Nie znamy się

Katia:
Właśnie opuszczałam niewielki budynek, trzymając w dłoniach kopertę. Stukałam obcasami krocząc powoli w stronę ławki, która znajdowała się kilka metrów od budynku. Chciałam usiąść, zapalić papierosa nim poznam prawdę. Zamknęłam oczy by chociaż na chwilę zapomnieć o bałaganie jaki wydarzył się ostatnio w moim życiu. Nie wiedziałam, że jedna decyzja może zaważyć na reszcie naszego życia. Teraz miałam przekonać się o tym na własnej skórze. Zapaliłam papierosa i zaciągnęłam się tytoniowym dymem, wzięłam kilka głębokich wdechów, chcąc w ten sposób opóźnić to, co przecież było nieuniknione. Nieopodal mnie szła para staruszków, trzymających się za ręce. Obok nich przechodziła mama trzymając dziecko za rękę, rozpędzone samochody pędziły przed siebie, zatrzymując się tylko czasem na świetle, czy pasach. Ja wciąż miałam wrażenie, że stoję w miejscu. Moje życie zatrzymało się kilkanaście miesięcy temu.. Dlaczego dałam się w to wszystko wciągnąć? przecież miałam spokojne życie, które uważałam za nudne? miałam kochającą rodzinę, wspaniałych przyjaciół i faceta, który mnie kochał. Zachciało mi się adrenaliny, czegoś nowego.. Teraz siedziałam tu sama, czując na sobie pierwszych kilka kropel deszczu. Wiatr wiał delikatnie kołysząc liśćmi śpiewając swoją melodię. Krople deszczu dobijały o ławkę, ludzie zaczęli wyjmować parasol, jakby kilka kropel miało ich od razu zabić. Nie wiedzieli, że i tak z każdą minutą swojego życia są bliżej śmierci, starzeją się, zabijają papierosami, alkoholem... Wtedy natomiast nie zwracają na to uwagi, a boją się małego deszczu. Obok mnie przeszła kobieta w beżowej sukience, trzymała za rękę małego chłopca i coś bardzo starannie próbowała mu wytłumaczyć. Wchodziła do tego samego budynku, a pod okiem zauważyłam małą smugę rozmazanego makijażu. Wzrokiem powędrowałam do koperty, która przemoczona leżała obok mnie, chciałam ją wziąć, chciałam otworzyć, ale znów brakło mi odwagi. Gdy już gasiłam papierosa i wstałam z zamiarem odejścia, zobaczyłam tą samą kobietę z dzieckiem. Nie widziałam jej dokładnie, ale wyczuwałam wszystko aż za dobrze. Stała zmęczony, przerażonym wzrokiem i patrzyła się w małego chłopca, który nie wiedział co się dzieje. Kobieta ruszyła w moją stronę zapewne chcąc chwilę odpocząć.
- Przepraszam ma pani może ognia? - zapytała łamiącym głosem. Spojrzałam na małego chłopczyka, który lekko się do mnie uśmiechnął.Kiwnęłam głową i podałam kobiecie zapalniczkę, a nawet poczęstowałam papierosem. Usiadła obok mnie, ale nie powiedziała już nic więcej. Gdy przełożyłam torebkę przez ramię, gdy już podnosiłam kopertę z ławki, kobieta popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła. - Otworzyła ją już pani? - zapytała. Spojrzałam jej w oczy, a potem skierowałam wzrok na małą, delikatną twarz chłopca. Chciałam olać jej pytanie, bo przecież nie znałam tej kobiety, więc nie miałam obowiązku się jej spowiadać.
- Nie. Nie mam odwagi - rzekłam przyznając się sama przed sobą. Kobieta spojrzała w dół, jakby się nad czymś zastanawiała. Jakby rozważała to co właściwie się stało.  
- Czasem lepiej jest nie wiedzieć. Pani ma łatwiej, nie ma pani dziecka - nie spuszczała wzroku z synka. Przełknęłam łzę, która swobodnie spłynęła z mojego policzka, chciałam odejść od niej, chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i wreszcie otworzyć kopertę, ale nie mogłam. Oczy tej kobiety były jak magnez, miała w sobie coś takiego, że nie potrafiłam zostawić jej samej.
- I brak szansy na to by je mieć - powiedziałam przyznając się przed sobą. Kobieta nic nie odpowiedziała. Chyba rozumiała, że mówię prawdę.. - Tak w ogóle Katia jestem - wyznałam podając jej dłoń  
- Angela a to mój synek Miłosz - odpowiedziała kobieta. Podałam kobiecie numer telefonu i powoli szykowałam się do odejścia. Chciałam wreszcie zebrać w sobie na tyle odwagi by móc otworzyć kopertę i wreszcie poznać prawdę.

Wchodziłam do mieszkania z mieszanymi uczuciami, nadal czułam pod powiekami kilka zagubionych łez, zamknęłam za sobą drzwi i rzuciłam torebkę na stolik. Chciałam do kogoś zadzwonić, ale nie odważyłam się tego zrobić. Zdjęłam szpilki i na boso powędrowałam do łazienki. Stanęłam przed niewielkim lustrem i spojrzałam na obcą twarz. Nie znałam kobiety, która znajdowała się po drugiej stronie. Kiedy zmieniłam się aż tak? dlaczego nie reagowałam, gdy znajomi, przyjaciele powtarzali, że mnie nie znają? że zmieniam się na ich oczach? zmyłam z siebie cały makijaż, rozpuściłam włosy, które swobodnie upadły na moje plecy i wciąż nie byłam sobą. Sukienka nie pasowała do mojej osoby. Miałam dość zastanawiania się, miałam dość rozpamiętywania. Chciałam powrócić do czasu nim go poznałam, chciałam stać się tą kobietą co kiedyś... Zdjęłam prawie nową sukienkę i weszłam do wanny, przygotowana kąpiel, była najlepszym co mogłam teraz zrobić. Musiałam odprężyć się, zająć czymś mózg, zapomnieć. Nie wiem jak długo leżałam zrelaksowana w wannie, chyba leżałabym tak dłużej, gdyby nie dzwonek do drzwi. Zastanawiałam się kto to może być, chociaż nie miałam ochoty, postanowiłam wpuścić niezapraszanego gościa. Pięć minut później otwierałam już drzwi. - Dlaczego nie odbierasz ode mnie telefonów? - przywitała się Emila. Wpuściłam najlepszą przyjaciółkę do środka i spojrzałam na mały wyświetlacz telefonu, faktycznie próbowała się ze mną skontaktować. - I jak masz już wyniki?- zapytała. Jako jedyna na razie poznała prawdę. Zawsze mogłam na nią liczyć i zawsze, a to zawsze okazywała mi wsparcie.  
- Nie miałam odwagi. Wiesz on wyjechał. Podobno wyjechał do Anglii - powiedziałam unikając jej wzroku.
- Po cholerę tam? - zaciekawiła się
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami, podając jej kopertę. - Ma tam brata. Może do niego. Przeczytaj - wyjaśniłam. Emila bez zbędnych słów otworzyła kopertę i spojrzała na małą kartkę, która znajdowała się w środku. - Kat - powiedziała i spojrzała mi prosto w oczy.

Rafał:
Siedziałem przed ekranem laptopa i po raz setny przeglądałem jej profil. Zdjęcie główne na portalu społecznościowym znałem już chyba na pamięć. Katia była na nim taka szczęśliwa, że i ja mimowolnie się uśmiechałem. Dlaczego tego samego uśmiechu nigdy nie widziałem przy mnie? dlaczego to ja nie potrafiłem jej uszczęśliwić i dlaczego pozwoliłem jej odejść?
- Prosiłam Cię byś zrobiła zakupy synku? - odwróciłem się i spojrzałem na niebieskie oczy matki. Byłem rozżalony, wściekły i zły, ale winę ponosiłem tylko ja. Nie potrafiłem się zdecydować, a ona nie chciała już dłużej czekać.
- Zaraz pojadę - rzekłem i znów powróciłem myślami do Kati. Nie miałem od niej wiadomości, czasem pisałem z jej przyjaciółką, chciałem wypytać się co u niej słychać, chciałem jakoś przekonać ją, ale zbywała mnie tak samo jak Kat. Zrozumiałem, że nigdy nie byłem ich przyjacielem, byłem tylko człowiekiem, któremu pozwolono wejść do ich świata, którego dopuszczono do zgranej paczki, ale nigdy nie byłem jednym z nich. Nie spuszczałem wzroku z rywala, który odebrał mi miłość mojego życia i poczułem złość. Normalnie powinienem ją znienawidzić za to, że mnie z nim zdradziła, za to, że rozstała się ze mną dla innego, ale nie potrafiłem. Chociaż ukrywałem to przed wszystkimi wokół, chociaż nie chciałem przyznać się sam przed sobą, kochałem ją. Tak wciąż byłem w niej zakochany. Zamknąłem portal i opuściłem pokój. W salonie siedziała mama z Niną, ale nie miałem zamiaru z nimi rozmawiać. Nie podobała mi się dziewczyna, chociaż moja matka nie potrafiła tego zrozumieć.
- Mogę jechać z Tobą? mam małe zakupy do zrobienia - spytała ciemnowłosa, a ja pokiwałem głową. Co miałem zrobić? pojechaliśmy do miasta. Półtora godziny później wróciłem do domu. Na szczęście Nina wysiadła obok siebie, a ja mogłem wreszcie pozbyć się niechcianego pasażera. Nina była przyjaciółką mojej siostry i dziewczyną, które strasznie się podobałem, ale ona nie podobała się mi. Chociaż wiedziałem, że powinienem wyjść z domu, zapomnieć bo od naszego rozstania minął rok, jakoś nie potrafiłem przestać o niej myśleć. Wszystko mi ją przypominało. Poczułem wibrację telefonu i spojrzałem na znajomy numer. Odczytałem wiadomość i usiadłem zaskoczony. - Dobrze za dwadzieścia minut będę - odpisałem, zabrałem kluczę i pojechałem w umówione miejsce.

Artur:
Cały czas obserwowałem jej profil na facebooku, chociaż nie kontrolowałem tego, bez przerwy wpatrywałem się w jej twarz, pamiętałem każde rysy, każdą nawet najmniejszą krostę, czy pieprzyk. Od kilku dni siedziałem u brata, próbując zebrać myśli. Zdawałem sobie sprawę z tego, że powinienem się z nią spotkać, że powinienem wrócić, porozmawiać z nią i wytłumaczyć to wszystko, ale zabrakło mi na to jaj. Zamiast szczerej rozmowy, zamiast słów przepraszam ja spakowałem się w środku nocy i wyjechałem. Tak po prostu uciekłem jak tchórz. Na kartce napisałem tylko kilka słów jadę do Anglii. Nie pożegnałem się z rodzicami, kolegami z nikim. Chciałem pobyć jak najdalej od tego wszystkiego, chciałem zebrać myśli, chciałem zapomnieć.
- Gotowy? - usłyszałem głos Sebastiana. Skierowałem wzrok na brata i kiwnąłem głową.  
- Nie idę nigdzie. Baw się dobrze - rzekłem cicho. Mimo próśb Seby nie dałem się namówić. Chciałem zostać tu sam, chciałem przemyśleć parę spraw, chciałem zastanowić się nad tym co powiem jej po powrocie. Nie planowałem tego co się wydarzyło. Nie miałem zamiaru się w niej zakochiwać. Jednak dni spędzone razem, jednak jej obecność i wartości jakimi się kierowała, sprawiły, ze oczarowała mnie. Nie ufała mi, nie ufała żadnemu facetowi. Potrzebowałem dużo czasu, naprawdę dużo starań by zdobyć jej zaufanie, by usłyszeć jej Kocham Cię. Po co to wszystko? czy naprawdę rok zdobywania jej serca? rok czekania za nią było tylko po to by porzucić ją zaraz po tym? a może to strach kazał mi uciekać przed kobietą, która mnie pokochała? wciąż pamiętałem jej słodką, niewinną twarz. Wciąż widziałem ten strach w jej oczach. Była niewinna. Była słodka, niewinna, czysta. Dopiero przy mnie zmieniła się nie do poznania. Nie mogłem z nią być. Nie zasługiwałem na nią. Coś nas łączyło, ciągnęło do siebie jak magnez, gdy zasypialiśmy, gdy budziliśmy się obok siebie przyłapywałem się na tym, że po prostu się w niej zakochałem. Wyrzucałem te myśl z głowy, chciałem zapomnieć. Zawsze wyczuwała, gdy było coś nie tak, potrafiła rozpoznać prawdę w moim oczach. Nie kłamałem, gdy mówiłem, że była dla mnie ważna. Była, wciąż jest. Nie ukrywałem przed nią niczego, powiedziałem o tym kim jestem, jaki jestem, zaakceptowała mnie. Zaakceptowała to, że czasem brałem trawę, nawet to, że lubiłem wypić z kolegami. Nigdy nie robiła mi pretensji. Więc dlaczego opuściłem ją w środku nocy? dlaczego bez słów zniknąłem? bo musiałem. Po prostu musiałem. Teraz było już za późno, bałem się, że zniknąłem z jej życia za późno...

Katia:
Długo wpatrywałam się w kartkę jakbym jeszcze czekała,że ktoś się tam pomylił. Cisza, która panowała w mieszkaniu była nie do zniesienia. Czułam wzrok mojej przyjaciółki na sobie, czułam jej spojrzenie.
- Jesteś zdrowa! Musimy to oblać! - usłyszałam jej radosny głos. Nie musiała mnie długo namawiać. Nie wiem dlaczego, nie wiem co przyszło mi do głowy.. Nie rozumiałam tego. Mimowolnie pomyślałam o kobiecie, którą poznałam dzisiejszego dnia, pomyślałam o tym dziecku i smutku w ich oczach. Zapragnęłam jej pomóc. Tak mało brakowało a i ja miałabym AIDS. Wciąż nie mogłam uwierzyć,że jestem zdrowa. Kwadrans później w towarzystwie mojej przyjaciółki opuszczałam mieszkanie. Wygodne leginsy, płaskie buty i brak makijażu przypominały starą mnie. Chciałam zapomnieć o ostatnich miesiącach, chciałam zapomnieć o Arturze i wszystkim co było z nim związane. Nie rozumiałam tego, ale musiałam pogodzić się,że wyjechał. Nie chciałam go szukać, odszedł bo właśnie tak chciał, porzucił mnie bo nie kochał tak jak mówił. Zresztą przecież nigdy niczego sobie nie obiecywaliśmy. Mieszkaliśmy razem, ale nie budowaliśmy wspólnej przyszłości.Wtedy jeszcze wierzyłam,że na to mamy czas.  
- Kiedy pojedziesz do rodziców i co zrobisz z mieszkaniem? - zapytała Em. Wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam kiedy wybiorę się do rodziców, co właściwie im powiem. W zasadzie prawie uciekłam z domu, wbrew ich woli związałam się z nim, porzuciłam narzeczonego, którego przecież uwielbiali. No i nie miałam pojęcia co z mieszkaniem, sama nie miałam szans wynajmować. Musiałam pogodzić się z porażką i wrócić do domu. Musiałam przyznać sama przed sobą,że dokonałam złego wyboru,że mieli rację. Jednak jeszcze nie dziś, nie teraz... W mgnieniu oka znalazłam się w naszym ulubionym lokalu. Często przychodziłam tu z Arczim. często też przesiadywali tu jego przyjaciele. Na dole słyszałam śmiechy młodych ludzi, ktoś jak zwykle zajął stół bilardowy. Przypomniałam sobie jak z nim i jego kolegami przesiadywaliśmy tu prawie całymi dniami, jak dobrze czułam się w ich towarzystwie. Często czułam nienawistne spojrzenia zazdrosnych dziewczyn. Tym razem, w tym czasie to ja byłam jego królową, to ja byłam dla niego ważna.
- Katia! - z rozmyśleń wyrwał mnie znajomy głos. - Dawno Cię tu nie było. Gdzie podziewa się Artur? - zapytał Tomek, który był też jego dilerem...
- To ty nie wiesz? -  spytałam zerkając na moją przyjaciółkę, która właśnie kierowała się w stronę naszego stolika z zamówionym piwem. - Rozstaliśmy się z Arturem. Podobno wyjechał do Anglii do brata - powiedziałam cicho. Tomek zamilkł.Przyglądał się w skupieniu twarzy mojej przyjaciółki, a ja już wiedziałam co chodzi mu po głowie.
- Jednak to zrobił? miałem nadzieje,że do tego nie dojdzie - powiedział cicho.  
- Do czego? - zapytałyśmy jednocześnie wraz z Emilią.  
- Bo widzisz nie znasz o nim całej prawdy. Jest coś o czym powinnaś wiedzieć.... CDN

Nieidealna92

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2713 słów i 14662 znaków, zaktualizowała 16 cze 2017.

2 komentarze

 
  • fixi73

    Super  ;)

  • Somebody

    Super!!!