Barwy Munduru – Rozdział 5

Niemiecki obóz jeniecki Oflag IV C – położony w niewielkiej miejscowości Colditz oddalonej około 40 km od stolicy Saksonii – Drezna. Październik 1939 roku.

Kiedy komendant pułkownik Hermann von Knotte wjeżdżał na teren obozu, od razu zorientował się, że coś jest nie tak. Tuż przy wejściu do budynku, w którym mieściło się kierownictwo obozu, parkował mercedes, a obok stało kilku oficerów. To nie wróżyło niczego dobrego.
“Jasna cholera, znowu jakaś kontrola”, pomyślał i wolno podjechał za mercedesa. Kiedy wysiadł, podszedł do niego starszy człowiek w mundurze pułkownika Wehrmachtu.
— Pułkownik Hans Kepler Abwehra. Jak myślę komendant tego obozu? — Jego twarz nie wyrażała niczego. Widać było, że to stary as albo wywiadu, albo kontrwywiadu. Knotte od razu wiedział z kim ma do czynienia. To byli bardzo niebezpieczni ludzie i dlatego postanowił mieć się na baczności. Z wywiadem nigdy nic nie wiadomo.
— Tak. Pułkownik Hermann von Knotte. Zapraszam do środka!
Ruszył powoli na schody prowadzące do Zamku. Za nim jak cień podążał Kepler. Kiedy już znaleźli się w gabinecie komendanta, ten wyciągnął z szafy koniak i nawet nie pytając swojego gościa, polał w dwa piękne kryształowe kieliszki będące zapewne częścią zamkowej zastawy.
Gość bez problemu przyjął kieliszek i smakując, wypił nie więcej jak połowę.
— W czym mogę pomóc wywiadowi? — Knotte usiadł za swoim biurkiem.
Kepler podziękował za koniak i opisał komendantowi cel jego wizyty w oflagu.
Komendant pokiwał głową ze zrozumieniem. Rzeczywiście ludzie, których szukała Abwehra, mogli być w jego obozie. Tu byli zarówno generałowie, pułkownicy jak też oficerowie niższych szarż. Czy akurat ci, których szukała Abwehra, nie wiedział, ale to tylko problem logistyczny, żeby znaleźć oficerów 11 Brygady Kawalerii, o których pytał Kepler.
— Zaraz rozkażę poszukać w naszych aktach, czy mamy tu oficerów z tej brygady, co nie będzie żadnym problemem. Istnieje segregacja więźniów według armii, a nawet pojedynczych jednostek! — Po tych słowach podniósł słuchawkę i wydał kilka poleceń swoim podwładnym. W ciągu kilku minut jego adiutant przyniósł i położył na stole kilka teczek. Knotte otwierał każdą po kolei, powoli czytając dokumenty w nich zawarte. Po kilku minutach odłożył papiery.
— Panie pułkowniku, myślę, że najbardziej zainteresuje was osoba majora Karola Lote. To oficer sztabowy 11 Brygady. Co ciekawsze jego ojciec był kapitanem Reichswery, walczącym na froncie zachodnim w I wojnie światowej, gdzie dostał nawet Krzyż Żelazny II stopnia za odwagę. Nazywał się Henryk Lotte. Jego syn po prostu zmienił nazwisko na Lote, tak aby nie było zbyt niemieckie.
Kepler pokiwał ze zrozumieniem głową, po czym zaczął spokojnie przeglądać teczki. Trwało to dobre kilka minut. W końcu odłożył dokumenty na stół.
— Dziękuje. Rzeczywiście ten oficer może nam pomóc, a fakt, że jego ojciec był niemieckim oficerem, zasługuje na uwagę. Chcielibyśmy poprosić – tu specjalnie użył tego słowa, choć mógł po prostu wydać rozkaz – o kwatery dla mnie i moich oficerów.
— Oczywiście panie pułkowniku. Zamek jest duży i starczy miejsca dla wszystkich.
Kepler pokiwał głową, ale zaraz wyraz jego twarzy zmienił się nie do poznania.
— Niestety mamy jeszcze jeden problem! Za kilka dni pojawi się u pana grupa dochodzeniowa z SS pod kierownictwem kapitana Alfreda Spilkera, która szuka dokładnie tego samego co my. To są bardzo niebezpieczni ludzie, mający rozkazy od samego szefa RSHA Heydricha. Jak znam życie, będą krzyczeć i domagać się wszystkich dokumentów, które pan tu ma. Mając to na uwadze, proponuje, żeby mi pan przekazał owe teczki. To spowoduje, że będzie pan mógł spokojnie odpowiedzieć temu oficerowi SS, że wszelkie dokumenty przejęła Abwehra. Jak widzę, jest pan podobnie jak ja potomkiem niemieckiej szlachty i tacy jak my, powinniśmy trzymać się razem przeciwko tej hołocie z SS.
Knotte uśmiechnął się, choć ten uśmiech trudno było uznać za ciepły. To była ostra zagrywka wywiadu wojskowego, ale dla niego wręcz idealna. Nie mógł jednak nie zapytać.
— A nie boi się pan reakcji SS na taki obrót sprawy? Przecież oni się wściekną?
Kepler nie od razu odpowiedział. Udawał, że przegląda dokumenty. Jednak po dłuższej chwili odpowiedział.
— To postawienie naszej sprawy na ostrzu noża. Ja jednak mam pełne poparcie admirała Canarisa, który postawił przede mną zadanie i zapewnił, że mogę zrobić wszystko, co pozwoli mi te dokumenty odzyskać – po tych słowach ściszył głos do szeptu.
— Tym „Panom z Czarnego Zakonu” wydaje się, że mogą wszystko, ale jak na razie to sprawa Abwehry, a nie SS. Rozumiemy się?
Tym razem to Knotte uśmiechał się szczerze.
— Oczywiście panie pułkowniku — Komendant jak większość starych pruskich oficerów szczerze nienawidził wszechwładzy SS. Uważał ich za bandę kretynów, która nie dość, że nie ma odpowiednich kompetencji, to jeszcze uważa się za coś lepszego — O mnie proszę się nie martwić. Mój kuzyn generał Gerd von Rundstedt, z którym jestem w bardzo dobrych stosunkach pomoże mi, gdyby ktoś chciał mi zaszkodzić.
Keplerowi twarz się rozjaśniła szerokim uśmiechem.
— Von Rundstedt to pański kuzyn! No to mamy szczęście, bo generał cieszy się zaufaniem naszego wodza. Dziękuje za pomoc i proszę o kwatery dla naszych ludzi.
— Z tym nie będzie problemu, bo zamek ma wiele niewykorzystanych pokoi. Zapraszam. Zaraz jeden z moich ludzi wskaże panom kwatery.
Kiedy goście udali się do swoich kwater von Knotte wygodnie rozsiadł się w fotelu. Nalał sobie tym razem cały kieliszek i wypił na raz.
“Ciekawe”, pomyślał , “Tu się zapowiada całkiem niezła wojenka”. Z jednej strony wywiad wojskowy, z drugiej niemal wszechwładne SS. A do tego jeszcze Heydrich. Pułkownik co prawda nie miał okazji poznać tego człowieka osobiście, ale w rozmowach choćby z Rundstedtem słyszał, jak generał narzekał na niego. To był podobno jeden z największych skurwysynów w całej SS.    Nie bał się nikogo, a do tego Führer miał do niego słabość i bardzo często go chwalił jako idealnego aryjskiego oficera. Reinhard korzystał z tego i coraz bardziej poszerzał swoją władzę, daleko już wykraczającą nawet poza SS. A co do Abwehry to nie było żadną tajemnicą, że Heydrich chce przejąć wywiad wojskowy i włączyć do SS. Na razie mu się to nie udawało, ale widać było, że Heydrich i Canaris to dwa Tygrysy na tym samym wybiegu. W końcu jeden drugiego zagryzie.

Następny dzień rano. Barak C. Sierżant Schulze otworzył drzwi i pewnym krokiem wszedł do środka. Rozejrzał się i krzyknął.
— Major Karol Lote natychmiast do komendanta! — Po tych słowach stanął i czekał.
Po dłuższej chwili z jednego z łóżek stojących pod oknem podniósł się oficer i powoli wstał. Na jego twarzy widać było zaskoczenie. Kiedy już znalazł się obok podoficera, cicho zapytał:
— Sierżancie, wie pan, o co może chodzić ?
Schulze był znany ze swojego normalnego podejścia do więźniów i teraz major chciał to wykorzystać.
— Do obozu przyjechała Abwehra i pewnie oni coś od pana chcą.
Słysząc to,  Lote poczuł, jak zimny pot oblewa go po plecach.
— Czego może chcieć wywiad wojskowy? — Kiedy wychodził za sierżantem przez jego umysł niczym stado oszalałych bawołów przelatywały setki myśli. Nie był nikim ważnym. W obozie byli generałowie, pułkownicy, a on był tylko majorem i to jeszcze niezwiązanym ani z wywiadem, ani z kontrwywiadem. Niestety nic konkretnego nie przyszło mu do głowy.
Kiedy wszedł do jednego z pokoi udostępnionych Keplerowi przez komendanta, zobaczył siedzącego za biurkiem niemieckiego oficera.
— Melduje się major Karol Lote.
Oficer Abwehry spojrzał na polskiego oficera. Jego wzrok przeszywał Polaka niczym wiertło. Przez dłuższą chwilę, która wydawała się majorowi co najmniej godziną, patrzył mu w oczy, po czym rzekł spokojnym, ale pewnym siebie głosem.
— Panie majorze, chciałbym z panem porozmawiać jak oficer z oficerem. Pan był jednym z tych, którzy do końca byli razem z żołnierzami 11 BK prawda?
Lote przytaknął i patrzył na oficera, nie rozumiejąc, do czego ten zmierza. To prawda. Był z nią aż do końca, czyli do 22 września, kiedy to resztki brygady okrążone ze wszystkich stron poddały się, nie mając już ani amunicji, ani nie widząc sensu dalszej walki. Nie wiedział, dlaczego akurat ta sprawa interesuje oficera Abwehry.
— Tak myślałem — Choć wcale to nie była prawda. Pułkownik strzelił na oślep i trafił w dziesiątkę. Nie było to zbyt trudne, bo Lote jako członek sztabu brygady mógł być tam do końca.
— Czy przypomina pan sobie taką sytuację z 18/19 września, kiedy do waszej brygady przybył oficer sztabu generalnego?
Kapitan spojrzał zaskoczony na oficera Abwehry. Oczywiście pamiętał to zdarzenie, ale nie miał wcale zamiaru mówić tego Niemcowi.
— Panie pułkowniku, niczego takiego nie pamiętam.
Kepler uśmiechnął się, jakby spodziewając się takiej odpowiedzi.
— Panie majorze, spodziewałem się takiej odpowiedzi. Tak panu podpowiada honor, który wy Polacy cenicie sobie bardzo. Jednak proszę mnie uważnie posłuchać. Ja jestem oficerem z dawnej pruskiej szkoły i nie mam zamiaru stosować wobec pana żadnych tak mówiąc ogólnikowo specjalnych technik przesłuchania, czyli tortur. Jednak za dwa, trzy dni przyjedzie tu do obozu specjalna grupa oficerów SS, którzy szukają tego samego co my. Oni nie będą się z panem patyczkować, nie będą prosić. Kiedy odmówi pan odpowiedzi na ich pytania, wezwą tu paru osiłków z Gestapo a ci wezmą się za pana. Będą bić, razić prądem, zrywać paznokcie, wlewać do ust litry wody itd. a do tego nie dadzą panu spać przez wiele godzin. Po dwóch dniach będzie pan żywym trupem, a oni dalej będą się nad pańskim ciałem znęcać. Tak działa SS. My nie stosujemy zazwyczaj takich okrutnych tortur, choć czasami nie mamy wyjścia. Może pan tego uniknąć, przekazując mi to, co pan wie. Mało tego, przeczytałem z pańskich akt, że pana ojciec był oficerem niemieckiej armii w czasie I wojny światowej. Z tego, co tu widzę w 1918 roku, był już kapitanem odznaczonym między innymi Krzyżem Żelaznym II klasy. To oznacza, że może pan spokojnie prosić o niemieckie obywatelstwo, co daje panu spore możliwości.  Nie chcę odpowiedzi już teraz, proszę sobie to wszystko przemyśleć i powiedzmy jutro rano dać mi znać. To wszystko jest pan wolny.

Dodaj komentarz