Uratuj mnie 3

Rok 2014. Cortina d'Ampezzo
     Schroniska, a właściwie restauracje na stokach narciarskich zawsze są zatłoczone, ale w godzinach lunchu znalezienie wolnego stołu graniczy z cudem. Stefano miał swoją strategię. Ustalał miejsce i godzinę wcześniej osobiście rezerwował stół. Jeśli właściciel nie był skłonny do współpracy, opłacał z góry przewidywany rachunek, obiecując sowity napiwek. Zawsze skutkowało! Tym razem zrobił podobnie i teraz zostawiwszy Milę z pozostałymi ruszył w kierunku toalety.
- Stefano... - Olek i Karolina przepychali się w jego kierunku przez tłumek młodych ludzi.
- Stefano, musimy pogadać – pierwsza dopadła do niego Karolina. Miała w oczach niepokój – Przed chwilą Olek widział faceta, który miał w telefonie zdjęcie Cateriny. Rozglądał się po sali – wyrzucała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego.
- Co Ty mówisz? - Stefano spojrzał najpierw na nią, a potem utkwił pytający wzrok w Olku – Jesteś pewien?
- Wychodziłem z WC, kiedy zauważyłem, że facet stoi i porównuje kobiety ze zdjęciem. To była Kaśka, na pewno! - Olek uderzył się pięścią w pierś, aż zadudniło – Chyba powinniśmy im powiedzieć? - spojrzał w kierunku Fabia przywołującego pozostałych.
- Zaczekaj – Stefano myślał gorączkowo. Jeśli zrobią gwałtowny ruch, facet się spłoszy. Z drugiej strony, nie powinni ryzykować... Tylko, dlaczego szuka Cateriny? Szukał kogoś podobnego do niej? Akurat tutaj? Doskonale wiedział, że takie przypadki się nie zdarzają.
- To co robimy? - Karolina wskazała ruchem głowy stół, przy którym sadowiło się całe ich "towarzystwo”.  
- Na razie nic. Miejcie na oku Caterinę. Uprzedzę ochronę, że mają uważać... - zastanowił się chwilę – Nie będziemy im psuć zabawy. To w końcu ich "miesiąc miodowy”, ale musisz mi dyskretnie pokazać tego typa – zwrócił się do Olka.
- Nie ma sprawy. Karola, idź do stołu, a my zaraz przyjdziemy – Olek odwrócił się i przez moment udawał, że zastanawia się nad wyborem alkoholu. Po czym bez pospiechu ruszył w głąb sali. Stefano podążył za nim. Po chwili Olek dyskretnie wskazał mu niepozornego mężczyznę około trzydziestki, ubranego w ciemny strój narciarski. Wyglądał jak setki innych narciarzy, niczego charakterystycznego. Takich Stefano najbardziej nie lubił. Gość stał przy barze, popijając piwo. Z miejsca, które zajął dość dobrze widać było stół Fabia i Cateriny.  
- Czy może nam pani zrobić zdjęcie? - Stefano zwrócił się do jednej z kelnerek, podając jej telefon i stanął wraz z Olkiem tak, by musiała uchwycić faceta przy barze – jeszcze ze dwa – mrugnął do niej z uśmiechem.  
     Ruszyli do stołu, nie oglądając się za siebie.  
- Staraj się nie patrzeć w jego stronę – szepnął do Olka Stefano i podszedł do jednego z dwóch towarzyszących im ochroniarzy.  
- Coś się stało? - Katarzyna uchwyciła porozumiewawcze spojrzenie Karoliny i Olka – Co knujecie?
- Nic – Karolina wzruszyła ramionami, ale widząc, że nie przekonała przyjaciółki, zmieniła taktykę – Zastanawialiśmy się, czy można by nakręcić jakiś filmik z naszego pobytu? Może zrobilibyśmy "mijankę”? Tak, jak kiedyś... - zawiesiła głos.
- Świetny pomysł! - Fabio natychmiast podchwycił myśl – Powiemy Stefano, żeby dał któremuś z chłopaków kamerę.
- Ale Mila, Stefano i Ty, jedziecie z nami w "mijance” - zaznaczyła Karolina, zerkając ukradkiem w stronę Olka.
- Caterina, załóż jutro znowu ten biały strój od Alessandry – poprosiła Mila, składając ręce jak do modlitwy – Wyglądasz w nim jak księżniczka.
- Chyba jak królowa śniegu – roześmiała Katarzyna. Dla Ciebie wszystko, pomyślała, patrząc w błyszczące oczy koloru ciemnego bursztynu. Pokochała tę dziewczynę, jak siostrę. Inna sprawa, że spodnie i kurtka narciarska w kolorze olśniewającej bieli, wyszywana w srebrne śnieżynki i ozdobiona kryształami Swarowskiego ułożonymi na plecach w napis: Sposa (Panna młoda) i podobny czarny strój Fabia z napisem: Sposo (Pan młody) robiły rzeczywiście oszałamiające wrażenie. Nawet na przyzwyczajonych do przepychu rosyjskich nowobogackich. Już sama marka "Bogner” zdradzała zasobność portfela właścicieli. Model na zamówienie... szkoda gadać! Katarzyna z trudem powstrzymała ciężkie westchnienie.
- Stefano, chodź do nas wreszcie – Fabio przywołał przyjaciela do stołu – Jesteś tu gościem, jak my, a nie w pracy! - zażartował.  
- On nie potrafi inaczej – Twarz Mili rozjaśnił uśmiech, ale Katarzynie wydało się, że w jej oczach czaiło się coś jeszcze, jakiś dziwny smutek.  
- Zamawiamy? - Fabio odwrócił jej uwagę od dziewczyny.  
     Rumiana kelnerka przystanęła przed ich stołem z notesem i długopisem w gotowości.  
- Dla mnie Lasagna! - Baśka, znana z miłości do makaronu i tym razem nie potrafiła sobie odpuścić.
- Dla mnie też – przyłączyła się do niej ochoczo Karolina – Jutro ostatni dzień i nie wiem, kiedy uda mi się znów zjeść taką pyszną.
- A ja... - Katarzyna wodziła palcem po menu – Chyba mam ochotę na mięso – stwierdziła, wprawiając kilka osób w zdumienie – No, co? Poproszę polędwicę wołową w ziołach – dodała, zamykając kartę.
     Pozostali zamówili również, chichocząc i przekomarzając się między sobą.  
     Mila już zdążyła się oswoić z tym, że Caterina i jej znajomi traktowali ją jak równą sobie. Fabio już od dłuższego czasu traktował ją bardziej jak dziewczynę Stefano niż pracownika. Zresztą prawie na samym początku zorientowała się, że Stefano był dla niego kimś znacznie więcej niż ochroniarzem. Jednak pierwszy raz byli oboje gośćmi Fabia i Cateriny, nie licząc oczywiście ślubu. Jeśli Fabio zwracał się do nich, to wyłącznie w sprawach błahych i przyjemnych, jak do przyjaciół.
- Cudna ta Twoja kurteczka – Karolina pogładziła kurtkę Mili po kapturze obszytym futrem ufarbowanym na kobaltowy odcień granatu, wyrywając ją z zamyślenia. Cała kurtka przypominała pawie pióro, mieniła się raz granatem, a raz malachitową zielenią.
- Stefano jej nie lubi – skrzywiła się – Ale mnie strasznie się spodobała. Wydałam na nią prawie całą pensję – westchnęła.
- Nieprawda, że jej nie lubię – wtrącił nagle Stefano – Po prostu uważam, że jest mało widoczna na stoku. Zlewa się z czarnymi i granatowymi, a tych jest sporo.
     Dziewczyny spojrzały na niego zaskoczone, bo jeszcze przed chwilą sprawiał wrażenie zajętego rozmową z Fabiem. Mila poczuła się trochę jak skarcone dziecko – Ale Ty jeździsz w ciemnym stroju – odparowała.
- Ale to ja mam widzieć Ciebie – oświadczył z czarującym uśmiechem.  
     Mila tylko wzniosła oczy ku górze i pokręciła głową, ale Karolina i Baśka sprawiały wrażenie zachwyconych jego słowami. Na dokładkę Stefano nachylił się do Mili, musnął jej policzek i mrugnął do niej z przepraszającym wyrazem twarzy. Dziewczyny były wniebowzięte.  
- Jutro założę strój od Ciebie – stwierdziła udobruchana.
- Boże! Te różowe spodnie? - Baśka piała zachwyty – Wyglądasz w nich jak cukierek. Nie wiedziałam, że masz taki świetny gust – dodała wpatrując się w Stefano z podziwem.
- Więc jutro deska? – posłał Mili spojrzenie pełne dezaprobaty – Przynajmniej będzie widoczna z daleka – poczuł się nagle nieswojo pod badawczym spojrzeniem przyjaciółek Cateriny.  
     Na szczęście pojawiły się dwie kelnerki z tacami zastawionymi napojami i jedzeniem, więc krępująca rozmowa zakończyła się sama. Stefano rzucił Mili ukradkowe spojrzenie, ale była zajęta podawaniem talerzy. Miał dobry gust? - zastanowił się. Jedno było pewne, Mila naprawdę wyglądała bosko w komplecie, który jej sprezentował. Poprosił o pomoc Danielę, a ona znając zamiłowanie Mili do kolorów, przygotowała kilka propozycji. Wybrał jaskrawe różowe spodnie i czarną kurtkę z równie jaskraworóżowymi wstawkami i odpowiednim futrem wokół kaptura. Dobrał do tego lśniący czarny kask. Nie było do końca prawdą, że kierował się wyłącznie względami praktycznymi. Chciał też, żeby Mila czuła się pewnie przy Caterinie, Fabiu i ich gościach. Generalnie, chciał, żeby poczuła się wyjątkowa i doceniana. Ich trwający kilka lat związek przypominał beztroskie narzeczeństwo: mieszkali razem w domu Fabia, zarabiali wystarczająco dużo, żeby przyjemnie spędzać czas, oboje sporo podróżowali, choć nie zawsze razem, bo często były to wyjazdy służbowe, uprawiali seks i nie robili planów na przyszłość. Tak mógłby pokrótce opisać ich relację. Z jego punktu widzenia była idealna! Ale..., no właśnie, było jedno "ale”, a właściwie pojawiło się, kiedy Fabio poznał Caterinę i postanowił ją poślubić. Nagle Stefano zdał sobie sprawę, że podświadomie on też pragnie małżeństwa... i rodziny. Własnej rodziny, takiej z dziećmi i domem. Kiedy matka mówiła mu, że nadejdzie czas, kiedy zapragnie się ustatkować, zbywał ją mglistymi obietnicami i uśmiechem, ale prawda była taka, że ten czas właśnie nadszedł.  
- Nad czym tak dumasz? - Fabio szturchnął go przyjaźnie w bok.
- Czekam, aż dostanę odpowiedź – mrugnął do przyjaciela i zajął się jedzeniem.  
- Nie chcę Cię martwić, ale skoro tak długo się zastanawia, to chyba nie jest z tobą dobrze – Fabio spojrzał wymownie na spodnie siedzącego obok niego Stefano i roześmiał się beztrosko. Mógł sobie pozwolić na głupie docinki, wiedząc, z jak udaną parą ma do czynienia.  
     Stefano już miał "odbić piłeczkę”, kiedy do restauracji wszedł Marco, jeden z ochroniarzy i kiwnął w jego stronę. Zostawił talerz z niedojedzonym makaronem i przeprosił pozostałych.
- Co jest? - rzucił podchodząc do młodego ochroniarza.  
- Przyniosłem z samochodu kamerę i... - zawahał się – Luca mówi, że ten facet cały czas dyskretnie was obserwuje.
- W porządku – Stefano zmarszczył brwi – Powiem im – rzucił krótkie spojrzenie na stół, od którego przed chwilą odszedł – Gdzie on jest?
- Na zewnątrz.
- Wyjdziemy za jakiś kwadrans – westchnął.
     Rozstali się i Stefano wrócił do przyjaciół. - Fabio, musimy pogadać – zaczął, korzystając z tego, że śledzący ich mężczyzna nie mógł zobaczyć ich reakcji.

     Wychodzili na zewnątrz, udając, że wszystko jest w porządku. Ku zadowoleniu Stefano, Caterina nie tylko się nie przestraszyła, ale wręcz wyrażała wątpliwości co do istnienia tajemniczego "tropiciela”, jak go nazwała. Pozostali również zachowali spokój. Najbardziej przejęta była Mila, ale i ona starała się opanować.
- Porca miseria! - zaklęła gniewnie, szarpiąc zamek kurtki.
- Daj to – Stefano usiadł na jednej z drewnianych ławek, ustawionych na zewnątrz i przyciągnął Milę do siebie. Ostrożnie, żeby nie rozerwać materiału rozpiął kurtkę i spróbował ją zapiąć. Udało się za pierwszym razem – Nie denerwuj się – powiedział półgłosem, starając się nadać mu beztroski ton.
     Mila wstrząsnęła burzą kasztanowych loków i odrobinę zbyt energicznie nasadziła na głowę kask. Nie miał zamiaru pozwolić jej odejść w takim wzburzeniu.
- Postaw tu nogę – polecił, przesuwając się do tyłu ławki i rozstawiając szerzej uda. Materiał spodni naciągnął się na jego pokaźnych mięśniach.
     Mila posłała mu spod rzęs spojrzenie pełne niedowierzania, ale posłusznie wykonała polecenie. Zamierzał zapiąć jej klamry butów? Nie myliła się. Właśnie to zamierzał zrobić i zrobił, przytrzymując jej but udami. Zamrugała szybko, nieco oszołomiona. Stefano, korzystając z tego, że wszyscy zajęci byli sobą przesunął dłonią po smukłym udzie otulonym granatowymi spodniami narciarskimi.
- Teraz drugi - spokojny niski głos sprawił, że posłusznie uniosła w górę nogę.
- Nigdy tego nie robiłeś – wykrztusiła.
- Bo nigdy nie byliśmy na nartach prywatnie, to znaczy ja bywałem w pracy – stwierdził, dopinając kolejne klamry – To nic takiego. Fabio zapina czasem buty Caterinie.
- Tak, ale to co innego... - urwała nagle, gdy Stefano objął mocno jej łydkę i powoli zsunął nogawkę spodni na but. Jego prawie czarne oczy patrzyły na nią łagodnie. Z wrażenia zaschło jej w gardle.
- Nie, kochanie – odparł tak cicho, żeby nie dosłyszeli tego stojący nieopodal Marco i Luca – To jest dokładnie to samo.
- O matko! - Baśka złożyła ręce jak do modlitwy – Jeśli wszyscy Włosi są tacy, to ja też chcę jednego!
- Obawiam się, że nie wszyscy – roześmiała się Caterina – Nawet jestem tego pewna, ale zawsze możemy poprosić Marco, żeby zapiął Ci buty – uniosła znacząco brew.
- Co za wstrętne baby! - w głosie Olka dało się słyszeć frustrację – Na co dzień jesteście za równouprawnieniem, ale damskie przywileje to chcecie zachować.
     Fabio wybuchnął śmiechem. - Dość tego gadania! Skorzystajmy z tego, że nie wszyscy już zjedli i mamy puste stoki. Proponuję: kobiety na przód, a my z tyłu, OK? - zawołał.
     "Mijanka”, jak ją nazwała Karolina, początkowo wychodziła im dość nierówno, ale po kilku próbach udało się nakręcić dość materiału na pamiątkowy filmik. Przez cały czas Marco i Luca bacznie obserwowali stok w poszukiwaniu "obserwatora” ale ten ulotnił się jak kamfora. W związku z tym wracali do hotelu w doskonałych humorach, wiezieni eleganckim busem prowadzonym przez jednego z ochroniarzy. Na wszelki wypadek Fabio postanowił, że kolację zjedzą w hotelowej restauracji, zwłaszcza, że Alessandra i jej mąż spędzili całe popołudnie z małym Lucą i teraz chcieli zjeść ze wszystkimi kolację. Tym sposobem mieli malca "pod ręką”, gdyby niania nie radziła sobie sama.  
     Kolacja upłynęła im w szampańskim nastroju. Przez cały wieczór świetnie się bawili i tylko perspektywa rychłego zakończenia "białego tygodnia” raz po raz rzucała cień na ich wesołe rozmowy.  
- Dzięki! Naprawdę przeszliście samych siebie. – szepnęła Karolina do Cateriny, kiedy Fabio zajęty był rozmową ze Stefano – I wiesz co? Jesteście najbardziej zakochaną parą jaką w życiu widziałam. No, może z wyjątkiem Stefano i Mili, ale u nich to chyba bardziej on, bo ona... - zawiesiła głos, a na jej twarzy pojawił się dziwny grymas.
- No, coś ty! - Katarzyna roześmiała się szczerze – Mila skoczyłaby za nim w ogień.
- Jakoś tego nie widać – upierała się Karolina.
     Wracali do pokoi zmęczeni, ale roześmiani i beztroscy.  
- Kochanie, idź do łóżka – Stefano przyciągnął do siebie Milę, zanim otworzyła ich apartament – Musimy z Fabiem ustalić parę spraw.
- Poczekam na Ciebie – odparła cicho. Czuła, że sprawi mu tym przyjemność.
- Miałem nadzieję, że to usłyszę – szepnął jej do ucha. Omiótł ją błyszczącym wzrokiem i dopiero, gdy zamknęły się za nią drzwi, podszedł do Fabia i razem ruszyli do pokoju, który zajmowali Marco i Luca.  
---
     Dziewczyna o ciemnych włosach, ubrana w lekką kwiecistą sukieneczkę siedziała, a właściwie na wpół leżała oparta o pierś chłopaka ze zwichrzoną czupryną. Miał nachmurzoną minę.  
- Dani, gdybyś się postarał o prezerwatywy, moglibyśmy częściej to robić – zaszczebiotała przymilnie – Przecież nie mogę zajść w ciążę. Matka by mnie zabiła!
- Ty też mogłabyś się postarać – stwierdził, ale twarz nieco mu złagodniała.
- Oszalałeś? Żeby wszyscy wiedzieli, że to robimy? – uniosła się na łokciu i spojrzała mu w twarz.
     Chciał coś odpowiedzieć, ale rozległ się przeciągły świst i powietrzem wstrząsnął potężny wybuch. Oboje aż podskoczyli, ale po chwili przypadli do podłogi i czekali. Nie wyglądali na mocno przestraszonych, jakby przywykli do tego rodzaju odgłosów. Gdzieś w oddali odezwał się pojedynczy strzał. Dwa kolejne i cisza. Potem jeszcze odgłos spadających z wysoka cegieł i dachówek, i wszystko ucichło. Oboje nasłuchiwali przez chwilę, ale od strony ulicy rozlegały się tylko ciężkie kroki.  
- Wstawaj – chłopak podniósł się pierwszy. Pociągnął nosem i splunął na podłogę – Gdzieś się pali – stwierdził – Pospiesz się, trzeba wracać.
- Idę już, idę – wstała z ociąganiem, rozcierając kolano – Jakiś kretyn zapomniał, że mamy pokój? – gderała. Od czasu do czasu zdarzało się, że wybuchał granat, albo ktoś strzelał. Wojna skończyła się pod koniec 1991 roku, ale do pełnego spokoju było jeszcze daleko.  
     Od strony wejścia dobiegły ich znowu kroki. Twarde buty uderzały rytmicznie o pokrytą gruzem posadzkę. Dziewczyna przykucnęła za stertą skrzynek, ale chłopak pociągnął ją za rękę – Nie bój się, ONZ idzie – prychnął.
     Rzeczywiście, w drzwiach stanęło dwóch potężnie zbudowanych mężczyzn w mundurach. Wycelowali w chłopaka, ale ten uniósł dłonie na wysokość ramion i z nonszalancją splunął na ziemię – Nie mamy broni – wskazał głową na dziewczynę, która również uniosła dłonie. Jeden z wojskowych, Mulat ogolony prawie na łyso posłał swojemu towarzyszowi krótkie spojrzenie i opuścił broń. Bez słowa zrobił krok w stronę chłopaka, który zdążył już opuścić dłonie. Dziewczyna patrzyła na niego nieufnie, ale nie ruszyła się z miejsca - Što ti radiš ovdje? (Co tu robicie?) – spytał wojskowy po chorwacku, ale z dziwnym akcentem.  
- Ništa, ništa loše (Nic, nic złego) – odparł chłopak.  
Nagle otrzymał potężny cios w szczękę i osunął się na ziemię z cichym jękiem. Stało się to tak szybko, że dziewczyna nie zdążyła zareagować. Drugi z żołnierzy chwycił ją od tyłu, wykręcając ręce.
- Dani! – krzyknęła, ale chłopak leżał na ziemi bez ruchu – Ne! – starała się wyswobodzić. Kiedy poczuła silna dłoń zaciskającą się na jej drobnej piersi, dotarło do niej, o co chodziło napastnikom - Ne želim! (Nie chcę!) – szarpała się rozpaczliwie.
- What a strong bitch! – zaklął jej oprawca – Give me a belt – wysapał do swojego towarzysza.
     Mulat zarechotał, a po chwili rozległ się grzechot metalowej klamry od wojskowego pasa.
- Ne, ne želim! – dziewczyna walczyła z całych sił – Ne!!!
     Sprawnie skrępowali jej ręce pasem i rozciągneli ją na ziemi, umocowując klamrę pasa do kawałka sterczącego ze ściany zbrojenia.  
- They get fucked, I bet (Założę się, że się pieprzyli) – krótko ostrzyżony blondyn oblizał się obleśnie i unieruchomił dziewczynie nogi, siadając na nich. Jej krzyki zdawały się go podniecać. Uniósł w górę sukienkę i sięgnął do bawełnianych majtek. Gdzieś z boku rozległ się jęk.
- Dani, pomoći! – krzyknęła w stronę gramolącego się niezdarnie chłopaka.  
     Mulat, który do tej pory stał z boku, przyglądając się wysiłkom kolegi, podszedł do chłopaka i kopnął go najpierw w brzuch, a gdy ten upadł, dołożył jeszcze w głowę, która opadła bezwładnie na posadzkę.
– Quiet, bitch! – rzucił blondyn do dziewczyny i uderzył ją w twarz. Zaniosła się płaczem, ale nie przestała krzyczeć, podczas gdy on rozpiął spodnie i wyciągnął z nich nabrzmiałego kutasa - Now you will get a real man – wysapał, rozsuwając jej nogi na boki.  
- Ne, molim te (Nie, proszę) – łkała – Please, no! – na widok zbliżającego się do niej sztywnego pala, jej oczy rozszerzerzył strach – Please...
     Jej bezskuteczne próby obrony tylko rozochociły obu prześladowców. Silna dłoń szarpnęła majtki zrywając materiał. Ostatnia przeszkoda zniknęła, ciśnięta gdzieś w kąt pomieszczenia. Dwa grube paluchy wcisnęły się między nogi dziewczyny. - Aaaa! – szarpnęła krępujący ją pasek, napinając mięśnie ramion – Neee…  
- Still wet – roześmiał się blondyn. Wysunął z niej palce i chwycił mocno uda.
     Mulat zawtórował mu rechotem i rozpiął rozporek, czekając na swoją kolej.  
- Neee… - potężne pchnięcie zaparło jej dech, ale po chwili rozdzierający krzyk odbił się echem od ceglanych ścian.
     Mila zerwała się z łóżka i ogarnęła pokój nieprzytomnym wzrokiem. To tylko sen, uzmysłowiła sobie, tylko okropny sen. Odgarnęła kołdrę i spuściła nogi na podłogę. Stefano jeszcze nie wrócił z narady, a ona musiała przysnąć, czekając na niego. Wyrwana gwałtownie z głębokiego snu, dygocząc, podeszła do barku i wyciągnęła stamtąd dwie butelki. Zmieszała martini z wódką i poruszała szklanką na boki. Przydałby się lód, pomyślała i schyliła się do małego zamrażalnika w rogu lodówki.  
- Będziesz piła do lustra? – aż podskoczyła słysząc głos tuż za plecami.  
- Kiedyś dostanę przez Ciebie zawału! - nastroszyła się – Dlaczego się skradasz?
- Nie skradam się, tylko cicho chodzę – Stefano wyjął jej z ręki szklankę i upił mały łyk – Mmm, dobre to – oblizał się koniuszkiem języka.  
     Mila zarzuciła mu ręce na ramiona i zajrzała w oczy, zadzierając głowę.  
- Co uradziliście? - spytała.
- W zasadzie plany nie ulegają dużej zmianie – zaczął, odstawiając szklankę na pobliski blat – Lecisz z Fabiem obejrzeć tę starą fabrykę w Polsce, potem on leci do Genewy, a Ty tam zostajesz z inżynierami jeszcze dzień, czy dwa. Chyba, że budynek okaże się niewypałem. Wtedy wracasz do domu...
- No, to wszystko po staremu – przytuliła policzek do jego ramienia – A Caterina?
- Tu jest zmiana – westchnął – Fabio prosił, żebym został z nią w Turynie.  
     Mila nie odzywała się przez dłuższą chwilę.  
- Może to i lepiej? - stwierdziła w zamyśleniu – Ani Ty, ani ona nie powinniście tam lecieć. W Turynie jesteście u siebie, a tam? - zawiesiła głos.
- Przestań, Mila – powiedział miękko i przesunął palcami wzdłuż jej kręgosłupa – Mnie nic nie grozi, ale Fabio będzie spokojniejszy, jeśli zostawi ją pod moją opieką. Poza tym chyba muszę wrócić do tej sprawy – zmarszczył brwi – Myśleliśmy, że dali jej spokój, ale najwyraźniej nie.
- Nie martw się o mnie – wyszeptała, wiedząc doskonale, co miał na myśli – Mnie nikt nie zna i nie zagraża mi. Poza tym, będziemy mieli oboje trochę czasu do zastanowienia...      
- Kochanie, ja nie potrzebuję czasu do zastanowienia. Jestem pewien tego, co powiedziałem – uniósł w górę jej brodę i spojrzał głęboko w oczy – Chcę, żebyś za mnie wyszła, chcę, żebyś mi urodziła dzieci, chcę mieć rodzinę i jeśli się zgodzisz, to pojedziemy do Twojej mamy.
- O Boże! – westchnęła ciężko – Czy nie może zostać tak, jak jest? Przecież jest nam ze sobą dobrze.
- Chodź do mnie – pociągnął Milę do sypialni i usiadł na łóżku, sadzając ją sobie na kolanach – Wiem, co się dzieje – powiedział powoli – Nie rozumiałem tego, ale moja matka dosyć dokładnie mi to wytłumaczyła.
     Mila wyprostowała się gwałtownie i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Było w nich tyle samo zdumienia, co paniki – Co takiego? - wyszeptała pobladłymi ustami.
- Twoja mama nie zaakceptowała tego, że wyjechałaś do obcego kraju i zamieszkałaś z mężczyzną, którego nawet nie poznała – ciągnął spokojnym głosem – Dla mnie to był fantastyczny układ, ale dla Ciebie... - spojrzał jej w oczy – Dopiero widząc Fabia i podrastającą Vanessę, zdałem sobie sprawę, że gdyby ktoś spróbował tak postąpić z jego córką, pewnie straciłby przyrodzenie – uśmiechnął się delikatnie – Naprawimy to – pocałował oniemiałą z wrażenia Milę w drżące usta – Pojedziemy do Dubrownika jako narzeczeni i poproszę o Ciebie Twoją mamę. Nie cieszysz się? Przecież wiem, że czasem rozmawiasz z siostrą...
- Nie – przerwała mu szybko – nie o to chodzi... ja... O Boże, Stefano! - była bliska płaczu.
- Hej, sikorko, co się dzieje? Nie chcesz? - wpatrywał się w nią z niepokojem. Celowo nie wspomniał jej brata, o którego istnieniu wiedział, choć Mila nigdy o nim nie wspomniała.
- Nie, to znaczy... sama nie wiem – urwała, łapiąc otwartymi ustami powietrze – Po prostu mnie zaskoczyłeś. Nigdy nie rozmawialiśmy o ślubie, ani o dzieciach...  
- To znaczy, że nie chcesz mieć dzieci? - starał się, żeby zabrzmiało to delikatnie.
- Nie myślałam o tym... - na jej twarzy odmalowało się napięcie – Nawet nie wiem, czy mogłabym...
- A dlaczego nie? - trącił nosem jej policzek – Jesteśmy ze sobą ponad siedem lat. To chyba wystarczająco długo, żeby wiedzieć, czy chce się dzieci, czy nie?
     Mila zwiesiła głowę. Wyglądała tak, jakby walczyła z samą sobą. Stefano dał jej czas na ochłonięcie. Powoli przesadził ją na łóżko i nachylił się nad nią, szukając ust. Odetchnęła głęboko i objęła go za szyję - Daj mi czas – wyszeptała, nim objął jej usta swoimi.
- Mhm – wymruczał, a potem jego język wziął ją w posiadanie.
     Całowali się namiętnie, długo, aż do utraty tchu. Stefano pierwszy oderwał usta od pełnych warg Mili i głośno wciągnął powietrze do płuc. Uniósł się nieco i ściągnął przez głowę koszulkę, pozostając tylko w dżinsach – Mam na Ciebie ochotę – wyszeptał, rozchylając jej szlafrok tak, by dostać się do piersi. Mila odchyliła głowę przymykając oczy w oczekiwaniu na pieszczoty. Jej gładka, aksamitna skóra wyraźnie kontrastowała z szorstką powierzchnią hotelowego płaszcza kąpielowego. Nigdy nie mógł zrozumieć, dlaczego Mila tak uwielbiała te obszerne frotowe okrycia, które szczelnie skrywały jej fantastyczną sylwetkę. Co prawda czasem ubierała się wieczorem nawet w pończochy, ale wiedział, że robiła to tylko ze względu na niego. Mila robiła wiele rzeczy TYLKO I WYŁĄCZNIE dla niego...
     Przeciągnął opuszkami palców po jej dekolcie, od obojczyka aż do zagłębienia między piersiami. Lubiła, gdy był delikatny i cierpliwy. Okrążył twardniejącą brodawkę i musnął ją ustami. Westchnęła cicho i objęła jego głowę, przyciągając ją do piersi. Mimo ogromnej przewagi fizycznej, Stefano nawet w najmniejszym stopniu jej nie wykorzystywał, choć czasami wymagało to od niego wprost niebywałego opanowania. Wiedział, że jeśli chciał dać swojej kobiecie rozkosz, musiał przyjąć jej reguły gry. Koniuszkiem języka dotknął sterczącego sutka, a potem bez pośpiechu zaczął ostrożnie go drażnić. Paznokcie Mili ukłuły go w kark, zanim powoli przesunęły się na głowę. Odetchnęła głęboko i rozluźniła mięśnie. Lubił ten moment, kiedy wiedział, że jest całkowicie odprężona. Pod wpływem pieszczot, jej i tak duże piersi stawały się jeszcze pełniejsze i twardsze, uginały się cudownie pod palcami. Stefano z trudem powstrzymywał się przed zaciśnięciem dłoni. Zamiast tego, sięgnął do paska i po chwili miał odsłoniętą drogę do kępki ciemnych kręconych włosków. Skóra Mili pachniała i smakowała cudownie. Całował ją tak, jakby smakował najwykwintniejsze danie. Na myśl przyszła mu fiorentina, najszlachetniejsza część polędwicy z manzo, już nie cielaka, ale jeszcze nie byczka. Podana w formie steku, z wierzchu chrupiąca, w środku aksamitnie różowa... Miał zamiar nasycić się dziś tym odczuciem, tym ciałem, tym delikatnym wnętrzem... Poczuł, że zesztywniał.  
- Och, Mila – jęknął chrapliwie, jakby poprzedniego dnia stracił głos i dopiero go odzyskiwał – gdybyś wiedziała, jak na mnie działasz...
     Uniosła głowę i spojrzała na niego spod rzęs. Jej przymglony wzrok powoli odzyskiwał ostrość. Czuła jego podniecenie, czuła, że jej pragnie.  
- Połóż się – powiedziała.  
     Jej głos, choć brzmiał słodko i delikatnie, sprawił, że Stefano potulnie wykonał polecenie. Już dawno przestał się buntować. Tymczasem Mila zsunęła z ramion szlafrok i zajęła się jego dżinsami. Nie wyręczył jej, ale uniósł nieco pośladki, żeby ułatwić jej zadanie. Roześmiała się wdzięcznie na widok jego bokserek przypominających sporych rozmiarów namiot. Pozbyła się ich razem z dżinsami i usiadła na twardym, podzielonym na równe "czekoladki” brzuchu Stefano. Chwyciła jego nadgarstki i przeniosła mu je za głowę, opierając się piersiami o jego klatkę. Poczuł na sobie jej twarde sutki i ciepło bijące z jej krocza przylegającego miękko do jego mięśni. Moszna skurczyła mu się natychmiast, a jądra przycisnęły się do ciała. Podniósł głowę i dmuchnął na szyję Mili, pozbywając się kilku kosmyków – Mój mały wesoły ptaszek – wyszeptał do ucha widocznego pośród gęstwiny kasztanowych loków. Wiedział doskonale, że od penetracji wolała pieszczoty językiem lub palcem, tym bardziej doceniał jej gest. Uniosła się w górę i sięgnęła dłonią pod siebie, by nakierować sterczący pionowo wzwód na swoje ciało. Stefano śledził jej powolne ruchy z rosnącym napięciem. Kobieta klęcząca nad nim wydawała mu się ósmym cudem świata. Jej jasne uda obejmowały go tak... rozkosznie miękko. Pełne piersi kołysały się przy każdym jej ruchu – Kochanie, pozwól mi się Tobą zająć – wyszeptał, wpatrując się w złączenie jej ud.
- Nie ma mowy – pokręciła powoli głową i naparła na wrażliwą główkę jego członka.      Stefano stęknął głucho i otworzył szerzej oczy. Mila poruszała się leniwie w górę i w dół, za każdym razem przyjmując go w siebie odrobinę głębiej. Jej obrzmiałe wargi sromowe napinały się, kiedy w nią wchodził. Na jej bladych policzkach pojawił się delikatny rumieniec. Kiedy dotarła aż do nasady, pochyliła się w przód, opierając dłonie na potężnych mięśniach męskich ramion. Jej piersi wysklepiły się, przyciśnięte do jego torsu. W końcu ich biodra odnalazły wspólny rytm, a oddechy stały się szybsze i głośniejsze. Stefano z trudem powstrzymywał się, by nie chwycić jej bioder – Pozwól mi – wychrypiał, rozprostowując ramiona – Chcę Cię dotykać, przytulać – zajrzał jej w oczy i natychmiast pożałował swojej prośby. Mila patrzyła na niego z... lękiem? – Nie bój się mnie – wyszeptał – Nie skrzywdzę Cię, przecież wiesz.
     Mila spojrzała mu głęboko w oczy. Był w nich żar i pragnienie, i tyle ciepłych uczuć, że nagle zapragnęła spełnić jego prośbę. Powoli przesunęła dłonie na jego pierś, uwalniając mu ramiona. Dobre sobie! Gdyby zechciał, mógł ją unieruchomić szybciej, niż zdążyłaby zaprotestować – Dobrze – wyszeptała, odwracając wzrok – Ale mów do mnie – poprosiła. Musiała wiedzieć, że to on, że nikt inny. Przez cały czas...
     Stefano ze zwinnością kota chwycił jej biodra, spiął się w sobie i usiadł, przytrzymując Milę tak, by wypełniający ją członek pozostał na swoim miejscu – Moja kochana, wspaniała – szeptał gorączkowo, pokrywając jej szyję i obojczyki pocałunkami – Nawet nie wiesz, jaką masz nade mną władzę. Jedno Twoje słowo i zrobię, co zechcesz – przesunął dłonie na jej plecy, przebiegł palcami wzdłuż kręgosłupa w górę i w dół – Jesteś moim życiem, moim oddechem... - przytrzymał jej pośladki, usadawiając się wygodniej, po czym powoli opuścił ją na siebie, odnajdując poprzedni rytm – Powiedz mi, czego się przestraszyłaś? Nie jestem aż taki duży – uśmiechnął się figlarnie.
     Uśmiechnęła się blado. Słowa, które wcześniej wypowiadał tak szczerze, poruszyły ją do głębi. Mówił jej to wiele razy, ale zawsze robiły na niej wrażenie. Oczy jej zalśniły, zamrugała szybko i po jej policzku spłynęła gorąca łza.  
- Mila, nie! Nie płacz – Cholera! Znów zaryzykował i to dla własnej przyjemności. Przecież wiedział, jak zareaguje – Błagam...
- Pomóż mi – wyszeptała bezgłośnie chwytając jego dłoń i układając ją na swoim podbrzuszu – pomóż mi... - Dlaczego nie potrafię czuć tego co Ty, mój kochany? Wiedziała dlaczego, i ubolewała nad tym szczerze, ale nic nie mogła zrobić, jedynie prosić, by zaspokoił ją inaczej. A lęk? To przez ten koszmarny sen, pomyślała ze złością.  
     Jej prośba zabrzmiała bardziej jak skarga i Stefano zdał sobie sprawę, że jego zachowanie wytrąciło ją z równowagi i spowolniło narastanie napięcia. Odszukał szybko jej wrażliwy punkt i zaczął krążyć wokół niego kciukiem, jednocześnie przytrzymując drugą ręką jej zgrabną pupę – Moja piękna – szeptał niskim seksownym głosem, starając się panować nad narastającą w podbrzuszu falą rozkoszy – Moja jedyna.
     Wreszcie do jego uszu dotarł cichy jęk, a pod palcami poczuł wilgoć – tak na mnie działasz, że wariuję – Szczypał delikatnie płatek ucha i skórę wokół niego – jesteś jak afrodyzjak, podchodzisz do mnie i jestem gotowy... jestem Twój – Głośniejszy jęk wydobył się z jej gardła – Kiedy na mnie siadasz... kiedy obejmujesz mnie udami... - Kolejny jęk – chciałbym móc sprawić Ci tyle rozkoszy, ile mi dajesz... Mila, za chwilę eksploduję i nic na to nie poradzę – Jęknął sfrustrowany do jej szyi – Kiedy czuję Cię na sobie... jestem w raju.
     Nagle wyprężyła się, wbijając mu paznokcie w ramiona. Odchyliła się w tył i ujrzał jej zamglone oczy z rozszerzonymi podnieceniem źrenicami. Rozchyliła usta próbując złapać oddech. Jej łechtaczka stała się twarda i pulsowała. A może tylko mu się zdawało, może to jego szczęśliwe palce wysyłały mu sygnał, że spełniły zadanie? Stłumił w sobie chęć zaspokojenia własnych potrzeb i dał Mili czas na dojście do siebie. Może minęła minuta, a może pięć, kiedy wreszcie drgnęła, jakby nagle dotarło do niej, gdzie jest – A Ty? - sapnęła. Miała tak błogi wyraz twarzy.
- Już prawie – stęknął – ale mogę poczekać...
- M-m – pokręciła głową i popchnęła go na łóżko. Oparła się na jego ramionach i ruszyła naprzód, ujeżdżając go jak ogiera.  
     Leżał z ramionami skrzyżowanymi nad głową, dając swojej amazonce całkowitą swobodę, pomagając jej tylko krótkimi wypchnięciami bioder. Musiała zdawać sobie sprawę, że jego uległość była pozorna, ale najwyraźniej jej to nie przeszkadzało. A on? On pragnął już tylko ulgi. Jej orgazm zawsze go fascynował. Nadchodził gwałtownie i niespodziewanie, jak u niego. Może z powodu sposobu, w jaki go osiągała? Nie wiedział, ale odczuwał go równie mocno, jak ona. Kiedyś uda mi się doprowadzić Cię tam także moim fiutem. Nie bez trudu lubieżna myśl przedarła się do jego umysłu. Ogarniała go pierwotna żądza. Spojrzał na Milę i to co ujrzał było kroplą przepełniającą czarę. Jej pokryta potem jasna skóra lśniła w skąpym świetle nocnej lampki. Galopowała, przytrzymując rękami piersi... Gwałtowny impuls przebiegł mu wzdłuż kręgosłupa, wystrzelił do krocza, opłynął jądra i na ułamek sekundy skumulował się w jego członku, by w następnej chwili wybuchnąć. Stefano zacisnął z całej siły szczękę, aż mięsień uwydatnił jego i tak mocno zarysowaną żuchwę. Potężny olbrzym runął jak rażony piorunem. Mila ostrożnie zsunęła się z wciąż jeszcze drgającego konwulsyjnie członka i przysiadła na piętach oddychając ciężko, jak po biegu.  
- Dziewczyno, wpędzisz mnie do grobu – westchnął Stefano, gdy udało mu się jako tako odzyskać oddech. Przygarnął ją do siebie i okrył ich kołdrą.  
- Nie sądzę – jej piękną twarz rozjaśnił szczery uśmiech.
- Co ja mam z Tobą zrobić? - położył ciepłą dłoń na jej policzku i pocałował namiętnie w usta – Czasem wydaje mi się, że jesteś ze mną szczęśliwa, a czasem... - zawiesił głos.
- Ćśśś – przyłożyła mu palec do ust – Nigdy w życiu nie byłam tak szczęśliwa, jak wtedy, kiedy powiedziałeś mi, że mnie kochasz – wyszeptała – I to trwa do tej chwili.
     Jego potężna klatka piersiowa uniosła się ciężkim westchnieniem. Mila wtuliła mu się policzkiem w zagłębienie między mięśniem piersiowym i ramieniem. Leżał wsłuchując się w jej spokojny oddech. Jak to możliwe, że we wszystkich sprawach absolutnie mu ufała i była uległa, czasem nawet aż za bardzo, a w tej jednej, nie. Kiedy się kochali, to ona decydowała co i jak robią. Początkowo myślał, że potrzebuje dominacji, tak jak on, ale po pewnym czasie doszedł do wniosku, że bardziej chodziło o sprawowanie kontroli nad tym, co się dzieje. Nie lubiła, gdy ją przytrzymywał, to pewne. Seks nie sprawiał jej wtedy przyjemności.  
     Ostrożnie, żeby nie zbudzić swojej księżniczki, wyciągnął rękę w kierunku małej lampki nocnej i zgasił światło. Tylu rzeczy się o niej dowiedział, tylu rzeczy się nauczył, a wciąż pozostawała dla niego zagadką. Zadał sobie mnóstwo trudu, by nie wypytując jej uzyskać maksimum informacji. Słuchał uważnie jej słów, podążał śladami, starał się jak najlepiej zrozumieć... i co? Miał wrażenie, że doszedł do ściany, za którą było coś dla niego nieosiągalnego. Mila nie chciała go tam wpuścić. Dzisiaj znów ujrzał w jej oczach strach, a przecież już od lat go nie oglądał. Na początku wydało mu się naturalne, że się bała. Za każdym razem, gdy próbował pytać, mówiła tylko, że to minie... i minęło. Dlaczego więc powrócił? Cholera, że też wcześniej na to nie wpadł! Ale przecież lubiła pieszczoty i seks oralny...
- Skarbie... - zaczął cicho, starając się nadać swojemu głosowi jak najcieplejsze brzmienie.
     Odpowiedziało mu ciche posapywanie. Mila spała wyczerpana.
- Czy Twoja niechęć do ślubu ma jakiś związek z... seksem? - spytał cicho, nie spodziewając się odpowiedzi. Rzeczywiście, nie doczekał się jej. Wbił wzrok w sufit, obiecując sobie w myślach, że postara się to w najbliższym czasie ustalić.  
     Przez twarz Mili przeleciał ledwie zauważalny grymas, jakby go słyszała, ale spała dalej, więc uznał, że był to tylko zbieg okoliczności.

Roksana76

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 6728 słów i 38385 znaków.

8 komentarzy

 
  • Dominiani

    Tyle lat i nie doszla zs pomoca tylko reki nawet jak ma go w sobie. Grubo.

  • Margo

    Masz talent !

  • Roksana76

    Sylwia, sprawdź "Edukacja kopciuszka". Pozdrawiam.

  • sylwia.

    Witam. Czy zna ktos i mógłby polecić jakies ksiazki o fabule podobnej do opowiadań o Adamie i Oli, badz Arturze i Kasce? Pani Roksano moze poleci pani jakas ciekawa książkę? Pozdrawiam. :)

  • Roksana76

    Nie pękaj Wiktor, liczy się okazja :)

  • Wiktor

    Roksano, ale ja nie obchodzę tego dnia. Kobiety to i owszem. Pozdrawiam

  • lola

    Dziekuje Roksano, super!<3

  • Roksana76

    Kochane dziewczyny (chłopaki też) z okazji Dnia Kobiet...  <3