Reguła zabijania cz. 20

Julia gładziła moje włosy.
− Jesteś promieniem światła w moim życiu – szepnęła.
Obiecałem ci opowiedzieć i to zrobię. Samuel i Fred już wiedzą. Co chcę ci powiedzieć to, że wziąłem
mały kosmyk twoich włosów i Petera i dałem Fredowi również i mój. Dostaniemy wyniki DNA za dwa dni.
− DNA dlaczego? − zdziwiła się mocno.
− Zrozumiesz kiedy ci powiem moją historię. Gotowa?
− Tak, co bym nie usłyszała, tak.
Zacząłem. Już na wstępie powiedziałem, kim jestem i kim ona jest. Przyjęła to spokojnie, co mnie zdziwiło. Trwało to około godziny, bo mówiłem z większą ilością detali. Dotarłem do końca. Patrzyła na mnie długo.
− Rozumiem, dlaczego chcesz zrobić badanie. Chcesz się upewnić, że nie jestem twoją matką.
− Jesteś, wiem, że to nielogiczne i niemożliwe, ale jesteś i dlatego chce mieć dowód.
− Ale ja cię kocham inaczej, nie jak syna.
− Julio ja ciebie też, chyba czujesz. Łączymy w ten sposób dwa czasy, albo lepiej dwie rzeczywistości. Szukałem cię z miłości do matki, ale kiedy odnalazłem i zrozumiałem, pokochałem inaczej.
− Tak, czuje się kochana jak nigdy. Peter jest synem mojego zabitego męża.
− Zobaczymy.
Uśmiechnęła się miło.
− To wiem, z nikim innym nie byłam. Powiedziałeś, że mnie widziałeś dziesięć lat temu? Czemu wówczas nie podszedłeś?
− Właśnie z pewnego powodu. Nie pojmowałem jeszcze tego wszystkiego i sama przyznasz, że ciężko to objąć umysłem. Otóż czułem, że od razu zawiąże się, między nami wieź i nie chciałem być swoim własnym ojcem.
− Przecież Peter nie jest tobą.
− Tak, ale ja wówczas tego nie rozumiałem. Jesteś moją matką, czuję, ale to jest w innym czasie, który był i nie istnieje. Nie chciałem, żebyś zginęła. To najważniejszy powód, dla którego przybyłem. Drugi równie ważny to uratować świat. Spotkam się z Ottonem Baxterem. Sądziłem, że skoro zabiłem tamtych czterech, ten świat, z którego przybyłem, nie zaistnieje, ale nie jestem teraz tego pewny. Im bardziej będę się starał, tym większe szanse, że taki się nie stanie.
− Jednak szkoda, że wówczas nie podszedłeś. Los oszczędziłby mi trosk.
− Może i masz rację, kochanie.
Delikatnie mnie przyciągnęła i pocałowała delikatnie w usta.
− W żadnej mierze nie odbieram cie jak syna, nie jesteś zły?
− Wiem o tym, jak mogę być. Pewnie nigdy tego nie pojmę. Zobaczymy, co pokażą wyniki.
− Scott, nie jestem zazdrosna o Clarę. Cieszyłabym się gdybyś mógł jeszcze z nią być. Dlatego chcesz odnaleźć Bramhsa, żeby zbudował maszynę czasu i żebyś mógł tam przenieść się z powrotem?
− Nie Julio. Wręcz przeciwnie. Nie chcę, żeby budował wehikułu czasu. Corsa miała rację, to nie był dobry pomysł.
− Kocham cię i czuję coś do ciebie. Możesz mnie nigdy nie pocałować, ale i tak to czuję, wiesz, co mam na myśli. Chodzi mi o to czy miłość do Clary ci nie przeszkadza, by mnie kochać. W sercu i inaczej.
Patrzyłem na nią długo.
− Obawiałem się, jak przyjmiesz moje wyznanie. Kocham ją i zawsze będę, ale ciebie kocham również od początku. Dodatkowo jest cos więcej. Nie czuję, żeby to było złe. Twój zapach. Pamiętam go, od momentu jak jeszcze nie powinienem nic czuć, bo pływałem w wodzie w twoim brzuchu.
− W tej innej Julii. Przecież wiesz, że to niemożliwe.
− Wiem, że tak, ale wiem swoje. Wierzysz?
− Tak. Scott czy mogę cię pocałować jak kochanka. Tak bardzo tego chcę.
− Możesz. Zawsze możesz.
Nasze usta się spotkały i długo pieściły. Potem patrzyliśmy sobie w oczy, a Julia gładziła moje włosy. Bardzo to lubiłem.
− Dziwne, bo urodziłam niedawno Petera i nie powinnam mieć takich odczuć, ale mam. Wybacz, że nie mogę jeszcze...
− Julio nie wiedziałem, jak sobie poradzisz właśnie z tym. Jest w porządku. Kocham cię. Nawet jeżeli spotkam tamtą Clarę, będę cię kochał tak samo. Gdybyś ja znała... ona by to zrozumiała i ty to rozumiesz, że ją kocham.
− Tak, Scott. Powiem coś dziwnego. Nie znam jej i nigdy pewnie nie zobaczę, ale ja kocham. Wiesz w jakim sensie. Czysto uczuciowo.
− Rozumiem, to nie jest dziwne. Jak wiesz mam sporo pieniędzy. Mam misję, ale najważniejsze dla mnie jest ciebie chronić i twoje dziecko. To jest ważniejsze niż zmiana świata, chcę, żebyś to wiedziała. Mam naturalne zdolności i wyuczone, a wszystko to użyję, byś była bezpieczna.
− Dziękuję − szepnęła i dwie łzy spłynęły po jej policzku.
Pomyślałem o naszych przyjaciołach.
− Oni nie chcą pewnie przeszkadzać. Wiem, że Fred już jest, a Sam ugotował obiad gotowy. Dam im znać, że już się obudziłaś.
− Dobrze, kochanie.
Zawiadomiłem dwóch przyjaciół. Fred mnie zaskoczył po raz kolejny. W kuchni stał wózek dl mamy Petera.
− Ułożymy Julię i będzie mogła zjeść w salonie, o ile zechce. I oczywiście weźmie się łóżeczko Petera, o ile mama zechce.
− Dobrze, przekażę.
Wróciłem do naszego pokoju.  
− Zrobili pyszny obiad i Fred kupił czy pożyczył wózek dla twojej wygody. Chcesz tam zjeść.
− Czuję się już bardzo mocna. Może nawet bym mogła iść...
− Jutro. Przywiozę wózek.
Po chwili przyjechałem. Pomogłem Julii przenieść się na wózek. Chciałem sam ją posadzić, ale chciała sama i zrobiła to tylko z lekką pomocą. Widziałem po jej buzi, że wypoczęła. Położyłem pled na jej plecy i okryłem z przodu. W domu mieliśmy ciepło, ale chciałem, żeby brunetka czuła się komfortowo.
− Weźmiemy łóżeczko?
− Niech śpi, czuje go. Gdyby miał się obudzić, będę wiedziała. Dzidzia śpi i dwadzieścia godzin na dobę. Najgorzej jaj ząbkuje, ale to jeszcze do tego mamy czas.
− Czas, właśnie. Czas.
Jedzenie było pyszne. Moi przyjaciele przemili. Julia czuła się szczęśliwa.
− Za kilka dni jak Julia poczuje się zupełnie mocna, pojedziemy z wami do Arizony. Dopiero potem oddam samochód, oczywiście właściciel nie będzie wiedział, że ja go podstawiłem. Zrobimy tak, że będziesz miał tam wszystko i nikt zpolicji się nie połapie, że tam jesteś. Będę na bieżąco informowany wynikami śledztwa. Z pewnością jesteś poszukiwany, ale powinno być dobrze. Jestem przekonany, że policja zdobędzie dowody, że oni chcieli zabić Julię. Postaram się znaleźć kontakt z Ottonem. Skoro my i Julia uwierzyliśmy, dlaczego on by nie miał, prawda?
− Mam nadzieję. Łączę z tym spotkaniem wielkie nadzieje. On będzie mógł z pewnością powiedzieć o organizacji Arka, o ile powstała i może jeszcze powie o innych sprawach.
− Prawdopodobnie jutro będziesz mogła się umyć, mam specjalny stołeczek. Scott ci pomoże. Gdyby jednak coś cię bolało czy nie było całkiem super, mam kwalifikacje. Nie będziesz się krępować?
− Nie, chociaż mam nadzieję, że będzie dobrze. Byłam bardzo zmęczona, a teraz się czuje super. Wasza pomoc i miłość i opieka Scotta, mnie wzmocniła.
− Cieszymy się, że przyjęłaś opowieść Scotta bardzo pozytywnie.
− Wyłączyłam myślenie, raczej odebrałam to sercem. Trudno to zrozumieć umysłem.
− To świetnie. Zobaczymy, co powiedzą wyniki.
− Bez względu na wszystko kocham Scotta jak żona męża.
− To dobrze, Scott też cię kocha. Wszystko zobaczymy.
Posiłek się skończył, rozmawialiśmy o wszystkim, na szczęście Julia nie pytała, co robią. Właściwie i Fred i Samuel nie zajmowali się samym zabijaniem, raczej organizowali, załatwiali poparcie i dbali, żeby ich zlecenia zostawały dobrze wykonywane. Sprawdzali przede wszystkim czy ewentualne, przyszłe ofiary nie są niewinne. W zasadzie robili to samo co Baxter w moim czasie, tylko on stał wyżej. Prawdopodobnie w tamtym czasie był jednym z najważniejszych ludzi, bo o ile korporacje rządziły światem, to on był nad tym, a przy tym pozostał człowiekiem skromnym i nigdy nie kierował się ani personalnym nastawieniem, ani tym bardziej nie patrzył na osobiste zyski. Nigdy nie wchodził w kompromis. Miał tylu ludzi, że obawiano się go. Ponieważ jego siatka wymykała się spod monitoringu. Ludzie, których zatrudniał byli, elitą z elit i nie mieli również spraw, a raczej wszystko poświęcali pracy. Nie spotkałem nigdy żadnego osobiście, ale wiedziałem, że istnieją. Zawiozłem Julię do pokoju. Peter spał smacznie.
− Jutro wstanę i popróbuje chodzić i oczywiście wezmę prysznic, pomożesz?
− Oczywiście.
Patrzyła, wiedziałem, że będzie miała pytania, każdy by miał w takich okolicznościach.
− Jak to czułeś, kiedy byłeś w moim środku?
Uśmiechnąłem się i wziąłem jej dłoń.
− Nie kwestionujesz tego, to miłe. Czułem się pewnie i dobrze. Najbardziej koiło mnie kiedy słysząc twoje serce. Cały czas je słyszałem. Nie mogłem się doczekać kiedy cię poznam.
− Pamiętasz poród?
− Oczywiście, to nie było miłe, ale wiem, że dla ciebie również. Było mi przykro, że cierpisz przeze mnie. Teraz wiem, że to nie była moja wina. Ale od samego momentu i właściwie już wcześniej, czułem cię. Wówczas jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że czuję wszystko inaczej niż inni. Prawdę mówiąc, przez pierwsze lata mojego życia wydziałem tylko o mojej nadzwyczajnej pamięci, a o zmyśle zapachu dowiedziałem się dopiero kiedy poznałem Clarę, ona miała też ten dar.
− Jaka jest Clara?
Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Poza tym zapytała, jaka jest, a nie jaka była. W tej właśnie chwili jeszcze jej nie było, o ile to będzie ta Clara a wiedziałem, że nie. Zanim odpowiedziałem, chciałem wiedzieć, dlaczego tak zapytała,
− Czemu powiedziałaś, jest?
− Och, nie zrobiłam pomyłki. Uważam, że wszystko jest. Tylko nie wiem w jakiej formie.
− Wierzysz w reinkarnację?
− Niezupełnie. Wierzę, że wszystko jest. Czy wszystko będzie, nie wiem? Mówię teraz o chrześcijańskiej wierze. Nie sądzę, że jest wieczne potępienie, natomiast sądzę, że jest wieczność dla dobrych ludzi. Ktoś, kto decyduje się świadomie być zły, decyduje się również na limitowane istnienie.
− Czyli sądzisz, że ta Clara, którą zostawiłem za dwadzieścia sześć lat, istnieje już teraz.
− Nie może być tak, że czegoś nie ma, potem jest i znowu nie ma, to nielogiczne i niesprawiedliwe. Wierzę, że jest Bóg, a skoro jest, musi być sprawiedliwy.
− Nigdy o tym nie myślałem. Ale pytałaś o Clarę... Jesteście podobne. Czysta, ufna, dobra. Ty chyba nie masz żadnych nadzwyczajnych umiejętności. W moim świecie prawie każdy miał coś sztucznego. Clara była jedną z niewielu osób, która nic takiego nie miała. Ale odkryłem, że ktoś jej wstawił program. Nie wiem jak to możliwe, bo ja uczyłem się przez dwadzieścia lat, ona nigdy się nie uczyła. Kiedy i jak to otrzymała, nie wiem, ale przekonałem się, jeżeli pamiętasz moją opowieść, że miała lepsze predyspozycje niż ja. Nigdy nie słyszałem, by ktokolwiek wygrał z robotami wojskowymi stworzonymi tylko i wyłącznie do walki. Teraz rozumiem, że nie mogła tego uczynić inaczej jak przez wejście w ich systemy. Ale nie była robotem, wiem to. Wszystko można oszukać, ale nie mój nos.
Julia popatrzyła na mnie miło.
− No tak, dzięki temu mnie pamiętasz. Odnalazłeś i uratowałeś. Czuję się lekko zmęczona. Pomożesz mi teraz troszeczkę się umyć?
− Nie musisz pytać, po prostu mów, że czegoś potrzebujesz.
− Już taka jestem. Do innych też taka byłam, ale odczuwałam czasem ich odczucia, z tobą jest inaczej. Ciebie czuję całego, w sensie odczuć. Widzę, co robisz dla mnie, ale mam głównie pewność co do tego, że mnie kochasz, bo czuję twoja miłość.
− To w pewnym sensie jest dar. Wątpię, czy zwykli ludzie tak mogą.
− Może by mogli gdyby naprawdę chcieli.
− Być może masz rację. To co, jedziemy się myć?
− Tak. Jak się maluszek obudzi, to będę karmiła. Mam nadzieję, że nie obudzi ciebie.
− Zwykle śpię czujnie, chyba pierwszy raz dzisiaj spałem tak normalnie, ale czuję, że już powraca to wszystko we mnie co miałem.
− Scott, czym się zajmują, Samuel i Fred?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2169 słów i 12259 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto