytchnienia. Nie odliczałem minut w pamięci, ale godzina to godzina. Pchnąłem ją na łóżko i zabrałem się za oblizywanie cipki. Wygolona, zwisająca, ale nadająca się do przygryzania. Przyciskając moją głowę mocniej sprawiała wrażenie, że podoba się jej, ale to mnie miało się podobać. Po kilku nieudanych ostatnio przygodach ten wieczór był dość przyjemny. Sięgnąłem po gumkę i wciągnąłem. Odwróciłem ją i wszedłem na pieska. Zacząłem wolno wchodząc jak najgłębiej uderzając jądrami w krocze jak najmocniej, uwielbiałem ten dźwięk. Przyspieszałem i zwalniałem aż poczułem błogi stan. Wyjąłem pulsującego fiuta kładąc go na jej tyłku.
- Chcesz tego?- szepnęła.
- Jasne, że chcę.
Wbiłem się wolno, ścianki odbytu natychmiast oplotły kutasa. Widocznie nie każdy był skory zapłacić zielonego za kilka chwil w tyłku. Ścisnąłem mocno pośladki i wchodziłem równym tempem. Jej dłonie zaciskały poduszki równie mocno jak odbyt fiuta. W końcu padła a ja na nią ciężko dysząc. Plasknięcia były coraz głośniejsze, aż wydarłem się jak oszalały, gdy zacisnęła go w środku tak mocno. Przycisnąłem jądra do rozgrzanej cipki leżąc na niej jeszcze przez kilka chwil. Tego mi było trzeba już poprzedniej nocy.  
Związałem kondoma i schowałem do pudełka, które było do zniszczenia. Skorzystałem z łazienki, aby umyć fiuta. Wyjąłem z portfela stówkę i pięćdziesiąt z kieszeni spodni.  
- Było wspaniale- powiedziałem kładąc banknoty na łóżku.
- Zapraszam ponownie. Przedstaw się jak dzisiaj to znajdę czas od razu.
Wiedziałem, że nie wrócę tutaj ponownie. Było tyle kobiet, do których mógłbym wrócić bez pieniędzy i pewnie wybłagałbym coś podobnego. Teraz byłem w pilnej potrzebie, a Kamila wpuściła mnie w tyłek bez pytania o pieniądze. Tacie nie zwróciłem za paliwo, ale należał się jej napiwek za przyjemność i rozkosz, której doznałem w potrzebie.
Po wszystkim udałem się do centrum. Samochód zostawiłem w pobliżu hotelu przy bulwarach. Poszedłem na rynek. Festiwal światełek i pełno ludzi także miasto żyło. Rozglądałem się za jakąś fajną dziewczyną, ale większość była w towarzystwie chłopaka. Co starsze to zaobrączkowane. Wszedłem do jednego z klubów, ale nie wypić, chociaż jednego to grzech. Najpierw wyjąłem komórkę.
- Tato wrócę jutro. Będę nocował u Tomka.
- A samochód?  
- Jego dziewczyna nie pije.
- Baw się dobrze- usłyszałem jego westchnięcie. Wybrałem numer Tomka, ale odpowiedziała mi poczta głosowa. Zamówiłem jedno piwo. Wypiłem szybko, zapłaciłem i wyszedłem na, zewnątrz, bo ciepło wnętrza mogłoby zadziałać na mnie natychmiastowo. Stałem kilka chwil przy Koperniku próbując dodzwonić się do Tomka, ale bezskutecznie. Wszedłem na Facebook i dowiedziałem się, że pracuje w UK. Miałem w planach zakończyć picie i wytrzeźwieć. Poszedłem nad Wisłę, bo chłód rzeki doprowadzał mnie do pionu znacznie szybciej niż spacery po mieście. Siedziałem na betonie i obserwowałem zazdrośnie szczęściarzy, którzy dziś zaliczą młode damy, z którymi tak się całowali.
Gdy czułem się znacznie lepiej poszedłem w kierunku dworca autobusowego. Skoro przyjechała tutaj musiała jakoś wrócić chyba, że ktoś mógł ją zabrać. Nie miałem nic do stracenia. Wszedłem na dworzec rozglądając się dyskretnie. Kręciły się po nim małolaty trzymające się ledwo na nogach, ale żadnej w białej kurtce. Przyznam, że propozycja loda za pięć dych była kusząca, ale szukałem czegoś innego, a raczej kogoś innego. Ostatni autobus odjeżdżał przed dziesiątą. Komórka wskazywała w pół do dziesiątej i gdyby miała nim odjechać pewnie by tu była. Zawinąłem się z powrotem tą samą drogą. Przy placu Katarzyny wpadła na mnie dziewczyna w czarnej bluzce.
- Znowu?- usłyszałem.
- Co znowu?- próbowałem opanować szum w mojej głowie, bo tym razem dostałem w głowę. Potarłem nos raz, potem drugi.
- Krew?- szepnąłem.
- Nic ci się nie stało?
- Dam sobie radę.
- Ty krwawisz- spojrzała na moją rękę-  Spóźnię się na autobus.
- Leć. Nic mi nie jest.
- Na pewno?
Było mi niedobrze. Miałem oczywiście zamiar ją powstrzymać.
- Ty masz shih tzu?
- Mam.
- Też chciałem kupić, ale nie wiem najważniejszej rzeczy.
- Jakiej?
- Jak znosi samotność.
- To bardzo towarzyski pies. Skacze z radości, gdy wrócisz.
- Jak wracam do mieszkania to nikt za mną nie skacze.
- Musisz to zmienić.
- I pies pomoże?
- Na pewno będzie ci raźniej.
- Dzięki za info. Biegnij, bo się spóźnisz.
Wyjąłem drugą chusteczkę i wytarłem nos. Zerknąłem na komórkę. Była 21:42 i miała trzy minuty na pokonanie kilkuset metrów.
- Nie zdąży- usiadłem na ławce czekając sam nie wiem, na co. Ocknąłem się, gdy ktoś złapał mnie za ramię.
- Nie mam nic przy sobie- krzyknąłem.
- Nic nie chcę od ciebie. Zadzwonić po karetkę?- wróciła nieznajoma.
- Jestem po jednym piwie. To może nie być zbytnio przyjemne.
- Czym przyjechałeś?
- Samochodem.
- Daleko stoisz?
- Na bulwarach.
- Mogę cię odprowadzić- zaproponowała.
- A ty, czym wrócisz?
- Miejskim na dworzec PKP.
- O tej godzinie?
- Zaczekam za nocnym.
- Chodźmy- podniosłem się z ławki.
Gdy był festiwal świateł było bezpieczniej w Toruniu. Przejście przez rynek nie było pełnym strachu wyzwaniem. Idąc wzdłuż Wisły w kierunku mostu miałem dużo czasu, aby wypytać ją o psa. Opowiadała z pasją, ale jej oczy nieźle się błyszczały. Chciałem zapytać, dlaczego tak krótko była w Toruniu, bo przecież wyjechała trochę wcześniej ode mnie, ale to nie była moja sprawa. Może bawiła się sama i walnęła sobie dwa drinki, ale nikt nie wpadł jej w oko?
- O której ten nocny?- zapytałem, gdy dotarliśmy do samochodu.
- Za jakieś pół godziny.
Zerknąłem na zegarek. Spacer zajął nam ponad czterdzieści minut i praktycznie czas mojego dojścia do siebie pokrywał się z jej odjazdem.
- Mogę cię odwieźć.
- W takim stanie?
- Czuję się lepiej, ale dopiero o jedenastej będę całkiem pewien.
- Wrócę pociągiem.
- Daleko mieszkasz od dworca?
- Na domkach.
- Musisz jeszcze przejść przez osiedle.
- Zadzwonię po siostrę to przyjdzie po mnie z naszym pieskiem.
- Masz siostrę?
- Mam.
- Odwiozę cię- złapałem ją za dłoń.
- Ej…To, że wypiłam dwa drinki nie oznacza, że jestem nawalona.
- Sorry. Nie chciałem. Nawet tak nie pomyślałem.
- Okej. Przejdźmy się jeszcze.
Zamknąłem samochód i przeszliśmy się bulwarem do mostu kolejowego i z powrotem. Było wpół do dwunastej gdy wróciliśmy do auta.
- Teraz możesz jechać.
- Moja propozycja jest nadal aktualna.
- Pojadę, ale nie będziesz wykonywał żadnych dziwnych ruchów.
- Przysięgam.
- No to w drogę- wsiadła do środka i pojechaliśmy do naszego miasteczka.
Pojechałem na osiedle domków.
- Gdzie?
- Jeszcze dwa domy.
Przejechaliśmy jeszcze jakieś sto metrów i kazała mi się zatrzymać.
- Lepiej żeby moja siostra cię nie widziała.
- Okej. Świetnie się bawiłem w twoim towarzystwie.
- Nie było źle, ale przez ciebie się spóźniłam na autobus.
- Sorry.
- No cóż- westchnęła ciężko- Zachowałeś się jak dżentelmen.
- Jak kto?
- Jak dżentelmen- położyła mi dłoń na rozporku i ścisnęła spodnie.  
Jej dotyk był tak błogi, że stanął mi natychmiast.
- Ej! Co to było?
- Nagroda.
- Za co?
- Zachowałeś się miło- uśmiechnęła się i wysiadła z auta, a ja za nią.
- Dzięki za porady. Dasz się jeszcze gdzieś zaprosić?
- Nie spotykam się z obcymi.
- Piotrek- wyciągnąłem rękę, którą uścisnęła.
- Wiem.
- Skąd?
- Kolegowałeś się kiedyś z moim bratem. On już tutaj nie mieszka.
- Wyjechał?
- Jakaś dzida zawróciła mu w głowie.
- Ty mi też zawróciłaś w głowie.
- Naprawdę?- parsknęła śmiechem- Nie chciałam.
- Ale to zrobiłaś.
- Jedź już, bo robisz hałas tym dieslem.
- Mogę zgasić.
- Nic z tego. Siostra jest w domu.
- Możemy pojechać do mnie.
- Nie mieszkasz tutaj.
- Jestem u rodziców.
- Nie byliby zadowoleni z tej wizyty o tej porze. Dobranoc.
Zamknęła mi furtkę przed nosem. Zapakowałem się do Audi i pojechałem na osiedle. Zaparkowałem pod murkiem na widoku z okna. Sprawdziłem czy zamknąłem drzwi, były zamknięte. Zerknąłem w górę. Widziałem sylwetkę ojca a on znał klekot tego silnika.

1 komentarz

 
  • kopciuszek20

    Przeczytałam twoje wypociny, Tu nic się nie dzieje, przestań pisać!!!!!

  • iamnaughty1990

    @kopciuszek20 Nie zawsze jest jak na pornosach, że każda pierwsza daje bez oporów.

  • Xe

    @iamnaughty1990  Pisz dalej ciekawa historia z dobrym napięciem jak na ten moment

  • Propsy za Bydgoszcz

    @kopciuszek20 przestań, było całkiem spoko. fajna historia

  • iamnaughty1990

    @Xe Dzięki bardzo. Pozdrawiam!

  • iamnaughty1990

    @Propsy za Bydgoszcz Wielkie dzięki! Pozdrawiam z Bydzi!