Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Za krokiem krok ( z Cleo) #4

Za krokiem krok ( z Cleo) #4…. Przyzwyczajona byłam do bieganiny, ale nie do załatwiania wszystkiego bez znajomych, opowieści z dnia, takiego wyżalenia się. A tam tego doświadczyłam, samotności, ja osoba na wskroś kontaktowa, często jadałam posiłki wpatrując się w ulicę, na której rząd aut przesuwał się z prędkością światła. Zasypiałam z tym szumem rozmyślając gdzie ja zmierzam, gdzie mój koniec. Nie wiem, może teraz po tylu latach inaczej bym na to zareagowała, ale wtedy brakowało mi ludzi.
Robert:
Cenisz sobie dłuższe znajomości?
Cleo:  
Dokładnie. Tam zrozumiałam, że nie warto jest zostawiać ludzi, dla których warto wstawać, że doświadczenie można też zdobyć na miejscu. Paryż, Londyn, czy Wiedeń to nie gwarancja sukcesu, choć zapewne znajdą się i tacy, którzy uznają taki wyjazd za coś idealnego dla progresji dalszych planów.  
Robert:  
Hmm, dziwnie to brzmi w kontekście życia na walizkach, gdy lwią część roku spędzasz bez swych znajomych
Cleo:
Dlatego doceniam każdy dzień, który mogę spędzić z najbliższymi. I tylko dla formalności dodam, że nim ta cała karuzela zaczęła się kręcić, to zdążyłam związać się z tymi ludźmi, więc siłą rzeczy, stali się moimi powiernikami, nim pozwolę im zasnąć musza wysłuchać moich żali (śmiech)
A ja nie muszę wydzwaniać w nocy po rodzinie czy znajomych.
Robert:  
A właśnie, skoro już o tym mowa. Masz brata bliźniaka, czy to prawda, że takie rodzeństwa odczuwają coś w rodzaju telepatii.
Cleo:
(Wydyma usta i wypuszcza głośno powietrze.)  
I przy tym pytaniu chciałabym powiedzieć, pomidor. Zawsze jestem w tym momencie z konfundowana, bo ja takiego czegoś nie mam i aż mi wstyd z tego powodu, bo wszyscy oczekują eterycznych opowieści. No przykro mi, ale muszę go widzieć bądź dzwonić by dowiedzieć się, co u niego (rozkłada ręce)
Robert:
Tak nic a nic, żadnej niteczki, przeczucia, snów?
Cleo:
Coś tam by się znalazło, ale nie chcę do tego dorabiać ideologii, że miałam chandrę, że mnie nosiło, bo do tego wystarczy być z kimś spokrewnionym, tak ma chyba wiele matek. Inaczej przedstawia się sprawa ze snami, te już więcej dostarczają konkretnych wizji i musze powiedzieć, ze podchodzę do nich z respektem. Na przykład moje obecne mieszkanie śniło mi się kilkukrotnie nim zobaczyłam je na jawie.  
Robert:
Medium?
Cleo:  
Oby nie, bo wolę nie znać przyszłości, lubię niespodzianki, tylko takie życie ma sens.
Robert:
Rozumiem, że do wróżki byś się nie udała?
Cleo:  
No na mnie by nie zarobiła.
Robert:
Nie wiem jak to możliwe, ze uważasz się za introwertyczkę. Siedząc obok ciebie odnoszę wrażenie, że to jest już za tobą o ile było kiedykolwiek twym problemem.
Cleo:
Zostaw mi namiary na siebie, a ja w odpowiednim momencie poczęstuję cię taką chwilową niedyspozycją, po takiej próbce zmienisz zdanie na mój temat (śmiech)  
Teraz jest troszeczkę lepiej niż w młodości, ale szału nie ma, potrafię tak roszczeniowo podejść do wymagań wobec siebie, że popadam w paranoję. Kiedyś Elce, mojej przyjaciółce dałam taki popis, że stanęła z rozdziawiona buzią i powiedziała mi, że ja już nadaję się na dozór psychiatry, pocieszyła mnie, że na razie profilaktycznie.
Robert:
Wybacz, ale ja tego nie mogę pojąć. Z miesiąca na miesiąc pniesz się w górę, jest progres wiec, po co aplikujesz sobie, że tak się wyrażę mobbing psychiczny? Gdybyś tak reagowała wiele lat temu, choćby wtedy, gdy nie przeszłaś eliminacji do „X Factory.”to byłoby do przyjęci ale teraz. Tak na marginesie to nawet nie będę pytał, co wówczas się działo, pewnie za przeproszeniem odstawiłaś dramat.
Cleo:
Zaskoczę cię, ale nie podeszłam do tego aż tak emocjonalnie, jak dziś mi się zdarza. Jak tak by się zastanowić, to chyba było to wynikiem wielkiego stresu a że zrobiłam to spontanicznie, nie zdążyłam się nastawić na wielkie bum. Choć nie ukrywam, że liczyłam na to, że zobaczą we mnie Tinę Turner ( przyp. „Proud Mary”) przecież mam, czym pociągnąć w ekspresyjnych momentach.
Ale cóż, nie wpadłam w ucho, jury zadecydowało inaczej.
Wracając do twojego pytania, ku ironii, to właśnie teraz ciąży na mnie większe obciążenie, bo jestem tu gdzie jestem. Oczekuje się ode mnie więcej niż kilka lat temu wobec jakiejś tam Joanny Klepko. I ja z tą świadomością żyję, tak jak i inne moje koleżanki i koledzy stający przed szerszym odbiorcom, którego nie zadowoli powielanie. Dlatego nie wystarczy wyjść i naśladować Turner by rozłożyć na łopatki, trzeba dorzucić ten pierwiastek siebie.
Robert:
Ty już masz to opanowane, wystarczy kosmetyka, taki stempel.
Cleo:
Mylisz się. Przeglądam swoje nagrania z występów, analizuję i wciąż szukam świeżości. Ciągle widzę w tym schemat i ciskam inwektywami, bo sama siebie nudzę swą przewidywalnością. Dlatego skaczę po różnych nurtach, lżejszych aranżacjach licząc, że ten wachlarz nie pozwoli popaść w rutynę.
Robert:
No chyba bardziej się nie da, od mitologicznej egipskiej bogini Bastet, po ostatnio zwiewny hip-hop.?.…
Cleo:
Da się, uwierz mi. Tylko trzeba się urodzić kobietą. Bez urazy, ale wy mężczyźni nie macie takiej wyobraźni jak my. Poruszacie się w ściśle określonych ramach, znacie kilka kolorów i widzicie tylko to, co można zobaczyć. My oglądamy świat w 4D, dlatego mamy wiele twarzy i możemy na zawołanie udawać kasztelanki, nieśmiałe podlotki, a jak trzeba to i wyuzdane kurtyzany.
Robert:  
Asiu, mam jeszcze mnóstwo pytań, ale wiem, że nie masz czasu. Dlatego dziękuję za to, że podzieliłaś się ze mną tym, co, dla Ciebie najważniejsze. Jesteś ciepłym, skromnym człowiekiem o baaaardzo bogatym wnętrzu. Nigdy nikomu nie pozwól się zmienić.
Cleo:  
O jejku! Dzięki, aż nie wiem, co powiedzieć. To miłe, co powiedziałeś.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 1041 słów i 5925 znaków, zaktualizował 16 lut o 23:19.

Dodaj komentarz