Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Szybki Podryw II

Szybki Podryw IIMagda stanęła jak wryta, a jej serce zaczęło bić mocniej. Przez chwilę czuła, jakby świat wokół niej zamarł. Andrzej i dzieci, którzy jeszcze chwilę temu byli tak niezadowoleni z zakupów, teraz patrzyli na Martę z zainteresowaniem. Marta uśmiechnęła się lekko, podchodząc bliżej.
- Dzień dobry, Marto - odpowiedziała Magda, starając się zachować spokój i normalność w głosie.
Andrzej spojrzał pytająco na żonę, a następnie na Martę:
- To twoja znajoma?
- Tak, Andrzej, to Marta, koleżanka z pracy - skłamała Magda, starając się nie zdradzić nerwowości.
Marta, zauważając napięcie w oczach Magdy, postanowiła nie przedłużać sytuacji:
- Miło mi cię poznać, Andrzeju – rzuciła Marta
Andrzej popatrzył spode łba na atrakcyjną młodą dziewczynę, po czym zerknął wymownie na zegarek. – Magda, my podejdziemy już do marketu po te cięższe rzeczy, żeby nie tracić czasu. Dzieciaki, idziecie ze mną – rzucił mąż, machając ręką na Jacka i córkę.  
– Tylko weź ten płyn do płukania, co zawsze! – wywołała za nim Magda, ale jej głos lekko zadrżał.
Gdy sylwetki męża i dzieci wtopiły się w tłum kupujących, wokół nich zapadła dziwna, gęsta cisza. Magda została sama z Martą na środku jasnej, głośnej alejki galerii handlowej. Czuła, jak krew uderzała jej do policzków, a żołądek ściskał się w nagłym skręcie. Mieszance paraliżującego strachu i gwałtownego, gorącego podniecenia. Wystarczyło jedno spojrzenie na ciemne włosy i południowe rysy dziewczyny, by przed oczami momentalnie stanął jej obraz ciemnego pokoju, uścisk na biodrach i twarde pchnięcia, które wyrwały z niej tamtej nocy głośny jęk. Marta przyglądała się jej z dobrze znaną, drapieżną iskierką w oku. Zrobiła krok w stronę Magdy, przekrzywiając głowę.
– "Pani Magdo"? – powtórzyła z cichym uśmieszkiem, obniżając głos tak, by słyszała ją tylko kobieta. – Oficjalnie, nie ma co. Choć muszę przyznać, że ta rola ułożonej matki polki z mężem i dzieciakami u boku bardzo ci pasuje. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno wypinałaś do mnie tę swoją śliczną, nagą pupę i prosiłaś o klapsy.
Magda obeszła się zimnym potem. Nerwowo rozejrzała się po przechodzących obok ludziach, chociaż nikt nie zwracał na nie uwagi.
– Marta, błagam cię, cicho... – wyszeptała, bezwiednie zaciskając uda pod spódnicą. Czuła, jak jej sutki pod bluzką natychmiast twardniały na samo wspomnienie tamtych słów. – Nie mów takich rzeczy w takim miejscu. Co ty tu w ogóle robisz?
– Kupuję buty, ale trafienie na ciebie to o wiele lepsza atrakcja – Marta uśmiechnęła się zuchwale, podchodząc jeszcze bliżej. Bezstresowo, jakby wymieniały uwagi o pogodzie, sięgnęła dłonią w stronę talii Magdy i niby przypadkiem, koniuszkami palców, przejechała po jej biodrze, muskając materiał na wysokości pośladka. – Widzę, jak na mnie patrzysz, Madzia. Cała się trzęsiesz. Zapomniałaś już o naszej nocy, czy wręcz przeciwnie?
– Ja... ja muszę iść. Mąż zaraz wróci – dukała Magda, ale zamiast się cofnąć, stała w miejscu, chłonąc tę bezczelną bliskość. Jej ciało ewidentnie pamiętało dominację dziewczyny i reagowało wbrew zdrowemu rozsądkowi.
– Jasne, idź do męża i płynu do płukania – Marta zaśmiała się cicho. Wyciągnęła z torebki małą wizytówkę swojego studia graficznego, wyjęła długopis i sprawnym ruchem dopisała na odwrocie prywatny numer telefonu. Wsunęła kartonik głęboko do kieszeni żakietu Magdy, a jej dłoń przy okazji bezczelnie uszczypnęła kobietę w piersiowy profil pod okryciem. – Ale gdyby narożnik i zakupy okazały się zbyt nudne... wiesz, gdzie mnie szukać. Tym razem na herbatę będzie na czas.
– Mamo! Płyn kupiony, idziesz w końcu po te buty?! – syn Magdy wyłonił się nagle zza filaru, idąc w ich stronę z nudą na twarzy.
Marta momentalnie cofnęła rękę. Spojrzała na Magdę szelmowskim uśmiechem, przygryzła delikatnie dolną wargę i puściła do niej oko.
– Do widzenia, pani Magdo. Miłego dnia życzę – powiedziała głośniej, czarująco, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła ze swobodną gracją w stronę wyjścia z galerii.

Magda stała jak wkopana w ziemię, czując wypalające piętno wizytówki w swojej kieszeni. Wybieranie butów, pakowanie siatek do bagażnika i cały reszta popołudnia minęły Magdzie jak we śnie. W domu automatycznie rozpakowała zakupy, ugotowała obiad i wysłuchała narzekań męża na mecze w telewizji, ale w głowie miała absolutny chaos. Zamiast skupiać się na codziennych sprawach, ciągle czuła na skroniach oddech Marty, a w uszy uderzało jej bezczelne "prosiłaś o klapsy".

***

Siedząc wieczorem w łazience przy zapalonym świeczniku, wyciągnęła z kieszeni zmiętą wizytówkę. Przejechała kciukiem po ręcznie napisanym numerze. To było szaleństwo. Była przecież dorosłą, odpowiedzialną kobietą, matką dwójki dzieci, stateczną mężatką. Taka przygoda powinna być zamkniętym rozdziałem, jednorazowym wybrykiem pod wpływem alkoholu, a jednak, gdy spojrzała w lustro na swoje piersi i zaróżowione policzki, poczuła gwałtowną falę gorąca. Przełknęła ślinę, nie wierząc w to, co robi, i trzęsącymi się palcami stuknęła numer w telefonie. Pociąg ustawiony do ucha wydawał się głośniejszy niż kiedykolwiek. Po trzech sygnałach po drugiej stronie usłyszała rozbawiony, znany głos:
– Przeczucie mnie nie myliło. Szybko poszło z tymi zakupami, Madzia... Wiedziałam, że zadzwonisz.
Głos Marty w słuchawce brzmiał tak blisko, jakby dziewczyna stała tuż obok, opierając się o kafelki w łazience i szepcząc jej prosto do ucha. Magda zamknęła oczy, wstrzymując oddech i zaciskając palce na obudowie telefonu, aż pobielały jej kłykcie. Czuła, jak w głowie huczało jej własne przyspieszone tętno. Zrozumiała, że podnosząc słuchawkę, przekroczyła niewidzialną granicę, zza której nie było już miękkiego powrotu do roli poukładanej żony. Otworzyła usta, ale przez kilka długich sekund nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego czystego dźwięku. Gardło miała całkowicie suche.
– Nie mów tak... – wydusiła w końcu szeptem z chrypką, nerwowo zerknąwszy na zamknięte drzwi łazienki, jakby mąż mógł usłyszeć jej drżący głos z drugiego końca mieszkania. – To był... zwykły impuls. Głupia chwila słabości.
Marta zaśmiała się cicho. Ten niski, aksamitny śmiech wsączył się w ucho Magdy, wywołując na jej karku natychmiastową falę gorących ciarek. W głosie dziewczyny słychać było absolutną, drapieżną satysfakcję.
– Oczywiście, że impuls, Madzia – odpowiedziała Marta, a Magda wręcz widziała oczami wyobraźni ten jej szelmowski uśmiech i przygryzioną dolną wargę. – Ale impuls, któremu nie potrafiłaś się oprzeć, chociaż tak bardzo próbujesz wciskać mi i sobie, że jesteś niedostępna.
Kobieta przełknęła ślinę, opierając tył głowy o chłodne kafelki na ścianie. W tym sterylnym pomieszczeniu, przy cichym szumie wody w rurach, własne podniecenie wydało jej się niemal grzeszne.
– Ja... ja nawet nie wiem, po co w ogóle do ciebie dzwonię – skłamała nieporadnie, choć doskonale wiedziała. Widok Marty w galerii obudził w jej ciele głód, o którego istnieniu wolno jej było dotąd jedynie milczeć.
– Ja wiem – odparła Marta spokojnie, obniżając głos o ton. Stał się bardziej gęsty, intymny. – Bo odkąd wyszłam z tego sklepu, nie możesz przestać myśleć o tym, jak dotykałam cię w moim pokoju. Bo chcesz mnie znowu poczuć.
Cisza, która zapadła po stronie Magdy, była tak ciężka i gęsta, że można by ją było kroić nożem. Kobieta walczyła sama ze sobą, z resztkami swojego dotychczasowego świata, z definicją "statecznej matki polki", którą tak pilnie pielęgnowała przez lata. Czuła jednak, jak ten misternie budowany fundament rozsypywał się w pył pod wpływem jednego pewnego siebie głosu.
– Może… – zaczęła ostrożnie, a słowa brzmiały jak nieporadna obrona kogoś, kto już dawno złożył broń. – Może po prostu chciałam ci powiedzieć, żebyś nie myślała sobie za dużo. Że to tamtej nocy... to nic takiego nie znaczyło. Dziecinna zabawa pod wpływem alkoholu.
Marta parsknęła cichym rozbawieniem.
– Jasne. Przecież widzę, że to absolutnie nic dla ciebie nie znaczyło. Dlatego dzwonisz do mnie późnym wieczorem, chowając się pewnie w łazience przed mężem, kiedy cała rodzina idzie spać.
– Marta, przestań... – jęknęła błagalnie Magda, lecz jej głos kompletnie pozbawiony był stanowczości. Zamiast reprymendy wyszedł z tego cichy, uległy ton, który niemal prosił o więcej.
– Tęskniłaś za mną? – wypaliła nagle dziewczyna bez ogródek, z tą swoją bezczelną prostotą, która tak bardzo obezwładniała Magdę. – Powiedz mi prawdę. Tęskniłaś za moim dotykiem?
Magda odchyliła głowę do tyłu i mocno zacisnęła powieki. Przed oczyma znów pojawił się obraz ciemnego pokoju, twarde, pewne dłonie Marty spoczywające na jej nagich biodrach, ból i słodycz klapsów oraz to jedno gwałtowne pchnięcie, które wycisnęło z niej głośny jęk. Poczuła, jak pod cienkim materiałem szlafroka jej piersi natychmiast twardniały, a uda bezwiednie zaciskały się na sobie.
– Ja po prostu... ja już sama nie wiem, czego chcę – przyznała bezradnie, po raz pierwszy wyrzucając z siebie pełną, nagą prawdę.
– To pozwól, że ci pomogę zdecydować – głos Marty stał się tak niski i dominujący, że Magdzie aż zaparło dech w piersiach. – Spotkaj się ze mną.
Kobieta wstrzymała oddech. Rozsądek wył na alarm, waląc czerwonymi światłami ostrzegawczymi, ale ciało krzyczało zupełnie co innego.
– Marta... to naprawdę nie jest dobry pomysł. Jestem mężatką, mam dzieci... co ja wyrabiam...
– Najlepsze rzeczy w życiu nigdy nie są grzecznymi pomysłami – zamruczała Marta do słuchawki, a w jej głowie wyraźnie było słychać, że doskonale wie, iż wygrała tę grę. – Magda… Nie musisz mi niczego obiecywać. Nie musisz się bać. Po prostu zobaczmy się. Tylko kawa. Porozmawiamy jak dwie dorosłe osoby... a potem zobaczymy, na co będziesz miała ochotę.
Magda jeszcze przez krótką chwilę toczyła w duchu ostatnią, z góry przegraną bitwę, ale zapach zapamiętanych perfum dziewczyny i wspomnienie jej bezczelnego uśmiechu przeważyły szalę.
– Jutro – rzuciła cicho, bojąc się, że jeśli nie powie tego teraz, to braknie jej odwagi. – Po południu. Mąż ma drugą zmianę, dzieci będą na zajęciach dodatkowych.
– Świetnie... – Marta niemal mruczała z satysfakcji, chłonąc uległość starszej kobiety. – Zaproponowałabym mój dom, ale wiem, że byś znowu panikowała. Więc podam ci adres małej, klimatycznej kawiarni na obrzeżach. Będzie dyskretnie.
Magda trzęsącą się dłonią chwyciła stojący na szafce długopis i na skrawku papierowego ręcznika zanotowała nazwę lokalu oraz godzinę.
– Do zobaczenia, Madzia... nie spóźnij się. I załóż coś, co łatwo się zdejmuje – dodała na koniec Marta ze swobodną, drapieżną nutą, po czym rozłączyła się pierwsza.
Magda opuściła rękę z telefonem. Zakończony połączeniem ekran powoli wygasł, pogrążając pomieszczenie w półmroku. Kobieta przez długą chwilę siedziała w absolutnym milczeniu, wpatrując się w czarną szybkę. Serce wciąż waliło jej w piersi jak szalone, a na twarzy płonął gwałtowny rumieniec. To był ogromny, niedopuszczalny błąd. Doskonale o tym wiedziała, a mimo to, gdy spojrzała w lustro i poprawiła nocną koszulę, po raz pierwszy od wielu lat poczuła, że żyje i nie mogła doczekać się jutrzejszego popołudnia.

Magda niemal całą noc przewracała się z boku na bok, nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca w chłodnej pościeli. Za każdym razem, gdy zamykała oczy, w jej głowie powracały rwane, gęste od emocji obrazy. Czuła dotyk dłoni Marty na swoich biodrach, bezczelny uścisk na pośladku i ten cichy, mruczący głos, który bezlitośnie roztapiał jej opór. W ciemności sypialni jej ciało pamiętało wszystko aż za dobrze w dole brzucha czuła głębokie, pulsujące mrowienie, a skóra na piersiach i udach zdawała się palić żywym ogniem. Każdy szelest kołdry wywoływał na jej ciele falę gorących ciał, a miarowy, spokojny oddech śpiącego obok męża tylko potęgował poczucie winy i bezwstydnej ekscytacji. Gdy w końcu, nad ranem, zapadła w krótki, płytki sen, był on pełen niewyraźnych, dusznych wizji, mrocznych pchnięć i spojrzeń, które zostawiły w niej drżące, niebezpieczne napięcie.

***

O poranku, gdy cichy dźwięk budzika wyrwał ją ze snu, Magda wstała z łóżka kompletnie rozbita. Stając przed lustrem w łazience, niemal się nie poznała. Jej twarz była zaróżowiona, a oczy miały w sobie dziwny, niepokojący blask, którego nie widziała w nich od lat. Cały poranek minął jej w zawrotnym, nerwowym tempie. Najpierw musiała wyprawić dzieci do szkoły, udając skupioną matkę, pilnującą, czy zjadły śniadanie i spakowały odpowiednie zeszyty. Potem była praca, osiem długich, męczących godzin za biurkiem, podczas których papierkowa robota i bezmyślne cyfry na ekranie komputera zlewały się w jedną szarą plamę. Magda łapała się na tym, że zawiesza wzrok na zegarze, a jej myśli nieustannie uciekały w stronę zapisanego na serwetce adresu. Gdy po południu wróciła do domu, mąż szykował się już do wyjścia na drugą zmianę. Magda kręciła się po kuchni, zmuszając się do zdawkowej rozmowy, udając, że jej nagłe zdenerwowanie to tylko zmęczenie po ciężkim dniu w pracy. Dopiero gdy drzwi od mieszkania w końcu się zamknęły i usłyszała szczęk przekręcanego klucza, wstrzymała oddech. Została sama. Dzieci były na dodatkowych zajęciach, mąż wracał późno w nocy. Magda wypuściła powietrze z płuc, czując, jak w jej sercu znów wybuch gwałtowna fala gorąca.
"To tylko kawa" – powtarzała sobie w myślach niczym zaklęcie, wchodząc do sypialni i podchodząc do szafy. Wybór stroju trwał o wiele dłużej, niż powinien. Zastanawiała się, co założyć, by wyglądać z klasą, ale w głębi duszy doskonale wiedziała, o co toczy się ta gra. W końcu sięgnęła po granatową, ołówkową sukienkę. Materiał przylegał do ciała idealnie, opinając się na krągłych biodrach i podkreślając każdy łagodny łuk jej kobiecej sylwetki. Do tego dobrała beżowe pończochy, wysokie szpilki i czarną, dopasowaną marynarkę, która dodawała jej pozornej powagi. Włosy upięła w luźny, elegancki kok, wypuszczając przy skroniach kilka pasm, które miękko opadały na jej szyję. Makijaż? Staranny, dopracowany w każdym detalu. Gdy poprawiała szminkę, patrząc na swoje odbicie, poczuła, że oszukuje sama siebie. Chciała wyglądać profesjonalnie, ale pod obcisłym materiałem sukienki jej sutki już stwardniały, a uda drżały przy każdym kroku.

Gdy końcu dotarła na miejsce i podeszła do klimatycznej kawiarni, Marta już tam była. Siedziała przy stoliku na zewnątrz, nonszalancko oparta o oparcie krzesła z filiżanką w dłoni. Miała na sobie dopasowane dżinsy, czarny t-shirt i skórzaną ramoneskę, która nadawała jej jeszcze bardziej drapieżny, buntowniczy wygląd. Jej ciemne włosy były lekko potargane, oczy błyszczały wesoło w popołudniowym słońcu, a na ustach malował się ten dobrze znany, zuchwały uśmiech, który wyraźnie zdradzał, że dziewczyna doskonale wiedziała, jak ogromny stres przeżywa starsza kobieta.
– Pani Magdo... – powiedziała przeciągle, taktownie obniżając głos, gdy Magda zatrzymała się przy stoliku. Dyskretne spojrzenie Marty przesunęło się powoli po jej granatowej sukience, zatrzymując na gładkich nogach w pończochach. – Zawsze taka elegancka... Aż się czuję przy tobie nie na miejscu.
Magda wypuściła powstrzymywane powietrze i dostojnym, choć lekko sztywnym ruchem postawiła torebkę na blacie.
– Marta... – zaczęła tonem pouczenia, ale słowa uwięzły jej w gardle, gdy dziewczyna nachyliła się lekko nad stolikiem, patrząc na nią z bezczelnym rozbawieniem.
– Tak bardzo się denerwujesz? – spytała cicho, a w jej głosie zabrzmiała czysta, prowokująca nuta. – Wyluzuj, przecież nie gryzę... chyba że na własne życzenie.
Magda zamknęła oczy, czując, jak rumieniec wykwita na jej policzkach i zjeżdża w dół, na odsłonięty dekolt. Wzięła głęboki oddech i spiesznie sięgnęła po kartę leżącą na stole, byle tylko skupić wzrok na czymkolwiek innym niż ta zadziorna, powalająca buzia.
– To tylko kawa – przypomniała sobie w myślach, bezwiednie wypowiadając te słowa niemal na głos.
– Oczywiście – Marta skinęła głową, ale ten jej pewny siebie uśmiech mówił coś zupełnie innego. – Chociaż... może przedłużymy to spotkanie i przeniesiemy się w spokojniejsze miejsce?
Magda podniosła na nią wzrok, czując gwałtowne skurcze w żołądku.
– Co masz na myśli?
Marta oparła brodę na dłoni, wpatrując się w nią hipnotyzującym, głębokim spojrzeniem.
– Pauliny nie ma do późna, ma cały wieczór zajęty na projekty na uczelni u znajomych. Możemy wypić lampkę wina u mnie. Na luzie, bez pośpiechu i bez tych wszystkich ludzi dookoła.
Magda poczuła, jak jej serce wykonywało gwałtowny przewrót i zaczynało walić w piersi jak szalone. W głowie natychmiast zapaliły się wszystkie czerwone lampki. Wokół nich rozciągało się miasto, zwykły świat, w którym była stateczną żoną i matką. Powinna teraz odmówić. Powinna się uśmiechnąć, wypić małe espresso, podziękować za miłe popołudnie i wracać do domu, do swojej bezpiecznej, uporządkowanej rutyny, ale gdy patrzyła na Martę… siedzącą swobodnie na krześle, z tym niepokojąco zmysłowym, drapieżnym uśmiechem czuła, że cały jej rozsądek, zasady i lęki topniały bezpowrotnie. Mrowienie w dole brzucha stało się niemal nie do zniesienia, a pamięć o gorącym, twardym pchnięciu ze sztucznym penisem sprzed kilku dni całkowicie przejęła kontrolę nad jej ciałem.
– Wino? – powtórzyła chrypkowatym głosem, sięgając po stojącą na stole szklankę z wodą, byle tylko ukryć drżenie palców.
Marta kiwnęła głową, a jej uśmiech stał się jeszcze bardziej drapieżny.
– Czerwone, wytrawne, a może białe, lekkie i mocno schłodzone? – zapytała cicho, opierając łokcie na stole i przybliżając się do kobiety.
– Nie powinnam... to szaleństwo... – wyszeptała Magda, ale te słowa brzmiały tak słabo i nieprzekonująco, że nawet ona sama w nie wierzyła.
Dziewczyna przechyliła głowę, bawiąc się powoli obrąbkiem papierowej serwetki.
– To tylko wino, Madzia – powiedziała dokładnie tym samym kpiącym, miękkim tonem, jakim wcześniej kobieta tłumaczyła sobie, że idzie jedynie na kawę.
Zapadła długa, gęsta chwila ciszy. W tle słychać było jedynie pisk hamulców na ulicy i ciche brzęczenie filiżanek na sąsiednich stolikach. Magda wiedziała, że to jest ten ostatni moment, w którym może wstać, odwrócić się na kadrze i uratować swoje dotychczasowe życie. Zamiast tego, przygryzła delikatnie dolną wargę, czując jak fala podniecenia uderzała jej do głowy, i odparła cicho:
– Białe.
Marta uśmiechnęła się szerzej, triumfalnie, i bez słowa wstała z krzesła, rzucając na stół banknot za kawę.
– Chodź – rzuciła, wyciągając dłoń w stronę Magdy, a jej wzrok spoczął na opinającej pośladki sukience kobiety. – Dzisiaj nie będziemy się nigdzie spieszyć...

***

Droga do mieszkania Marty dłużyła się Magdzie niemiłosiernie, chociaż w rzeczywistości dzieliło je zaledwie kilka przecznic. Szły obok siebie w popołudniowym słońcu, Marta swobodna, drapieżna i nonszalancka, co jakiś czas zerkająca na nią z prowokacyjnym błyskiem w oku, a Magda czująca się jak skrajnie nieodpowiedzialna uczennica przyłapana na czymś absolutnie niedozwolonym. Każdy styk ich ramion wywoływał u starszej kobiety impuls gorąca, który momentalnie spływał w dół brzucha.

Dom Marty na urządzony był nowocześnie, ale z wyraźną nutą artystycznego chaosu na stoliku leżały porozrzucane notatki i szkice, w kącie stała gitara, a na półkach piętrzyły się książki oraz winylowe płyty. Magda przekroczyła próg, od razu czując unoszący się w powietrzu zapach drzewa sandałowego, cynamonu i leżakującego wina.
– Usiądź, Madzia. Zaraz nam naleję – rzuciła Marta ze swobodnym uśmiechem, rzucając klucze na komodę i kierując się do aneksu kuchennego.
Magda zsunęła z ramion czarną marynarkę i powoli usiadła na głębokiej, miękkiej kanapie. Czując, jak faza podniecenia i niepokoju rozchodzi się po jej ciele, bezwiednie przeciągnęła dłonią po udzie. Granatowa sukienka podwinęła się odrobinę przy siadaniu, bezwstydnie odsłaniając koronkową manszetę beżowej pończochy, wzorzyście opinającą miękkie ciało nad kolanem. Nagle te pończochy wydały jej się jeszcze bardziej wyzywające i nieprzyzwoite niż w trakcie przygotowań w domu.

Marta wróciła z dwoma kieliszkami schłodzonego, białego wina w dłoniach. Postawiła je na niskim stoliku i bez pytania usiadła tuż obok. Tak blisko, że jej skórzana kurtka otarła się o ramię Magdy. Dziewczyna nonszalancko założyła nogę na nogę, a jej wzrok natychmiast wyłapał odsłoniętą koronkę pończochy na udzie kobiety.
– Za spotkania, których miało nie być... Madzia – powiedziała nisko Marta, unosząc szkło i patrząc na nią prostow oczu.
Magda zawahała się tylko przez ułamek sekundy, po czym dotknęła swoim kieliszkiem jej szkła.
– Za spotkania, których miało nie być – powtórzyła cicho, zniżonym głosem.
Upiła solidny łyk, czując, jak zimny, cierpki płyn roztapia się w przełyku, a zaraz potem przyjemne ciepło alkoholu rozlewało się po całym ciele. Choć doskonale wiedziała, że to gorąco to nie zasługa wina, ale intensywnego, rozbierającego ją wzrokiem spojrzenia Marty. Dziewczyna oparła się wygodnie o oparcie kanapy, bawiąc się smukłą nóżką kieliszka.
– Całkiem nieźle odnajdujesz się w tej sytuacji – zauważyła Marta, przechylając głowę z zadziornym uśmieszkiem. – Aż trudno mi uwierzyć, że jeszcze kilka dni temu w galerii czy przed barem w klubie byłaś taka... zachowawcza i spięta.
Magda odchrząknęła, jakby chciała ubrać się w pancerz godności, ale pod tym uważnym spojrzeniem nie potrafiła znaleźć ani jednego właściwego słowa.
– Sama nie wiem, co ja tu właściwie robię... – przyznała cicho, wpatrując się w jasną ciecz w swoim kieliszku.
– Dokładnie to samo, co ja, Madzia – odparła Marta, pochylając się lekko w jej stronę i stawiając swój kieliszek na stole. – Sprawdzasz, jak daleko możesz się posunąć i jak bardzo ci się to podoba.
Magda uniosła na nią wzrok, a jej serce natychmiast przyspieszyło rytm.
– A jeśli ja już za daleko zaszłam? Jeśli to ogromny błąd?
Marta uśmiechnęła się z tym swoim charakterystycznym, pewnym siebie błyskiem w oku.
– Wtedy jedyne rozsądne pytanie brzmi: czy naprawdę chcesz wracać do tego nudnego świata?
Zapadła długa chwila ciszy, w której słychać było jedynie cichy, przyspieszony oddech Magdy. Powinna była odpowiedzieć, że tak. Powinna była wstać, poprawić sukienkę i wyjść, ale zamiast tego znowu uniosła kieliszek do ust i przyglądała się młodszej dziewczynie spod lekko przymrużonych powiek. Marta zaśmiała się cicho, zmysłowo, jakby dokładnie przeczytała myśli w głowie kobiety.
– To dobrze... – powiedziała, zbliżając się jeszcze o krok, bezczelnie i bez pytania. – Bo i tak nie miałam zamiaru cię dzisiaj stąd wypuścić.
Przesunęła się na kanapie tak, że ich uda mocno się ze sobą zetknęły. Magda chłonęła jej perfumy świeże, cytrusowe, ale podbite ciężką nutą piżma i ciepła młodej skóry. Marta bawiła się chwilę palcami, po czym bez cienia niepewności, z tą swoją dominującą swobodą, położyła dłoń na kolanie Magdy.
– Widzę, jak o czymś intensywnie myślisz, Madzia – mruknęła, pochylając się tak mocno, że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. – Może powinnam ci pomóc to wszystko w końcu rozwiązać?
Magda przełknęła ślinę, czując, jak gęste od pożądania powietrze zaczyna ją wręcz dusić.
– Nie wiem... o czym mówisz... – skłamała nieporadnie, ale jej głos był zbyt cichy i rozedrgany, by brzmiał przekonująco.
Marta uśmiechnęła się pod nosem. Wyciągnęła drugą dłoń i powoli, opuszkami palców, przejechała po gładkiej skórze jej szyi, zsuwając się w stronę obojczyka.
– Nie wiesz? – spytała kpiąco, przechylając głowę. – A jednak drżysz. Nie cofasz się przed moim dotykiem.
Magda nie cofnęła się ani o milimetr, choć całe jej ciało było skrajnie napięte.
– Bo to... byłoby po prostu niegrzeczne – odparła, szukając jakiegokolwiek punktu oparcia dla swojej dumy.
Marta uniosła wysoko jedną brew, rozbawiona tą nieporadną obroną.
– Och, Madzia... – westchnęła, a jej dłoń z kolana przesunęła się wyżej, miękko przejeżdżając po materiale ołówkowej sukienki i muskając odsłonięty pas koronkowej pończochy na gładkim udzie. – Myślę, że między nami już dawno przestało chodzić o grzeczność.
Magda wstrzymała oddech. Czuła, jak palce Marty naciskały na jej udo, roztaczając przyjemne, paraliżujące mrowienie.
– Marta...
– Ciii... – Marta nachyliła się jeszcze bardziej. Zamiast brutalnej siły pojawiła się w niej nagle czysta, zmysłowa delikatność. Jej usta odnalazły wrażliwe miejsce pod uchem Magdy. Powoli, kokieteryjnie złożyła tam seria gorących, miękkich pocałunków, przesuwając się wzdłuż linii jej szyi. – Tyle razy miałaś okazję mnie powstrzymać, Madzia. Mogłaś mnie odepchnąć w kawiarni, mogłaś nie wybierać ze mną na wino. A jednak... jesteś tutaj, w moim pokoju i znowu tak pięknie pachniesz...
Magda zamknęła oczy, wbijając palce w materiał kanapy. Każdy dotyk ust dziewczyny na jej szyi sprawiał, że z jej piersi wyrywał się cichy, tłumiony jęk, a sutki pod obcisłą sukienką napinały się do granic możliwości.
– A ty... ty naprawdę nie masz żadnych wątpliwości? – spytała nagle Magda chrypką, otwierając oczy i patrząc z bliska w ciemne tęczówki Marty.
Dziewczyna przerwała całowanie jej szyi, uśmiechnęła się szelmowsko i lekko przygryzła dolną wargę.
– Madzia... – odparła niskim, absolutnie pewnym siebie tonem, w którym nie było ani grama wahania. – Ja dokładnie wiem, czego chcę. Chcę ciebie. Całej ciebie, tu i teraz.
Po tych słowach, palce Marty nieustępliwie wsunęły się pod krawędź sukienki, gładząc nagą skórę tuż nad silikonową taśmą pończochy. Jej druga dłoń powoli, z rozmysłem wylądowała na piersi Magdy, odnajdując przez materiał twardy jak kamień sutek i delikatnie go ściskając. Powietrze w pokoju stało się naładowane czystą elektrycznością. Marta patrzyła na nią uważnie, obserwując, jak falował obfity biust kobiety pod jej dłonią, jak rozszerzały się jej źrenice i jak krótki stawał się jej oddech.
– Jesteś taka cudownie spięta... – szepnęła Marta, przenosząc dłoń z piersi i gładząc wierzch drżącej dłoni Magdy, spaplatając z nią palce. – Czas się w końcu rozluźnić, moja śliczna.
Magda zacisnęła mocno usta, ale nie cofnęła ręki. Przeciwnie, jej palce bezwiednie zacisnęły się na dłoni młodszej partnerki, szukając w niej oparcia.
– Marta... proszę...
– Tak? – dziewczyna uśmiechnęła się powoli, leniwie przesuwając kciukiem po kostkach kobiety, podczas gdy dłoń na jej udzie wędrowała coraz wyżej w stronę pachwiny. – Powiedz mi prosto w oczy, Madzia... powiedz mi, że tego nie chcesz, a wstanę i cię wypuszczę.
Magda otworzyła usta, ale żaden dźwięk z nich nie wyleciał. Nie potrafiła kłamać. Nie w tej chwili, kiedy dotyk na udzie rozpalał w jej ciele prawdziwy pożar, kiedy czuła uścisk na piersi i ten bliski, zniewalający zapach skóry Marty. Dziewczyna nachyliła się tak blisko, że jej gorący oddech omywał kąciki ust kobiety.
– No właśnie... – wyszeptała z triumfem Marta, a jej wargi niemal musnęły usta Magdy.

Kobieta na ułamek sekundy zamknęła oczy, tocząc ostatnią, symboliczną walkę z własną przyzwoitością, ale gdy Marta pogładziła kciukiem jej zaróżowiony policzek, a palce na udzie bezczelnie uszczypnęły jej miękkie ciało pod sukienką, opór Magdy ostatecznie pękł. Ich usta spotkały się nagle i gwałtownie. Marta nie czekała, wpiła się w jej wargi z czystą, dominującą pasją, a Magda odpowiedziała na to z głośnym, uległym jękiem. Czysta, skumulowana z całego dnia energia w końcu znalazła swoje ujście. Marta mocno objęła Magdę w pasie, przyciągając jej krągłe ciało ciasno do siebie i wsuwając język między jej usta, jakby chciała zawładnąć nią całkowicie. Magda nie miała już najmniejszego zamiaru się wycofywać. Oddawała pocałunek z narastającym, dzikim głodem, pozwalając dłoniom Marty na bezkarne wędrowanie po jej biodrach, udach w pończochach. Magda, mimo że głośno odpowiedziała na ten gwałtowny pocałunek, wciąż nosiła w sobie głęboko zakorzenione automatyzmy. Gdy usta Marty na chwilę oderwały się od jej warg, w głowie starszej kobiety znów odezwał się odruchowy mechanizm obronny. Wyciągnęła trzęsące się dłonie i delikatnie, ale stanowczo oparła je na ramionach dziewczyny, lekko ją odpychając.
– Marta, czekaj... co ty robisz? – wydusiła z siebie złamanym głosem, nerwowo wyprostowując się na kanapie. – Nie powinnyśmy... naprawdę, to idzie za daleko, ja nie mogę tak po prostu...
Marta nie wyglądała ani na zaskoczoną, ani na zmartwioną tą próbą oporu. Na jej uroczej buzi pojawił się powolny, szelmowski uśmiech, a w oczach zapłonęła iskra absolutnej pewności siebie. Nie zamierzała dyskutować ani przekonywać jej słowami. Zamiast tego przechyliła głowę i mruknęła niskim, zmysłowym tonem:
– Zachęcić cię inaczej, Madzia?
Zanim Magda zdążyła chociażby przełknąć ślinę, Marta płynnym ruchem zdjęła kurtkę i złapała za brzeg swojego czarnego t-shirtu i bez cienia skrępowania przeciągnęła go przez głowę, rzucając na oparcie fotela. Pod spodem miała jedynie delikatny, różowy stanik z zapięciem z przodu. Dziewczyna spojrzała Magdzie prosto w oczy, uśmiechnęła się kpiąco i jednym sprawnym ruchem palca rozpięła haftkę na mostku. Materiał rozchylił się, a oczom opętanej konsternacją Magdy ukazały się dwie piękne, niezwykle jędrne piersi. Tamtej nocy w klubie i w ciemnym pokoju kobieta nie miała okazji przyjrzeć im się w pełnym świetle, bo Marta nie obnażyła się przed nią. Nie były ogromne, ale nie były też małe, ich kształt był po prostu idealny, pełny, z jasnymi, delikatnymi otoczkami i twardniejącymi od chłodnego powietrza sutkami. Młoda, gładka skóra prezentowała się zachwycająco. Magda zamarła. Wzrok starszej kobiety dosłownie przykleił się do nagiego biustu dziewczyny, a w jej głowie nastąpiła gwałtowna eksplozja sprzecznych emocji. Lęk i poczucie winy momentalnie ustąpiły miejsca czystemu, estetycznemu zachwytowi i narastającemu pożądaniu.
– Boże, Marta... – wyszeptała niechcący Magda, nie potrafiąc oderwać oczu od jej kształtów. – Jesteś... jesteś naprawdę piękna. Twoje piersi są cudowne...
Marta utrzymała to swoje szelmowskie spojrzenie. Nie mówiąc ani słowa, ujęła drżącą dłoń Magdy i zdecydowanym ruchem przyłożyła jej otwartą dłoń bezpośrednio do swojej nagiej, lewej piersi. Magda poczuła pod palcami niesamowitą gładkość młodej skóry, jej gęstą miękkość oraz szybkie, mocne uderzenia.
– Czujesz, jak mi serce bije dla ciebie? – rzuciła figlarnie Marta, pochylając się nad nią i mrużąc oczy.

Magda siedziała zaintrygowana, sparaliżowana tą nagłą nagością i bezpośredniością. Czuła, jak pod jej dłonią pierś Marty lekko falowała przy każdym oddechu. Dziewczyna, wykorzystując to obezwładnienie, znów przejęła całkowitą kontrolę. Jedną dłonią objęła Magdę gładko w talii, przyciągając ją do siebie, podczas gdy drugą zaczęła wolno, prowokacyjnie jeździć po jej udach, przesuwając palce po jedwabistym materiale pończoch i muskając koronkowe wykończenia. Gdy gorące usta Marty opadły na szyję Magdy, oddech starszej kobiety gwałtownie przyspieszył. Gorące, miękkie pocałunki zaczęły powoli schodzić niżej, znacząc drogę przez obojczyk aż po głęboki dekolt granatowej sukienki. Marta działała bez pośpiechu, z niezwykłą, kokieteryjną precyzją. Po chwili jej sprawne palce zręcznie wyłuskały obie obfite piersi Magdy spod rozciągliwego materiału kreacji.
Świeże powietrze musnęło nagie, nabrzmiałe brodawki kobiety, ale zaraz potem odnalazły je palce Marty. Dziewczyna uchwyciła oba sutki, zaczynając delikatnie je otaczać, ugniatać i drażnić, przyglądając się efektom ze swoim stałym, drapieżnym uśmiechem.
– Mmm... nawet nie wiesz, jak mi ich brakowało, Madzia... – wymruczała Marta, patrząc z góry na pęczniejący pod jej dotykiem biust.
Magda odchyliła głowę do tyłu, a z jej piersi wyrywały się urywane, splątane słowa – mieszanka obrony, podziwu i kompletnego bezwładu:
– Marta... nie rob tak... ty naprawdę... ty potrafisz tak zmysłowo operować rękami, że ja... ja tracę głowę... przecież to jest szaleństwo, ty gówniaro jedna... mała wywłoka z ciebie...
Marta tylko parsknęła cichym śmiechem, słysząc ten niezdarny słowotok. Zamiast odpowiedzieć, schyliła się i jej usta oraz wilgotny język na dobre zajęły się pieszczotą nagich piersi Magdy. Zmysłowe ssanie, delikatne podgryzanie i gorące pociągnięcia językiem po stwardniałych brodawkach sprawiły, że ciało starszej kobiety zalała fala obezwładniającej błogości. Mętlik w głowie wciąż trwał, ale opór fizyczny całkowicie wyparował. Magda drżała, wbijając palce we włosy dziewczyny i pojękując cicho przy każdym kolejnym ruchu jej ust.

Po serii pieszczot Marta niespodziewanie oderwała się od jej biustu. Spojrzała na rozpaloną, rozczochraną Magdę, której piersi wznosiły się i opadały w przyspieszonym rytmie.
– Jeszcze nic nie widziałaś, Madzia – rzuciła z szelmowskim błyskiem w oku. – To dopiero rozgrzewka przed głównym daniem.
Wstała z kanapy. Magda z zapartym tchem obserwowała, jak dziewczyna sięga do guzika swoich obcisłych dżinsów. Zsuwała je powoli, z niesamowitą gracją, aż materiał opadł na podłogę. Marta została jedynie w skąpych, różowych figach, które idealnie podkreślały jej szczupłe, usiane lekką opalenizną biodra, długie, gładkie nogi i zgrabny brzuch.

W tym momencie w oczach Magdy zaszła głęboka zmiana. Dotychczasowy strach, niepewność i wątpliwości uleciały w cień, a na ich miejscu pojawiły się gwałtowne iskry, czysty, nieposkromiony ogień pożądania. Patrzyła na młodą, niemal nagą kobietę jak na najwspanialszy prezent. Marta przysiadła z powrotem obok niej na kanapie, nie spuszczając z niej wyzywającego wzroku. Magda przełknęła ślinę, a jej dłoń sama, bezwiednie, powędrowała na gładkie udo dziewczyny.
– Wyglądasz... niesamowicie – wyszeptała Magda z zachwytem, w którym nie było już ani grama wahania. – Masz tyle gracji... jesteś taka zgrabna, idealna...
Marta uśmiechnęła się figlarnie, opierając dłoń na karku starszej kobiety.
– Wiem, Madzia i cała ta idealność jest dzisiaj tylko dla ciebie...
Nie czekając na żadną odpowiedź, Marta przyciągnęła ją do siebie i ich usta ponowne połączyły się w głębokim, gorącym i bezwzględnym pocałunku.

Całowały się długo i namiętnie, a ich języki pracowały gęsto, tańcząc ze sobą w dzikim, głębokim rytmie, który odcinał Magdę od całego otaczającego świata. Marta co chwilę przerywała ten zachłanny kontakt, by złożyć serię gorących, wilgotnych pocałunków na linii jej czystej szyi, a chwilę później znów schodzić niżej i ustami chwytać za nabrzmiałe, twarde jak kamień sutki.
– Jesteś niemożliwa... po prostu niemożliwa, Marta – wydusiła z siebie Magda, próbując złapać łapczywie oddech między kolejnymi pieszczotami, podczas gdy jej dłonie bezwładnie szukały oparcia na udach dziewczyny.
– Mówisz tak, jakbyś naprawdę chciała, żebym przestała, Madzia – mruknęła rozbawiona Marta, wpatrując się w nią z bliska z tym swoim stałym, zmysłowym błyskiem w oku. – A przecież czuję, jak cała drżysz...

Zanim Magda zdążyła zebrać myśli i ubrać w słowa chociażby cień riposty, Marta wstała na ułamek sekundy i zgrabnym, niezwykle płynnym ruchem usadowiła się na kanapie tuż za jej plecami. Przytuliła się ciasno do jej pleców, zsuwając miękki materiał granatowej sukienki całkowicie w dół, aż po pas, i bezwstydnie odsłaniając obfite, nagie piersi kobiety. Marta objęła je od tyłu swoimi szczupłymi ramionami, ugniatając zmysłowo ich miękkość i na przemian całując kark oraz wrażliwe miejsce pod uchem Magdy. Druga ręka młodszej dziewczyny, powolnym, absolutnie nieustępliwym ruchem, powędrowała w dół, minęła gładką skórę brzucha, przemknęła po wykończeniu jedwabistych pończoch i wsunęła się bezpośrednio między ugięte uda kobiety. Gdy palce Marty natrafiły na cienki, wilgotny materiał koronkowych stringów i zaczęły zdecydowanie masować jej wrażliwą kobiecość, Magda aż odchyliła głowę do tyłu, opierając ją o ramię dziewczyny. W głowie starszej kobiety wybuchł prawdziwy chaos. Przez ułamek sekundy przemknęła jej przed oczami twarz męża, jego spokojne, przewidywalne spojrzenie, domowa rutyna i całe to ułożone, bezpieczne życie, które powoli budowała przez lata, ale ten chłodny cień poczucia winy został momentalnie spalony przez czystą, obezwładniającą rozkosz, jaką serwowała jej Marta. Dotyk dziewczyny przez mokrą koronkę był tak precyzyjny, tak bezczelnie pewny siebie, że wszystkie opory ciała Magdy po prostu ulegały, składając broń jedno po drugim.
– Marta... my... ja nie powinnam... – próbowała jeszcze coś wymówić, ale z jej ust wydobył się jedynie rozedrgany, uległy szept.
– Cii... nie myśl tyle, Madzia – zaszeptała jej figlarnie prosto do ucha Marta, podkręcając tempo kolistych ruchów dłoni między jej udami i przygryzając delikatnie płatek jej ucha. – Tylko poczuj, jak pięknie reagujesz. Cała jesteś dla mnie...
Działania Marty nie ustępowały ani na chwilę. Dziewczyna ugniatała piersiami w rytm ruchów swojej dłoni, a język i usta nie dawały szyi Magdy ani sekundy wytchnienia. Zmysłowy uścisk i rytmiczny nacisk na najczulszy punkt sprawiły, że próby walki słownej całkowicie ucichły. Magda zaczęła cicho mruczeć, a z jej gardła wyrywały się bezwiedne, pieszczotliwe szepty:
– Boże... jak dobrze... Marta, jak mi dobrze...
W głowie Magdy kręciło się od nadmiaru bodźców. Nie rozumiała, co ta młoda, zuchwała dziewczyna z nią wyprawia, jakim cudem potrafi rozbroić ją w kilka minut i wyzwolić w niej pokłady pożądania oraz dzikiej zmysłowości, o których istnieniu kobieta zdążyła już dawno zapomnieć. Czuła się jednocześnie osaczona, całkowicie zdominowana, ale też cudownie zaopiekowana i pożądana tak mocno, że w dole brzucha zbierała się już gorąca, pulsująca fala, zwiastująca nieuchronny wybuch.

Pochłonięta rosnącą falą rozkoszy Magda przesunęła się wygodniej, opadając na szerokie, miękkie siedzisko narożnej odnogi kanapy. Marta płynnie podążyła za nią, układając się z boku i natychmiast wracając ustami do nagiej piersi kobiety. Ujęła wargami napęczniały sutek, obracając wokół niego językiem z dziką, a zarazem czułą pasją. Oddech Magdy stał się rwany i głośny. Jedną dłonią odruchowo objęła i ścisnęła swoją drugą pierś, a palce drugiej ręki mocno wplotła w ciemne włosy dziewczyny. W jej głowie znów krążyły zachwycone, pełne oszołomienia myśli. Marta wciąż była niesamowicie stanowcza i pewna siebie w tym, co robiła, ale w jej poczynaniach pojawiło się znacznie więcej zmysłowości, czystej pasji i jakiejś urokliwej, dziewczęcej delikatności. Magda mruczała z zachwytu, wyrzucając z siebie rwane słowa, ciągle pęknięta między cieniem dawnych rozterek a porażającą świadomością, jak potwornie jest jej dobrze.
– Marta... boże, jak ty to robisz... – pojękiwała cicho Magda, odchylając głowę. – Jesteś taka zmysłowa... tak niesamowicie delikatna, a zarazem nieustępliwa... nie wiem, jak mam się przed tobą bronić...
Marta nie odpowiedziała słowami. Zamiast tego powoli zsunęła materiał granatowej sukienki w dół, sprawnie ściągając go z jej bioder oraz ud i rzucając niedbale na podłogę. Magda została na kanapie jedynie w koronkowej bieliźnie i beżowych pończochach, których gładkie wykończenia mocno opinały jej uda. Dziewczyna powróciła do jej ust, całując ją głęboko, a potem przeniosła gorące wargi na szyję, podczas gdy jej dłoń znów powędrowała między nagi brzuch a uda, zmysłowo masując naprężoną kobiecość przez cienki materiał stringów. Magda aż głośno stęknęła, wbijając pięty w obicie kanapy. Marta na ułamek sekundy przerwała pieszczotę, by zgrabnie zsunąć z niej wilgotną bieliznę. Kobieta bez cienia wahania pomogła jej w tym ruchem bioder, a zaraz potem bezwiednie rozłożyła nogi, całkowicie odsłaniając się przed dziewczyną. Dłoń Marty natychmiast powróciła na swe miejsce, rozpoczynając bezpośredni, wilgotny masaż, podczas gdy jej usta znowu uchwyciły sutek Magdy, ssały go, wirowały wokół otoczki i delikatnie przygryzały. Gorące pocałunki dziewczyny zaczęły powoli schodzić niżej, znacząc drogę przez pępek i spieniony pas brzucha, aż w końcu Marta zeszła do samych ud i z niesamowitą odwagą zanurzyła swój język w najbardziej wrażliwym centrum kobiecości Magdy.
– Och... Marta! – z ust starszej kobiety wyrywał się gwałtowny, niemal krzyczany okrzyk.
Język Marty pracował z olśniewającą, dziką pasją i żądzą. Precyzyjne, gorące pociągnięcia zatapiały Magdę w absolutnej błogości. Ciało starszej kobiety zalały potężne dreszcze, a jej biodra zaczęły delikatnie, rytmicznie falować w powietrzu, szukając jeszcze mocniejszego nacisku. Magda mruczała, ściskając własne piersi i co chwilę wplątując dłoń we włosy Marty, by odgarnąć pasma z jej twarzy lub przytrzymać ją bliżej siebie. Marta od czasu do czasu unosiła wzrok, by z szelmowską satysfakcją obserwować małe eksplozje na twarzy partnerki. Magda próbowała odwzajemniać to spojrzenie, ale po chwili traciła ostrość widzenia i odchylała głowę głęboko w poduszki. Jej ciche stęknięcia szybko przeformowały się w głośne pojękiwania, z których wyrzucała niekontrolowane słowa podziwu, pomieszane z szokującymi dla niej samej wulgaryzmami:
– O boże... o kurwa, Marta... – wyrwało jej się z gardła, gdy pieszczota językiem stała się jeszcze głębsza i bardziej bezwzględna.
Przez myśl Magdy przemknął gwałtowny błysk: sama siebie nie poznawała. Nigdy w życiu nie wulgaryzowała, nigdy nie oddawała się nikomu z tak bezwstydną, odkrytą pasją, ale uczucie, które serwowała jej ta młoda dziewczyna, było po prostu wyzwolicielskie i tak cudowne, że jakikolwiek wstyd przestawał mieć jakiekolwiek znaczenie.

Język Marty pracował bezszelestnie, z precyzyjnym, szaleńczym rytmem, wywołując w ciele Magdy kumulację napięcia, która w jednej chwili przekroczyła punkt krytyczny. Ciałem kobiety wstrząsnął gwałtowny, potężny skurcz. Fala orgazmu zalała jej ciało od stóp po czubek głowy, a z jej piersi wyrwał się długi, głośny, przeciągły jęk. W spazmach rozkoszy Magda odruchowo zacisnęła trzęsące się uda na głowie dziewczyny, dociągając ją jeszcze mocniej dłonią do swojej wilgotnej kobiecości, jakby chciała zatrzymać tę chwilę na zawsze.  

Drgawki powoli zaczęły ustępować, a Marta zręcznie wydobyła się spod jej ud. Uniosła się, a Magda, ciągle mrużąc oczy z nadmiaru emocji, podniosła tułów do pozycji siedzącej. Marta ujęła jej szyję w ciepłe dłonie i natychmiast przyciągnęła do głębokiego, łapczywego pocałunku, na który Magda odpowiedziała bez wahania, chłonąc smak własnego podniecenia z ust dziewczyny. Oderwały się od siebie po długiej chwili, a na twarzy Marty znów zagościł ten sam figlarny, czarujący uśmiech.
– I jak, Madzia? – mruknęła prowokacyjnie, przejeżdżając kciukiem po jej mokrych od pocałunków wargach. – Nadal myślisz, że to był błąd?
– Boże... Marta... – wydusiła z siebie Magda, starając się złapać równy oddech. – Ja nie wiem, co się ze mną dzieje... Co ty ze mną wyprawiasz... Tracę przy tobie cały rozsądek.
– Po prostu przestajesz udawać – odpaliła bezczelnie dziewczyna, mrużąc oczy. – Chcesz mi powiedzieć, że twój mąż chociaż raz w życiu dał ci taką rozkosz?
Magda drgnęła, słysząc wspomnienie o mężu w tej konkretnej chwili.
– Marta... proszę cię, nie mów tak – rzuciła odruchowo, choć w jej głosie nie było ani grama złości, a jedynie miękkie, uległe zawstydzenie.
– Ale odpowiedź brzmi „nie”, prawda? – nie odpuszczała Marta, nachylając się i mówiąc wprost do jej ust. – Powiedz mi to, Madzia. Chcę to usłyszeć.
Kobieta zawahała się przez ułamek sekundy, po czym spuściła wzrok na jej piersi i odparła dyplomatycznie, lecz z bezapelacyjną szczerością:
– Nigdy... nigdy nie czułam się tak jak z tobą w tym momencie. To, co robisz, jest po prostu wspaniałe.
Marta uśmiechnęła się triumfalnie i złożyła na jej ustach szybki, czuły pocałunek. Zanim Magda zdążyła uporządkować myśli, dziewczyna jednym sprawnym ruchem zsunęła z siebie skąpe, różowe figi, odrzucając je na bok. Usiadła na kanapie tak, by skrzyżować swoje długie nogi z udami Magdy w pozycji „nożyc”. Ich nagie, wilgotne kobiecości zetknęły się bezpośrednio.
– Marta... co ty robisz? – spytała zaskoczona Magda, czując gwałtowną falę gorąca na samo dotknięcie skóry do skóry.
– Zobaczysz, moja śliczna – rzuciła zwięźle Marta z szelmowskim błyskiem w oku.

Magda myślała, że skoro jeden orgazm ma już za sobą, to emocje na chwilę opadną, ale ta młoda dziewczyna wyraźnie szła po więcej. Marta powoli oparła się na dłoniach i zaczęła rytmicznie, zmysłowo pracować biodrami. Leciutkie, gorące otarcia nagich ciał wywołały u Magdy natychmiastowy dreszcz. Organizm starszej kobiety zareagował niemal bez udziału jej woli, zamiast się wycofać, jej biodra instynktownie podjęły ten rytm. Magda zaczęła płynnie korygować i współgrać swoje ruchy z ruchem Marty, czując, jak pożądanie, zamiast gasić się, wybuchając na nowo, wciąga ją w kolejną falę bezwstydnej rozkoszy. Ich biodra i ciała falowały w spójnym, płynnym rytmie, a bezpośrednie otarcia nagich kobiecości wywoływały gęste, parzące uczucie. Obfita wilgoć idealnie ułatwiała każdy ślizg i tarcie, całkowicie niwelując opór i potęgując rozkosz do granic możliwości. Magda, choć jeszcze przed chwilą czuła się spełniona po gwałtownym orgazmie, znowu płonęła. Każdy ruch Marty wzniecał w niej na nowo ogień pożądania, zmywając resztki zmęczenia. Marta z niezwykłą gracją skorygowała pozycję. Wyprostowała tułów, podczas gdy Magda opadła plecami głęboko na szerokie siedzisko kanapy. Ułożone pod kątem prostym, połączone w spienionym uścisku, wciąż nie przerywały rytmicznego ocierania. Ich spojrzenia krzyżowały się w powietrzu, oczy Marty błyszczały drapieżną, młodzieńczą satysfakcją, a wzrok Magdy był lekko za mgłą, przepełniony uległą rozkoszą. Usta obu kobiet rozwierały się w łapczywym chwytaniu powietrza, z których co chwilę wyrywały się ciche, głębokie jęki. Magda, poddana całkowicie temu niezwykłemu doznaniu, instynktownie zaczęła unosić jedną nogę w górę. Gładka skóra uda w jedwabistej pończosze lśniła w półmroku pokoju. Marta chwyciła jej smukłą łydkę i bez wahania oparła ją na swoim odkrytym barku, co pozwoliło na jeszcze głębszy, pełniejszy i mocniejszy nacisk ich ciał.
– I jak, Madzia...? Podoba ci się tak...? – rzuciła Marta, choć jej własny głos, dotąd tak pewny i bezczelny, zaczął niebezpiecznie drżeć od narastającego podniecenia.
Magda próbowała ubrać w słowa to, co czuje, ale jej gardło było zbyt ściśnięte. Zdolność do budowania złożonych zdań całkowicie w niej zanikła.
– Tak... Mmm... boże, tak... – wydusiła z siebie z trudem, wyrzucając jedynie pojedyncze monosylaby przy każdym mocniejszym pchnięciu bioder Marty.
Marta uśmiechnęła się zmysłowo, słysząc tę bezradność, i przyspieszyła tempo, przymykając na moment oczy.
– To dobrze... bo mi z tobą też jest absolutnie genialnie... – wymruczała, reagując dreszczem na dotyk pończochy na swoim karku.
Ciało Magdy reagowało na ten nowy układ w sposób absolutnie dewastujący dla jej dotychczasowej powściągliwości. Biodra kobiety unosiły się same, falując w idealnej harmonii z ruchem młodszej kochanki. Piersi Magdy unosiły się i opadały w szaleńczym tempie, a sutki, wystawione na chłodne powietrze pokoju, były twarde jak kamień. W jej głowie, pośród fali ogłuszającego podniecenia, kołatały rwane, zachwycone myśli. Nigdy nie przypuszczała, że czysta fizyczność między dwiema kobietami może być tak drapieżna, a zarazem tak doskonale dopasowana. Fascynowało ją to, jak ciało Marty pełne jędrności i dziewczęcej energii, bezbłędnie odpowiadało na jej własne, dojrzałe kształty. Wstyd przestał istnieć; liczyło się tylko to gęste, wilgotne tarcie, czysta miłość do własnego ciała i potężna, zmysłowa więź, która ostatecznie spaliła wszelkie mosty powrotu do jej dawnego, poukładanego życia. Ocierały się o siebie bez przerwy, potęgując stan głębokiego zespolenia i rozkoszy. Rytmika ruchów stawała się z każdą chwilą szybsza, a dynamika narastała w płynny, lecz zdecydowany sposób. Nie rozłączając połączonych w wilgotnym uścisku ciał, po raz kolejny skorygowały pozycję, by znaleźć się naprzeciw siebie. Marta zapierała się jedną dłonią o oparcie kanapy, drugą zaś trzymała mocno za nogę Magdy. Kobieta z kolei wspierała się oburącz na poduszkach, sprawnie przejmując część rytmu. Ruchy obu kobiet stawały się coraz szybsze i bardziej zdecydowane, a pokój wypełnił się miarowym, głośnym oddechem i rwanymi, gęstymi jękami. Napięcie sięgnęło punktu kulminacyjnego i obie naraz ogarnęła fala ekstazy. Silne skurcze i drgawki wstrząsnęły ich ciałami. Gdy najostrzejsza fala rozkoszy powoli rozlała się po naczyniach i mięśniach, osłabione, wciąż skrzyżowane ze sobą w biodrach, opadły sobie w objęcia, pozostając w pozycji siedzącej.
– Boże, Marta... to było niesamowite... tak strasznie mi dobrze – wyszeptała Magda, opierając brodę na jej ramieniu.
Jednak zaraz po tym, w ułamku sekundy, w jej myśli wdarła się chłodna refleksja. Przez głowę przemknęła jej świadomość własnego domu, mężatki i matki, budząc poczucie, że zachowuje się okropnie wobec najbliższych.
– Co ja właściwie wyrabiam... – wymsknęło się jej nagle z gardła drżącym, cichym głosem. – Jestem okropna... Mam męża, mam dzieci, a leżę tutaj z tobą i... boże, jestem okropną żoną i matką.
Marta zauważyła tę nagłą zmianę w napięciu ciała Magdy. Ujęła jej twarz w obie dłonie, gładząc kciukami zaróżowione policzki, i zaczęła ją czule całować.
– Ciii, Madzia... nie psuj tej chwili – powiedziała cicho, tonując jej wyrzuty z pewności siebie, utrzymując nastój. W jej głosie wyraźnie brzmiała troska, choć nie zatraciła przy tym swojego stałego, figlarnego i prowokacyjnego stylu. – Poza tym, jaka okropna? Jesteś po prostu wystrzałową, absolutnie piękną kobietą, która w końcu wzięła coś dla siebie. A grzeczne matki polki nie potrafią tak głośno jęczeć jak ty przed chwilą... Nie rób sobie tego, nie dręcz się.

Marta złożyła miękki pocałunek na jej szyi. Magda, czując jak fala podenerwowania powoli mijała, przyciągnęła głowę dziewczyny bliżej do siebie, wplatając palce w jej włosy. W głowie kobiety ucichły wyrzuty sumienia, ustępując miejsca cichemu zachwytowi nad obecną chwilą i bliskością. Marta ponownie odnalazła usta Magdy. Pocałunek był czuły, ale kryło się w nim coś więcej niż tylko fizyczna żądza, wyczuwalna była głęboka pasja i autentyczne pragnienie. Magda odpowiedziała bez wahania. Ich języki i usta splotły się w powolnym, dojrzałym rytmie. Gdy emocje Magdy całkowicie się uspokoiły, opuściła lekko głowę i rzuciła z cichym uśmiechem:
– Dziękuję ci, Marta... Dziękuję, że tak niesamowicie potrafisz się mną zająć i sprawiasz, że przy tobie wszystko wydaje się takie proste.
Marta zaśmiała się cicho pod nosem, spoglądając na nią spod przymrużonych powiek i odpowiadając w swoim charakterystycznym, prowokacyjnym i figlarnym stylu:
– Cała przyjemność po mojej stronie, Madzia, ale nie przyzwyczajaj się do samego głaskania po głowie... bo jeszcze ze mną nie skończyłaś i zamierzam przypominać ci o tym przez całe popołudnie.

Słowa „jeszcze ze mną nie skończyłaś” okazały się niezwykle prorocze. Zanim Magda zdążyła chociażby przetrawić ich znaczenie, Marta delikatnym, lecz zdecydowanym gestem pchnęła ją na plecy, rozkładając jej tułów na miękkich poduszkach narożnika. Młodsza dziewczyna płynnie zmieniła pozycję. Uniosła się na kolanach i z niewyobrażalną gracją usadowiła bezpośrednio nad głową Magdy, ostrożnie opuszczając biodra. Zaparta oburącz na oparciu kanapy, uniosła się minimalnie, tuż nad jej twarzą, eksponując swoją wilgotną, wciąż rozgrzaną kobiecość przed oczami starszej kobiety. Wzrok Magdy rozszerzył się z mieszanki nagłego zaskoczenia i gwałtownie powracającego pożądania. Widok z bliska, zapach młodej skóry i bliskość ciała Marty całkowicie odebrały jej resztki wahania. Bez pytania i bez cienia cenzury, język Magdy wysunął się i powoli, z ostrożną zmysłowością rozpoczął wilgotną pieszczotę. Marta aż wstrzymała oddech, a z jej ust wydobył się cichy, zmysłowy mruk aprobaty.
– O tak, Madzia... dokładnie tak... – wyszeptała z góry, zaciskając dłonie na poduszkach i lekko kolizyjnie korygując nacisk bioder, by dać językowi Magdy jeszcze pełniejszy dostęp.
Praca języka Magdy szybko nabrała pewności. Kobieta powoli zataczała gorące kręgi wokół najwrażliwszego punktu dziewczyny, by po chwili zanurzać się głębiej i z rosnącą pasją chłonąć jej słodki, intymny smak. Świadomość, że to ona, ułożona, dojrzała mężatka, przejmowała teraz aktywną rolę w uszczęśliwianiu tej zuchwałej dziewczyny, działała na Magdę niczym najsilniejszy afrodyzjak. Ciało Marty drżało w miarowych odstępach. Dziewczyna przeciągle pojękiwała, gładząc dłońmi uda Magdy i wplatając palce w jej misternie rozczochrane włosy.
– Jesteś... po prostu niesamowita... – mruczała z góry Marta, a jej biodra zaczęły bezwiednie falować w rytm czułych, głębokich pociągnięć języka Magdy. – Mmm... Madzia, nie przestawaj...
Język Magdy pracował z rosnącą pasją, rytmicznie pieszcząc najczulsze miejsca Marty. Młoda dziewczyna reagowała niemal natychmiast, jej ciało falowało zmysłowo, głowa odchylała się do tyłu, a pasma ciemnych włosów rozrzucały się po oparciu kanapy. Marta to gładziła własne jędrne piersi, to znów wplatała palce we włosy Magdy, lekko dociskając jej twarz do swojej rozgrzanej, wilgotnej skóry. Pokój wypełnił się cichymi jękami, mrukami aprobaty i rwanym oddechem.
– Och... tak, Madzia... o tak! – wyjęczała Marta, nie kryjąc obezwładniającego podniecenia. – Kurwa, jaka ty jesteś w tym dobra... Tak niesamowicie dojrzała i cudowna...
Magda rozkoszowała się tym smakiem bez reszty. Intymny zapach i słodka wilgoć Marty działały na nią jak nektar, absolutna ambrozja, którą spijała z rosnącą łapczywością. W jej głowie kłębiły się gorące, odkrywcze myśli. Podczas ich pierwszego razu była tylko uległą stroną, biernie przyjmującą dominację młodej studentki. Teraz po raz pierwszy poznawała ten zakazany owoc w pełni, sama się nim delektując. W myślach bezwiednie pojawiały się porównania do dotychczasowych doświadczeń z mężczyznami, a zwłaszcza z mężem, tam wszystko było przewidywalne, mechaniczne, pozbawione tej obezwładniającej głębi. Pieszczota kobiety była dla niej nieporównywalnie bardziej zmysłowa, wielowymiarowa i elektryzująca. Świadomość, że to ona dzisiaj dyktowała warunki, że jej własne usta wywoływały te głośne jęki u tak pewnej siebie dziewczyny, działała na Magdę niezwykle podniecająco. Dawało jej to poczucie pełnej, wyzwolonej kobiecej siły. Dłonie Marty błądziły chaotycznie, a jej ciało drżało w rytm coraz szybszych pociągnięć języka.
– Boże, Madzia... zaraz... – wychrypiała Marta z góry, wbijając paznokcie w poduszkę. – Zaraz oszaleję... nie przestawaj, proszę cię!
Jeszcze kilka chwil zdecydowanych, wirujących ruchów na napęczniałym centrum kobiecości i ciałem Marty zawładnął potężny, niepowstrzymany orgazm. Jej biodra zwinęły się w gwałtownych spazmach, a z gardła wyrwał się głośny, przeciągły krzyk wstrzymywanej rozkoszy. Magda mocno przytrzymała ją za uda, nie przerywając czułego kontaktu, dopóki drgawki całkowicie nie ustąpiły. Wreszcie osłabiona Marta osunęła się miękko w dół i położyła cała na ciele Magdy. Starsza kobieta natychmiast objęła ją ramionami, czule przytulając do swojego nagiego biustu. Obie odetchnęły głęboko, spoglądając na siebie z bliska, po czym na ich twarzach pojawiły się szerokie, urocze uśmiechy. Ich usta odnalazły się bez wahania. Pocałunek był długi, łapczywy i gęsty od namiętności, języki znów tańczyły ze sobą, mieszając smaki i pieczętując przebyty przed chwilą szczyt.

Po długiej chwili osunęły się na bok, układając się wygodnie w miłosnym splotu na szerokiej części narożnika. Patrzyły sobie głęboko w oczy z niesamowitą czułością. Marta szelmowsko gładziła ramię Magdy, poprawiając opadające na jej policzek kosmyki, podczas gdy palce Magdy delikatnie błądziły po gładkich plecach dziewczyny. Magda odezwała się pierwsza, przełamując cichy szum ich przyspieszonych oddechów:
– Dzisiaj... dzisiaj wszystko było zupełnie inne, Marta. Nie było zabawek, nie było tego całego sztucznego dildo ani jednostronnej gry, w której ja tylko leżałam i bałam się własnego cienia. To było... prawdziwe.
Marta uśmiechnęła się miękko, przechylając głowę na poduszce.
– I co, Madzia? Żałujesz, że tak wyszło?
– Ani trochę – odparła Magda bez wahania, a w jej głosie brzmiała niezwykła pewność. – To było nieporównywalnie bardziej podniecające... zmysłowe i głębokie. Czuję, że po raz pierwszy naprawdę doświadczyłam ciebie i siebie.
Marta spojrzała na nią z czystą, pozbawioną zuchwałości szczerością, choć w kącikach jej ust wciąż czaiła się dobrze znana figlarność.
– Bo widzisz, Madzia... ja jestem kobietą – powiedziała cicho, przesuwając kciukiem po jej dolnej wardze. – I zawsze, niezależnie od sytuacji, chcę czuć się jak kobieta. Chciałam doznać prawdziwego seksu z kobietą wyłącznie jako kobieta, z całą tą naszą delikatnością i pasją zarówno dając i przyjmując, a nie w otoczce głupich żartów kolegów z imprezy i prezentów w postaci plastikowych gadżetów.
Przerwała na moment, składając krótki całus na nosie Magdy, po czym kontynuowała ze swobodnym uśmiechem:
– Wtedy, tamtej nocy, trochę dałam się ponieść i chciałam po prostu wczuć się w rolę, zdominować cię i zobaczyć, jak daleko potrafię się posunąć, ale wolę być sobą, kobietą, którą kręcą również  inne kobiety, a ty... nawet nie wiesz, jak potwornie mi się spodobałaś od pierwszego momentu, gdy zobaczyłam cię w tym klubie. Taka, elegancka, a w oczach miałaś ten nieprawdopodobny, ukryty ogień, który aż się prosił, żeby go wreszcie rozpalić.
Magda zamarła na ułamek sekundy, słysząc te wyznania. W jej oczach odmalował się lekki szok, nie spodziewała się, że pod tym pancerzem bezczelności i dominacji u Marty kryje się tak świadoma, głęboka potrzeba autentycznej kobiecej bliskości.
– Ja... naprawdę nie przypuszczałam, że patrzyłaś na mnie w ten sposób już wtedy, w klubie – powiedziała Magda, a jej głos stawał się coraz pełniejszy, pozbawiony dawnego, niepewnego drżenia. – Myślałam, że jestem dla ciebie tylko łatwym celem do zabawy, starszą kobietą z poukładanego świata, którą można łatwo podniecić i wystraszyć, ale dzisiaj... dzisiaj czułam, że między nami nie ma żadnej gry pozorów. Zobaczyłam w tobie kogoś niezwykle zmysłowego i nie ukrywam, że wizja bycia pożądaną przez tak piękną dziewczynę kompletnie przewróciło mi w głowie.
Po chwili w oczach Magdy błysnęła iskra rozbawienia. Przechyliła głowę i dodała z lekkim, zalotnym uśmieszkiem:
– Choć muszę przyznać, że ten twój mały, drapieżny diabeł wciąż w tobie siedzi i znowu próbujesz mną manipulować, prawda?
Marta parsknęła cichym, dumnym śmiechem, uderzając zmysłowo dłonią w jej nagi pośladek.
– Ja? Manipulować? Madzia, ja po prostu biorę to, co mi się podoba, a ty po prostu wreszcie przestajesz udawać nieprzystępną – odparła figlarnie i prowokacyjnie, mrużąc uroczo oczy. – Poza tym przyznaj sama... uległość wobec mnie wyjątkowo ci służy.
Magda, zamiast się spłoszyć czy spakować w wstyd, jak zrobiłaby jeszcze kilka dni temu, uśmiechnęła się bezczelnie i podjęła tę grę bez cienia zawstydzenia:
– Może i służy, ale pamiętaj, mała, że dzisiaj ty też wyłaś z rozkoszy pod moim językiem. Więc zobaczymy, kto tu kogo tak naprawdę słucha...
Marta uniosła wysoko brwi w udawanym oburzeniu, ale w oczach miała czystą zachwyt. Nie czekając na ciąg dalszy słownej potyczki, przyciągnęła Magdę do siebie. Ich usta znów połączyły się w gorącym, gęstym pocałunku. Obie były całkowicie nagie, z tą różnicą, że na nogach Magdy wciąż pyszniły się eleganckie, beżowe pończochy z koronkowymi manszetami opinającymi jej uda. Ich ciała splotły się w ciasnym uścisku, gładka skóra ocierała się o skórę, a dłonie błądziły bez przeszkód po biodrach i piersiach.

W tym najsłodszym momencie leniwej pieszczoty, w przedpokoju nagle szczęknął zamek. Drzwi od domu otworzyły się z głośnym skrzypnięciem, a do środka wkroczyła Paulina, głośno zrzucając buty. Dziewczyny w ułamku sekundy zerwały się na równe nogi w panice, obezwładnione gwałtownym skokiem adrenaliny. Rozglądały się gorączkowo za czymkolwiek, czym mogłyby osłonić swoją nagość, ale ich ubrania leżały chaotycznie rozrzucone po całej podłodze. Paulina weszła do salonu, trzymając w ręku torbę z uczelni, i zamarła na widok dwóch całkowicie nagich kobiet, spoconych, rozczochranych, jej koleżanki z Magdą stojącą pośrodku pokoju jedynie w pończochach. Na twarzy Pauliny zamiast złości czy zszokowania pojawił się szeroki, szelmowski uśmiech.
– Oho... – zaczęła przeciągle Paulina, taktownie opierając się o framugę drzwi. – Czyżbym wracała za wcześnie z zajęć, dziewczyny?
Marta, szybko odzyskując rezon, parsknęła śmiechem i zasłoniła piersi dłońmi, kręcąc głową:
– Mogłaś chociaż zadzwonić, Paula...
Magda z kolei, spłonęła gwałtownym rumieńcem, choć starała się zachować resztki godności, zakrywając się poduszką z kanapy.
– Przepraszamy... myślałyśmy, że będziesz później – wydusiła z siebie lakonicznie Magda.
Paulina zmierzyła je obie wzrokiem, zwalniając spojrzenie na koronkowych manszetach pończoch Magdy, po czym puściła do nich wymowne oczko.
– Spokojnie, nic nie widziałam... albo widziałam całkiem sporo i muszę przyznać, że klimat macie tu przedni – powiedziała figlarnie z nutą czystej aprobaty. – Nie przeszkadzajcie sobie, idę do siebie przebrać.
Z tymi słowami Paulina odwróciła się na pięcie i z cichym śmieszkiem przeszła w głąb korytarza do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.

Magda wypuściła powstrzymywane w płucach powietrze, opadając ciężko na kanapę z dłonią na przyśpieszonym sercu. Marta natomiast spoglądała na nią z absolutnie niesamowitego, niebezpiecznym błyskiem w ciemnych oczach. Usiadła tuż obok niej, opierając brodę na jej ramieniu.
– No proszę, Madzia... widziałaś to spojrzenie Pauli? – mruknęła Marta prowokacyjnie, przesuwając dłonią po jej koronkowej pończosze. – A tak się składa, że Agnieszka co prawda nie ma z nami kontaktu, ale Paulina ostatnio wspominała mi, że okropnie wpadła jej w oko. Zrobiła na niej wtedy identyczne wrażenie jak Ty na mnie. Mogłabyś napisać do niej i odnowić temat, być takim naszym małym łącznikiem... Co byś powiedziała, gdybyśmy następnym razem spotkały się z nami we cztery? Tylko ty, ja, Paulina i Agnieszka... Myślę, że to byłby dopiero wieczór, którego nigdy w życiu byś nie zapomniała...
Magda popatrzyła na nią z wielkim zaskoczeniem. Słowa Marty wprawiły ją w oszołomienie, a wizja czworokąta sprawiła, że w jej głowie zakręciło się od nadmiaru bodźców. Po krótkim namyśle, taktownie oceniając niepoprawny charakter młodszej dziewczyny, na jej twarzy wykwitł zmysłowy uśmiech.
– Ty naprawdę jesteś niemożliwa, Marta... Szalona, bezczelna i kompletnie pozbawiona hamulców – powiedziała z rozbawieniem Magda, przesuwając dłonią po jej nagim boku. – Ale wiesz co? Czemu nie. Chyba powinnam przestać się bać własnych pragnień.
Marta wstała, ciągnąc za sobą Magdę. Stanęły naprzeciw siebie całkowicie nagie. Ich dłonie instynktownie odnalazły swoje ciała. Marta objęła Magdę w talii, a Magda gładziła jej miękkie ramiona i plecy, powoli muskając palcami skórę.
– Wiedziałam, że się zgodzisz, Madzia – szepnęła Marta, przyciągając ją bliżej, tak że ich piersi znów się zetknęły. – Dzisiaj byłaś niesamowita. Taka nieprzewidywalna i gorąca.
– Bo wyciągasz ze mnie wszystko, co najlepsze... i najmniej grzeczne – odparła Magda z cichym śmiechem, zniżając dłoń na jej pośladek. – To był obłędny czas, Marta.
Trwały tak chwilę w czułym, dotykowym splocie, aż wzrok Magdy przypadkowo padł na tarcze zegarka leżącego na szafce obok.
– O rany... muszę się zbierać – powiedziała, łapiąc lekki oddech i kręcąc głową z niedowierzaniem, jak szybko minął ten czas.
Stojąc wciąż blisko siebie, połączyły się w jeszcze jednym, długim, głębokim i namiętnym pocałunku, smakując się nawzajem bez pośpiechu.  

Magda powoli podniosła z podłogi swoje rzeczy. Ubrała zgrabnie bieliznę, poprawiła pończochy i założyła sukienkę. Po chwili obie stały już w przedpokoju, tuż przy drzwiach wyjściowych.
– Dziękuję ci za ten dzień. Naprawdę – powiedziała cicho Magda, spoglądając na Martę z wyraźnym ciepłem.
Marta uśmiechnęła się szelmowsko, opierając się bokiem o framugę.
– Nie dziękuj, tylko pilnuj telefonu, Madzia... – rzuciła figlarnie, puszczając do niej oko.  
Magda zaśmiała się, kręcąc głową. Marta przyciągnęła ją jeszcze raz za kołnierzyk i pocałowała krótko, lecz zdecydowanie w usta. Starsza kobieta odpowiedziała uśmiechem, otworzyła drzwi i wyszła z domu, zostawiając za sobą gorącą atmosferę.
***

Droga powrotna do domu minęła Magdzie w zawrotnym tempie, choć w jej głowie panował prawdziwy natłok myśli. Emocje, które nią targały, były jednak zupełnie inne niż za pierwszym razem. Wyparła gwałtowną panikę i paraliżujący strach. Rozterki dotyczące życia rodzinnego, męża i dzieci wciąż leżały jej na sercu, ale nie potrafiła zaprzeczyć jednemu: Marta wywarła ogromny, wręcz rewolucyjny wpływ na jej seksualność i skrywane od lat pragnienia. Poczuła, że obudziła w niej kobietę, o której istnieniu dawno zapomniała.

Gdy weszła do domu, w korytarzu witał ją już dobrze znany gwar. Dzieci wróciły z dodatkowych zajęć i krzątały się po swoich pokojach. Magda przywołała na twarz spokojny, matczyny uśmiech i usiadła z nimi do wspólnej kolacji. Podczas posiłku padły proste, dziecięce pytania o to, jak minął jej dzień i gdzie spędziła całe popołudnie.
– Mamo, a gdzie ty w ogóle byłaś tak długo? – spytała córka, nakładając sobie sałatkę. – Dzwoniłam po szkole, ale nie odbierałaś.
– Przepraszam cię, kochanie, miałam wyciszony telefon – odpowiedziała gładko Magda, serwując bez mrugnięcia oka niewinne kłamstwo. – Miałam mnóstwo spraw na mieście, a potem spotkałam koleżankę i poszłyśmy na kawę. Sprawy mocno się przeciągnęły. A jak tam wasze zajęcia? Słyszałam, że dzisiaj mieliście sprawdzian z angielskiego?
Pytanie płynnie przekierowało uwagę na sukcesy i szkolne opowieści dzieci, które od razu zaczęły jedno przez drugie relacjonować swój dzień.

Dom wreszcie ucichł, Magda udała się do łazienki. Długa, gorąca kąpiel pozwoliła jej zrzucić z siebie napięcie całego dnia. Z niezwykłą pieczołowitością zadbała o swoje ciało, delikatnie wmasowała w rozgrzaną skórę pachnący balsam i nawilżające olejki, które pozostawiły na jej udach i dekolcie jedwabistą powłokę. Na koniec założyła kusą, białą koszulę nocną z naturalnego jedwabiu na cienkich ramiączkach, która miękko spływała po jej biodrach.

Poszła do sypialni, usiadła na brzegu łóżka i sięgnęła po telefon. Zaczęła pisać do Marty:

Magda: Cześć... Dzieci już śpią, a ja wreszcie mam chwilę dla siebie. Siedzę w sypialni i ciągle nie mogę wyrzucić z głowy tego, co dzisiaj ze mną zrobiłaś, a ja z Tobą.
Odpis pojawił się niemal natychmiast, jakby Marta tylko czekała na wiadomość.
Marta: Ooo, czyżby grzeczna Pani Domu nie mogła zasnąć? 😏 Mam nadzieję, że zapach moich perfum na twojej skórze pomógł ci wymyślić dobrą bajeczkę dla rodziny?
Magda: Poszło gładko, chociaż serce biło mi jak szalone... Jesteś niemożliwa, Marta. Serio. Budzisz we mnie pragnienia, o których nawet nie miałam pojęcia. Dzisiaj czułam się przy tobie tak niesamowicie wolna... i strasznie uległa.
Marta: Bo taka właśnie jesteś, kiedy przestajesz walczyć sama ze sobą, Madzia i cudownie się na to patrzy. A skoro tak dobrze ci idzie odkrywanie nowej siebie... to co z naszym planem? Przemyślałaś czwórkę? 🔥
Magda: Przemyślałam... Na samą myśl mam dreszcze, ale chcę tego. Naprawdę chcę. Tylko zastanawiam się nad miejscem. W waszym domu z Pauliną może być trochę…mało dyskretnie…chociaż z drugiej strony dwa razy już u Was byłam…
Marta: Coś jest na rzeczy, ale jak chcesz mieć pełną swobodę i czystą głowę…. Może jakiś domek albo apartament tylko dla nas? Coś z klasą, tak jak lubisz.
Magda: Mam świetny pomysł. Mógłby to być apartament nad jeziorem w Zagórzu. Jest tam cicho, dyskretnie, widoki są przepiękne i nikt nie będzie nam przeszkadzał.
Marta: Zagórze nad jeziorem? Madzia, ty to masz styl! Już widzę nas cztery, wino, taras i brak jakichkolwiek hamulców... A co z Agnieszką?
Magda: Biorę to na siebie. Porozmawiam z Agnieszką osobiście i odpowiednio przygotuję ją na to spotkanie. Znam ją na tyle dobrze, że wiem, jak z nią porozmawiać, żeby nie miała wątpliwości. Tylko jeszcze nie wiem dokładnie, kiedy uda mi się wyrwać na ten wyjazd... No i zastanawiam się, kiedy najpierw spotkamy się znowu tylko we dwie? 😉
Marta: Oho, kogoś tu wyraźnie ponosi apetyt! 😈 Nie martw się, na nasze kameralne sam na sam znajdziemy czas szybciej, niż ci się wydaje... A ten wyjazd dopniemy tak, że wszystko zagra idealnie. Uwielbiam tę twoją nową, pewniejszą siebie wersję! Trzymam cię za słowo. A teraz idź spać i śnij o tym, co zrobimy z tobą w Zagórzu... Buziaki, moja śliczna 😘

Magda uśmiechnęła się do ekranu, odłożyła telefon na szafkę nocną i wtuliła się w miękką pościel. Mimo natłoku myśli, po raz pierwszy od dawna czuła ekscytację i spokój, wyczekując kolejnego kroku w tej niezwykłej przygodzie.

4 komentarze

 
  • Użytkownik JorgDeJoong

    Szkodzę nie pisze …. Już nie ma godna następczynię … rewelacyjnie poprowadzona historia o emocjach potrzebach i strefie komfort z której boimy się wyjść by odkryć coś nowego …. Mam nadzieję że to nie ostatnia część bo to niedokończona historia ….

    3 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @JorgDeJoong Tak, są w planach, wstępnie jeszcze dwie, możliwe że trzy ale rozłożone w czasie :p

    Cieszę się, że się podobało :)

    1 godz. temu

  • Użytkownik JorgDeJoong

    @iskra957 bardzo się podoba jak piszesz o emocjach …. Niewielu tak potrafi 😜

    1 godz. temu

  • Użytkownik gosiak89

    Świetnie napisane. Bardzo klimatyczne i w takim samym tonie jak pierwsza część. Umiesz cudownie się dopasować. To wielka sztuka.  ;)

    Cmokamy gorąco :* :* :*

    7 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @gosiak89 Czekałam na Twoją opinię :* Cieszę się, że nie zawiodłam i się podobało :*

    1 godz. temu

  • Użytkownik PisarkaMojegoPisarza1

    Wspaniałe 🔥😍 czekam teraz niecierpliwie na część z Magdą i Agnieszką i jakąś podglądaczką lub podglądaczem 😈🔥w klubie lub biurze lub sklepie 🔥😍 a jak naprawię konto to odezwę się do Ciebie w sprawie pisania ☺️

    20 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @PisarkaMojegoPisarza1 Dziekuję za ciepłą recenzję. Będą kontynuacje, ale nie w takim stylu jakim na razie oczekujesz :(

    20 godz. temu

  • Użytkownik PisarkaMojegoPisarza1

    @iskra957 Ważne, że będzie kontynuacja 🔥 i liczę że Magda "zemści" się na Agnieszce w taki specjalny sposób 🔥😍

    20 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @PisarkaMojegoPisarza1 Spokojnie. Będą :*  

    Ale dlaczego miałaby się "zemścić" na Agnieszczce? :p

    17 godz. temu

  • Użytkownik PisarkaMojegoPisarza1

    @iskra957 "No co ty. Magda. – powiedziała – weź przestań. Jak co, to cię mogę kiedyś też tak przemłócić – zażartowała żeby rozbawić koleżankę." Aby odrobinę utrzeć jej nosa 🔥🔥🔥🔥

    17 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @PisarkaMojegoPisarza1 Pamiętam, to w pierwszej cześci padło

    16 godz. temu

  • Użytkownik PisarkaMojegoPisarza1

    @iskra957 dlatego liczę na akcję między nimi 😍🔥 poza domem oczywiście 😈🔥

    16 godz. temu

  • Użytkownik Jakub

    Najciekawsza jest wewnętrzna sprzeczność Magdy. Z jednej strony dręczą ją wyrzuty sumienia, lęk przed zdradą i świadomość, że krzywdzi męża. Z drugiej coraz bardziej pragnie Marty, czerpie satysfakcję z własnej uległości i sama zaczyna inicjować kolejne spotkania. Chce pozostać dobrą żoną i matką, ale jednocześnie nie zamierza rezygnować z nowo odkrytych przyjemności. Im większą swobodę zyskuje w intymności, tym sprawniej kłamie w codziennym życiu. Czy rzeczywiście odkrywa prawdziwą siebie, czy raczej stopniowo uczy się uciszać sumienie? Ta ambiwalencja jest znacznie ciekawsza niż sama erotyka i aż prosi się o głębsze rozwinięcie.

    20 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @Jakub Dlatego spodobało mnie sie to opowiadanie i postanowiłam sama zająć się kontynuacją :*

    Mam nadzieję, że się nie zawiodłeś i podobała się :p

    Będą kolejne części ;)

    20 godz. temu

  • Użytkownik Jakub

    @iskra957 no co Ty, jak to mówią, że Ty zawsze dowozisz...

    20 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @Jakub Powiadasz? Cieszy mnie to niezmiernie :*

    17 godz. temu