Vanessa

VanessaVanessa

Miało być o moich byłych a tu ni stąd ni z owąd pojawia się jakaś Vanessa.  Kim jest i skąd się tu nagle wzięła? Dobre pytanie. Vanessa była dziewczyną z naszej klasy i należała do klanu Dolarówek. No może to, że  należała jest tu trochę nieadekwatne,  po prostu trzymała raczej z nimi.  Z nią to jest trochę inna sprawa.  
Już od samego początku jakoś się dogadywałyśmy. Zresztą ona, jako  chyba jedna nie dawała nikomu nigdy do zrozumienia, że finansowo i społecznie stoi znacznie wyżej. Mówiłam przedtem,  że z nimi nie trzymam bo mój status społeczny do nich nie pasował. Nie żebyśmy się jakoś przyjaźniły, ot była koleżanką z klasy i tyle. Czasem zagadała, a w kilkunastu sytuacjach dość ostro najechała na resztę  grupy,  jeśli ich żarty czy docinki stawały się dla kogoś obraźliwe, czy nie do zniesienia.
Nie wiem sama jak to się stało, ale któregoś dnia Vanessa zapytała czy nie chciałabym, byśmy się uczyły razem, bo potrzeby jest jej ktoś kto da jej do tego kopa i motywację. Jej samej jakoś trudno się skoncentrować, myśli krążą gdzieś w obłokach a książki i zeszyty leżą odłogiem.  
Nie należałam do czołówki prymusów  w klasie, ale bądź co bądź moja średnia oscylowała gdzieś pomiędzy cztery dwa, cztery osiem a Vanessa  leciała kiepsko na trójach,  choć jest  nadzwyczaj inteligentna.    
Początkowo zostawałyśmy w szkole po zajęciach, i co jakiś czas lądowałyśmy u Vanessy w domu, a od rozstania z Tomkiem  stało się prawie codziennością. Do mnie wolałam jej nie zapraszać, bo  raczej kiepskie warunki. Mieszkanie małe, co prawda miałam swój pokój no pokoik albo raczej kliteczkę, bo nawet pokoik a było by dla niego szumna nazwą. Na dodatek przy dwójce mojego przyrodniego rodzeństwa,? Raczej niewykonalne. Nie opędziłybyśmy się od tych wszędobylskich szkrabów.    
A staruszkowie chyba byli zadowoleni.  Marek, mój ojczym, ale tak od początku kazał do siebie mówić, zawsze twierdził że każdy musi mieć kogoś. Przyjaciela, kochanka, kochankę, czy nawet wroga. Nie ważne kogo, ważne że nie jest się samemu.   A matula jak to pewnie inne matki, nie dawała  żyć ciągle tylko, a kto, a po co, a kim są rodzice i kiedy ją zaproszę do nas, i inne takie tam bzdety.    A Vanessa w takim układzie, była niezłym alibi na moje wyjścia  z Tomkiem.  Tyle tylko że po tej całej sytuacji z Tomkiem zostałam znowu sama.  Zastanawiam się tylko, jak to się dzieję że niektóre kobiety mają tak wyostrzoną intuicję. Matula zaraz wyczuła ze coś jest nie tak, tyle że kojarzyła to raczej z Vanessą,, niby że się popstrykałyśmy. O istnieniu  Tomka, matula nie miała przecież  zielonego pojęcia. Moje wyjścia, to że zaczęłam trochę więcej zwracać uwagi na swój wygląd i  dbać o siebie, wszystko to szło na konto Vanessy.    
Vanessa również wyczuła, że ta sprawa z Tomkiem coś nie tak się potoczyła, bo już następnego dnia padło pytanie dlaczego z nim skończyłam. Czy skończyłam? To chyba dość niefortunne stwierdzenie. Pytanie  czy w ogóle coś zaczynałam? Czy to czasem nie była tylko fascynacja i ciekawość. Nie żebym go  nie lubiła. Lubiłam i lubię nadal ale czy samo lubię wystarczy?  Można nawet powiedzieć, że mimo wszystko do dziś jesteśmy przyjaciółmi. Ale to co się wówczas stało, jakoś zmieniło moje podejście do facetów.  
I kurdę co, miałam jej powiedzieć, że biedak spuścił mi się w dłoń! I zrobił to prawie natychmiast jak go tylko dotknęłam! Gdyby ta sprawa się rozniosła, pewnie stałby się pośmiewiskiem kumpli. Choć pewnie nie jeden z nich  miał takie coś poza sobą a resztę to pewnie  jeszcze czeka. W końcu mówią, że taki jest los prawiczka. Ale czy tylko prawiczka?  
Myślałam że sobie  już odpuściła, a ona cwaniara tylko czekała na jakąś dobrą okazję. Któregoś dnia gdy po paru godzinach ślęczenia u Vanessy, nad jakimś durnym referatem  na polaka, Vanessa zarządziła, że już dość tego dobrego i idziemy spać. rzuciła mi swoją koszulkę nocną i wygoniła do łazienki. Zjawiła się tam zaraz za mną i bez żadnych ceregieli wparowała do mnie pod prysznic. Nie miałam żadnych obiekcji co do paradowania przed nią nago, tylko nie bardzo wiedziałam jak zareagować  na dotknięcia naszych ciał w kabinie.
- Chyba ci to nie przeszkadza?-  
Nie, wcale mi to nie przeszkadzało, tylko te jej dotknięcia, muśnięcia dłonią były chyba zbyt częste jak na zwykły przypadek.    .  
- Anka! Powiesz wreszcie co to było z Tomkiem? -  Nagle wróciła do sprawy Tomka Widząc moje  zażenowanie, ciągnęła dalej  
- Nie bądź świnia…….. papużki nierozłączki i nagle sru? Gej? -
Nie wiem czy opinia geja dla Tomka nie byłaby gorsza od tego, że nie wytrzymał napięcia. W każdym razie  na bank a wprawiła by Tomka w deprechę. Niby to jesteśmy wyluzowani, otwarci na innych. Nawet w klasie była parka lesbijek, o której wszyscy wiedzieli i nikt jakoś z tego nie robił jakiś wielkich ale. No właśnie, i tu mamy to ale. O ile one się z tym nie wcale  kryły, to Tomek uchodził za niezłe ciacho,  warte dziewczęcego zachodu. Zresztą co? Nie wyczułabym gdyby był gejem? No i tak od słowa do słowa wyciągnęła ze mnie wszystko.  
- I o to poszło? - Mówiąc to parsknęła śmiechem.  
- Nie wiedziałaś,,.......że oni są jak takie młode byczki rozpłodowe. Zamoczyć, trysnąć,  byle jak i byle gdzie, ważne że zejdzie z krzyża.   Mało który,  potrafi wytrzymać dłużej niż pięć minut. To ty o tym nie wiesz? Anka! Ja pierdolę, na jakim ty świecie żyjesz! No nie!.............. Chyba nie chcesz  mi powiedzieć, że Tomek był pierwszym facetem z którym to zrobiłaś? Ja pierdzielę….. cnotka! To ty jeszcze nie miałaś żadnego faceta? -
Nie powiem ale nieźle wkurzyła mnie tą całą cnotką i wypaliłam jej bez zastanowienia.  
- A ciebie to  pewnie cały tabun ogierów przeleciał! -  
- Zaraz tabun! Krzysztof jest moim trzecim facetem! Ci dwaj pierwsi w ogóle się nie liczą. Tylko błagam zostaw to dla siebie. Biedak pewnie myśli, że dostał dziewicę. oni już tak mają. A sam święty nie był i na bank ale parę szparek  zdążył zaliczyć przede mną.  W każdym razie, z książek ani z pornusów tego się nie nauczył.  
- Nie powiem ale niezłe z niego ciacho.- Moja pochwała zabrzmiała chyba zbyt przekonywująco bo zaraz zaznaczyła.  
- Ty mała. Tylko się czasem do niego nie przystawiaj On już jest zajęty i nie dla psa kiełbasa.-  Na co obie wy buchnęłyśmy śmiechem.  
- Nie bój żaby! Używanego materiału nie biorę.- Chciałam się odciąć.
- Wzięłaś sobie takiego nie używanego i co z tego wyszło? Zamiast zrobić ci dobrze to zlał się w spodnie.    - Zgasiła mnie tym od razu, i wolałam przemilczeć, niż plątać się  w jakiś głupkowatych wyjaśnieniach.  
- Dobra dość już tego całego gadania, do łóżka. - Zasnęła szybko, a ja długo jeszcze tłukłam się z myślami,  bo jej głosie wyczułam coś dziwnego. Co ją do diabła ugryzło? Zazdrosna? O co? Że jej facet mi się podoba? I co z tego? Nie znaczy to  zaraz, ze  zastawię na niego sidła. Gdyby nawet to on mnie zaczął podrywać i tak posłałabym go dna drzewo.  
W końcu chyba zasnęłam, bo znów miałam ten mój, jak go to nazwałam,  mokry sen. Czuję, na szyi ciepły oddech, miękkie ciało przytulone do moich ud i pleców, obcą dłoń na piersi pod koszulką i  zwinne palce bawiące się moimi, nabrzmiewającymi sutkami. Czuję się lekko zawiedziona, gdy dłoń opuszcza moje nabrzmiałe piersi. Ale zadowolenie szybko wraca, gdy opuszki palców zaczynają drażnić okolice pęka, a po chwili, powolutku sunąc dalej w dół, wywołują cudowne mrowienie w podbrzuszu by zakończyć swoją wędrówkę, bawiąc się meszkiem na łonie. A ja wbrew sobie, obracając  się na plecy,   rozwierając uda,  daje im przyzwolenie na coraz to więcej z czego skrzętnie korzystają.  A ich delikatny dotyk na wargach wyzwala we mnie olbrzymią  falę gorąca, która  rozlewa się jak rozpalona  lawa, po całym moim ciele.
- Spisz?.- Nagle słyszę jak jakiś znajomy głos szepcze mi do ucha, a czyjeś zęby, delikatnie przygryzają jego małżowinę.     Zrozumiałam wreszcie, że to wcale nie sen. A ten ktoś,  do kogo należy ta pieszcząca mnie dłoń, to wcale nie Tomek. I do dziś nie wiem czy to ja, czy to moje ciało samo zadecydowało za mnie że odwróciłam się gwałtownie i   leżymy do siebie twarzami obejmując się nawzajem.  
Usta szukają ust. Dłonie pieszczą plecy i pośladki,  a uda wciskają się między siebie. I nie ma przy tym żadnego zażenowania czy wstydu! Całując, leży na mnie a nasze piersi rozgniatają się nawzajem. Jej język w moich ustach i nagle  jej palec penetrujący moje wnętrze, odnajdując w nim najczulszy punkt drażni go niemiłosiernie. Nie chcę tego! Ale moje ciało chce. i chce coraz  więcej.   Wbrew samej siebie  rozsuwam szeroko uda. Motyle wariują,  gdy  nagle,  jak grom z jasnego nieba szczytuję. Kurdę!....... Jeszcze  nigdy czegoś takiego nie przeżyłam.
- Co jest? …… Cała drżysz .-  Słyszę, ale nie bardzo wiem co jej na to odpowiedzieć.  
Leżymy obok siebie, odpoczywając, i nie mogę złapać oddechu. Vanessa chwyta moją dłoń i patrząc mi w oczy kładzie ją sobie na małej.  Jest tam idealnie gładka i starannie wydepilowana, a w jej oczach  widzę błaganie i już wiem czego pragnie i co ja muszę zrobić.

abigail

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użyła 1823 słów i 9485 znaków.

3 komentarze

 
  • nn

    sssssss

  • Duże tak na Vanesse

    Jezusss taak olej te opowieści o tych prawiczkach. Szczerze ta Vanessa i myśl ze mogłyby być w związku jest o wiele lepsze i ciekawsze.

  • eksperymentujacy

    Pięknie opisane - wow !