
Mieszkanie Bernatki i Konrada pachniało sobotnim lenistwem. Ona siedziała na kanapie z laptopem na kolanach, on przyniósł wino i stawiał kieliszki na stole.
– Konrad, zobacz – Bernatka odwróciła ekran w jego stronę. – Wakacyjni piraci, last minute, Amsterdam... Tysiąc dwieście za osobę? Chyba żartują. To taniej niż nad polskie morzem!
Konrad zajrzał jej przez ramię.
– Złotych? No niezłe. Ale... Amsterdam? Co my tam będziemy robić? Muzea, kanały, ta cała czerwona dzielnica...
Bernatka roześmiała się i zamknęła laptopa.
– A właśnie że do czerwonej dzielnicy to ty sam pójdziesz. Ja idę do muzeum Van Gogha.
Konrad pochylił się i pocałował ją w skroń. Bernatka otworzyła laptopa i kliknęła "kupuję".
– Jedziemy.
2. Dzień w Amsterdamie
Rowerki, kanały, Keukenhof, zapach trawki na ulicy, długa kolejka do muzeum, uśmiechnięci Bernatka i Konrad na tle wiatraków – dzień szybko minął. I nagle zapada zmrok, a ulice wypełniają się czerwonym światłem.
3. Hotelowy pokój
Bernatka przebierała się nerwowo, przerzucając sukienki na łóżku. Konrad leżał na posłaniu, obserwując ją z rozbawieniem.
– Słuchaj, umówmy się – rzuciła, nie przerywając poszukiwań. – Pójdziemy do jakiegoś klubu. Ale nie chcę żadnych dziwek. Żadnych panienek do wynajęcia. Nie życzę sobie.
Konrad uniósł ręce w geście obronnym.
– Spokojnie. Nie po to jadę, żeby szukać dziwek.
– I ja też nie będę... no wiesz, z obcym facetem – dodała szybko. – Żadnego seksu z kimś przypadkowym. Maksymalnie jakiś masaż, może pokaz... ale kontrola musi być po mojej stronie. Ty masz się zgadzać na to, co ja uznam za stosowne. Zgoda?
Konrad wstał i objął ją od tyłu, przygarniając do siebie.
– Zgoda. Ty decydujesz. Ja tylko patrzę i się zgadzam. Ustalone.
4. Czerwona dzielnica
Szli wąską uliczką. Witraże, czerwone światła, dziewczyny w oknach. Konrad rozglądał się z ciekawością, Bernatka ciągnęła go za rękę.
– Nie gap się tak, bo jeszcze któraś cię zaprosi. A wtedy faktycznie będę musiała iść do muzeum sama.
– Ja? Nigdy – udał oburzonego. – Jestem mężem wzorowym. Poza tym... – zerknął na nią znacząco. – Moja pani by mi na to nie pozwoliła.
– Oho. Robi się ciekawie – uniosła brew.
Nagle Bernatka zatrzymała się przed niepozornymi drzwiami. Nad nimi delikatny, czarny szyld: Velvet Club – Tylko dla Par.
– Ciekawe – mruknęła. – Może tutaj?
– Spróbujmy. W razie czego nikt nas na siłę nie będzie trzymał.
Wziął ją za rękę i otworzył drzwi.
5. Klub
W środku było zaskakująco elegancko. Ciemne drewno, pluszowe fotele, przygaszone światła. Przy barze stała kobieta około czterdziestki, ubrana w obcisłą, czarną suknię. Miała krótkie włosy i przenikliwe, ale ciepłe spojrzenie.
– Dobry wieczór. Pierwszy raz? – zapytała z uśmiechem.
– Aż tak widać? – Bernatka speszyła się lekko.
– Jestem Anna – przedstawiła się. – Chętnie się wami zaopiekuję.
– Konrad. A to moja żona, Bernatka. Jesteśmy turystami z Polski.
– Polacy! Kocham wasz kraj. Dzikie, piękne kobiety i twardzi, ale wrażliwi mężczyźni. Czy szukacie czegoś konkretnego, czy chcecie tylko zapoznać się z amsterdamskim życiem?
– Sami nie wiemy, czego chcemy – Bernatka zebrała się na odwagę. – Chcemy raczej tylko zobaczyć, jak to wygląda, jakiś masaż może...
Anna położyła jej dłoń na ramieniu.
– Spokojnie. Wiem o co chodzi. Nikt was do niczego nie będzie zmuszał. Możemy zacząć od czegoś łagodnego, jak masaż erotyczny. Dla ciebie. On może patrzeć. Albo i nie – jak zechcesz.
6. Masaż i pierwsze odkrycia
Anna zaprowadziła ich do małego, przytulnego pokoju z dużym, miękkim stołem do masażu. Bernatka sprawnie zdjęła sukienkę przez głowę, położyła się na brzuchu, rozpięła biustonosz i podała go mężowi. Konrad usiadł w fotelu z boku.
Domina nalała na dłonie ciepłego olejku i zaczęła masować jej plecy – mocno, pewnie, profesjonalnie.
– No i jak? – dobiegł głos z fotela.
– Dobrze... bardzo dobrze... – mruknęła Bernatka.
Mijało dziesięć, piętnaście minut. Dłonie Anny pracowały coraz niżej – plecy, krzyż, stopy, łydki, uda. Bernatka czuła, jak napięcie opuszcza jej ciało. Była rozluźniona, jak rzadko kiedy. W pewnym momencie Anna skinęła na Konrada.
– Ściągnij. Masz suche ręce – powiedziała.
Konrad bez wahania chwycił palcami brzeg majtek. Bernatka wciąż leżała z twarzą w poduszce, milczała. Jej oddech był spokojny, równy. Delikatnie uniosła biodra, by ułatwić mu robotę. Ciągnął powoli, centymetr po centymetrze. Gdy leżała naga, czuła chłodne powietrze na skórze, ale też ciepło olejku i dłonie Anny, które natychmiast wróciły do pracy – teraz już bez żadnej bariery. Czuła też wzrok Konrada, który patrzył na nią z boku. Odwróciła głowę. Spotkali się spojrzeniami. W jego oczach było pożądanie. I duma. Uśmiechnęła się do niego i z powrotem zamknęła oczy. Anna masowała dalej, jakby to była najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. A Bernatka płonęła, mając ochotę, żeby Anna wyszła i zostawiła ich sam na sam.
Gdy masaż dobiegł końca, Anna zawołała Konrada.
– Gotowe. Wytrzyj ją z olejku i pomóż jej się ubrać.
Podała mu ręcznik i szlafrok. Konrad podszedł do stołu. Bernatka leżała wciąż na brzuchu, z policzkiem wciśniętym w poduszkę. Przez chwilę patrzył na nią – na kształt jej pleców, bioder, pośladków. Na to, jak swobodnie teraz leżała, jak bardzo różniła się od spiętej kobiety, która godzinę temu wahała się, czy zdjąć sukienkę. Wstała powoli, przeciągnęła się. Była inna niż wcześniej – w jej ruchach pojawiła się swoboda, której przedtem nie było.
– To było... niesamowite – uśmiechnęła się, zakładając szlafrok.
– To dopiero początek – zachęciła Anna. – Pokażę wam nasze zabawki.
Anna nalała im po kieliszku zielonkawego płynu.
– Na odwagę – uśmiechnęła się.
7. Gabinet z gadżetami
Przeszli do sąsiedniego pomieszczenia. Na ścianach stały półki z różnymi przedmiotami. Anna pokazywała im jedwabne opaski, miękkie kajdanki, szarfy. Elegancko wyglądające przedmioty odkrywały przed nimi swoją moc kontroli. Bernatka położyła się wygodnie na łóżku, a domina podawała coraz to nowe gadżety: dilda, wibratory, masażery, które Konrad ochoczo testował na coraz mniej opierającej się małżonce.
– A to dla tych, które lubią mieć sekret tylko dla siebie – Anna wyjęła małe, eleganckie etui, a z niego dwa połączone sznurkiem, srebrzyste kuleczki. – Kulki gejszy – wyjaśniła. – Nosi się je wewnątrz. Ćwiczą mięśnie, ale przede wszystkim... przypominają o tym, że jesteś kobietą. Nawet gdy siedzisz w biurze, pijesz kawę czy robisz zakupy.
Bernatka wzięła je do ręki. Były cięższe, niż się spodziewała. Gładkie, chłodne, intrygujące. Przez chwilę obracała je w dłoniach.
– Stań obok łóżka, unieś jedną nogę i oprzyj ją na łóżku – poleciła Annie. – A ty nawilż je przed włożeniem – podała Konradowi małą buteleczkę żelu.
Konrad ukląkł skupiony, ręce mu lekko drżały. Rozprowadził żel na kulki, resztę wytarł w muszelkę Bernatki.
– Aaa! Ale to zimne! – krzyknęła. – Ale nie przestawaj.
Bernatka zacisnęła dłoń na ramieniu męża. Czuła, jak kulki wchodzą w nią – chłodne, gładkie, obce. A potem, gdy już były na miejscu, poczuła ciężar. I dziwne uczucie pełności. Ostrożnie opuściła nogę. Zrobiła krok, potem drugi. Na jej twarzy pojawił się skoncentrowany uśmieszek. Każdy ruch wywoływał delikatne drgania w środku.
Anna spojrzała na nich oboje z satysfakcją.
– No to mamy pierwszą odważną decyzję dzisiejszego wieczoru. A teraz czas zająć się w końcu Konradem. Rozbieraj się.
Bernatka, skoncentrowana początkowo na sobie, nie słuchała wykładu dominy o masturbatorach i wibratorach do prostaty. Ale ocknęła się, gdy zobaczyła klatkę erekcji.
– Pas cnoty. Dla mężczyzn. Zakładasz go partnerowi i... no cóż, ty decydujesz, czy i kiedy może mieć wzwód. Niektóre pary używają tego jako gry wstępnej. Inne jako formy kary. A jeszcze inne jako stałego elementu zarządzania pożądaniem partnera.
W oczach kobiety pojawił się błysk.
– A to bardzo boli?
– Jeśli jest dobrze dobrany – nie. Czuje się go, owszem. Jest stałym przypomnieniem, kto tu rządzi. Ale ból? Nie. Chyba że akurat o to chodzi. Ale na początek polecam wersję komfortową.
Bernatka wzięła pas do ręki, ważyła go, oglądała z każdej strony.
– Jestem gotowa, żeby się nauczyć go zakładać.
– Świetnie – powiedziała Anna z uznaniem. – Konrad, połóż się na łóżku.
8. Nauka zakładania
Konrad leżał nagi i wyraźnie poruszony – zarówno sytuacją, jak i widokiem żony, która z takim skupieniem przyglądała się pasowi. Bernatka stała obok, Anna instruowała.
– Najważniejsze to nie spieszyć się – mówiła rzeczowo. – Najpierw dobieramy odpowiedni pierścień. Musi być ciasny, ale nie może uciskać. U facetów to jak z dobieraniem butów – za małe uwiera, za duże obciera.
Bernatka, skoncentrowana, próbowała swoich sił. Konrad leżał cicho, widać było, że jest podniecony, ale zestresowany. Jego penis ani drgnął.
– Nasz model ma jednak ochotę współpracować – zaśmiała się Anna. – Dobrze, nie musimy wspomagać się lodem.
– Najpierw przekładasz pierścień przez jądra. Przeciągnij samą mosznę, potem delikatnie jedno jądro, potem drugie. Po kolei. Nie na siłę, bo można uszkodzić. I nie wykręcaj. Ale równocześnie odważnie. Konrad, nie jęcz nadaremnie. Bardzo dobrze – pochwaliła, gdy udało się przełożyć i obręcz znalazła się nad jajkami. – Teraz penis... widzisz? Jest miękki, to idealny moment. Za napletek możesz mocno ciągnąć. Bernatka, z językiem w kąciku ust, precyzyjnie wykonywała polecenia. Gdy już wszystko było na swoim miejscu, wzięła do ręki małą kłódeczkę.
– A teraz najważniejszy psychologicznie moment. To ty decydujesz, czy i kiedy go zamkniesz. Możesz to zrobić teraz. Możesz za minutę. Możesz w ogóle. Władza jest w twoich rękach.
Bernatka spojrzała na kluczyk, potem na Konrada. On leżał nieruchomo, ale w jego oczach widać było oczekiwanie. Mieszankę niepokoju i ekscytacji.
– Zamykam.
Zatrzasnęła kłódkę. Dźwięk był cichy, ale w ciszy pokoju słychać go było wyraźnie. Przełożyła kluczyk na łańcuszku przez głowę, tak że zawisł jej między piersiami.
– Witamy w klubie, Pani – Anna skłoniła się żartobliwie.
Bernatka uśmiechnęła się szeroko. Dotknęła kluczyka na szyi, jakby sprawdzała, czy na pewno tam jest. Konrad westchnął w geście rezygnacji.
9. Showroom
– Okej. Konrad dostał od ciebie prezent – ten pas. Może zostać w nim na dłużej, jeśli ty zechcesz. Na przykład... do końca wieczoru. Albo do powrotu do hotelu. W każdym razie ma już swój "ubiór" na ten wieczór. Ty mu go wybrałaś. A w zamian... on wybierze dla ciebie coś. Na przykład kostium, w którym będziesz się dziś prezentować.
– A teraz zapraszam do naszej przebieralni – skinęła na nich i skierowała się do wyjścia.
Konrad narzucił na siebie szlafrok. Bernatka sięgnęła po majtki. Wciągnęła je szybko, poprawiła na biodrach. Kulki były na swoim miejscu – czuła je dobrze, ale majtki dawały jej poczucie bezpieczeństwa.
Anna zaprowadziła ich do dużego, eleganckiego pomieszczenia. Na wieszakach wisiały dziesiątki kreacji – od subtelnych po skandalicznie odważne. Na sofach i fotelach siedziało kilka osób – dwie pary, samotna kobieta, dwóch mężczyzn. Wszyscy pili szampana, rozmawiali, oglądali. Po krótkim rekonesansie Konrad wybrał krótką, czerwoną sukienkę z głeboki wycięciami na bokach – seksowną, ale nie wulgarną. Do tego czarne kabaretki i szpilki.
– Masz dobry gust. Twoja żona będzie wyglądać... zabójczo.
– Gdzie mogę się przebrać? – Bernatka rozglądała się w poszukiwaniu zamkniętej kabiny.
– Tam, przed którymś z luster, będzie ci najwygodniej – uśmiechnęła się Anna.
– Ale... tam nie ma żadnych parawanów – odpowiedziała z lekkim przerażeniem.
– Owszem. To część zabawy. Możesz poczuć się jak gwiazda.
Bernatka wybrała kąt, gdzie wydawało jej się, że będzie najmniej zwracać na siebie uwagę.
– Pięknie wyglądasz – pochwalił mąż. – Aż mnie w klatce zabolało.
– Naprawdę, podoba ci się? – Bernatka coraz pewniej przechadzała się przed nim.
– Naprawdę. Ciężko wytrzymać, widząc cię taką.
Bernatka kręciła się jeszcze przed lustrem, oglądając z każdej strony.
– Tylko ja nie wiem. Chyba będę się krępować wracać do pokoju. Bo... no, zobacz. Wszyscy będą... widzieć.
Odwróciła się tyłem. Sukienka ledwo zasłaniała pośladki, a z boku widać było wyraźnie krawędź majtek. Anna podeszła bliżej, obejrzała ją krytycznym okiem.
– No tak, widać ci majtki. Ale mam pomysł, jak to rozwiązać.
Sięgnęła po nożyczki i bez wahania chwyciła gumkę. Ciach – figi opadły na podłogę.
– Proszę. Problem solved. Żadnych majtek – żadnego widoku. No, chyba że akurat ktoś chce zobaczyć więcej. Ale wtedy to już nie problem, tylko zaproszenie. Teraz wyprostuj się, unieś brodę i idź. Pokaż wszystkim, jak pięknie wyglądasz. I pamiętaj – to ty tu rządzisz.
Bernatka zamarła. Nie tylko z powodu nagości. Jeśli teraz źle ugnie kolana, jeśli za bardzo się schyli… Zacisnęła mięśnie odruchowo i wyprostowała się jeszcze bardziej. Anna uśmiechnęła się, jakby czytała w jej myślach.
– Nie wypadną – powiedziała cicho. – Jeśli nie chcesz.
Przywołała palcem Konrada.
– A to twój ubiór – rzekła, podając mu ubrania.
– Ale gdzie tutaj jakieś spodnie? Czym mam zakryć to ustrojstwo? - wskazał na klatkę
– Nie martw się, facet w pasie cnoty to tutaj normalne. Chyba każdy z tych panów to kiedyś przeżył albo przeżyje. Po prostu pokaż wszystkim, że jesteś dummy, że twoja kobieta ma taką władzę nad tobą. To nic złego.
Konrad wziął głęboki oddech i ubrał na siebie czarną, obcisłą bluzkę z długim rękawem, czarne skarpetki i jasne tenisówki.
– Wow, elegancko, ale sportowo. I ta stalowa biżuteria na twoich klejnotach... Wyglądasz niesamowicie – żona nie pozostała dłużna w pochwałach.
10. Powrót do pokoju
Wrócili do głównego pokoju. Bernatka szła powoli, z gracją. Spojrzenia kierowały się to na nią, to na idącego za nią męża – dużo mniej pewnego swojego wizerunku. Anna poleciła im rozgościć się samym, dopóki nie wróci.
Podnieceni małżonkowie rzucili się na siebie, korzystając z chwili samotności. W ruch poszły testowane wcześniej dilda, a Bernatka, już totalnie rozluźniona, oddawała się pieszczotom. Gdy była gotowa, zaczęła szamotać się z klatką, starając się jak najszybciej uwolnić instrument męża.
W tym momencie do pokoju wróciła domina. Ale nie sama.
– Bernatko, mam tu jeszcze jedną zabawkę, którą chcę ci pokazać. Alistair, podejdź.
Z mroku wyłonił się wysoki, przystojny mulat. Miał około trzydziestki, spokojne spojrzenie, krótko przycięte włosy i był... kompletnie nagi. I, co widać było gołym okiem, bardzo, ale to bardzo dobrze wyposażony przez naturę. Stanął wyprostowany przy Annie.
– Ale... to jest prawdziwe?! – Bernatka nie dowierzała. – Jest taki znacznie większy niż Konradowy, a nie jest nawet w wzwodzie... Niewiarygodne! Przecież takie monstrum nie ma szans zmieścić się kobiecie!
– Wręcz przeciwnie – odezwał się Alistair. – On idealnie wypełnia kobietę.
Schował ręce z tyłu i obrócił głowę w stronę Anny, by nie peszyć Bernatki swoim wzrokiem. Ona oglądała go z dystansu, jakby nie mogła uwierzyć własnym oczom. Jej sceptycyzm powoli ustępował miejsca fascynacji.
– Śmiało, możesz dotknąć. Dzisiaj mąż ci pozwala, prawda Konrad? - zapytała retorycznie
– Ta... takie bydle to zupełnie nie na rozmiary mojej Bernatki – odpowiedział sceptycznie. – Ale robi wrażenie.
Konrad podszedł niepewnie, stanął obok żony, patrząc na Alistaira. Na jego twarzy malowała się mieszanka zdumienia, fascynacji i czegoś jeszcze.
– Jest taki... napakowany... taki pełny w środku. Zobacz. - powiedziała
– No aż dziwne, że niby wiotki, a twardy – Konrad próbował odnaleźć się w tej sytuacji. – Aż trudno uwierzyć.
Anna pochyliła się do nich, wzięła penisa do ust i patrząc Bernatce w oczy, zaczęła go pieścić. Przesuwała powoli dłonią po skórze Alistaira – to w stronę ust, to z powrotem. Po kilku ruchach był już w pełni gotowy. Skierowała go w stronę Bernatki, ale nic się nie odezwała.
Bernatka niepewnie spoglądała to na nią, to na męża, szukając zgody. Powoli nachylając się do sterczącej pały Holendra, wzięła głęboki oddech. To przekraczało wszystkie granice, które sobie wyznaczyła. Ale atmosfera, zaufanie w oczach męża... wszystko to sprawiało, że czuła się dziwnie bezpiecznie. Wzięła go do ust. Robiła to niezgrabnie, nieśmiało, ale z wyraźną ciekawością. Przez chwilę uczyła się, jak to robić, cały czas zerkała na Konrada, szukając w jego oczach aprobaty. Alistair położył dłoń na jej głowie – delikatnie, bez nacisku.
– A teraz twoja kolej na małą przyjemność. Chodź ze mną na chwilę – Anna zaprosiła Konrada w głąb pomieszczenia.
11. Tam
Podeszli do specjalnej ławeczki ze skośnymi nogami. Konrad położył się na niej klatką piersiową, a domina unieruchomiła jego ręce oraz nogi w rozkroku.
– Czuję się trochę niekomfortowo. Trochę obawiam się o swoje skarby – próbował wybadać sytuację.
– I bardzo słusznie – Anna uśmiechnęła się tajemniczo. – W XVIII wieku facet zamykany w takim pręgierzu był tylko w jednym celu. Tu w rogu jest nawet siekierka i pieniek do tego. Bywa, że jakaś dama zwabia tu swojego partnera, żeby go ukarać za zdradę. Wtedy... siekierka idzie w ruch. Ale ty chyba nie musisz się tego obawiać, co? - zapytała tajemniczo
Podeszła do szuflady i wyjęła kilka przedmiotów – małe, metalowe zaciski, delikatny łańcuszek, gumowe pierścienie.
– To się nazywa CBT – cock and ball torture. Ale nie bój się, to brzmi gorzej, niż jest. To zabawa wrażliwością. Granicą między przyjemnością a bólem. I nauka, że możesz czerpać przyjemność nawet z tego, co... no, delikatnie mówiąc, nie jest standardowe.
– A... to bezpieczne? – spytał, czując trochę strachu, trochę fascynacji.
– Tak, jeśli wiesz, co robisz. A ja wiem. Będzie bolało? Trochę. Ale to dobry ból. Taki, który przypomina, że jesteś własnością swojej żony. Że nawet twoje jądra nie należą do ciebie.
Zabierała się do dzieła. Założyła mu na jądra gumowe pierścienie, potem delikatnie docisnęła małe zaciski. Konrad syknął przez zęby. Po chwili ból zmienił się w dziwne, ciepłe uczucie. Czuł, jak jego ciało reaguje – mimo wszystko, czuł przypływ podniecenia.
– Widzisz? To działa. Twoje ciało uczy się, że przyjemność może przychodzić z różnych stron. Nie tylko z penisa. Twoja żona będzie dumna.
12. Raport z pola walki
Grubo po północy małżonkowie odpoczywali na skraju drewnianej sceny w głównej sali klubu. Po wszystkich atrakcjach leżeli przytuleni głowami do siebie – ale ich ciała skierowane były w przeciwnych kierunkach. Nadzy, mokrzy od potu, totalnie wyczerpani. Nie zwracali uwagi na gwar przy stolikach ani przechodzące osoby. Bernatka leżała z szeroko rozłożonymi stopami, ale kolanami złączonymi. Jej wargi sromowe były czerwone i spuchnięte. Konrad leżał na plecach z workiem lodu na przyrodzeniu. Oboje mówili do sufitu, bo nie mieli siły nawet przekręcić głowy.
– Byłeś świetny! Tzn... świetnie, że tu byłeś! W zasadzie to cały czas wyobrażałam sobie, że to ty mnie bierzesz.
– No, to było miłe, że krzyczałaś moje imię. Ale przyznam, że o ile byłem z ciebie dummy, że przełamałaś się zrobić loda Alistairowi, o tyle nie spodziewałem się, że pozwolisz mu włożyć tę gigantyczną pałę. Chyba liczyłem, że jednak nie pójdziesz z nim na całość.
– Sama siebie zaskoczyłam. Ale to jak z jednej strony rozbudziłeś mnie tymi zabawkami i strojami, a z drugiej – że sam poszedłeś z kobietą w jakieś zakamarki. Wiedziałam, że bez klatki nie powstrzymasz swojej chuci.
– To ja cię teraz zaskoczę. Założyła mi inną z kolacami. Twoje krzyki rozkoszy mega mnie podniecały... tylko szkoda, że wtedy akurat miałem na sobie – dodał przez zaciśnięte zęby.
– Auć... Nie rozśmieszaj mnie. No to też nie miałeś łatwo. Jakoś tak się rozochociłam, że całkiem straciłam kontrolę. Nawet nie wiedziałam, że takie figury akrobatyczne potrafię robić. Myślę, że mi kręgosłup przestawili.
Bernatka parsknęła śmiechem, ale szybko jej głos przeszedł w jęk.
– Ale też słyszałam twoje głośne orgazmy. Co prawda się zdziwiłam, bo Anna mówiła coś o zakładaniu ci knebla. Jak chwaliła się, że chce pobić swój rekord na jakimś ściskaczu jąder?
– Bo to nie były moje okrzyki zadowolenia – westchnął Konrad. – Tylko Edgara i Ronalda, którzy wymienili Annę, wyczerpaną peggingiem...
– Ooo! Czyli jednak też miałeś ruchanko – powiedziała rozbawiona. – No i widziałam, jak poszły do ciebie dwie dziunie. I też tam piszczały. To chyba nie powiesz, że nic je tam nie teges? Jednak krzyczały, że doszedłeś.
– W ogóle. To były lesbijki chcące spróbować ballbustingu. Cieszyły się, gdy wystrzeliłem od kopniaka w jaja. Ale ja to odebrałem jako kolejną falę bólu, a nie przyjemność. Potem Anna nie pozwoliła im dłużej mnie kopać, to zabawiały się same we dwie.
Obok przeszedł jakiś mężczyzna w samym T-shircie. Uśmiechnął się przyjaźnie. Bernatka wodziła wzrokiem za jego sprzętem, próbowała zmienić pozycję, ale zrezygnowała.
– Jak zaczęłam się skarżyć, że nie wytrzymam z tym korkiem analnym dłużej – przerwała ciszę – to Anna mi go co prawda wyjęła, ale zaraz Marcus wykorzystał wolną dziurkę. W ten sposób, z Royem w ustach, zaliczyłam jazdę na trzy baty. I wierz mi, to nie była spokojna przejażdżka.
– No to ja cię nie przebiję. Bo tylko dwóch facetów na raz mogło być we mnie. I przez to, że ciągle miałem pełne usta, nie mogłem mówić. Inaczej bym głośno protestował przeciwko wkładaniu igieł w moje jajka przez Annę.
– Czyli jednak brałeś do ust? A ja myślałam, że tylko ja się... no, rozwijam.
– Rozwijałaś się jak szalona. Ja tylko... byłem testowany pod względem kobiecości. Tak to nazwała Anna.
– Chwaliła, że spisałeś się świetnie w tej roli – dodała z czułością. – Ale wolałabym, żebyś jednak został przy swojej.
– O, to miło. Za to mi trochę było wstyd, jak błagałaś dominę, żeby przysłała murzyna z największym fiutem, jaki jest w klubie.
– No tak, to było niepotrzebne. Owszem, Clarence mnie ekstremalnie przetrzepał. Tylko że jak go zmienił taki młodzieńiaszek, to w ogóle go nie czułam. Tak mi się luźno zrobiło.
– A to wtedy Anka ratowała sytuację przez wychłostanie pokrzywami twojej piczki? – zachichotał Konrad.
– Taa. Jak mnie wygarbowała pokrzywami, to myślałam, że umrę. Ale potem posmarowała jeszcze maścią chili. I zaraz tak mi spuchła, że kolejni musieli smarować olejkiem swoje fiuty, żeby dać radę wejść. Ale to chili tak na nich działało, że mieli ekspresowe tempo. Tylko nie wiem, czy mi organów wewnętrznych nie poprzestawiali – Bernatka przesunęła dłonią po brzuchu, jakby sprawdzała, czy wszystko na miejscu. – Bo jak mnie ruchali, to czułam się jak worek treningowy.
– Może poprzestawiane, ale przynajmniej masz je nadal wszystkie – uspokajał mężczyzna. – Ja to nawet boję się spojrzeć, czy dalej mam komplet.
– Ej, nawet nie żartuj! Przecież jak tutaj cię przynieśli, to jaja miałeś wielkie jak piłki tenisowe – powiedziała poważniej. – Ale siurka rzeczywiście tam nie widziałam...
– No nie mogłem sam iść – obijały się o uda i ból był nie do zniesienia. A siurek chyba jest, tylko wciśnięty do środka. Tak mi się wydaje. Czuję go gdzieś tam... chyba.
– To ok. Te kleszcze, co niosła Anna... wyglądały niepokojąco. I potem to metaliczne ciach-ciach mnie trochę otrzeźwiło. Bo chyba wcześniej podpisałam jakąś zgodę na... kastrację...
– Zgodę?! – Konrad próbował usiąść, ale opadł z powrotem. – Przecież to był wniosek, prośba, żądanie! Ten absynt tak cię nakręcił, że pobiegłaś do szatni po portfel i zapłaciłaś za to 2 tysiące euro. Moją kartą!
– Pamiętam. Nawet pomyliłam drzwi – i wybiegłam naga na zewnątrz. Niezły trunek wynalazłeś.
– Potrzebowałem czegokolwiek, byle zdezynfekować usta...
Bernatka kiwnęła głową ze zrozumieniem, po czym coś sobie przypomniała.
– Ale tam chyba był potrzebny też twój podpis?
– Wiesz, jak miałem przywiązane do moszny 30 kilo ciężarów, pokłutego siura, posmarowanego tą samą maścią chili i Bertę siedzącą swoim tłustym, owłosionym cipskiem na mojej twarzy... To odzyskując co jakiś czas na chwilę przytomność, mogłem coś pochopnie podpisać. - odrzekł trochę zawstydzony
– Czyli jednak podpisałeś?! – powiedziała z przerażeniem.
– Na szczęście przy takim zabiegu potrzebna jest Lady Monica. A nie mogła przyjechać, bo musiała zostać dłużej w klinice. Jakieś komplikacje przy cesarsce pewnej kotki. Ma dotrzeć, jak tylko tam skończy.
– To jednak obetną ci dzisiaj jajca? – spytała zrezygnowana. – Pewnie spodobał ci się seks w roli kobiety.
– Trochę... NIE! Musimy uciekać! Tylko ja nie dam rady sam chodzić. Musisz mnie ponieść.
– Chyba widzisz, że ja nie jestem w dużo lepszym stanie? – parsknęła śmiechem. – Poza tym dzisiaj odkryłam dwie rzeczy: po pierwsze, że twój dzwonek wcale nie jest średni. On jest... tyciutki. A po drugie, poznałam, co to prawdziwy orgazm. Wiele razy. Z rzędu – powiedziała, patrząc na niego znacząco. – Więc nawet jak moja brzoskwinka wróci do siebie za jakiś czas, to będzie za luźna dla twojego siusiaczka robaczka. Z jajami czy bez – będziesz musiał znaleźć nowe sposoby, by mnie teraz zadowolić.
– Wiem. Ale na wszelki wypadek wolałbym jeszcze pozostać mężczyzną. Dobra, dwie minuty na zebranie sił i spadam do hotelu.
Zapadła cisza. Po chwili Konrad zaczął chrapać. Bernatka pokręciła głową do sufitu.
– Co za pipa... – westchnęła szeptem. – A więc jak jutro się obudzisz, to będziesz miał sporo luźniej tam między nogami.
Nagle z bocznego korytarza wyłoniła się młoda kobieta w eleganckim, czarnym uniformie, który bardziej przypominał strój stewarda niż kelnerki. W ręku niosła tablet, a na twarzy miała uprzejmy, wypracowany uśmiech, który zdawał się nie dostrzegać ich nagości, zmęczenia ani stanu kompletnego rozkładu.
– Witam państwa – powiedziała cicho, ale wyraźnie. – Przepraszam, że przeszkadzam w takiej chwili, ale muszę rozliczyć wieczór.
Bernatka uniosła leniwie głowę. Konrad nawet nie drgnął – chrapał równo, z twarzą wtuloną w skraj platformy.
Dziewczyna spojrzała w tablet i zaczęła wyliczać spokojnym, biurowym tonem:
– Sesja z Dominą Anną w pakiecie premium extreme dla par bi – 2400 euro. Jako pakiet wychodzi korzystniej niż osobne atrakcje. Usługa specjalna z Lady Monicą – tutaj zaliczka 2000 euro. Niestety, z przyczyn niezależnych od klubu, pani Monica nie mogła dziś dojechać. Czy mam umówić państwa na jutro, czy anulować?
Bernatka spojrzała na chrapiącego męża. Jego głowa opadła bezwładnie, usta miał lekko otwarte, na czole zaschniętą kroplę olejku. Uśmiechnęła się mimo wszystko.
– Mąż będzie zawiedziony – odparła cicho – ale chyba darujemy sobie tym razem.
– Rozumiem. Anuluję. Do dopłaty pozostaje zatem czterysta euro.
– Czy mogłaby pani przynieść moją torebkę z szatni? Tam mam portfel męża – dodała z ironicznym uśmieszkiem.
– Oczywiście. Zaraz służę.
Dziewczyna zniknęła tak cicho, jak się pojawiła. Bernatka opadła z powrotem na materac. Miała ochotę zamknąć oczy i odpłynąć, ale w tej samej chwili usłyszała znajomy głos.
Anna podeszła od strony baru, niosąc w dłoni plik banknotów. Jej czarna sukienka lśniła w przygaszonym świetle, a na twarzy wciąż gościł ten sam ciepły, nieco tajemniczy uśmiech.
– Dziękuję za wspólną sesję – powiedziała, stając nad nimi. – Byliście świetni. Naprawdę.
Bernatka uśmiechnęła się słabo.
– Nawet nie wiem, co powiedzieć. To był… kosmos.
– Wiem. I o to chodzi. – Anna położyła dłonie na biodrach, jakby chciała zapamiętać ten widok. – Mam dla was coś jeszcze. Nasi panowie i goście byli tak zadowoleni ze współpracy, że każdy dorzucił po dwudziestce.
Położyła na skraju platformy plik banknotów. Dwieście czterdzieści euro.
– Macie tu napiwki – dodała z uśmiechem. – Edgar kazał przekazać, że świetnie operujesz ustami, Bernatko. A Ronald pyta, czy Konrad kiedyś wraca. Chciałby rewanż.
Bernatka roześmiała się cicho. – Chyba będzie musiał trochę odpocząć.
– Przykro mi, że nie udało się z Lady Monicą – powiedziała Anna, a w jej głosie zabrzmiała autentyczna nuta współczucia. – Widziałam, jak bardzo ci zależało. Ale może przy następnej okazji?
– Koniecznie – odparła Bernatka, nie dodając ani słowa więcej.
Anna skinęła głową, uśmiechnęła się jeszcze raz i powoli odeszła w głąb klubu, zostawiając ich samych w półmroku. Bernatka patrzyła przez chwilę na banknoty leżące na krawędzi platformy. Potem spojrzała na Konrada. Chrapał, wtulony w nią jak dziecko, z workiem lodu między udami. Jego twarz była spokojna. Zmęczona, ale spokojna. Sama czuła to samo: zmęczenie i błogi spokój. W głowie miała obraz Alistaira, który znikał w mroku, Konrada klęczącego przed nią z drżącymi rękami, Annę przecinającą majtki nożyczkami. I siebie – zaskoczoną, rozchichotaną, odważniejszą, niż kiedykolwiek przypuszczała. Obawa czy ich rzeczy osobiste na czele z ubraniami zostaną im zwrócone, szybko uleciała. Nie miała pojęcia w jaki sposób dotrą do hotelu. Ale miała silne poczucie, że obudzą się w nim rano. Konrad będzie jęczał, że nic nie czuje w nogach, ona powie, żeby spadał po kawę. I nikt poza nimi nie będzie wiedział, co tej nocy przeżyli. Ostatnią myślą, zanim zapadła w sen, było zdanie, które kiedyś usłyszała w jakimś głupim filmie, a które teraz nabrało sensu: "Miłość nie polega na tym, żeby patrzeć na siebie. Polega na tym, żeby patrzeć w tym samym kierunku."
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz