Deszcz cz 41

A co z Aishą?

— Została w Nagano z Koi. Koi jest, znaczy będzie moją drugą żoną.

— Może nie powinienem za nią mówić, ale Camilla cię kocha. Oczywiście kocha mnie, ale ty jesteś dla niej bardzo ważny.

— Kiedyś ci opowiem. Kiedy Koi i Rozalinda mnie uratowały w Londynie mieszkałem z Koi, Rozalindą. Chloe i Aishą. I wszystkie mnie pokochały, a ja nie wiem dlaczego.

— Chloe jest twoją córką, to naturalne.

— Tak, ale ona... Nie powinienem mówić. Możesz jej zapytać, może ci powie. To jest jedyna rzecz, której nie mogę pokonać. Ani jako człowiek, ani jako wojownik.

— Rozumiem. Nie wiem, czy zapytam. Bardzo się cieszę, że jesteś. Prawie nie wydałem tych pieniędzy, które mi dałeś. Oddam.

Wziąłem go za ramiona.

— Sam powiedziałeś, dałem. Dałem i nie możesz mi tego oddać.

— Euri, skoro tak, to dziękuję. Wiesz, że jesteś moim przyjacielem i jest mi przykro, że nie mogłem ci pomóc, kiedy potrzebowałeś pomocy.

— Jest w porządku. Dobrze, że jesteście cali. Obawiałem się. Sądziłem, że ja stanę się obiektem ataku. Nie wiedziałem, że to będzie moja rodzina.

Dostrzegłem, że Chloe wychodzi z wody.

— Woda jest cudowna. I nic mnie nie zjadło.

— Chloe idź do domku, Camilla da ci coś suchego. Nie jest dobrze, żeby ubranie schło na tobie.

— Dziękuję George.

— Jest piękną kobietą, chociaż wiele się nie zmieniła przez te lata.

— Tak. Chyba stała się dorosła już trzy lata temu. Cieszę się, że Camilla jest zdrowa.

— Tak, ja nigdy ci nie zdołam się odwdzięczyć za to, że ją uratowałeś.

— Każdy by tak zrobił, gdyby mógł.

— Jesteś dobrym człowiekiem, Euri. Cieszę się, że mogę być twoim przyjacielem.

— A ja cieszę się, że mogę być twoim. Jesteś mężczyzną i może nie zrozumiesz, ale kocham cię. Oczywiście w ten przyjacielski sposób.

George popatrzył ze zrozumieniem.

— Chciałem ci to samo powiedzieć, ale nie wiedziałem, czy zrozumiesz. To bardzo ułatwi.

— Co bardzo ułatwi?

Zmieszał się lekko.

— Jest coś, ale to Camilla ci powie.

— Chcecie jeść na dworze czy w domku — zapytała Camilla.

Wyglądała, że już szok minął. Chloe miała na sobie białą konopną sukienkę do kostek. Wyglądała uroczo.

— Chyba pójdziemy do środka. Jest super nad oceanem. Istny raj.

Tak, jest tu cudownie. Słońce, ocean plaża. Cudne ryby. A teraz jeszcze jesteście wy. To już nie może być lepiej.

— Chcemy tu mieszkać.

Oczy mojego druha się ucieszyły.

— Naprawdę?

— Tak. Z Dianą i Koi. Co do córki i Aishy, poznały dwóch chłopaków. Bliźniacy z Norwegi. Bardzo mili. Mój sen się spełnił. Chloe nie jest lesbijką.

— Ja myślę, że nigdy nie była. Po prostu Aisha jest dla niej specjalna.  

— Uratowała jej życie. Wyniosła ją z domu tuż przed wybuchem. Mnie wyniósł Itzala i uratował również życie Dianie.

— Kim jest Itzala?

— To mój przyrodni brat, o którym nie wiedziałem, że istnieje. Był synem Betty i mojego ojca. Jego rodzonym bratem był Hajze.

— Czyli Hajze nie był twoim bratem.

— Wszystko ci powiem. Teraz chodźmy jeść.

Weszliśmy do domku. Jedzenie pachniało świeżością. Zarówno Diana, jak i Camilla miały te same sukienki jak Chloe. Usiedliśmy do stołu.

— No to smacznego — powiedział George.

— Dziękujemy — odrzekliśmy.

Jedzenie pachniało świeżością. Ryba jak ryba. Jedliśmy w milczeniu. One spoglądały po sobie, a ja podziwiałem, że też kobiety potrafią się rozumieć, a na to wyglądało. Czułem podświadomie, że doszły do porozumienia w czymś ważnym.

Po posiłku Camilla i George zaczęli zmywać. Oczywiście na tej plaży nie mieli super wygód. Generator dawał prąd, ale nie mieli zmywarki ani bieżącej wody. Mieli słodką wodę do picia i posiłków, ale myli naczynia tą z oceanu. W końcu George wyszedł na zewnątrz, a ja z nim.

— Naprawdę cieszę się, że żyjesz i jesteś szczęśliwy.

— Mam w sercu ranę. Mój syn...

— Tak, to twój syn.

Zastanawiałem się, czy kiedykolwiek całkowicie pogodzę się ze świadomością, że Remi nie był zbyt dobry. Usprawiedliwiałem go w sercu, że był jeszcze dzieckiem i gdyby miał szanse, mógł się zmienić. Oczywiście istniała też szansa, że mógł stać się gorszy.

— Nie wiem jak mam ci to powiedzieć. — zaczął George.

— O co chodzi mój przyjacielu.

— Właściwie to Camilla ci pewnie powie. Chcę, żebyś wiedział, że wiem o tym i zaakceptowałem.

Spojrzałem na niego bez zrozumienia.

— O czym mówisz?

— To delikatna sprawa i lepiej będzie, jeżeli ci więcej nic nie powiem.

— Zawsze się rozumieliśmy, dlaczego teraz jest inaczej?

— Nie jest, ale jak się dowiesz od niej, zrozumiesz.

— Dobrze — odpowiedziałem tylko to, bo nie wiedziałem co mogę powiedzieć innego.

W drzwiach pokazała się Camilla.

— Co robią moje panie — zapytałem — czemu nie wyjdą?

— Niedługo.

— Teraz jest blisko zachodu, wspaniały czas na spacer.

— Dobrze Euri, poproszę je byśmy poszli razem.

Weszła do domu, a po dosłownie kilku chwilach, wyszły wszystkie trzy.

— Idziemy — szepnęła uradowana Diana.

Widziałem, że czuje się tu wspaniale. Zaczęliśmy iść. Wszyscy szliśmy na bosaka. Szedłem obok mojego druha, ale po chwili Diana z jednej, a Chloe z drugiej porwały go i wyprzedziły nas znacznie.

— Co się stało? — zapytałem zdziwiony, Camilli.

— Taki był plan.

—Plan? Jaki plan?

— George ci powiedział?

— Co miał mi powiedzieć?

— Że wie i akceptuje.

— O tak, tylko nie wiem, co miał na myśli. Ty masz mi powiedzieć.

— Tak, powiem.

— To powiedz, bo nie mam pojęcia co macie na myśli.

— Sądziłam, że to pójdzie mi łatwo, ale tak nie jest.

Wziąłem ją pod rękę.

— Powiedz. Chyba jesteś zdrowa, czułbym, gdyby było coś nie tak.

— Och, jestem. I to dotyczy tego, co dla mnie zrobiłeś, ale nie tylko.

— Powiedz.

— Diana i Chloe wiedzą.

— Camillo mów!

— Dobrze — zarumieniła się ślicznie.

Patrzyłem na nią z wyczekiwaniem.

— Będziesz miał dwie żony. To niespotykane, przynajmniej w naszej kulturze.

— Widzisz...

— Ja wiem, Diana mi powiedziała. O tobie i Koi. O tobie.

— Camillo powiesz mi w końcu?

— Tak, oczywiście. Nie wiem jak to przyjmiesz.

— Zrozumiem.

— Mam nadzieję. Powiem najprościej jak potrafię. Pokochałam Georga i sądziłam, że jest moim spełnieniem.

— A nie jest? Wyglądacie na szczęśliwą parę.

— Jesteśmy bardzo szczęśliwi.

— To o co chodzi?

— O to, że pokochałam ciebie. Chyba jeszcze w tej kawiarni, kiedy oglądałeś moje obrazy.

— Och! Właśnie coś ze mną jest, że wszyscy mnie kochają, a żeby było tego mało, pragną. — odrzekłem bezwiednie.

— Wiem. Nie bądź zły na nią, ale wiem o Chloe.

Poczułem się dziwnie.

— To jest dla mnie problem, nie wiem, czy zrozumiesz. Nie rozumiem tego.

— Ja rozumiem. Jestem tak jak one, kocham cię i pragnę.

Poczułem uderzenie gorąca.

— Myślałem o tym, czy ty może też...

— Tak, od tamtej chwili... tylko byłam bardzo słaba, a poza tym byłoby to nieuczciwe, gdyby George nie wiedział i nie wyraził zgody.

— Och, o to chodzi. Dlaczego mnie pragniesz? Czy nie jesteś z nim szczęśliwa w ...tym?

— Bardzo. Widzisz on zwlekał z tym z powodu...

— Nie musisz mówić.

— Ale mogę, on zezwolił.

— Nie musisz, to pewnie coś intymnego.

— Tak, on się obawiał. Jest tam... bardzo duży.

— Camillo...

— Nie mogę cię zmusić. Mogę poprosić i proszę.

Zrozumiałem całkowicie.

— To dla mnie ważne. Chciałabym się odwdzięczyć, ale nie tylko dlatego. Wiem, że nie jestem tak piękna, jak Diana.

— Jesteś bardzo piękna, ale to nie ma nic do tego. I nie musisz sie odwdzięczać, wiesz o tym.  

— Czyli nie jestem dla ciebie atrakcyjna mimo tego?

— Jesteś.

— Czyli nie masz do mnie właściwego uczucia?

—Jesteś w moim sercu. Nieco inaczej niż Diana, inaczej niż Chloe, inaczej niż Koi.

— I inaczej niż Rosalinda i Aisha.

— Tak. Każdą z was kocham, ale inaczej. Nie mogę tego całkowicie pokonać. Pragnąłem, żeby Rozalinda znalazła kogoś. By Aisha znalazła i Chloe. Wiedziałem, że jesteś szczęśliwa z George.

— Jestem.

— Tylko dlaczego tak jest?

— Bo jesteś specjalny. One twierdzą, że jesteś aniołem z nieba. Dla mnie jesteś aniołem, ale to nie dlatego. Nie rozumiem tego, ale wiem, że cię kocham i pragnę.

— To niemoralne.

— Nie myślisz tak, tylko tak mówisz. Gdybym cię nie kochała i ty mnie takie by było.

Nagle zmieniłem tok myślenia.

— Jak George to przyjął?

— Zrozumiał. Gdyby nie zezwolił, nigdy bym tego nie mogła zrobić. Oczywiście to zależy od ciebie.

— Widzisz ja też niczego nie zrobię bez przyzwolenia Diany. Nie mogę zrozumieć, że ona jest za w tych sprawach.

— A ty? Czy ona jest tylko dla ciebie?

Wyczułem, że wie o czymś. Czyżby Diana powiedział jej o Itzala?

— Ona mam mnie całkowicie, ale jest również całkiem wolna.

— Czyli gdyby kogoś chciała, a ten ktoś ją, niemiałbyś nic przeciw?

— Nie. Ona sądziła, że będę zły jak mi powie o Itzali. Ona jest aniołem. Ona nie zrobiła tego dla rozkoszy, chciała mu dać miłość, bo nikt mu jej nie dał. Fakt, że on sam zamknął przed tym drzwi.

— Wiem i rozumiem, ale nie miałam jego na myśli. Kiedy powiedziałam o tym Georgowi, odnośnie do ciebie, on mi coś wyznał.

— Nie chcesz powiedzieć, że pragnie Diany?

— On ją pokochał i oczywiście, że zapragnął. Nie pozwolił temu się rozwinąć, bo była twoją żoną, a potem poznał mnie. Mimo to nadal to ma.

— Diana o tym nie wie?

— Teraz już tak, popatrz.

Zobaczyłem, że Chloe idzie brzegiem, a Diana i George rozmawiają.

— Diana go lubi i lubiła.

— Wiem. Pewnie nie poszło mu to łatwo. To ja go poprosiłam, żeby jej to wyznał. I pewnie wiesz co ona zrobi, prawda?

— Nie za bardzo. Z pewnością mi powie.

— Oczywiście. Nie wiem, czy ona na to pójdzie.

— Wątpię by w wypadku Georga było to pożądanie.

— Pragnienie jest nieodłaczne, kiedy jest miłość.

— Nie jestem pewny. — rzekłem cicho.

Pomyślałem, czy wówczas kochałem Rozalindę. Chyba nie. Czy Diana kochała Itzala? Chyba nie. Diana jest miłością. Zobaczyłem, że zostawia Georga i idzie do nas. Camilla się oddaliła i pobiegła do Chloe.

— I co myślisz, kochanie? — zapytała i wtuliła się we mnie.

— Dlaczego ja zawsze dowiaduje się ostatni?

— Nie jest tak. To dla mnie nowe. Czułam, że to tylko więcej niż zwykłe lubienie z jego strony. Tyle lat to ukrywał.  

— A jak przyjęłaś wyznanie Camilli?

— Rozumiem ją. Daj jej siebie.

— Chcesz tego? — mocno się zdziwiłem.

— To nie tak. Jesteś specjalny.

— Skoro tak mówisz. Camilla jest cudowną duszą. Raz czy dwa razy, przeszła mi taka myśl, że ona może też mnie pragnąć, chociaż wiedziałem, że kocha Georga.

— Euri, jeżeli możesz, zrób to dla niej.

Poczułem coś i rzekłem nie wiedząc czemu.

— Jeżeli możesz, daj mu siebie.

Ona uśmiechnęła się i rzekła.

— Zaczekaj, zapytam o coś Camille.

Podeszła do niej, a Chloe jakby wiedziona przeczuciem podbiegła do Georga. Widziałem, że chwilkę tylko rozmawiały i Diana wróciła do mnie.

— Czyli dobrze, zrobię to, a ty?

— Mam jeszcze drugą żonę.

Diana uśmiechnęła się i szepnęła.

— Nie doceniasz kobiet.

Wyjęła mały liścik. Poznałem pismo Koi. Właściwie to było jedno zdanie.

,, Amo — san. Wiem, że Camilla cię kocha i pragnie. Daj jej siebie, jeżeli możesz".

Popatrzyłem na Dianę.

— Czytałaś to?

Zrobiła zdziwioną minę.

— Widziałeś, że koperta była zamknięta. Dlaczego bym miała czytać nie moją korespondencję?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2074 słów i 11823 znaków, zaktualizował 12 lis 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto