Biblioteka i prawdziwa miłość mojego życia 1

NIE, NIE, NIE!! Znowu to samo, jest 10:48 i jestem już grubo spóźniona do szkoły. Mam nadzieję, że pana od historii nie ma. A jeśli jest to już szykuje sobie trumnę. Może zacznę od nowa. Jestem Annabelle Zhu i jestem sierotą. Mam 526 lat i jestem wampirem. Wróciłam niedawno do rodzinnego miasta Mystic Falls. To może już skończymy o mnie trzeba zacząć się ogarniać. Może później coś o sobie więcej opowiem.  
Wstaje z niechęcią z łóżka i podchodzę do szafy biorę z niej pierwsze lepsze ciuchy, po czym wędruję do łazienki. W łazience ogarniam się i robię delikatny makijaż, wychodzę szybkim tempem z łazienki, a później z domu. W szybkim tempie pojawiam się przed szkołą, wchodzę do środka. Znowu te fałszywe twarze. Jak ja ich nienawidzę! No ale to już na szczęście ostatni rok w tej szkole. Dobra no to wchodzimy do klasy. Łapie klamkę i otwieram drzwi.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie - mówię i siadam do swojej ławki.
- Zhu, znowu spóźniona. Masz karę, po lekcji idziesz do biblioteki segregować książki i bez dyskusji - mówi nauczyciel idiota. Myśli, że jak mówi takim tonem to ja się go boję. Ha! Jego niedoczekanie.
- Dobrze przyjdę proszę pana -Wolę się z nim nie kłócić.  
Moje lekcje minęły w bardzo szybkim tempie. Także czas iść do biblioteki. Wchodzę do pomieszczenia ze sztucznym uśmiechem na twarzy i zaczynam swoją karę. Nagle zauważam książki na temat wampirów. No, no, no. To nie może być przypadek. Idę na odpowiedni dział i kładę na odpowiednią półkę. Nagle zauważam bardzo przystojnego chłopaka, który szuka jakiejś książki. Chwilę myślę czy nie podejść, ale rezygnuje z tego. Oddalam się z tej strefy książek i idę układać dalej. Po paru minutach pan pozwala mi już iść do domu. Chwała Bogu. Schodzę po schodach. Po chwili czuję że na kogoś wpadam. Spadam ze schodów na sam dół. Ta osoba, na którą wpadłam szybko kieruję się w kierunku, gdzie jestem ja.
- Przepraszam nie zauważyłem cię wybacz - patrzę i jest to ten sam chłopak, na którego się gapiłam. Mimowolnie uśmiecham się.
- Hej, nic się nie stało żyje -śmieję się - Anna - wyciągam dłoń w jego stronę.
- Jeremy - Jezu, ale on ma piękny uśmiech mogę umierać. Jeremy także wyciągnął w moim kierunku dłoń - Ładne imię Anno. To może na przeprosiny odprowadzę cię do domu.  
- Jeśli masz czas to chodźmy -uśmiecham się i wychodzimy z biblioteki.

WhiteStar01

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 463 słów i 2500 znaków, zaktualizowała 23 sty 2017.

2 komentarze

 
  • natallla7

    No mnie już to opowiadanie oczarował  <3  Powodzenia w pisaniu. Masz już stałą czytelniczkę  <3

  • WhiteStar01

    @natallla7  Dziękuję bardzo.Cieszę się że opowiadanie przypadło ci do gustu  <3

  • natallla7

    @WhiteStar01 Bardzo! <3

  • Jolcia223

    Zapowiada się bardzo ciekawie ???? Czekam z niecierpliwością na kolejną część. Życzę Ci dużo weny i powodzenia ????????

  • WhiteStar01

    @Jolcia223  Dziękuję za miłe słowa.Jeszcze dziś pojawi się 2 część mam nadzieje że ci się spodoba.