Tylko środy, cz. 2

Trzeba przyznać, że facet miał niezły lewy sierpowy. Najpierw mnie na chwilę zamroczyło – pociemniało mi w oczach – sekundę później pojawił się ból, intensywny, rozlewający się od uderzenia na cały prawy bok. Mówili, że ten facet pracował na sąsiedniej budowie i miał problemy z kontrolą gniewu. W kręgu był agresywny i brutalny, ale to go zgubi. Ta piana z jego ust zapewni mi zwycięstwo. Facet padł na glebę dwie minuty później, kiedy odsłonił się, zaślepiony furią, bo dostał ode mnie z potężnego liścia. Nieistotne, że z górnej wargi poleciała mu krew. Istotne było to, że uderzyłem go w policzek. Na spoliczkowanie pozwalają sobie tylko cioty. Ten facet bardzo chciał udowodnić, że nią nie jest. Tak bardzo, że szedł na mnie jak czołg zapominając zupełnie o utrzymaniu gardy. W kręgu nigdy nie pozwalaj sobie na emocje. To wielka słabość. Nieważne jak silny, zwinny czy szybki jesteś. Działaj na zimno, inaczej leżysz.  
1.
Mam na imię Wojtek, mam dwadzieścia dziewięć lat i nigdy nie myślałem, że będę bił się za pieniądze. Nielegalnie.  
Wychowałem się w dzielnicy, w której tak naprawdę wszystko było dozwolone. O tym czy będziesz mógł to wszystko decydowało jedynie jak daleko jesteś w stanie się posunąć, by to osiągnąć. Ci, którzy nie byli dostatecznie zdemoralizowani, silni i bezwzględni, nosili spuszczone nisko głowy, wzrok nieustannie wpatrzony w chodnik przed sobą. W życiu ta szara masa uliczna kierowała się tylko jedną zasadą: „Nie zwracaj na siebie uwagi i idź”. Do pewnego momentu nie przeszkadzało mi to, że należałem do tej szarzyzny, że byłem jej częścią, a uliczkami przemykałem niczym złodziej. Miałem wiernego przyjaciela Michała, z którym znałem się od trzeciej klasy podstawówki i jego siostrę, która, z burzą rudych włosów i znacznym brakiem uzębienia łącznie z mlecznymi jedynkami, w różowych betach, pomykała za nami jak cień, kiedy byliśmy nastolatkami. To różowe coś bardziej przypominało malinową bezę, sepleniącą, czasem skarżącą, ale niegroźną. Wszystko zmieniło się, kiedy bezie zaczęły rosnąć piersi, a sutki potrafiły stawać na baczność podczas każdego zimniejszego podmuchu wiatru. Traf chciał, że te dziwne rzeczy z jej ciałem zaczęły dziać się w wakacje – cienki materiał… sami rozumiecie, że to było silniejsze ode mnie, hipnotyzujące. Te maluchne piersi wryły mi się głęboko w pamięć, śniąc po nocach. To z piersiami Nat w roli głównej miałem pierwszy erotyczny sen, który skończył się powodzią na całe prześcieradło. To były czasy… Miałem w końcu mamę, za którą oddałbym życie. Była moją ostoją, stworzyła mi ciepły dom, nauczyła, że trzeba żyć według zasad, które są obce naszemu prawu ulicy. Wpoiła mi, że szacunek, pracowitość i realizowanie marzeń to nie obciach.  
Miałem to wszystko. Miałem.
Któregoś dnia znalazłem Nat w bramie jednej z kamienic, zakrwawioną, półżywą. Któregoś dnia znalazłem matkę leżącą na podłodze w łazience, zakrwawioną, półżywą. Nat była ofiarą młodego sadysty, moja mama raka. W obydwu przypadkach nie miały dużego pola, by się obronić. Część mnie umierała razem z matką, część mnie cierpiała razem z Nat. Krzywda mojej dziewczynki była pierwszym bodźcem, by wyłamać się z szarej masy i przeciwstawić zasadom, które wpoiła mi matka. Coś we mnie pękło, rozlało się żółcią po całym ciele i domagało ujścia. Domagało się krwi. Nikt ze znajomych nie wie, że nożownik z bramy bił się w kręgu. Szybko dowiedziałem się, kim jest, gdzie mieszka, jakie ma zwyczaje i hobby. Równie szybko trafiłem do kręgu i bardzo starałem się, żeby on trafił na mnie. Gdyby mnie nie odciągnęli, już by nie żył. Dla Nat byłem gotów zabić. Dla mojej Nat, by była bezpieczna, by wszyscy na dzielni wiedzieli, że ta dziewczyna jest nietykalna. Mogli podrzynać sobie gardła, gwałcić się i okradać, ale Nat była święta. Nie ochroniłem jej wtedy, ale mogłem pomścić i pokazać innym, że jeśli jeszcze raz ktoś ją tknie – spotka mnie na swojej drodze i nie będzie to miłe spotkanie.  
Po walce z gostkiem z bramy chciałem się wycofać, ale okazało się, że to nie takie łatwe. Na co dzień pracuję na budowie i dorabiam jako stolarz. Kiedyś otworzę stolarnię i będę robił meble własnego projektu. Lubię pracować w drewnie – to jak z jednolitej bryły wyłaniają się konkretne kształty. Jara mnie ten cały proces tworzenia, ale do tego potrzebna jest kasa, dużo kasy.  
Dziesięć lat temu walką z nożownikiem rozpocząłem nowy etap w moim życiu. Ludzie dostrzegli moje możliwości, ukryty talent. To nie jest tak, że to lubię. Nie jestem tak mądry jak Michał czy jego siostra, a bardzo chcę mieć swój zakład. Praca na budowie jest dobrze płatna, ale walki opłacają się jeszcze bardziej, więc pracuję w budowlance i walczę.  
2.
Dzisiaj chciałem, żeby ktoś mi ostro wpierdolił, potrzebowałem tego. Specjalnie nie uchylałem się przed gradem ciosów przeciwnika. Wiedziałem, że Nat może być w szoku, ale nie myślałem, że jej reakcja będzie tak gwałtowna. Zamknęła się przede mną w pokoju i nie wychylała z niego nosa aż do mojego wieczornego wyjścia. By to szlag… łatwiej było mi ogarnąć to, co czuję, kiedy w pobliżu krążył Misiek. Teraz, nie dość, że go nie ma – Nat jest na wyciągniecie ręki, taka niewinna, czysta. Tam w kuchni, to był impuls. Jeden z wielu, ale tym razem nie stopowałem się i wiecie co? Już nie zamierzam. Czekałem bardzo długo na moją dziewczynkę. Czas, żeby wyjść z piaskownicy i rozprawić się z tym, co jest między nami po dorosłemu. Tylko najpierw pokaże temu chłoptasiowi, gdzie raki zimują. Miał swoje pięć minut, żeby mnie okładać i znokautować. Nie zrobił tego – jego strata.
Do domu wróciłem dobrze po pierwszej w nocy. Miałem podbite oko, spuchniętą wargę, bolały mnie żebra. Pod pachą miałem jakąś czarną kulkę sierści, która stała pod latarnią z jedną nogą uniesioną do góry i piszczała przeraźliwie moczona silnym deszczem. Nigdy nie zastanawiałem się nad posiadaniem psa, nie ciągnęło mnie w stronę zwierząt. Nie byłem jednym z tych pojebców, którzy zakładają psom ubrania dla lalek i czeszą. Jako dziecko nie miałem parcia na chomika czy żółwia w akwarium jak większość moich rówieśników, ale ta psina… Nawet nie wiem czy to suka, czy pies. Wyczułem tylko strach i mocno bijące serce, kiedy brałem tę kulę pod pachę i osłoniłem nieco kurtką. Po ciemku dostałem się do swojego pokoju i dosłownie runąłem na łóżko. Jak za mgłą słyszałem skomlenie psa, bo pochłonął mnie kamienny sen.  
3.
Obudziło mnie skomlenie psa. Na początku myślałam, że to może jakiś kundelek za oknem, ale dźwięk byłby bardziej przytłumiony. Postanowiłam to sprawdzić. Kiedy tylko wyszłam na korytarz pod moimi nogami wylądował szczeniak przypominający sznaucera miniaturkę.  
- Jakiś ty piękny – podniosłam merdającego psiaka do góry i zapytałam – Skąd się tu wziąłeś?  
Szczeniak odpowiedział mi jeszcze szybszym merdaniem ogona i popuszczeniem na podłogę.
- Ej, tak to nie będziemy się bawić mój drogi – postawiłam psa z powrotem na podłodze.  
- Jesteś głodny? – szczeknięcie.  
- Zaraz ci coś uszykuję – skierowałam się do kuchni, a szczeniak wiernie poczłapał za mną.  
Zatrzymałam się w połowie, bo drzwi do pokoju Zimnego były uchylone. Leżał w ubraniu rozciągnięty na łóżku. Było ciemno, więc podeszłam do niego bliżej. „Trzeba mu stawić kiedyś czoło” – pomyślałam. Nachyliłam się nad nim i lekko dotknęłam dłonią jego policzka. Na palcach poczułam nie do końca zaschniętą, lepką maź. Powąchałam rękę – krew.
- Długo tak będziesz nade mną stała? – warknął zachrypniętym głosem.  
- Co ci jest i co to do cholery za sikający berbeć?  
- Ciebie też obsikał? – zapytał rozbawiony – Może w ten sposób okazuje radość – zaczął chichotać – Jak nic nazwiemy go Lejek, wiesz jak ten ze „101 dalmatyńczyków”.
- Oglądałeś… - przecząco pokręciłam głową, wybija mnie z roli tej wrednej.
- Zostawmy na razie psa, co ci się stało? Skąd ta krew? – dociekałam.  
- Hmm… zastanówmy się… Może z wargi? A może z nosa? A może mam rozcięty łuk brwiowy? – wyliczał się na głos – Nie wiem.  
- Jak to się stało?  
- Biłem się.  
Cisza, jaka zaległa po jego słowach była ciężka, mroźna. Wszyscy wiedzieli, dlaczego mają bać się Zimnego. W walce na pięści nie miał sobie równych. Spotkanie z nim w kręgu to jak spotkanie się z walcem drogowym. Rzadko sam obrywał.  
- Coś ci dzisiaj nie poszło – stwierdzałam zgryźliwie.
- Skąd wiesz?
- Widzę.
- Widzisz to, co chcesz widzieć.
Znowu cisza.
- Dlaczego to robisz?  
- Nat, głupie pytania zadajesz. Nie wszyscy są genialni jak ty i twój brat. Kiedy ty walczyłaś w olimpiadzie matematycznej, ja modliłem się, żeby z tego przedmiotu babka przepuściła mnie do następnej klasy…  
- Mogłam ci wtedy pomóc – przerwałam mu.  
- Wiesz, że nie o to chodzi. Dużo czytam i nie uważam siebie za głupola, ale nie mam takich predyspozycji mózgowych jak wy.  
- Predyspozycji mózgowych? – powtórzyłam za nim jak echo.  
- No wiesz… tych… a chuj z tym. Chciałaś coś? – zapytał już nieźle wkurzony.  
- To ja powinnam zapytać czy czegoś nie potrzebujesz. Pewnie jak zaświecę światło przez kilka nocy nie będę mogła spać.  
- Daruj sobie, wiem, że mój wygląd nigdy cię nie obchodził, dlaczego miałoby być inaczej teraz. Potrzebuję tej kasy.  
- W to, że jej potrzebujesz, nie wątpię, ale dlaczego w ten sposób. Jeśli do czegoś wytrwale dążysz, to się stanie, prędzej lub później. Twoje prędzej jest strasznie głupie. Niebezpieczne i głupie. Czy żebra mówią ci już „dzień dobry”?  
- Co?  
- Czy dają o sobie znać? Myślisz, że Bóg stworzył je do ciągłego napieprzania.  
- Daj spokój Nat…  
- Nie – znowu mu przerwałam – i nie myśl, że twój wygląd nie miał i nie ma dla mnie znaczenia. Martwię się o ciebie, Wojtek…  
Podniósł się do pozycji siedzącej zaskakująco szybko jak na swój stan.  
- Wiesz, że musimy porozmawiać – czułam na sobie jego wzrok.  
Zaczęłam się wycofywać ku drzwiom.  
- O nie, tak szybko mi nie uciekniesz – rzucił się w moją stronę niczym dziki zwierz.  
- Co w ciebie ostatnio wstąpiło?! – ze zdenerwowania podniosłam głos. Osaczał mnie swoim wzrostem i posturą.  
- O co ci chodzi? – miał spokojny głos, za spokojny.  
- Nie udawaj. Pastwisz się nade mną. Nie podobał mi się twój popołudniowy żart.  
- To nie był żart – czułam jego oddech na szyi.  
- Co ty wygadujesz? Znamy się od dziecka, wiele razy zalazłeś mi za skórę, ale z tym rzekomym wyznawaniem miłości przesadziłeś.  
- Dlaczego „rzekomym”? – zapytał rozbawiony. Jego ciepła twarz była coraz bliżej moich ust.
- Bo… bo… - zaczęłam wymachiwać rękoma jak oparzona – jesteś prawie jak mój drugi brat, bo… jestem taka, a nie inna – podniosłam do góry zadziornie podbródek zapominając, że i tak w ciemności on tego nie dostrzeże.  
- Sugerujesz, że nie jesteś kobietą godną pożądania?  
Skrzyżowałam ręce na piersiach. Milczałam. Zrobiło się za ciężko. Zawsze pomijaliśmy temat wyglądu w tym kontekście w naszych sprzeczkach, choć wiedziałam, że powłoczka ma znaczenie, niezależnie jak bardzo szlachetni chcemy być i dostrzegać tylko wnętrze człowieka. Chciałam być dla kogoś ładna, to nie grzech, ale miałam też rozum, by wiedzieć, że nigdy dla nikogo taka nie będę. Poszarpane i blade nigdy nie było w modzie.  
- Przestań… - zdołałam tylko wykrztusić. Zapatrzyłam się w ciemność.  
- Nat… - ujął moją twarz w dłonie.  
- W tej chwili przestań – odepchnęłam go – Muszę nakarmić psa.  
Wyszłam. Uciekłam. Znowu. Kurwa!!!


Pozdrawiam,
Kamyk

JakKamyk

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 2231 słów i 12165 znaków.

3 komentarze

 
  • edi

    lubie to

  • Gett

    Pisz dalej ,fajna opowieść tylko nie rób z niej epopeji

  • Nati

    Szkoda ze nie jest dluzsza czesc. Wciaga to opowiadanie ;-) Kiedy następna czesc? Mam nadzieje zejutro lub pojutrze :-)