Wakacje by Jack Bean cz.2

Hotel był jednym z większego szeregu podobnych mu hoteli leżących wzdłuż brzegu morza. Przyjemny, nowoczesny bez większych ekstrawagancji, ale jednocześnie doskonale położony. Kilka kroków od wspanialej piaszczystej plaży, trochę pustawej o tej porze roku i jakieś trzy kilometry od centrum miasta, pełnego knajpek, knajpeczek i klubów nocnych.  
Pierwszy dzień spędzili na plaży. Pogoda była wspaniała, słońce grzało od samego rana i mimo, że był to dopiero środek kalendarzowej wiosny można było mieć wrażenie, że jest to początek lata. Początek tygodnia sprawił, że plaża była dość pusta i można było znaleźć całe kilometry piasku bez towarzystwa innych ludzi. Tom i Jenny zabrali ze sobą koce i zestaw piknikowy. Po kilkunastu minutach spaceru uznali, że tu właśnie jest wspaniałe miejsce na odpoczynek. Pusta szeroka plaża, wspaniała panorama na morze i łachy wydm za plecami odgradzające ich od cywilizacji.
Rozłożyli koc i po chwili byli już w strojach kąpielowych, które ubrali na siebie już w hotelu. Nie zamierzali się kąpać, bo woda była jeszcze zimna, ale chcieli poleżeć i czytać zabrane książki.  
- Możesz mi posmarować plecy? – Zapytała Jenny – Nie chcę się spalić, a słońce przygrzewa.
- Jasne - dawaj olejek – powiedział Tom.
Najpierw nalał odrobinę olejku na rękę, aby ogrzać trochę zimną oliwkę. A potem zaczął kolistymi ruchami wsmarowywać oliwkę w plecy Jenny, która leżała na brzuchu, z rękami na policzku i głową odchyloną na bok. Tom, co chwila niby to przypadkiem zahaczał o wiązanie jej bikini. W pewnym momencie nieco chrapliwie powiedział:
- Wiesz, co? Jesteśmy tu sami. Rozwiążę te sznurki, bo tylko przeszkadzają. – I nie czekając na jej reakcję rozplątał je.
Spodziewał się jakiegoś obruszenia, ale nie Jenny dalej leżała w tej samej pozycji z zamkniętymi oczami. Po plecach przyszła kolej na ramiona ręce i wreszcie nogi. Smarował je długo wiedząc, jaką to sprawia jej przyjemność, jednak, gdy jego ręce zawędrowały trochę za wysoko wewnętrznej części ud, Jenny zacisnęła je mocno i ofuknęła męża, że głupoty mu w głowie i to na dodatek w miejscu publicznym. Tom schłodzony obcesowo, wypalił nagle:
- A bo ty zawsze jesteś taka cnotka, niewydymka – czego od razu pożałował.
- Co? Odpowiedziała Jenny – wkurzona nie na żarty… - co to za słowa… - powiedziała podrywając się i wiążąc nerwowo sznurki bikini na szyi.  
Tom próbował to wszystko obrócić w żart. Jednak od razu poznał, że tym razem nie uda mu się tak łatwo. Zaczęła się nerwowa dyskusja, która po chwili przerodziła się w kłótnię. Jak to w kłótniach bywa padły słowa, które normalnie by nie padły. Tom wylał wszystkie swoje frustracje seksualne odnośnie Jenny i ich współżycia.
Zapadła grobowa cisza, która trwała i trwała. Każde udawało, że robi coś innego: on czyta książkę, ona śpi – ale widać było, że myśli kłębią się im w głowach. Wreszcie ciszę przerwała ona:
- A czy ty myślisz, że mi też nie brakuje seksu? Myślisz, że ja nie… no wiesz… nie radzę sobie sama?
Tom zamarł. Jenny moja Jenny uprawia samogwałt? To było tak odmienne od jego wyobrażeń na jej temat, że przez chwilę nie mógł pogodzić się z tym faktem.
- Też mam fantazje… nawet takie dzikie – dodała już trochę ciszej ona – ale myślałam, że ci już nie zależy. To facet powinien zainicjować coś…
- W XIX wieku to pewnie tak… - sapnął ironicznie – ale teraz mamy już XXI i sporo się zmieniło, jeśli nie zauważyłaś – dodał. Słowa te, mimo, że były szorstkie w jakiś dziwny sposób rozładowały atmosferę.
- OK. Mam dla ciebie propozycję – powiedział - pomysł stary jak świat. Założymy się o butelkę dobrego wina, o to, kto wytrzyma rok „seksualnej niewoli”. O butelkę wina i honor oczywiście, bo kto przegra ten klipa. – Niepewny uśmiech przemknął mu po twarzy.
- Przez rok druga strona musi się podporządkowywać woli pierwszej we wszystkich sprawach związanych z seksem. Oczywiście zawsze się może wycofać – kontynuował – wymyślimy jakieś bezpieczne słowo, które będzie hasłem na przerwanie gry.
Jenny, gdy tylko usłyszała słowa „seksualna niewola” i „podporządkować” poczuła jak uderzenie gorąca zaczerwienia jej policzki. Nigdy nie przyznawała się mężowi, ale największą przyjemność sprawiała jej nie długa i wyrafinowana gra wstępna, ale chwile, w których czuła się mu całkowicie podporządkowana.  
Jenny nie odpowiadała znaczną chwilę. Myślała intensywnie nad propozycją Toma i gdy wydawało się, że ciszy tej nikt nie przerwie nagle wypaliła:
- Zgoda, ale…
Toma zatkało ze zdziwienia, bo co najwyżej spodziewał się drwin i szyderstw lub po prostu klasycznego focha.
- Ale…? – Zapytał.
- Zgadzam się pod pewnymi warunkami. Po pierwsze nie rok, ale trzy miesiące – powiedziała szybko – po drugie, mamy prawo trzy razy użyć bezpiecznego słowa i gra będzie trwała dalej. Pod koniec po prostu zsumujemy, kto częściej skorzystał ze swojego prawa i wygra ten, kto zrobił to rzadziej. Oczywiście czterokrotne użycie słowa kończy się walkowerem.
- Ok – zgodził się Tom – brzmi rozsądnie.
- I jeszcze coś….
- Jeszcze? Ile masz tych warunków?
- Nie ustaliliśmy, od kogo zaczniemy tzn., kto będzie pierwszy prowadził grę. Zostaje jeszcze ustalenie naszego „hasła bezpieczeństwa”.
- Jeśli chodzi o hasło to proponuję „Geranium” – nie mamy kwiatków w domu, więc małe prawdopodobieństwo, że użyjemy go przypadkowo. A jeśli mamy ustalić pierwszeństwo liderowania to proponuję losowanie. Orzeł czy reszka? – Powiedział wyciągając monetę.
- Damy górą. Reszka – odpowiedziała z uśmiechem.
Moneta poleciała wysoko obracając się w powietrzu kilka razy, po czym upadła na ziemię. Oboje stanęli nad nią. Jenny przygryzła wargi, jej usta wykrzywiły się mimowolnie w grymasie zawodu. W słońcu dumnie błyszczała podobizna orła.

Frogg

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1090 słów i 6124 znaków.

2 komentarze

 
  • Kamyk

    Czekam na rozwinięcie, zachęciłeś do zajrzenia tu ponownie.

  • VeryBadBoy

    Zapowiada się interesująco. ;)  
    Obrazowo przestawiłeś bohaterów, przede wszystkim charakterologicznie. Podoba mi się.
    Fajnie, że Jenny ma taką figurę. Lubię.  :)