Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Stara kamienica cz 6

Po dłuższej chwili w drzwiach staje Karol. Starsza kobieta, nie czekając na zaproszenie, wchodzi do środka.  
Na podłodze w przedpokoju leżą płytki o wysokim połysku, w których można się przejrzeć.
Ściany są pomalowane na cytrynowy kolor.
— Babciu,  co ty tutaj robisz?
— Ty mi tu nie babciuj! Tylko mów zaraz, czy to prawda, że jesteś szefem grupy złodziei?
— Że co proszę?
— Nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię.
— Nie.
— Wnusiu, chcesz mi powiedzieć, że z pensji inżyniera informatycznego stać cię na luksusowy dom i apartament na strzeżonym osiedlu?
— Tak.
Mężczyzna przechodzi do kuchni, a babcia podąża za nim. Z szafki wyjmuje szklankę i nalewa sobie wody.
— Kto babci nagadał tych bzdur?
— Twój przeciwnik Marian.
— Ja nie mam żadnego pracownika.
— I nie kazałeś w SMS-ie mnie zabić?
— Oczywiście, że nie!
—  Ale widziałam wiadomości, które wymieniałeś z Marianem.
— Więc kto?
Karol sięga dłonią po telefon. Po wejściu w korespondencję doznaje szoku.
— Chyba wiem, kto jest autorem tych SMS-ów.
— Kto taki?
— Ela.
Marian, ukryty za  drzwiami, wszystko słyszy i nagrywa.
— Mówisz o swojej ciężarnej dziewczynie, która jest porwana?
— Tak.
Pani Irena z torebki wyjmuje teczkę z umowami sprzedaży dzieci i zdjęciami ciężarnych kobiet, którą kładzie na stole.
— Tym kobietom na zdjęciach też dzieci sprzedałeś?!
Karol na widok tych fotografii robi się blady i ciężko siada na krześle.
— Babciu, skąd masz te dokumenty i zdjęcia?
— Znalazłam je w twoim pokoju. Leżały na szafce nocnej.
— Tak sprzedałem dzieci tych kobiet ze zdjęć.
— A co zrobiłeś z ich matkami?
— Babciu, czemu zadajesz mi tyle pytań?  Piszesz o mnie książkę? Ale odpowiem ci na to pytanie. Sprzedałem je do burdeli, a te, które nie chciały mi oddać swoich bachorów, leżą w piachu.
— Wnusiu, czy ty nie wiesz, że handel dziećmi jest karalny i może za to trafić do więzienia?
— Więzienie też jest dla ludzi.
— Ostrzegam cię, jeśli kiedyś zostaniesz aresztowany za to, co robisz, nie licz na to, że będę cię odwiedzać za kratkami lub słać paczki!  
Nagle z dworu dobiega wycie syreny. Młody mężczyzna zbliża się do okna, przez które widzi na zewnątrz radiowóz.  
— Babciu, czy ty na mnie doniosłaś na policję? — pyta wnuk.
— To nie ja.
— Więc kto?
— Nie wiem.
— Babciu, a kto cię przywiózł?
„Muszę zniszczyć zeszyt z adresami osób, które kupowały ode mnie dzieci.”
Niespodziewanie z ukrycia wychodzi Marian, a za nim dwóch policjantów.  
— Ja ich wezwałem — odpowiada Marian.
Jeden z mundurowych podchodzi do Karola i zakłada mu kajdanki.  
— Nic na mnie nie macie! — krzyczy.
— I tu się mylisz!  Mam na dyktafonie całe twoje przyznanie się do winy.
Policjant wyprowadza Karola na zewnątrz, ale ten się mu wyrywa i próbuje uciekać, ale na dworze zostaje złapany przez trzeciego policjanta.
Policjant, który zostaje w środku, zabezpiecza jako dowód w sprawie teczkę ze zdjęciami i umowami transakcji sprzedaży dzieci.

Starsza kobieta, widząc, że Marian rozmawia z policjantem, wchodzi na piętro. Pani Irena rozgląda się i zauważa drzwi, do których podchodzi. Są zamknięte, więc otwiera je za pomocą wsuwki. Tej sztuczki nauczył ją świętej pamięci mąż, który był ślusarzem.
Metalowymi schodami w kształcie spirali zaczyna schodzić w dół. Po dotarciu na ich koniec otwiera ciężkie, żeliwne drzwi.
Jej oczom ukazuje się ogromny loch. W pewnej chwili zauważa pod ścianą skuloną, brudną, podartą, pobitą ciężarną dziewczynę.
„Ale obskurne miejsce“ — myśli.
Podchodzi do kobiety i kuca obok niej, ale ta zaczyna krzyczeć!
— Nie zbliżaj się do mnie!
— Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy.
Po uspokojeniu dziewczyny pomaga jej wstać i wyprowadza ją z lochu. Pani Irena wraca z dziewczyną do kuchni. Marianowi na widok pobitej siostry omal serce nie staje. Podbiega do nich i bierze ją na ręce.  
— Co on ci zrobił?
Pani Irena wyciąga telefon i zamawia taksówkę na ulicę Kolumny 1, która po dłuższej chwili przyjeżdża. Marian zanosi ją do auta, po czym wsiada, zajmując miejsce obok siostry, a starsza kobieta siada obok kierowcy.
— Dokąd mam  was zawieźć?
Taksówkarz jest to pięćdziesięcioletni mężczyzna, w okularach z grubymi szkłami i czarnym wąsem, przez który przypomina suma.
— Do Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego ul. Pomorska 251 — odpowiada Irena.
Kierowca przekręca kluczyk w stacyjce i rusza. Po dotarciu na miejsce zatrzymuje się na parkingu przed szpitalem. Marian wyskakuje z auta i biegnie w stronę głównego wejścia, znikając w środku.
Pięć minut później wraca w towarzystwie pielęgniarki, która ma ze sobą wózek.
Pielęgniarka pomaga ciężarnej dziewczynie usiąść na wózku i rusza powoli w stronę szpitala, znikając za jego drzwiami. Marian razem ze starszą kobietą podążają za nimi. Po chwili znajdują się na korytarzu, a przed nimi są duże drzwi, nad którymi widnieje napis „Sala porodowa

Magda34

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminał, użyła 873 słów i 5131 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.