Szatan

SzatanWszystko zaczęło się od plagi, która zbierała krwawe żniwo wśród mieszkańców miasta Exalon. Niektórzy uważali, że to kara od Boga, inni starali się znaleźć jakieś inne, racjonalne wytłumaczenie.
Martwych wrzucano do specjalnie wykopanego dołu, lekarze starali się w jakiś sposób zwalczyć chorobę, ale bez skutku - coraz mniej osób było zdrowych.

Zwłoki leżały wszędzie, gniły na ulicach i w domach, ciężko było się na nie nie natknąć. Niektórzy nie mogli tego wszystkiego już znieść i popełniali samobójstwa, więc normalnym widokiem stało się patrzenie na ludzi, którzy wieszali się na drzewach, czy podcinali sobie gardła.  
Rodzice zabijali swoje dzieci, by te nie zaraziły się, by nie cierpiały, bo umieranie na tajemniczą zarazę było niezwykle bolesne. Całą skórę zarażonego pokrywały fioletowe bąble i miało się wrażenie, że skóra takiego człowieka po prostu gnije. Bąble często pękały i wtedy zarażona osoba się wykrwawiała, powoli, w męczarniach.
Wielu mieszkańców spotykało się w kościele, by modlić się do Boga o wybawienie, jednak modlitwy nie pomagały, było tylko gorzej. Nikt już nie wiedział co robić, martwych było coraz więcej. Choroba nie oszczędziła nawet zwierząt. Można było usłyszeć głośne psie skomlenie, gdy powoli umierały i nikt nie mógł im pomóc.
W końcu postanowiono spróbować czegoś innego, czegoś, czego nie próbowano jeszcze ani razu - Mieszkańcy postanowili po raz kolejny spotkać się w kościele, jednak tym razem nie chcieli modlić się do Boga, lecz do samego Szatana. Początkowo pomysł był krytykowany przez niektórych, jednak mimo wszystko postanowiono spróbować. W końcu gorszego piekła niż to na ziemi na pewno nie mogło być.
Poszli do kościoła w nocy, odwrócono krzyż. Wielu miało łzy w oczach, nie mogli uwierzyć, że naprawdę to się dzieje, ale działo się.
Nie bardzo wiedzieli w jaki sposób zabrać się do modlitwy, bo przecież nikt nigdy nie modlił się do Szatana. Postanowili po prostu robić to w podobny sposób jak z modlitwą do Boga, nic lepszego nie wpadło im do głowy. Zaczęli więc.

„Panie nasz Szatanie" - mówili „Proszę uratuj nas od klątwy tajemniczej zarazy, a będziemy ci posłuszni na wieki".
Owe słowa powtórzono jeszcze kilka razy po czym wszyscy udali się do swoich domów i czekali na to co miało się wydarzyć.
Jak się okazało długo nie musieli czekać, bo już następnego dnia dało się zauważyć poprawę u niektórych zarażonych. Odzyskiwali dawne kolory, bąble znikały i... Czuli się po prostu lepiej. Widząc poprawę znowu udano się kościoła, by podziękować Szatanowi za uzdrowienie i prosząc go o to, by raz na zawsze zakończył te przerażającą zarazę.
Nazajutrz wielu czuło się dużo lepiej, zaraza zaczęła powoli znikać. Mieszkańcy byli szczęśliwi, czuli niesamowitą ulgę, że oto wszystko dobrze się skończyło i więcej nie będą musieli cierpieć. Nie myśleli wtedy o tym, czy Szatan będzie chciał od nich jakąś zapłatę, liczyło się tylko to, że zaraza znikała, a zarażeni wracali do zdrowia.

Gdy minął miesiąc, po zarazie nie było już śladu i mimo że wiele osób zginęło ludzie w jakiś sposób wrócili do normalności wspominając wszystkich tych, których już z nimi nie było. Raz w tygodniu udawali się do kościoła by oddać cześć Szatanowi, który uratował ich od strasznego końca.
Uznano, że najlepiej będzie wybrać kobietę, która mogłaby pełnić funkcję kapłańską w kościele Szatana i tak oto pastorką została Amelia - ciemnowłosa kobieta, do tego dość młoda, która posiadała sporą wiedzę na temat Boga i Szatana, poza tym... Wszyscy bardzo Amelię lubili.
Po dziesięciu miesiącach od końca zarazy ludzie już w ogóle o niej nie mówili. Wciąż chodzili do kościoła, ale wszystko to co się wydarzyło już powoli zaczynało zacierać się w ich umyśle, a poza tym... - W mieście znowu zaczęły rodzić się dzieci.
To były dla mieszkańców niezwykle wesołe nowiny, bo wiele osób myślało, że po tym wszystkim dzieci już nie pojawią się w ich mieście, w końcu zaraza mogła w jakiś sposób zniszczyć zdolność rozmnażania się, a tu proszę - taka miła niespodzianka.

Nowo narodzone dzieci oczywiście zostały ochrzczone ku chwale Szatana, żeby mogły wiernie służyć mu podczas swojego pobytu na ziemi, jednak wtedy.... Wtedy znowu zaczęło coś się dziać...

Któregoś dnia jedna z mieszkanek i szczęśliwa mama Mary zobaczyła na podłodze swojego domu coś, co dość mocno ją zaniepokoiło i od razu obudziła swojego męża.
- Adam -     mówiła do niego potrząsając nim - obudź się - dodała.
- O co     chodzi? - zapytał mężczyzna przecierając zaspane oczy.
- Zobacz -     wskazała na podłogę - co to jest?
Adam spojrzał w kierunku w którym wskazywała Mary.
- Wygląda jak... Ślady kopyt, wypalone ślady kopyt - odpowiedział teraz     już całkiem rozbudzony.
- Ale...     Skąd one się tutaj wzięły? - Mary była przerażona.
- Nie mam     pojęcia.
Adam wstał z łóżka i podszedł do jednego ze śladów. Powoli nachylił się nad nim i dotknął. Ślad był gorący, co zaniepokoiło go jeszcze bardziej.
- Trzeba     komuś o tym powiedzieć - stwierdził od razu Adam - być może     istnieje jakieś racjonalne wytłumaczenie...
- Samuel! -     krzyknęła nagle Mary i od razu pobiegła w stronę pokoju swojego     syna. Z niezadowoleniem zauważyła, że ślady prowadzą w jego     stronę.
Otworzyła drzwi i weszła do środka rozglądając się niespokojnie. Podeszła do kołyski Samuela, ale... Dziecka w niej nie było, kołyska była pusta.
- Gdzie on     jest?! - krzyczała kobieta - gdzie moje dziecko!
- Samuel?! -     krzyczał Adam chodząc po całym domu. Nie bardzo wierzył w to, że     niemowlak mógł sam wyjść z kołyski i gdzieś sobie pójść,     ale to dawało mu nadzieję na znalezienie syna.
- Samuel! -     Mary dołączyła do niego i również wołała dziecko, które nie     odpowiadało.
Szukali chłopca po całym domu, ale nigdzie go nie znaleźli. Gdy wyszli na zewnątrz zauważyli ich sąsiedzi, którzy od razu zainteresowali się tym, co mogło się wydarzyć.
- Co się     dzieje? - zapytał chudy mężczyzna Jan podchodząc do Adama i Mary.
- Nasz syn,     Samuel... Zniknął, a w domu pojawiły się dziwne ślady.
- Dziwne     ślady? - Jan wyglądał na zaniepokojonego i poszedł do domu     swoich sąsiadów.
On również dotknął wciąż gorący ślad kopyta i to przeraziło go.
- Bardzo     dziwne - stwierdził - myślę, że... Najlepiej będzie     powiadomić o tym wszystkim pastorkę Amelie, ona na pewno coś na     to poradzi.
I tak właśnie zrobiono . Pastorka pojawiła się na miejscu bardzo szybko i zaczęła przyglądać się śladom.
- Nie ma     żadnych wątpliwości - odezwała się - to Szatan, nikt inny     nie mógłby czegoś takiego zrobić - mówiła spokojnie wyraźnie     podekscytowana.
- Ale...     Dlaczego? Dlaczego zabrał nasze dziecko? - zapytała Mary płacząc.
- Być może     was wybrał, być może wasze dziecko było dla niego... Wyjątkowe,     dlatego postanowił zabrać je do siebie. Powinniście się cieszyć,     to... Niezwykłe wyróżnienie - mówiła kobieta i wyglądała na     bardzo szczęśliwą.
- Wyróżnienie?     Nie chcę go, chcę odzyskać swoje dziecko! - krzyknęła Mary.
- To     niestety już nie będzie możliwe. Wasze dziecko jest już w innym     świecie - odparła Amelia.
Mary Tylko spojrzała na nią z nienawiścią w oczach po czym uciekła do pokoju swojego syna i zaczęła płakać. Adam poszedł za nią mając nadzieję, że w jakiś sposób uda mu się uspokoić żonę, jednak Mary wcale nie zamierzała się uspokoić, nic z tego nie rozumiała.



Przed domem Mary i Adama zgromadziło się jeszcze kilka osób, którzy chcieli sprawdzić co się w ogóle dzieje. Teraz jednak wszyscy, a była to grupa około dziesięciu osób, uklękli i zaczęli modlić się do Szatana. Pastorka im przewodziła i każdy uznał, że w tym momencie jest to najlepsze co mogli zrobić.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Ciekawy  pomysł.  Zestaw na tak . Czekam na więcej.

  • dovio

    @AnonimS Dzięki za komentarz! :)
    Kolejna część pojawi się już wkrótce i mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. Pozdrawiam :)