O zdradzie słów kilka

Ten temat za mną chodził, niemal kazał, zmusił mnie, bym go opisała.
Zaczęło się od niewinnego komentarza pod jednym z opowiadań. Wleciał mi do głowy i po chwili wyleciał. Zaatakował więc  silniej. Poszłam sobie dzisiaj, jak bogowie nakazali, po fajki do pobliskiej Żabki.  Gdyby ktoś kiedyś chciał napisać profesurę z zachowania ludzi, polecam to miejsce. Tym razem nic nie zapowiadało rewelacji; pora poobiednia, osób niewiele w pomieszczeniu. Cale trzy, poza mną ( nieco się roztyłam, ale nadal liczę się jako jedna sztuka). Przede mną stał mężczyzna  w podobnym mi wieku, za mną  dwie dziewoje. Zostaliśmy chwilowo sami, bowiem ekspedientka poszła na zaplecze drukować fakturę.  Dziewczęta ( młode i atrakcyjne, choć na mój gust nieco za mocno upiększone makijażem) zabawiały siebie i nas przy okazji barwnymi opisami najlepszego tuszu do rzęs oraz aktualnych promocji w Deichmannie. Czas płynął na ich opowieściach i pełnych zrozumienia uśmiechach, które wymieniałam z panem, stojącym przede mną. I nagle łuuuup.
- Wyobrażasz sobie? Ta kurwa mi go zabrała!
Ja spojrzałam na faceta, facet na mnie. Zdębieliśmy, ale udajemy, że nic nie usłyszeliśmy.
-Suka pierdolona. Uwiodła go. Zajebię ją.
Na szczęście sprzedawczyni powróciła, obsłużyła  pana oraz mnie i oboje prędko opuściliśmy sklep, zerknąwszy uprzednio na dziewczyny.
     Teraz, delektując się nikotyną, rozmyślam sobie. Zastanawiam się, za jakiego pantofelka, tudzież inną amebę trzeba mieć swojego partnera, czy partnerkę, by stwierdzić, że ktoś go/ją uwiódł, skradł, zabrał- jak worek ziemniaków?  Litości- facet ją zdradził, bo chciał. Koniec, kropka. Nikt mu broni do skroni nie przystawił, nikt go siłą nie wziął. To była jego decyzja. Amen.
      Są ludzie, którzy nie są stworzeni do związku, nie potrafią znieść monogamii. I to jedyny wyjątek od tego, co napiszę za chwilę.  
     Zdradzie zawsze są winne dwie osoby. Osoba zdradzająca i  osoba zdradzana. Ta trzecia osoba nie jest niczemu winna. Niczego nam nie ślubowała, nie deklarowała, nie obiecywała. Można dyskutować o jej moralności, lecz nie można zarzucić jej winy.  
     Przyczyny są różne. Czasem trzeba głęboko gmerać we własnej głowie, by je znaleźć. Takie gmeranie nigdy nie jest przyjemne, trzeba spojrzeć na siebie uczciwie, a nikt nie jest kryształowo czysty.
Chyba najbardziej oczywistym powodem, przytaczanym wbrew pozorom przez obie płcie, jest niezadowolenie z życia seksualnego lub jego brak.  Źródeł problemu jest tyle, ile osób; kary, przysłowiowy sobotni seks „na odpiernicz”, niedopasowanie seksualne, ukrywanie swoich potrzeb, nieumiejętność porozumienia się w tej sferze, odmienny temperament, nuda, kiepski partner.  Wierzcie mi, zazwyczaj te niespełnione osoby próbują rozmawiać o tym ze swoimi partnerami ( częściej niestety partnerkami).  Przeważnie napotykają na mur z wielkim napisem „Przestań, to tylko seks”.  Zdarza się też tak, że pytają, lecz nie słuchają odpowiedzi.  
Ostatnio kolega mi się poskarżył, że jest im beznadziejnie, że nie współżyją i on ma dość. Rozmawiałam później z jego żoną. Powiedziała, że niczego jej się już nie chce, nawet seksu. Że nie lubi swojego życia, że mówiła mężowi, ale do niego nie dociera. Opowiedziała mi, jak wygląda jej dzień- też nie chciałabym się kochać z takim facetem. ..
- Aguś, ja nie wytrzymuję. Od poniedziałku w kieracie; wstaję rano, robię śniadanie jemu i córce, ubieram się w biegu. Później wiozę małą do przedszkola i do pracy. Wiem, nie pracuję fizycznie, ale osiem godzin za biurkiem też potrafi wykończyć. Po pracy na zakupy i odbieram małą od babci, która wzięła ją z przedszkola. Przyjeżdżam. On jest w domu. Ja robię obiad. Podaję obiad. Sprzątam po obiedzie. Pobawię się chwilę z dzieckiem, wstawię pranie i jest dwudziesta. Kładę dziecko spać. Wieszam pranie i nie mam już na nic sił. Padam na twarz. W sobotę i niedzielę nadrabiam zaległości domowe- sprzątam, prasuję. Wszystko sama. Już przestałam mu tłumaczyć.  
Dziwicie się jej? Ja nie. I mam nadzieję, że więcej mi się szanowny małżonek nie będzie skarżył, bo nie umiem się w język ugryźć.
     Drogie Matki Polki, kiwające w tej chwili głowami, medal ma też drugą stronę. Oto historia innego małżeństwa.
Ona i On. Dwoje dzieci. Ona nie pracuje. On rano biegnie po pieczywo, robi śniadanie, budzi ją i dzieci. Ona od momentu, gdy otworzy oczy- wiecznie skrzywiona. On rozwozi dzieci do szkół. Jedzie do pracy. Wracając z pracy, robi zakupy. Robi obiad. Bawi się z dziećmi. Robi kolację. Seks najwyżej dwa razy w miesiącu. Próbował z nią rozmawiać. Słyszy, że jest zboczony, bo chce seksu częściej.
I jak się teraz czujecie? „Ja taka nie jestem”? Czy na pewno?
     Na przekór temu, co się mówi, najpopularniejszym powodem zdrad nie jest problem w łóżku, a przynajmniej- nie tylko on.  
Wiecie, dlaczego najczęściej zdradzamy? Odpowiedź tkwi nie w fizys, lecz w psyche.  Niezależnie od płci. Czujemy się niekochani, nierozumiani, nieszanowani, niedocenieni, niedowartościowani.
Mam kolegę, który sypiał z wieloma kobietami, także mężatkami. Zrobiło mi się potwornie smutno, gdy podzielił się ze mną przemyśleniami:
- Im nie chodzi o seks, seks jest dodatkiem. One chcą, by z nimi porozmawiać; zapytać, co lubią, o czym marzą, jak minął im dzień. Nie trzeba się starać, same lezą, wystarczy okazać im minimum zainteresowania.
Z tego powodu mnie zdradzono. Nie interesowałam się już nim. Pytałam, co w pracy i nie słuchałam odpowiedzi.
     Zdradzamy czasem, by się dowartościować. „On mi już nie mówi, że jestem piękna”.  „Ona nie patrzy na mnie już tak, jak kiedyś”…  
Skoro on już nam nie mówi, że mu się podobamy, nie widzimy tego w jego oczach- idziemy szukać tego gdzie indziej. Szukamy mężczyzny, który spojrzy w taki sposób, że ugną się pod nami kolana. Mężczyzny, którego jedno słowo spowoduje wilgoć.
Szukamy kobiety, która spojrzy na nas z podziwem; dla której będziemy wyjątkowi, mądrzy i intrygujący. Kobiety reagującej rozpromienionym, zamglonym wzrokiem na gest wyrażający pragnienie.
Z autopsji wiem, że niekiedy brakuje nam czegoś, co mamy. Po prostu przestajemy to dostrzegać. Nie wierzycie? Pamiętam słowa mojego lubego z początku naszej  znajomości. Pamiętam jego pełen zachwytu wzrok.  Doskonale pamiętam, jak to na mnie działało. A teraz?  Oto przykład z wczoraj…
- Dlaczego się smucisz?
- Nieee, kochanie, nie smucę się.
-Aguś, powiedz.
- Bo ty mi dzisiaj ani razu nie powiedziałeś, że jestem ładna…
- Jak nie powiedziałem?
- No, nie…
- Nie? A „ślicznotko”? A „moja piękna”? A „mój cudzie”?
- To się liczy?
-Liczy się, głuptasko…
Nie widzę i nie słyszę tego. Jak mojego psa kocham, jestem okropna, ale naprawdę byłam święcie przekonana, że nie powiedział…
     Bywa i tak, że nie chodzi bynajmniej o dowartościowanie się, lecz o to, by poczuć się człowiekiem. Aby być dla kogoś czymś więcej, niż darmowa służąca lub maszynka do zarabiania pieniędzy.  Chcemy, by spojrzano na nas, jak na równego sobie.
Zdarza się, że zdradzamy, bo się zakochaliśmy.  Z dotychczasowym partnerem nie czujemy już więzi, a teraz mamy świadomość życia pełną piersią.
     Jestem przekonana, że  ile osób, tyle motywów do zdrady. W kilku słowach nie da się przytoczyć wszystkich.  
     Zdradziłeś i czujesz się usprawiedliwiony tym, co napisałam wyżej? Zdradziłaś i po przeczytaniu moich słów czujesz się rozgrzeszona?  Poczytaj dalej…
     Zdrada jest największą podłością, jaką można wyrządzić drugiej osobie. Zastanawialiście się kiedyś, co to robi nam, osobom zdradzonym? Wiem, że można się koić na różne sposoby- mam koleżankę, która twierdzi, że zdrady są zbawienne dla jej związku- jest  bowiem milsza dla męża, by mu to wynagrodzić.
Prawda jest mniej różowa. Wasza zdrada nas rujnuje. Wyciska na naszej psychice niezniszczalną pieczęć. Sprawiacie, że czujemy się bezwartościowi, sprowadzeni do roli zbędnego śmiecia. Wasza niewierność odbiera nam poczucie bezpieczeństwa.
Reagujemy różnie.
Czasem próbujemy walczyć, wmawiamy sobie, że damy radę. Napędzani bezsilną wściekłością, obwiniamy tę trzecią osobę. Ją obarczamy całą winą. Wydzwaniamy do niej, grozimy. Próbujemy znaleźć wytłumaczenie i ratować związek.
Innym razem popadamy w depresję, poddajemy się i wycofujemy.  Nie radzimy sobie sami ze sobą. Ponad nasze siły jest wyjście do sklepu, przerasta nas zwleczenie się z łóżka. Poczucie krzywdy nas obezwładnia.
Są też tacy, którzy potrafią odnaleźć w sobie siłę, by odejść. Spakować się, trzasnąć drzwiami- być ponad to. Ich to niewiele obeszło? Nieprawda. Oni też będą mieli problem, by później komukolwiek zaufać.
     A przecież można mieć honor. Można mieć odwagę spojrzeć w oczy partnerowi i powiedzieć: nie potrafię tak dłużej żyć/ pokochałam kogoś innego/jestem szmatą i nie umiem być ci wierna/ nie czuję już niczego do ciebie/oddaliliśmy się od siebie…
Zaboli nas to, cholernie zaboli, ale będzie uczciwie. Okażecie nam szacunek, na który przecież zasługujemy. Byliśmy w Wami jakiś czas, budziliśmy się przy Was, zwierzaliśmy się Wam. Należy nam się, jak psu buda, to minimum uczciwości. Niezależnie od tego, jak się życie potoczyło, kiedyś coś dla Was znaczyliśmy, niegdyś byliśmy dla Was istotni. Bądźcie szczęśliwi, niech Wam się wiedzie, ale nie pozostawiajcie po sobie zgliszczy.
     Wyszedł mi z tego przydługi wywód, końcówka będzie krótka. Pewien zdradzany ( wielokrotnie) na moje słowa, by odpuścił sobie związek z tą kobietą, bo ona się nie zmieni, powiedział mi  
- Bo ty nie wiesz, co znaczy kochać.
Wiem, co znaczy kochać. Wiem nawet, że można kochać i zdradzić. Ale jestem również świadoma czegoś istotniejszego- nie można zdradzić, gdy się kogoś szanuje. Nie da się.
Los nas kusi, każdego dnia. Myślicie, że mnie nie? Mnie też. Ostatnio odwiedził mnie Goku. Był jedenaście godzin. Wygląda, niczym bóg, każdy milimetr jest doskonałością. Siedział obok, czułam jego zapach, widziałam, jak na mnie patrzy. Gdybym była wolna, pewnie nie zastanawiałabym się nawet przez ułamek sekundy. Ale nie jestem. Kocham i szanuję mojego mężczyznę. Nie zrobiłam nic…
     Życie różnie się plecie, nikt nie wie, co się kiedyś stanie, ale bądźmy wobec siebie uczciwi. Jak powiedział mi najmądrzejszy człowiek, jakiego znam „ wszystko działa w dwie strony”.  Wszystko do nas wraca. Warto się czasem zastanowić, bo możecie skończyć jak mój były.

5 681 czyt.
1505298% 45
nienasycona

nienasycona opublikowała opowiadanie w kategorii felieton, użyła 1838 słów i 10851 znaków. ·

Komentarze (25)

 
  • likeadream

    likeadream 17 cze 2016

    Dziękuje Ci Agnieszko za ten tekst. W momencie kiedy zasypuja mnie wątpliwości i wyrzuty, i kiedy ktoś próbuje mi pomóc, a ja stawiam mur. Bo tak. Dziękuję słoneczko.

  • nanoc

    nanoc 15 mar 2016

    Dobre, dogłębne, prawdziwe - nie kończyłaś psychologi. To brzmi jak wywód bardzo prawdziwie i mądrze. Twój facet MUSI być z Ciebie dumny.

  • ramolll

    ramolll 11 lut 2016 ip:77254136

    Mądry i głęboki felieton.Chociaż, jest tyle poglądów ,ilu zdradzonych!Broń Boże nie chcę nikogo oceniać.Chcę przedstawić swój pogląd z perspektywy zdradzonego.Jesteśmy po rozwodzie sześć lat,a mimo to dalej boli,w moim przypadku cholernie boli,bo przeżyliśmy wspólnie 26 lat i wychowaliśmy trójkę wspaniałych dzieci.Pytania typu -jak to możliwe?dlaczego?czemu to mnie spotyka?-potrzeba czasu , refleksji oraz uczciwości wobec samego siebie -aby na nie odpowiedzieć.Ja znalazłem dość siły aby sobie odpowiedzieć.Dzieciom ,chociaż już dorosłe ciężko zaakceptować decyzję matki.Zdrada rozbija rodzinę,wypacza pogląd na życie dzieciom i wiele ,wiele innych które trzeba przełknąć. Po tych kilku latach ,patrzę na to co się wydarzyło ,mniej emocjonalnie a bardziej racjonalnie-chociaż drzazga we mnie tkwi.Jednak dla mnie pomimo wszystko,pozostanie na zawsze Tą na której widok dostawałem gęsiej skórki. I dzięki temu felietonowi uzmysłowiłem sobie że należy wyjąć tę cholerną drzazgę i wybaczyć tak jej jak i sobie samemu. Czego wszystkim pokiereszowanym serdecznie życzę.

  • bieniek

    bieniek 2 lut 2016

    Piękny tekst. Zawsze myślałem o zdradzie. Ile ma wymiarów i czym jest w istocie? Jeśli partnerzy zgadzają się na okazjonalne współżycie z kimś innym, chyba nie istnieje. Istnieje tylko przy założeniu obowiązku wierności, splecionym z powodami jej popełnienia. Znam przypadki ludzi opiekujących się ciężko i przewlekle chorą partnerką (lub partnerem). Czy w obliczu tak ciężkiego, dźwiganego krzyża opiekun, współmałżonek, partner, niezależnie od płci, nie ma prawa do odrobiny rozkoszy? Zdrada, jako pojęcie, jest ikoną utrwalanych przez setki lat stereotypów. Ale przede wszystkim jest sprawą osobistej wrażliwości

  • horus33

    horus33 31 gru 2015

    Na koniec powinnaś dodać Amen. A tak poważnie. Moim skromnym zdaniem, największym powodem zdrad jest chęć poczucia w brzuchu tych motylków przed każdym spotkaniem. Niepewności co się wydarzy, ekscytacji. Tak jak to było na początku. Ps ciągle się dziwię, że kobiety i mężczyźni mogą się tak różnić. Kto to tak wymyślił? Czy to żart?

  • szynkaxd

    szynkaxd 30 gru 2015 ip:831124

    Too jest po prostu piekne i takie prawdziwe, szczere

  • MiloManara

    MiloManara 22 gru 2015

    Bardzo trafne przemyślenia. Nie wszystkie tezy przyjmuję bez zastrzeżeń, ale jak zwykle udowadniasz, że dużo widzisz, bo chcesz zobaczyć, dużo czujesz, bo sama kochasz. Dlaczego Pani Agnieszka tak rzadko pisze? ;-)

  • JohnyB

    JohnyB 18 gru 2015

    Nienasycona, w pierwszej kolejności chciałbym Ci podziękować że poruszyłaś ten temat, temat trudny i niewdzięczny ale mimo wszystko warty rozważenia, tym bardziej, że temat zdrady jest nieco jak du*a - każdy ma w tej kwestii swoją własną prawdę. Tak zdradzani jak zdradzający. Powody zdrad są, jak napisałaś, różniste i jak napisałaś i każdy próbuje zrzucić winę na tę drugą ze stron. Każda strona ma takie prawo i jak napisałaś nie jest w tym zbyt daleka od prawdy, która jak zawsze pewnie leży gdzieś po środku. I nie żebym stawał w obronie jednych lub drugich. Od siebie dorzuciłbym tylko tyle, że zdrada rzadko jest pojedynczym aktem woli a raczej należy ją traktować jak rozciągnięty w czasie proces, proces który zaczyna się niewinnie, od braku ciepłego słowa, niedostrzeżenia jej nowej fryzury albo od skwitowaniu jego szczerych słów wzruszeniem ramion i dopiero punkt kulminacyjny osiąga w łóżku gdzieś, gdzie nie masz swojej szczoteczki do zębów. A swoją drogą. A swoją drogą...biedak z tego Goku...siedział jedenaście godzin a Ty nie zrobiłaś nic...herbaty byś chociaż zaparzyła:-) PZDR J.

  • www_samczeruno_pl

    www_samczeruno_pl 16 gru 2015 ip:18565135

    Polecam zapoznanie się z artykułem na temat zdrady opublikowanym pod powyższym adresem, nie chce mi się kopiować tekstu tutaj "samczeruno_dot_pl/dlaczego-nie-potepiam-zdrady/" (zamiast dot wstawić kropkę)

  • Obserwator

    Obserwator 16 gru 2015 ip:835107

    Jeśli pójdę do burdelu, bo małżonka ma swoje przemiłe dni to jest zdrada? a czy jeśli pomyślę o fajnej dupencji z pracy i jak to by mogło z nią być to też jest zdrada?

  • Incestor

    Incestor 15 gru 2015

    Cóż, ręcamy i nogamy podpisuję się pod każdym znakiem w tym tekście. Dla mnie kwestia jest najprostsza z możliwych - zdrada jest po prostu sk****wyństwem. Czym innym jest sytuacja, gdy ktoś się zakocha, powie drugiej osobie: "to koniec" i wtedy wejdzie w nowy związek. A taka jazda na 2 fronty wygląda trochę jak: "w razie czego wrócę do tamtej". Takich bym po prostu wieszał za jaja/cycki w zależności od płci.

  • zafascynowana83

    zafascynowana83 15 gru 2015

    Bardzo dobry tekst. Poruszona ważna kwestia. Niektórzy twierdzą "Jak s.ka nie da to pies nie weźmie " tutaj w prosty sposób opisałas, że nie do końca tak jest. Bardzo lubie czytać Twoje teksty chociaż nie zawsze się z nimi zgadzam. Ale ile ludzi tyle poglądów. Pozdrawiam

  • jeju

    jeju 14 gru 2015 ip:21247242

    Ale jesteście nietolerancyjni ... (na osoby zdradzające). Normalnie wyrażacie PIS'owską postawę

  • Malolata1

    Malolata1 14 gru 2015

    Boże, kobieto, jesteś wspaniała.

  • A.

    A. 14 gru 2015 ip:62133141

    Też kiedyś wspomniałem Pani, że pomimo swojego extremalnie realistycznego patrzenia na świat wierzę w to coś - niektórzy zwą karmą a inni bumerangiem... wszystko działa w 2 strony i wraca w momencie, w którym się nie spodziewamy i w którym zazwyczaj byśmy nie chcieli... Pewien jegomość napisał, że miłość to zauroczenie... odważne twierdzenie - nie ma definicji miłości która w 100% oddaje to czym ona jest. Są tylko subiektywne twierdzenia bo dla każdego z nas jest czymś innym... I nie - nie jest tak, że gdy mija coś co było zauroczeniem to ono nie wraca w stosunku do tej samej osoby. Wraca - trzeba się trochę postarać. Bo to jest tak trochę jak storczyk w markecie - jest piękny jak kwitnie ale jak przestaną go podlewać to usycha... To tyczy każdej z płci... trzeba się starać i zabiegać....trzeba słuchać,słuchać,słuchać i rozmawiać. Pani znajomy ma wielką rację w tym, że kobiety potrzebują być wysłuchane. Ale nie tyczy się to tylko płci pięknej - faceci też tego potrzebują i nie jest to egoizm lub narcyzm. To jest naturalna potrzeba bycia docenionym, poczucia dumy... każdy tak ma a ten co twierdzi inaczej okłamuje samego siebie nie umiejąc się przyznać przed lustrem. Szacunek mówi Pani - tak... on jest fundamentem. Bez tego nie uda się ułożyć związku. Co do tych pokus... bo to ktoś tak nam sprytnie życie napisał, że pomimo iż mamy wolną wolę w działaniu (podobno) to spotykamy na swojej drodze różnych ludzi... niektórzy nas przyciągają chociażby z 2 końca świata. Śnimy o nich, rozmawiamy, tworzymy aurę podniecenia... wracamy do uczucia sprzed wielu lat... wraca uśmiech i chęć do życia... Pytanie tylko czemu wielu z nas w pewnym momencie nie zadaje sobie samemu pytania - kurcze a gdybym tak zrobił/ła z obecnym partnerem. Ciekawe jaka byłaby reakcja... a gwarantuję, że wraca bezsłowne porozumienie, pożeranie wzrokiem i chęć na rzeczy które dawno nie istniały... wraca zauroczenie i miłość. Trzeba słuchać... i rozmawiać... wszystko działa w 2 strony...

  • MrHyde

    MrHyde 14 gru 2015

    żeby zagłuszyć ból samotności i niezadowolenia ze związku ludzie robią jeszcze gorsze rzeczy niż zdrada - romansują z sektami i głosują na kota prezesa.

  • MrHyde

    MrHyde 14 gru 2015

    Bardzo mądry felieton! Jeśli wyrwać z niego jedną myśl, z jakiegoś powodu dla mnie najważnieszą, będzie to myśl, że poważna zdrada często ma swe źródło w samotności - obojętnie, rzeczywistej, czy wyimaginowanej, ważne, że odczuwanej mimo formalnego (bez wnikania w naturę tej formalności) związku. Niestety, to prawda. Życie, zwłaszcza życie wspólne z innymi ludźmi - niekoniecznie z partnerem, również z innymi członkami rodziny, przyjaciółmi, kolegami - to nie bułka z masłem i słonia z rzędem temu, komu się udaje budować harmonijne związki, trwać w nich i dawać innym szczęście. Pozdrawiam serdecznie.

  • nefer

    nefer 14 gru 2015

    Poważny, bardzo powazny tekst, ubrany w lżejszą forme. Klasyczny, dobry felieton.

  • Jagna

    Jagna 13 gru 2015

    Dzień dobry, zaczniemy cytacikiem: "Lecz pan każe, sługa musi, Skąpał się biedak po szyję." Na początku się uśmiałam, ale proszę, nie pisz takich rzeczy o pantofelkach i amebach. Wbrew pozorom, to dość miłe i przyjemne organizmy (pantofelki nawet koniugują- a koniugacja, w tym przypadku, to proces płciowy). Oglądane pod mikroskopem, lub na rycinach wydają się być słodkie. Czytając dalej, rozbawienie zniknęło. Piszesz o bardzo poważnym temacie i robisz to mądrze. Pięknie ubierasz w słowa swoje myśli. Pomimo tego, że mnie ten problem nie dotknął, dałaś do myślenia. I wydaję mi się, że nie tylko mnie skłoniłaś tym tekstem do ruszenia mózgownicą. Chciałam Ci za ten felieton podziękować , z tej przyczyny, w tym momencie, na Twym policzku powinien wylądować mokry, śliniący całus

  • Jacenty

    Jacenty 13 gru 2015 ip:17656230

    Koresponduję od czasu do czasu z taką jedną panienką i ... nie wiem co o tym wszystkim myśleć a logika tej kobiety jest po prostu nie spotykana Chyba nawet we wariatkowie Ale do rzeczy ,pisze do mnie co jakiś dziewczyna,pyta co u mnie etc. Zbywam ją jak mogę bo jest psychiczna, tak uważam o czym zaraz się przekonacie. W każdym razie, rozmowa wygląda tak ona swoje ,ja swoje,i tak na wesoło choćbym nie wiem co napisał.Przeważnie ja dostaje kilkanaście zdań na które odpowiadam Aha lub Spoko lub też odpowiadam że próbuję się właśnie masturbować ale mi nie staje co nie robi na niej żadnego wrażenia-jakby nie czytała .Umieściłbym kilka przykładów ale większość to pierdoły o życiu rodzinno osobistym z moją odpowiedzią - Aha-Spoko. W skrócie,laska jakiś czas temu zdobyła chłopaka i teraz go zdradziła. Cytuję '' : Jedna impreza, kieliszek, zdrada'' . Na drugi dzień odebrałam telefon i słyszę:" odchodzę '' ''No ale zdradą chciałam sprawdzić czy na pewno mnie kocha bo wybaczyłby gdyby kochał.'' ''Taki zakład z samą sobą czy to zrobię i żałuje '' ''Kocham nadal i to jeszcze bardziej niż przed zdradą. '' Rozumiecie coś z tego ? Szczerze to już współczuję tamtemu gościowi

  • merlin

    merlin 13 gru 2015

    Zdrada paskudne słowo, ale nieraz jedyny sposób, żeby uwolnić się od toksycznego związku.Wiem , że wielu podniesie larum, że miłość, wzajemne zaufanie, ale co to jest miłość to tylko chwilowe zauroczenie, chwilowa fascynacja, która prędzej czy później mija.Niektórzy miłością nazywają chęć posiadania, taką bezwarunkową drugiej osoby. Kiedy kończy się ta fascynacja, zauroczenie, to żadne nawet najpiękniejsze słowa, nie spowodują , że to uczucie znowu powróci, rozgorzeje z nową siłą.Kiedy to zauroczenie przestaje działać , najczęściej spoiwem jest przyzwyczajenie, lenistwo,żeby skończyć to co się wypaliło.Dużo osób tłumaczy to sobie dobrem dzieci, opinią innych.Radykalnym lekarstwem na to jest właśnie "zdrada". W jednym się zgadzam z Tobą Pani A. uczciwość wymaga poinformowania o zastosowaniu lekarstwa zainteresowanego. To jest nie tylko uczciwe , to świadczy o szacunku dla naszego dotychczasowego partnera.Wiem, że jest to bolesne,że rani nasze uczucia, powoduje, że mamy wrażenie mniejszej wartości., ale lekarstwo prawie zawsze jest gorzkie.Najważniejsze, żeby było skuteczne.Moim zdaniem bardziej uczciwe jest skończenie związku , który się wypalił niż uparte tkwienie w nim i dopuszczanie się zdrady, może nie fizycznej, ale jeszcze gorszej-emocjonalnej. Mam nadzieje Królowo, że nie pozwolisz mnie zlinczować Twój oddany błazen

  • Sturbuck

    Sturbuck 13 gru 2015

    Co by tutaj..... Moze tak. Napisane standardowo, jak na Ciebie, czyli swietnie. plynnie, tresciwie, wiarygodnie, rzeczowo .... Co do tematu. Chyba powinienem zaczac Pani Agnieszko. Dlaczego? Akurat Ty odgadniesz moja intencje natychmiast

  • claire

    claire 13 gru 2015 ip:18814670

    Nie będę się rozpisywala. Powiem ci tylko tyle że się z tobą zgadzam

  • Ramol

    Ramol 13 gru 2015

    "Małp rozliczne są rodzaje w rozmaitych świata stronach, są i takie, co najchętniej kołyszą się na ogonach." Niech te słowa - zapamiętane z dzieciństwa - będą kanwą uwag na świetnie napisany felieton @Nienasyconej. Jesteśmy jak owe małpki opisane przez Kornela Makuszyńskiego: nie ma dwóch identycznych. Zdrada rani, bardzo rani, jestem bardzo zrównoważony, ale spotkawszy zdradę - NIESŁOWNOŚĆ I FAŁSZ najbliższej mi osoby, zacząłem zachowywać się nieracjonalnie. Wyszedłem z tego, ale do tej pory czuję jakbym stracił część mego serca... Tam po prostu jest dziura! Uważam, że nie ma zdrady, gdy jest jeszcze uczucie pomiędzy partnerami... Nie będę się spierał z Agnieszką, czy to "szacunek", czy "miłość", czy też inne "uczucie wyższe"... Nie może to być współczucie, mnie to sprawiało by przykrość, odbierałoby mi część mej godności... W moim przypadku pomógł mi stary, gburowaty "trep" w stopniu pułkownika, który zapytał tylko, czy obiecuję myśleć na przepustce, potem polecił memu dowódcy dać mi 5 dni urlopu (było to w Szkole Oficerskiej po zakończeniu studiów cywilnych). Mam teraz mniej więcej tyle lat co ów wojak wówczas i kilkakrotnie - nauczony jego decyzją - dawałem nieoficjalne wolne mym pracownikom w losowych sprawach. Wiem, że w sytuacji silnego stresu różne osoby różnie reagują, wiem, że zdradzony młody człowiek (on lub ona) może zrobić głupstwo - rzecz nieprzewidywalną dla otoczenia, wiem też, że okazując zaufanie takiej osobie, dając jej swobodę działania - pomimo ryzyka jakie się podejmuje - zmusza się zdradzoną/nego do myślenia... A głównie myślenie właśnie odróżniać nas powinno od Fiki Miki i jej koleżanek. Agnieszko, dzięki za wspaniale napisany, mądry felieton!

  • Micra21

    Micra21 13 gru 2015

    Czytałaś moje opowiadanie "Szalony wypad na żagle". Tam jesr opisana pewna życiowa historia, prawdziwa. Masz rację, nie jest winna tylko jedna strona, tak jak nie ma jednej przyczyny jakiegokolwiek wypadku. Zawsze jakiś ciąg zdarzeń doprowadza do określonej sytuacji. Nic nie jest tylko białe, albo tylko czarne. Żyję już 60 z górą lat na tym świecie i niejdno widziałem i sam też przeżyłem. Ta trzecia strona, nieważne, kobieta, czy mężczyzna, nie jest winna, znalazła się w określonym miejscu i czasie. Ale nie pochwalam zdrady, zgadzam się z Twoim zdaniem na temat uczciwości - powiedzenia wprost, o co chodzi. W tym tekście jest o odpowiedzialności za rodzinę, którą przyjmujemy w momencie zakładania jej. Nie wiem, jak ja bym się zachował w takiej sytuacji. Mam przwie 40-letni staż "małżeński", nie jest i nie było różowo, z seksem też (z tym nawet bardzo źle), ale przyjąłem odpowiedzialność te lata temu i nie wycofałem się, chociaż okazji nie brakowało. Dziś żyjemy trochę "obok", ale dzieci mają poczucie bezpieczeństwa, wnuki też. Dzisiaj już nie mam siły na zaczynanie "nowego" życia. Piszę sobie różne opowiadania, mam kontakty internetowe i jakoś żyję, choć daleko do szczęśliwości. Pozdrawiam