To tylko śmierć... nic poważnego

To tylko śmierć... nic poważnegoUchylił się lekko w prawo. Rana na brzuchu zapulsowała bólem. Jego oddech był ciężki, zmęczenie zaczynało dawać się we znaki. A ponoć tacy jak on się nie męczą. Nie miał jednak czasu się nad tym zastanawiać. Odskakując zrobił kolejny unik przed kataną. Świst powietrza uświadomił go, że cięcie było równie silne co sześćdziesiąt poprzednich. Jego przeciwnik był doświadczonym szermierzem, nie mógł zaprzeczać. Nadal jednak był tylko człowiekiem… Jak mógł wciąż atakować z taką łatwością… Wiedząc, że nie zdąży z kolejnym unikiem odbił ostrze miecza rękojeścią kosy. Starał się włożyć w to jak najwięcej siły, chciał wytrącić samuraja z równowagi. Nie udało mu się jednak. Wytrenowany rywal wykonując piruet zadał kolejne ciecie. Kolejna rana przyozdobiła jego skórę. Był  pewien że gdyby nie napięte mięśnie jego mostek byłby już w dwóch częściach. Nie zastanawiał się jednak, działał. Uderzając przeciwnika barkiem wykonał zamach drugą ręką. Cięcie było płytkie, nie przedarł się nawet przez mięśnie. Rana jednak była rozległa. Ciągnąc się od brzucha sięgała niemal szyi. Impet ciosu odepchnął samuraja na znaczący dystans.  

-Nie wygrasz tego pokutniku.  – demoniczny głos rozdarł otaczającą ich ciszę, wewnątrz głębokiej pogardy pobrzmiewał szacunek…

-Nikomu nie jest obiecane jutro…  – odpowiedział ze spokojem samuraj, jego słowa niesione wiatrem zdawały się rozbrzmiewać zewsząd.  

Demon warknął gniewnie, jego oczy błysnęły czerwienią.  

-Rozerwę cię w pół! – wrzasnął wskazując w niego kosą – Tak samo jak głupca który myślał że darkina można okiełznać.

-Zabić mnie? – jedynie wzburzony wiatr zdawał się pokazywać jego emocje, skryte pod beznamiętną maską – Możesz spróbować…

Gromki szaleńczy śmiech przedarł się przez wzrastającą wichurę. Darkin łapiąc kosę bliżej ostrza uderzył nią w ziemię.

-Umrzesz śmiercią równie idiotyczną co twój brat. – szyderczy uśmiech przyozdobił demonie lico – Próbując pokonać lepszego od siebie.  

Gromiące spojrzenie samuraja pchnęło na demona potężny podmuch. Demon zapierając się ze wszystkich sił nie był w stanie się temu przeciwstawić. Szalejący huragan zamknął ich od otaczającego świata, pozostał jedynie chłód i szarość.  

-Liczy się tylko śmierć. – głos szermierza zdawał się dochodzić z każdej strony  – Moja, lub twoja.

Wraz ze świstem błyszczącego ostrza,  potężne tornado posłało potwora w powietrze.  Zaraz za nim nadeszła setka cięć. Przychodzące zewsząd cięły czerwoną skórę Darkina. Wszystko ustało wraz z grzmotem. Wiatr ustąpił miejsce rzeczywistości.

-Niektórych błędów….

Wypluwając ogrom krwi demon spojrzał na samuraja, stojąc nad nim trzymał katanę przebijającą serce demona.  

-…nie popełnisz dwa razy.  

Nie odpowiedział, rozpłynął się w dym. Szermierz rozejrzał się przepełniony zgrozą i zdziwieniem. Wraz z demonicznym śmiechem, nad pokutnikiem błysnęła krwawa kosa. Zaraz potem wbijając się w jego pierś. Wraz z głuchym stęknięciem wsparł się na mieczu wbitym w ziemie. Wolną dłonią złapał za kosę. Jego serce przestało już bić. Padł mocno na wilgotną od krwi ziemię….

Rhaast  pojawił się nad jego ciałem, dłoń mocno przyciskał do piersi. Krew samuraja nie wystarczyła, nie uleczył wszystkich ran. Zwłaszcza tej  najpoważniejszej. Runął głucho na ziemię. Uśmiechnął się smutno. Ta walka, była godna śmierci… Zaraz po tej myśli, rozsypał się w pył.

1 komentarz

 
  • Krystian244

    Bardzo mi się podoba. Więcej takich