Przygoda na konferencji

Skandalicznie wczesna pora, o której miałem samolot sprawiała, że czekając przed bramką na wpół spałem, grzejąc dłonie papierowym kubkiem herbaty. Jestem dentystą-protetykiem. Wybierałem się na konferencję poświęconą innowacjom w technikach stomatologicznych i trochę żałowałem, że lecę sam. Jednak nie ma tego złego... Całkiem lubię być w miejscach, gdzie przewija się dużo ludzi. Zwykle niepostrzeżenie wypatruję wtedy kobiet, które mają w sobie coś intrygującego - i oczywiście fantazjuję o seksie z nimi.

Tym razem nie musiałem czekać długo. Tuż obok mnie usiadła zgrabna, krótko ostrzyżona brunetka. Miała na sobie lawendowe szpilki z lakierowanej skóry, eleganckie jasnoszare spodnie, żakiet w tym samym kolorze i białą koszulę. Całości dopełniała stojąca obok, intensywnie fioletowa, niewielka walizka na kółkach.

Wrzuciłem moją nową sąsiadkę do szufladki "Typowa korpo-laska" - co ta potwierdziła, wsiąkając z miejsca w maile na telefonie. Ja sam udawałem że coś przeglądam na swoim, jednak naprawdę zaintrygowały mnie jej stopy. Założywszy nogę na nogę odruchowo wysunęła piętę. Miała cienkie, cieliste rajstopy. Potem zsunęła prawie całe lawendowe czółenko i przytrzymując je tylko na palcach - zaczęła od niechcenia bujać pantofelkiem. Teraz już na dobre rozbudzony - niemiłosiernie zezując - złowiłem wzrokiem jej bluzkę. Okazała się dość mocno opięta na - najwyraźniej sporym - biuście, tworząc luki między guzikami. Chciwie zerkałem przez nie, aby odkryć jaki kształt mogą mieć jej piersi. Dzięki niezbyt zabudowanym miseczkom stanika, miałem możność podziwiania fragmentu bladej skóry. W pewnym momencie jej ciało nieznacznie drgnęło. Dyskretnie podniosłem wzrok - i napotkałem jej oczy, centralnie świdrujące w moje. Szybko uciekłem spojrzeniem do własnego telefonu - jednak jestem pewien, że dobrze wiedziała, gdzie się gapiłem.

* * *

Poza żenującą sytuacją na lotnisku, dalsza podróż przebiegła bez zakłóceń. Sama konferencja - także całkiem interesująca. Jednak nie będę przecież pisał tu o robocie.

Po zakończeniu oficjalnych prelekcji, tłum wyległ z sal do obszernego lobby centrum konferencyjnego. Część ludzi zaczęła zbierać się do swoich hoteli, inni dyskutowali żywo w niewielkich grupkach odświeżając stare, bądź nawiązując nowe znajomości. Jeszcze inni próbowali znaleźć coś smakowitego na dużych, ale mocno już przetrzebionych stołach, gdzie w porze lunchu były wystawione desery. Przyznam, że sam byłem w tej ostatniej grupie. Właśnie energicznie odwracałem się ze zdobytym kawałkiem ciasta z galaretką - gdy poczułem, że talerzyk napotyka nagły opór w miejscu, gdzie zupełnie nie powinno go być. Malinowa galaretka wylądowała na śnieżnobiałej bluzce, która nagle wyrosła tuż przede mną. "Dr. Dagmara jakaś-tam..." - zdołałem przeczytać na identyfikatorze, nim podniosłem wzrok bełkocząc machinalnie:
- Ochhh... najmocniej przepraszam...
- Nic się nie stało. Jest super - powiedziała lodowatym głosem właścicielka białej bluzki. Wtedy spojrzałem na jej twarz i rozpoznałem kobietę z lotniska. Zrobiło mi się tym bardziej głupio.
- Ja... chętnie zapłacę za pralnię oczywiście... - wydukałem.
- Chętnie wierzę, ale obejdzie się bez tej wspaniałomyślności - odparła z kwaśną miną, po czym obróciła się na pięcie i rozpłynęła w tłumie.

Po drugim dziś incydencie stwierdziłem, że muszę odpocząć - więc wziąłem taxę prosto do hotelu. Nawet nie wiem kiedy uciąłem sobie drzemkę, a gdy wstałem - za oknem było już ciemno. Postanowiłem skorzystać z hotelowego basenu a kolację zjeść w restauracji na dole.

* * *

Mimo wieczornej pory, na imponujących rozmiarów kompleksie było jeszcze dość gwarno. Przepłynąłem kilka basenów, po czym wdrapałem się na brzeg i usiadłem na krawędzi. Pod pretekstem odpoczynku - swoim zwyczajem zacząłem obcinać laski korzystające z przybytku. Po szybkim przeglądzie "dodałem do obserwowanych": wysoką brunetkę o boskich udach i długich stopach (była z jakimś podstarzałym profesorkiem), blond milfetkę w jacuzzi (piła drinka i zajmowała się swoim telefonem), oraz - smukłą i wysoką, ale wciąż dupiastą Murzynkę. Przechadzała się wzdłuż brzegu basenu, a ja wodząc za nią wzrokiem - zatopiłem się w rozważaniu czy ma szpiczaste cycki jak kobiety z afrykańskich plemion na filmach dokumentalnych.
- Halo! Można przeprosić?!!! - z przyjemnych rozważań wyrwał mnie arogancki głos. Oczywiście: siedziałem tuż obok słupka do skoków - a pech chciał, że właśnie ktoś zapragnął go użyć. Tak - ta sama kobieta, na którą wywaliłem dzisiaj ciasto z galaretką...
- Jasne, przepraszam... - rzuciłem usuwając się w pośpiechu. Zauważyłem, że jej mokry kostium w białym kolorze prześwitywał nieco i wyraźnie dało się dostrzec zarys piersi oraz ciemne kółka sutków. Bez słowa weszła na słupek i bezbłędnie jak albatros dała nura do wody.

* * *

Minęła godzina lub więcej. Pływałem niespiesznie, ale moje myśli uporczywie wracały do uwięzionych pod cienkim materiałem piersi z ciemnymi sutkami. Wtem - kątem oka zauważyłem sylwetkę w białym kostiumie. Z gracją wyskoczyła z wody i nieśpiesznie ruszyła w kierunku damskich pryszniców. Basen o tej porze był już całkiem pusty. Poczułem, jak przyspiesza mi tętno. Przez moment wahałem się, po czym machinalnie, nie mając żadnego planu - ruszyłem i ja w kierunku pryszniców dla kobiet.

Wszedłem do dużego korytarza pokrytego białymi kafelkami, starając się bezszelestnie zamknąć za sobą drzwi. Oczywiście skrzypnęły - całkiem głośno. Po obu stronach widniały wykafelkowane kabiny prysznicowe - bez drzwi ani żadnych przepierzeń. Z ostatniej dochodził plusk wody. Skradając się w tamtym kierunku poczułem dobrze znane mrowienie w kroczu. Serce waliło mi jak młot, gdy stanąłem naprzeciw myjącej włosy kobiety. W ułamku sekundy zanim mnie zauważyła - zdołałem błyskawicznie omieść wzrokiem jej ciało. Niezbyt wysoka, raczej mocniejszej budowy, na pewno nie filigranowa; Nieduże stopy z paznokciami w kolorze czereśni; Wyraźnie zarysowane łydki i uda; Dość szeroki, zawadiacko odstający tyłek, z odrobiną cellulitu. Krocze całe pokryte trójkątem czarnych kędziorów. Brzuch minimalnie zaokrąglony, sprawiał wrażenie miękkiego i bardzo przyjemnego w dotyku. Ponad nim kołysały się , może nie gigantyczne, ale na pewno dorodne cyce o zadziornie zaostrzonych czubkach, spoglądających lekko na boki. Otoczki miała duże, a brodawki grube - pod wpływem wody nabrały teraz intensywnie różowej barwy.

Gapiłbym się na te sutki w nieskończoność, gdyby z otępienia nie wyrwał mnie jej zimny głos:
- Znowu ty? Co, tym razem pomyliłeś drzwi? - stała teraz frontem do mnie z namydlonymi włosami, ale zupełnie nie wyglądała na zbitą z tropu.
- Ja... tak, chyba tak... - zacząłem bełkotać, nie mając w głowie żadnego pomysłu - wszedłem przypadkiem...
- Nie wydaje mi się - rzuciła z politowaniem, patrząc znacząco na moje krocze, a potem prosto w moje oczy. Spojrzałem na dół. Oczywiście - pyta spęczniała mi tak bardzo, że odciskała się, jakbym przemycał kiełbasę w kąpielówkach. Gdybym dostał w tej chwili mokrym ręcznikiem po gębie, wśród steku wyzwisk - nie zdziwiłbym się ani trochę. Jednak stało się inaczej.
- Skoro już tu wlazłeś to umyj mi plecy - powiedziała tonem, jakby chodziło o włożenie zakupów do bagażnika, po czym wręczyła mi gąbkę i faktycznie odwróciła się plecami.
- I zdejmij te gacie, jak już oglądasz mnie na golasa - dorzuciła.

Tak też uczyniłem, choć oznaczało to ostateczną kompromitację. Gdy ja niezdarnie szorowałem plecy mojej nowej znajomej, pozbawiona jakichkolwiek ograniczeń laga - już wcześniej napęczniała - teraz z każdym uderzeniem krwi podnosiła się wyżej i wyżej. Przez powiększający się otwór w napletku zaczęła wyglądać różowa główka, by po chwili wyskoczyć w całości na zewnątrz. Wór z jajcami zrobił się mały i napięty jak kauczukowa piłka.
- Hej, długo tak możesz myć jeden kawałek pleców?! - powiedziała nagle pani doktor, odwracając się do mnie gwałtownie.
- Hahaha, a co to jest?? - parsknęła, patrząc na moje krocze. W kierunku jej brzucha celował teraz nabrzmiały, żylasty chuj. Na jego końcu, wielka, purpurowa grucha bujała się dosłownie centymetry od apetycznego ciała pani doktor.
- Pękaty jak butelka... - powiedziała już nie tak drwiącym tonem. Po czym sięgnęła - i mocnym uchwytem objęła wała w najgrubszym miejscu. Z wolna zaczęła poruszać skórką do przodu i do tyłu.
- Tak mi się zrobiło na widok twojej dupy... - wysapałem, czując się nieco bardziej pewny siebie
- Serio? - zapytała drwiąco - Podoba ci się moje dupsko z cellulitem? - po czym klepnęła się po pośladku z głośnym plaśnięciem.
- O tak, bardzo... - wyrzuciłem z siebie, na ile pozwoliło mi serce walące jak młot.
- Więc zróbmy z ciebie lepszy użytek, niż mycie pleców. Po tych słowach oparła się o kafelki i wypięła w moim kierunku dwie lśniące półkule przedzielone ciemnym rowem. Stojąc za nią, spróbowałem wbić kutasa w szparę, ale mimo podniecenia nie mogłem wjechać do środka.
- Czekaj - powiedziała po paru próbach - nie mogę, muszę iść siku.
- Szczaj tutaj - rzuciłem bez namysłu
- Chyba cię pogniotło, nie będę sikać przy tobie!
- No weź, kibel jest daleko a prysznic i tak wszystko zmyje...
- Czekaj, czekaj... - spojrzała na mnie z ukosa - czy ciebie kręcą sikające laski? Chciałbyś mnie podejrzeć jak szczam?
- Tak, cholernie... - wyznałem.
- No to popatrz sobie - opierając się plecami o kafelki, odchyliła jedno udo a palcami rozszerzyła czarny, owłosiony srom.
- Tak! Tak! Lej! - bez ceregieli chwyciłem z tyłu za poślady a twarzą przylgnąłem do jej czerwonego, parującego cipska.
- Na ciebie?! - znów się zdziwiła.
- Tak! Chcę widzieć, jak rżniesz mocnym, żółtym strumieniem! A ja wypiję twoje słone szczyny do ostatniej kropli!
- Okej, masz czego chcesz - mówiąc to rozluźniła zwieracz cewki i w moją twarz chlusnął słono-mdły, gorący potok. Na przemian otwierałem usta aby poczuć jego smak i zamykałem, aby złocisty deszcz obmywał mi twarz.
- Ale masz spust! - wystękałem - jak krowa na pastwisku!
- Mogę być i krową. Jeśli pokryjesz mnie jak buhaj.
Strumień szczyny z wolna wytracił impet, aż w końcu pociekły pojedyncze krople, które gorliwie zlizałem z jej wiszących warg sromowych. Odwróciła się do mnie tyłem. Gdy stała, jej pełne poślady, z gdzieniegdzie zaznaczoną fakturą pomarańczowej skórki - przypominały nieco gruszkę. Kiedy klęknęła na czworakach, tyłem do mnie - nagle stały się gładkie a blada skóra błyszczała od wilgoci. Kucnąłem z tyłu i przyłożyłem chuja zakończonego nabrzmiałym grzybem do jej czarnej kępy. Wbijałem powoli ale pewnie, czując jak kolejne centymetry przechodzą przez wejście do pochwy jak przez ciasną obręcz. Najpierw - z coraz większym oporem - żołądź. Potem chwila oddechu i trzon. Coraz grubszy i grubszy - aż minął kulminacyjny punkt. Dalej poszło łatwo, aż na jajcach poczułem sztywne kędziory porastające jej srom.
- O, kurwa - sapnęła, gdy dojechałem do końca. Zrobiłem kilka wolniejszych pchnięć na rozruch - po czym zacząłem dymać jak szalony. Liczył się tylko pękający w szwach kutas i ta dupa z gorącą, owłosioną dziurą. Trzymając ją to za biodra, to za talię, to za lekko zwisający brzuch - waliłem jak w skrzynię.
- Tak! Tak! Tak! - krzyczała w rytm mojego jebania - a mnie to dopingowało do ładowania jeszcze sumienniej. Starałem się, aby każde pchnięcie z impetem rozbijało się moimi biodrami na jej dupie. Jednocześnie, trzymając za dupsko, rozchylałem rów pomiędzy półkulami, aby mieć dobry widok na ściągnięte oczko. Ależ bym je lizał!
- Muszę na tobie pojeździć! - wychrypiała nieprzytomnym głosem.
Wyciągnąłem kutasa, który wyskoczył do góry jak na sprężynie i położyłem się na białych kaflach. Przytrzymałem sterczącego drąga u nasady - a ona stanęła nad nim okrakiem po czym siadając, pochłonęła go całego w purpurowej szparze. Ku mojemu zdziwieniu, bardzo żwawo zaczęła jeździć w górę i w dół lagi.
- Ale masz kondycję - wysapałem.
- Sporo ćwiczę - odparła nie zwalniając tempa, a jej słusznego kalibru cyce podskakiwały mi teraz przed twarzą. Różowe aureole były skurczone i jeszcze ciemniejsze, a sutki miały chyba grubość mojego kciuka. Na lewej piersi, tuż obok otoczki, miała niewielki czarny pieprzyk. Przybliżyłem twarz i złapałem te cudowności dłońmi. Zacząłem jak dzikus kręcić kółka jęzorem po szorstkich, porowatych brodawkach. Najwyraźniej jej się to spodobało, bo jej jęki stały się teraz niemalże histeryczne. Przyspieszyła jeszcze bardziej szalony taniec na moim napiętym chuju - a ja na przemian obrabiałem jej ustami sutki to jednej, to drugiej piersi - drugą w tym czasie ugniatając palcami.
- AAAAAOOOOOOOOOAAAAAAAAAAAAOOOOOOOOOOO!!! - przeraźliwie zapiszczała zagłuszając wciąż włączony prysznic. Jej orgazm trwał długie, długie sekundy, zanim opadła bezwładnie na moje wciąż rytmicznie poruszające się ciało.
- Czekaj! Daj mi się spuścić! - wyjęczałem sparaliżowany strachem, że kulminacyjny moment może mnie ominąć.
- Nie pękaj! - uśmiechnęła się do mnie, powoli wstając - uklęknij, mam coś dla ciebie.
Wykonałem polecenie, klękając naprzeciw niej. Wymęczona pyta - choć wciąż gruba - zaczęła nieco ciążyć ku dołowi. Jednocześnie czułem, że jest na krawędzi eksplozji.
- Jak się miewa konik? - spytała zalotnie doktor, unosząc w jego kierunku stopę. Była niezbyt wielka, z równymi, proporcjonalnymi palcami i delikatnymi żyłkami widocznymi na podbiciu. Gdy paznokcie lśniące głębokim kolorem czerwonego wina dotknęły mojej moszny - korzeń usztywnił się w mgnieniu oka. Wieńcząca go truskawa nabrzmiała i poczerwieniała pod napływem krwi. Tymczasem ona chwilę wodziła wierzchem stopy po spodzie fleta, aby zaraz chwycić go tuż za główką pomiędzy pierwszy i drugi palec. Myślałem, że zwariuję patrząc na jej palce rozdzielone moim chujem - a ona wówczas zaczęła poruszać żylastą skórką do przodu i do tyłu.
- Nie wytrzymam tego dłużej! Zwalę się na twoje stopy! - wychrypiałem.
- Zapraszam... oraz: to ci może pomóc... - mówiąc to, sięgnęła do zarośniętego krocza. Z kępy włosów tym razem wyraźnie wyglądała wymęczona, ciemno-różowa pipa. Rozchyliła wargi palcami.
- Znów chce mi się siku... - powiedziała niskim głosem i mocna struga żółtego nektaru chlusnęła w moją stronę. Nie byłem już w stanie poświęcić temu więcej uwagi. Szum prysznica mieszał się z szumem sików. Chwyciłem trzon chuja pełną garścią i zacząłem błyskawicznie poruszać w przód i w tył. Po twarzy, szyi i ramionach spływała mi gorąca szczyna. Czułem na ustach jej słony smak, gdy ja klęcząc - szarpałem jak szalony skórę na swoim wale. Jednocześnie główka była wciąż mocno trzymana przez Dagmarę między palcami jej stopy. Naciągała napleta do granicy bólu, gdy poczułem nadciągający szczyt uwalniającego orgazmu. Wreszcie - skurcz i na jej stopie wylądowała pierwsza, najbardziej obfita fala gorącego nasienia... za nią druga, trzecia, czwarta - każda mniejsza ale ciągle silna. Gdy skończyłem, wypuściła chuja z żelaznego uścisku. Ciągle wyprostowany drgał jeszcze w rytm tych samych skurczy, które moment temu były źródłem lepkich strzałów. Spojrzałem na jej stopy. Duży palec lewej i prawie cały wierzch prawej - ociekały połyskliwą, półprzezroczystą lawą, przypominającą niewystygły lukier do ciastek.

Podniosłem się z kolan. Dopiero teraz dostrzegłem, że moja pani doktor bez szpilek jest o dobrą głowę ode mnie niższa. Chwilę staliśmy spleceni w uścisku.
- Pora na mnie. Pa! - rzuciła po chwili, powiedziałbym, że wręcz wesoło. Zgarnęła wiszący obok ręcznik, zarzuciła sobie na ramię - i boso, kołysząc obszerną dupą, pomaszerowała w kierunku szatni.
- Hej! - krzyknąłem za nią - Spotkamy się jeszcze?
- Nie wiem! Może! - krzyknęła w odpowiedzi, nie odwracając się.
I tak zostawiła mnie pomiędzy dwoma rzędami kabin prysznicowych z opadłym, choć napęczniałym jeszcze chujem. Chwilę stałem, rozmyślając o dziwnych wydarzeniach, których właśnie byłem uczestnikiem. Potem podniosłem swoje kąpielówki i ruszyłem do wyjścia kombinując, jak namierzyć, w którym pokoju się zatrzymała.

Konesser

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3152 słów i 17022 znaków.

Dodaj komentarz