Pokolenie porno | Rozdział V

Pokolenie porno | Rozdział VObudziła się w nieznajomym łóżku. Pokój, w którym się znajdowała był mały i skromny. Zupełnie różny od bogato wystrojonych pomieszczeń, do których była przyzwyczajona. Odkryła koc, którym była szczelnie opatulona. Zauważyła, że odziana jest w za dużą, damską piżamę, która nie należy do niej.
     Wstała z łóżka i podeszła do jedynych drzwi. Przyłożyła ucho do drewna. Dobiegło ja ciche, miarowe pochrapywanie. Nacisnęła delikatnie klamkę i uchyliła drzwi. Pokój, do którego weszła, był trochę większy, ale równie skromny. W rogu pomieszczenia stało łóżku, na którym spał Pablo. Annette podeszła bliżej by mu się przyjrzeć. Linia szczęki rysowała się męsko w dole jego podłużnej twarzy, kontrastując z chłopięcymi jeszcze rysami. Pełne, półotwarte usta oddychały jednostajnie i miarowo. Dziewczyna mimowolnie dotknęła jego miękkich, jasnych włosów. Chłopak strząsnął rękę, jakby odganiał muchę i zawiercił się gwałtownie, zrzucając z siebie okrywający go koc. Ciało miał drobne, ale atletyczne, z wyraźnie zarysowanymi mięśniami. Jej wzrok przyciągnął inny kształt, rysujący się pod ciasno opiętymi bokserkami. Zagryzła wargę i odwróciła wzrok zawstydzona..
     Okryła go czule kocem i zbliżyła się do kolejnych drzwi. Usłyszała dziewczęcy głos, nucący jakaś piosenkę.
       „Na pewno zostawił włączone radio” – pomyślała.
       Metaliczny dźwięk rozbrzmiewał co jakiś czas, jakby uderzenie sztućców o naczynie. Wzięła głęboki oddech i otworzyła szeroko drzwi.
     Jej oczom ukazał się obraz, którego nigdy nie spodziewała się zobaczyć kiedykolwiek w swoim życiu. To było coś niewyobrażalnego i wydawałoby się niewłaściwego. Na samym środku kuchni stał masywny, drewniany blat. Wokół niego ustawione były cztery proste krzesła. Tylko jeden z nich jednak był pusty. Reszta zajęta była przez dojrzałą kobietę i niewiele od niej starszego mężczyznę. Najbardziej jednak zszokował ją widok malej dziewczynki. Tak małej, że nie dosięgała nawet stopami do podłogi. Mogła mieć maksymalnie osiem lat. Według prawa jeszcze, co najmniej, przez kolejne osiem powinna przebywać wyłącznie pod jurysdykcją państwowego ośrodka wychowawczego. Za złamanie zakazu płodności grozi kara śmierci. Dla rodziców jak i dla dziecka. Annette słyszała o sektach, w których się to praktykuje, ale nigdy nawet nie pomyślała, że kogoś takiego spotka.  
       "Więc tak wygląda rodzina  - relikt zamierzchłych, zapomnianych czasów." -- pomyślała.
       Ojciec uśmiechnął się do dziewczynki i pogłaskał ją czule po włosach. W tym niepozornym uśmiechu i ruchu dłonią zobaczyła coś, co momentalnie ścisnęło jej gardło. Znowu łzy napłynęły do oczu. Znowu poczuła się tak straszliwie samotna. Ogromny ból przeszył jej serce. Zobaczyła coś, czego sama nigdy nie zaznała. O czym, nawet nie śmiała marzyć. W tym uśmiechu i ruchu dłonią kryło się uczucie, które dla niej było nieosiągalne. Uczucie złożone z wszystkich iskierek połączonych razem. I tych smutnych, i radosnych. Wszystkie razem wydawałoby się, że stworzą jedynie nieosiągalny do opisania chaos. Zamiast tego iskierki połączyły się w symbiozie, tworząc najwspanialsze na świecie uczucie. Annette pierwszy raz w życiu ujrzała miłość.
     Nogi się pod nią ugięły. Zawyła straszliwe, rozdzierającym serce jękiem. Tym razem płacz nie przynosił żadnej ulgi. Ukryła głowę w ramionach, otwierając już tylko usta w niemym wyciu. Serce miała rozdarte, roztrzaskane w drobny mak. Miłość była najwspanialszym uczuciem na świecie. Uczuciem, którego nie będzie jej dane poczuć i którego nikt nigdy do niej nie będzie żywił. Czuła jak znika cały sens jej życia. Wszystkie marzenia i cele przestały nimi być, gdy poznała uczucie miłości. Na króciutką chwilę miłość zapłonęła ogniem, spalając wszystko, co budowała w swojej głowie przez całe swoje życie. Doszczętnie spaliła jej wszystkie plany, marzenia i wartości. Nie został nawet popiół. Miłość rozbłysła niszczycielskim blaskiem, a po chwili zgasła bezpowrotnie, zostawiając po sobie jedynie pustkę i ogromny żal.
     Nagle poczuła jak mała, delikatna rączka głaszcze ją po włosach. Uniosła głowę i zobaczyła samego anioła. Dziewczynka miała wręcz nieludzko niewinną twarz. Jej wielkie oczy patrzyły na nią z troską i współczuciem. Nigdy jeszcze nie widziała oczu tak autentycznie szczerych.
     – Czemu płaczesz? – Słodki głosik wydobył się z jej malutkich ust.
     Czemu płacze? To pytanie, złożone z dwóch prostych słów, było tak... Czyste. Bezpośrednie i pozbawione fałszu. Pytała o zapomniane, zakazane uczucie płaczu i o jego powód, tak jakby pytała, co dziś będzie na obiad. Zupełnie naturalnie...
     Annette chciała coś powiedzieć, ale z jej ust wydobyło się jedynie ciche łkanie. Wtedy dziewczynka zrobiła coś, co po raz kolejny ją zamurowało. Objęła ją swoimi malutkimi ramionami i przytuliła najmocniej jak mogła.
     – Nie płacz, siostrzyczko – szepnęła jej uspokajająco do ucha.
     Malutkie fragmenciki roztrzaskanego serca w jednej chwili znowu połączyły się w całość. Znowu poczuła serce, które zajaśniało jak nigdy dotąd.
     „Siostrzyczko”... Nie znała tego wyrażenia, ale brzmiało przepięknie. W tym słowie kryła się prawdziwa miłość. Siostrzyczko...
     Dziewczynka puściła ją i pobiegła szybko do stołu. Wróciła z puchatym, pluszowym królikiem w dłoni.  Wyciągnęła go w kierunku Annette i uśmiechnęła się do niej zachęcająco. Ta niepewnie wzięła go do ręki. Dziewczynka pochyliła się, dała jej całusa w policzek i pobiegła dalej wcinać posiłek, radośnie przy tym nucąc.
     – To ukochany królik Annabelle. Nigdy nawet nikomu nie pozwala go dotknąć. Tobie go oddała. Zadziwiające – Starszy mężczyzna patrzył na Annette. Na jego twarzy rysował się trochę niepewny, lecz sympatyczny uśmiech.
     – Pożyczyłam! – Wtrąciła się dziewczynka. – Dopóki nie znajdzie swojego królika. Jak znajdziesz, to oddasz, prawda, siostrzyczko?
     – Tak... Tak. Oddam. Dziękuję... siostrzyczko.
     Łzy płynęły po policzkach Annette, lecz to były całkiem inne łzy. Tym razem to były łzy szczęścia.
     "Więc płacz nie musi być smutny" – pomyślała.
     – Na pewno jesteś głodna – odezwała się kobieta. – Chodź, usiądź z nami. Częstuj się. – Uśmiechnęła się zachęcająco.
     Annette niepewnie usiadła na drewnianym krześle. Kobieta nałożyła jej na talerz solidną porcję jajecznicy.
     – Jestem Katherine, a to mój mąż Jake. Ta sympatyczna młoda dama to nasza córka, Annabelle.
     Dziewczynka przerwała jedzenie na sekundę. Z szerokim uśmiechem na twarzy zamachała radośnie rączką, po czym wróciła do pałaszowania jajecznicy.
     – A...Annette. Mam na imię Annette – wydusiła z siebie niepewnie.
     – Rozumiemy, że to, co widzisz jest dla ciebie trudne i niespotykane. Nasze zwyczaje i relacje zawsze wywołują szok przy pierwszym kontakcie osób - nazwijmy je - niewtajemniczonych. Nieczęsto się to zdarza zresztą, żeby ktoś z zewnątrz odkrywał nasz sekret. Nigdy jeszcze w całej historii Rodziny nie gościliśmy członka klasy Elitarnej – powiedziała Katherine.
     – Nie będziemy cię tu więzić. W każdej chwili możesz odejść. Wiemy, że w takim przypadku ryzykujemy śmiercią całej naszej rodziny. Jeżeli zdecydujesz się odejść, mamy nadzieję, że utrzymasz nasz sekret w tajemnicy. Jeżeli zechcesz zostać trochę dłużej, to chcielibyśmy przedstawić cię kilku osobom i wtajemniczyć w działania i historię Rodziny – wyjaśnił Jake.
     – Ja... Ja nie chcę wracać. Już nie mogę tak żyć. Nie dam rady. Nie chcę, nie chcę...
     – Spokojnie, dziecinko, spokojnie – łagodnie odezwała się Katherine. –  Nigdzie nie musisz wracać. W Rodzinie znajdzie się miejsce dla każdego. Zawsze – Uśmiechnęła się, zamykając w uścisku dłoń Annette. – Mogę zapytać czemu nie chcesz wracać? Czym się zajmowałaś na co dzień?
     – Byłam... Urodziłam się i wychowuję w szkole Art of Joy.
     – Art of Joy? Pierwsze słyszę.
     – To jedna z elitarnych, choć nieformalnych szkół. Modyfikacje genetyczne dzieci są dość ścisłe uregulowane prawnie, więc działają w tajemnicy, żeby mieć wolną rękę, co do eksperymentów. W tej branży działa wiele legalnych szkół, ale nieformalne są jeszcze tylko dwie.
     – Branży? Jaka to branża? – dociekała Katherine.
     To co jeszcze niedawno napawało ją dumą, teraz przynosiło jedynie przeraźliwy wstyd. Nie była w stanie z siebie tego wykrztusić. Spuściła wstydliwie wzrok w podłogę i wyciągnęła język na ponadprzeciętną długość, rozdwajając go na dwie części.
     – Ohhh… – Zmieszała się Katherine. – No tak. Art of Joy. Mogłam się domyślić. Przepraszam cię, dziecinko.
     Jake, jak wryty, z półotwartymi ustami obserwował każdy ruch języka. Jego oczy błyszczały jak dziecku, które zobaczyło wymarzoną zabawkę.
     – Jake! – wrzasnęła kobieta.
     Meżczyzna drgnął jak poparzony. Z wyraźną niechęcią oderwał wzrok od języka.
     – Tak, tak... Przepraszam – burknął zmieszany. – Po prostu musisz przyznać, że to raczej niecodzienny widok. Takie modyfikacje to poziom pierwszej ligi. Naprawdę, co innego w telewizji, a co innego na żywo zobaczyć.
     Annette wyciągnęła język jeszcze raz. Tym razem na pełną długość. Rozdzieliła go na cztery pasma i zawirowała szybko.
     – Jezusie przenajświętszy! – Jake aż zerwał się z krzesła. – Toć to... To...
     – Liga Mistrzów. Jedynie zespoły ze ścisłej czołówki są na tyle majętne, by kupować zawodniczki z nieformalnych szkół.
     – Niewiarygodne. Niewiarygodne. – Sam do siebie mruczał mężczyzna. – Jak wirnik normalnie... Niewiarygodne.
     Katherine patrzyła na niego spod byka. Już otwierała usta, by coś powiedzieć, ale wyprzedziła ja Annette:
     – Nie chcę. Już nigdy więcej. Nie podołam. Nie po tym jak się teraz czuję. Nie chcę... Nie chcę... – powtarzała jak zaklęcie.
     – Nie musisz tam wracać, spokojnie. – Katherine pogłaskała jej dłoń.
     – To nie takie proste. Oni zaczną mnie szukać. Wydali na mnie przez siedemnaście lat fortunę. Niewyobrażalną fortunę. Nie mogą sobie pozwolić na moją stratę. Nie da się tak po prostu odejść. Stamtąd się nie da. Znajdą mnie, zmuszą bym robiła to, do czego zostałam stworzona. W ostateczności zabiją i odzyskają modyfikacje.
     – Kurwa mać! – zaklął Jake.
     – Nie klniemy, tato! – Dziewczynka zrobiła gniewną minę i pogroziła mu palcem.
        – Tak, tak. Przepraszam, córeczko.
     – Zbierajmy się do domu Rodziny. Nie ma czasu do stracenia – rzuciła Katherine.  
     
     



Słowa od autora:
     To dopiero początek historii, której plan stworzyłem, ale na jakiś czas nie będę jej kontynuował. Mam inne projekty, a ten na pewno kiedyś dokończę, ale raczej w formie książki, o ile znajdę czas i motywację, by ją napisać. Na tę chwilę po prostu proponuję śledzić mój profil, gdzie będę wrzucał nowe opowiadania oraz kontynuacje dotychczasowych. Dziękuję wszystkim czytelnikom za słowa uznania czy krytyki.

tPoH

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i science fiction, użył 1955 słów i 11391 znaków, zaktualizował 29 maj o 12:39. Tagi: #seks #szkoła #porno #sf

8 komentarzy

 
  • Majkel705

    Wciąż czekam proszę kontynuuj to opowiadanie

  • Majkel705

    Napiszesz coś bo Twoi czytelnicy zaczynają tęsknić za Twoją twórczością

  • tPoH

    @Majkel705 Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć czas. Niestety, ostatnio obowiązki służbowe mnie przytłaczają.

  • Laural

    Żartujesz już koniec? Nie nie proszę ta historia jest niesamowita :jupi:

  • tPoH

    @Laural Spokojnie. Będzie kontynuacja, tylko niekoniecznie już na tym portalu. Będę informował na bieżąco. Póki co proponuję śledzić mój profil, bo chce skończyć teraz pozostałe opowiadania. Wszystko w swoim czasie ;)

  • Kik

    Nie odpuszczaj pisz dalej książka kiedy indziej publikuj ciąg dalszy

  • Lewy

    Najlepiej poprowadzona historia jaką widzałem tutaj

  • shakadap

    A nareszcie zaczęło robić się CIEKAWIE.
    Jednak rozumiem i szanuje.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Majkel705

    Rozwinięcie zaskakujące ale ciekawe szkoda tylko że nie masz zamiaru publikować ciągu dalszego bo historia jest naprawdę wciągająca może jednak dasz się przekonać do kontynuacji :bravo:

  • Xe

    W sumie historia poszła w zupełnie innym kierunku niż się spodziewałem, ciekawe.