Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Szybki Podryw III

Szybki Podryw IIIKolejne dwa dni minęły Magdzie na nieustannym powracaniu myślami do wydarzeń z mieszkania Marty. Siedziała przy kuchennym stole, ubrana jedynie w kusy, czarny, jedwabny szlafrok, z którego miękkiego materiału wysuwały się jej gładkie uda. W dłoni trzymała parujący kubek z kawą, lecz jej wzrok był nieobecny. W głowie znów układała scenariusze nadchodzącego wyjazdu do Zagórza i tego, jak właściwie powinnam wyglądać ich relacja we cztery.

W końcu odstawiła kubek, sięgnęła po telefon i odnalazła w kontaktach numer Agnieszki. Po kilku sygnałach w słuchawce odezwał się ciepły, znajomy głos.
– Halo? Magda? Cześć! – powitała ją Agnieszka.
– Cześć, Agnieszka. Co tam u ciebie słychać? Jak ci mija tydzień? – zaczęła powoli Magda, starając się, by jej głos brzmiał całkowicie naturalnie i prozaicznie.
– A, wiesz jak to jest... Praca, dom, ciągły bieg, ale miło, że dzwonisz! Co tam u ciebie?
– Właśnie pomyślałam, że dawno się nie widziałyśmy na spokojnie. Co byś powiedziała, gdybyśmy wybrały się jutro na jakąś dobrą kawę i ciasto? Masz chwilę po południu?
– Ojej, z wielką chęcią! Naprawdę przyda mi się jakaś odskocznia. Umówione, podaj tylko godzinę i miejsce – zgodziła się entuzjastycznie Agnieszka.
– Super. Wyślę ci jeszcze szczegóły w wiadomości. Do jutra!
Gdy tylko się rozłączyły, Magda natychmiast otworzyła komunikator i napisała do Marty:
Magda: Zrobione. Umówiłam się z Agnieszką na jutro na kawę. Porozmawiamy o wszystkim.
Odpowiedź od Marty nadeszła błyskawicznie, przesiąknięta jej stałym, bezczelnym wdziękiem.
Marta: Brawo, Madzia! Szybko ci idzie ta organizacja... Czyżbyś nie mogła się już doczekać, aż usiądziemy wszystkie przy jednym stole? 😉
Magda: Po prostu lubię dopinać sprawy do końca, ale nie ukrywam, że wizja tego wyjazdu krąży mi po głowie bez przerwy...
Marta: Tylko krąży? A ja myślałam, że przez te dwa dni nie możesz przestać dotykać się na samo wspomnienie tego, jak bardzo wyłaś pod moim językiem... 🔥
Magda poczuła, jak gwałtowna fala gorąca rozlewała się po jej policzkach i schodzi wprost do podbrzusza.
Magda: Jesteś okropna, Marta... Naprawdę zero wstydu, ale może masz trochę racji, że trudno o tym zapomnieć.
Marta: Uczysz się, grzeczna dziewczynka... Do jutra, pomyśl o mnie, zanim dzisiaj zaśnie czysty rozsądek. Buziaki 😘

Wiadomości od Marty i ta nagła, prowokacyjna gra słowna rozpaliły Magdę do czerwoności. Czarny szlafrok nagle wydał jej się zbyt ciasny, a ciało domagało się natychmiastowego rozładowania narastającego napięcia. Dłużej nie czekając, wstała od stołu i pośpiesznie przeszła do cichej, zaciemnionej sypialni. Położyła się na szerokim łóżku, pozwalając, by czarny jedwab rozchylił się na jej piersiach i udach. Zamknęła oczy, a w głowie znów stanął obraz ciemnych oczu Marty i zmysłowej dotykowej bliskości. Z cichym westchnieniem jej dłoń wsunęła się pod materiał i zaczęła powoli, z narastającą pasją dotykać własne rozgrzane ciało.

Magda masowała i ściskała swoje piersi przez gładki, chłodny materiał jedwabiu, a gdy ten zsunął się z jej ramion, palce zaczęły błądzić bezpośrednio po rozgrzanej, czułej skórze. Twardniejące sutki poddawały się rytmicznym uściskom, a z jej ust wyrywały się pierwsze, powstrzymywane dotąd westchnienia. W jej głowie płonął obraz Marty, jej drapieżnego uśmiechu, zapachu jej skóry i dotyku języka, który zaledwie dwa dni temu doprowadził ją do szaleństwa. Emocje buzowały w niej z niesamowitą siłą. Dłoń Magdy ześlizgnęła się niżej, wzdłuż płaskiego brzucha, a uda bezwiednie rozchyliły się szerzej na jedwabnej pościeli. Przyłożyła otwartą dłoń do swojego centrum i okrężnymi, miękkimi ruchami zaczęła masować nabrzmiałą kobiecość. Gorąc uderzył w nią z gwałtowną mocą. Wilgoć, która się pojawiła, ułatwiała każdy ruch, spowijając ją falą lepkiego, obezwładniającego podniecenia. Zmieniała technikę, powoli, z rosnącą precyzją pieściła opuszkami palców wrażliwą łechtaczkę, by za chwilę znów dociskać całą dłoń i krążyć wokół napęczniałych warg intymnych. Drugą ręką wodziła po swoich udach i talii, chłonąc własne ciało, które reagowało na każdy impuls. Temperatura w sypialni wrzała, a tempo pieszczot nieuchronnie rosło. Magda eksperymentowała z rytmem: zwalniała na ułamek sekundy, rozciągając słodkie tortury, po czym natychmiast wracała do szybszego, bardziej natarczywego tempa. W pewnym momencie przestała gładzić się po ciele drugą dłonią. Zniżyła ją i złożyła palce, by z cichym, głośnym jękiem zanurzyć je głęboko w sobie. Przez myśl przemknęła jej nagła, szokująca refleksja, jak dawno się nie masturbowała, jak bardzo zaniedbała swoje własne czyste pragnienia i jak niewiarygodne było to, że ta młoda, bezczelna Marta zdołała w tak krótkim czasie zerwać z niej wszystkie hamulce.
Podwójna stymulacja, płynne, głębokie ruchy palców w jej gorącym wnętrzu połączone ze zdecydowanym, natarczywym masowaniem łechtaczki sprawiły, że ciało Magdy zaczęło się wyginać i wić na łóżku. Błoga fala rozkoszy narastała w zastraszającym tempie, paraliżując logiczne myślenie. Przed oczami miała splecione ciała, smukłą sylwetkę Marty, jej zuchwałe spojrzenie i czystą, zmysłową bliskość, którą ze sobą dzieliły.
Fizyczne doznanie płynące z własnych palców w połączeniu z gorącymi wspomnieniami o młodej dziewczynie doprowadziły Magdę prosto na sam szczyt. Podbrzusze stężało, uda gwałtownie zacisnęły się wokół dłoni, plecy wygięły w łuk, a ciałem zawładnęła potężna, niewstrzymana seria drgawek. Fala orgazmu przetoczyła się przez nią od stóp do głów, wypychając z jej piersi długi, dławiony w poduszkę jęk pełnego, wyzwalającego spełnienia.

Po intensywnym orgazmie Magda leżała nieruchomo na szerokim łóżku, chłonąc powoli opadające fale rozkoszy i głośno wyrównując oddech. Czarny jedwab szlafroka był lekko pognieciony, a skóra wciąż rozgrzana i czuła na każdy podmuch powietrza. W jej głowie panowała niesamowita mieszanka emocji i refleksji. Myślała o mężu, który właśnie odsiadywał swoją nocną zmianę w pracy, o dzieciach śpiących spokojnie w sąsiednich pokojach oraz o szalonym, dreszczowym pomyśle wyjazdu do Zagórza we cztery. Głównym ośrodkiem wszystkich tych myśli pozostawała jednak Marta i jej pewność siebie, młodość i niesamowita siła, z jaką zburzyła jej poukładany świat.  

Po dłuższej chwili cichej kontemplacji Magda wstała z łóżka. Poszła do łazienki, przemyła się ciepłą wodą, po czym założyła czystą koszulę nocną. Wróciła do sypialni i niemal od razu zapadła w głęboki, spokojny sen.
***

Następnego dnia zaraz po pracy udała się do kawiarni na umówione spotkanie. Wyglądała niezwykle elegancko, a zarazem zmysłowo: miała na sobie szarą, ołówkową spódniczkę mini, dopasowany czarny golf i szare, zamszowe kozaki na wysokiej szpilce. Pod spodem skrywała kompletną czarną, koronkową bieliznę z biustonoszem i stringami oraz gładkie pończochy.

Agnieszka już na nią czekała przy jednym z ustronnych stolików. Wyglądała równie kusząco – ubrana w mocno opinającą, beżową sukienkę z długim rękawem, beżowe pończochy i klasyczne szpilki pod kolor.
– Cześć, Madzia! Świetnie wyglądasz – powitała ją Agnieszka, wstając i całując ją lekko w policzek.
– Cześć, Agnieszko. Ty też wyglądasz kwitnąco – odparła Magda z ciepłym uśmiechem, siadając naprzeciwko i zamawiając kawę.

Przez pierwsze kilkanaście minut ich rozmowa toczyła się wokół codziennych, prozaicznych spraw, pracy, codziennych obowiązków i drobnych plotek. Gdy kelnerka odstawiła parujące filiżanki i oddaliła się, Magda upiła mały łyk, spojrzała głęboko w oczy koleżanki i zniżyła głos:
– Agnieszka... powiedz mi szczerze: rozpamiętujesz jeszcze czasem tamtą noc u dziewczyn w domu?
W oczach Agnieszki natychmiast błysnęła wyraźna, pociągająca iskra. Na jej wargach wykwitł dwuznaczny uśmiech.
– Szczerze? Częściej, niż powinnam się do tego przyznawać... – odparła bez wahania Agnieszka, poprawiając mankiet sukienki. – To było coś niesamowitego, kompletnie poza moimi utartymi schematami. A czemu pytałaś? Masz z którąś z nich jakiś kontakt?
– No właśnie o to miałam cię zapytać... Masz kontakt z Martą albo Pauliną? – dopytała dyplomatycznie Magda.
– Niestety nie. Po tamtej nocy nasze drogi jakoś się rozeszły, chociaż nie ukrywam, że myślałam o nich nie raz – odpowiedziała z lekkim westchnieniem Agnieszka. – A czemu o to pytasz?
Magda uśmiechnęła się tajemniczo, opierając łokcie o blat i nachylając się lekko w jej stronę.
– Bo jakiś czas temu spotkałam Martę przypadkiem na zakupach... Porozmawiałyśmy chwilę, wymieniłyśmy się numerami, a dzień później spotkałyśmy się na kawę i powiem ci, że na kawie się nie skończyło... poszłyśmy razem do łóżka.

Agnieszka aż zastygła z filiżanką w dłoni, a jej oczy rozszerzyły się w kompletnym, niepowstrzymanym szoku. Przez ułamek sekundy patrzyła na Magdę, jakby ta wyznała jej najbardziej nierealną rzecz pod słońcem.
– Co ty mówisz?! – wykrztusiła wreszcie Agnieszka, zniżając głos niemal do szeptu, choć w jej oczach płonęła czysta ekscytacja. – Madzia, ty?! Z Martą... w łóżku? Boże, nie wierzę! I jak było? Jak się z tym czujesz? Opowiedz mi wszystko!
Magda uśmiechnęła się miękko, bez cienia dawnego zawstydzenia.
– Szczerze? Było niesamowicie – odparła głębokim, pewnym głosem. – Na początku miałam mętlik w głowie, ale Marta ma w sobie coś takiego... po prostu uwolniła we mnie pragnienia, których przez lata w sobie nie dostrzegałam. Było niesamowicie zmysłowo, pasjonująco i bez żadnych hamulców.
Agnieszka przyglądała się jej z wyraźnym podziwem, a po chwili na jej wargach pojawił się figlarny, nieco zazdrosny uśmiech.
– No, no, grzeczna pani domu pokazuje pazurki... – mruknęła Agnieszka, puszczając do niej oko. – Powiem ci, że jak o tym słucham, to nabrałam jeszcze większej ochoty, żeby znowu zobaczyć się z Pauliną. Tamta noc wciąż chodzi mi po głowie.
– No właśnie, a'propos... – wtrąciła od razu Magda, wykorzystując idealny moment. – Co byś powiedziała na wspólny wyjazd? Tylko my cztery. Marta, Paulina, ty i ja. Wybrałybyśmy się na weekend do apartamentu nad jeziorem w Zagórzu. Cisza, spokój, wino i pełna swoboda...
Agnieszka zamarła na moment, przetwarzając ten pomysł, po czym bez cienia wahania uśmiechnęła się zmysłowo i prowokacyjnie:
– Ty tak na poważnie? W czwórkę w Zagórzu? Madzia... nawet się nie zastanawiam. Wchodzę w to bez dwóch zdań! To będzie absolutny obłęd.
– Wiedziałam, że nie odmówisz – zaśmiała się Magda.
Przez kolejną półgodzinę rozmawiały z wypiekami na twarzach o szczegółach, po czym przeszły do bardziej prozaicznych tematów, kończąc kawę w wyśmienitych nastrojach. Ustaliły, że będą w stałym kontakcie, aby idealnie dograć termin weekendu.

Gdy pożegnały się przed kawiarnią, w ciele Magdy aż wrzało od emocji. Zamiast wracać prosto do domu, poczuła przemożną, nie do powstrzymania potrzebę zobaczenia Marty. Nie chodziło tylko o obwieszczenie nowiny o zgodzie Agnieszki, po prostu pragnęła jej fizycznej bliskości, jej zapachu i spojrzenia. Wsiadła w samochód i pojechała pod dom dziewczyn. Gdy dotarła na miejsce, weszła na podwórko i zdecydowanie zapukała do drzwi. Po chwili zamki szczęknęły i w progu stanęła Paulina.
– Oho! Proszę, kogo moje oczy widzą – rzuciła Paulina z szelmowskim, rozbawionym uśmiechem, opierając się o framugę. – Cześć, Madzia. Czyżby uroda i wdzięki Marty aż tak mocno cię do niej ciągnęły, że nie możesz wytrzymać bez niej ani dwóch dni?
Magda spłonęła lekkim pąsem, ale uśmiechnęła się pewnie:
– Cześć, Paulina. Jest Marta?
– Jest, jest, leży u siebie na górze – odparła figlarnie Paulina, odsuwając się w drzwiach i puszczając do niej oczko. – Wchodź śmiało, droga wolna. Pokój na końcu korytarza.

Magda podziękowała i szybkim krokiem weszła po schodach na piętro. Pchnęła lekko uchylone drzwi do pokoju Marty i weszła do środka. Marta leżała na szerokim łóżku, oparta o poduszki. Miała na sobie jedynie luźną, białą koszulkę z krótkim rękawkiem i czarne, koronkowe figi, które odważnie odsłaniały jej zgrabne, długie uda. W ręku trzymała książkę, ale gdy tylko zauważyła stojącą w progu Magdę, wolno odłożyła ją na szafkę nocną. Na jej twarzy natychmiast wykwitł dobrze znany, szelmowski i pełen satysfakcji uśmiech. Magda wolnym, płynnym ruchem usiadła na krawędzi łóżka. Szara ołówkowa spódniczka podjechała wysoko w górę jej ud, całkowicie odsłaniając ozdobną, koronkową manszetę beżowej pończochy na tle wygładzonej skóry. Marta zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów, a w jej ciemnych oczach natychmiast zapłonęła drapieżna iskra.
– No proszę... – mruknęła Marta, odkładając książkę głębiej na poduszkę i opierając się na łokciu. – Wyglądasz obłędnie, Madzia. Ten biurowy szyk z pończochami w roli głównej to twój nowy sposób na doprowadzanie mnie do szaleństwa, czy po prostu lubisz patrzeć, jak tracę dla ciebie głowę?
Magda założyła nogę na nogę, przygryzając delikatnie dolną wargę i patrząc na młodszą dziewczynę z głębokim, pewnym siebie błyskiem w oku.
– A jak myślisz, mała? – odparła z zalotnym, niskim uśmiechem, pozwalając sobie na pełne swobody prowadzenie tej gry. – Po prostu chciałam wyglądać dobrze, kiedy przyniosę ci dobre wieści. Choć muszę przyznać, że widok ciebie w tej koszulce i skąpych figach sprawia, że cała moja elegancja zaczyna ciążyć mi na ciele.
– Nie krępuj się, zdejmij wszystko, jeśli ci za gorąco – odpaliła bezczelnie Marta, przeciągając się zmysłowo na łóżku, od czego materiał jej koszulki opiął się na piersiach. – Ale najpierw mów. Jak poszła kawa z Agnieszką?
Magda nachyliła się lekko w jej stronę, opierając dłoń na materacu tuż obok biodra dziewczyny.
– Była w pełnym szoku, kiedy jej powiedziałam o nas – wyznała Magda z cichym, satysfakcjonującym uśmiechem. – Na początku aż odebrało jej mowę, ale kiedy zobaczyła, jak o tym mówię i jak niesamowicie działa na mnie twoja obecność, sama przyznała, że nie może przestać myśleć o Paulinie. Pomysł wyjazdu we czwórkę do Zagórza kupiła bez mrugnięcia oka. Jest zachwycona i gotowa.
Marta uniosła się na kolanach i powoli przybliżyła do Magdy. Długie, nago odsłonięte uda dziewczyny musnęły zamszowy materiał kozaków kobiety.
– Wiedziałam, że ją urobisz, Madzia – szepnęła Marta, przesuwając dłonią od kolana Magdy wprost na koronkowe wykończenie pończochy. – Jesteś niebezpiecznie przekonująca, kiedy chcesz dostać to, czego pragniesz.
– Bo nauczyły mnie tego najlepsze – odparła Magda, czując, jak gwałtowny dreszcz przebiega po jej kręgosłupie pod wpływem dotyku. – A raczej jedna mała, bezczelna dziewczyna, która potrafi przewrócić cały mój świat do góry nogami.
Marta zbliżyła swoją twarz tak blisko, że ich czoła zetknęły się w gorącym, pełnym napięcia gestie. Ich przyspieszone oddechy mieszały się w powietrzu, a spojrzenia utonęły w sobie bez reszty.
– Przyszłaś tu tylko po to, żeby mi o tym donieść? – zapytała cicho Marta, zniżając dłoń i delikatnie ściskając udo Magdy przez cienki materiał. – Czy po prostu nie mogłaś bez ze mnie wytrzymać ani godziny dłużej?
– Doskonale znasz odpowiedź, Marta – wyszeptała Magda z głębi piersi, rezygnując z jakichkolwiek masek. – Pragnę cię. Tak po prostu. Na samą myśl o twoim języku i twoich dłoniach płonę od dwóch dni.
– To dobrze... bo ja zamierzam przypomnieć ci każdy szczegół – mruknęła Marta z zaborczą pasją.

Marta przyciągnęła ją mocno za kark, a Magda odpowiedziała natychmiastowym, łapczywym ruchem. Ich usta splotły się w głębokim, gorącym i namiętnym pocałunku, który w ułamku sekundy spalił resztki dystansu, wciągając je obie w wir narastającego, niepowstrzymanego pożądania. Całowały się namiętnie, a ich dłonie błądziły bez hamulców. Palce Magdy wślizgnęły się pod luźną bluzkę Marty, gładząc gładką skórę jej pleców i czule przesuwając się po jędrnych udach dziewczyny. Z kolei dłonie Marty sprawnie wyciągnęły czarny golf ze spódniczki Magdy, po czym ruszyły w dół, gładząc jej uda pod materiałem spódniczki, napotykając gładką, śliską strukturę pończoch. Języki tańczyły w dzikim, łapczywym rytmie, a dotyk stawał się coraz bardziej natarczywy, przesuwając się w stronę talii i pleców. Oderwały się na ułamek sekundy, chwytając łapczywie powietrze.
– Widzę, że nie masz zamiaru marnować ani minuty, Madzia... – mruknęła Marta z zaborczym, figlarnym uśmiechem, mrużąc oczy. – Tak bardzo nie mogłaś się doczekać moich dłoni?
– Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo... – odparła odważnie Magda, patrząc jej prosto w oczy bez dawnego cienia skrępowania. – Więc przestań gadać i po prostu rób to, co potrafisz najlepiej.

Marta parsknęła cichym śmiechem, po czym zgrabnym ruchem obróciła Magdę tyłem do siebie i głęboko wtuliła się w jej plecy. Sprawnie zsunęła z niej golf, odpięła stanik i odrzuciła bieliznę na podłogę. Jej dłonie natychmiast objęły nagie, twardniejące piersi Magdy, ściskając je i masując z niezwykłą zmysłowością. Chwilę później jedna z dłoni Marty zanurkowała pod spódniczkę, zadzierając materiał wysoko do góry, i zaczęła gorąco masować jej wilgotniejącą kobiecość przez cienki materiał stringów. Magda cicho mruczała, opierając tył głowy o ramię dziewczyny. Jej stał się rwany, a przez jej głowę przemknęła gwałtowna fala myśli o tym, jak niesamowicie zmieniły się jej pragnienia. Dawna, ułożona pani domu całkowicie ustąpiła miejsca kobiecie głodnej czystej, namiętnej rozkoszy.
– I jak, moja grzeczna pani domu? Podoba ci się, kiedy biorę cię od tyłu? – wyszeptała Marta figlarnie wprost do jej ucha, składając na jej karku gorące pocałunki.

Magda zamiast odpowiedzieć słowami, obróciła się gwałtownie w jej ramionach i połączyła ich usta w kolejnym, głębokim pocałunku. Tym razem jednak to Magda, pędzona własnymi, niepowstrzymanymi żądzami, zaczęła przejmować inicjatywę. Jednym zdecydowanym ruchem zdjęła z Marty białą bluzkę, obaliła dziewczynę na plecy i położyła się bezpośrednio na niej. Całowała ją z obezwładniającą namiętnością, przesuwając się z ust na delikatną skórę szyi, aż w końcu zeszła niżej, do odsłoniętych piersi Marty. Magda skupiła całą swoją uwagę na twardych sutkach i otoczkach dziewczyny. Ssała je głęboko, wirowała wokół nich językiem i delikatnie podgryzała, chłonąc słodki smak młodej skóry. Marta zaśmiała się cicho, choć jej własny oddech gwałtownie przyspieszył, a dłonie zacisnęły się na poduszkach.
– Oho... Ktoś tu chyba nieźle przestudiował moje ruchy... – rzuciła Marta z lekkim, figlarnym tonem, lecz jej pewność siebie zaczęła ustępować miejsca czystemu podnieceniu, a kontrola nad sytuacją powoli wymykała się z jej rąk.
– Uczę się od najlepszych, mała... – mruknęła Magda, unosząc na chwilę głowę i patrząc na nią z drapieżnym uśmiechem.
Bez zwłoki powróciła do pieszczot, schodząc gorącymi, głodnymi pocałunkami coraz niżej, przez płaski brzuch dziewczyny, zmysłowo zatrzymując się tuż nad krawędzią czarnych, koronkowych fig. Magda bawiła się delikatnie zębami gumką czarnych fig Marty, ciągnąc za elastyczny materiał i puszczając go z cichym, zmysłowym klapnięciem o gładką skórę biodra. Spojrzała na nią spod przymrużonych powiek, z szelmowskim, absolutnie pewnym siebie uśmiechem, po czym oburącz zsunęła powoli bieliznę w dół jej długich, smukłych nóg, całkowicie odsłaniając intymne piękno Marty. Magda zanurkowała zmysłowo i powoli między jej uda. Nie spieszyła się. Najpierw składała gorące, miękkie pocałunki na wrażliwej, wewnętrznej stronie ud dziewczyny, powoli zbliżając się do napęczniałego, wilgotnego centrum jej kobiecości, by w ostatniej chwili odskoczyć wargami w bok. Drażniła ją, badała jej wytrzymałość i grała na jej zmysłach dokładnie tak, jak Marta jeszcze niedawno grała na jej własnych. Dla Magdy był to moment czystej, obezwładniającej satysfakcji. Po raz pierwszy widziała, jak to drapieżna, zawsze pewna siebie Marta drżała pod jej dotykiem, jak jej brzuch falował przy każdym przyspieszonym oddechu, a gładka skóra pokrywała się delikatną gęsią skórką. Przez myśl Magdy przemknęła dumna, wyzwalająca refleksja – nie była już tylko uległą partnerką, uczyła się sztuki uwodzenia i dominacji z niesamowitą gracją, czerpiąc z tego nieopisaną radość.

Ciało Marty reagowało na te tortury natychmiastowo. Prowokacyjny ton dziewczyny całkowicie prysł, zastąpiony przez ciche, rwące się westchnienia. Marta odchyliła głowę do tyłu, wbijając palce w miękki materiał pościeli, a jej biodra bezwiednie unosiły się w górę, szukając mocniejszego kontaktu z ustami Magdy. Wreszcie przestała się drażnić. Zbliżyła sam koniuszek języka do pachnącej, wilgotnej kobiecości Marty i rozpoczęła powolną, niezwykle zmysłową pieszczotę. Nie spuszczała przy tym wzroku z twarzy dziewczyny, patrzyła jej prosto w oczy i chłonęła każdą zmianę w jej wyrazie, pieszcząc ją z głęboką, autentyczną pasją. Magda operowała językiem w idealnym rytmie wyznaczanym przez reakcje ciała Marty. Każde gwałtowniejsze uniesienie bioder, cichy mruk czy rwanie się oddechu było dla niej precyzyjną wskazówką. Skupiała się na lśniącej, nabrzmiałej łechtaczce, zataczając wokół niej gorące, miękkie kręgi i delikatnie ją muskając. Marta, kiedy tylko mogła zmusić się do otwarcia powiek, patrzyła z góry na zatopioną w pieszczocie Magdę, ale obezwładniająca fala doznań raz po raz zmuszała ją do zaciskania oczu w błogiej, czystej rozkoszy.
– O kurwa... Madzia... – wyjęczała Marta, chwytając garściami pościel i odchylając głowę w łuk. – Ja pierdolę... skąd ty... O Boże!
Słowa dziewczyny rwały się w rytm pociągnięć języka, przejrzyste i pozbawione jakiejkolwiek pozory kontroli.
– Ja pierdolę, jaka ty jesteś w tym dobra... – dyszała głośno Marta, a jej ciało drżało w niekontrolowanych ruchach. – Tak... właśnie tak, Madzia... nie przestawaj, o Boże, tak mi dobrze!

Te nieokrzesane, jękliwe wulgaryzmy przeplatane powtarzanym z uwielbieniem imieniem działały na Magdę jak najsilniejszy afrodyzjak. Podniecało ją do granic możliwości, że to właśnie ona, dojrzała, zawsze ułożona kobieta doprowadzała tę zuchwałą, pewną siebie studentkę do takiego stanu. Magda nie spieszyła się, a pieściła ją z wyczuciem, delektując się słodkim, intymnym smakiem kobiecości Marty, który spijała z rosnącą łapczywością. W głowie Magdy, pośród narastającego gorąca, przemknęła jasna, wyzwalająca myśl. Pamiętała swoje poukładane, schematyczne życie, w którym wszystko było przewidywalne, wyważone i pozbawione ognia. Porównanie tamtej codzienności z tą dziką, autentyczną namiętnością uświadomiło jej, jak wiele traciła. Relacja z Martą przestała być tylko jednorazowym wybrykiem czy źródłem poczucia winy, zaczęła dawać jej niesamowitą frajdę, poczucie sprawczości i głęboką, czystą satysfakcję z odkrywania własnej, nieznanej dotąd seksualności.
Z tą świadomością Magda przyspieszyła tempo, jeszcze głębiej i bardziej zdecydowanie zatapiając język w strefie rozkoszy Marty.

Do zmysłowych pociągnięć języka Magda dołączyła dwa palce, które z wyczuciem zanurzyła głęboko w gorącym, wilgotnym wnętrzu Marty. Dziewczyna wydała z siebie głośny, głęboki, wręcz gardłowy mruk rozkoszy. Podwójna stymulacja natychmiast zwielokrotniła reakcje jej ciała, Biodra Marty unosiły się i wiły w rytmicznych spazmach, a jej dłonie kurczowo zaciskały prześcieradło. Magda doskonale czuła, jak mięśnie Marty napinały się, a jej oddech stawał się rwący i płytki, zwiastując nadchodzącą ekstazę. Jednak w samym szczytowym momencie Magda gwałtownie przerwała pieszczotę. Uniosła się i przesunęła w górę łóżka, patrząc na oszołomioną dziewczynę z błyskiem pełnym szelmowskiej dominacji.
– Marta... – zaczęła Magda niski, zmysłowym głosem. – Masz jeszcze tutaj tę zabawkę z mojej pierwszej wizyty, kiedy tak bezczelnie uwiodłaś mnie w klubie?
Marta leżała przez chwilę w lekkim szoku, oddech kręcił jej się w piersi po nagle przerwanym dojściu do orgazmu. Spojrzała na Magdę zaskoczona, ale po sekundzie w jej oczach rozbłysła potężna iskra podniecenia, a na ustach wykwitł figlarny uśmiech. Zrozumiała zamysł starszej kobiety.
– W dolnej szufladzie szafki przy oknie... – wykrztusiła Marta z chytrym uśmieszkiem, nie spuszczając z niej wzroku.

Magda wstała z łóżka bez słowa. Podeszła do szafki, wyjęła akcesorium, po czym powoli, nie spiesząc się, zsunęła szarą ołówkową spódniczkę oraz czarne, koronkowe stringi. Została jedynie w szarych, zamszowych kozakach na szpilce sięgających kolan oraz w beżowych pończochach. Z zaborczym uśmiechem nałożyła pas zabawki, dopasowując go do swoich bioder. Marta przygryzła mocno dolną wargę, przyglądając się tej scenie z czystą fascynacją.
– No proszę... moja grzeczna Madzia – rzuciła Marta ze swoim charakterystycznym, prowokacyjnym pazurem, choć w jej głosie brzmiało wyraźne pożądanie. – Kto by pomyślał, że tak szybko zamienimy się rolami? Szybko się uczysz, kochanie... Naprawdę chcesz mnie teraz zdyscyplinować moim własnym sprzętem?
Magda spojrzała na nią z góry, uśmiechając się dojrzałe, dumnie i niezwykle zmysłowo.
– Owszem, mała i uwierz mi, będziesz zachwycona – odparła Magda, po czym gestem dłoni nakazała jej krótko: – Odwróć się.

Marta bez cienia wahania obróciła się na łóżku i wypięła zmysłowo na czworaka, opierając przedramiona na poduszkach. Magda wpełzła tuż za nią w swoich szpilkach, górując nad nią i powoli gładząc dłońmi jej krągłe, gładkie pośladek. Rozkoszowała się widokiem młodej kochanki wygiętej przed nią w tak uległej, zapraszającej pozycji. Marta, czując chłodne powietrze na nagiej skórze i gorący dotyk dłoni Magdy, pogoniła ją w swoim zadziornym stylu:
– No dalej, Madzia... nie każ mi dłużej czekać, bo zaraz sama tam do ciebie cofnę biodra...
Magda uśmiechnęła się pod nosem i nie czekając na kolejne ponaglenia, ujęła silnie biodra dziewczyny, po czym powoli, z centymetra na centymetr, zanurzyła lśniący drąg w jej gorącym, wilgotnym i bez reszty gotowym wnętrzu. Magda wycofała biodra i powoli pchnęła ponownie, czując opór i gorąco wnętrza Marty. W jej myśli wdarło się krótkie wspomnienie dawnych doświadczeń z mężem oraz innymi partnerami, chłodnych, rutynowych i pozbawionych głębszego ognia. Najsilniej jednak w jej pamięci zapisała się noc, gdy to Marta po raz pierwszy zdominowała ją dokładnie w tej samej pozycji. Wspomnienie tamtego dotyku i obezwładniającego podporządkowania zadziałało na jej zmysły niczym zapalnik. Teraz to ona kierowała każdym ruchem, odtwarzając tamten rytm, ale na własnych zasadach. Założyła dłonie na biodrach Marty, czując pod palcami napiętą, rozgrzaną skórę, i zaczęła powoli nadawać tempo. Płynnie wsuwała i wysuwała drąg, wsłuchując się w głośniejszy, rwany oddech młodszej dziewczyny. Ciało Marty natychmiast odpowiedziało, jej plecy wygięły się głębiej w łuk, a pośladki delikatnie drżały przy każdym głębszym pchnięciu. Magda przyspieszała kroku, dostosowując ruchy do stłumionych mruków wydobywających się z gardła Marty. Z każdym kolejnym uderzeniem, gdy jej biodra obijały się o gładkie pośladek dziewczyny, w Magdzie rosła drapieżna żądza i czysta potrzeba dominacji. Obserwowanie z góry pięknego, uległego ciała Marty, prężącego się na czworaka w szarym blasku sypialni, działało na nią obezwładniająco. Zaczęła pchać mocniej, głębiej i szybciej. Zamszowy kozak na szpilce dawał jej pewne oparcie na podłodze, co pozwalało jej kontrolować siłę każdego uderzenia. Chciała słyszeć głośniejsze reakcje, łaknęła dowodu na to, jak pełną władzę sprawowała w tej chwili nad zmysłami dziewczyny. Marta nie potrafiła już zachować chłodnej krwi. Jej dłonie wbiły się w poduszki, a głowa opadła w dół, gdy głośne, dobitne jęki zaczęły wypełniać cały pokój.
– O kurwa... Madzia... – wykrztusiła Marta, mieszając ciche przekleństwa z rwanym oddechem. – Boże, jak ty... o kurwa, posuwasz!
– Podoba ci się, mała? – mruknęła Magda, zwiększając częstotliwość i głębokość pchnięć, rozkoszując się każdą sekundą tej zamiany ról.
– Ja pierdolę... tak! Madzia, mocniej... O Boże, nie przestawaj! – jęczała w odpowiedzi Marta, bezwiednie cofając biodra naprzeciw jej ruchom i całkowicie poddając się narastającej fali rozkoszy.
– Pieprz mnie, Madzia! Nie żałuj mi! – wyszeptała chrapliwie, z dziką desperacją w głosie, wypinając jeszcze mocniej pośladki wprost ku biodrom starszej kobiety.

Magda nie czekała ani chwili dłużej. W tamtym momencie w jej głowie zniknęły wszelkie granice, dawne role i codzienne troski, istniało tylko to drżące przed nią ciało i pierwotna, wręcz drapieżna żądza, którą wreszcie w pełni w sobie zaakceptowała. Trzymając mocno Martę za biodra, zaczęła ją penetrować z rosnącą, niesłabnącą dynamiką. Każde pchnięcie było mocne, pewne i głębokie. Po kilku następnych, brutalnie zmysłowych uderzeniach, ciałem Marty wstrząsnęła seria gwałtownych spazmów. Dziewczyna wygięła plecy w głęboki łuk, a z jej gardła wyrwał się przeciągły, dławiony w poduszkach krzyk czystej ekstazy. Błoga fala rozkoszy zalała ją od stóp do głów, paraliżując jej mięśnie i odbierając resztki tchu.

Magda, czując pod sobą falującą z ekstazy falę, powoli zwolniła ruchy. Nie wyszła z niej od razu. Zamiast tego zmiękczyła swoje gesty, opadając całą masą ciała i mocno wtulając się w plecy Marty. Jej nabrzmiałe piersi miękko ocierały się o rozgrzaną skórę dziewczyny, podczas gdy dłonie Magdy powędrowały z bioder na przód, ujmując w uścisk piersi Marty i masując je delikatnie. Pochyliła się, składając długie, kojące pocałunki na jej spoconych ramionach i szyi, uspokajając jej oddech. Leżały tak przez dłuższą chwilę, zrośnięte ze sobą, wsłuchane w ciche stukanie swoich serc. Oddech Marty długo nie mógł wrócić do normy, wciąż rwał się pod wpływem niedawnego szczytu. W końcu, z trudem łapiąc powietrze i przekręcając lekko głowę na poduszce, Marta uśmiechnęła się szelmowsko, chociaż głos wciąż drżał jej z wycieńczenia:
– No... muszę przyznać... Madzia... – wykrztusiła z trudem, mrużąc oczy z figlarnym zadowoleniem. – Widzę, że całkowicie nie doceniłam tego, jaki mały, dziki ogień w tobie drzemał. Kto by pomyślał, że grzeczna mężatka tak pięknie zmieni się w bezwzględną kobietę...
Magda parsknęła cichym, ciepłym śmiechem, muskając ustami jej kark.
– Ostrzegałam cię, że szybko się uczę, mała – odparła z dumą w głosie, powoli wysuwając się z wnętrza dziewczyny i uwalniając się z pasa zabawki, który odłożyła na podłogę.

Ułożyła się na bok, a obie kobiety obróciły się twarzami do siebie, układając się wygodnie na pościeli. Zmęczenie mieszało się z niezwykłą bliskością. Ich dłonie zaczęły na nowo powoli błądzić po rozgrzanych ciałach, palce Magdy gładziły miękko talię i biodra Marty, podczas gdy dłoń dziewczyny wędrowała po jej plecach, delikatnie muskając skórę z czułością, która z każdą chwilą stawała się coraz bardziej naturalna. Leżały obok siebie na rozkopanej pościeli, powoli łapiąc spokój po fali gorącego podniecenia. Szare zamszowe kozaki Magdy i jej pończochy odcinały się od jasnego prześcieradła, podczas gdy opuszki jej palców leniwie błądziły po talii i udach Marty. Dziewczyna odpowiedziała podobnym gestem, schodząc dłonią wprost na jej biodro, kreśląc na nim powolne, małe okręgi.
– Wiesz... tak naprawdę ciągle jestem w lekkim szoku – zaczęła Magda głosem stonowanym, nieco poważniejszym, choć w jej spojrzeniu tliła się łagodna czułość. – Gdyby ktoś jeszcze miesiąc temu powiedział mi, że polubię bycie lesbijką... pomyślałabym, że całkowicie zwariował.
Marta parsknęła cichym, dobitnym śmiechem, unosząc głowę z poduszki i patrząc na nią z charakterystycznym, figlarnym błyskiem w oczach.
– Lesbijką? Madzia, proszę cię! – zaśmiała się zuchwale, przesuwając palcem po jej kości policzkowej. – Nie przyklejaj sobie od razu takich ciężkich etykiet, bo twój mąż dostanie zawału. To nie jest nagła zmiana orientacji o sto osiemdziesiąt stopni, tylko doświadczenie. Biseksualne odkrywanie tego, co w sobie tłumiłaś przez lata.
– Może i tak – westchnęła Magda, pozwalając, by dłoń Marty zeszła niżej, na jej pierś. – Ale trudno tego nie analizować. Całe życie myślałam w dość prosty sposób: mąż, dom, dzieci, łóżkowe obowiązki z mężczyzną... Zazwyczaj to było poprawne, ale przewidywalne. Doświadczenia z mężczyznami zawsze wydawały mi się takie... schematyczne, a to, co dzieje się tutaj... fascynacja kobietami, ich ciałem, delikatnością i jednocześnie tą niesamowitą siłą... to dla mnie zupełnie nowy świat.
Marta przysłuchiwała się jej z uwagą, choć na jej ustach nie znikał prowokacyjny uśmiech. Jej opuszki palców delikatnie muskamy brzuch Magdy, wywołując u niej ciche dreszcze.
– Kobiety są po prostu o wiele bardziej zmysłowe, Madzia. Rozumiemy swoje ciała, wiemy, gdzie przycisnąć, żeby iskry poszły z oczu, i nie boimy się eksperymentować – rzuciła Marta w swoim bezpośrednim stylu. – Dziwisz się, że ci się podoba? Ja od zawsze wiedziałam, że kobiece ciało potrafi dać sto razy więcej satysfakcji, jeśli tylko da mu się wolność.
– Do tej pory patrzyłam na inne kobiety zupełnie inaczej. Widziałam koleżanki, rywalki albo po prostu panie z ulicy – kontynuowała Magda, opierając dłoń na nagim ramieniu dziewczyny i patrząc jej prosto w oczy. – Teraz wyłapuję ruchy, zapachy, spojrzenia. Zaakceptowałam to, że kobiety zaczęły mnie niesamowicie podniecać, ale najbardziej z tego wszystkiego... fascynujesz mnie ty, Marta. To, jak przełamujesz moje opory, jak budzisz we mnie absolutną bezczelność.
W oczach Marty natychmiast mocniej rozbłysła ta dobrze znana, drapieżna iskra. Przygryzła dolną wargę i posłała jej szelmowski uśmiech.
– Oho... – mruknęła Marta z chytrym zadowoleniem. – Czyli to nie tylko ogólny zachwyt nad kobiecą anatomią, ale konkretnie mały wyrok na moje punkcie? Pięknie, Madzia. Zaczynam czuć się naprawdę dumna z tego, jak wielki bałagan zrobiłam w twojej głowie.
– Jesteś niemożliwa... – wymsknęło się Magdzie z cichym śmiechem, choć jej dłoń zsunęła się niżej, na pośladek Marty, ściskając go lekko. – Ale masz rację. Przewróciłaś moje myślenie do góry nogami i szczerze powiem... nie mam ochoty wracać do tego, co było wcześniej.
– I bardzo dobrze – odpowiedziała Marta, nachylając się i składając na jej ustach słodki, krótki pocałunek. – Bo Zagórze tuż-tuż, a tam nauczysz się jeszcze więcej.
Rozmawiały tak jeszcze dłuższą chwilę, mieszając powagę z głupkowatym flirtem, podczas gdy ich dłonie nieustannie błądziły po rozgrzanym ciele drugiej strony, utrwalając nowo odkrytą bliskość. Po chwili nastała krótka pauza wypełniona ciszą i spokojnym oddechem obu kobiet. Magda zerknęła na zegarek i opierając się na łokciu, odezwała się z lekkim westchnieniem:
– Muszę się powoli zbierać do domu... Czas nie stoi w miejscu.
Marta spojrzała na nią spod przymrużonych powiek i zaśmiała się cicho w swoim stałym, zuchwałym stylu:
– No tak, sprawiedliwości stało się zadość. Za pierwszym razem to ja cię całkowicie bezczelnie wybzykałam, a dzisiaj ty odpłaciłaś mi z nawiązką. Muszę ci przyznać, że ta nasza relacja rozwija się w fantastycznym kierunku.
Magda uśmiechnęła się zmysłowo, choć zeszła lekko z tak bezpośredniego tonu:
– Po prostu dzisiaj miałyśmy mniej czasu, a ja musiałam przejąć inicjatywę ,ale nie ukrywam, że sprawiło mi to ogromną przyjemność.
– Oj tak, czułam to – przekomarzała się Marta, gładząc ją po ramieniu. – Przerżnęłaś mnie ostro i bez litości, ale z jakim niesamowitym wyczuciem i czułością... Uwielbiam to w tobie.

Magda odpowiedziała szelmowskim uśmiechem, nachyliła się nad nią i złożyła na jej ustach czuły, głęboki pocałunek. Po tym słodkim akcencie obie podniosły się z pościeli. Magda zaczęła sprawnie nakładać na siebie ubrania, wciągnęła bieliznę, spódniczkę oraz golf. W pewnym momencie zatrzymała dłonie na twarzy, gdy dotarła do niej pewna myśl.
– Boże... – rzuciła z lekkim pąsem na policzkach. – Przecież Paulina musiała słyszeć na dole całe nasze dokazywanie!
Marta wciągała właśnie dresowe spodnie i koszulkę. Machnęła lekceważąco dłonią, uśmiechając się szeroko:
– No i co z tego? Przynajmniej wie, że nie marnujemy tu czasu, a poza tym... niech wie, na co cię stać przed naszym wyjazdem.
– Jesteś niemożliwa... – pokręciła głową Magda z uśmiechem, poprawiając włosy przed lustrem.
Gdy obie były gotowe, Marta postanowiła odprowadzić Magdę do drzwi wyjściowych. Kiedy zszyły po schodach na dół, w salonie przy stole siedziała Paulina z kubkiem herbaty. Gdy je zobaczyła, na jej twarzy od razu wykwitł wielki, figlarny uśmiech.
– No, no... ładnie sobie tam na górze dogadzałyście – skomentowała rozbawiona Paulina. – Łóżko chyba ledwo wytrzymało ten napór.
– Przynajmniej nikt tu nie narzeka na nudę – odparła od razu Marta z dumną miną.
– A ty, Paulina, nie bądź taka ciekawska, tylko szykuj formę – dodała Magda z błyskiem w oku, co wywołało u młodszej dziewczyny głośny śmiech.
Na progu Magda obróciła się do Marty. Dziewczyny pożegnały się gorącym, niespiesznym pocałunkiem wprost na oczach Pauliny.
– Ej, dziewczyny! Zostawcie coś na weekend! – zawołała figlarnie Paulina z głębi korytarza.
– Nie doczekanie twoje! – odpaliła Marta, puszczając do Magdy oko.

Magda pożegnała się i wyszła na chłodne powietrze, wsiadając do samochodu. Droga powrotna do domu upłynęła jej na głębokiej analizie własnych emocji. Magda czuła ogromną zmianę, jaka w niej zaszła. Jej relacja z Martą przestała być tylko biernym uleganiem młodszej dziewczynie. Magda poczuła, że sama staje się aktywna, odważna i drapieżna, przejmując kontrolę nad własnymi pragnieniami. Ta świadomość dawała jej niesamowite poczucie wolności i sprawczości. Myślała też o swojej rodzinie, dzieciach i mężu, który miał wrócić do domu po godzinie 22:00, kończąc drugą zmianę w pracy.
Gdy weszła do mieszkania, witał ją spokój. Dzieci były w swoich pokojach, odrabiały lekcje i przygotowywały się do snu. Magda spędziła z nimi kilkanaście minut, rozmawiając o ich dniu, po czym udała się do łazienki na relaksującą kąpiel. Leżąc w ciepłej wodzie, sięgnęła po telefon i napisała krótki SMS do Marty:
Magda: Jestem już w domu, po kąpieli. Jeszcze raz dzięki za dzisiaj... było niesamowicie. Mąż zaraz wraca z pracy.
Marta: Cieszę się, Madzia. Śnij o mnie i zbieraj siły na Zagórze 😘

Chwilę po godzinie 22:00 w przedpokoju szczęknął klucz i do domu wszedł mąż. Magda wyszła z łazienki w szlafroku, przywitała się z nim ciepłym uśmiechem i zapytała cicho:
– Cześć. Jak tam było w pracy? Ciężki dzień?
– Jak zwykle, mnóstwo roboty, ale dobrze, że już weekend na horyzoncie – odpowiedział zmęczony mąż, całując ją lekko w policzek i kierując się do kuchni.

Zamienili jeszcze kilka zdań o sprawach domowych, po czym Magda udała się do sypialni. Położyła się pod ciepłą kołdrą, zgasiła lampkę nocną i zamkniętymi oczami wróciła myślami do Marty, jej zapachu i gorących chwil spędzonych w jej pokoju, powoli zapadając w spokojny sen

Dodaj komentarz