Drogą gwiazd cz.1

Drogą gwiazd  cz.1Noc. Księżyc w pełni. Gwiazdy jasno migocą na niebie. Najlepsza z nich jest jednak gwiazda polarna. Wskazuje drogę zagubionym. Zaraz... wróć. Ja to robię. Ci naiwni ludzie myślą, że jak popatrzą na święte miejsce, to ot tak ukaże im się droga do domu. W sumie to prawda. Ci idioci zapatrzeni w gwiazdę nie widzą mnie. Toruję im drogę do domu, a nieraz nawet prowadzę za rączkę. Mam już tego dość. Ale to moja praca. Kolejna samotna duszyczka spaceruje po tym przeklętym lesie. Ehh... Znowu patrzy na gwiazdę. Łapię za rączkę małą dziewczynkę.  
- Jak mam dotrzeć do domu? - pyta mnie. Jej kiteczki podskakują za każdym razem gdy słyszy trzask łamanych gałęzi. Dziewczynka jest pół sierotą - matka nie żyje, a ojciec alkoholik. Chleje na ziemi nie wiedząc nawet gdzie jest jego córeczka. Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
- A chciałabyś iść do mamusi, czy tatusia? - zapytałam. Boże, jak ja dawno nie rozmawiałam z dzieckiem. Popatrzyła na mnie swoimi błękitnymi oczami pełnymi łez.  
- Mamusi... - szepnęła. Księżyc przesłoniły ciężkie, krwistoczerwone chmury. Uśmiechnęłam się blado i złapałam mocniej za rękę. Prowadziłam ją przez las, aż dotarłyśmy do wielkiej, ciemnej bramy - bramy do świata umarłych. Podeszłyśmy pod same drzwi.
- Jak ma na imię twoja mama? - spytałam.
- Eliza - powiedziała mała nie kryjąc łez obficie płynących po jej twarzy. Odgarnęłam niesforny kosmyk złotych loków i położyłam dłoń na bramie. Pomyślałam o matce dziewczynki, oraz o niej samej. Po długich oczekiwaniach wrota otworzyły się z głuchym szarpnięciem. Weszłyśmy do środka. Rozciągał się tam długi korytarz wzdłuż, którego poustawiane były żarzące się pochodnie. Ruszyłyśmy do wielkich dębowych drzwi. Stał w nich strażnik.
- Cześć Luiz. - powiedziałam. Popatrzył na mnie spode łba. Był to bardzo wysoki mężczyzna po 30 - chodź tu wiek nie miał znaczenia. Kasztanowe włosy podkreślały zieleń jego oczu, a z ust wystawały mu długie białe kły.  
- Co znowu?! - warknął. Mała schowała się za mnie łkając.
- Nie powinieneś być taki nie miły - mała dużo przeszła. - odpowiedziałam.  
- Nie mogę... - zaczął, lecz drzwi otworzyły się z głośnym trzaskiem. Stał tam chłopak. Dość wysoki brunet z blond pasemkami. Jego niebieskie oczy połyskiwały w świetle latarni, a wesołe ogniki - jak zwykle z resztą - podskakiwały na mój widok.  
- Emily! - krzyknął wyraźnie uradowany. Jak na swoje prawie 16 lat wyglądał na trochę starszego, ale czasem jego charakter odkrywał to co miał w sobie. - Kogo my tu mamy!
- Cześć Brian. - powiedziałam niechętnie. Co za upierdliwy koleś.  
- Moja piękna kogo nam tu przyprowadziłaś? - zapytał. Mała wyszła przede mnie wyraźnie przestraszona. - O, mała Lily zgadza się? - kiwnęła głową. Wziął ją za rękę. I zwrócił się do mnie: - może gdzieś wyjdziemy? Co ty na to? Tylko ty i ja, i księżyc w pełni?
- Wybij to sobie z głowy - burknęłam. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam stamtąd. Wróciłam na moją wiśnię. Piękne lato, Kwiaty ślicznie rozkwitły, a ja siedzę i pilnuję ludzi, ale to mój obowiązek: dostarczać umarłych, lub odprowadzać żywych. Można się zmęczyć tym wszystkim. Ciekawe co by było gdyby... Moje rozmyślania przerwał trzask łamanej gałęzi. Koś tu idzie. Biegnie. Ucieka. Zerwałam się na równe nogi. Nasłuchiwałam. Hałasy odbiegały w stronę jeziora. Biegnę tam.

Amantija

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 676 słów i 3543 znaków.

7 komentarzy

 
  • Amantija

    Starałam się pisać, by każdemu smakowało aww...  :3

  • Hybrajan

    Mmm. Smakuje mi. Keep going.

  • ja

    Ym fajneeee...dobry pomysl

  • Malolata1

    Ciekawy pomysł. :)

  • Amantija

    Teraz zauważyłam, że coś tu nie gra, ale nie chce mi się poprawiać :P Dzięki  :blee:

  • LittleScarlet

    Oh la la! To coś nowego, fajnie. Było kilka błędów, ale na razie nie wytykam ;D Czekam na ciąg dalszy. c:

  • Gabi14

    Hmm... Ciekawie się zapowiada. Czekam na następną część :D