Reboot

Zapraszam do lektury opowiadania nawiązującego w przewrotny, mam nadzieję sposób, do opublikowanej jakiś czas temu powieści "Pani Dwóch Krajów".

Reboot – termin z dziedziny teorii filmowej, określający film podejmujący tematykę wcześniejszego bądź wcześniejszych filmów z serii, niebędący jednak ich bezpośrednią kontynuacją ani prequelem. Jest to film rozpoczynający nową serię opowiadającą o konkretnej postaci lub wprowadzającą znany wątek. Termin używany także w odniesieniu do innych mediów, np. gier komputerowych.


                                        Reboot

     Marmurowe płyty posadzki prywatnej sali audiencjonalnej wypolerowano w sposób tak doskonały, że odbijały światło niczym kosztowne zwierciadło z brązu. Dzięki temu więzień, który od chwili, gdy rzucono go do stóp tronu nie ośmielił się unieść spojrzenia, mógł ujrzeć zarys zasiadającej na nim postaci Pani Górnego i Dolnego Kraju, Królowej Królów, Władczyni Niebios i Ziemi, Dawczyni Życia i Światła, Żywego Obrazu Izydy Na Ziemi – przynależne Najwyższej tytuły mógłby długo wyliczać bez najmniejszego zająknięcia. Dostrzegł władczy ruch dłoni, którym w milczeniu odesłała straże. Jego samego zaszczyciła nie tylko kolejnym, zdecydowanym gestem, ale również wypowiedzianym bezpośrednio rozkazem.
     - Zbliż się, niewolniku!
     Oczywiście, nie oznaczało to pozwolenia powstania choćby do pozycji klęczącej, zresztą skute na plecach dłonie oraz krótki łańcuch łączący je z kajdanami na kostkach nóg wykluczały jakąkolwiek próbę uniesienia się z pozycji hołdownika. Pozostawało tylko pełzanie po kamiennych płytach, nadal chłodnych, pomimo padającego na nie blasku porannego słońca. Naga skóra, zwilżona potem wywołanym przez pomieszany z podnieceniem niepokój, przywierała do marmuru i nie ułatwiała zadania. Poruszał się z trudem, dopiero po pewnym czasie dotknął czołem krawędzi najniższego stopnia podestu, na którym ustawiono tron. Odważył się unieść nieco głowę i obsypał pocałunkami kamień, po którym zapewne niedawno stąpała Najdostojniejsza.
     - A więc to ty jesteś tym młodszym kapłanem, który ośmielił się układać o Mojej Osobie wyuzdane i bluźniercze wiersze?
     - Ty wiesz, o Najpotężniejsza z Władczyń.
     - Wiem też o tym, że całowałeś kamienne stopy Moich posągów.
     - Oddawałem cześć Najwspanialszej z Bogiń.
     - Nie ograniczałeś się do samego składania hołdów. Przyłapano cię w chwili, gdy przyciskając nabrzmiałą łodygę do twardego kamienia tryskałeś przy takiej okazji niczym knur albo dawno niewydojona krowa.
     - Wybacz, o Najwyższa z Bogiń.
     - Nie potrzebuję i  nie życzę sobie takich objawów czci. Zostaniesz ukarany.
     - Wybacz, o Najjaśniejsza.
     - Nie zasługujesz na łaskę Władczyni! Nie po czymś takim. Jak śmiałeś potraktować w ten sposób Moje posągi? Wykorzystywać do zaspokajania swoich nędznych popędów. Wykorzystywać ukradkiem i samowolnie wyobrażoną w nich Moją Własną, Boska Osobę. Niczym zakradający się do cudzego domostwa złodziej. Jak mam się czuć  jako Królowa, Bogini i Kobieta?
     Nie znalazł odpowiedzi, zaskoczyła go jednak.
     - Pozwolę ci może błagać o wybaczenie, jeżeli uczynisz to bez pośrednictwa posągów i w blasku dnia. I jeżeli uczynisz to przekonująco. A twoją karą niech będzie to, że przypełzniesz teraz do Moich własnych stóp. Po tych stopniach, niewolniku. Wątpię, by okazały się równie wygodne dla twojego berła jak podesty posągów. Ruszaj!
     Wykonanie rozkazu nie przyszło łatwo. Stopni doliczył się sześciu, na szczęście niezbyt wysokich, za to względnie szerokich. Z trudem wpełznął na pierwszy, drugi, trzeci... Z czołem przyciśniętym do czwartego zatrzymał się, potrzebując chwili odpoczynku. Marmur okazał się wypolerowany równie doskonale, jak kamienie posadzki. Załamywał jednak światło w inny sposób, dlatego nie dostrzegł, że Najdostojniejsza sięgnęła po bicz, jedną z oznak Jej władzy. Ogniste smagniecie przez skute dłonie, ramiona i plecy stanowiło więc zaskoczenie.
     - Pospiesz się, sługo. Jestem wprawdzie Boginią, ale nie mam dla ciebie wieczności.
     Piąty, szósty podest. Ujrzał  wreszcie bezpośrednio Jej stopy, piękne i nieskazitelne. Stopy kobiety, która nie musi przejmować się kurzem, stąpa bowiem po marmurach i kobiercach, albo też jest noszona w lektyce. Zadbane paznokcie pomalowano starannie złocistą farbą, czy też raczej pokryto jakąś lepką substancją i posypano drobinami prawdziwego złota. Zaraz się przekona, jeżeli właściwie zrozumiał słowa Królowej. Zwrócił też uwagę na eleganckie, złociste sandałki, które nałożyła na stopy. Unosiły pięty na wąskich, wysmukłych obcasach, zakończonych metalowymi główkami. Zapragnął usłyszeć ich muzykę na marmurach posadzki, nade wszystko zaś poczuć chłodny dotyk na własnym karku, silny i groźny, sprawiający ból oraz podkreślający Jej władzę nad korzącym się przed tronem Boskiej Pani niewolnikiem. Z jakiegoś powodu wydało mu się to szczególnie istotne. Być może za chwilę pragnienia te zostaną zrealizowane.
     - Błagam o wybaczenie, o Najpotężniejsza z Królowych i Najwspanialsza z Bogiń.
     Nie cofnęła stóp, zbliżył więc usta do jednej z nich, zamierzając musnąć wargami intrygujący, złocisty proszek nałożony na paznokcie. Nie zdążył  już  jednak tego uczynić. W oddali rozległ się cichy odgłos gongu, który trwał i nabierał mocy. Po chwili obraz stóp Władczyni, zresztą również tronu, marmurowej posadzki i całej sali audiencjonalnej zaczął się zamazywać, by następnie rozpłynąć w szarej mgle.

                              ***

     Ustępująca powoli dezorientacja sprawiła, że dopiero po chwili zrozumiał, co się stało. Wyćwiczonym, dobrze znanym ruchem sięgnął dłońmi krawędzi hełmu i zdjął z głowy napakowany elektroniką interfejs. Na miejscu egzotycznej, pełnej przepychu sali tronowej pojawił się jakże znajomy, prozaiczny widok pracowni. Niestety, zmianie uległo również towarzystwo. Zamiast Boskiej Osoby Niezrównanej Amaktaris Wspaniałej, Pani Górnego i Dolnego Kraju, dostrzegł nieporównanie mniej atrakcyjną postać szefa projektu. Nie ukrywał nawet, że to on, korzystając z przysługującego mu kodu dostępu,  wylogował podwładnego z symulacji.
     - Nadal zajmujesz się jeszcze „Pierwszą audiencją”, Raf?
     - Dopracowywałem pewne drobiazgi, Kurt.
     - Nie ma potrzeby, abyś tracił czas na ten stary program. Sprzedaje się dobrze, ale nie jest perspektywiczny. Ten segment rynku wyczerpuje powoli swój potencjał. Wystarczy, jeżeli co jakiś czas wprowadzimy nową wersję tej czy innej sceny albo dodamy jakiś upgrade.
     - Pracowałem właśnie nad takim upgradem.
     Istotnie, wprowadził  zmiany w sposobie malowania paznokci oraz projekcie sandałków Królowej, wydłużając i wysmuklając obcasy, a także dodając tym ostatnim metalowe zakończenia. Zrozumiał teraz, dlaczego podczas niedawnej symulacji zwrócił na te elementy szczególną uwagę.
     - Powtarzam, szkoda twoich talentów, Raf. To dobre dla jakiegoś wyrobnika. Nie za to ci płacimy.
     „Moje talenty.” - Pomyślał  zgryźliwie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że rozmienia je na drobne, pracując w tej szmatławej firmie, zajmującej się produkcją wirtualnych gier oraz wszelkiego rodzaju symulacji VR, z erotycznymi na czele. Płacili jednak bardzo dobrze, a nawet lepiej niż dobrze. Na podobne zarobki nie mógłby liczyć w żadnym renomowanym instytucie badawczym, z którymi wiązał kiedyś plany kariery. A nadto, nie kto inny, tylko właśnie „Dreams Vision Corporation” wykupiła prawa do wykorzystywania i przetwarzania w swoim stylu materiałów zaczerpniętych z powieści i serialu „Pani Dwóch Krajów”, którego czwarty sezon bił aktualnie rekordy popularności. Postarał się o przydział do tego konkretnego projektu. Gdyby tylko nie zarządzał nim ten cały Kurt Cyclone... Zmienił pozycję w fotelu, starając się ukryć ślady niedawno doznanego wzwodu.
     - Analizy marketingowców wskazują, że czas już odświeżyć i rozszerzyć ofertę, wprowadzić coś zupełnie nowego, co przyciągnie większą, pozaniszową klientelę – kontynuował Kurt.
     - Sam powiedziałeś, że  dotychczasowe symulacje sprzedają się dobrze.
     - To prawda. I dużo w tym twojej zasługi. Prawa licencyjne kosztowały nas jednak grube miliony i musimy zarobić znacznie więcej, niż dotychczas. Potrzebujemy czegoś, co przyciągnie masowego klienta, prawdziwych mężczyzn. I prawdziwe kobiety, jeżeli już o to chodzi.
     - Co konkretnie masz na myśli?
     - Zamiast tych ckliwych kawałków z Neferem liżącym stopy królowej damy klienteli prawdziwy, mocny seks. Twardych, nawet brutalnych facetów, którzy wiedzą, jak traktować kobiety, by czerpać z tego maksymalną rozkosz. I dać ją przy okazji również samym kobietom. Nie uznajemy przecież żadnej dyskryminacji. Większość z nich pragnie właśnie czegoś takiego: silnego mężczyzny, zniewolenia, dominacji, gwałtu. I my damy im to wszystko, w scenerii starożytnej, opartej na popularnym serialu. To z pewnością chwyci. Zwłaszcza, jeżeli aranżacją symulacji zajmie się ktoś z twoimi umiejętnościami.
     - Czy pozwala na to nasza licencja? Idea wydaje sprzeczna z klimatem pierwowzoru.
     - Konsultowaliśmy się już z działem prawnym. Dla sądu liczy się litera, a nie taki czy inny klimat. Jeżeli utrzymamy się w ogólnej konwencji, tu i owdzie trochę ją naciągając, wszystko zmieści się w granicach wyznaczonych przez zapisy umowy. Mamy prawo do twórczej interpretacji zakupionego materiału. Po prostu, zrobimy coś w rodzaju rebootu.
     - Skoro tak mówisz, Kurt...
     - Nie tylko ja. Przekonałem już Ariadnę, zgoda Zarządu to tylko formalność.
     „Ciekawe, czy zrobiłeś to w łóżku?” - Plotki o romansie Kurta Cyclone z posiadaczką niedawno odziedziczonego, większościowego pakietu akcji, krążyły od pewnego czasu po wszystkich wydziałach. Starał się nie zwracać na nie większej uwagi. Jak ona mogła wykazać się tak fatalnym gustem?
     - Oto kod dostępu do wstępnego szkicu pierwszej symulacji z nowego cyklu. Nadaliśmy jej roboczy tytuł „Bunt niewolników”. - Czyżby sugerował, że wymyślili to razem z panią prezes? Może nawet w tym samym łóżku? - W ogólnych zarysach wygląda to tak: królowa przybywa do jakiegoś położonego na zadupiu myśliwskiego pałacyku, powiedzmy w pustynnej oazie, większość żołnierzy rozsyła w celu zorganizowania nagonki, tymczasem w niedalekiej kopalni czy kamieniołomie dochodzi do buntu i grupa więźniów rabuje rezydencję. Znajdują w niej pozbawioną ochrony Amaktaris, kilku spośród najgroźniejszych przestępców ona sama skazała swego czasu na zesłanie do tej kopalni. Resztę pozostawiam twojej inwencji, Raf.
     - Ile mamy czasu?
     - Zabieraj się do pracy bez zwłoki, to projekt o najwyższym priorytecie. Oczekuję regularnych raportów.
     - Rozumiem, Kurt.
     - Aha, jeszcze jedno. Postanowiliśmy dać uczestnikom symulacji możliwość większego udziału w kreowaniu postaci. Tak, by mogli w przyszłości zamawiać i nabywać szczególnie dla nich atrakcyjne wersje, oparte na znanych im, wybranych pierwowzorach. Z pewnością wzmocnią doznania klientów. Wymaga to jednak dyskretnego przetestowania. Oczywiście, zachowaj wszystko w najściślejszej tajemnicy. Konkurencja nie śpi. Na początek użyjesz symulowanych postaci mojej własnej osoby oraz pani prezes, która także się na to zgodziła. Kod dostępu otwiera również  drogę do stosownych materiałów.  
     - W jakich rolach?
     - Zostawiam to twojej pomysłowości. Nie sądzisz chyba jednak, że Ariadna zadowoliłaby się odgrywaniem postaci jakiejś służącej?
     - Rozumiem, Kurt. - A więc wszystko jasne. Szukają przy okazji, a może przede wszystkim, własnej, bardziej realistycznej formy rozrywki w świecie VR. I chcą zachować to w tajemnicy. Nie wątpił już, że pomysł narodził się w łóżku. Kłopot w tym, że Kurt to kiepski programista i dlatego potrzebuje Rafa. - Zajmę się tym natychmiast.
     - Byłoby miło, gdybyś zdążył z wstępną wersją w ciągu miesiąca. Wypadają wtedy imieniny Ariadny i zrobilibyśmy jej świetny prezent.
     - Oczywiście, Kurt.
     „To znaczy, ty zrobisz prezent, o osobie skromnego wyrobnika, Rafa Sierry, można będzie przy tej okazji łatwo zapomnieć.”

                              ***

     Z pewną irytacją przekonał się, że wstępny szkic „Buntu” przygotowany został bardzo niedbale. Właściwie nigdy dotąd nie musiał opierać się na tak słabo opracowanym materiale, zawierającym mnóstwo luk i niedoróbek. Nie brakowało mu jednak inwencji, miał też spore doświadczenie w kreowaniu starożytnej scenerii. Pustynia, oaza, rezydencja myśliwska, ze szczególnym uwzględnieniem kilku kluczowych komnat pałacyku: sypialni, łaźni, sali tronowej (nie potrafił odmówić sobie umieszczenia jej i tutaj, w końcu główną rolę odgrywała w całym tym przedstawieniu Królowa, a on miał utrzymać się w klimacie licencji), kilku służących czy niewolników (postacie drugoplanowe) oraz spora liczba służek i niewolnic. Tym ostatnim poświęcił więcej uwagi, jeżeli właściwie zrozumiał plany Kurta, mogły się przydać. No i gromadka buntowników, podejrzani osobnicy, częściowo o wyglądzie zakapiorów, reprezentujący wszelkie dopuszczone przez realia epoki rasy i narodowości: od nordyckich w typie blondynów po czarnych jak smoła Afrykanów, do tego kilku smagłych Nubijczyków i Aramejczyków z pustyni, nawet jeden skośnooki koczownik z dalekich stepów. Wszyscy mogący pochwalić się imponującymi mięśniami, wyćwiczonymi przez miesiące ciężkiej pracy, poznaczeni śladami razów bicza, kilku bez ucha, oka, jednego czy dwóch palców. Oczywiście, bez wyjątku obficie obdarzeni przez naturę tym, co w symulacji erotycznej najbardziej potrzebne. Standard. Po tych wstępnych przygotowaniach zabrał się za postać Kurta, który miał, rzecz jasna, odgrywać rolę przywódcy buntowniczej hałastry.
     Bawił się myślą, by nawiązać tutaj do jednego z czarnych charakterów powieści, z którym kojarzyło się zresztą imię szefa projektu. Ciekawe, czy Kurt okazałby się naprawdę political correct, gdyby nadać jego wcieleniu smolisty kolor skóry, a co ważniejsze, pozbawić drania męskości, którą swego czasu utracił z wyroku Królowej? Mogłoby to nawet okazać się nader zabawne, niezależnie od prawdopodobnych konsekwencji. Szczęśliwie, nie otrzymał podobnej możliwości. W przeciwieństwie do ogólnych założeń symulacji, postać Kurta Cyclone przygotowano bardzo starannie. Przybrał imię Ramzesa (no proszę, dlaczego nie Cezara, wypadłoby równie stosownie), uczynił się klasycznym, umięśnionym blondynem w typie Achillesa z kanonicznej ekranizacji „Troi” (farbowanym, ale co tam), nie dając przy tym żadnej opcji ingerencji programisty. Raf mógł tylko zaakceptować gotową wersję, co z konieczności uczynił.  
     Aby otrząsnąć się z niesmaku, przeszedł natychmiast do Osoby Królowej Amaktaris. Dotychczas wykorzystywał w tej roli odwzorowanie Amandy Summerville, która wcielała się w postać Pani Obydwu Krajów w kolejnych sezonach serialu. Oczywiście, korporacja zapłaciła za prawo posługiwania się jej wizerunkiem więcej nawet, niż za samą licencję. Raf przekonał się obecnie, że były to pieniądze wyrzucone w błoto. Przygotowany równie starannie i podobnie zabezpieczony pakiet, oddający osobę pani prezes, Ariadny Wintersnow, w niczym nie ustępował kreacji słynnej gwiazdy holowizji. Tym razem zatwierdził tę wersję z prawdziwym uczuciem zadowolenia.
     Na koniec pozostawił pewien drobiazg. Nie potrafił powstrzymać się przed stworzeniem również samemu sobie możliwości wzięcia udziału w symulacji. Oczywiście, w żadnej z głównych ról. Ale postać nic nie znaczącego i niedostrzeganego przez nikogo niewolnika, noszącego wachlarz oraz odpowiedzialnego za ochłodę Osoby Żywego Obrazu Izydy na Ziemi, wydawała się wprost stworzona dla Rafa Sierry, równie niewiele znaczącego programisty. Imię Rafena, które przybrał, stanowiło swego rodzaju podpis i jedyny bezpośredni akcent odnoszący się do twórcy programu. I tak nikt nie zwróci na niego uwagi, któż przejmowałby się imionami służby? Oczywiście, na wszelki wypadek wprowadził osobiste hasło, umożliwiające wylogowanie się w dowolnej chwili z symulacji. Standardowa procedura, stosowana przez wszystkich fachowców z branży.

                              ***

     Absolutna uroda oraz absolutna potęga i absolutna władza, połączenie tych elementów, uosobionych w Boskiej Królowej i Najwyższej Bogini, Amaktaris Wspaniałej, Pani Górnego i Dolnego Kraju, fascynowało go, odkąd wstąpiła na tron. Oczywiście, Ona sama nie dostrzegała obecności Rafena, traktując niewolnika niczym powietrze, a nawet mniej niż powietrze. Ostatecznie, służył Jej pracując wachlarzem, a więc chłodząc wzbudzaniem ruchu powietrza właśnie, czego zapewne sobie życzyła. Wspomniane cechy Bogini miał natomiast okazję obserwować wielokrotnie, gdy z całym majestatem potęgi i władzy wymierzała sprawiedliwość, albo jaśniejąc blaskiem urody, zażywszy kąpieli, odpoczywała po trudach udanego polowania, masowana i nacierana olejkami. Uważał się za szczęśliwca, gdy włączono go do niewielkiego orszaku wyruszającej na myśliwską wyprawę Władczyni, a obecna chwila potwierdzała te uczucia.
     Pierwsze, odległe odgłosy zamieszania wzbudziły tylko lekką irytację Królowej. Niedbałym ruchem ręki wyprawiła jedną z służek, by uciszyła niesfornych członków świty i zapewniła Bogini niezakłócony spokój chwili odpoczynku. Misja zakończyła się jednak niepowodzeniem, okrzyki stawały się coraz bardziej natarczywe, wręcz przeraźliwe, w dodatku dołączył do nich krótkotrwały szczęk oręża. Roztrzęsiona niewolnica wpadła na powrót do sali masażu.
     - Ratuj się, Pani, to buntownicy...
     Nie dokończyła, tuż za nią pojawił się półnagi, ogorzały mężczyzny, który z rozmachem wbił w plecy dziewczyny myśliwski oszczep. Upadła w kałużę krwi. Przerażeni członkowie zespołu zajmującego się pielęgnacją Boskiej Osoby Królowej zerwali się z kolan i próbowali uciekać. Jeden z masażystów wpadł prosto na kolejnego z intruzów, tym razem potężnej postury jasnoskórego blondyna, który zdzielił go w głowę okutą metalem pałką. Pierwszy z buntowników porzucił zaklinowany oszczep i pochwycił następną z niewolnic, zaciskając dłonie na jej szyi. Jasnowłosy olbrzym rozprawił się tymczasem z drugim sługą, również rozwalając mu czaszkę.
     - Zostaw ją, przyda się dla wszystkich! - rozkazał.
     Gdy upomniany napastnik zignorował przywódcę, ten nie namyślając się wiele, także i jego potraktował maczugą. Stojąc na zakrwawionej posadzce, przypatrywał się niezwykłemu widokowi niemal nagiej Pani Górnego i Dolnego Kraju. Do komnaty wbiegło kilku innych, podejrzanych typów. Uratowana chwilowo służka dołączyła w kącie do koleżanki, obejmowały się, pochlipując cicho.
     - A kogóż my tutaj mamy... - Blondyn uśmiechnął się szeroko.
     Władczyni przewróciła się na plecy i uniosła do pozycji siedzącej, chłodnym wzrokiem mierząc intruza.
     - Nie ujdzie wam to na sucho. Wszyscy jesteście już martwi.
     - Jesteśmy martwi już od dawna, z twojego rozkazu, wściekła suko!
     Olbrzym postąpił kilka kroków i uniósł  dłoń. Rafen zamarł z przerażenia, przez głowę  przemknęła szalona myśl, by rzucić się na ratunek Bogini, wymachując drążkiem wachlarza w sposób bardziej przydatny, niż przez cały okres dotychczasowej służby. Myśl przemknęła i zniknęła, żaden z niego wojownik czy bohater, był po prostu nikim. Na szczęście, napastnik nie użył maczugi, uderzenie otwartą dłonią i tak rzuciło jednak Królową na pokryte materacem, kamienne legowisko. Natychmiast uniosła się ponownie, mierząc oprawcę zimnym spojrzeniem. Nagie piersi sterczały dumie nawet w obecnej sytuacji
     - Po czymś takim nie zostaniesz po prostu uduszony czy rzucony dzikim zwierzętom. Skończysz na Placu Śmierci albo jeszcze gorzej. Choćbyś nawet tu i teraz mnie zabił.
     - Milcz, dziwko! - Uderzył  ponownie, tym razem Królowa utrzymała wyprostowaną pozę, tylko na twarzy pojawiło się silne zaczerwienienie. Nie odezwała się, powiedziała już to, co było do powiedzenia.
     Rafen podziwiał Jej odwagę, przeklinając zarazem własne tchórzostwo, wykorzystał jednak to, iż wszyscy obecni skupili uwagę na konfrontacji Władczyni z przywódcą buntowników, oparł o ścianę nieprzydatny do niczego wachlarz i przesuwając się chyłkiem, ukrył za najbliższą z kotar.
     - Modliłem się o taką chwilę przez wszystkie miesiące w tej przeklętej norze, do której mnie wysłałaś, suko. Bogowie zaś okazali się łaskawi, bardzo łaskawi. Może mają cię już dość, zdziro? Albo naraziłaś się któremuś ze swoich rzekomych braci? A może, co nawet bardziej prawdopodobne, którejś z sióstr? Nie dbam o to. Złożę im wszystkim bardzo szczególną ofiarę. Wiecie, kogo tutaj mamy? - zwrócił  się do rosnącej gromadki buntowników. - To sama Bogini we własnej Osobie, Amaktaris Wspaniała, Żywy Obraz Izydy Na Ziemi, i tak dalej, i tak dalej. To z jej rozkazu trafiliśmy wszyscy do tej dziury, z której was wyprowadziłem. A mnie skazała na ten los osobiście. - Zaabsorbowany wygłaszaną tyradą oraz chwilą  triumfu nie dostrzegł konsternacji i obawy na twarzach podwładnych. Osoba Bogini budziła wśród poddanych uwielbienie, niepozbawione jednak lęku. Za najmniejsze dotknięcie bez pozwolenia boskiego ciała Władczyni, nie mówiąc już o fizycznej zniewadze, groziły najsurowsze kary. Nawet ci zatwardziali przestępcy nie potrafili oprzeć się do końca wpajanym od dzieciństwa przekonaniom. - Zapewne nawet mnie nie pamiętasz, dziwko, przypomnę się więc. Jestem Ramzes, woźnica rydwanów. Skazałaś mnie na dożywotnie roboty w tej przeklętej kopalni, bo zabawiłem się na sianie z jakąś podobną tobie zdzirą, może trochę młodszą i ładniejszą. Sama chciała, przeklęta kurwa. A ja dałem jej więcej, niż się spodziewała i oto całe przewinienie. Twoje psy waliły drzewcami oszczepów w moje plecy, gdy wydawałaś wyrok. Teraz wszystkie są martwe, a ty również dostaniesz o wiele więcej, niż  mogłaś się wtedy spodziewać.
     - Mylisz się. Dobrze pamiętam, jak pełzałeś u stóp Mojego Tronu i skamlałeś o łaskę. Nie zasługiwałeś na nią ani wtedy, ani nie zasługujesz obecnie. To było w Dniu Sądów w Memfis, w Miesiącu Niskich Wód, dwa lata temu.
     Gwałtowna zmiana wyrazu twarzy Ramzesa uświadomiła Rafenowi, a zapewne również i wszystkim obecnym, że Królowa powiedziała prawdę. Po co jednak podejmowała aż takie ryzyko i prowokowała wręcz bandytę? Czyżby chciała, aby zabił ją jednym ciosem, w miarę szybko i czysto? Czyż nie byłoby rozsądniej grać na zwłokę, licząc na powrót rozesłanych na pustynię oddziałów gwardii? Może uznała to za lepsze wyjście, niż planowane zapewne przez zbiegłego więźnia tortury i zniewagi?
     Ramzes istotnie zamachnął się raz jeszcze, zaciskając tym razem pięść. Powstrzymał jednak uderzenie.
     - Nie, nie uciekniesz mi tak łatwo, dziwko. - Czyżby przejrzał zamiary Królowej? - Bierzcie ją razem i zerżnijcie! Natychmiast! Ta suka na nic innego nie zasługuje. Wsadźcie wasze berła we wszystkie dziury! Tylko nie ważcie się jej zabić, nie tak szybko.
     Buntownicy stali w bezruchu, żaden nie postąpił nawet kroku w kierunku Pani Obydwu Krajów.
     - No jazda, macie niezwykłą okazję wyjebać królewską, co ja mówię, boską pizdę. Nigdy więcej coś takiego wam się nie trafi. - Kilku złoczyńców cofnęło się nawet instynktownie ku ścianom. - Co, tchórz was obleciał? Boicie się jej gróźb? Durnie, co macie do stracenia? Zerżniemy i zabijemy ich wszystkich, a potem uciekniemy na pustynię, gdzie nikt nas nie znajdzie.
     Jeden z cofających się nadal zbiegów potrącił nieszczęsny wachlarz, który upadł z trzaskiem, co gorsza, zahaczając o kotarę, za którą ukrywał się Rafen. Oczywiście, on sam nie wzbudził żadnej obawy wśród bandytów. Został  natychmiast pochwycony, otrzymał kilka ciosów pięścią, rzucono go na kolana. Cholera, nie zamierzał  odgrywać roli bohatera, ale nie spodziewał się również czegoś takiego. Z tą symulacją było coś nie tak. A może Kurt w ten właśnie sposób wyobrażał sobie prawdziwie męską rozrywkę? Słowa hasła bezpieczeństwa same pojawiły się na krawędzi świadomości.
     - Stójcie. A cóż my tutaj mamy? - Ramzes, czy też Kurt, powstrzymał podwładnych i uratował chwilowo Rafena. Czy rozpoznał tożsamość sługi? - Jeszcze jeden piesek dziwki?
     - Jestem nikim, zwykłym niewolnikiem, poruszam tylko wachlarzem. - Gdyby w tym momencie wypowiedział w myślach hasło i wylogował  się, w trakcie rozmowy z Kurtem czy też Ramzesem, z pewnością zwróciłoby to uwagę rozmówcy. Musiał wybrać mniej rzucającą się w oczy chwilę, wtedy postać Rafena przeszłaby niezauważenie w tryb autonomiczny.
     - Masz jakieś imię, głupcze? - Rafen zamarł i zwlekał z odpowiedzią. - Zresztą, co za różnica? Wymachujesz wachlarzem, powiadasz? Oczywiście, suka jest zbyt delikatna, by wystawiać się na słońce. Wtedy, gdy zasiadała na tronie i wydawała wyrok, też ktoś ją wachlował. Może nawet ty? Nieważne, powinienem cię zabić, zapewne zresztą jeszcze to zrobię, ale nasunąłeś mi pewien pomysł i chwilowo się przydasz. Zabieraj ten swój wachlarz. A tobie – zwrócił się do Królowej – urządzę przedstawienie, które z pewnością zapadnie w pamięć. Moją, oczywiście, jeżeli domyślasz się, co  planuję na koniec.

                              ***

     Stojąc za tronem Pani Dwóch Krajów wykonywał swoje zwykłe obowiązki, to znaczy poruszając wachlarzem chłodził Jej Boską Osobę. Zasiadała bowiem na tronie w sali audiencjonalnej (na coś jednak się przydała, przemknęła absurdalna myśl, chociaż Ramzes - Kurt znalazł oryginalny sposób wykorzystania komnaty), jaśniejąc wprawdzie zwykłą urodą, a nawet zachowując siłą woli i godnym zachowaniem przynależny majestat, pozbawiona jednak równie przynależnej władzy. Pozbawiono Jej nawet władzy nad własnym ciałem. Buntownicy przywiązali bowiem Najwyższą do tego tronu, silnie zaciskając węzły sznurów na szyi, nadgarstkach dłoni oraz kostkach szeroko rozstawionych nóg, unieruchamiając w niezbyt wygodnej pozycji. Żaden z tronów Żywego Obrazu Izydy Na Ziemi nigdy nie sprawiał zresztą na Rafenie wrażenia siedziska szczególnie wygodnego, ale w obecnej sytuacji dyskomfort musiała odczuwać w sposób wyjątkowy. Nie zabrakło przy tym bogatej biżuterii, Korony Sępa i Kobry na kruczoczarnych włosach (twórcy postaci Królowej, podobnie jak scenarzyści serialu zrezygnowali z ogolenia głowy Bogini i wyposażenia Jej w perukę, współczesne kanony atrakcyjności oraz wymogi komercji miały swoje prawa, do diabła z realiami historycznymi), a nawet złocistych sandałków. Wszystko to odnalazły, wydobyły z porozbijanych już częściowo kufrów oraz nałożyły na głowę, szyję, ramiona, kostki i stopy skrępowanej więzami Najwyższej zmuszone przez Ramzesa służki. Gdy próbowały się opierać, potraktował dwie z nich smagnięciami bicza, w który gdzieś się tymczasem zaopatrzył. Nie wiadomo zresztą, czy uzyskałby w ten sposób posłuszeństwo oddanych swej Pani niewolnic, wtedy jednak Ona sama raczyła odezwać się po raz pierwszy, odkąd posadzono ją na tym przeklętym tronie.
     - Róbcie, co mówi, dziewczęta. On nie jest w stanie mnie upokorzyć.
     Cios okazał się celny, buntownik zdołał wprawdzie powstrzymać się od rzucania kolejnych gróźb, zmełł jednak w ustach przekleństwo.
     Polecenie Najwyższej objęło też makijażystki, które pochlipując wykonały swoje zwykłe zadanie, na życzenie Królowej podkreślając henną również sutki, srom, dłonie i stopy. Ramzes nie zaprotestował. Wszystko to pozostawało wystawione na widok publiczny, Bogini nie ofiarowano bowiem żadnej szaty. Rafen uznał w tej sytuacji, że również on może przystąpić na rozkaz buntownika do codziennej służby. Co prawda, jego samego Najjaśniejsza nie zaszczyciła osobnym zezwoleniem, co w paradoksalny sposób sprawiło mu przykrość. Może to jednak i lepiej, wymieniłaby jeszcze imię sługi. O ile w ogóle je pamiętała.
     - Można uznać, że Pani Obydwu Krajów, Niezrównana Amaktaris Wspaniała, jest już  gotowa do udzielania audiencji, czy raczej zażycia przygotowanych przez nas rozrywek. Na początek przedstawienie. Jazda, zaczynajcie. - Ramzes klasnął w dłonie.
     Do komnaty weszły dwie fletnistki i trzęsącymi się dłońmi, niepewnie przystąpiły do odgrywania popularnej melodii tanecznej. Kilku buntowników wepchnęło w ślad za nimi trzy nagie służki.
     - Tańczyć! - rozkazał przywódca. - Taniec dziwek ze świątyni Izydy!
     Wystraszone, nie kwapiły się do wykonania polecenia. Smagnął biczem, raz, drugi, trzeci. Na jasnym, śniadym, a nawet na czekoladowym ciele dziewcząt pojawiły się krwawe pręgi.
     - Tańczyć! I niech to będzie taniec godny najlepszej dziwki w stolicy!
     Przerażone służki poruszały się niewprawnie w takt muzyki, kołysząc biodrami i piersiami, wyginając ciała, wykonując posuwiste ruchy rękami, mimowolnie eksponując łona i sromy. Czyniły to bez szczególnego wdzięku, Ramzes smagnął na zachętę biczem, nie osiągając większej poprawy. Naturalny erotyzm nagich, młodych i ponętnych ciał zrobił jednak swoje, zwłaszcza w przypadku więźniów od dawna pozbawionych widoku kobiety. Kolejno zrywali przepaski biodrowe, prezentując sterczące fiuty.
     - Dobrze się spisałyście – pochwalił Ramzes. - A oto wasza nagroda. Zerżnijcie je wedle woli!
     Ostatnie słowa skierował do podwładnych. Ci rzucili się na nieszczęsne dziewczęta. Silnie umięśniony murzyn pochwycił jasnoskórą dziewczynę z północy. Nie bawiąc się w żadne półśrodki powalił ją na plecy, rozsunął nogi i wszedł nabrzmiałym kutasem, rytmicznie poruszając pośladkami. Wrzasnęła z bólu i przerażenia, w zamian otrzymała cios pięścią. Uciszywszy ofiarę gwałciciel kontynuował swoje dzieło. O pozostałe dwie służki stoczono krótką, gwałtowną bójkę. Śniada Syryjka przypadła pozbawionemu trzech palców u lewej dłoni zakapiorowi, czarnoskórą dziewczynę z południa dostał skośnooki bandyta, pochodzący chyba z dalekich, trawiastych stepów. Obydwaj poszli w ślady murzyna, okrzyki bólu nie przeszkadzały im przy tym zbytnio, bo nie próbowali ich tłumić. Dwaj chwilowo przegrani nie chcieli pozostać bez łupu. Rzucili się na nieszczęsne fletnistki, szukając sposobu szybkiego zanurzenia palących pożądaniem fallusów. Ramzes nie zamierzał powstrzymywać kamratów. Na szczęście, żaden nie pomyślał nawet, by ruszyć w stronę Królowej. Nadal zapewne ich onieśmielała, ale nie dotyczyło to służek Najwyższej. Zaspokojony murzyn zacisnął dłonie na szyi nieprzytomnej już chyba ofiary, wydzierając z jej piersi ostatni oddech. Ramzes przyglądał się obojętnie. Rafen widział tylko zesztywniałe plecy i ramiona Bogini, miał  nadzieję, że zamknęła oczy. Kopulacja stopniowo ustawała, uciekinierzy zaspokoili swoje żądze.
     - Na co czekacie? Wykończcie te zdziry, nie są już do niczego potrzebne. Mam was uczyć, czy jak?
     Tym razem to Rafen opuścił powieki, nie mógł na coś takiego patrzeć. - „To chyba dla mnie za mocne, co on robi z tą symulacją?” - Odgłosy szamotaniny, okrzyki, spazmatyczne oddechy powoli ustawały. Gdy ośmielił się  otworzyć oczy, było po wszystkim. Na posadzce leżało pięć ciał.
     - Zabrać je i dawać następne – zadysponował przywódca buntowników. - A ty, suko, jak spodobało ci się przedstawienie?
     Najjaśniejsza milczała, usztywniła tylko jeszcze bardziej szyję oraz linię ramion. Nie, z pewnością nie zamkneła oczu. Uznała zapewne za swój obowiązek towarzyszyć, choćby w ten sposób, własnym służkom, by nigdy nie zapomnieć ich cierpień i w swoim czasie wymierzyć karę. O ile tylko zdoła.
     - Wybacz to zamieszanie. Publiczność wykazała zbyt duży entuzjazm i uniemożliwiła kontynuowanie tej sztuki. Dla twojej rozrywki przygotowałem jednak kolejną.
     Do komnaty wepchnięto trzy następne niewolnice. Musiały słyszeć krzyki i domyślały się zapewne losu poprzedniczek. Trzej bandyci trzymali je w silnym uścisku, po czym rzucili na kolana.
     - Postawcie im fiuty, natychmiast!
     Tylko jedna z służek, uderzającej urody Nubijka (Rafen z przyjemnością poświęcił trochę czasu na skonfigurowanie fryzury z dziesiątków długich, splecionych ciasno warkoczyków) wykonała rozkaz bez zwłoki, zdzierając smukłymi palcami opaskę biodrową swego oprawcy i biorąc w usta sterczącego już nieco kutasa. Pozostałe Ramzes popędził biczem.
     - Na co czekacie, zdziry? Zabawcie swoją panią i poznajcie smak prawdziwego mężczyzny. Jazda, nie mamy zbyt wiele czasu.
     Obydwie poszły w ślady koleżanki, chociaż uczyniły to bez jej wprawy oraz entuzjazmu. Tym niemniej, wszyscy buntownicy musieli być mocno wyposzczeni, przepełniała ich żądza i niewolnice nie musiały nawet szczególnie się starać, by osiągnąć oczekiwane efekty. Jeden ze zbirów wytrysnął w ustach służki niemal natychmiast. Dławiła się, przełykając spermę, drań nie pozwalał jej cofnąć głowy i napierał na usta. Tymczasem Nubijka okazała się prawdziwą mistrzynią, pomimo widocznego pobudzenia bandyty potrafiła przedłużać w nieskończoność stan tuż przed spełnieniem. Wiła się niczym kobra, szukając różnych pozycji, pracując wargami, językiem, zapewne również zębami. Gdy wreszcie zaczął tryskać, przymykając oczy, pogrążony w absolutnej ekstazie, dla wszystkich było oczywiste, że to dziewczyna wybrała tę chwilę i ofiarowała niewiarygodne spełnienie. Poruszała ustami, przełykając nasienie, pieściła językiem i wargami nabrzmiałe genitalia.
     - Aaaachhh..... - Okrzyk rozkoszy przeszedł w potworny ryk bólu. Zbiegły więzień, jasnoskóry jak Ramzes, ale mniej postawny, gwałtownymi ruchami starał się oderwać głowę dziewczyny od krocza. - Ta żmija odgryzła mi jaja!
     Udało się dopiero za którymś z kolei szarpnięciem, ukazała się otwarta rana, powalana krwią i  spermą. Nubijka zdołała jeszcze wykręcić szyję w stronę Królowej i wypluła do stóp tronu ohydny, podobnie ociekający ochłap.  
     - Dla Ciebie, Pani!
     Ryczący z bólu bandyta zdzielił ją w głowę, pochwycił za włosy i raz za razem uderzał o kamienie posadzki. Ostatni ze zbiegłych więźniów wolał nie czekać, wyrwał fiuta z niebezpiecznych wrót rozkoszy i również potraktował swoją niewolnicę pięścią, po czym zaczął dusić.
     - Zabijcie je wreszcie! - rozkazał Ramzes, a widząc nieporadność kamratów, sam dobył myśliwskiego  noża i poderżnął dwa gardła. Nubijce wbił ostrze w serce.
     - Zabierzcie dziwki i wynoście się!
     Dwaj buntownicy posłusznie usłuchali rozkazu, trzeciego zaślepiały jednak ból i nienawiść.
     - A co ze mną?
     - Jak to co? Zostałeś eunuchem, Latro.
     - Nie daruję jej tego!
     - Ona już nie żyje. I to ty sam ją wybrałeś, durniu. Zupełnie nie znasz się na kobietach.
     - Zrobiła to dla niej! Sama tak powiedziała! Dla najważniejszej z tych kurew!
     - Zrobiła to dla siebie i dla nas wszystkich. Nazywała się Amara, pochodziła z dumnego ludu. Zapamiętasz to imię, kundlu bez jaj.
     - To ty zapłacisz za moje jaja, kurwo!
     Rzucił się w stronę tronu, unosząc zakrwawioną pięść. Więzy uniemożliwiały Najjaśniejszej jakąkolwiek próbę ucieczki czy obrony, ale i tak nawet nie drgnęła. Tym razem Ramzes zareagował błyskawicznie. Skoczył niczym atakujący lampart i zatopił ostrze w plecach oszalałego kamrata.
     - Ty naprawdę nie znałeś się na kobietach. Na mężczyznach też zresztą nie – podsumował. - Nie pozwolę, by ktokolwiek odebrał mi tę przyjemność. - Powoli wydobył oręż. - I tak oto mamy za sobą kolejne przedstawienie. Nie przebiegło w dokładnej zgodzie z planem, ale okazało się bardziej nawet interesujące, niż się spodziewałem. Tak czy inaczej, zaczyna brakować nam czasu. Prędzej czy później pojawią się tutaj żołnierze, a ja nie mam zamiaru na nich czekać. Pora na wielki finał. Hej, ty! Dość już wachlowania. Zabieraj stąd tę czarną panterę, tego skopa również.
     Rafen oparł  wachlarz o ścianę i wykonał polecenie, szczęśliwy, że może opuścić to straszne miejsce. Opuścić, czy raczej tchórzliwie uciec. Myśl ta przemknęła przez głowę, gdy napotkał spojrzenie Najwyższej. Dumne i władcze, pomimo niebezpieczeństwa, okropnego położenia i potwornych scen, których stała się  świadkiem. Co więcej, rozszerzone oczy Bogini emanowały nie tylko grozą. Czyżby dojrzał w nich również pobudzenie? Czy mogła podniecać się tym wszystkim? Nie widział innego wytłumaczenia. W końcu to tylko symulacja, w której dobrowolnie brała udział. Mogła wylogować się w każdej chwili, używając osobistego kodu wyjścia. Nie była przecież ani prawdziwą, uwięzioną Królową, ani też działającą według programu, czysto wirtualną postacią z symulacji. Była Ariadną Wintersnow, realną kobietą z krwi i kości, oddającą się wyszukanej formie rozrywki. I nawet potrafił ją zrozumieć. Gdy tak siedziała na tronie, Władczyni w każdym calu, w królewskiej koronie oraz klejnotach, a zarazem zniewolona więzami i poddana woli nienawidzącego jej buntownika, Raf poczuł gwałtowny przypływ pożądania. Miał jednocześnie ochotę rzucić się do Jej stóp, albo przerżnąć w najbardziej brutalny sposób. Fallus niedwuznacznie popierał te plany.
     Myślał o tym wszystkim, gdy wywlekał ciała z komnaty tronowej. Wykastrowanego wieprza porzucił gdzie bądź, w rosnącej kałuży krwi. Dureń i tak by się wykrwawił, takie rany należało natychmiast przypalić. Często czyniono to zresztą bez rezultatu, dlatego eunuchów kastrowano z zachowaniem wszelkich wymogów sztuki, a za pomyślnie zoperowanych uzyskiwano wysokie ceny. Co go to zresztą obchodziło? Amarę potraktował z szacunkiem należnym poległej wojowniczce i złożył na katafalku w łaźni, okrywając lnianym ręcznikiem. Miała naprawdę serce lwicy. Wybranemu przez siebie mężczyźnie potrafiła ofiarować niewyobrażalną rozkosz, gwałcicielowi  zaś śmierć, nawet kosztem własnego życia. Jedno i drugie udowodniła niedawno w sali tronowej.
     Przyłapał się na tym, że myśli o Nubijce jak o żywej osobie, a przecież była tylko programem z symulacji, który sam stworzył, pozostawiając ograniczone możliwości działania, adaptacji i rozwoju. Czyżby wciągnęło go aż tak bardzo? To nawet zrozumiałe, o to w tym wszystkim chodziło. Wciągnąć klienta i sprawić, by realizował swoje najdziksze, najbardziej wyszukane fantazje, nie narażając się przy tym na żadne niebezpieczeństwo. Czy to fizyczne, czy to wynikające z konfliktu z prawem albo chociażby z ogólnie przyjętymi normami. Czy obecna symulacja zyska certyfikat i zostanie dopuszczona do legalnej sprzedaży? Chyba tak, na rynku trafiały się bardziej jeszcze krwawe i zwyrodniałe kawałki. Zwalczano tylko produkcje z postaciami dzieci.
     Jak jednak skończy się obecna zabawa? Ramzes - Kurt niedwuznacznie dawał to do zrozumienia. Ostatecznie zerżnie Królową w jakiś bardzo brutalny sposób, po czym równie okrutnie pozbawi ją życia. Takie sytuacje zdarzały się w różnych produkcjach, wzbudzały jednak kontrowersje lekarzy i psychologów. Doznanie własnej śmierci w świecie VR mogło znacząco wpłynąć na psychikę i zalecano poddać się najpierw specjalnym testom. Czy Ariadna traktowała te ostrzeżenia równie poważnie, jak ogólnie lekceważone przestrogi, by nie zażywać narkotyków albo nie palić papierosów? Czy miała już podobne doświadczenia, czy może dała się namówić Kurtowi urokiem nowości? W każdym razie, trwała nadal w postaci Królowej Amaktaris i chyba dobrze się bawiła. A Kurt jeszcze lepiej. Zabezpieczenia wstawiano do programów wcieleń w sposób standardowy, on sam uczynił dla siebie samego dokładnie to samo. Ta symulacja była jednak jakaś dziwna. Szef wspominał o nowych, eksperymentalnych wzmacniaczach doznań, zalecał zachowanie tajemnicy, obawiał się węszenia konkurencji. Niektóre z postaci zachowywały się w sposób nadzwyczaj autonomiczny, choćby Amara. Potrafiła zaskoczyć nawet swego twórcę, czyli Rafa Sierrę. Tu uświadomił sobie, że przecież pozostawiono mu tylko zaaranżowanie ogólnego tła oraz postaci drugoplanowych. Kluczowe kreacje Królowej i Ramzesa otrzymał w gotowej formie, bez możliwości ingerencji, czy choćby wglądu. Oczywiście, mogło chodzić o zachowanie prywatności osób, które  znał, a które były jego  przełożonymi. Czy jednak na pewno tylko o to?
     Spojrzał po raz ostatni w twarz martwej Amarze, natychmiast nasunęło się wspomnienie wymiany spojrzeń z Najjaśniejszą Amaktaris, czy raczej z Ariadną Wintersnow. Czy wyrażały tylko czyste, prawdziwe podniecenie i symulowany strach? A może odwrotnie? Tak czy inaczej, zorientował  się, że nadal pozostaje w stanie wzwodu. I to nie z powodu Nubijki. Przy wszystkich swoich dziwactwach, nigdy nie odczuwał pociągu do nekrofilii.
     Podjął decyzję. Wtrąci się, dysponuje odpowiednimi do tego środkami, choćby nawet Królowa, przepraszam, pani prezes, miała wcale mu za to nie podziękować, a Kurt Cyclone wykopie z roboty. Znajdzie inną. I tak musi opuścić postać niewolnika Rafena, któremu również przeznaczono przecież na koniec tego przedstawienia śmierć, a on nie miał zamiaru na to czekać. Przeszedł wprawdzie stosowne testy, w przeciwnym razie nie mógłby pracować w branży, kilka razy umierał nawet w świecie VR, było to jednak zawsze doświadczenie nieprzyjemne, połączone przynajmniej z dłuższą utratą świadomości. A przede wszystkim nie miał ochoty przypatrywać się biernie kolejnej orgii, czy tym bardziej zabójstwu Pani Dwóch Krajów. No i zetrze ten głupi uśmieszek zadowolenia z twarzy Kurta.
     Znajdował się akurat w korzystnej sytuacji, nikt nie zwracał na niego uwagi, nosiciel  wachlarza Rafen poradzi sobie tymczasem sam.
     „Roma locuta, causa finita.” - Słowa hasła wypowiedział w myślach powoli i wyraźnie. Dźwięczny odgłos gongu i już po chwili sala masażu, katafalk, ciało Amary, wszystko rozpłynęło się w znajomej, szarej mgle.

                              ***

     Równie znajoma okazała się chwila dezorientacji po wyjściu ze świata VR. Tym razem nie miał jednak na to czasu. Szybkim ruchem zerwał hełm, przenosząc się do zaciemnionej pracowni. Spojrzał na wyświetlacz, pierwsza w nocy. W sam raz pora na najbardziej wyuzdane perwersje. I gdzieś tam właśnie trwały, z udziałem Ariadny Wintersnow oraz Kurta Cyclone, przecież symulacja nie przestała działać z powodu wylogowania się pomniejszego, niekoniecznie autoryzowanego uczestnika. Musiał coś zrobić, ale co? Jako programista i twórca symulacji miał w tej chwili władzę absolutną, czy jednak na pewno? Przekonał się już, że wiele funkcji działało niezgodnie ze znanym mu programem. Najprościej byłoby wyłączyć wszystko w cholerę, ale co potem? Ani Ariadna, ani Kurt z pewnością by mu nie podziękowali, ujawniłby nadto wszem i wobec własne poczynania. Nie skończyłoby się na wyrzuceniu z pracy. A więc trzeba czegoś bardziej finezyjnego... Może natychmiastowy powrót gwardzistów, którego zdawał się obawiać Kurt? Tak, to niezły pomysł, wpisujący się w ogólny scenariusz. Mogły przydarzyć się tysiące powodów, dla których jakiś oddział powróci szybciej, niż się spodziewano. Rozprawią się z buntownikami, uwolnią Królową, a Kurt będzie miał szczęście, jeżeli zdąży wylogować się na czas. Ale czy tego czasu nie starczy mu też na to, by zamordować Najjaśniejszą? Oczywiście, w świecie VR, ale nawet taka śmierć może okazać się dla Ariadny przeżyciem traumatycznym. Zrozumiał, że jest na to tylko jedna rada. Trzeba powrócić do symulacji i w razie potrzeby obronić Boginię. Nie miał czasu na tworzenie nowej postaci, musi wystarczyć ten tchórz Rafen. Czyli, musi wystarczyć on sam, jeżeli spojrzeć prawdzie w oczy, bez żadnego upgrade'u. Trzeba jednak przynajmniej wyposażyć go w jakąś broń. Odrzucił kuszącą wizję blastera, AK 47, czy choćby colta kaliber 44. To zdecydowanie nie pasuje i mogłoby wywołać nie mniejszy szok oraz szerokie reperkusje. A więc, oręż z epoki. Niestety, Ramzes czyli Kurt władał zapewne każdym z nich o wiele lepiej, niż nosiciel wachlarza Rafen, nie wspominając już o przewadze czysto fizycznej siły. Widząc nadto niewolnika Królowej z oszczepem czy sztyletem w dłoni natychmiast nabierze podejrzeń i nawet atak z zaskoczenia nie zdoła wyrównać szans. Wtem doznał olśnienia: wachlarz. Przedmiot, który nikogo nie zadziwi w rękach Rafena, a którym potrafi posługiwać się po mistrzowsku. Inaczej nigdy nie trafiłby do służby Bogini. Trzeba tylko ukryć ostrze... Tak, najlepiej w wiązce piór. Tym sposobem wachlarz stanie się czymś w rodzaju włóczni. Szybko wprowadził stosowne zmiany, bułka z masłem. Teraz gwardziści... Na początek tumany kurzu na horyzoncie, wzniecane przez pędzące po pustyni rydwany. Ktoś musi je zauważyć, bandyci rzucą się  do ucieczki. Ramzes - Kurt może zostanie, ale już jego, Rafa, w tym głowa, by nie zdołał zagrozić Władczyni. Żołnierze nadjadą zresztą bardzo szybko... Uśmiechnął się szeroko, gdy przyszedł mu do głowy nowy pomysł. Dlaczego nie? Skoro już i tak wyleci zapewne z roboty, to mógłby w ten sposób coś uzyskać. Swego rodzaju premię. - „Nie oszukuj się, to nie tylko premia, to coś o wiele więcej. Podobna okazja już nigdy ci się nie trafi.” - Czyż sam Kurt nie użył takich słów? Jeżeli je zapamięta i skojarzy, zaboli to drania, zaboli i to mocno. Po chwili zrozumiał coś jeszcze. Upokorzenie Kurta Cyclone miało w tym wszystkim drugorzędne znaczenie. Tak naprawdę, liczyło się coś zupełnie innego.

                              ***

     Rafena znalazł tam, gdzie go porzucił, czyli w sali masażu. Tchórz nie wykazywał większej inicjatywy, czy to pozostawiony samemu sobie, czy to kierowany przez Rafa. To musi się zmienić. Ruszył w stronę sali tronowej. Dobiegały stamtąd okrzyki i inne odgłosy ogólnej orgii. Istotnie, gdy zajrzał ukradkiem przez łukowate przejście, ujrzał kilkunastu zbiegów zabawiających się w brutalny sposób z służkami i niewolnicami. Kilka z nich nie dawało już oznak życia, resztę czekał zapewne niebawem ten sam los. Królowa nadal zasiadała na tronie, zmuszona do przyglądania się widowisku. Ramzes, trzymający się na uboczu niczym organizator igrzysk, chyba istotnie zaczął  się spieszyć i zarządził ten zbiorowy gwałt, rezygnując z pierwotnych, bardziej zapewne wyszukanych planów. A raczej ograniczając je i komasując, bo  Rafen nie wątpił, co zamierza na koniec. Tymczasem zachował dla siebie jedną z służek, chyba tę samą, którą na samym początku uratował od uduszenia przez zbytnio napalonego kamrata, ograniczał się jednak to trzymania jej za zebrane lewą ręką włosy. Dziewczyna klęczała, drżąc z przerażenia. Raf zdał sobie sprawę, że bandyci są zbyt zajęci, by dostrzegać cokolwiek poza własnymi, nabrzmiałymi fiutami i okazją do zaspokojenia żądzy. Jeżeli nie wystawili czujek, a nic na to nie wskazywało, nikt nie dostrzeże obłoków kurzu na horyzoncie i nie podniesie alarmu. Gwardziści mogliby wtedy zaskoczyć zbiegów i wyrżnąć wszystkich, a Królowa zostałaby zapewne uratowana. Co prawda, uratowana w raczej upokarzającej sytuacji, ale zawsze. Może nic więc nie robić? Pokusa była silna... Spojrzał jednak raz jeszcze na Jej postać, emanującą urodą, dumą oraz pociągającym do szaleństwa erotyzmem i postanowił zrealizować pierwotny plan. Z drobnymi modyfikacjami i nieco większym udziałem własnym.
     - Żołnierze, nadjeżdżają żołnierze! Widać tumany kurzu!
     Musiał wytężyć głos, by usłyszało go choćby kilku z pochłoniętych kopulacją bandytów. Niektórzy, bardziej przytomni, oderwali się od swego zajęcia. Ramzes nie zorientował się chyba, kto wzniósł ostrzegawczy okrzyk. Potraktował kopniakami dwóch najbliższych kamratów, wysyłając ich w ten sposób na zwiady. Po chwili wrócił  tylko jeden.
     - Gwardziści! Jadą na rydwanach, mnóstwo kurzu!
     Zbieg, z godną podziwu obowiązkowością wykonawszy otrzymany rozkaz, nie czekał już jednak ani chwili dłużej i rzucił się do ucieczki, zapewne w ślad za mniej dbającym o towarzyszy kompanem. W sali zapanował chaos większy jeszcze niż uprzednio. Zbiegowie uwalniali kutasy, odrzucali ciosami pięści i kopniakami gwałcone niewolnice, niektórzy czynili to tak brutalnie, że dziewczęta padały na posadzkę ogłuszone, może martwe. Te, które potrafiły jeszcze uciekać, skorzystały z okazji i rozbiegły się na wszystkie strony. Buntownicy czynili zresztą dokładnie to samo, jeden przez drugiego tratując się w przejściach i korytarzach.
     - Żołnierze! Jadą żołnierze!
     Niewzruszony spokój zachował tylko sam Ramzes, ograniczając się do silniejszego ściśnięcia włosów dziewczyny i przyglądając z pogardą biegającym w popłochu podwładnym. Oczywiście, dysponował przecież o wiele lepszym sposobem ucieczki i nie miał powodu, by obawiać się gwardzistów.
     - Skrócono nam zabawę, ale nie martw się, zdążę się tobą zająć. A ty –  zwrócił  się do dziewczyny - postaw mi fiuta. Szybko! Tylko nie waż się brać w usta moich jaj. - Najwyraźniej zapamiętał lekcję udzieloną przez Amarę.
     Niewolnica posłusznie objęła fallusa wargami, ssała niewprawnie, przerażona. Jej nieporadnych wysiłków nie dało się porównać do mistrzostwa zaprezentowanego przez Nubijkę. A jednak, Rafen musiał w duchu przyznać, iż Ramzes znał się na kobietach lepiej, niż pechowy kompan. Dziewczyna usłużyła draniowi gorzej, ale jego genitaliom nic nie groziło. Nawet tak nieporadne starania zaczęły w końcu przynosić efekt, Ramzes wydał zduszony jęk rozkoszy, czyżby przymknął oczy? Byłby to dobra chwila, by użyć przekształconego w broń wachlarza, gdyby nie drobny szczegół. Raf zapomniał, że opuszczając na polecenie bandyty komnatę, zostawił narzędzie swojej służby oparte o ścianę, za plecami Królowej. Nie pomyślał o tym i tkwiło tam nadal, a przecież mógł ten przeklęty wachlarz przesunąć bliżej wejścia. Teraz musiał przejść najpierw na tyły tronu Najjaśniejszej. Nadzieja, że zdoła uczynić to ukradkiem, a pochłonięty doznawaną rozkoszą buntownik niczego nie zauważy, okazała się płonna. Odepchnął dziewczynę, która skorzystała z okazji i czmychnęła. Fiut i tak sterczał już w gotowości. A wyładować miał się zapewne gdzie indziej.
     - Czego tu jeszcze szukasz, głupcze?
     - Eee... Chciałem zobaczyć, co z nią zrobisz.
     - Bierzesz mnie za durnia? Pomyślałeś sobie, że uciekłem jak wszyscy i może zostawiłem sukę żywą. Lepiej sam się stąd wynoś, dopóki masz okazję.
     - I tak nikt z nas nie zdoła uciec, żołnierze dopadną wszystkich, tutaj czy na pustyni. A jeżeli nawet nie oni, to szakale i sępy.
     - Uwolniłbyś ją  i został bohaterem, liczyłeś na nagrodę. Niedoczekanie.
     - Nie zależy mi na żadnej nagrodzie, chcę zobaczyć, jak cierpi. Chce zobaczyć, jak ją rżniesz.
     - Co takiego?
     - Służę jej z tym przeklętym wachlarzem od trzech lat. Myślisz, że to takie łatwe, że to taka przyjemność?
     - Na pewno łatwiejsze niż harówka w kopalni, w łańcuchach i pod biczem.
     - Ile razy raczyła się do mnie odezwać? Ile razy w ogóle zauważyła moją obecność? Moją, a nie tego cholernego wachlarza?
     - Ha, ha, ha... Czyżbyś zakochał się w dziwce udającej boginię? A to dobre, chyba umrę ze śmiechu.
     - Chcę zobaczyć, jak ją  rżniesz - powtórzył z uporem.
     - Może i zobaczysz... Najpierw jednak udowodnij, że powiedziałeś prawdę.
     - W jaki sposób?
     - Bardzo prosto, napluj kurwie w twarz, a potem trzaśnij w tę nadętą dumą gębę.
     - Mam uderzyć  Królową?
     - A co? Boisz się, jak reszta tej hołoty? Strach cię obleciał, bo wierzysz, że jest boginią? A może lękasz się żołnierzy?
     - Chcę zobaczyć strach w jej oczach, chcę zobaczyć, jak cierpi.
     - To na co czekasz? Nie mamy za wiele czasu.
     „Wybacz, o Najpotężniejsza z Królowych i Najwspanialsza z Bogiń, wybacz Ariadno to, co muszę teraz uczynić.” - Modlił się w duchu, pokonując kilka stopni podestu tronowego i stając przed zniewoloną Władczynią. Musiała doskonale słyszeć całą rozmowę. W oczach pojawił się wyraz lekceważącej pogardy, nie odezwała się jednak ani słowem, nie drgnęła też nawet w więzach. Jak gdyby rzeczywiście był dla Niej powietrzem, podobnie jak jego plwocina i ręka, wymierzająca siarczysty policzek. Nie zacisnął dłoni w pięść, tego chyba by nie potrafił, ale nie ośmielił się też uderzyć słabo. Nie odważył się również dać Najdostojniejszej jakiegokolwiek znaku czy cokolwiek wyszeptać. Ramzes przypatrywał się  uważnie poczynaniom Rafena.
     - Bardzo dobrze. Może nawet na coś mi się jeszcze przydasz. Ci durnie bali się tej suki, bali się jej dotknąć, nawet związanej i bezsilnej. Myślałem już, że będę musiał  zrobić wszystko sam. Ostatnią zabawę i tak zostawiam dla siebie, ale chciałbym najpierw jeszcze mocniej kurwę upokorzyć, oddać każdemu, kto tylko zechce. A zechciał tylko jej własny sługa, tym lepiej. Dziwka zostanie zerżnięta przez nosiciela wachlarza, którego nigdy nie raczyła zauważać. Tego, na co nie ośmieliła się nienawiść, na to odważy się miłość, ha, ha. Ale musisz poczekać, zajmę się nią pierwszy. Odsuń się.
     - Stanę z tyłu i będę wachlował.
     - Po co, na Seta i Anubisa?
     - Bo stałem tak od trzech lat za jej tronem. Stałem i wachlowałem, gdy wszyscy padali przed nią na twarz i całowali stopy, o ile raczyła na to pozwolić. Teraz chcę wachlować, gdy będziesz ją rżnął.
     - Skoro to cię akurat podnieca... Tylko staniesz rzeczywiście za tronem, nie zamierzam zostawiać cię za plecami. Aż tak bardzo ci  nie ufam, kundelku.
     - Nie szkodzi, to zawsze było moje miejsce.
     Mógł to przewidzieć. Oczywiście, cios w plecy byłby znacznie łatwiejszy, ale i tak powinno się udać. Rafen potrafił poruszać wachlarzem w sposób niezwykle precyzyjny, szkolił się  i nabierał doświadczenia przez lata. Chodziło o to, by chłodząc Najjaśniejszą czynić to w jak najmniejszej odległości, ale zarazem nawet końcówką pojedynczego pióra nie musnąć Jej Boskiej Osoby. Tych, którzy nie zdołali opanować tej sztuki, wyrzucano z służby przy Królowej, często z pręgami po biczu.
     Zajął właściwe miejsce i wszedł w znajomy rytm pracy, ramiona w górę, ramiona w dół. Wiązka piór przesuwała się miarowo, nieledwie dotykając głowy i szyi Władczyni, przesuwała się razem z ukrytym w niej ostrzem. Ramzes zbliżył się tymczasem do Najdostojniejszej. Nie zaszczyciła prześladowcy żadnym słowem, ale musiała zmrozić spojrzeniem, twarz bandyty zmieniła bowiem wyraz i poczerwieniała.
     - Zaraz zetrę ten wyniosły uśmieszek z twojej gęby, dziwko.
     Nie panując do końca nad sobą, uniósł zaciśniętą pięść. Nie było chwili do stracenia, Rafen nie mógł do czegoś podobnego dopuścić, zresztą i tak nie zamierzał pozwolić bydlakowi na sprofanowanie wrót rozkoszy Bogini świńskim fiutem, sterczącym obecnie niczym pal. Szczęśliwie, drań nie zwracał w tej chwili uwagi ani na niewolnika, ani na wachlarz. Zamiast poderwać drążek po kolejnym wymachu, przeszedł płynnie do silnego pchnięcia. Ukryte żądło przemknęło tuż obok głowy Najdostojniejszej oraz korony Górnego i Dolnego Kraju. Tym razem nie obyło się  bez silnego muśnięcia piórami, niech mu Bogini wybaczy. Wykorzystując dodatkowo ruch Ramzesa, który pochylał się właśnie, by zadać cios, wbiło się precyzyjnie w nagi tors buntownika. Bogowie musieli poprowadzić rękę Rafena, trafił bowiem w samo serce, trafił głęboko. Wzniesiona pięść opadła bezsilnie, podobnie jak całe ciało bandyty. Utrzymał je z najwyższym trudem, niczym odyńca nadzianego na oszczep podczas królewskiego polowania. Musiał oprzeć drążek na ramieniu Królowej, ale nie dopuścił, by dotyk tej kupy gówna zbezcześcił Jej Boską Osobę. Szczęśliwie, z głębokiej ale niewielkiej rany krew popłynęła leniwie. Dostrzegł jeszcze wyraz niebotycznego zdumienia w oczach Ramzesa - Kurta, po czym z dużym wysiłkiem odepchnął zwłoki. Drań przeliczył się, z pewnością nie zdążył wypowiedzieć hasła bezpieczeństwa. Raf żywił nadzieję, że doświadczając własnej śmierci w świecie VR stracił przytomność i tkwi teraz bez ducha z interfejsem na głowie. Jeżeli bogowie sprzyjali, będzie dłużej tkwił w tym stanie.

                              ***

     Odciągnął i obszukał ciało Ramzesa, wyjmując z pochwy przy pasie myśliwski nóż z długim ostrzem. Przez chwilę przyglądał  się brązowej klindze.
     - Cokolwiek zamierzasz uczynić, niewolniku, zrób to szybko. Wkrótce przybędą żołnierze. - Pierwsze słowa, które skierowała do niego, odkąd została posadzona na tym przeklętym tronie. Pierwsze zresztą od tygodni czy miesięcy.
     - Mylisz się, o Pani. Mamy trochę czasu.
     Istotnie, wprowadzając zmiany do ogólnego oprogramowania wcale nie przyspieszył przybycia gwardzistów, sprokurował tylko przybliżające się tumany kurzu, które zgodnie z oczekiwaniami zmyliły i wystraszyły buntowników. Dzięki temu zyskał możliwość przeprowadzenia własnego, szalonego planu. Pod warunkiem, że się odważy. Jeżeli tak, to teraz właśnie nastała odpowiednia chwila. Ona i tak weźmie Rafa za nazbyt usamodzielnioną postać symulacji. Może nawet nigdy nie pozna prawdy. Największe niebezpieczeństwo polegało na tym, że po prostu wypowie w myślach własny kod bezpieczeństwa i wyloguje się w dowolnej chwili. Nie pozostałoby mu wówczas nic innego, jak zrobić to samo i pozacierać ślady. A jedyna satysfakcja polegałaby na zepsuciu zabawy Kurtowi. Nie uczyniła jednak tego do tej pory, pomimo doznanych zniewag i oglądanych potworności, nie uczyniła również obecnie. Czyżby dobrze się bawiła, a Kurt miał w gruncie rzeczy rację? A może czekała na coś jeszcze? Na finał i ukoronowanie przedstawienia? Z Kurtem Cyclone w roli głównej, albo też bez niego?
     - Zamierzasz mnie uwolnić, czy poderżnąć gardło, niewolniku? - Nie doszukał  się w głosie strachu.
     - Może i uwolniłbym, gdybyś nazwała mnie po imieniu, Boska Pani. Pamiętasz moje imię?
     - A więc to prawda. Zakochałeś się w Bogini, a Ja nawet tego nie zauważyłam. Zemścisz się, wyrywając Moje serce?
     - Nie, na wszystkie demony piekieł. Zemszczę się inaczej!
     Na Seta i Anubisa, pokonała go! Dość tej gadaniny! Odrzucił nóż i podszedł kilka kroków w jej stronę. Cóż mógł poradzić na to, że zasiadając na tym tronie, w pełnym przepychu urody niemal nagiego ciała, godnych Monarchini klejnotach oraz insygniach królewskiej władzy wywierała tak piorunujące wrażenie? Nawet skrępowana sznurami i bezsilna? A może wzmacniało to tylko podniecenie Rafa? Fiut wyprężył się i musiała to doskonale widzieć. Co prawda, nie miał obecnie żadnych powodów, by ukrywać ten wzwód, co czynił niegdyś wielokrotnie, pracując wachlarzem, ale i tak poczuł się głupio. Brakuje jeszcze tylko wzniesionej pięści i oto nowy Ramzes - Kurt gotowy. Prowokowała go, mając w pogotowiu hasło bezpieczeństwa, on jednak naprawdę zemści się inaczej.
     Uczynił dwa kolejne kroki i uklęknął, bynajmniej jednak nie w pozycji hołdownika.
     - Bogowie wydali Cię w moje ręce, Najdostojniejsza Pani. Nie uciekniesz, w żaden sposób nie uciekniesz. A żołnierze są jeszcze daleko. - Teraz on świadomie prowokował, prowokował, by nie wylogowywała się z symulacji. - Czyż to nie ciekawe uczucie, zasiadać wprawdzie na tronie, ale być wydaną na łaskę  własnego niewolnika?
     - Tak naprawdę, ten tron jest bardzo niewygodny, wytwórca mebli zasłużył na baty, a sznury wrzynają się w ciało. Rób więc wreszcie to, co chcesz zrobić, niewolniku.
     Pochylił się i wbił ramiona pomiędzy Jej rozsunięte uda, wędrował dłońmi po niewiarygodnie delikatnej skórze powyżej kolan, przeczesał palcami bujny ogród, rozchylił wargi kryjące kwiat rozkoszy. W normalnych warunkach nie miałby na coś  takiego żadnych szans, ani jako niewolnik Rafen wobec Najwyższej z Bogiń, Amaktaris Wspaniałej, ani jako młodszy programista Raf Sierra wobec pani prezes, Ariadny Wintersnow. Używał więc teraz do woli, pracując językiem, wargami, dłońmi. Jej studnia okazała się  przy tym wilgotna, nie pozostawała więc obojętna na całą tę inscenizację. Wchłaniał zapach pobudzonej Kobiety, pomieszany z aromatem dobrze wysuszonego siana, nadanym przez hennę, którą natarły to miejsce służki, atrybutem Królowej i Bogini. Fiut sterczał niczym kołek. Zaczął od szybkich, poprzecznych ruchów czubkiem języka, gdy zareagowała po chwili pierwszym drżeniem, wsunął dwa palce do gorącej groty, odnalazł i musnął szczególne miejsce po zewnętrznej stronie źródełka. Zadrżała mocniej, szarpnęła się spazmatycznie, ale więzy trzymały dobrze.
     - Aachhh... gdyby tak jeszcze ktoś wychłostał cię teraz po dupie, niewolniku! Twoje jęki stworzyłyby niezrównaną oprawę.
     Zamiast tego musiała zadowolić się własnym jękiem, gdy przeszedł do posuwistych ruchów języka z góry do dołu i z powrotem. Jęczała niemal bez przerwy, ale i on nie zdołał zachować tempa. W takiej pozycji szybko pojawiał się ból mięśni karku, przygryzł więc leciutko zębami płatki waginy i ponownie spenetrował  studnię  palcami. Jedno i drugie wywołało już nie jęk, ale okrzyk bólu, a zarazem rozkoszy. Powrócił do ruchów poprzecznych, intensyfikując i przyspieszając taniec. Czuł, jak drży, jak obficiej wypływają soki, jak silniejszy staje się zapach. Nie zabrakło też okrzyków, obecnie jednoznacznie już wyrażających przeżywane uniesienia. Nie wątpił, że gdyby nie więzy, pochwyciłaby go za uszy i przyciągnęła głowę albo wbijała paznokcie w ramiona i orała skórę. A może używałaby złocistego bicza, kto wie? Nie pamiętał już dokładnie, czy jest niewolnikiem Rafenem, czy programistą Rafem, może Ona odczuwała podobnie? Czując narastające drżenie Jej ciała, coraz głośniejszy oddech, przerywany kolejnymi jękami, pojął, że cel już blisko. Przerzucił się ponownie na pieszczoty z góry w dół, poruszając gwałtownie głową. Nie wytrzymałby tak długo, ale uległa pierwsza. Wygięła się spazmatycznie, na ile tylko pozwalały więzy i wydała przeciągły okrzyk rozkoszy, spełnienia i zwycięstwa.
     - Wchodź, szybko!
     Oczywiście, miał ochotę, ale zdołał się opanować. Nie da Jej tej satysfakcji, chce się  przecież zemścić, zarówno jako nosiciel wachlarza Rafen, jak i programista Raf. A sam własną satysfakcję znajdzie bez trudu w inny sposób. W sposób uznawany może za upokarzający, tylko upokarzający dla kogo?
     - Na co czekasz,  durniu, kimkolwiek jesteś?
     - Jestem nikim, Twym nieznanym nikomu sługą i niewolnikiem, Boska Królowo oraz Najwyższa z Bogiń. Oto moja nagroda!
     Odsunął się i powstał, z nadal  sterczącym fiutem, ale tylko po to, by po chwili ceremonialnie upaść na obydwa kolana, złożyć  ręce na plecach oraz pochylić głowę, dotykając czołem posadzki. Upadł  na twarz w klasycznej pozycji hołdownika  przed tronem Władczyni. Przypełznął odrobinę, pokonał kolejne stopnie podestu, celowo unikając podpierania się dłońmi i oto miał przed oczyma Jej stopy w eleganckich, złocistych sandałkach. Tym razem nie mogła wezwać straży, ani w żaden sposób się cofnąć. Miał je całe na własność, bez jakiegokolwiek zezwolenia. Przywarł wargami do wykutego ze złota krążka, stanowiącego element jednego z sandałków i osłaniającego wierzchnią część stopy. Wprawiono tam jakiś zielony kamień, może szmaragd. Obsypał wszystko pocałunkami, smakował  językiem.
     - Nie ujdzie ci to na sucho, zdrajco! Dostanę cię i zemszczę się. Ale wybaczę, jeżeli natychmiast wrócisz!
     W odpowiedzi przystąpił do zlizywania nieistniejącego pyłu z wypielęgnowanych paznokci. Ręce nadal trzymał złożone na plecach. Z jednej strony mógł sobie w ten sposób wyobrażać, że zostały skute łańcuchami, z drugiej wzmacniało to nacisk genitaliów na zimny marmur. Obydwa doznania wzmagały podniecenie i pozwalały zapomnieć o niewygodzie stopni podestu. Czuł już rodzący się we wnętrznościach żar. Przyszła kolej na pokryte złocistą farbą rzemienie, skrzyżowane na kostkach, cudownej urody kostkach. Tam również nie odmówił sobie przyjemności złożenia wielu pocałunków. Przeszkadzały trochę zaciśnięte w pobliżu więzy.
     - Daję ci ostatnią  szansę, niewolniku. Nie daruję takiego upokorzenia.
     Nie tracił czasu, by odpowiadać na te bezsilne w tej chwili groźby, zbyt podniecony i zajęty odkrywaniem kolejnych zdobyczy, które mógłby pokryć pocałunkami. Krawędź skórzanej podeszwy, wsunął  język w znalezioną tam po wewnętrznej stronie stopy szczelinę. Ponownie poczuł aromat wysuszonego siana. Wreszcie również pomalowana henną pięta, a potem wąski, wysmukły obcas. Spieszył się, mogła przecież w każdej chwili opuścić symulację. Nie czyniła tego, zaintrygowana zapewne całą sytuacją, zresztą stanowiłoby to przyznanie się do swego rodzaju porażki i ujmę dla Jej własnej dumy. Ale potrzebował  jeszcze czasu dla drugiej stopy. Tak czy inaczej, nie zdążył. Wyprężając ciało, by sięgnąć ustami obcasa, zbytnio obciążył przyrodzenie. Nie zważając na niewygodę, żar wydostał się na zewnątrz, potajemnie dla Jej oczu tryskając na marmurowe stopnie podestu. Rafen trwał  tak  przez rozkosznie długą chwilę, nadal całując różne części stopy Władczyni. Wreszcie, powoli powstał. Widząc ślady nasienia, nie mogła mieć już wątpliwości. Poszukał porzuconego noża.
     - Nie ujdziesz karze, choćbyś nawet w tej chwili wbił ostrze w Moje serce.
     - Nie mam zamiaru czynić Ci jakiejkolwiek krzywdy, Najpotężniejsza z Królowych i Najwspanialsza z Bogiń. Odebrałem tylko z wyprzedzeniem nagrodę za oswobodzenie Pani Górnego i Dolnego Kraju.
     Pochylił się i powoli, by nie zadrapać skóry, rozciął kolejno więzy na kostkach obydwu nóg. Uważał też, by przypadkiem nie narazić się na ewentualnego kopniaka. Władczyni nie zniżyła się jednak do czegoś równie pospolitego. Mógłby się już wylogować i przystąpić do zacierania śladów, Ariadna Wintersnow też opuściłaby symulację i rozcinanie sznurów okazałoby się po prostu niepotrzebne. Pozostawienie Pani Obydwu Krajów w tak upokarzającej sytuacji, choćby tylko w postaci programu w trybie autonomicznym, uznał jednak za coś niestosownego. I ten właśnie przejaw galanterii stał się przyczyną zguby Rafa.
     Uwolnił obydwie ręce Najjaśniejszej, nadal zachowywała się spokojnie i nie wykonywała żadnych ruchów. Pochylał się właśnie, rozcinając sznur krępujący szyję, gdy do komnaty wpadł pierwszy z gwardzistów. Podniecony niedawnymi przeżyciami Raf zapomniał o upływającym czasie i zabawił jednak zbyt długo, nie usłyszał też odgłosów powrotu żołnierzy. Widząc niewolnika z nożem przy gardle Bogini, wojownik nie zastanawiał się długo, skoczył z nastawionym oszczepem.
     - Stój!
     Królowa uniosła dłoń w rozkazującym geście, było już jednak za późno. Zresztą gwardzista miał obowiązek zabić każdego, kto zbliżał się z gotową  do użytku bronią  do Osoby Pani Dwóch Krajów i działał zgodnie z wpojonymi podczas szkolenia odruchami. Sznur opadł z szyi Najdostojniejszej, Raf nie zdążył natomiast opuścić czy odrzucić noża.
     „Roma locuta...” - Podobnie jak Kurt, nie zdołał wypowiedzieć kodu. Poczuł silny ból w lewym boku i ogarnęła go ciemność gęstsza niż podczas zwykłego wylogowania.

                              ***

     Ocknął się, leżąc na zimnej, kamiennej posadzce pogrążonej w półmroku sali, oświetlonej słabo pełgającymi płomykami lamp oliwnych albo czegoś, co bardzo je przypominało i spełniało podobną funkcję. Skąd i w jaki sposób tu trafił? Przypomniał  sobie niedawne przeżycia, powinien obudzić się w pracowni, półprzytomny, z hełmem interfejsu na głowie. Ewentualnie, jeżeli tym razem przeszedł śmierć w świecie VR ciężej, niż w poprzednich dwóch przypadkach, w sali medycznej korporacji albo wręcz w jakimś  szpitalu. Nie wyglądało to na placówkę leczniczą, tym bardziej, że leżał na tej posadzce nagi, z rozłożonymi  rękoma i nogami, których przeguby oraz kostki unieruchomiono wpuszczonymi w kamień, metalowymi obręczami. Aha, stan nagości nie był jednak całkowity, tors i plecy spowijały ciasno i gęsto nałożone bandaże z jakiejś szorstkiej tkaniny. W lewym boku odczuwał ból, niezbyt silny, ale dokuczliwy. Cholera, czyżby jednak przeżył ten cios oszczepem? Zakrawało to na cud, ale w końcu wszystko wydarzyło się w świecie VR i takie czy inne realia mogły zostać nieco naciągnięte. Zatem przeżył, ktoś fachowo go opatrzył, powstrzymał krwawienie i uwięził w lochu. Bo pomieszczenie pełniło niewątpliwie funkcję więzienia, albo nawet izby tortur. Niepewny blask płomyków ujawniał, iż pozbawione okien ściany piwnicy obwieszono różnymi niepokojącymi przedmiotami z metalu, drewna i skóry, wśród których z całą pewnością  rozpoznał bogatą kolekcję przyrządów do wymierzania chłosty. Wyjaśnienie nasuwało się samo. Trafił tu na rozkaz Królowej, która poleciła też zapewne chwilowo oszczędzić i opatrzyć więźnia. Bo chyba nie zajmowała się nakładaniem bandaży osobiście, pomimo znanych powszechnie talentów i umiejętności uzdrowicielki? Nie przypominał sobie wprawdzie, by wyposażył myśliwski pałacyk w więzienne lochy, ale symulacja już wcześniej wykazywała zadziwiające zdolności adaptacyjne. A podobne pomieszczenia tworzył niejednokrotnie przy różnych innych okazjach.
     Wspomniał groźby nieuchronnej zemsty, rzucane przez Panią Obydwu Krajów podczas ich ostatniej rozmowy, odbywanej w jakże innych okolicznościach. I oto stworzyła okazję spełnienia swoich zapowiedzi, bo w jakim innym celu podejmowałaby podobne starania? Na szczęście, nadal dysponował hasłem bezpieczeństwa. Tyle, że jeżeli wypowie je w Jej obecności, może w trakcie przeplatanej torturami rozmowy, Ariadna na pewno zorientuje się, że miała do czynienia nie z symulowaną postacią, tylko z wcieleniem kogoś rzeczywistego. A to mogłoby pociągnąć za sobą poważne konsekwencje w świecie realnym. Najlepiej byłoby więc wylogować się natychmiast. Niech potem kroi sobie na paski, chłoszcze czy przypala działającego autonomicznie Rafena, jeżeli sprawi Jej to przyjemność. On zajmie się tymczasem zacieraniem śladów całej afery.
     Powstrzymały go ciekawość i narastające podniecenie. Oto wystąpi prawdopodobnie w roli więźnia torturowanego osobiście przez piękną i dysponującą absolutną władzą Boginię, która nie będzie w dodatku zaprogramowaną postacią symulacji, ale wcieleniem realnej, znanej mu kobiety. Bardzo zresztą atrakcyjnej kobiety. Wielu wyobraża sobie taką sytuację i w celu doznania podobnych wrażeń kupują wytwarzane przez korporację programy VR, a i tak otrzymują tylko produkt zastępczy. On ma okazję spróbować oryginału. W dodatku Jej władza posiada jednak pewne istotne, nieznane Królowej ograniczenie, więzień może w każdej chwili uciec. Skutkiem podobnych myśli fiut powstał na baczność. Postanowił zaczekać, jeżeli Najdostojniejsza pojawi się osobiście, zobaczy, co z tego wyniknie, a w razie poważniejszego zagrożenia wyloguje się przy pierwszej okazji. Jakaś  na pewno się nadarzy.
     Nie pomylił się w swoich oczekiwaniach. Posłyszał odgłos odległych jeszcze, ale pojedynczych kroków, skrzypienie drzwi, dźwięk metalu uderzającego o kamień, który z pewnym zdziwieniem rozpoznał jako jakże znajomy stukot obcasów! Oczywiście, to mogła być tylko Ona, Amaktaris Wspaniała, Pani Górnego i Dolnego Kraju, czy raczej Ariadna Wintersnow, pani prezes i posiadaczka kontrolnego pakietu akcji „Dreams Vision Corporation”. Stanęła pomiędzy rozsuniętymi nogami Rafena, tym razem bez Korony Górnego i Dolnego Kraju na głowie, ale jednak w biżuterii godnej Władczyni, prześwietlanej tajemniczo przez blask płomyków sukni, zapewne z najdelikatniejszego lnu, ze złocistym, królewskim biczem w dłoni.
     - Nazywasz się  Rafen i służysz przy Mojej Osobie od trzech lat. - Zaczęła bez żadnych wstępów. - Pewnie pomyślałeś sobie, że twojego imienia mogłam się teraz łatwo dowiedzieć, a o tych trzech latach sam opowiadałeś Ramzesowi. Dodam więc, że po raz pierwszy stałeś z wachlarzem za Tronem Pani Obydwu Krajów podczas audiencji udzielanej poselstwu z Babilonu, w Miesiącu Żniw. Musnąłeś wtedy piórami Moje ramię, udałam, że nic nie poczułam. Pełniłeś swoją  służbę również wtedy, gdy osądzałam tego bandytę Ramzesa, chociaż rozumiem, że wolałeś mu o tym nie przypominać.
     - Najjaśniejsza Pani, ale dlaczego... - wyjąkał zdumiony.
     - Znam imiona wszystkich sług i niewolników przy Mojej Osobie.
     - Ale dlaczego...
     - Milcz! To ja będę tutaj zadawała pytania, to Ja decyduję, kto i o czym mówi w Mojej obecności. Dotyczy to każdej sytuacji, również  tamtej, o której zapewne myślisz.
     - Rozumiem, Boska Pani.
     - Dlaczego to zrobiłeś?
     - Musiałem przekonać Ramzesa o prawdziwości moich słów, inaczej nigdy nie pozwoliłby mi zbliżyć się do siebie. Wiem, że uczyniłem coś niewybaczalnego i kara mnie nie ominie.
     - Za to, że podniosłeś rękę na Osobę Królowej powinieneś trafić na Plac Śmierci, albo do jego podziemi. Wolałbyś nie wiedzieć, co spotyka tam tych, których uznam za winnych najcięższych zbrodni. Twojego postępku za takową jednak nie uważam. Może wystarczy zwykła chłosta. Masz szczęście, że nie widział tego nikt z żyjących. Wtedy nie miałabym wyjścia, a tak, wszystko zależy od Mojej woli. Nie o tym jednak mówię, głupcze. Zapytam jeszcze raz, dlaczego to zrobiłeś, Rafenie?
     - Najpotężniejsza z Królowych i Najwspanialsza z Bogiń, Ramzes, jakkolwiek był wielkim zbrodniarzem, przejrzał mnie jednak. Słusznie wyśmiewał się z uczuć, jakie żywię wobec Twej Boskiej Osoby. Nie potrafiłem się powstrzymać... Nie po trzech latach stania za Twoim Tronem, nie po trzech latach przebywania w Twojej Obecności, napawania się Twoją potęga i urodą, nie po trzech latach wdychania zapachu Twego ciała i Twoich perfum...
     - Dość tych pochlebstw, w niczym ci nie pomogą.
     - Nie mogę nawet prosić o wybaczenie za taką zbrodnię.
     - Masz rację, nie możesz. Ale nie o to w tej chwili chodzi. Uczyniłeś coś o wiele  gorszego.
     - Cóż mogło być gorszego, o Najwspanialsza?
     - Widzisz, popełniłeś tyle zbrodniczych uczynków, znieważyłeś oraz upokorzyłeś Królową Boginię i Kobietę na tyle sposobów, że nawet ty sam gubisz się w tych przestępstwach.
     - Ale jak...
     - Milcz! Uderzając Mnie w twarz znieważyłeś Królową, sięgając świętokradczo Moich Tajemnych Wrót obraziłeś Boginię, ale najgorszą zbrodnię popełniłeś  wobec Kobiety. I tego ci nie wybaczę, za to zostaniesz surowo ukarany!
     Uniosła ramię i szerokim zamachem, bardzo jednak precyzyjnie, smagnęła złocistym biczem. Wzdrygnął się, ale ból nie nadszedł, uderzenie spadło na kamienie posadzki, tuż obok głowy Rafena.
     - Nie, nie jesteś godzien zaszczytu naznaczenia biczem władców Górnego i Dolnego Kraju! Użyję innego, przeznaczonego do karania niewolnic i rzezańców z haremu! Nie zostawia śladów, którymi mógłbyś się później przechwalać.
     Odeszła pod ścianę, stukając głośno metalicznymi obcasami sandałków. Czy skorzystać już z kodu wylogowania?  Chwila wydawała się jak najbardziej właściwa. Cokolwiek uczyni, będzie pewnie później żałował. Nigdy jednak nie wykazywał szczególnej odporności na ból, Bogini zdawała się nie zwracać uwagi na sterczącego fiuta więźnia, mówiła tylko o chłoście, perspektywa erotycznej satysfakcji zdawała się odległa i nieosiągalna.
     „Roma locuta, causa finita.”
     Nic się nie stało, nie pojawiła się znajoma szarość, więzienny loch nie rozpłynął się we mgle.
     „Roma locuta, causa finita.” - Nadal nic. - „Roma locuta, causa finita. Roma locuta, causa finita.” - Powtarzał  raz po raz, coraz bardziej spanikowany. Królowa wybierała tymczasem narzędzie obiecanej kary.
     - Roma locuta, causa finita. Roma locuta, causa finita.
     Najpierw szeptem, potem już półgłosem, wypowiedział otwarcie hasło bezpieczeństwa. Nic się nie stało, przeklęty kod wylogowania nie działał! Cały ten durny program od dawna funkcjonował bardzo dziwnie. Utkwił tutaj w cholernie niebezpiecznej sytuacji, jako więzień zdany na łaskę i niełaskę rozgniewanej, urażonej kobiety. Przekonanej w dodatku, że ma do czynienia z postacią z symulacji oraz obdarzonej absolutną władzą. Może ujawnić się i błagać o łaskę? Niestety, w ten sposób pogłębiłby stokrotnie ten gniew i urazę, a Ariadna Wintersnow posiadała też władzę w świecie realnym. Może nie aż tak absolutną, jak Amaktaris Wspaniała w starożytnym Egipcie, ale jednak. O łaskę należało więc błagać, przy każdej sposobności, nie ujawniając jednak kim jest i jak się tutaj znalazł. Musi doczekać końca symulacji, zaplanowanej przez uczestników na z góry określony czas (zwykle przedział  kilku godzin) albo chwili, gdy Ariadna zdecyduje się zakończyć zabawę i sama skorzysta z kodu wylogowania. Jako jedyny obecnie, autoryzowany uczestnik, przerwie tym samym pracę programu.
     Gdy tak rozważał swoje położenie, Władczyni powróciła, zamiast bicza trzymając w dłoni szczególny przyrząd, długi, dość  szeroki skórzany pas z krótką rękojeścią.
     - Może nie miałeś okazji posmakować tego osobiście, w odróżnieniu od większości królów nie utrzymuję bowiem haremu, nie potrzebuję również do niczego rzezańców, ale wiem, jak posługiwać się tym batem. Jak powiedziałam, nie pozostawia śladów, ale sprawia silny ból. Największy wtedy, gdy uderzyć w stopy. Sam się przekonaj.
     Ból istotnie okazał się potworny. Tym bardziej, że nie poprzestała na jednym uderzeniu, zajęła się sprawiedliwie obydwiema stopami więźnia, szczególną troską obdarzając ich podeszwy. Złożonej samemu sobie obietnicy, że zachowa dumne milczenie, nie dotrzymał  już przy trzecim uderzeniu. Najpierw krzyczał  z bólu, potem wył, potem usiłował błagać o litość. Gdy nie okazała najmniejszego nawet jej przejawu, na nowo wypróbowywał kod wylogowania. Nadal nie działał. Zaprzestała chłosty, gdy nie potrafił określić, ile smagnięć otrzymał. Zresztą rachubę stracił już przy dziewiątym czy dziesiątym. Oddychał głęboko, radując się z chwilowej ulgi, chociaż stopy nadal piekły potwornie.
     - Królowa mogła zrozumieć, dlaczego musiałeś Ją uderzyć, Bogini mogła wybaczyć, w jaki sposób Ją  potraktowałeś. Ale urażona duma Kobiety wymagała odpłaty i kary.
     - Tak, o Najdumniejsza z Kobiet, to prawda. Chciałem Cię upokorzyć, zemścić się za te lata, gdy byłem dla Ciebie mniej niż powietrzem.
     - I udało ci się, ale teraz to Ja wzięłam słuszną pomstę. Za chwilę udowodnię jednak, że nie miałeś racji. - Odrzuciła bicz i stanęła pomiędzy rozsuniętymi nogami Rafena. - Widzę, że chłosta nie służy twoim zapałom, nawet otrzymana z ręki Królowej i Bogini. Przekonuję się o tym z pewną przykrością, niewolniku. - Istotnie, wzniesiony uprzednio penis oklapł pod wpływem doznanego bólu. - To jednak powinno pomóc.
     Postawiła własną, prawą stopę na opadłym fallusie i przydusiła zdecydowanie, chociaż bez brutalności. Rozkoszował się szorstkością podeszwy sandałka oraz zimnym, metalicznym naciskiem obcasa. Kilka, kilkanaście posuwistych ruchów i poczuł, że ktoś tam w dole budzi się do życia! Odstąpiła.
     - Całkiem nieźle. Widzisz, znam jednak niewolników służących przy Mojej Osobie.
     - Najjaśniejsza, pozwól, bym ucałował Twoje Boskie Stopy...
     - Ostatnio ośmieliłeś się uczynić to bez pozwolenia, a potem uciekłeś. Tym razem nie zdołasz uciec, a Królowa zajmie się tobą inaczej.
     Niespodziewanie dla Rafena opadła na kolana i pochyliła głowę. Kilka wstępnych, zręcznych ruchów dłońmi i pęczniejący penis znalazł się w ciepłej, wilgotnej jaskini ust. Jaskini, stanowiącej domostwo ruchliwego, gorącego potwora, z radością witającego upragniony od dawna łup. Badającego zdobycz od każdej strony i w każdym najmniejszym fragmencie, oplatającego, smakującego, wciągającego w głąb groty, przyzywającego, by oddać to, co Rafen miał do zaoferowania. W ostatniej chwili zawsze jednak opóźniającego obiecane spełnienie. Sama grota również wspierała swego mieszkańca, zaciskając co jakiś czas wejście, by drażnić intruza igłami stalaktytów czy stalagmitów (zawsze myliły mu się ich nazwy). Intruza, czy raczej wyczekiwanego gościa.
     „Skąd Ona... Czy brała lekcje od Amary, czy może odwrotnie?” - Nie żałował już, że kod nie zadziałał. O nie, na pewno nie żałował. Przymknął oczy. Doprowadzony po raz kolejny na krawędź rozkoszy, cierpiąc męki oczekiwania na upragnione spełnienie, z pewnym opóźnieniem zorientował się, że dojarka zamienia się właśnie w Amazonkę. A raczej w królową Amazonek, unosząc brzegi sukni dosiadła bowiem wierzchowca bardzo pewnie, mocno ściskając udami, z wprawą utrzymując się w siodle bioder i ruszając do galopu przez bezkresne przestworza pustyni. Nowa grota, którą miał okazję  poznać, również okazała się pełna żaru i zadziwiająco wilgotna. Pochyliła się, aureola kruczoczarnych włosów otoczyła Jej twarz, by następnie opaść na jego własną. Zapach egzotycznych, wyszukanych perfum... Nie wytrzymał dłużej i tryskał niczym nowo wybite źródło, znacznie silniej niż poprzednim razem, u stóp Tronu. A studnia, którą usiłował napełnić, okazała się nienasycona, żądając coraz to więcej i więcej, jego jęki splotły się z Jej okrzykami rozkoszy.
     Siedziała nadal w siodle, korzystając z resztek opadającego pobudzenia.
     - Teraz również Kobieta może ci wreszcie wybaczyć.
     - Okazałaś to w niezrównany sposób, potrójnie Boska Pani.
     - Nie będę wypytywała, które konkretnie hołdy, składane Królowej, Bogini czy Kobiecie, sprawiły ci największą rozkosz. Zapytam o coś innego. Co wiesz o Ramzesie i jego mocodawcach?
     - Mocodawcach? - Nagła zmiana tematu okazała się całkowitym zaskoczeniem. - Wiem tylko tyle, że to morderca i gwałciciel. Zgwałcił i zamordował jakąś dziewczynkę, za co skazałaś go, Wielka  Pani, na zesłanie do kopalni. Potem pojawił się tutaj.
     - Tę dziewczynkę zdążył tylko pobić, ale zamierzał uczynić o wiele więcej. Chodzi jednak o coś innego. W jaki sposób uciekł z kopalni?
     - Nic o tym nie wiem, o Najpotężniejsza z Królowych. Naprawdę, nic o tym nie wiem – zapewnił z autentycznym zaniepokojeniem. Tutaj musiało chodzić o coś poważniejszego. Nie pomylił się w tym przypuszczeniu.
     - Schwytano kilku spośród zbiegłych więźniów. Metalowe szczypce i ogień rozwiązały im języki. - Rafen rozejrzał się pospiesznie, nie dostrzegł jednak nigdzie kosza z ogniem, szczypce mogły wisieć gdzieś na ścianie. - Wiedzieli w sumie niewiele, ale naprowadzili na pewien trop, potwierdzony w samej kopalni. To Mój kuzyn, książę Nektanebo, nasłał tych bandytów. Zorganizował ucieczkę, prawdopodobnie przekazał informacje i rozkazy. Ramzes zresztą  żadnych rozkazów w tej sprawie nie potrzebował.
     - Z pewnością ukarzesz księcia.
     - Nie mogę otwarcie postawić Mojemu kuzynowi takich zarzutów, lud nie powinien wiedzieć  o podobnych waśniach. Odprawię do dóbr na prowincji i rozkażę wziąć pod dyskretny nadzór.
     Teraz dopiero poczuł prawdziwy strach. Jeżeli chodzi o walkę o władzę, on sam może okazać się mrówką, rozdeptaną mimochodem przez słonia.
     - Dlaczego mi o tym mówisz, Boska Pani? Jestem tylko niewolnikiem, zwykłym nosicielem wachlarza.
     - Niewolnikiem, który uratował Królową. Nie wiem, kogo jeszcze książę zdołał przekupić albo w inny sposób wciągnął do spisku. Nie wiem, komu mogę bez reszty zaufać w pałacu i na dworze. Ty z pewnością do spiskowców Mojego kuzyna nie należałeś. W przeciwnym razie nie uczyniłbyś tego, co uczyniłeś.
     - Nie potrafiłbym spiskować  przeciwko Tobie, Najjaśniejsza!
     - Czyżby? Sztuka używania podstępów nie jest ci zupełnie obca, nosicielu wachlarza. Układałeś je jednak w zupełnie innym celu. W sprawach państwowych mogę ci chyba zaufać i zamierzam wykorzystać  twoje talenty.
     - Jestem tylko niewolnikiem.
     - A ja Królowa i Boginią, Panią Górnego i Dolnego Kraju, Żywym Obrazem Izydy Na Ziemi, na ziemi, gdzie wszyscy są prochem u Moich stóp. I każdego mogę z tego prochu podnieść tak wysoko, jak zechcę. Pierwszy Nosiciel Królewskiego Wachlarza, to chyba brzmi nieźle? Od tej chwili jesteś posiadaczem tego urzędu i tytułu.
     - Nie ma takiego urzędu.
     - Królowa właśnie go utworzyła, Rafenie.
     - Nie wiem, czy podołam zadaniom, które zechcesz na mnie nałożyć, ale nigdy nie zawiodę Twego zaufania, Najjaśniejsza.
     - W sprawach rządzenia państwem, oczywiście.
     Na te uwagę nie znalazł odpowiedzi, co przyjęła z uśmiechem. Powstała powoli, ułożyła odpowiednio szatę, kilkoma ruchami dłoni uporządkowała włosy. Podeszła do ściany i szukała  czegoś wśród zawieszonych tam przedmiotów. Wróciła z uwiązanym na rzemieniu kluczem.
     - Te okowy nie będą chwilowo potrzebne, za to trochę przeszkadzają. Chyba mogę ci zaufać, Nosicielu Królewskiego Wachlarza?
     - W sprawach rządzenia państwem, oczywiście.
     Wreszcie znalazł, czy raczej ukradł odpowiedź, co nagrodziła następnym uśmiechem. Pochyliła się i rozpięła kolejno obręcze kajdan
     - Nie wstawaj, Nosicielu Wachlarza. Wypadałoby, abyś złożył  Królowej hołd i podziękował za nominację. W sposób, który nie powinien sprawić ci przykrości.
     Tym razem zrozumiał aluzję natychmiast.  Odwrócił się i przypełznął  do Jej stóp, nie kazała mu zresztą  przebywać długiej drogi. Uderzył czołem o posadzkę, a Ona wsparła podeszwę i obcas eleganckiego sandałka na karku nowego dostojnika. Niestety, niedawne uniesienia sprawiły, że nie odczuł tego tak intensywnie, jak mógłby się spodziewać.  
     - Wybaczam ci zniewagę jako Królowa, gdyż musiałeś uczynić to, co uczyniłeś, aby uratować Panią Obydwu Krajów. Wybaczam ci świętokradztwo jako Bogini, gdyż czyniąc je, sprawiłeś Izydzie rozkosz. Wybaczam ci skalanie dumy jako Kobieta, wzięłam bowiem pomstę i zamierzam brać ją jeszcze po wielokroć. A oto czynię tajemny znak, że należysz do zaufanych sług Królowej, Kobiety i Bogini.
     Niespodziewanie wzmocniła nacisk obcasa, ostrą, metalowa końcówką rozdzierając skórę Rafena u nasady szyi. Poczuł silny ból, nie cofnął się jednak, przyjmując to szczególne wyróżnienie czy też napiętnowanie. Odstąpiła, a on poczuł upływ strużki krwi. Z pewnością pozostanie tam niewielka blizna i zapewne to miała na myśli.
     - A teraz możesz ucałować stopy Królowej, Bogini i Kobiety.
     Rafenowi nie trzeba było tego powtarzać, uniósł głowę i wyciągnął szyję. Przed sobą miał cudownie piękne stopy Najjaśniejszej, z tajemniczo pomalowanymi paznokciami, obute w złociste sandałki, wsparte na smukłych obcasach, zakończonych metalowymi główkami, których ostry dotyk zdążył już poznać. Dokładnie jak w aktualizacji, którą zaprojektował dla sceny „Pierwszej audiencji”, a którą Kurt lekceważąco wtedy zbagatelizował. A oto proszę, Bogini zapoznała się gdzieś z tym projektem i wykorzystała go. Myśli te rozpływały się powoli, gdy zatracał się w ulubionym, stymulującym erotycznie zajęciu. Tym bardziej, że otrzymał wreszcie okazję, by zbadać z bliska tajemniczą substancję, złocistą czy bardziej raczej brązową, jak mógł się obecnie przekonać, którą pokryto paznokcie stóp Bogini. Przywarł do nich wargami, adorował językiem. Znajdowały się tam istotnie drobinki złota, przede wszystkim uderzał jednak smak, zadziwiająco, intensywnie gorzki. Cóż, kosmetyki wytwarzano z najrozmaitszych, egzotycznych często składników. A Królowa miała dostęp do najrzadszych i najkosztowniejszych, wiele z nich komponowano zapewne tylko na Jej użytek. Spyta o ten szczegół przy innej okazji... Ta myśl również  przeminęła, rozmywając się  w narastającej szarości.  Podobnie jak kamienna posadzka, niepewnie oświetlona sala tortur, stopy samej Bogini... Czyżby wylogowała się w tej akurat chwili, wyrzucając z symulacji również Rafa? A może zadziałał automatyczny wyłącznik? Zabrakło tylko gongu... Szarość ostatecznie zwyciężyła.

                              ***

     Tym razem ocknął się w pracowni, z hełmem interfejsu na głowie. Bolało trochę gdzieś za oczami, poza tym nie odczuwał fizycznych dolegliwości. Na wszelki wypadek pomacał się po lewym boku, bandaże oczywiście zniknęły. Nie znalazł też żadnego śladu rany. A więc wszystko w porządku. Spojrzał na wyświetlacz, cholera, już dziewiąta. Zasiedział się przez całą noc, trudno się jednak dziwić, skoro symulacja okazała się tak wciągająca i pełna emocji. Zresztą nie zdołał się wylogować, gdy podjął  taką próbę. To sprawa, którą koniecznie trzeba zbadać. No i zatrzeć ślady własnej, nieautoryzowanej aktywności. Uruchomił sprzęt, wywołał roboczą edycję schematu „Buntu niewolników”. Wywołał i zdębiał, otrzymał bowiem odpowiedź, iż poszukiwanych plików brak w systemie. Jak to brak? Uruchomił  pospiesznie programy poszukiwawcze. Po kilku minutach zameldowały, iż nie zdołały odnaleźć wskazanego obiektu ani w bazie głównej, ani w żadnym banku pamięci. Użył  innego skanera i ponowił polecenie. Nic, nigdzie nic nie znaleziono. Przeklęta symulacja rozpłynęła się w nicości, nie pozostawiając po sobie nawet jednego bita, nawet jednego, zagubionego odsyłacza. Poczuł silny niepokój, gdy uświadomił sobie, co to oznacza. Ktoś musiał starannie wszystko wykasować, używając nadrzędnego, priorytetowego kodu dostępu. Czyżby Kurt? Jeżeli ocknął się wystarczająco wcześnie, miałby dość czasu. Na co trafił przy tej okazji? Istniał tylko jeden sposób, by spróbować drania wysondować. Wdusił przycisk videofonu, łącząc się z sekretariatem wydziału.
     - Cześć Evelyn. Daj mi Kurta, tak szybko, jak to tylko możliwe.
     - To ty nic nie wiesz, Raf?
     - Co się dzieje?
     - Pan Cyclone nie żyje, zmarł dwa dni temu na zawał.
     - Dwa dni temu?
     - Ściśle rzecz biorąc, dwie noce temu. Wydawał się okazem zdrowia, a tu proszę, nikt nie wie, kiedy nadejdzie jego godzina.
     - Ale dwie noce? Eve, powiedz wszystko, co wiesz na ten temat.
     - Ja nic nie wiem, Raf. Krążą tylko takie opowieści... Nie, żebym rozpuszczała plotki...
     - Jakie opowieści?
     - Ludzie mówią, że stało się to w środku nocy, w rezydencji pani prezes... Taki zdrowy, niestary mężczyzna, dostał nagle zawału. Reszty domyśl się sam... Pamiętaj, ja nic ci nie powiedziałam.
     - Jasne, Evelyn. Wielkie  dzięki.
     Kurt nie żyje od dwóch dni? Raz jeszcze spojrzał na ekran wyświetlacza. Istotnie, pokazywał datę o dwa dni późniejszą od ostatniej, zapamiętanej przez Rafa. Gdzie spędził  te dwa dni? W symulacji? Siedząc w pracowni z hełmem na głowie? Aż tak go wciągnęło? Niewykluczone, takie przypadki się zdarzały. Jeżeli Kurt naprawdę wykorkował, to nikt nie miał ani powodu, ani uprawnień, by niepokoić Rafa. Odczuwał aktualnie pragnienie i umiarkowany głód, ale co z innymi potrzebami fizjologicznymi?
     - Nie tak szybko, Raf. - Sekretarka nie przerywała połączenia. - Czeka tutaj polecenie od pani prezes. Gdy tylko będziesz dostępny, masz stawić się w jej gabinecie.
     - To znaczy kiedy?
     - Gdy tylko będziesz dostępny, czyli natychmiast. Lepiej się pospiesz, zapowiem twoje przybycie.
     - Dzięki, Eve.
     - Powodzenia Raf. Pewnie nastąpią teraz duże zmiany.
     - Dzięki. - Rozłączył się.
     Cholera, cholera, cholera. Co to wszystko ma znaczyć? Kurt wykitował w łóżku Ariadny? Takie rzeczy również się zdarzały, ale akurat w środku tamtej nocy? I gdzie podziała się ta przeklęta symulacja? Snuł te rozważania, podążając kolejnymi korytarzami do biura pani prezes. Najwidoczniej oczekiwano tam już przybycia Rafa, Ariadna Wintersnow przyjęła go bowiem bez żadnej zwłoki.
     - Witaj, Raf.
     Zasiadała za olbrzymim, staroświeckim, hebanowym biurkiem, dzieląc uwagę pomiędzy ekran komputera oraz jakieś papiery. Natychmiast uniosła jednak spojrzenie.
     - Dzień  dobry, pani  prezes. Wzywała mnie pani.
     Powstała zza biurka, ukazując oczom Rafa całość swojej osoby, której urodę podkreślała utrzymana w złocisto-białej tonacji kreacja. Złocisty akcent stanowił przede wszystkim naszyjnik, spoczywający na odsłoniętym, wyciętym w białej sukni dekolcie. Naszyjnik z nanizanych, ściśle przylegających do siebie, podłużnych płytek metalu. Najpewniej rzeczywiście wykonano je ze złota. Przeguby dłoni zdobiły dobrane w podobnym stylu, szerokie bransolety. Najprawdopodobniej również szczerozłote. Modę na tego rodzaju stylizacje zrodziła popularność wiadomego serialu. Oczywiście, mało która z naśladowczyń Boskiej Amaktaris dorównywała Jej urodą oraz możliwościami finansowymi. Ariadna Wintersnow spełniała obydwa te warunki. Podeszła do Rafa, postukując metalicznie końcówkami obcasów. Cholera, znał ten fason sandałków. W firmie nie obowiązywał szczególne wyszukany dress code, ale  w swoich wytartych jeansach oraz wymiętej, flanelowej koszuli i tak poczuł się niczym niewolnik stojący przed obliczem Bogini. Podała rękę, którą uścisnął nieco niepewnie.
     - Wystarczy Ariadno, to nieoficjalna rozmowa. Nie mamy zbyt wiele czasu, zwołałam na dzisiaj nadzwyczajne zebranie Zarządu, na którym zamierzam przeprowadzić istotne decyzje dotyczące firmy. Jak możesz się domyślać, będę potrzebowała każdej dostępnej dźwigni nacisku na tych starych pryków.
     - W takim razie może przyjdę później?
     - Nagła śmierć nieodżałowanego Kurta pociągnie za sobą znaczące zmiany. Oczywiście, nie ominą one również twojego wydziału i o tym chciałam właśnie porozmawiać, zanim spotkam się z Zarządem.
     - Słyszałem, że dostał zawału?
     - Nagłego i bardzo rozległego. Lekarz porównał uszkodzenia wewnętrzne do obrażeń, jakie spowodowałby wbity prosto w serce sztylet. Umarł natychmiast.
     „Sztylet wbity prosto w serce? Cholera, cholera, cholera...”
     - Stało  się  to w moim domu, w nocy. Pozwoliłam na snucie przypuszczeń, że Kurt umarł w sypialni. Natychmiast pojawiły się plotki, domyślasz się zapewne, jakiego rodzaju. Dostarczy to brukowcom kilkudniowej, niezdrowej sensacji, skutecznie ukryje jednak o wiele bardziej niewygodną prawdę. Kurt dostał tego zawału, przebywając w symulacji. Rozumiesz chyba, jak wpłynęłoby to na wizerunek firmy? Sprawę udało się zatuszować. Wiedzą o tym tylko nieliczni.
     - Dlaczego mi o tym mówisz?
     - To tylko drobna część całego bagna. Uczestniczyliśmy wspólnie w tej symulacji i widziałam, jak otrzymał w jej trakcie cios w serce, dokładnie prosto w serce. Może nie sztyletem, ale narzędziem równie morderczym. Rozumiesz, co to znaczy?
     - To niemożliwe.
     - Ale tak się stało i nie wygląda to na zbieg okoliczności. To była symulacja, którą zaaranżowano w waszym wydziale, którą ty sam zaaranżowałeś. Nowy pomysł Kurta, „Bunt niewolników”.
     - Nie sądzi chyba pani, że...
     - Ariadno, Raf. Nie, nie sądzę. Kurt twierdził, że opracował w tajemnicy nową metodę wcielania się w postacie VR, dającą większe i bardziej prawdziwe doznania. To miał być wielki przełom. Przygotował na potrzeby tej symulacji dwa prototypy i namówił mnie do ich wspólnego wypróbowania. Ty miałeś zająć się ogólną scenografią oraz postaciami drugoplanowymi. I właśnie jedna z tych postaci zaatakowała Kurta.
     Nie ośmielił się oświadczyć, że nie miał z tym nic wspólnego.
     - Jeden z moich niewolników, bo wcieliłam się w rolę królowej Amaktaris, zabił Kurta, występując niespodziewanie w jej obronie. A raczej w mojej obronie, bo gdyby wszystko poszło zgodnie z wcześniejszymi planami, to królowa zostałaby tam ostatecznie zamordowana. Zamordowana przez Kurta właśnie. To miało jakoby okazać się bardzo ekscytującym przeżyciem, on potrafił być nader przekonujący... No, mniejsza już z takimi szczegółami. W każdym razie, gdyby nie ten nosiciel wachlarza, to mnie samą znaleziono by zapewne martwą we własnym domu. Bez jakichkolwiek obrażeń zewnętrznych, za to z objawami zadławienia, nagłego zatoru płuc, niewydolności serca albo czegoś podobnego, związanego z uduszeniem. Kurt nie użyłby raczej żadnej broni.
     - Kurt chciał pani śmierci?
     - Cóż, dopuściłam go do pewnej bliskości, mniejsza już o powody. Staranne przyjrzenie się kontaktom Kurta wykazało obecnie, iż był powiązany z Natanem.
     - Z pani kuzynem?
     - Tak, z moim kuzynem, Natanem Wintersnow, niezadowolonym z porządku dziedziczenia pakietu kontrolnego. Przypuszczam teraz, że to on dostarczył Kurtowi ten nowy program.
     „Prawda, Kurt nigdy nie był zbyt dobry w programowaniu. Pewnie dlatego wciągnął mnie w to wszystko.” - Pomyślał nieco złośliwie Raf. - Co zamierza pani z tym zrobić? - spytał  na głos.
     - Nie mam dowodów, by wysunąć formalne oskarżenie. Ale nie zamierzam tolerować dalszej obecności Natana. Zmusiłam go do sprzedaży posiadanych akcji oraz ustąpienia ze wszystkich funkcji. Właśnie o tym zamierzam poinformować Zarząd.
      - Powtarzam pytanie, dlaczego mi pani o tym mówi, pani prezes?
     - Ariadno, proszę. Potrzebuję kogoś, komu naprawdę mogłabym zaufać, kto dowiódł, iż jest tego wart. Nie wiem, kto jeszcze może pozostawać na usługach Natana.
     Potrafił wyobrazić sobie tylko jeden powód, dla którego miałaby obdarzyć szczególnym zaufaniem właśnie jego, Rafa Sierrę. Skoro jednak nie poruszyła tej akurat kwestii wprost, on również wolał zachować milczenie.
     - W naturalny sposób mógłbyś objąć po Kurcie kierownictwo projektu „Pani Dwóch Krajów”, zamierzam jednak przy okazji powierzyć ci zarząd całego wydziału symulacji VR.
     - Z projektem poradzę sobie bez trudu. W sumie, bez fałszywej skromności, to ja faktycznie go prowadziłem. Ale nie nadaję się na kierownika wydziału.
     - Posiadam na ten temat dokładnie odmienne zdanie. Twój awans też zamierzam ogłosić na dzisiejszym posiedzeniu Zarządu. Spodziewasz się, że ktoś się sprzeciwi, albo nie potrafię złamać ewentualnego oporu?
     - W sumie, lubiłem zajmować się projektem PDK.
     - Możesz czynić to nadal. Planuję rozwinąć pewne nowe wątki, może nie w sposób aż tak kontrowersyjny jak Kurt, ale niejakie odświeżenie i poszerzenie oferty nie zaszkodzi. W swoim czasie porozmawiamy o tym bardziej szczegółowo. Oczywiście, nie mam też nic przeciwko kontynuowaniu poprzednich.
     - Rozumiem.
     - Pozostała jeszcze jedna sprawa, którą musisz potraktować jako objętą najwyższą klauzulą  tajności. Wiem, że w pracy wiadomej symulacji pojawiły się niejakie komplikacje z hasłem bezpieczeństwa. Nikt, absolutnie nikt, nie powinien się o tym dowiedzieć. Ale problem należy zbadać. Zajmiesz się tym osobiście, w pierwszej kolejności.
     - Nie mam aktualnie wglądu w program symulacji. Wykasowano ją z systemów i banków pamięci, do których posiadam dostęp.
     - Jak się pewnie domyślasz, to ja usunęłam stosowne pliki, korzystając z kodu priorytetowego. To rzecz absolutnie tajna, która nie powinna krążyć nawet w zabezpieczonym systemie. Wszystkie potrzebne do twoich badań materiały znajdziesz tutaj. - Podeszła do biurka i wydobyła z szuflady zalakowany pakiet. - Oczekuję szybkich wyników i bezpośredniego, ustnego przedstawienia raportu. Razem z wnioskami, które zdołasz, być może, wyciągnąć. A teraz wybacz, Raf, ale nie powinnam spóźnić się zbytnio na posiedzenie Zarządu. Punktualność to grzeczność królów, aczkolwiek niekoniecznie królowych. - Roześmiała się. - Ten kwadrans będą musieli poczekać.
     Powróciwszy do pracowni, pospiesznie rozerwał pakiet. Gruby, szary papier odsłonił średniej wielkości, drewniane pudełko. Ku swemu zdumieniu znalazł w nim dwa staroświeckie lusterka z uchwytami na dłoń oraz kolejne, niewielkie puzderko z wyrzeźbionym na wieczku kwiatem maku. W środku, już bez większego zaskoczenia, odkrył zasuszony, jaskrawoczerwony oryginał. Co to znaczy? To miały być te materiały do badań? Jakiś żart Ariadny? Zachowywała się jednak całkowicie poważnie. Zdawała się być świadoma jego udziału w symulacji oraz tego, że miał problemy z wylogowaniem. Ciekawe zresztą, skąd wiedziała o tych kłopotach? Awansowała Rafa i wręczyła ten pakiet, niedwuznacznie oczekując, że coś z tego zrozumie. Jakiś cholerny rebus, test na inteligencję, czy coś w tym rodzaju? Jeżeli tak, nie może oblać. Kwiat maku w ozdobionym identycznym wizerunkiem pudełku... Z czym może się to kojarzyć? Z czym w ogóle kojarzy się mak? I te dziwaczne lusterka, dobre może dla przyglądającej się własnej twarzy kobiety. Do tego aż dwa... W jakim celu ktoś mógłby potrzebować dwóch takich zwierciadeł?
     Gdzieś widział już takie puzderka z wizerunkiem kwiatu maku... Przypomniał sobie, identyczne przedmioty znaleziono wśród wyposażenia królewskich i arystokratycznych grobów z okresu Nowego Państwa. Stały się podstawą dla nierozstrzygniętej i nadal dyskutowanej kwestii, czy starożytni Egipcjanie znali narkotyki oraz czy używali opium dla przyjemności albo celów medycznych, np. pozbawiania pacjenta przytomności lub uśmierzenia bólu. Śladów samego specyfiku nie odkryto, ale domniemane naczynia do jego przechowywania stanowią poważną, pośrednią  przesłankę. Czyżby Ariadna sugerowała, że w którymś momencie jego przygód podano mu opium? Ale w jaki sposób? Nie przyjął, rzecz jasna, żadnego zastrzyku. Pokryty sokiem z maku grot oszczepu gwardzisty? Absurd, sam projektował te postacie oraz ich oręż. Nadto cios oszczepem otrzymał w symulacji VR, nie miał wątpliwości, że zraniony w ten sposób w świecie realnym z pewnością już by nie żył. Nic nie jadł, nie wąchał żadnych proszków. Zresztą smak i zapach syropu z opium są dość silne, w ustach pozostaje gorycz...
     Nagle przyszło olśnienie. Myśl wydała się absurdalnie nieprawdopodobna, im dłużej ją jednak rozważał, tym mniej znajdował słabych punktów. Tak, gdyby zechciała, mogłaby coś takiego zorganizować. Zaraz się przekona. I do tego właśnie przydadzą się te dwa lusterka. Zaczął pospiesznie zdzierać sfatygowaną koszulę.

PS. Szczegół o puzderkach w wizerunkiem kwiatu maku i związanej z nimi dyskusji egiptologów jest autentyczny.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i historyczne, użył 17801 słów i 104692 znaków, zaktualizował 1 lip o 12:49.

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    Na samym początku użyłeś celowo czy pomyłkowo nazwy Nefer? Sprawdziłem co oznacza. Wiesz o którym miejscu piszę?

  • nefer

    @AlexAthame Nefer jako nawiązanie do "Pani Dwóch Krajów". U starożytnych Egipcjan słowo to oznaczało szczęście, powodzenie, dobro, także piękno (stąd np. ta fraza pojawia się w imieniu Nefretete).

  • AlexAthame

    @nefer Dzięki.Jak pisałem, wiem co oznacza.Czyli celowo :) To pewnie dlatego przyjąłeś taki nick. Ja wymyśliłem Athame, nazwa pojawia się  w ,,To co jest we krwi". Dopiero potem przypadkowo znalazlem, że to coś oznacza i trochę się zdziwiłem. Jak chcesz to poszperaj, o ile nie wiesz. Pozdrawiam.

  • nefer

    @AlexAthame rytualny nóż ofiarny. No nieźle.  :devil:

  • Goscd

    Super się czyta mam nadzieję że będą kolejne części

  • nefer

    @Goscd Dzięki za wizytę i wpis. Nie planuję jednak kontynuowania tej opowieści. Pomysł ma charakter "jednorazowy". Pozdrawiam.

  • Funkykoval197

    Witaj Neferze. Bardzo oryginalne opowiadanie (i w ulubionej scenerii :-) Takie fajne połączenie współczesności z przeszłością. Myślę że mógłbyś częściej dawać taki „suplement” dotyczący różnych wudarzeń z oryginalnej sagi PDK. Pozdrawiam Pierwszy Rycerz Księżniczki  
    PS Pozdrów również innych przyjaciół ze szczególnym naciskiem na Irias

  • nefer

    @Funkykoval197 Witaj Rycerzu, miło widzieć. Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku. Księżniczka ma się dobrze i miło pozdrowienia przyjmuje. Dorasta, ale sam rozumiesz, że nie mogłem wprowadzić Jej do tej jaskini rozpusty, czyli Dreams Vision Corporation. Dzięki za wizytę.

  • Funkykoval197

    @nefer Dziękuję. Się mam dobrze:-) O Księżniczce nie wspominałem bo to jednak przygoda hard i nie dla młodej damy :-). Mam nadzieję że coś, gdzieś tam się wydarzy w czym będzie mogła uczestniczyć. Tym bardziej że Raf ma teraz wolną rękę i może sam decydować co i jak ma być. Mógłbyś podsunąć mu jakiś pomysł :-)

  • nefer

    @Funkykoval197 Wiele zależy od weny, a to kapryśna pani.  ;)

  • Funkykoval197

    @nefer Wierzę w Ciebie :-)