Psychopatyczna idelaność cz. 8

Cz. 8
- Aaaa!- Zapiszczałyśmy obie, kiedy telefon w jego ustach nagle zaczął dzwonić…  
- Boże, co robić?- Pytałam na głos siebie.
- Ja tego nie odbiorę- powiedziała Ania cofając się coraz dalej w tył.
- Bierz latarkę i spadajmy w stąd.
- Znowu? I kolejny raz natrafimy na jakiegoś trupa? Boże, mamo, co ty takiego zrobiłaś?
- No nic nie zrobiłam!
- I skąd on wie, gdzie pójdziemy? To wszystko jest jakieś porąbane.
- Tylko nie wpadaj w histerię Aniu.
Szok był dla niej tak ogromny, że przechadzała się w kółko po pokoju starając się nie słyszeć dzwoniącego telefonu w ustach trupa.
- W histerię? Ja wpadam w histerię? Żartujesz sobie, czy co? Chcesz obie nas pozabijać?
- Co? Co ty bredzisz?
Telefon przestał dzwonić, jednak potem nadal coś brzęczało w oddali.
- Komórka! Dzwoni moja komórka!
- Świrujesz, czy co?
- Nie, nie, nie. Daj mi tę latarkę. Ty tu zostań, a ja pobiegnę po telefon.
- Mamo, ty żartujesz, czy jak? Ja mam tu zostać? Sama?
Nie czekałam na dalsze histerie, tylko wyrwałam jej latarkę z dłoni i przyświecając ją sobie pod nogi, zbiegłam schodami do piwnicy, póki wciąż słyszałam wibrację mojego telefonu. Leżał zaraz obok węgla.
- Numer zastrzeżony.
- Halo?
- Ooo, widzę, że tym razem sama postanowiłaś odebrać.
Tan głos był mi znajomy.
- Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?!
- Och nie denerwuj się. Wyjmij lepiej z dłoni kawałek szkła, bo inaczej będzie się paprało…
Spojrzałam na swoją dłoń i przyświeciłam na nią latarką odsuwając telefon na chwilę od ucha. Faktycznie coś tam tkwiło, choć krwawienie trochę ustało.
- Zostaw nas w spokoju- wykrzyczałam do telefonu oglądając się wokół siebie, czy jestem tu sama.
- Och, jak miło, że się troszczysz o Anię. To dobre dziecko, prawda? I całkiem przypadkiem wciąż cię krzywdzi.
- Czego od nas chcesz?!- Wydarłam się i zaczęłam iść w stronę schodów na górę.
- No, teraz, to już chyba niczego- zaśmiał się.- Mamo!- Usłyszałam głos Ani w tle, więc rzuciłam się pędem do góry, lecz przed samym nosem mi się zatrzasnęły. Szarpałam klamkę i waliłam w nią pięściami, lecz ani drgnęła.
- Nie rób jej nic złego, słyszysz?!
- Grozisz mi? Nie bądź śmieszna. Przecież sama już nie wiesz, co o tym wszystkim myśleć. A na dodatek wydaje ci się, że znasz mój głos.
- W co ty pogrywasz? Czym ci zawiniłam? O co ci chodzi? Nie możesz zostawić nas w spokoju?!
Zaśmiał się.
- To ty piszesz opowiadania moja droga.
- Nie ja, tylko mój szef! To on mi podkłada pomysły, a ja je tylko opisuję.
- Czyli dokładnie jak ja moja droga. Ktoś mi podkłada pomysły, a ja je tylko realizuję.
W tle usłyszałam jak trzaskają drzwi, więc zbiegłam na dół i podciągnęłam się, aby ujrzeć jak samochód z moją córką odjeżdża z podjazdu domu, gdzie byłam zamknięta w piwnicy.
- Zostawcie moją córkę!- Wydarłam się na głos potykając kolejny raz o przewrócone wcześniej krzesło.
- Aaa! Choleeera!!!
Telefon znów wypadł mi z ręki, lecz tym razem się nie wyłączył. Za to w tle znów usłyszałam tą okropną piosenkę:
Wielbiłem ciebie przez całe dni,
Całusy swoje słałaś ty mi,
Mówiłaś kocham przez cały czas,
Choć gdzieś tam w środku zdradziłaś nas…

Odłączył się.
- Cholera! Cholera! Cholera! Ania!!!
Darłam się niepotrzebnie dając upust swojej złości. Zamiast walczyć, tylko pogrążałam się w rozpaczy. Nic już nie było takie samo jak dawniej. Wszystko zupełnie bez sensu toczyło się dookoła mnie. Miałam wrażenie, jakby ktoś wyrwał mnie z kontekstu i ustawił w jakimś innym opowiadaniu, gdzie zupełnie nie potrafiłam się odnaleźć. Nic, co działo się do tej pory nie miało najmniejszego sensu. A na dodatek wciąż mocno bolała mnie ręka.
Weź się w garść! Weź się w garść! Krzyczało coś wewnątrz mnie. Próbowałam się poruszyć, aby sprawdzić, czy mogę chodzić. Plecy bardzo mocno mnie bolały, a do tego teraz i tyłek, lecz chyba oprócz tego byłam cała.
Ania…
Musiałam odnaleźć Anię. Nic w tej chwili nie powinno się dla mnie liczyć, oprócz mojego dziecka.
Podniosłam się stękając z wysiłku i bólu. Latarkę wciąż miałam z dłoni, więc oświeciłam sobie nią pomieszczenie, aby znaleźć telefon. Jest. Leżał niedaleko mnie, tuż przy kartonach. Podniosłam go i schowałam do kieszeni. Potem przesunęłam dwa pełne kartony, chyba z jakimiś ciuchami i ustawiłam je pod oknem. Z jednego, z pod spodu coś sterczało, więc to pociągnęłam. To była jakaś chusta. Bez zastanowienia zawinęłam ją sobie wokół rany, która co jakiś czas krwawiła. Prawdopodobnie było tam jakieś szkło, ale nie miałam teraz czasu się nim zajmować. W międzyczasie prosiłam Boga o dodatkowy rozum, aby pomógł mi rozwiązać zagadkę porwania Ani. A kiedy byłam gotowa, wspięłam się na kartony i podłożyłam pod okno kawałek drewna, aby się nie zamknęło, kiedy przez nie wychodziłam.
Aby zrozumieć cokolwiek z tego wszystkiego musiałam najpierw zacząć od początku. A w każdych moich opowiadaniach wszystko miało swój początek, już na początku opowiadania.
Musiałam jak najszybciej wrócić do domu. Do mojego domu. Musiałam wrócić i przestudiować wszystkie moje opowiadania od początku. Coś mi podpowiadało, że skoro rozmówca nie lubił moich opowiadań, to znaczyło, że mógł je wykorzystać do zemszczenia się na mnie, choć nie mogłam zrozumieć, po co. Czym komuś zagrażałam, skoro tak naprawdę nigdy muchy w życiu nie skrzywdziłam?
I dlaczego ktoś czepiał się Ani?
Co ona miała z tym, wszystkim wspólnego?
Idąc drogę w stronę domu byłam wściekła i pełna werby. Nikt nie zna uczucia kobiety, kiedy ktoś krzywdzi jej ukochane dziecko .I nikt też nie ma pojęcia, do czego taka kobieta może być zdolna…

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii horror i thrillery, użyła 1141 słów i 5904 znaków.

1 komentarz

 
  • nienormaln@&

    Czekam na kolejną część Opowiadanie jest super!  Chcę dać omotkę, ale się nie da...

  • Obca

    @nienormaln@& heh nie szkodzi ;)

  • zakręconaa@07!

    @nienormaln@&amp to moje dwa nicki bo mam dwa telefony.