,, Nieodparty rozum" cz 2

Cz 2
W jakim obłędzie byłam, gdy jej nie znalazłam! No jak? To przecież nie mogła być możliwe?! Chyba, że schowała ją pod bluzkę, aby mnie zmylić. A ja głupia jej nie zauważyłam! O rzesz! Muszę być uważniejsza. Jednak zapominając o ostrożności, nie zamknęłam za sobą drzwi…
- Co tu robisz?- Spytała Ewa, widząc mnie przy łóżku Krysi.
- Ja? To, co zwykle- zmieszałam się.- Poprawiam jej pościel. Pewnie jak wróci, będzie się chciała położyć.
Popatrzyła na mnie dziwnie, ale chyba mi uwierzyła.
- No to kończ, bo pora zaczynać. Dzisiaj to ty czytasz ostatnie pożegnanie.
- Co? A czemu ja?
- Teresa sobie tego życzyła.
- Zmarła?
- No. Byłaś zapisana w jej testamencie- żartuje sobie, po czym podchodzi do łóżka i spod poduszki wyjmuje jej … książkę!!!
- Dokąd ją bierzesz?- Pytam, zanim uda mi się pomyśleć.
- Do Krysi. Zapomniała o niej. Wciąż krzyczała moje, to się domyśliłam.
- A nie jesteś ciekawa, co to za książka?
Pytając, całą swoją uwagę poświeciłam przypatrywaniu się jej. Granatowa obudowa, sztywna okładka, na której nic nie pisało…
- Nie- odpowiedziała i odeszła z nią w dłoni.
Szlag!!! Boże! Byłam tak blisko!
Do końca dnia nie mogłam sobie wybaczyć, że nie pomyślałam o poduszce. No, przecież spała z nią, więc tylko poduszka była racjonalnym schowkiem.
No cóż. Następnym razem będę uważniejsza…
Tylko, czy będzie następny raz?
Kolejne dni mijały podobnie. Czasem nie zdawałam sobie sprawy, że minął tydzień, czy dwa, bo wszystko tutaj działo się o wyznaczonych godzinach.
Śniadanie, telewizja, obiad, telewizja, mycie, telewizja, spanie. Dzień po dniu zawsze to samo. No i leki przed śniadaniem, przed obiadem i przed kolacją. Wszystko popite tylko wodą. Aż się prosiło, aby kucharka dodała odrobinę kisielu w proszku, wyglądającym, jak jakiś wynaturzony kompot.
Zapomniałam dodać, że ten długopis, który pozostawiłam na stoliku, potem niespodziewanie zniknął.
Odnalazł się kilka dni temu całkiem wypisany. No, ale tego, czy wcześniej pisał, to już nie byłam pewna.
Po tych wszystkich fanaberiach z Krysią i Anną Marią Wojciechem Teresą, sama postanowiłam pisać coś w rodzaju pamiętnika, by po latach przeczytać o tym wszystkim ponownie. Być może nawet, potem będę się z tego wszystkiego śmiała.
            *

Nie minęły trzy miesiące i znów kolejny pogrzeb. Czarny ubiór, ostatnie pożegnanie czytane przez Basię i marsz do pokoi. Do tego czasu, wciąż nie rozwiązałam zagadki tajemniczej książki Krysi. Marny ze mnie kryminolog. Ale przynajmniej coraz więcej treści wpada do mojego pamiętnika. A pilnuję go, niczym Krysia swojego. Szefowa nie byłaby zadowolona, gdyby, co nieco o sobie przeczytała.
Tak strasznie żal mi pana Tadzia. Co prawda skończył całe sześćdziesiąt pięć lat, lecz emerytury nie doczekał. Dwa dni po urodzinach odszedł, uduszony własną śliną. Tak się zdarza na oddziale. No niestety nie da się upilnować wszystkich w dzień i w nocy. Choć spostrzegłam pewną zależność.
Każdy z pacjentów umierał w nocy.
Przedział czasowy, od jedenastej do drugiej nad ranem. Nawet zwiększono opiekę na korytarzu i częściej zaglądali do podopiecznych, jednak na śmierć nie było rady. Choćby miała ubaw tylko od jedenastej do drugiej nad ranem…
Tak sobie myślę, że gdyby pokombinować, to wyszedłby z tego niezły kryminał. Brakowało mi tylko seryjnego zabójcy. No i gdyby siedemdziesięciodwuletni Rysiu umiał chodzić, to mogłabym w tej roli posadzić właśnie jego.
Biedak miał manię prześladowczą. Wszędzie jeździł na swoim wózku elektrycznym i wypytywał każdego o wszystko. A, to, czy zupa smakuje, jak się dzisiaj czuję, czy mam rodzinę i tak dalej. No i też to wszystko sobie zapisywał. Lecz w nie bardzo cwanym komputerze, zwanym głową, który resetował mu się po dwóch godzinach. No i nie gniewał się, gdy się go pytało o to samo po kilka razy. Nawet tłumaczył mi, że skoro tutaj jestem, to też muszę być chora. A kiedy go pytałam, na co, odpowiadał, że na chorobę myślową.
Popatrzyłam wtedy na niego oniemiała, a on odparł, że nie mam się czego wstydzić. Bym się roześmiała, ale zbyt mocno przerażały mnie jego słowa. Byłam zdrowa, jednak przebywanie, pośród tylu psychicznie chorych osób, czasem powodowało, że i ja mogłam podłapać jakąś z chorób. Pewnie najlepiej by było nie wychodzić z pokoju, ale pieniądze nie przyszłyby do mnie same.
Dni mijały, pacjentów ubywało, a mnie wciąż męczyła sprawa tej książki, czy też pamiętnika Krysi. Bałam się nawet, że dostałam obsesji na tym punkcie. Wizyty u pomarszczonej Krysi przedłużały się i robiłam wszystko, aby zobaczyć to, co ona tak usilnie ukrywała. A im bardziej ona go ściskała, tym bardziej miałam ochotę jej go zabrać.
- Ona napisała tam coś o morderstwach- szepnął mi raz na ucho pan Ryszard. Zakazał komukolwiek o tym mówić, ale teraz, to dopiero wariowałam. Z tego powodu, chciałam się nawet dowiedzieć czegoś więcej. Wypytywałam go o wszystko, nie czekając na jego odpowiedzi. Tak dużo miałam pytań, jednak nie przewidziałam, że termin dwóch godzin zaraz wygaśnie. Par Ryszard po gradzie pytań popatrzył na mnie dziwnie.
- Skąd ja cię znam?
Niech to szlag!!!
Moja wściekłość nie miała granic. Nawet mnie nie poznał, a zdębiał totalnie, gdy mu powtórzyłam, co przed chwilą od niego usłyszałam.
- A na co pani choruje?- Zapytał z wyrozumiałością w głosie.
- Na chorobę myślową- odparłam ironicznie, choć niepotrzebnie, bo to nie była jego wina.
- Pani Aniu, czy wszystko w porządku?- Spytała mnie pani Basia, a mnie zrobiło się głupio. Miałam dawać dobry przykład, a tym czasem sama zachowywałam się jak jednak z nich.
- Tak. Przepraszam. Po prostu pan Rysiu powiedział coś ważnego, a potem zapomniał o tym, co mówił, a zdania nie dokończył- wytłumaczyłam, jakby nie widziała, na co choruje.
- Rozumiem- odparła, choć wcale niczego nie rozumiała. Nadąsana odeszłam do nich, wchodząc na moment do swojego pokoju. Aby totalnie nie zwariować, opisałam na szybko całe zajście, aby w przyszłości móc poskładać to w jedną całość.
A potem przyszła Hania. Nowa pracownica od tygodnia.
- Nie mam dzisiaj siły- odparła przysiadając się na łóżku.
- Ja też. Zwariować można. Od tylu wariatów, to czasem i mnie się wydaje, że wariowałam. Aż mnie głowa rozbolała.
- Poczekaj- poderwała się z miejsca, grzebiąc w swoim fartuchu. Wyjęła jakąś tabletkę i mi podała. Wzięłam bez zająknięcia. Miałam tylko nadzieję, że szybko zadziała.
- Wyobraź sobie, że pani z ósemki powiedziała do mnie, , córko”.
Ania była młodą pracownicą. Na około dwadzieścia pięć lat, to nawet cierpliwa. Nie grzeszyła urodą, ale jej przychylność do każdego pacjenta, bo tak nazywała swoich podopiecznych, była niemal anielska. A małe okularki na długim nosie przypominały mi nauczycielkę z podstawówki.
- Mówisz o pani Martynie?
- Aha. Wzięła mnie za swoją córkę. Wypytywała się mnie o Sebastiana, chyba jej syna i nie kazała mi karmić Karmazyna czekoladą.
- Przecież to był jej kot- spojrzałam na nią z lekko uniesioną lewą brwią.
- No wiem. Czytałam jej kartę.
- I co zrobiłaś?
- Nic nie zrobiłam. Obiecałam, że jeśli będę miała czekoladę, to przyniosę jej, a nie kotu.
- Dobra robota. A wiesz- popatrzyłam na nią niepewnie.- Zadam ci pytanie, które męczy mnie od jakiegoś czasu.
- Jakie?- Spytała zaciekawiona.
- Pamiętasz pana Ryszarda?
- Dwudziestominuitowiec?
- Nie tego. Tego na wózku.
- Ach, dwugodziniec…
Dla każdego pacjenta wymyślałyśmy jakieś nazwy, aby lepiej zapamiętywało nam się ich choroby.
- No właśnie. Wiesz, on powiedział mi dzisiaj coś dziwnego.
- Co tym razem wymyślił?
- No, że pani Krysia, ta od książki, czy też pamiętnika, napisała tam coś o morderstwach.
- Ale czyich?
- No właśnie nie wiem. Głupia, zadawałam mu tyle pytań, a nie pomyślałam, że zaraz się zresetuje.
- I jak zwykle nic potem nie pamiętał?
- No. Nawet stwierdził, że mam chorobę myślową.
- Co takiego?- Zaśmiała się.- A to dobre. Czym sobie na to zasłużyłaś?
- A żebym to wiedziała. Ale nie o to chodzi. Ty… masz dostęp do tej książki?
- Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. I nigdy też z nią nie rozmawiałam, bo o co bym nie spytała, odpowiada…
- Moje, wiem. Ale nie ciekawiło cię nigdy, co to jest i co tam jest?
Podrapała się po głowie.
- Nie, raczej nie. Sama wiesz, że tutaj wszystko jest możliwe.
- Wiem, Ostoja spokoju. Każdy ma prawo żyć we własnym świecie i nie wolno nam ich unieszczęśliwiać. Tyle, że mnie naprawdę ciekawi, co ona tam ma.
- Dobra, zobaczę, co da się zrobić. A teraz lecę, bo trzeba poroznosić tabletki przedobiednie.
- Ok.
Hania wyszła, a ja jeszcze chwilę zostałam w pokoju. Ból głowy zaczął mijać, więc przemyślałam sobie kilka kwestii i ruszyłam do pracy.

           *
Przez kilka dni, Hania była taka zalatana, że nie miała czasu zająć się Krysią. Ja sama nie nawiązywałam do tego, w nadziei, że sama prędzej, czy później to załatwi. Aż tu nagle pewnego dnia przyszedł ktoś, kto zaczął wypytywać o moją Krysię.
Był to chłopiec, w nastoletnim jeszcze wieku, który twierdził, że ona jest jego matką.
- Pani Krysia? Nigdy nie wspominała nic o tym, aby miała dzieci.
- A mógłbym ją zobaczyć?
- No dobrze. Proszę za mną. Nie wiem tylko, czy pan się z nią dogada.
- Artur. Jestem Artur…
- Anna, opiekuję się Krysią.
- Wiem, pani Basia mi powiedziała. Powiedziała również, że to pani, to znaczy ty, znasz ją najbardziej.
- Czy ja wiem.
Przemierzaliśmy korytarz kierując się do pokoju Krysi. Ten Artur był bardzo rozgadany. No i wciąż o coś mnie wypytywał.
- A będę mógł z nią porozmawiać?
- Mam nadzieję. Choć od bardzo długiego czasu mówi tylko jedno słowo, Moje. Ma taki zeszyt, czy też książkę, w sztywnej granatowej okładce. Nikt nie ma pojęcia, co się w nim znajduje.
- To zeszyt. Ja jej go podarowałem.
- Ty? Kiedy?
- Nie wiem. Nie pamiętam dobrze. Dałem go jej, bo kiedyś bardzo lubiła pisać. Mama była poetką i pisarką.
- O, nie wiedziałam! To jest szansa, że mogła tam sobie coś zapisywać?
- Pewnie tak- wzruszył ramionami.- Zanim o nas zapomniała, pisała takie opowiadanie, czy też książkę, nie wiem. Dużo czasu spędziła w Zakładzie Psychiatrycznym i to nie, jako pacjentka. Mama chciała poznać psychikę osób z zaburzeniami, a w końcowej fazie napisać i wydać o tym książkę.
Pomyślałam, że i ja mogłabym o tym napisać, bo to, co tu się działo, było bardzo dalekie od jakiejkolwiek normy. Być może nawet moje przemyślenia w pamiętniku, kiedyś na coś mi się przydadzą.
- Pewnie każdy z nas mógłby coś takiego napisać.
Doszliśmy do pokoju Krysi, ale nie było jej tam.
- Dziwne…
Boże, gdzie jest zeszyt???!
Sprawdziłam łazienkę, łóżko i cały pokój, ale ani jej, ani zeszytu tam nie było. Pozostał po niej tylko bujany fotel.
- Mamy nie ma?
- No właśnie nie. Ale nie mam pojęcia gdzie jest.
- Ale żyje?
- Tak. Pewnie, że żyje. Być może tylko zabrali ją na masaże. Chwilę siedziałam w swoim pokoju, więc było to możliwe…
- No cóż. Trudno. To może pani, to znaczy ty Aniu, opowiesz mi coś o mamie?
- No, postaram się, ale nie wiem, czy na coś się zdam. A co konkretnie byś chciał wiedzieć?
Wzruszył ramionami nieco zakłopotany, a ja nie mogłam przestać wodzić wzrokiem po pokoju, w nadziei, że jednak ten zeszyt gdzieś tu jest…
- Sam nie wiem. Może, choć, jak ona się czuje?
- Hmm, myślę, że dobrze. Jak już wspominałam wcześniej, wciąż ma ten zeszyt, choć uważałam, że to była książka i nigdzie się bez niego nie rusza. Nawet z nim śpi. Chowa go tak dobrze, że nikt z nas do tej pory nie może go znaleźć. Nie mówiąc już o tym, że nie wiemy, co tam pisze. Krysia wszystko rozumie, co się do niej mówi i pomaga przy przenoszeniu jej na łóżko, czy też bujany fotel. I wiesz, co? Ostatnio nawet sporo czasu temu, znalazłam pod jej kołdrą długopis. Może to jest ta szansa, że pisze. Aż szkoda, że jej tu nie ma, bo nie ukrywam, że sama jestem ciekawa, o czym tam pisała. Bo nie rozmawia ze mną, ani chyba z nikim.
- Rozumiem.
- A czemu ja cię wcześniej tu nie widziałam?
Wzruszył ramionami trochę smutno. Najwyraźniej liczył, że się z nią spotka.
- Nie wiem. Z reguły, to rozmawiałem z panią Basią i to ona mnie ostatnio do niej zaprowadziła. Nie przychodzę tutaj często, bo to bardzo dla mnie bolesne.
- A proszę wybaczyć, ale, czy ona ma jeszcze kogoś, oprócz ciebie?
Podniósł na mnie swój wzrok.
- Raczej nie. Mnie też może nie pamiętać, bo… Cóż, gdy jeszcze wszystko rozumiała, nie układało się między nami najlepiej. Nawet trochę się pokłóciliśmy po śmierci ojca, a potem ona nagle przepadła.
- I znalazła się tutaj…
- Życie jest niesprawiedliwe- posmutniał tak bardzo, że bez rozmysłu podeszłam do niego i zwyczajnie go przytuliłam. Chyba tego potrzebował, bo odwzajemnił uścisk, lecz po chwili odsunął się tłumacząc, że musi już iść.
- Dobrze…
- Proszę jej powiedzieć, że był Artur. I że bardzo ją przeprasza za wszystko, co między nimi zaszło. I proszę też powiedzieć, że… Że ją kocham. Jaka by nie była. I kim by nie była.
- Dobrze, przekażę.
Pożegnałam go uśmiechem. Starość, to chyba najgorszy okres w życiu człowieka. Aż żal było patrzeć na niektórych ludzi z rodzin, którzy bardzo ubolewali nad chorobami swoich bliskich. Mnie też czasem było ciężko, choć nie powinno. Nie wolno nam było się z nimi zżywać. Dla mnie jednak byli jak rodzina. Może i całkiem dziwna, nieporadna, ale przynajmniej nie czułam się samotna.
            *
Pod koniec dnia, opowiedziałam wszystko Krysi ze szczegółami. Chyba była trochę poruszona, ale nie powiedziała ani słowa, jak zwykle. Nawet spytałam się jej, czy nie potrzebuje piszącego długopisu. O dziwo, pokiwała głową, że tak. Położyłam go jej na kolanach. Nie wzięła go przy mnie, ale zauważyłam, że była mi wdzięczna.
Być może przyjdzie taki dzień, że całkiem do niej dotrę.
I do tego zeszytu…
           *
Nie wiem, czemu, ale tej nocy przepełniał mnie jakiś strach. Wciąż pamiętałam o wzmożonych czterech godzinach nocnych, podczas których, umierali nasi podopieczni. I tchnięta złym przeczuciem, wstałam wpół do dwunastej i ciemnym korytarzem przeszłam się zaglądając do kilku pokoi.
Wszyscy smacznie spali. Po drodze spotkałam szefową, która miała swój nocny dyżur. Nie była zadowolona moim widokiem.
- Napędziłaś mi strachu- odparła łapiąc się za serce.
- Przepraszam. Chciałam tylko sprawdzić, czy wszystko jest dobrze.
- I jest?
Spłoszyłam się. Ujrzałam nie tylko niezadowolenie na jej twarzy, ale i coś jeszcze.
- Tak…
- Więc wracaj do siebie.
- Dobrze- odparłam i zaraz niemal pobiegłam do swojego pokoju. Zanim zasnęłam połknęłam tabletkę przeciwbólową, bo ze strachu, rozbolała mnie głowa. Po niej zaraz usnęłam. Chyba nigdy w życiu nie miałam większego koszmaru, niż dzisiaj…
Śniłam o tajemniczym mordercy, który dusił moich podopiecznych poduszką. Wszystkie bezbronne osoby machały dłońmi i krzyczały, a ja stałam z boku i się temu przyglądałam. Bałam się odezwać, aby mnie nie zauważył. I tak jedną osobę po drugiej dusił tą sama poduszką, a ja, choć chciałam krzyczeć, aby przestał, to nic z moich ust nie wychodziło. A gdy podszedł do Krysi, znów ujrzałam jej zeszyt, kurczowo trzymany przez nią drżącymi dłońmi. Była bardzo wystraszona i wciąż krzyczała: Moje, moje!!!
Morderca zabrał jej zeszyt i pobiegł do następnego pokoju, w którym był pan Ryszard. Z nim postąpił tak samo. Tym razem krzyczałam i płakałam, ale żaden dźwięk nie wychodził z moich ust. Nawet szelest języka mlaskającego o podniebienie. Pan Ryszard nie bronił się długo. Miał niesprawne nogi i całkiem słaby odszedł po kilku sekundach. Boże, jak mi było go żal…
A potem, gdy już zostałam tylko ja, morderca odwrócił się do mnie ukazując swoją twarz…

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller, użyła 3096 słów i 16436 znaków, zaktualizowała 25 cze 2018.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    No pięknie, i kategoria perfekcyjnie dobrana. Mam pewne podejrzenia co osób, ale nie powiem:P p.s. Nie wiem, na co ona czeka? Powinna przewalić cały pokój i jej tą książkę zawinąć... choć do tej kwestii też już usnułam domysły:lol2: BRAWO!!!:bravo:

  • Ewelina31

    @agnes1709 och no wiesz? Prześwietliłaś mnie? A myślałam, że nikomu to się nie uda... :)

  • Ja1709niezalogowana

    @Ewelina31 No...zobaczymy, czy mam nosa, napisze po zakończeniu. I te 3 części to mi nie leżą, tak lekkostrawne, smaczne opko fajnie byłoby trochę rozciągnąć:sad::kiss:

  • Ewelina31

    @Ja1709niezalogowana No niby pewnie i można było... Ale to tak szybko mnie nasżło, ze musiałam sie spieszyć ;-)

  • agnes1709

    @Ewelina31 Więc śpiesz się powoli, baaaardzooo powoooliiii:lol2:

  • AnonimS

    Coraz ciekawiej się tu dzieje. Wygląda że to będzie kryminał. Przecież śledztwa można prowadzić w różnych sprawach nie tylko morderstwa. Czekam na kolejne odcinki. Pozdrawiam

  • Ewelina31

    @AnonimS Trzecia, ostatnia część, niebawe zostanie przepisana. Cieszy mnie, że wzbudziłam Twoje zainteresowanie :-) A i dziękuję bardzo, za doradztwo :)