Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz. 18

Dopiero teraz Calm rozpoznał po oczach rozmówcy, że rozmawia z Wiliamsem. Porucznik podszedł do niespełna czteroletniej dziewczynki, która pożerała wzrokiem wielką pandę.
– Chcesz?  
– Baldzo.
Mama, która trzymała małą blondyneczkę za rękę, wykrzywiła nieco swoją twarz.  
– Ile ci razy mam powtarzać Dyńko, że nie wolno zaczepiać nieznajomych. (Dyńka, popularna nazwa  małych dziewczynek, używana przez rodziców w Stanach i Kanadzie)
– Proszę wybaczyć, to ja zacząłem. Jestem James Calvert. Mogę podarować misia córce?
Oczy małej zrobiły się wielkie.
– Naplawde mi pan ją da?
– Skąd wiesz, że to dziewczynka?
– Ma lóżowe wstązki na uszkach, to nie moze być chłopcyk.
– Jest twoja. – Scott podał uszczęśliwionej dziewczynce zabawkę.
– Co się mówi, Dyńko? – powiedziała już uspokojona mama.
– Dziękuję. – powiedział mały aniołek.
Oddalili się powoli, lecz czuli wzrok mamy i małej, na swoich plecach.
Poszli w kierunku mola.
– Witaj Alex. – rzekł cicho Scott.
– Witaj. – odrzekł Forest.
– To, co z tym imieniem, bo nie kupuję nazwy płyty.
– Jak powiem to i tak nie uwierzysz. Po prostu wiedziałem, że ma na imię Luna. Skąd, nie wiem. – nieznacznie rozłożył dłonie na boki. – Powiedziałem jej imię, a ona obtarła się o moją łydkę i tak miałem pewność, że trafiłem.
– A jeżeli chodzi o perfumy?
– Stały na biurku. Kiedy wziąłem butelkę do ręki, kotka oddaliła się nieznacznie. Umyłem ręce, dopiero wówczas do mnie wróciła.
– Słuchaj James. – odezwal się Alex, do Calma. – masz szanse pomóc mojemu synowi.
– Myślę o tym. O tyle się poprawiło, że oddali mi sprawę.  
– Wsunąłem ci do kieszeni kurtki numer. Zapamiętaj i zniszcz, to bezpieczna linia. Oczywiście musisz sam załatwić sobie podobną. – rzekł Williams.
– Jasne. Mam zamiar jutro odwiedzić Higginsów.
– To się dobrze składa, bo dziewczyna chce go zobaczyć, a on ją. Bądź ostrożny w rozmowie z Nicholasem.
– Nie będę uprzedzał najścia i nie wiem, czy będą w domu.
– Nick pewnie będzie pracował. Co prawda, pracuje również w domu.
– To do następnego.
Ojciec i syn oddalili się, a Scott dyskretnie rozejrzał się czy nikt ich nie obserwował. Był w tym dobry, podobnie jak Williams. Z miejsca odkrywał, czy ktoś go śledzi. Stwierdził, że było czysto. Z ogromnym misiem zwracałby na siebie uwagę, a dzięki temu, że go podarował dziewczynce, sprawił jej z pewnością radość, a sam mniej rzucał się w oczy.
Doszedł powoli do samochodu i po chwili ruszył w kierunku parku, gdzie Williams dał mu namiar na ewentualne znalezienie zwłok. Zanim dobrze wyjechał z miasta, otrzymał telefon od centrali.
–Tu Plutonowy Kriks z komendy głównej. Otrzymaliśmy telefon o znalezieniu ciała, rysopis odpowiada zaginionemu Gellertowi. Ludzie byli z psem i ich pupil znalazł ciało w starej części rury ściekowej.
– Adres?
– Już podaję. Przy wjeździe jest policja i pana pokieruje.
– Nie jestem jeszcze oficjalnie w śledztwie.
– Wiem, konsultowałem z biurem zastępcy szefa i pan Moor dał zezwolenie.
Calm się wyłączył.
– Naciskają. Gdyby nie chodziło o wolność dla Williamsa i Foresta, nigdy bym się nie zgodził na wzięcie tej sprawy z powrotem. – rzekł do siebie.
Złapał się na tym, że nigdy do siebie wcześniej nie mówił. Pomyślał o swojej kici. Planował tylko krótkie spotkanie z Williamsem, a obecność Alexa go bardzo ucieszyła. Wyglądali tak autentycznie. Docisnął gaz i włączył syrenę. Były agent  znowu miał rację, zwłoki znajdowały się we wspomnianym przez niego parku.
Geniusz, pomyślał tylko o człowieku, dla którego postanowił nagiąć prawo i swoje żelazne zasady. Podczas jazdy pomyślał o planowanej jutrzejszej wizycie w rezydencji Nicholasa. Tym razem pomyślal o kimś kto mu się bardzo spodobał i bez powodow zaczął wpływać na jego serce, czarnowłosa, piękna Beatrice.
Na miejscu stało już kilka wozów policyjnych. Scott obejrzał ranę u denata. Czysty strzał z bliska w samo serce, oczywiście nie tu go zabili. Buty miał czarne, skórzane. Zwykłe, warte mniej niż sto dolarów. Teraz chodziło o ustalenie broni, z jakiej zabito Petera. To czasem znacznie zawężało grono podejrzanych. Z uwagi na okoliczności Calm wiedział, że sprawcy wcale nie chodziło, by policja miała kłopot ze znalezieniem zwłok. Miał nieodpartą myśl, że zabójca chłopaka wkrótce sam pożegna się z życiem. Kto jednak stał na szczycie drabiny, tego jeszcze młody detektyw nie wiedział. Poprzedniego dnia miał pewną hipotezę, ale odrzucił ją z powodu całkowitego braku logiki i motywów. Wrócił do domu krótko po szóstej. Zwykle o tej porze Luna dostawała drug raz jeść. Otworzył puszkę. Luna zawsze reagowała tak samo. Miauczała specyficznie, obcierała tył ciała o jego łydki i zachowywała się, jakby była najgłodniejszym kotem na świecie.
Patrzył, jak zadowolona wcina swoją rybkę.  
– Muszę ci sprawić kompana, bo zbyt długo jesteś sama. Co powiesz na szczura? Tylko najpierw muszę cię nauczyć czegoś, co jest przeciwne twojej naturze. Jednak to jest możliwe. Ze szczurem będzie trudno, ale świnka morska będzie chyba w sam raz, co myślisz kochanie?
Kotka spojrzała na niego mądrze. Czyżby zrozumiała?
Resztę wieczoru poświecił na pozostawioną partię szachową dwóch mistrzów. Fisher był geniuszem. Jednak nie tylko dlatego pokonał Borysa. Poddał dwie pierwsze partie, nie wstawiając się na mecz i tym z pewnością wyprowadził rosyjskiego mistrza z równowagi. W tamtych czasach komunizm upadła, ale Rosjanie nadal chcieli wykazać, że ustrój ich kraju znacznie wyprzedza kapitalizm we wszystkich możliwych aspektach, czy to kultury, sztuki czy sportu.  
Miał pewność, że Williams gra w szachy i myślał o tym, że kiedyś może zagrają. W dobrych nowych czasach. W tym jednym sądził, że może okaże się lepszy. Umiał bardzo dobrze grać, raz zremisował z arcymistrzem USA podczas symultany. Teraz nie tylko znalezienie winnego śmierci rodziny Forestów zaczęło mu przyświecać, ale w równej mierze wywalczenie wolności dla Lesleya. O to, że Forest będzie wolny, był spokojny. Na drodze stało kilku ludzi z CIA. Musiał znaleźć przeciw nim twarde dowody, bo dopiero wówczas mógłby za pomocą swoich szefów rozmawiać z Langley w Virginii i odsunąć Oldreya, a przede wszystkim Kimbleya od władzy i wpływów.  

                                                                    *
Beatrice wstała o szóstej rano. Musiała zapomnieć o bieganiu na świeżym powietrzu, przynajmniej przez kilka dni. Sądziła, że ten koszmar się wkrótce skończy i powróci do normalnych obowiązków i przyjemności. Otworzyła okno i zaczęła ćwiczyć. Mieli w domu bieżnię jak w prawie każdej siłowni. W odróżnieniu od swoich koleżanek ze szkoły nie lubiła tam chodzić. Jaki sens był we wdychaniu czyjegoś potu? Jednak inni mieli swoje zdanie. Cool, fun. Tymi słowami prawie wymiotowała. Nie mogła się nadziwić głupocie swoich rówieśników. Co dla nich było przyjemnością, dla niej głupotą. Podrygiwanie w rytm kilku prostych dźwięków, kiedy głośność muzyki prawie odbierała zdolność koncentracji, upijanie się, flirtowanie z nieznajomymi, tylko dlatego, że coś w środku napędzało hormony? Czasem jeszcze dochodziły narkotyki. Miała kilka koleżanek, których ojcowie też mieli kasę, chociaż nie tyle, ile jej ojciec, jednak i te znajomości były raczej papierowe. Jej dwie najbliższe koleżanki miały mózgi na poziomie dziewięciolatek. Nie potrzebowały studiować, bo forsa i znajomości ich rodziców otworzyłyby większość drzwi. Robiły to jednak, by zaspokoić pragnienia rodziców. Miała jedną przyjaciółkę, która w jej oczach stała najwyżej. Dziewczyna dostała się do prestiżowej szkoły, dzięki pracy. Jej rodzice nie byli aż tak bogaci i opłaty studiów prawie ich doprowadzały do odmawiania sobie podstawowych artykułów. Gdyby nie stypendium, Artica, dziewczyna z Indii i tak nie dałaby rady zapłacić za wszystko. Chyba jako jedyna z grupy, z którą studiowała Beatrice, dorabiała, pracując w zwykłej kawiarni Starbucks. To również bardzo nie podobało się córce Nicholasa, że inne dziewczyny z nij kpią, na szczęscie po cichu. Hinduska była piękna i miała wielkie serce, a mądrości miała więcej niż cały tuzin innych koleżanek ze studiów. Obecnie nie mogła jej widzieć i z powodu wakacji i tej bolesnej sprawy.  
Koło siódmej skończyła trening i wzięła prysznic, po czym ubrała się w jeansy i koszulkę. Usiadła do komputera i zaczęła rozpracowywać CIA. Niestety znalazła tylko pobieżne wiadomości, kto jest szefem i gdzie znajduje się główna siedziba. Musiała się poddać. Kevina nie było w klatce i prawdopodobnie się gdzieś ponownie zaszył.
Przeszła jej zła myśl, że ojciec go zabrał. Zdenerwowała się na sekundę, ale zaraz uspokoiła. To nie było jednak możliwe, ponieważ pierwszy raz w życiu zamknęła na noc sypialnię na klucz.
Zaczynam wpadać w obsesję, pomyślała. Doszła w końcu do wniosku, że może jest niesprawiedliwa dla Nicka. Wydał na jej prezent ćwierć miliona. Wiedziała, że nie była to forma prośby o współpracę, raczej podzięka. Postanowiła zacząć być dla niego milsza. W końcu był człowiekiem i w jakiś sposób przeżywał śmierć tamtych ludzi. Miał z pewnością stres z powodu pracy, bo z nieznanych jej powodów nie wyrobił się z terminem projektu dla wojska. Jego pragnienie, zostania największym odkrywcą w dziejach świata, nadal było w zasięgu reki. Beatrice nie pochwalała jego pragnień, by zatrzymać starzenie, nie była również Bogiem, by go oceniać. Zawsze istniała szansa, że się myliła i może Bóg nie okaże się zazdrosnym bogiem jak bogowie z Olimpu i nie będzie chciał ukarać Nicholasa Higginsa, jak Olimp ukarał Prometeusza za ukradzenie ognia i podarowanie go ludziom. Koło ósmej weszła do kuchni. Zobaczyła tam Nadię. Była kobietą i pewne rzeczy wyczuwała. Nadia musiała mieć dobrą noc z mężem. Nagle to odczucie zapaliło w brunetce zew. Jak to jest być w takiej sytuacji? To było niezapowiedziane i dziewczyna nie była na to gotowa. Na moment poczuła, że jej brodawki twardnieją, a tam niżej, zaczęło się dziać coś bardziej poważnego.
– Dobrze spałaś kochanie? – usłyszała głos Nadii i dostrzegła jej otwarte ramiona gotowe do krótkiego przytulasa.
– Za chwilkę... – w popłochu pobiegła do najbliższej łazienki. Jej twarz zdobił rumieniec. Zajęło jej dwie minuty, żeby się uspokoić. Na szczęście miała cienką wkładkę w majtkach i nie przemokła.
– Cholera. – zaklęła.
Nie pomyślała nic konkretnego odnośnie ojca ani Nadii, tylko całościowo i generalnie, lecz wystarczyła myśl, że mieli seks i to spowodowało gwałtowne podniecenie. To zdarzyło się jej pierwszy raz. Była na siebie lekko zła, ale wybuch hormonów był gwałtowny i niezapowiedziany, dlatego nie zdołała nic zrobić poza ucieczką. Opłukała twarz chłodną wodą, spuściła dwa razy wodę w toalecie. Wiedziała, że będzie musiała skłamać. Jaki miała wybór? Przecież nie mogła powiedzieć prawdy. Istniała tylko mała nadzieja, że Nadia nie zapyta, wówczas i ona to przemilczy.
Wyszła z łazienki i poszła ponownie do kuchni.
Blondynka może nie wyczuła, dlatego nie zapytała o nic. Beatrice weszła w jej otwarte ramiona. Poczuła delikatny pocałunek na policzku.
– Musisz się czuć dziwnie, mając macochę tylko sześć lat starszą. – szepnęła Nadia, prosto do jej ucha.
– Staram się o tym nie myśleć. To, co pragnę widzieć,  to twoje serce i duszę. Jeszcze raz proszę, wybacz, że byłam poprzednio zimna i niesprawiedliwa.
– Jest w porządku kochanie. Daj mu czas, każdy reaguje inaczej. – blondynka doskonale wyczuła, gdzie jest problem ostatnich dni.
– Myślałam o tym rano. To pewnie przez tę tragedię. Reaguję inaczej i walę od razu z grubych dział.
– Kocham go, ale wiem, że on kocha ciebie. – szepnęła Nadia.
Beatrice czekała na więcej. Czyżby ojciec żalił się do żony? Jednak niczego więcej nie usłyszała. Pierwszy raz nie zachowała się jak zawsze.
– Mówił ci coś? – jednak zapytała dla upewnienia.
– Och nie. Tylko sama to wyczułam.
– Fakt, to by było do niego niepodobne. – brunetka złapała się na tym, że powiedziała o ojcu w trzeciej osobie.
Nadia umiała po raz drugi się znaleźć i nic o tym nie wspomniała. Od początku miała trudną sytuację. Kiedy weszła w ich życie, dzieci już były ukształtowane. Dwadzieścia lat to spora różnica wieku dla małżonków. Właśnie o tym pomyślała teraz brunetka i natychmiast złapała się na czymś, co ją wprost powaliło. Jej nagłe, prawie graniczące z cudem uczucie do Alexa, nie było tylko podyktowane tym, że była podobna do Cynthii i nie wynikało z powodu, że go żałowała i mu współczuła. Ze szczytu góry momentalnie spadła na sam dół. Musi bardzo uważać, by mu tego nie dać odczuć. Kochała go, jak kobieta kocha mężczyznę, a bała się, by tego nie odkrył. Uspokoiła się. Po pierwsze nie zobaczy go tak szybko, chociaż chciałby i dzisiaj. Po drugie jest starszy od jej ojca. Nie podejrzewała się o to, że może zakochać się w mężczyźnie w jego wieku. To miało dobre strony. On tego nie zauważy jeżeli mu tego nie pokaże. Znowu zapragnęła go zobaczyć. To szło dwoma równoległymi torami. Chciała dla niego wolności i by mógł stanąć na nogi. Oczywiście chciała go wspierać w tym trudnym czasie. Musiała być ostrożną. Nie mogła dać poznać po sobie, co z nią jest. Musiała uważać na ojca i brata. A co odnośnie Nadii? Czy mogła otworzyć przed nią swoje serce? Wyznać jej coś głupiego, pozbawionego sensu, bez przyszłości? Momentalnie podjęła decyzję. Postanowiła ukryć to i poczekać. Jeżeli nie da rady i to nie przejdzie, powie jej. Ryzykowała i tak. Nie miała całkowitej pewności, ze macocha mimo starań nie wyda się, choćby niechcący, przed mężem.
– Pomogę przy śniadaniu, dobrze? – odezwał się, jakby o niczym ważnym nie myślała.
– Jasne kochanie – odrzekła Nadia. – nasi chłopcy zaraz przyjdą.
A jednak to powiedziała.
– Mieliście dobrą noc.
Beatrice nie zapytała, ona to stwierdziła. Teraz Nadia została zaatakowana bez uprzedzenia. Cała spłonęła, aż za dekolt.
– Wybacz. – dziewczyna próbowała uratować, co się dało.
– Brakowało mi go. – wyszeptała już nieco mniej zawstydzona.
– Nie powinnam, wybacz. – Beatrice nadal czuła się winna, że to powiedziała.
– Nie powinnaś tego powiedzieć, ale to nas zbliżyło jeszcze bardziej, kochanie. Gdybyś nie miała zaufania, nigdy byś tego mi nie powiedziała.
Beatrice nie mogła wiedzieć kiedy przyjdzie brat lub ojciec, a chciała prowadzić tę dyskusję. Nagle bez zastanowienia pociągnęła macochę za rękę i zaprowadziła do swojej sypialni. Zamknęła drzwi na klucz. Nadia była zaskoczona.
– Drzwi są solidne, a oni nigdy nie wchodzą bez pozwolenia, ale teraz na pewno nie wejdą.
– Chcesz pogadać, tak?
– Tak. Dostrzegłaś coś kiedy weszłam pierwszy raz do kuchni?
– Chyba tak, ale nie wiedziałam dlaczego.
– Dzięki, że nie zapytałaś.
– Nie ma za co.
– Będziemy od teraz jeszcze bliżej. – Beatrice patrzyła prosto w jej błękity.
Nadia wyglądała jak wystraszona dziewczynka. Beatrice odgadła jej niepokój i się roześmiała, ale niezbyt głośno.
– Głuptasek.
– Wiesz, co pomyślałam? – Nadia ponownie się zarumieniła, ale nie tak mocno jak poprzednio.
– Jesteś śliczna, ale ja nie gustuję w dziewczynach.
– Och! Faktycznie jestem głupia.
– Nie jesteś. Jesteś bardzo kochana. Ja po prostu... ja jeszcze nigdy. Odczułam, że mieliście miły czas i to mnie zaskoczyło. Momentalnie wszystkie hormony wystrzeliły, dlatego uciekłam do łazienki. Tak, to prawda, ufam ci. Miałam to powiedzieć później, albo wcale, ale powiem teraz. To jest tylko dla ciebie. Ufam ci, bo gdybyś mnie w tym zdradziła, nie byłoby odwrotu w naszej relacji.
– Ależ kochanie, co mówisz.! Ja? Nigdy! Ani ciebie, ani Marka, ani Nicka. Może jestem głupia, ale potrafię dotrzymać tajemnicy. Chcesz mi powiedzieć, co wiem, ale powiedz. Staram się nie kłamać, ale zapewniam cię, że gdyby padło to pytanie z ust Nicholasa, bo Mark tego mnie nie zapyta, to skłamię dla ciebie.
– Mówisz, że wiesz?
– Tak odebrałam. To dziwne i niepojęte, ale nie potrafię tego inaczej nazwać.
– W takim razie powiedz, bo chyba tobie będzie łatwiej. Prawdę mówiąc, uświadomiłam sobie to teraz, przed chwilą.
– I myślisz, że to jest głupie, beznadziejne, pozbawione przyszłości. Jesteś pełna obaw i sądzisz, że zwariowałaś?
– Nie zwariowałam, ale wszystko inne co powiedziałaś, to prawda.
– Mogę powiedzieć za ciebie?
– Powiedz. Masz tylko siedem lat więcej ode mnie, ale jesteś dla mnie jak mama.
– Dobrze powiem, ale błagam cię nie wyśmiej mnie jeżeli się mylę.
– Nie mylisz się.
– Zakochałaś się w Alexsie. – patrzyła na nią swoimi pięknymi błękitami.
– Tak. Oczywiście chcę, by się odnalazł, żeby stanął na nogi i oczywiście, że jest mi żal i smutno z powodu jego straty. Nawet jak się znajdzie, nie mogę mu tego powiedzieć, prawda?
– Jeżeli to odczuje, nie będziesz musiała. Skoro ja wyczułam, on może to też odkryje. To nasza tajemnica, będę milczeć jak grób.
– Boże nie mów tak, aż dostałam dreszczy. Boże, taka tragedia!
Nadia pocałowała ją w usta. Nagle i szybko. Z pewnością nie był to namiętny pocałunek, ale całkiem inny niż zwykły w policzek.
– Przepraszam. Też nie gustuję w kobietach nawet tak pięknych jak ty. – szepnęła Nadia.
– Szczerze mówiąc, też tak chciałam, ale więcej nie będziemy się tak całować.
– Z pewnością, ale to może było przypieczętowanie naszej unii i dlatego cię tak pocałowałam.
– Niech będzie. To idziemy do kuchni, bo jak przyjdą chłopaki, to zaczną wypytywać.
– Mam nadzieję, że wrócimy pierwsze. – powiedziała Nadia.
Wziłęła brunetkę za rękę i poszły spokojnym krokiem w kierunku kuchni.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 3249 słów i 18466 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Ciężko będzie odsunąć Kimbleya i Oldreya, ale to właśnie misja Calma, bo bez tego nie odzyska życia dla Williamsa i pewnie Alexa. Nie przypuszczałem, że Nadia odkryje uczucie Beatrcice do Alexa, ale ten pocałunek wcale nie był taki niewinny...