Mała śmierć (cz.III) MAGDA cd.

Mała śmierć (cz.III) MAGDA cd.Sama siebie już kompletnie nie rozumiała. Chciała go! Tak cholernie chciała go poczuć znów gdzieś głęboko w sobie by w końcu ugasił to nieznośne mrowienie w brzuchu. Uspokoił skurcze pochwy i nieznośne drgawki mięśni w udach!  

-Czy mnie kurdę już naprawdę zupełnie popierdzieliło? Co mnie do jasnej ciasnej napadło z tą popieprzoną kawą?

Wpatrywała się w niego, przygryzając dolną wargę, jedną dłonią przysłaniającą obolałe piersi i nabrzmiewające z podniecenia brodawki, a drugą zakleszczoną jak w imadle, między zaciśniętymi udami, z palcami gdzieś głęboko w sobie, czuła gorąco waginy i spływające po niej soki. Nagle złapała się na tym, że ten jej wstydliwy gest jest całkowicie irracjonalny. Pozbawiony najmniejszego sensu.  

Jeszcze nie tak dawno kąpałam się z nim nago, ujeżdżałam go jak dzikuska, jego język pieścił moją perełkę i penetrował mnie gdzieś głęboko. Nawet bez cienia wstydu i zażenowania załatwiałam przy nim swoje potrzeby fizjologiczne. A teraz, co? Rżnę głupia, przed nim świętą pituchnę?  

A. stał przede nią nagi, zupełnie jak go Bóg stworzył. Nagi, ogłupiały i zupełnie zbity z tropu. Po raz pierwszy widziała go całego nagiego. Do tego jeszcze, to jego monstrualne prącie wystające daleko z zaciśniętej dłoni, a którego nie był prawie w stanie objąć całkowicie palcami. I ta siniała, nabrzmiała główka penisa, przypominająca coś na kształt łba ryby z szeroko rozchylonymi skrzelami, których nawet naciągnięta różowa prążkowana prezerwatywa nie potrafiła poskromić.  

Cholera, jak on to coś dał radę mi wówczas wsadzić i nie rozerwać mnie przy tym? Gdybym wówczas widziała to monstrum, już przy tym pierwszym razie, to, jeśli nie umarła bym ze strachu, to na bank do dziś była bym dziewicą.  


Ten widok, nagiego A. jego zdziwiona mina, doprowadził ją do takiego ataku śmiechu, że wprost zwijała się na łóżku. I wtedy to już kompletnie z nim pojechała.

- Nie ściskaj tak mocno tego swojego robaczka, bo mu już główka z wysiłku kompletnie zsiniała.- Wypaliła parskając śmiechem

/-Robaczek? Główka? Ja ci zaraz dam robaczka i główkę. Tak ci dam, że na długo jeszcze go zapamiętasz!- Wskoczył na łóżko, przewrócił ją na brzuch, i chwyciwszy mocno za biodra poderwał je w górę. Klęczała teraz z wystawionym w górę powabnym tyłeczkiem i głową wciśniętą w poduszkę. Kolanem rozepchnął jej uda i naparł fallusem na waginę.  

-O nie mój drogi, tak łatwo to ci ze mną nie pójdzie.- Pomyślała.
I zaciskając z całych sił mięśnie pochwy starała się uciec przed jego uderzeniami. Ale on tylko mocniej zacisnął dłonie na biodrach i gwałtownym uderzeniem wprost nadział ją na siebie. Była tak mokra i śliska w środku, że nie potrafiła tego jego pchnięcia zatrzymać, poczuła, że jest w niej, gdzieś głęboko pod przeponą.  
Fallus zatrzymał się na chwilę, pomału wycofać się i ponownie uderzyć z zdwojoną siłą. I tak raz za razem. Jedną ręką objąwszy ją pod podbrzuszem, przytrzymując pośladki swoim kroczem, a drugą dociskając głowę do poduszki zaklinował ją całkowicie. Nie mogła się ruszyć, i choć narastało w niej coraz większe pragnienie by podać się tej fali i wyjść mu na przeciw, to zacięła się i postanowiła być nieruchoma jak posąg. A on nic tylko ponawiał raz za razem, coraz gwałtowniej te swoje uderzenia i wolniutki odwrót. W końcu już też nie wytrzymała. Ciało już jej nie słuchało i biodra same zaczęły dostrajać się do jego ruchów. Wówczas jak by demon w niego wstąpił, zaczął walić jak automat. Sztych za sztychem, coraz mocniej, głębiej i szybciej. Zrobiła się taka mokra, że czuła jak wypływające soki ciekną po udach.

-Cholera, rżnie mnie po prostu jak dziwkę w jakimś podłym pornusie! Przeleciało mi przez głowę.

Robił to z taką siłą, że nie mogła utrzymać się na omdlewających nogach. Kolana się rozjechały i w końcu padła na pościel, a przy każdym jego pchnięciu głową uderzała w zagłówek łóżka.  

/- Masz swojego robaczka, masz swoją główkę. I jak ci teraz?- Sapał, i walił w nią jak w bęben. Słychać tylko było głośne odgłosy jak by ktoś rytmicznie klaskał.
Czuła, że zaczyna dochodzić, i już, już, miało ją to dopaść, gdy nagle poczuła w sobie pustkę. Ten rozrywający, omdlewający cudowny ból nagle ustał. A na plecach i pośladkach poczuła jego twarde prącie. Oszołomiona, po chwili zrozumiała, co zaszło i wtedy naprawdę się wściekła. Chciała wyrwać się z pod niego. Ale trzymał ją w żelaznym uścisku i leżąc na niej, dociskał całym ciężarem swego ciała do pościeli, śmiejąc się szyderczo.  

Nagle zanim się zorientowała leżała już pod nim na plecach. Zła niespełniona, wściekła, prawie z łzami w oczach zaczęła obkładać go pięściami po torsie. Niezrażony ukląkł między jej szeroko, bezwstydnie rozrzuconymi nogami, po czym, zarzuciwszy je sobie na ramiona, wszedł znów w nią mocno, prawie, że brutalnie. Zatrzymał się, po czym nachyliwszy się daleko do przodu. A ona i zgięta w pół, jak scyzoryk, przyciskana jego ciężarem, penetrowana gdzieś tam głęboko, poczuła jak to, co przed chwilą uciekło zaczyna wracać zwielokrotnione.  
     A. wyczuł to w jakiś sposób, bo nagle pozwolił by przewróciła go na wznak i usiadła na jego kroczu, zupełnie tak jak za pierwszym razem. Nabita jak na pal, podejmując zwariowany galop będąc już prawie na szczycie, jak już nie czuła prawie swego ciała, tylko będąc w jakimś błogostanie, niebycie, zastygła nagle w bez ruchu. Czując to cudowne pulsowanie wewnątrz, i jego rzucającego biodrami to wbijającego się to wychodzącego ze niej, dopiero naprawdę odpłynęła, jeszcze parę tych jego szalonych podbić biodrami i nagle znieruchomiał. Jeszcze gdzieś głęboko w środku pulsowanie penisa, po czym zrobiło się ciemno przed oczami. Wszelkie dźwięki zaczęły się nagle jak by oddalać, a ciało zapadać się w nicość. Potem tylko ciemność, cisza i to cholerne zapadanie się w bezdenną przepaść.

-Jestem w niebie?- To ostatni przebłysk świadomości, potem już nicość.  

Poczuła zimno na ciele i pomału wracała. Nie chciała tego, ale wracała, a gdzieś z oddali zaczął dochodzić do niej przerażony głos A.  

/- M. ! M.! Obudź się! Ocknij się do jasnej cholery! Co z tobą?- Przerażony krzyczał, ciągle klepiąc ją po mokrej twarzy.

Ocknęła się w końcu. Bardziej jednak chyba z zimna, od zmoczonego ręcznika na ciele, niż tego jego szarpania, i klepania po twarzy. Niechętnie wracała do życia. Do szarej rzeczywistości, z tego wprost cudownego uczucia niebytu. To, co przeżyła było niewyobrażalnie cudowne i chciałaby trwało to wiecznie.

Pomału wracało czucie w całym ciele. Obolała zmęczona, ale cholernie zadowolona zadawała sobie pytanie.
  
-Czy to jest to? Czy teraz tak już zawsze będzie? Czy to jest ta "mała śmierć”, o której czytałam w jakimś babskim romansidle? A może, z "Komu bije dzwon” Hemingwaya gdzie bohaterce osunęła się z pod nią ziemia?  
  
- Kocham cię, i jeśli tak wygląda orgazm, to innego nie chcę.- Wyszeptała mu tylko, zachłannie całując go po twarzy.

/- M. Jesteś cudowna, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak mi ciebie cały czas brakowało, gdyby nie twoja matka to nie wiem, co bym zrobił. Tylko ona mnie podtrzymywała, i dawała nadzieję.-

-Cholera wiedziałam. Mamuśka rajfurka! Wypaliła ze śmiechem.

/- M. co ty, jak tak możesz? Staruszka nieba by ci przychyliła, w ogień by za tobą poszła!-

-Ona od samego początku wiedziała, że tak to się skończy. Specjalnie wymyśliła ten wyjazd, i ta pościel uszykowana niby dla ciebie w dużym pokoju. Przecież nawet nie pościeliła ci tej kanapy tylko położyła wszystko na fotelu, złożone w kostkę. Myślisz, że co, że tego nie widziałam? Jak nic, z góry wiedziała, że wepchnie mnie tobie do łóżka.- Odpowiedziała ze śmiechem.
/- Nie mów tak. Masz niesamowitą matkę. Świata poza tobą nie widzi!-

- Chyba poza tobą. Znasz inną matkę, która wepchnie facetowi do łózka własną córkę? Ciekawa jestem czy ty byś to samo zrobił z Nastką?

/- Zabiłbym drania! Odpowiedział ze śmiechem.
  
A. cały przestraszony tulił ją do siebie, zmęczeni, wtuleni w siebie na łyżeczkę zasnęli oboje.  

     Obudził ją szum wody w łazience. To jej nocny kochanek brał prysznic. Z dłonią na kroczu pomiędzy zaciśniętymi udami, wracała pomału do rzeczywistości. Wspomnienie dzisiejszej nocy wywołało w niej znów te cudowne motylki w podbrzuszu. Wstała i owinięta kołdrą, stanęła w drzwiach łazienki. A. stał w strugach wody, wlepiał w nią ten swój pożądliwy wzrok i na jej widok tylko przygryzł dolną wargę. Nie dała mu długo czekać. Zrzuciła okrycie i szybko znalazła się obok niego. Przytulił ją do siebie, jego dłonie ujęły piersi. Oparta plecami o jego tors, na karku czuła jego łakome wargi, a pośladkach tężejące prącie. Chciał ją znowu, niewyżyty drań. Po chwili jego dłonie wylądowały na obolałym kroczu, a palce usiłowały wniknąć do środka. Była tam tak obolała po dzisiejszej nocy, że nie zdecydowała się na powtórkę. Pewnie w innej sytuacji by z ochotą na to przystała, ale nie teraz. Czuł się cholernie zawiedziony, gdy odgoniła jego dłonie jak natrętne pszczoły od ula. Obróciła się gwałtownie, twarzą do niego, pchnęła go na ścianę, i kucając przed nim chwyciła delikatnie wargami wyprężonego fallusa. A. oderwał jej głowę swego przyrodzenia.

/- M. nie, proszę nie, nie musisz, proszę!-  
Spojrzała w górę, i zalewana strugami wody, widząc jak bardzo tego chce, powiedziała tylko.

- Ale ja chcę. Chcę robić wszystko, tak jak ty mnie.-

     Nie namyślając się dłużej zakręciła wodę, odsłoniła do końca ta jednooką główkę i wzięła go do ust. Lekko zaciskając na nim zęby dłońmi trzymając go za biodra, poruszała rytmicznie głową wprzód i tył. A. już więcej nie protestował, tylko trzymając za głowę nadawał tym ruchom swoje tempo. Poczuła jak się cały pręży. Z jego ust wydobywać się zaczęły nieartykułowane dźwięki, dziwnie stękania i syczenia. W pewnym momencie szarpnął biodrami w tył tak, że naprężony do granic możliwości fallus wyskoczył z jej ust. Chwyciła go w dłoń i doprowadziła do finału patrząc na tryskające z niego nasienie, zalewające jej piersi i brzuch. Wreszcie za którymś skurczem skończył. W dziurce zwieńczającej siny kapelusik błyszczała jeszcze kropelka. Przyłożyła język do perlącej się kropelki, przeciągnęła obejmującą prącie dłoń w kierunku swojej twarzy wyciskając resztkę nasienia do ust. W smaku było lekko słonawe.  

/- M. jesteś niesamowita, nie musiałaś tego robić. Nawet nie wiesz jak ja cię kocham.-

- Ja też cię kocham, bardzo chciałam to zrobić. Wiedziałam jak bardzo tego chcesz.

     Zaspokojeni, nawet się nie ubierając nadzy, zjedli spóźnione śniadanie, a właściwie śniadanio-obiad. Żegnała go długo w drzwiach nie mogąc się rozstać.  
Ogarnęła trochę mieszkanie, zmieniła dopiero, co założoną przez mamuśkę pościel na łóżku wrzucając starą do brudownika, przebrała w pidżamę, wyczerpana nocnymi i porannymi ekscesami padła na swój tapczanik.

- Jeśli sąsiadka, ta cholerna pireduśnica, widziała przez judasza, jak naga uwieszona mu na szyi się z nim całuję, a jego dłonie ugniatają moje pośladki, zostawiając na nich czerwone ślady palców, to jutro cała okolica będzie miał niezłe używanie.- Przeleciało jej jeszcze przez głowę, po czym wykończona zasnęła.

Obudził ją jakiś ruch w mieszkaniu, za oknem szarzało, to staruszkowie wrócili do domu. Mamuśka kręciła się niespokojnie po domu spoglądając na mnie podejrzliwie od czasu do czasu, ładując do pralki pościel zdjętą z ich łóżka. Jak nic musiała zauważyć te cholerne plamy na prześcieradle, nieme dowody dzisiejszej nocy. Z fotela również zniknęła już pościel uszykowana dla A.  
  
-Mamuśka już dobrze wiedziała, co tu zaszło, i ja też wiedziałam, kto w tym miał swój udział.- Pomyślała.

W końcu matula nie wytrzymała dłużej, podeszła do M. objęła ją, przytuliła i powiedziała.

-/ Dawno już nie widziałam cię takiej szczęśliwej. A. dzwonił jak wracaliśmy i kazał cię uściskać. –
- Dzwonił do ciebie, nie do mnie? Co wy macie ze sobą za konszachty? A tok w ogóle to skąd on ma twój numer?-

-Ty moja kochana mamuśko-rajfurko, wepchnęłaś facetowi do łóżka, swoją ukochaną córeczkę. Dobrze wiedziałaś jak to się musi skończyć.- Pomyślała sobie zarazem jednocześnie odczuwając ogromną ulgę.  

- Mamcia, jestem szczęśliwa, sama nie wiesz jak! Dzięki!- Szepcząc jej do ucha, obsypała poliki pocałunkami.

-/ Najcudowniejsze są zawsze pogodzenia. Ja też, nie raz, tylko po to kłóciłam się z ojcem by móc się potem z nim godzić.-  

/- Jasna cholerka, będzie deszcz, baby się obcałowują. A tak na marginesie to, co wy tam tak spiskujecie?- Odezwał się,  
rozbawiony tą całą scenką ojczulek.


piszemy dalej? :)

abigail

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 2508 słów i 13332 znaków, zaktualizowała 31 sty 2018. Tagi: #miłość #erotyka

2 komentarze

 
  • POKUSER

    Pisz, pisz. To jest świetne

  • elninio1972

    No nareszcie :) moja ulubiona autorka ma znowu wenę :* kiedy ciag dalszy?