Xandra

18.grudnia 2002 r.
Pokój hotelowy

-Rozbierzesz się czy sam mam to zrobić? - powiedział do siedzącej na rogu łóżka Xandry. Popatrzyła na niego obojętnym wzrokiem, oblizała usta i podniosła się z trudem mimo że nie ważyła wiele. Mężczyzna uśmiechnął się nie ukrywając podniecenia w spodniach, palcami rozpiął brązowy pasek od Louis Vuitton, zwinął go i położył na komodzie. Jedyne co Xandra o nim wiedziała to to, że jest żonaty. Nie musiała nawet pytać, mężczyzna się z tym nie krył i z dumą nosił obrączkę na palcu.  
Ciekawe jak go sobie wyobrażasz… Pewnie zabójczo przystojnego bruneta o latynoskiej urodzie, wysportowanego, wysokiego, po trzydziestce lub przed. Nic bardziej mylnego. Mężczyzna jest grubo po czterdziestce, nie należy do atrakcyjnych, od jego łysiny odbija się światło lampki, która stoi w rogu pokoju. Jedynym pocieszeniem jest to, że jest dość szczupły.  
-Może wejdziemy pod prysznic? - zapytała uwodząco. Mężczyzna bez dłuższego zastanowienia pospiesznie ściągnął spodnie i koszule. Xana poprosiła go o rozsunięcie zamka od sukienki a ta pod wpływem grawitacji zsunęła się z jej ciała. Ruszyła przed nim do łazienki delikatnie kołysząc biodrami. Stanęła tyłem pod deszczownicą a chwilę potem poczuła jego ciepło na swoich plecach. Następnie jego ręka wylądowała na jej brzuchu i zbliżył ją do siebie. Poczuła na pośladkach jego twardość, odchyliła głowę a on zaczął całować i ssać jej szyję. Ręką zaczął zjeżdżać w dół wsuwając pod ciemną, koronkową bieliznę. -Zaczekaj tu na mnie. - odsunęła się od niego. Kiwną głową i zostając sam odkręcił wodę i zmoczył swoje ciało.  
Xandra wyszła z łazienki zamykając drzwi i pospiesznie ubrała sukienkę. Z fotela zabrała torebkę do której schowała pasek mężczyzny, podbiegła do spodni wyciągnęła portfel. - Tysiąc euro… - szepnęła sama do siebie i schowała banknoty do torebki. Przeszukała kieszenie marynarki ale nic poza wizytówkami nie znalazła. - David Black, prawnik.  
-Skarbie długo jeszcze? - nagle woda przestała szumieć a Xana słyszała mokre kroki po kafelkach łazienki. Jej serce przyspieszyło swoją prace i nagle w pokoju zrobiło się bardzo duszno. Schowała wizytówkę do torebki i wybiegła z niego. Weszła do windy i kilkukrotnie kliknęła guzik na podziemny parking. Gdy drzwi się zamykały ujrzała nagiego Davida, któremu pomachała. Zjechała windą i pobiegła do jedynego auta na tym parkingu. Usiadła za kółkiem i grzebała w torebce w poszukiwaniu kluczy. Gdy je znalazła odpaliła samochód i z piskiem opon wyjechała z parkingu.  
Jechała główną drogą i nagle usłyszała melodię w torebce. Wciąż patrząc na drogę wyciągnęła telefon i odebrała.  
-Xan, kiedy będziesz w domu? Już jest późno. - słysząc matczyny głos w słuchawce delikatnie się uśmiechnęła.
-Dziś śpię u Sophie. Zapomniała ci powiedzieć, przepraszam.  
- Spokojnie, bawcie się dobrze. Kocham cię.
-Ja ciebie bardziej. - rozłączyła się i spojrzała w lusterka. -Kurwa. - powiedziała to zjeżdżając na pobocze gasząc silnik. Chwile potem policjant stał przy jej oknie i delikatnie zapukał. -Dobry wieczór panie władzo.  
-Dobry. Aspirant Liam Hanks. Wie pani dlaczego panią zatrzymałem? - policjant nachylił się i gdy ich spojrzenia się skrzyżowały ich serca zaczęły bić szybciej a oddech zrobił się płytki. Trans przerwała Xana.  
-Nie mam pojęcia. - uśmiechnęła się uwodząco. Mężczyzna był zabójczo przystojny. Latynoska uroda, ciemne włosy oraz oczy. Granatowa koszula munduru służbowego idealnie opinała mięśnie przez co Liam był jeszcze bardziej seksowny w oczach Xany. Chciała mu ją ściągnąć i podziwiać jego wyrzeźbiony brzuch. Zaatakować jego malinowe usta, jedną dłoń włożyć w gęste czarne włosy a drugą rozpinać spodnie. Pocałunkami zjechać na szyję, klatkę piersiową, brzuch aż w końcu klęczeć przed nim i patrząc mu w oczy wyciągnąć ze spodni twardego penisa.
-Słucha mnie pani? - Xana na te słowa skrzywiła się bo wyobrażenia na jego temat były jak film, którego nie chciała przerywać.  
-Przepraszam, zamyśliłam się.  
-Proszę dokumenty. - Xana bez zastanowienia sięgnęła do torebki i z portfela wyciągnęła prawo jazdy. Podała policjantowi. -No dobrze pani Xandro, dziś skończy się na pouczeniu ale następnym razem niech pani nie rozmawia przez telefon jadąc autem.  
- Jak pan będzie na służbie to nawet spowoduje wypadek. - zachichotała.
-Lepiej nie, dużo papierkowej roboty nie będę miał kiedy z panią wypić kawy.  
-To zaproszenie?  
-Do zobaczenia pani Xandro. - podał jej dokument i karteczkę z numerem. Xana uśmiechnęła się i odpaliła samochód. Gdy Liam stał jeszcze przy radiowozie nacisnęła pedał gazu i z szybko rosnącą prędkością odjechała zostawiając za sobą tylko kurz. W telefonie wybrała numer Liama od razy go sobie zapisując.  
Nie jechała długo, zaledwie kilka minut później była u przyjaciółki. Zaparkowała przed blokiem, zgasiła silnik, zabrała swoje rzeczy i wyszła z auta. Kliknęła guzik na kluczyku i sprawdziła czy jej własność jest zamknięta. Gdy była pewna, że jej własność nigdzie nie odjedzie ruszyła w stronę klatki.  
Na domofonie kliknęła nazwisko Sophie a ta szybko otworzyła jej klatkę. Weszła do środka i schodami udała się na drugie piętro. Zapukała kilkukrotnie w drzwi z numerem jedenaście a chwile potem otworzyły się przed nią ukazując piękną rudą dziewczynę.  
Nie był to naturalny kolor włosów Sophie ale zdecydowanie bardziej jej pasował niż blond. Idealnie pasowały do zielonych oczu dziewczyny i rumianych policzków. Na jej nosie można było zauważyć kilka piegów a na policzkach blizny po trądziku.  Była szczupła, nie miała dużych piersi ani pośladków mimo to miała bardzo wąską talię.  
-Zapytałabym skąd wracasz taka wystrojona ale boje się odpowiedzi. - jej delikatny głos uspokajał i koił. Uśmiech sprawiał że robi się cieplej na sercu a chłodne spojrzenie mroziło i krępowało ruchy. Jednak nie Xany, ona przyzwyczaiła się do dziwnej koleżanki i sama stawała się coraz dziwniejsza.  
-Jakiś Daniel czy inny David… Zarobiłam tysiaka. - zawartość torebki wysypała na szklany stolik w salonie, kilka banknotów upadło na szary dywan. Wypadła również wizytówka, która spadła pod kanapę. Xana rzuciła torebką o podłogę i rzuciła się na miękki mebel.  
-Kiedyś coś ci się przez to stanie. - Sophie poszła do kuchni wyciągając wino z lodówki. Wzięła dwie szklanki i wróciła do przyjaciółki. Usiadła obok niej, odkręciła butelkę i nalała do połowy szklanek półwytrawnego trunku.  
-Bez ryzyka nie ma zabawy. - wzięła jedną szklankę i upiła łyk.  
-Będziesz się zajebiście bawić jak któryś z tych facetów cie dopadnie.  
-Zrobię mu laskę i się odczepi.  
-Chciałabym żeby wszystko było takie łatwe jak w twojej głowie. Musisz się ustawić, znaleźć odpowiedniego faceta a przede wszystkim znaleźć pracę.  
-Mam pracę.  
-To nie praca Xan.  
-Idę się wysikać. - odłożyła trunek, wstała i ruszyła wolnym krokiem do łazienki.  
-Weź od razu prysznic śmierdzielu! - krzyknęła z salonu Sophie zerując zawartość szklanki. Odchyliła głowę i zamknęła oczy w celu zrelaksowania się.  
Chwilę potem rozległo się pukanie do drzwi frotowych. Sophie lekko zmarszczyła brwi i powoli wstała. „Nie zamknęłam drzwi…” to była jej pierwsza myśl gdy powoli zbliżała się do drzwi. Widziała, że na klamkę naciska duża siła i ta opada w dół otwierając drewnianą płytę. Do środka dostawało się światło z korytarza. Sophie chwyciła pierwszą lepszą rzecz, którą miała pod ręką i schowała się częściowo za ścianą obserwując narastającą w napięciu sytuację.  
-Kto tam?! - krzyknęła próbując ukryć żałosny strach w głosie. Nie usłyszała odpowiedzi a w drzwiach coraz bardziej było widać zarys męskiej sylwetki. -Pytam, kto tam?! - jej głos stawał się cichszy i coraz bardziej przesiąknięty strachem.  

***

Chętnie przeczytam komentarze więc zapraszam do komentowania.  

IK.

InnaKobieta

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1514 słów i 8280 znaków.

2 komentarze

 
  • Dziwny2345

    Fajne, fajne. Nie trzymaj nas długo w napięciu.

  • InnaKobieta

    @Dziwny2345 Postaram się szybko wstawić kolejną część, przewiduję na poniedziałek. Może szybciej może później :)

  • Somebody

    Początek ciekawy. Szybka akcja, urwana w idealnym momencie  :) Chętnie przekonam się, co będzie dalej