Dowcipy - str 34

Viralowe kawały i suchary
  • Przyszedł facet do burdelu Dzień

    Przyszedł facet do burdelu
    - Dzień dobry, chcialbym zamówić sobie panienkę.
    - Proszę, tu jest cennik - mowi burdelmama.
    - Ale ja nie mam tyle pieniędzy...
    - Niech pan pokaże ile ma.
    - ...
    - Uuuu, za tą forse to żadnej panienki pan nie dostanie, jedynie może być pan Marian
    - No jak ma być to niech będzie - odparl facet.
    Zeszli do kotlowni, do palacza Mariana
    - Panie Marianie, klient do pana!
    Pan Marian odstawil wiadro z węglem, szufle, zdjąl spodnie i wypiął się w strone klienta. Klient spojrzał z niesmakiem na brudnego tlustego i zarośniętego Mariana, próbuje się do niego dobrać, ale nie bardzo wie jak.
    Mówi więc:
    - Ty, może byś mi pomógł?
    Na co Marian odwrócił głowę, wypluł papierosa, zatrzepotał rzęsami i powiedział ochrypłym basem:
    - KOCHAM CIĘ...

  • Kochanie, zjedz kawałek tortu!

    - Kochanie, zjedz kawałek tortu!
    - Nie, przecież wiesz, że się odchudzam.
    - Ale tylko jeden mały kawałeczek!
    - Jest po 18. Misiek, nie chcę.
    - Ale tylko jeden, no proszę Cię!
    - Ale ja nie lubię tortów, przecież wiesz.
    - ŻRYJ TEN TORT! W ŚRODKU JEST PIERŚCIONEK, ŻENIĆ SIĘ Z TOBĄ CHCĘ!

  • synku jesteś taki niegrzeczny weź

    -... synku, jesteś taki niegrzeczny, weź przykład z tatusia
    - mama, ale tata siedzi w więzieniu...
    - tak, ale niedługo wyjdzie za dobre sprawowanie!

  • Słuchaj dzieweczko! ona nie słucha

    Słuchaj dzieweczko! - ona nie słucha.
    Przesunął więc rękę z piersi do brzucha
    Buch - jak gorąco! Uff - jak gorąco!
    Ty żeś tu w nocy? To ty Jasieńku?
    Jam ci najdroższa! - Wchodź pomaleńku!
    W szedł w nią powoli jak żółw ociężale.
    Ruszył - dwa razy - tak wolno, ospale.
    Szarpnęła się trochę - przyciągnął z mozołem,
    Nogami się zaparł o krzesło za stołem...
    I teraz przyspieszył, i pcha coraz prędzej,
    I dudni,i stuka, łomoce i pędzi.
    A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
    (Klęczała wygięta w pozycji "na most").
    A on ją w tę szparę, w ten tunel, w ten las.
    I śpieszy się, śpieszy, by zdążyć na czas.
    Aż łóżko turkoce i krzesło też puka, A Jasiu ją stuka,
    i stuka, i stuka.
    Tak gładko, tak lekko, tak calem za cal wyjmował i
    wkładał ten narząd jak stal.
    A ona spocona, zziajana, zdyszana poległa na plecach,
    uniosła kolana.
    Zdziwiona tym wszystkim, co tu się z nią dzieje.
    I pyta się Jaśka, i pyta i śmieje:
    A skądże to, jakże to, czemu tak gnasz!?
    A co to to, co to to, co mi tu pchasz!?
    Że wali, że pędzi, że bucha, buch, buch!?
    Ach jakże, ach jakże, ja lubię ten ruch!
    I gna ją, i pcha ją, i akcję swą toczy,
    I tłoczy ją, tłoczy ją Jasiu uroczy,
    Nagle.. świst. Nagle... gwizd.
    ... raptem; buch! Ustał ruch.
    Oj, gdzie mi zniknąłeś! Chcę jeszcze Jasieńku!
    Próbuje go znaleźć swa ręką po ciemku.
    A on już bez ducha, juz śpi nieboraczek,
    malutki, skulony, choć akt nie skończony!
    Więc strzela o pomoc wokoło oczyma.
    I dziwi się temu, co w ręce swej trzyma.
    I płacze, narzeka na los swój niewieści,
    wiec sama ze sobą zaczyna sie pieścić.

  • Siedzi baca przed chatką Przed bacą

    Siedzi baca przed chatką. Przed bacą kloc drewna i kupka wiórków. Przechodzi turystai pyta:
    - Baco! Co tam strugacie?
    - Ano, cółenko sobie strugom.
    Turysta poszedł. Następnego dnia rano przechodzi tamtędy i widzi bacę. Baca siedzi przed klockiem drewna i go struga. Przed bacą górka wiórów. Turysta pyta:
    - Baco! Co tam strugacie?
    - Ano, stylisko do łopaty sobie strugom.
    Następnego dnia: Baca siedzi przed chatką, w rękach trzyma drewienko, przed nim kupa wiórów. Ten sam turysta pyta:
    - Baco! Co teraz strugacie?
    - Jak nic nie spiepse, to wykałacke...

  • Na pewnego krytyka Gryzł mnie lecz

    Na pewnego krytyka

    Gryzł mnie, lecz tylko w pięty,  
    Bo jako krytyk był niewyrośnięty,  
    A ja się bałem noga moją ruszyć,  
    By go jak muszli ślimaka nie skruszyć.  
    (Jan Sztaudynger)

  • W kawiarni Elefant Stirlitz

    W kawiarni "Elefant" Stirlitz miał się spotkać z łącznikiem. Nie ustalono niestety żadnego znaku rozpoznawczego.  
    Na szczęście łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.

  • Żona mówi do męża Popsuł się

    Żona mówi do męża:
    - Popsuł się kran, może byś coś zrobił?
    - A co to ja jestem hydraulik!
    Następnego dnia mąż zauważył, że kran działa, więc pyta żonę, kto go naprawił. Na to żona odpowiada, że sąsiad.
    - A ile wziął? - pyta mąż.
    Kobieta wyjaśnia:
    - Zaproponował, bym mu zaśpiewała lub poszła z nim do łóżka.
    - A co mu zaśpiewałaś? - pyta małżonek.
    - A co to ja jestem śpiewaczka?!

  • Pewnego dnia Stalin przejeżdżał obok

    Pewnego dnia Stalin przejeżdżał obok pięknej, z białego kamienia wzniesionej cerkwii pod wezwaniem Zbawiciela na Puszczy (XV wiek). Pod cerkwią walało się drewno.
    - Skandal, sprzątnąć to - burknal Stalin.
    Niestety nikt nie śmiał zapytać, co właściwie miał na myśli. Na wszelki wypadek drwa wywieziono, a cerkiew zrównano z ziemią.

  • Była sobie pewna rodzina chłopska

    Była sobie pewna rodzina chłopska: mama tata i trójka synów oraz jedna krowa w oborze, która całą tę rodzinę żywiła. Pewnego ranka ojciec poszedł jak zwykle dać jej jeść i pić. Wchodzi do obory i patrzy a tam szczątki krowy porozwalane, pełno krwi na ścianach. Ojciec nie mogąc znieść tej myśli łapie powróz robi pętle i wiesza się. Ponieważ długo nie wracał, matka zdenerwowana poszła sprawdzić co się dzieje. Weszła do obory i widząc to wszystko też się powiesiła. Po pewnym czasie najstarszy syn poszedł do obory i widząc rozwaloną krowę i wiszących rodziców postanowił pójść nad jezioro i złowić złotą rybkę, żeby wszystko odczyniła. Po kilku godzinach łowienia udało mu się, ale rybka powiedziała że spełni jego życzenie, jak jej dogodzi 10 razy, ale jeśli mu się nie uda to ona go zabije. Chłopak zabrał się ostro do dzieła, ale już po 6 razach nie miał już więcej siły więc go rybka zabiła. Następnym który wszedł do obory był średni syn i ten także postanowił złowić złotą rybkę. Wziął wędkę i poszedł nad jezioro. w końcu mu się udało złowić złotą rybkę, ale ona wysunęła takie samo żądanie co do najstarszego. Średniak wziął się do roboty ale po 8 razach wysiadł no i stracił życie. Kolejnym który wszedł do obory był najmłodszy i ten także wziął wędkę i poszedł nad jezioro. Po kilku godzinach wreszcie ją złapał, ale ona znowu: 10 razy dogodzić to spełni jego życzenie, jak się mu nie uda to zginie. Mały był niezły więc się dobrze sprawił i jej dogodził tyle ile chciała, ale jemu nie było dość, więc pyta:
    - Złota rybko mogę jeszcze 10! Złota rybka na to:
    - No ... Możesz chwile to trwało a mały zaraz potym znów pyta:
    - Złota rybko mogę jeszcze 10!
    Złota rybka na to:
    - No ... Możesz....
    I takich rundek było jeszcze ze dwie, w końcu mały pyta:
    - Złota rybko?... Ale ty nie pękniesz jak ta nasza krówka?