Karol

KarolKarol

Podstawówka mijała raczej spokojnie, jakoś nie w głowie mi były te sprawy. Chociaż  chyba nie tak do końca. Bo trochę zazdrośnie patrzyłam jak dziewczynom zaczynało już  co nieco kiełkować i przybywać krągłości  a pod bluzeczkami pojawiały się krągłe pagórki. A ja?  Ciągle jako jedyna, byłam trochę szkieletorem a trochę chłopczycą.  
“Taka z przodu deska z tyłu deska co na imię ma Tereska”.  Dlatego też  trzymałam się raczej z chłopakami, a oni traktowali mnie trochę jak dobrego kumpla, nie widząc we  mnie wcale dziewczyny. Co do mojej edukacji seksualnej,  to już w zasadzie z grubsza wiedziałam co w trawie piszczy. Odpowiednia lektura, młodzieżowe gazety, poradniki dla kobiet wszystko to zrobiło swoje. Tyle że teoria w ostatecznym rozrachunku w dużym stopniu różniła się od praktyki.    
Pod koniec ostatniej klasy,  tak z początkiem wiosny w naszych chłopców z klasy jakby diabeł wstąpił. Zupełnie tak jakby ostro się nawalili  solidną dawkę buzujących hormonów i kompletnie oszaleli na naszym, to znaczy dziewcząt  punkcie. Gdy tylko przyłapali  którąś gdzieś na osobności, i gdy nikogo z nauczycieli, czy starszych nie było w pobliżu, to zaraz starali się wepchnąć ją w jakiś kąt, i zaczynało się  obmacywanie tych  jej pączuszków, a co śmielsi,  nawet starali się wepchnąć łapska między jej uda i po dotykać ją w kroczu. Dziewczyny przy tym piszczały i kwiczały,   niby to się broniąc starały wyrwać z obmacujących je  dłoni oprawców, ale w większości chyba były to tylko pozory.  Jakoś żadna z nich,   tak naprawdę na ostro nie zaprotestowała, ani też nie poskarżyła się na atakujących nauczycielom. A tak prawdę mówiąc, to te mniej atakowane patrzyły nawet trochę z zawiścią na te krąglejsze, które się od tych macanek opędzić nie mogły. Mnie jakoś nic takiego nie spotkało,  chłopacy mnie omijali. Jedynym  , który nie brał w tych macankach udziału był nasz prymus klasowy, Karol, chyba najprzystojniejszy w klasie chłopak. On był zawsze na uboczu. Nigdy nie trzymał  z żadną grupą, a w gonitwach za dziewczynami w ogóle nie uczestniczył. Choć nie raz zauważyłam   jak  bacznie się temu przyglądał. W końcu podstawówka się skończyła, przyszło gimnazjum,  nowy, według nas, dorosły etap życia. Zaczęły się tworzyć parki, i ściślejsze grupy. Chłopacy ochłonęli, z fajkami  i piwem w krzakach, uważali się za dorosłych. A dziewczyny zaczynały patrzeć na nich trochę z politowaniem łakomym wzrokiem patrząc w stronę chłopaków z starszych klas. I jeśli już któraś miała faceta to był to albo ostatnioklasista, a co niektóre nawet pokazywały się z licealistami.   Ostatnim akordem i jednocześnie pożegnaniem się z gimnazjum a co za tym idzie z większością z nas była szkolna potańcówka.
Dziewczyny odstrzelone, makijaż jak stare, z wieloma można by się pomylić bo wyglądały jak dwudziestki a nie jak piętnastki. I te malowane dwudziestki miały największe powodzenie u chłopaków. Ja z paroma jeszcze innymi, albo tańczyłam te szybsze w kółeczku albo, z paroma jeszcze innymi ofiarami,    jak to się mówi podpierałam ściany. Zresztą co się dziwić, gdzie mi tam było do nich. Sukienka wyglądała na mnie, trochę jak worek na strachu na wróble. I nic to, że  mocno zaciśnięta paskiem w talii, by choć trochę uwydatnić te moje małe cycki , wyglądające trochę jak dwa sterczące stożki a nie jak u innych dziewcząt okrąglutkie jak pomarańcza i płaskie pośladki.   Jednym z chłopaków który prawie cały czas snuł się gdzieś po bokach, za to jakby zupełnie przypadkowo zerkając w stronę naszej gromadki był Karol. On również jak, muzyka znów przyspieszyła i wszyscy razem podskakiwali na parkiecie, tańczył z innymi. A gdy po paru szybkich  znów leciała pościelówa, i parki się zaczynały kleić do siebie, my tak zwane wolne elektrony zmierzaliśmy na obrzeża. I wówczas na mojej drodze nagle znalazł się on, Karolek. Stał przede mną bez słowa i sytuacja stawała się głupkowata, więc wzięłam się w końcu na odwagę i spytałam się czy chce ze mną zatańczyć. Zaczerwienił się tylko coś tam odsapnął z wysiłkiem, czego nie zrozumiałam ale potraktowałam jako zaproszenie i  zaczęliśmy tańczyć. Widząc jak  parki się znów zaczynają kleić,  a co nie które całują się zawzięcie, mnie również zrobiło się jakość miękko i przysunęłam się do mojego partnera, zarzucając mu wzorem innych dziewcząt ręce na szyje.  I tym chyba go odważyłam bo nagle jego dłonie, powolutku, jakby badając moją reakcję,   z moich ramion  zjechały na moje biodra, by bo chwili znaleźć się na pośladkach i przyciągnąć mnie ku sobie. Zrobiło się dziwnie, cholernie przyjemnie, więc w odpowiedzi przytuliłam się do niego mocniej. Głowa przy głowie, piersi na jego klatce, a między swoimi udami czuję wpychające się   jego udo, by po malutkiej chwili poczuć coś jeszcze do czego moje ciało przylgnęło z nieskrywaną ochotą.  Nie rozstaliśmy się już do końca imprezy, a pod jej koniec,  zupełnie jakbyśmy się przedtem umówili, wymknęliśmy się niepostrzeżenie. Tyle, że zamiast w domu, to wylądowaliśmy w pobliskim parku, okupując do samego świtu ukrytą w jego ciemnym zakątku ławeczkę.  Sytuacja cholernie głupia, bo choć każde z nas myślało pewnie o tym samym, to nie miało odwagi zrobić pierwszego kroku.  Ale potem samo jakoś to tak wyszło. Początkowo niby przypadkowe muśnięcia dłonią, przytulenie się do siebie bo to niby chłodno.  Pierwsze nieporadne zbliżenie się naszych ust,  i pocałunki stawały się coraz gorętsze. W końcu  jego   dłoń, z mojego policzka  idąc z szyi  na krótko zatrzymywała się na dekolcie, by po chwili ześlizgnąć się niżej i przez cienki materiał sukienki  zaczęła macać piersi.  By potem,  powoli zsunąć się  przez drżące podbrzusze po zaciśniętych udach,   by w końcu zatrzymać się na kolanach.  Jego usta  pieścił moje, czekając aż się rozchylą  zaproszą go do wewnątrz. A gdy już nasze języki się splotły i walczyły z sobą, nagle poczułam, jak dłoń stara się wejść pomiędzy  zaciśnięte kolana. One same  rozchylają się, pozwalając jej   z kolan sunąć teraz w górę . Powoli jakby nieśmiało sunie do celu, którego  nie broni już już nic,  no może z wyjątkiem majteczek. Nie wiem czym by się to w końcu skończyło, gdyby nie spłoszył nas nagły odgłos rozmów.  
Będąc już w łóżku, myślałam sobie  co by się mogło stać   gdyby jego dłoń, wędrująca pod sukienkę i nie daj Boże dotarła do majteczek. Chyba zapadłabym się ze wstydu, że  jestem tam tak cholernie mokra, zupełnie jakbym popuściła. Parę dni później rozpoczęły się wakacje i nerwówka z składaniem papierów do liceum. Z Karolem spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, a raz zaprosił do kina. Specjalnie zaznaczam do kina, bo tytułu ani treści filmu już nie pamiętam. Pamiętam tylko, że kino było prawie   puste, my siedzieliśmy w ostatnim rzędzie i tak samo jak nieliczne, pozostałe parki całowaliśmy się przez cały seans. Tyle tylko, że to już nie było to.  Usta miałam później opuchnięte jak u glonojada, a moje stożki obolałe od jego dłoni. Ale nie było nic z tego co czułam wtedy w parku. A gdy w końcu usiłował wepchnąć mi dłoń między uda,  a moją położył sobie na swoim wzwodzie, moje uda kurczowo się zacisnęły, a dłoń odskoczyła poczuwszy jego podniecenie.  Później Karol wyjechał na wakacje, a że szliśmy do różnych szkół, więc siłą rzeczy nasz kontakt urwał się całkowicie. Nowa szkoła nowi ludzie i nowe emocje, i jakoś nie było mi żal tego naszego rozstania.

abigail

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użyła 1485 słów i 7793 znaków, zaktualizowała 1 wrz o 11:50.

1 komentarz

 
  • Gazda

    To były piękne czasy i pozostały piękne wspomnienia.
    Ehh, szkoda że minęły  :bravo:

  • abigail

    @Gazda fakt, najmilej je wspominam, choć kazdy wiek ma swoje złe i dobre strony :)