Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Trzy dni część 6

–  Dobry wieczór, nazywam się constable James Martin, mamy bardzo przykrą wiadomość.
–  Co z nią? – przerwał mu Jonathan.
–  Tragiczna kolizja. Pańska córka nie żyje. Zginęła na miejscu. Nie miała szans cierpieć.
–  Nieeee! –  usłyszeli przeciągły jęk rozpaczy, który wydobył się z ust Sary.
–  Jak to nie żyje? Dlaczego? –  Jonathan usłyszał, ale jego świadomość nie chciała przyjąć tej strasznej prawdy.
–  Samochód uderzył w latarnię na ulicy Gordon blisko Cook. Przykro mi.
–  Czy mogę ją zobaczyć? Może to nie ona – czuł, że głos mu się łamie w gardle.
–  To nie jest przyjemny widok. Zginęły trzy osoby, latarnia jest ścięta a samochód przecięty do połowy szoferki. Tylko ciało pańskiej córki jest w jednym kawałku.
Jonahan usłyszał, że ciało jego żony upadło na posadzkę. Megan stała kilka kroków za nim ubrana w piżamę i płakała. Jonathan podszedł do żony i wziął ją na ręce. Młodsza, a w tej chwili jedyna żywa córka, pobiegła do kuchni i po dosłownie chwili przyniosła zwilżoną zimną wodą, bawełnianą ściereczkę, podeszła do kanapy, gdzie mężczyzna położył nieprzytomną żonę i zaczęła jej zwilżać skronie i kark.
–  Mamy wezwać ambulans –  zapytał constable Martin.
–  Nie trzeba. Chcę zobaczyć córkę –  rzekł głuchym głosem Jonathan.
–  Powtarzam, że to nie jest przyjemny widok. Kto zajmie się żoną, panie Peterson?
–  Ja się zajmę – powiedziała Megan.
Jonathan ubierał się szybko. Założył spodnie od dresu i bluzkę, po czym złapał cienką kurtkę, którą brał czasem na rower w chłodniejsze wiosenne lub jesienne dni.  
Oficer Martin podawał, prawdopodobnie innemu policjantowi informacje i otrzymał nowe.
–  Jeden z moich kolegów pana zawiezie na miejsce. Proszę chwilkę poczekać.
–  Nie chce czekać, który to wóz?
–  Tamten – Martin wskazał ręką policyjne auto.
Jonathan miał pustkę w głowie. Jedynie mała nadzieja kołatała się bezwładnie w jego jestestwie, że to nie jest jego córka.
Po czterech minutach był już na miejscu. Stało tu kilka samochodów policyjnych z migoczącymi światłami, straży pożarnej i pogotowia. Ustawiono silne lampy, które oświetlało miejsce tragedii. Całość ogradzała żółta odblaskowa taśma. Oficer szedł dwa kroki przed nim. W końcu ojciec Rooney zobaczył kikut latarni, rozcięte auto leżące na dachu i otwarte trzy czarne brezentowe worki. Poza ludźmi ze służb, dostrzegł dwóch mężczyzn w jego wieku. Ich twarze świadczyły, że nie ma w nich zbyt wiele siły życiowej. Po chwili Jonathan podszedł bliżej i zobaczył dlaczego. Ciało, chyba chłopca, złożono do siebie, ale wnętrze brezentowego worka wypełniała krwi zmieszana z innymi płynami. Twarzy młodego człowieka z pewnością nie można było zidentyfikować. Korpus przecinała poszarpana linia. W drugim otwartym worku spoczywało, co zostało z Jane Robinson, Jonathan znał ją z widzenia. Jej twarz miała zadrapania, reszta ciała, teraz w dwóch częściach, trudno było dostrzec części ciała, szczególnie z jednej strony. Ciało Jane najbardziej ucierpiało i tylko twarz była w miarę w najlepszym stanie. Zobaczył swoją dziewczynkę. Jako jedyna z trójki była w jednym kawałku. Wyglądał, że śpi, tylko rozległy siniak z prawej strony twarzy świadczył, że nie jest to sen.  
–  Czy mogę ją dotknąć? –  zapytał.
–  Nie.
Jonathan nie słuchał. Szarpnął się, bo constable Hicks próbował go przytrzymać. Ojciec dziewczyny padł na kolana i szlochał. Dotykał jej twarzy, ale nie otworzyła oczu. W końcu poczuł, że silne ramiona unoszą go do góry.
–  Proszę nie utrudniać, panie Peterson, biegli muszą wszystko zbadać.
–  Boże, dlaczego? – zawył głośno.
Usiadł na trawie i płakał. Nie czuł nic, poza ostrym i głębokim bólem, który ciągnął go w bezdenną, ciemną czeluść.

Sara odzyskała przytomność
–  Gdzie Jonathan?
–  Pojechał z policją.
–  Też chcę pojechać.
–  Mamusiu, nie.
–  Muszę się upewnić, czy to moje dziecko.
–  Poczekajmy na tatę – Megan miała tylko ślady łez na policzkach.
Siedziała obok mamy i milczała. Wierzyła podobnie, jak Jonathan wierzył, że może jednak to nie Rooney. Czasem, szczególnie na party, ktoś pomyli kurtki... Nie miała poczucia czasu i zobaczyła ponownie migoczące światła policyjnego wozu, a po chwili wszedł jej ojciec.
–  Co z nią – zapytała Sara.
–  Nie żyje. Moja kochana Rooney nie żyje. Boże, dlaczego! –  tym razem nie krzyczał, tylko mówił cicho.
–  To na pewno Rooney?
–  Tak. Nie wiem, co się stało, ścieli latarnie i samochód jest przyjęty do połowy. Ciało Jane jest rozcięte na dwie części. Trzeci chłopak, podobnie, tylko Rooney jest w jednym kawałku.
–  Oliwer? –  powiedziała Megan.
–  Nie wiem. Twarz miał zmasakrowaną – odparł brunet, bo znał kolegę swojej starszej córki.
Megan miała komórkę w dłoni już po kilku sekundach. Zadzwoniła do Olivera, bo miała jego numer od Rooney. Ta dała jej go, ale poprosiła, by nie dzwoniła. Po trzecim sygnale usłyszała głos chłopaka.
–  Halo, kto mówi?
–  Megan Peterson. Moja siostra, Jane i jeszcze jeden chłopak, zginęli.
–  Tak, wiem. Przykro mi Megan. To Keith Sullivan. Ja miałem wracać z Jane, ale się pokłóciliśmy.
–  Dziękuję – szepnęła dziewczynka. 
Sara płakała, a Jonathan trzymał ją i tulił do siebie.
–  Uderzyłam ją rano w twarz – wyjąkała.
–  Co zrobiłaś? Dlaczego?
–  Posprzeczał się ze mną o ciebie. Przepraszam, Jonathanie Wybacz mi!
–  Boże – jęknął Jonathan.
Wysunął ramię w kierunku córki. Megan wtuliła się w jego mocny tors i zaczęła cicho płakać.  
Siedzieli tak we troje i po trzech, może czterech godzinach zaczął morzyć ich sen. To jedno to drugie zasypiało dosłownie na sekundy, ale świadomość tego okropnego i tragicznego wydarzenia budziła ich od razu. W kończy jednak około piątej, zasnęli przytuleni do siebie na prawie dziewięćdziesiąt minut.  
–  Tatusiu nie muszę iść do szkoły, prawda? –  zapytała Megan, kiedy otworzyli oczy.
–  Nie, kochanie.
Jonathan napisał tekst do swojego zastępcy. Spojrzał na żonę, nie wyglądała najlepiej. Zawiadomil jej pracę.
Zadzwonił na policję, po chwili rozmowy operator podał mu numer, na który może dzwonić. Kobieta powiedziała, że wysyła ten numer na jego wiadomości. Po chwili połączył się z tym numerem.
–  Żona i córka chcą zobaczyć ciało, czy będzie to możliwe? –  zapytał po tym kiedy wyjaśnił, kim jest i dlaczego dzwoni.
Okazało się, że nie musiał tego robić. Rodzice ofiar mieli indywidualną osobę do informowania o stanie śledztwa.
–  Proszę dać mi dwie minuty, lub oddzwonię po tym czasie. Muszę się dowiedzieć wszystkiego.
–  Będę na linii.
–  Dobrze, panie Peterson.
Po dwóch minutach ojciec dowiedział się, że będą mogli zobaczyć ciało córki o dziesiątej trzydzieści. Podano mu adres. Dosłownie po minucie otrzymał wiadomość z adresem kostnicy.
Jonathan chciał dowiedzieć się więcej, ale zrezygnował. Cóż z tego, że będzie wiedział? Nic już nie przywróci życia jego córce. Resztka wiary wyciekła z niego jak woda z dziurawego wiadra. W jego głowie panowała czarna pustka.
Sara wzięła lekki prysznic, wytarła ciało i ubrała wcześniej przygotowaną czarną suknię z cienkiej bawełny. Megan ubrała czarne spodnie i ciemnogranatową bluzkę. Nie płakała, ale była bardzo, ale o bardzo smutna. Prawdopodobnie zachowała najbardziej trzeźwy umysł z całej trójki. Bardzo kochała siostrę i teraz w sercu czuła niekończącą się otchłań.
Punktualnie o dziesiątej trzydzieści znaleźli się w domu pogrzebowym na ulicy Sprinfield, który to dom współpracował z komendą policji. Dopiero stąd, w zależności od próśb rodziny ofiar, ciała przewożone są specjalnym samochodem zamrażarką do innego, wybranego domu pogrzebowego. Zanim to nastąpi, specjaliści orzekają przyczynę zgonu. Jak się później dowiedzieli Jonathan i Sara, w ciele ich córki nie znaleziono żadnych środków toksycznych ani alkoholu powyżej 0.1 promila. W ciele kierowcy, Jane Robinson, znaleziono ślady alkoholu o wartości 0,5 promila, jednak odkryto śladowe ilości narkotyku o nazwie ecstasy. Specjaliści nie byli jednoznacznego zdania, że śladowa ilość tego narkotyku mogła spowodować niepoczytalność kierowcy. Pięciu toksykologów podzielało zdanie, że kombinacja alkoholu, narkotyku, a przede wszystkim nieodpowiedzialność Jane Robinson, spowodowała zwiększenie prawdopodobieństwa wypadku. Mówiąc prosto, jechali za szybko. Kondycja samochodu nie wykazała wpływu na wypadek. Jednakże najtragiczniejszy było to, że gdyby samochód pojechał pięćdziesiąt centymetrów w prawo lub sto dwadzieścia centymetrów w lewo, prawdopodobnie nikt z pasażerów pojazdu by nie odniósłby większych obrażeń, ponieważ zaraz za latarnią, znajdowała się metalowa siatka i pole bez żadnych nierówności. 
Na nieuszkodzony płocie przez najbliższe tygodnie koledzy i koleżanki ze szkoły KSS zawieszali wiązanki kwiatów, koszulki, zdjęcia i plakaty z osobistymi wpisami.  
Sara zemdlała ponownie w domu pogrzebowym. Doszła do przytomności po dwóch minutach, ale jej stan nie był dobry. Nie miała już łez, żeby płakać, podobnie i Jonathan. Najmniej płakała Megan. Matka stała przy zwłokach córki, dotknęła policzka Ronney i pocałowała jej czoło...

                                       Dwa tygodnie później.

Ciało Rooney spalono zgodnie z jej wolą, o której rodzice nie wiedzieli, że taką wyraziła i to już dwa lata temu. Przy okazji tej smutnej sytuacji, jaką jest pogrzeb, dowiedzieli się, że Megan również wyraziła wole, ale pochówku.  
Jest niezwykle ciężkim przeżyciem dla rodzica chować, czy w wypadku Ronney, palić ciało swojego dziecka. Jako starsi, to oni powinni wcześniej odejść. Szczególnie smutny jest fakt, że Rooney Peterson zginęła praktycznie na początku swojego dorosłego życia. Być może można by uznać, że nikt nie powinien się winić za ten tragiczny wypadek. Jonathan i Sara zrezygnowali z oskarżania rodziców Jane Robinson o nieumyślne spowodowanie śmierci ich córki, do czego mieli całkowite prawo. Mimo to Megan nie mogła sobie darować, że nie zareagowała bardziej zdecydowanie, kiedy wspomniała swojej siostrze, że Jane nie jest dla niej najlepszą osobą, z którą powinna spędzać czas. Trudno jest kontynuować normalne życie rodzicom, którzy stracili dziecko w tak strasznym wypadku, jednak musieli żyć. Jonathan obwinia się w sercu, że Bóg skarał go za zdradę małżeńską, odbierając mu córkę. Do dzisiaj utrzymywał te myśli w sobie. Zaczął coraz mocniej myśleć o tym, że musi powiedzieć żonie o swojej zdradzie. Rozmawiali i przy każdej okazji Sara przepraszała go za swoje postępowanie. On to wysłuchiwał i w środku czuł się okropnie.  
Tego dnia poprosił Tracy o spotkanie. Kawiarnie były otwarte na zewnątrz, więc spotkali się po pracy, prawie naprzeciwko ich miejsca zatrudnienia, blisko sklepu z ze sprzętem elektronicznym i wyposażenia domowego London Drugs. Poprzednio znajdowała się tu, kawiarnia Second Cup, ale właściciel zlikwidował swoją placówkę i obecnie przejęła to miejsce najbardziej popularna sieć kawiarni w Kandzie i pewnie na świecie pod nazwą Starbucks, i tu się spotkali. Zmówili dwa średnie latte.
–  Nie zajmę ci wiele czasu, Tracy. Chcę prosić cię o radę.
–  Mów, proszę.
Przez czas od wypadku Tracy Collins zachowywała się bez zarzutu. Szczerze było jej żal straty, jaka poniosła rodzina Petersonów.  
–  Nie mogę ukrywać dalej tego, że mielimy intymny kontakt. Chcę powiedzieć o tym Sarze. Co myślisz o tym?
Tracy odpowiedział od razu.
–  Jonathanie, poczekaj. Sara jest złamana. To może ją bardzo osłabić. Pogodziliście się już całkiem?
–  Ona przeprosiła mnie za wszystko i czyni to za każdym razem kiedy rozmawiamy i to właśnie nie daje mi spokoju. Czuję się winny, nie tak z powodu, że zrobiłem to z tobą tylko, jak że jej nie powiedziałem.
–  Wybacz, że zadam ci bardzo intymne pytanie. Mogę?
Jonathan domyślał się, o co chce go zapytać, ale wyraził zgodę.
–  Dobrze, zapytaj.
–  Spałeś z nią od tamtego razu?
–  Nie. Szczerze mówiąc, nie czuję, bym był gotowy to zrobić, nawet gdyby do niczego między nami nie doszło.
Tracy pokiwała głową.
–  Odpowiedziałam ci na twoje pytanie. Masz kogoś bliskiego, od kogo mógłbyś otrzymać odpowiedź na identyczne pytanie?
–  Moi rodzice już nie żyją. Mój brat mieszka w USA i nie mamy zbyt dobrych stosunków, wysłałem mu informacje o naszej stracie, podałem datę i miejsce pogrzebu, ale nawet nie dał żadnej wiadomości.
–  Nie masz nikogo bliższego poza mną? –  jej wypowiedź poruszyła bruneta. 
W pewnym stopniu Tracy była mu bliska i nie specjalnie z tego powodu, że z nią spał, raczej z tego, że wyznała mu miłość.
–  To prawda, jesteś mi bliska, ale nie tylko z powodu, że z tobą spałem, a raczej z tego, ze mnie kochałaś.
–  I nadal kocham, wybacz.
–  Nie mam co wybaczać. Nadal bardzo bym chciał, żebyś kogoś znalazła dobrego i jego pokochała.
–  Na razie jest mi trudno. Nie chcę wyrzucić tej miłości z serca, mam nadzieję, że rozumiesz.
–  Rozumiem – dotknął jej dłoni.
Napił się łyk kawy. Docierał do niego szum miasta, głównie pojazdów z głównej ulicy Kelowny, części autostrady o nazwie autostrada nr 97, a w tym odcinku zwana Harvey.
–  Mam czternastoletnią córkę, Megan. –  odrzekł nagle –  jest mi bardzo bliska.
–  Czternastoletnią? To jeszcze dziecko.
Jonathan uśmiechnął się smutno.
–  Nie jest dzieckiem. Jest całkiem inna niż moja Rooney, –  wytarł łzę z policzka.
Tracy wyłapała jednak coś ważnego z jego wypowiedzi.
–  Czy Megan nie jest też twoja?
Popatrzył na nią bez gniewu.
–  Oczywiście, że jest. Mam z tym problem, bo właśnie dzień przed wypadkiem uświadomiła mi i w zasadzie powiedziała, że wie, że kocham ją mniej niż starszą. To nie jest prawda. Okazywałem Rooney więcej uczucia, to z pewnością był błąd, którego wcześniej nie dostrzegłem.
Brunet przypomniał sobie dokładnie rozmowę z młodszą córką.
–  Wiesz, właściwie powiedziałem jej. Pamiętasz jak dzień po naszym zbliżeniu, spotkaliśmy się u ciebie? Ona mnie zapytała, czy spałem z kimś tego dnia. Patrzyła na mnie i jestem prawie pewny, że czuła, że miałem kontakt fizyczny z kobietą. Poprzedniego dnia, zanim byliśmy blisko, nakazała mi zdjąć koszulę, wrzucić do pralki i wziąć prysznic, by Sara nie poczuła twoich perfum.
Tracy patrzyła na niego zdziwiona.
–  Z tego co mówisz, zachowała się jak dorosła osoba, trzymająca mocno twoją stronę. Cofam to co powiedziałam, możesz spokojnie jej powiedzieć. Jest blisko z mamą?
–  Jest inna niż Rooney... była – znowu wytarł łzę – jest niezależna. Jest dorosła i dokładnie wie, czego chce. –  dodał.
–  Jonathanie. Zapytaj Megan. Jeżeli wyrazi zgodę, mogę z nią się spotkać. Jestem nadal gotowa wziąć na siebie winę, jeżeli to pomoże Sarze. Nie oszukam Megan, ale mogę okłamać Sarę i niech mnie Bóg za to ukarze.
Jonathan patrzył na Tracy i czuł do niej bardzo pozytywne uczucie, ale rodzaju tego uczucia nie potrafił nazwać.  
–  Dobrze, porozmawiam z nią.
Po kilku minutach się rozstali. Nie wiedział, że kiedy kobieta weszła do swojego samochodu, zaczęła głośno i długo płakać.

* Miejsce wypadku, czas i okoliczności są prawdziwe. Rooney Peterson to Samara Haverko, bardzo dobra i miła dziewczyna kochająca konie. Całość historii jest fikcją. Innych imion ofiar nie podam. Nie jest do końca pewne, czy rodzice Samary i osiemnastoletniego chłopca nie będą skarżyć rodziny dziewczyny, która prowadziła Hondę. Mam nadzieję, że nie, ale czasem wizja milionów dolarów zaciemnia sumienie i serce.  
To nie jest ostatni odcinek opowiadania. Będzie jeszcze jeden. Alex.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 2763 słów i 16237 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto