Czarne i białe cz 7, ostatnia.

— Załatwię taki samochód. Spotkamy się w podziemnym garażu.

Porucznik Carmel posiadał inteligencie. Adres napisał na kartce. Kiedy wyszedł, Mike napisał do Jane również na kartce. Nie chciał, żeby dziewczynki słyszały.

<< Masz jakiś domek w lesie, o którym nikt nie wie{PHP}>

Popatrzyła na niego. Widać, zastanawiała się. W końcu kiwnęła głową.

Za godzinę byliśmy na miejscu, w wyznaczonym garażu. Carmel miał smutną minę.

— Dostałem ostrzeżenie, tak jak mówiłeś. Muszę chronić dzieci.

— To nie potrwa długo. Góra dwa dni.

— Wierze wam — uśmiechnął się — zabiorę dzieci i żonę na urlop na tydzień. Kupimy bilet do Wenezueli. Tamci zrozumieją, że się wycofałem.

— Nic ci się nie stanie. Jak wrócisz, będzie po wszystkim.

Pojechaliśmy.

— Daddy, gdzie jedziemy? — zapytała Susan.

— Pojedziecie z Jane do lasu. Ma tam domek. Tata przyjedzie do was za dwa dni.

— To twój domek? — zapytałem Jane.

— Nie. Znajomej mojej mamy, ale jak będziemy się porozumiewać?

— Dam wam dwa nowe telefony. Znaczy, są stare. W podziemnym garażu się rozdzielimy. Musimy tam wrócić. Jeżeli są tam kamery i namierzą vany, nie będą wiedzieli, którym ja jadę, a którym wy. Jednak szansa na to, że nas zobaczą jest minimalna. Właśnie zaczęła się u nich panika. A to daje mam ogromną przewagę. Teraz ja jestem celem, o ile biorą to pod uwagę. Jeżeli myślą, a mam nadzieje, że tak, wiedzą, że jestem kimś, komu nie dadzą rady. Oczywiście to nie moja zasługa.

Ja pojadę swoim, a wy tym drugim. W moim zostawisz swój telefon. Potem go zniszczę. Jeżeli zaczną szukać, będą sądzić, że jesteś ze mną. Muszę spowodować by dwóch wrogów skoczyło sobie do gardeł. Lori ci wytłumaczy, ponieważ, wie. Nie wie tylko imienia. I ja jeszcze również nie znam. To człowiek z Kuwejtu. Współpracuje z królem Arabii Saudyjskiej. Jego zakłady produkują broń dla rządu Arabii. Sprawa oprze się o Biały Dom.

— Coś słyszałam, że prezydent podpisał duży kontrakt tym krajem. Król Arabii coś wie albo Trump?

— Nie, nic. Oni robią swoje interesy. Po prostu król popiera tamtego człowieka, bo montuje on dla niego broń. Broń jest do zabijania, ale w tym świcie, to jest legalne. Prawie najgorszy interes to handel bronią, a oni nazywają go najlepszym.

Dojechali. Mike już wiedział co ma robić. Posiadł umiejętności najlepszego agenta operacyjnego. Po chwili przyjechał Carmel.

— To ten samochód.

Wyciągnął czarną, małą skrzyneczkę.

— Musisz to zniszczyć. To wóz policyjny. Namierzą cię za pięć minut. Mike wziął skrzynkę do swojego wozu. Przytulił Susan, Lori i Jane.

— Powodzenia.

< Gdzie jest czip dzięki, któremu mogą namierzyć mój samochód? >

< Gdybym go zniszczył, samochód by się nie nadawał do jazdy. Jest w tablicy rozdzielczej. Musimy wziąć inny samochód.

< Tak, ten — pokazałem biały Cadilac Ecsalade >

— Czy tam jest jezioro?

— Nie.

W takim razie nie da się zatopić, musimy zrobić inaczej.

< Powiem ci gdzie pojedziesz z nimi >

Ruszyliśmy. Carmel nie zrozumiał, dlaczego przywiózł samochód na darmo. Ale nie zadawał pytań.

— Pojedź nim i zostaw po drodze. Po prostu zostaw. Sam weź taksówkę i jedźcie na lotnisko. Spotkasz się tam z żoną i dziećmi. Ten, kto mi pomaga, pomoże i tobie.

< Jedź pod ten adres — powiedziałem >

< Co tam jest? >

< Kradzione samochody. Faceci wymontują cześć twojej tablicy. Jadąc mostem, wyrzucą. Dasz im swój samochód. A dla Jane kupisz drugi. >

< A starczy mi pieniędzy >

< Zobacz co ci zostawił Carmel >

Mike otworzył torbę. Było tam ze dwadzieścia tysięcy w gotówce. Carmel podjął je z banku. Wiedział, że nikt go nie będzie specjalnie sprawdzał na lotnisku, kiedy da wiadomość, że się wycofuje. Oficjalnie można przewozić do pięciu tysięcy. Ale wiedziałem, że wrogowie mają teraz większy problem, niż zaczepiać porucznika. Dlatego od razu dali mu zieloną linię.

Dojechaliśmy na miejsce. Właścicielem był murzyn. Wspólnikiem inny murzyn i szczupły, a trzecim był ryży gość z południa.

— Dam wam ten samochód, a potrzebuję dwa stare, ale działające. Bez czipów.

— Dwa tysiące, za mniej nie da rady.

— Musicie usunąć czip z mojego vana. I wyrzucić gdzieś w mieście.

— Mam pomysł. Niedaleko jest knajpa gdzie zatrzymują się kierowcy dużych ciężarówek. Czip pojedzie z którąś z nich. Ale potrzebujemy jeszcze tysiąc — odrzekł murzyn.

Mike odliczył i po chwili jechał Czerwona Toyotą Highlander, a Jane z dziewczynkami starym Suburbanem.

— Ten samochód jest brudny, daddy.

— Tak, kochanie. Potem go umyjecie. Teraz musicie jechać.

Lori podeszła do ojca.

— Czy jesteśmy bezpieczne?

— Tak, skarbie. Tata musi jeździć i załatwiać dużo spraw. A to może być niebezpiecznie. Dlatego pojedziecie z Jane.

— Dobrze, Jane jest miła i nas bardzo lubi. Obie to czujemy.

Jane przytuliła Mike’a. On ucałował córki i pojechały. Za kwadrans wyjechał Toyotą.

— Jedziemy do Telleman & Gordon assosiation — powiedziałem.

— Wejdę tam jakoś?

— Tak. Będziesz wiedział jak iść, by cię nie zauważyły kamery ani strażnicy. Sam poczujesz.

— A jak już dojdę do biura, nie ominę sekretarki...

— Ludzie chodzą do łazienki. W tym wypadku Krause sam do ciebie przyjdzie. No cóż, w toalecie nie jest zbyt komfortowo. Będę ci mówił co masz mówić.

Wiedziałem, że mi ufa. W rzeczywistości takie dopracowanie było niewykonalne przez ludzi. Ale ja człowiekiem nie byłem. Dojechaliśmy bez kłopotów. Mike wszedł do budynku, kiedy ktoś wychodził. Następnie pojechał windą. Miał opuszczoną głowę, tak że w kamerze nie można go było rozpoznać. Wyszedł na szóstym piętrze. Tu znajdowała się tajna sekcja. Peter Newman wyszedł na przerwę. Wracając wszedł do toalety. Mike kopnął kawałek mydła. Peter się poślizgnął i upadł. Stracił przytomność, wówczas Mike wciągnął go do kabiny. Zabrał jego kartę. Wyszedł z łazienki. Podszedł do wejścia, przeciągnął kartę i pokazał się zielony kolor. Wszedł jakby chodził tu codziennie. Poszedł do łazienki. Po chwili wyszedł człowiek, którego szukał. Glen Krause miał czterdzieści sześć lat. Był złym człowiekiem, ale dla rodziny wyglądał na idealnego męża i ojca. Mike przystawił mu pistolet do pleców, zanim tamten zamknął rozporek.

— Mam dla ciebie wiadomość od doktora Fallgraffa. Twój kumpel Funke sypie. Prawdopodobnie Fallgraff nie żyje. Funk upozorował samobójstwo. Jeżeli chcesz ujść ze swoim życiem i swojej rodziny, postaraj się go wykończyć, zanim on wykończy ciebie.

— Kim jesteś?

— Przyjacielem.

Uderzył Glena pistoletem w tył głowy.

Facet ocknął się po siedmiu minutach. Próbowała zadzwonić do Fallgraffa. Dowiedział się od sekretarki, że dentysta nie żyje. Krause uruchomił czerwony kod. Po pół godziny grupa uzbrojonych po zęby ludzi jechała do banku gdzie pracował Funke.

Tymczasem pułkownik Lorenc połączył fakty. Dostał wiadomość o akcji. Wysłał swoich ludzi by bronili Funka. Wiedział, że Carmel jest w drodze na lotnisko. A więc groźba podziałała. Zarówno agenci z Tellman assosiation, jak i ludzie pracujący dla Funke, próbowali za pomocą swoich ludzi, namierzyć rodzinę Kelvinna. I w końcu zlokalizowali, że jedzie na południe w kierunku Kalifornii. Wysłali człowieka, by ten znalazł czarny Suburban i spowodował jego wypadek. Jednakże człowiek dotarł tylko do wielkiego, osiemnastometrowego samochodu. Zarówno Mike, jak i jego dziewczynki zginęli z radarów.

Po czterdziestu minutach grupa antyterrorystyczna sforsowała wejście do Tellman assosiation. Krause poddał się i rzucił broń na posadzkę, ale został zabity strzałem w głowę. Jeden z grupy zrobił to niby przypadkowo. Oczywiście wykonywał czyjeś polecenie. Został obezwładniony przez resztę członków zespołu.

Podobna sytuacja miała miejsce w pobliżu banku. Tu doszło do ostrej wymiany ognia. Siedmiu ludzi wysłanych przez pułkownika, zginęło. Dwaj inni zostali ciężko ranni. Udało się tylko jednemu wyjść cało. Z ochrony Funke nikt nie ocalał. Sam bankier strzelił sobie w usta. Teraz machina czystki zaczęła nabierać rozmachu i szybkości. Zawiadomiono FBI i specjalną grupę operacyjną do zabezpieczenia przed zagrożeniem interesu narodowego. Zastępca FBI nie wiedział wszystkich nazwisk zamieszanych w to osób, natomiast szef tamtej grupy, znał. Wydano polecenie i rozpoczął się czarny alarm. Czarny alarm oznacza tylko eliminowanie. I to jak najszybciej. Zastępca FBI połączył się z rzecznikiem prezydenta i przekazał mu wiadomości. Po dwóch minutach otrzymał wiadomość.

< Wszystkie kury zjadł lis>

Znaczyło to jedno. Wszyscy, którzy wiedzieli cokolwiek, zostali wzięci na listę zagrażających interesowi narodowemu. Pułkownik Lorenc zginął w wyniku trzech strzałów. Dostał w głowę, szyję i serce. Członkowie załogi jachtu, zabrani przez FBI, zostali zabici. Ogólnie zginęło w ciągu kilku godzin czterdzieści sześć osób. Pozostał tylko jeden. Najbogatszy i najbardziej wpływowy. Bliski przyjaciel prezydenta. Facet organizujący czarne msze w dzielnicy Los Angeles. Malcolm Ash. Tego człowieka nikt nie mógł ruszyć. Oczywiście z ludzi.

Pojedziesz na autostradę numer 5 w kierunku Los Angeles. Zobaczysz dwóch ludzi. Najpierw jednego.

Toyota pruła na południe.

Malcolm postanowił rozmówić się z najbardziej utajonym człowiekiem, który nawet nie musiał się tłumaczyć przed prezydentem. Adam Pollen miał pięćdziesiąt cztery lata i miał czwarte stadium raka płuc. Lekarz dawał mu maksymalnie trzy miesiące życia. Oczywiście Adam dowiedział się o sprawie i nie mógł zrozumieć jak Mikowi Kelvinnowi udało się odzyskać córkę. Uczynił wiele złego w imię dobra USA. Mimo takiej konspiracji znalazł Toyotę, która jechał ojciec dziewczynek i teraz jechał za nią. Oczywiście, jako jedyny ze wszystkich obcych, wiedział gdzie pojechała Jane. Ale tym razem miał swój plan.

— Widzisz te czarne audi?

Mike zerknął w lusterko.

— Tak.

— On zaraz cię wyprzedzi i się zatrzyma. Podejdziesz do jego samochodu i pojedziemy dalej z nim. Zostało jeszcze dwóch złych, żywych ludzi. On nie jest jednym z nich.

— A kim jest?

— Kiedy zawodzi wszystko i trzeba zatrzeć ślady, wtedy on wchodzi do gry. Organizacja pod nazwą Służba Ochrony Bezpieczeństwa Narodowego. W jej skład wchodzi kilku ludzi, zwanych królewskimi sprzątaczami. A to ich szef, Adam Pollen. Pojedziesz z nim i spotkacie się z Malcolmem Ashem i dwoma jego gorylami. Adam wszystko ci wytłumaczy. Ale dopiero na końcu. Miej ufność.

Po chwili Audi S8 wyprzedziło Toyotę Mike’a. Adam wstawiła na dach niebieskie policyjne światło. Mike zwolnił. Wysiadł z wozu. Adam otworzyła drzwi.

— Witaj Mike. To, kim jestem, nie ma znaczenia. Powiedz mi tylko jak to zrobiłeś? To nie jest możliwe.

< Powiedzieć mu? — zapytał mnie Mike >

< Powiedz mu jego nazwisko i nazwisko szejka oraz Malcolma Asha, to wystarczy.

— Chcę mieć pewność, że moim dzieciom nic nie grozi. Chcę również mieć gwarancję, że nie stanie się nic porucznikowi Carmelowi i jego rodzinie. Oraz rodzinie Alison i jej samej.

— Chciałeś powiedzieć, kapitanowi Carmelowi. Po zakończeniu urlopu dostanie awans. Za trzy miesiące zostanie pułkownikiem, w miejsce nieżyjącego Lorenca

— Nie powiem ci jak to zrobiłem. Ktoś mi pomaga, Adamie. Jedziemy spotkać Asha, prawda?

Mężczyzna spojrzał zmęczonym wzrokiem na Mike’a.

— Jesteś sprawiedliwy, podobnie jak Carmel. Miałem cię zabić, ale w takiej sytuacji wątpię żebym zdołał. Jeżeli chcesz wiedzieć, wszyscy zamieszani w porwanie twojej córki, nie żyją. Sam odbiorca pozostał żywy i Ash. Odbiorca jest poza moim zasięgiem.

— Ale nie poza moim. No może lepiej tego, kto mi pomaga.

— Podziwiam cię. Sam byłem taki jak ty, ale zszedłem na drugą ścieżkę. O jest tam. Twój największy wróg. Malcolm Ash.

Mike dostrzegł srebrnego Rolls Royce Phantoma. Zatrzymaliśmy się obok małego motelu.

— Poczekaj na mnie.

Adam udał się w kierunku wozu. Po chwili wysiadło z niego cztery osoby.

— Nie wiem, który to Ash. Widzę tam tego młodego. To członek kongresu. Leonard Knipish. Wschodząca gwiazda polityki.

— Tak. Bardzo cwany człowiek. I bardzo zły. Adam wracał.

— Chodź ze mną. Po chwili weszliśmy do pokoju.

Ash siedział, a obok niego Knipish. Towarzyszyło im dwóch osiłków.

— A więc to jest człowiek, który otworzył puszkę Pandory — powiedział Ash.

Uśmiechnął się do Mike’a.

— Zanim go zabijesz, chciałbym, aby mi powiedział jak się to stało — Ash zwrócił się do Pollena.

— Zostaw nas samych, każ twoim ludziom iść na korytarz — powiedział Adam.

— Manuel i John, poczekajcie na zewnątrz.

— Powiem wam, kiedy będziecie mogli wejść — powiedział Adam.

Został Mike, Ash, Knipish i Pollen.

— Pytałem go, ale odpowiedź was przerasta, panowie.

— Czy wie z kim zadarł?

— Mike? — zapytał Adam.

— To szejk Abdulah—Farah ibn Hasa, zadarł ze mną. Rakiety wyprodukowane w jego zakładach spadły tego dnia na Jemen. Poprzedniego i następnego, to znaczy dzisiaj. Jedna z nich zabiła Ahmeda Haddada. Jego rodzina zginęła kilka dni wcześniej.

— Jednego brudnego Araba mniej.

— Czemu nie sprzedałeś szejkowi swojej córki, też jest ładna, chociaż nie ma tak oryginalnej urody, jak moja Lori.

Ash skrzywił się brzydko.

— Zabij go Pollen, nie chce tego słuchać.

Adam wyjął pistolet i nakierował na pierś Mike’a. Ale brunet się nie bał. Czyżby wiedział? Ale jak? Ja mu nic nie powiedziałem.

— Wiesz co Ash. On nie jest wart mojej kuli. Zawołam twoich chłopaków. Wyszedł. Ash patrzył na Mike’a z ironią. Usłyszeli dwa strzały. Przez twarz Knipisha i Asha przeszedł strach.

Wszedł Adam.

— Zmieniłem zdanie. Nikt nie może wiedzieć. Znowu skierował lufę na Mike’a. Strzelił dwa razy. Ash dostał w brzuch, Knipish w okolicę serca. Skonał natychmiast.

— Zgnijesz w pudle, psie — syczał Ash.

— Poczekam na policję. Ale ty? Zainteresuję szejka zdjęciami twojej jedynej córki. Z pewnością mu się spodoba. Ile ma lat? Dziesięć, prawda. Tylko rok starsza od żony Mahometa, Aishy. Oni takie lubią. Powinieneś umrzeć za pięć minut. Chcesz coś powiedzieć Mike’owi.

— Życzę mu śmierci — na jego twarz malował się ból.

Zaśmiałem się w duchu, trochę inaczej niż to ludzie robią.

— On nie zginie. Ja też nie. Mike, jedź moim Audi. Twoje córki i Jane czekają. Żegnaj przyjacielu.

Podał mu kluczyki.

— Gdzie twój Suburban?

— Zamieniłem na ten, żebyście mnie nie śledzili. Ale widocznie masz super informacje, Adamie. Przynieś papiery z wozu. Mam tam formularz. Dostaniesz moje audi jako akt darowizny. Jak nie będziesz chciał, to sprzedasz.

Mike wyszedł.

— Abhis, dlaczego on to zrobił?

— Policja go zabije. On ma raka. Mógłby pożyć dwa miesiące. Według lekarzy. To, co teraz zrobił teraz będzie mu policzone za plus.- który przewyższy wszystkie minusy. Szepnę mu coś. Widzisz, taki jest Bóg, wybaczyłby Ashowi, gdyby ten wyznał grzechy, a tak Ash umrze za kilka minut. Umrze na wieki, jeżeli rozumiesz co to znaczy, a zanim to się stanie, zobaczy moją straszną twarz.

— Nie możemy dostać szejka?

— Nie ty. Zabiją go ochroniarze króla Arabii, Mohammeda Bin Salmana. Na osobistą prośbę prezydenta Trumpa. Mogłeś sobie to wyobrazić?

— A co z resztą zła?

— To jest pytanie do Pana, nie do mnie.

— Powinienem wziąć ten wóz?

— Dał ci go z serca. Bierz. Nie powinno się odmawiać darów serca.

Mike otworzył drzwi wozu i wziął dokumenty ze skrytki. Wrócił do motelu. Adam podpisał.

— Jedź, bo niedługo przyjedzie tu policja.

Mike ruszył.

— Co z haremem szejka? Są tam jakieś kobiety, które są tam wbrew własnej woli?

— To też zostanie załatwione. Tylko nie będą mogły wrócić do rodzinnych miejsc. Przynajmniej te niepełnoletnie.

— To gdzie będą mieszkać? Zostaną wolne, ale same?

— Rodzice, o ile są dobrzy, zobaczą je. Dostaną wszystko, gdzieś w Ameryce południowej, na wyspach koło Australii... Świat jest duży. Tylko będą musiały milczeć. Widzisz jak jest.

Mike jechał spokojnie. Po kwadransie dostrzegli trzy wozy policyjne jadące od strony San Francisco.

— Mógłby żyć, ale co to za życie. Przesłuchania, tortury...

— To został tylko szejk. Szkoda, że nie dowie się, że ja wiem.

— Powiem mu. Ale jest ktoś jeszcze. Chcesz, żeby żył?

— Kto?

— Twój szef. Nie był bezpośrednio zamieszany. Wiedział, że autobus zostanie uszkodzony, aby Tracy musiała jechać samochodem. Wiedział, że to będzie dotyczyć twojej rodziny...

— Niech go Carmel aresztuje.

Pokiwałem głową, ale oczywiście Mike nie mógł tego zobaczyć.

Mike dojechał do córek. Zostali tam razem prawie tydzień. W końcu wrócili. Gdzieś na drugiej stronie głównej gazety zobaczył notkę: Wczoraj w wyniku zamachu terrorystycznego zginął szejk Abdulah—Farah ibn Hasa. Podejrzewa się ugrupowanie Wolny Jemen, współpracującą z ISIS.

*

Jane była bardzo subtelna, ale robiła wszystko by dziewczynki mniej czuły stratę matki. Dziesięć dni po zabójstwie, odbył się pogrzeb Tracy. Poza rodzicami Alison i rodziną kapitana Carmela byli tylko koledzy z pracy Mike’a i oczywiście Jane.

Mike nie sprzedał domu. Jane wpadała coraz częściej. Cztery miesiące potem pocałowali się pierwszy raz. Jane nigdy nie pokazała mu trzeciego tatuażu. Zlikwidowała wszystkie. Nikt nigdy nie pytał jej dlaczego. Rok później Mike wziął z nią ślub. Zapytała najpierw Lori i Susan, czy zaakceptują ją jako członka rodziny. Wyraziły zgodę z wielką radością.

A ja? Cóż, wróciłem do zajęć. Mike pozostał z umiejętnościami super agenta. Jego były szef, został skazany na sześć lat więzienia. Wkrótce po odsiedzeniu wyroku zmarł na atak serca. Rozmawiałem z Panem. Objaśnił mi wszystko, dlaczego tak musi być. Zrozumiałem. Ale wiedziałem, że z ludzi, zrozumieliby tylko ci nieliczni. No cóż, czasem, żeby zrozumieć Boga, trzeba być jak On.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 3076 słów i 18546 znaków.

Dodaj komentarz