Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Bo Twoja miłość nie zna granic cz . 25

Oczami ADY:
-Ada?!..Ada?!Co się dzieje?! Ada?!!Słyszysz mnie?-głos mojej przyjaciółki szybko sprowadza mnie do pionu. Nadal mając jeden wielki mętlik w głowie próbuje wszystko sobie uporządkować ale nie mogę w tej chwili myśleć o takich rzeczach ważniejszy jest Maks.. TYLKO ON się teraz liczy i nikt więcej. – Czy w końcu mi wytłumaczysz o co tutaj chodzi !? po odebraniu telefonu jesteś nie tutejsza, nie mówiąc, o tym że nie można nawet się z Tobą porozumieć prostymi słowami ! -nerwowo przeczesuje swoje długie blond włosy na lewy bok, trzęsę głową aby oprzytomnieć..
- Maks..Maksiu jest w szpitalu rozumiesz? – a ona zakrywa szybko usta swoimi dłońmi z niedowierzaniem z każdym moim wypowiedzianym słowem, kontynułując – a wiesz co jest najlepsze? Dzwoniła do mnie pielęgniarka ze szpitala, a nie trzeba Ci mówić, że jeśli dzwoni personel medyczny w takich sprawach to do bliskiej rodziny, ktoś podał moje dane i powiedział jednocześnie ,że ja jestem żoną Maksa – mina Leny była jedną z nielicznych jej min, które nie potrafiłam sobie wyobrazić, że potrafi je zrobić.
- I co teraz zamierzasz zrobić?- bierze szybko szklankę wody , która przypuszczam była dla mnie i jednym susem wypija jej zawartość.
-Naprawdę nie wiem.. a może to po prostu głupi żart.. pójdę jutro, tam przecież jest cała rodzina Kamińskich – siadam na sofie z besilności
- Czyś Ty rozum po skradała?! Idziesz tam i koniec! Maks jest w szpitalu a to znaczy, że jest z nim bardzo a to bardzo źle nie bez powodu, ktoś powiedział pielęgniarce, że jesteś jego żoną do cholery. Ruszaj ten swój tyłek i jedź na SOR – no to mnie zaskoczyła tymi słowami jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie, jak przychodzi co do czego potrafi walczyć jak lwica nawet przy tych swoich 160 cm wzrostu wygląda groźnie. Jej oczy skanują mnie w górę i w dół jakby postawa moja ciała coś jej odpowiedziała w tym temacie. Mam wielki dylemat „cóż ja mam począć?” Nie mogę sobie od tak wejść i powiedzieć: Hej! Tu żona Kamieńskiego przecież to nonsens! Ale.. tu nie chodzi o moje widzi mi się , tutaj chodzi o mojego ukochanego i wiem w głębi serca, że jeśli mnie by spotkała taka sytuacja Maks ani na chwilę by się nie zawahał by być przy mnie po najmniejszej linii oporu.  
- No?! Myślicielko? Jaka decyzja? – tupie nogą, czekając na odpowiedź z mojej strony.
- Masz rację, nie bez powodu ktoś podał mnie za żonę Maksa, muszę tam jechać i zweryfikować wszystko a przede wszystkim zobaczyć mojego chłopaka. – klaszcze w dłonie jak małe dziecko i pędem rusza do mojej szafy. I właśnie za to ją uwielbiam, że potrafi zrozumieć, wspierać i odpowiednio ustawić do pionu człowieka, który „ odlatuje ‘’ za daleko.  Ubieram się w dżinsy, bluzę trampki i ruszam do wyjścia.
- Pamiętaj.. zawsze będę przy Tobie a teraz leć do swojego rycerza, zadzwoń jak już coś będziesz wiedziała i zmykaj już! – wręcz wypycha mnie za drzwi, nie spodziewając się takiej reakcji z jej strony.
Nagle słyszę dźwięk SMS-a z telefonu : ZAPOMNIAŁAM CIĘ JESZCZE POINFORMOWAĆ , ŻE ZAMÓWIŁAM TOBIE TAKSĘ ZA 2 MINUTKI POWINNA BYĆ BUZIACZKI 😊-jak ja ją uwielbiam, zawsze pozytywnie mnie zaskakuje,  nie wiem jakby by to było kiedy bym jej nie poznała. Dźwięk klaksonu auta sprowadza mnie na właściwe tory, dosyć marzycielstwa czas stawić czoła rzeczywistości, która w obliczu tej sytuacji jest bardzo kiepska a co gorsza smutna, ale nie mogę się tak łatwo poddać dla NIEGO warto iść nawet pod prąd i na przekór wszystkiego i wszystkim.  
- Gdzie ma Pani dotrzeć? – taksówkarz mierzy mnie swoim wzrokiem , ewidentnie kokietuje.
- Leśna 10 , Szpital – odpowiadam krótko. Całą podróż odbywa w ciszy , nie mam ochoty na rozmowę z nieznajomym. W głowie układam sobie chaotyczne myśli, które buzują od niespełna 30 min po telefonie ze szpitala. Jak mam się zachować? Przecież od razu będzie widać , że nie jestem jego żoną, raz wizualnie nie mając obrączki a dwa nie umiem kłamać – nienawidzę kiedy rozkładam na czynniki pierwsze , wszystkie krok po kroku analizować jak pieprzona filozofka życia. W oddali słychać w radiu piosenkę pff adekwatną do odpowiedniego czasu :  
„I trudno mi się przyznać, że to wszystko nagle traci sens
Gdy Ciebie nie ma
Na głos nie wypowiem, że tęskniłam, gdy nie było Cię
Trochę za długo...”
Czując jak każdy najmniejszy kawałek mojego ciała tęskni za Maksymilianem Kamińskim.. zamykam oczy, opieram swoją głowę o zimną szybę auta i wsłuchując się w dalszy rytm utworu.
- Jesteśmy na miejscu 30 złotych się należy – burka kierowca, wyraźnie nie zadowolony poderwaniem. Otwieram portfel, wyjmując swoje ostatnie pieniądze. Z hukiem zamykam drzwi co za bałwan! Powiew letniego nocnego wiatru powoduje dziwne zrelaksowanie w moim ciele. Przyspieszam kroku by jak najszybciej naleźć się w środku. Nienawidzę szpitali a chyba najbardziej . tego charakterystycznego zapachu, rozglądam się wokoło poszukując recepcji. Korytarzem podąża starsza Pani tak na oko około 50tki jest ubrana w uniform starannie dopasowany do jej figury. Idę w jej kierunku, a ona ciepło wita mnie swoim uśmiechem a mi na sercu od razu robi się miło – nie doceniamy osób pracujących w służbie zdrowia, które w dzień i w noc pomagają chorym ludziom a jednocześnie przesyłają pozytywną energią, że chociaż na chwilę można zapomnieć gdzie człowiek tak naprawdę się znajduje.  
- Przepraszam Panią bardzo ale chwilę temu przywieziono mojego ..- przełykam ślinę :- mojego męża Maksymiliana Kamińskiego gdzie mogę go znaleźć? – staram się być bardzo przekonująca jak tylko potrafię. Zbyt długo trwa cisza pomiędzy mną a pielęgniarką nie podoba mi się to za bardzo..
- Pani Kamińska? – no to chyba już przepadłam… :- Pani mąż leży na OIOM-ie , musi Pani iść do windy, wjechać na trzecie piętro i od razu po prawej stronie będzie oddział.  – uśmiecha się do mnie, jakby ten gest miał by być receptą na tą tragedię.. Kiwnięciem głową potwierdzam jej informację i kieruje się stronę windy. Kiedy drzwi się zamykają jednocześnie całe me powietrze w płucach wydostają się na zewnątrz. Chociaż z tym sobie poradziłam, poklaskuje sobie w myślach. Jestem już na trzecim piętrze, a ja nadal nie wiem jak mam się zachować, czy udawać czy powiedzieć prawdę?  
- Ada! Jesteś ! – w jednej chwili jestem zdziwiona głosem, który do mnie przemawia.
- To ja Nikodem – no tak, idiotko przecież są braćmi to logiczne. Przytula mnie mocno do siebie, że aż braku mnie tchu. – jak się czujesz? Czym dojechałaś? – po prostu milion pytań na minutę.  
- Jak się czuję? Czuję pustkę dosłownie, czym dojechałam taksówką zamówioną przez Lenę
- Lena tu jest?! – wystrzela z pytaniem jak z procy i się ogląda wokoło.
- Oczywiście, że jej tu nie ma, przecież nie jest z rodziny , właściwie tak samo jak ja – Nikodem marszy brwi i nawet śmiesznie to wygląda tak przetwarza swoje informacje do mózgu. A ja nadal kontynuuje : - ktoś podał moje dane do recepcji pielęgniarek, żeby zadzwoniły do mnie, że Maks miał wypadek..
- No i co w tym takiego?- krzyżuje swoje ręce na swojej klatce piersiowej.
- Co takiego? No a to , że ktoś powiedział , ze jestem jego żoną rozumiesz to? Jeśli chciałeś mnie poinformować o pobycie Maksa w szpitalu wystarczyło do mnie zadzwonić – mówię na jednym oddechu.  
- Zwariowałaś? Myślisz, że bym odwalił taki cyrk? Przecież normalnie bym do Ciebie zadzwonił i powiedział a nie bujał się z pielęgniareczkami – widać jak się ślini na ich widok.. aż  mnie mdli to nie jest dobra partia dla Leny oj na pewno nie.  
- W sumie racja. Przepraszam Cię ale ten telefon po prostu mnie zaskoczył nie codziennie się odbiera takie wiadomości , lepiej mi powiedz co z Maksem , czy mogę do niego wejść?
- Sama lepiej sprawdź, mama z tatą są akurat w stołówce , idź potrzebuje Twojej obecności – i tym zdaniem potwierdza moje uczucie, które są pomiędzy mną a Maksem.  
Otwieram niepewnie drzwi, głęboko wciągając do swoich płuc powietrze. Robię trzy kroki w przód a moim oczom ukazuje się Maksymilian.. Widok tak straszny, że łzy cisną mi się do oczu. Wszędzie pełno rurek a on taki bezbronny, podchodzę bliżej. Muszę być silna, widzę krzesło i przesuwam do łóżka Maksia.
- Cześć Kochanie, jak zwykle umiesz mnie zaskakiwać – śmieje się przez łzy – chcę byś wiedział, że bardzo Cię kocham i nigdy nie przestanę, nie wiem kto poinformował, że jestem Twoją żoną ale może i to jest szalone ale chce nią być , codziennie budzić i zasypiać się przy Tobie, boże przecież to szalone, tylko po co czekać na takie rzeczy –biorę jego bezwładna dłoń i dotykam swojego policzka, czując te same ciepło co jeszcze ten dzień temu w jego łóżku – warto postawić chociaż raz w tym pochrzanionym życiu na jedna kartę i wiedz o tym jeśli przeciwności losu będę przeciwne dla nas zawsze, będę Twoja i dla Ciebie. – całuję jego policzek wlewając tym samym te przecudne uczucie, które nigdy w moim sercu nie zginie.  
- Przepraszam?! Ale co Pani robi tutaj w tej sali?- momentalnie napinam się jak struna, to kobiecy głos ale niezbyt młody więc odwracam się tylko by potwierdzić swoje przypuszczenia. Chociaż raz by intuicja mogła mnie zawieść jednak tak się nie dzieje.
- Dzień dobry, jestem Adrianna Roszkowska – odpowiadam napięcie, ta cisza jest najgorsza.
- Więc co Pani tutaj robi?- ponagla swe pytanie matka mojego ukochanego.
- Pani wybaczy, ale jestem dziewczyną Maksymiliana. – nawet się nie przedstawi.. a podobno z dobrego i zamożnego domu się wywodzi.
- Jak to?! Przecież Maksio ma już narzeczoną jest to Kamila, a nie uwierzę w to nigdy, żeby mój własny rodzony syn prowadzi podwójne życie zwłaszcza z Panią  – uśmiecha się sztucznie mierząc mnie od góry do dołu.
- Ale z tego co mi wiadomo od kilku tygodniu zerwał już Kamilą i tym samym jesteśmy w związku – krzyżuje ręce przyjmując pozycję bojową.
- Tylko nie przypominam sobie by mój syn oznajmił taką nowiną.
- Widocznie nie zdążył jeszcze o tym Panią poinformować a miał w planach.. – odwracam się w jego stronę. Widzę jak rodzicielka juniorów Kamińskich się denerwuję jakby za chwilę miała eksplodować.
- Mamo… - dobrze, że się zjawił, bo kiepsko widzę co za chwilę by się tutaj wydarzyło.
- Nikodem.. powiedz tej Pani by nie przychodziła do Maksymiliana, przecież ma Kamilę, która go bardzo kocha- tsa.. chyba jego pieniądze – powiedz, że to nie prawda, ze nie zerwał z Kamilką…- patrzy na swojego swoim błagalnym wzorkiem i wiedzę jednocześnie, ze tu się uczucia nie liczą a tylko interesy i kasa, po moim ciele przebiega nieprzyjemny dreszcz, to przecież jest okropne!  
- Posłuchaj mamo.. to prawda Maks jest z Adą jest bardzo w niej zakochany.
- Nie! To nie może być prawda! Przecież była umowa między nami a Domańskimi ślub miał się odbyć we wrześniu – odwraca się w moim kierunku i wskazuje na mnie palcem : - a Ty! To wszystko zepsułaś ! namieszałaś mu w głowie! – krzyczy na mnie , gdzie czuje się jak mała dziewczynka, która stoi w kącie. Nagle wchodzi lekarz.
- Witam Państwa, mam dwie wiadomości jedną złą a drugą dobrą – spogląda w dokumenty i kontynuuje dalej : - to może zacznę od dobrej – spogląda na nas :- stan Pana Maksymiliana jest stabilny więc na dniach będziemy go wybudzać, natomiast zła jest taka ,że…







Hej! Powróciłam ponownie! Cieszycie się? Myślę, że tak 😊 jak zwykle lubię zostawiać Was w tej niepewności w komentarzach możecie przesyłać co będzie dalej 😊 może zmienię jakąś swoją wizję i podążę Waszą? Któż to wie , dziś trochę więcej do czytania niż dotychczas 😊
Miłego czytania na koniec poniedziałkowego dnia 😊
Dobranoc  
Buziaczky/ Lunetka96

lunetka96

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2149 słów i 12184 znaków.

1 komentarz

 
  • cukiereczek1

    Rewelacyjna czesc czekam na kolejną z niecierpliwością :) :*