Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Przy blasku świec wychędożona

Przy blasku świec wychędożonaDrewniana ściana pachniała starym dębem, woskiem i wilgocią, która wsiąkała w deski od lat. Oparłam o nią dłonie, czując, jak sęki wrzynają się w skórę. Serce waliło mi niemal w gardle.  
Za oknem deszcz bębnił o szyby, a w środku pachniało sianem, dymem świec i czymś jeszcze – starym ciałem i potem.

Stałam w tym ciasnym, przyciemnionym pomieszczeniu, ubrana tylko w brązowy, skórzany gorset, który ściskał mi żebra i unosił piersi tak wysoko. Reszta ciała była naga. Pośladki, uda, brzuch – wszystko wystawione. Czułam, jak gorset wbija się w skórę przy każdym oddechu, jakby chciał mi przypomnieć, że nie jestem tu panią sytuacji.

On stał za mną.

Mały, pomarszczony, z białą, rzadką brodą i włosami jak puch. Zielone, śmieszne majtki ledwo zakrywały to, co i tak było zbyt widoczne. Wspiął się na drewnianą skrzynię, żeby dosięgnąć. Jego dłonie – suche, szorstkie, z paznokciami żółtymi od wieku – spoczęły na moich biodrach. Palce wbiły się w ciało, jakby sprawdzały, czy aby jestem żywa.

– Spokojnie – mruknął głosem chropawym jak papier ścierny. – Nie uciekniesz.

Nie uciekałam. Nie mogłam. Nogi miały siłę tylko na to, by stać. Oparłam czoło o drewno, zamykając oczy. W głowie kłębiły się myśli: jak tu trafiłam, dlaczego pozwoliłam, że to właśnie on… że to właśnie tak. Psychologiczne napięcie rosło jak fala. Nie bałam się bólu. Bałam się tego, co czułam pod skórą – tego dziwnego, mrocznego przyciągania, które mieszało się z obrzydzeniem i ciekawością.

Jego oddech był gorący i nierówny. Czułam go na pośladkach, gdy pochylił się bliżej. Jedna dłoń zsunęła się niżej, między uda, i znalazła wilgoć, której nie powinnam mieć. Mój własny organizm zdradził mnie. Palce starego mężczyzny przesunęły się po wargach sromowych, powoli, jakby smakował każdą kroplę.

– Widzisz? – wyszeptał. – Ciało wie lepiej.

Zacisnęłam zęby. Łzy napłynęły mi do oczu. W tej chwili, w tym zaduchu, przy migoczących świecach i zapachu siana, moje ciało reagowało. Sutki stwardniały, biodra same lekko się uniosły, jakby szukały czegoś więcej. Wstyd palił policzki, a jednocześnie coś głęboko w brzuchu skręcało się słodko i niebezpiecznie.

On nie spieszył się. Jego druga ręka wędrowała po gorsecie, szarpiąc sznurówki, luzując je, potem znów zaciskając. Czułam każdy fałd, każdą żyłę na jego dłoniach. Kiedy przycisnął się bliżej, poczułam twardość przez cienką tkaninę. Małą, ale upartą. Oddychał ciężko, jakby sam był zaskoczony, że jeszcze to potrafi.

– Patrz na mnie – rozkazał.

Odwróciłam głowę. Jego twarz była blisko – zmarszczki, żółte zęby, oczy błyszczące jak u drapieżnika, który długo czekał. Uśmiechnął się, a ja poczułam, jak coś we mnie pęka.

Jego palce weszły we mnie. Dwa, powoli, z głośnym, mokrym dźwiękiem, który wypełnił całą izbę. Wydęłam usta, żeby nie jęknąć, ale dźwięk i tak uciekł – niski, złamany. On poruszał nimi rytmicznie, kciukiem ocierając łechtaczkę w tym samym momencie, w którym druga ręka ścisnęła mi pierś przez gorset. Poczułam, jak kolana miękną mi niemal natychmiast.

– Tak… O, tak! – westchnął.  

Myśli galopowały. *To niemożliwe. To brudne. To…*

Jęczałam.  

Dłońmi kurczowo trzymałam się ściany, paznokcie wbijając w drewno. On sapnął coś niezrozumiałego, a jego ręce ścisnęły mi biodra tak mocno, że pomyślałam iż na pewno zostaną siniaki.

– Nie... proszę... – wyszeptałam, nad wyraz cichym głosem.

Poczułam nagle drapanie... Jego broda drapała mnie po plecach, kiedy pochylił się bliżej. Zęby otarły się o łopatkę. W tym samym momencie jego dłoń wcisnęła się między moje uda znowu, tym razem pewniej. Palce – szorstkie, suche, z paznokciami jak kora – rozsunęły wargi sromowe i wsunęły się głębiej. Dwa. Potem trzeci. Czułam, jak rozciągają mnie powoli, jak szukają tego miejsca, które sprawia, że kolana tracą siłę. Mokry, głośny dźwięk wypełnił izbę. Każde pchnięcie wydobywało ze mnie kolejną kroplę, która spływała po jego nadgarstku i kapała na siano pod nami.

– Jesteś już gotowa – mruknął, a jego oddech wręcz uderzał w mą szyję.

Wyciągnął palce. Oblizał je na moich oczach, wolno, jakby smakował coś, na co czekał całe życie. Potem rozsunął mi pośladki obiema dłońmi. Poczułam chłód powietrza na najbardziej intymnym miejscu, a chwilę później – gorąco jego ciała. Główka penisa, już twarda i wilgotna, otarła się o wejście. Nie weszła od razu. Kręcił biodrami, przeciągając się w górę i w dół, rozmazując moją wilgoć po całej długości. Każde otarcie wywoływało we mnie dreszcz, który biegł od łona aż po sutki, nadal ściśnięte w gorsecie.

Wreszcie wsunął się.

Powoli. Centymetr po centymetrze. Czułam, jak rozciąga mnie, jak wypełnia. Był mały, ale w tej pozycji – z biodrami uniesionymi, z nogami lekko rozchylonymi – sięgał głęboko. Każda żyła, każdy puls odbijał się we mnie jak echo. Kiedy doszedł do końca, jego biodra uderzyły o moje pośladki z suchym, skórzanym dźwiękiem. Gorset skrzypnął. Świeca na ścianie zadrżała.

Zaczął się ruszać.

Najpierw krótkie, płytkie pchnięcia. Ależ odczuwałam to tarcię...

Potem dłuższe, głębsze. Rytm narastał. Skóra kleiła się do skóry. Słyszałam, jak jego oddech staje się cięższy, jak sapie przy każdym pchnięciu. Jego dłonie ścisnęły mi biodra tak mocno, że paznokcie wbiły się w ciało. Czułam każdy fałd jego skóry, każdy drżący mięsień.

Jedna ręka zsunęła się do przodu. Palce znalazły łechtaczkę i zaczęły ją głaskać w tym samym rytmie, w jakim pchał się we mnie. Mokre, śliskie okrążenia. Nacisk. Znowu nacisk. Moje ciało zareagowało natychmiast – ściany pochwy zacisnęły się wokół niego, a biodra same zaczęły się cofać.

– Tak… właśnie tak – wyszeptał, a jego broda znów otarła się o moje plecy.

Przyspieszył. Teraz każde pchnięcie było twarde, prawie brutalne. Słychać było mokre, rytmiczne odgłosy ciała uderzającego o ciało. Zapach – słony, zwierzęcy, intensywny – wypełnił całą izbę, mieszając się z zapachem siana, wosku i starego drewna. Pociłam się pod gorsetem. Sutki ocierały się o skórę przy każdym ruchu, a ja czułam, jak rosną we mnie kolejne fale.

On pochylił się bliżej. Zęby otarły się o moją łopatkę, potem o kark. Jedna dłoń uniosła się wyżej i ścisnęła pierś przez gorset, ściskając sutek tak mocno, że ból zmieszał się z przyjemnością. W tym samym momencie jego palce na łechtaczce przyspieszyły.

Nagle... Ciało zesztywniało. Pochwa zacisnęła się wokół niego w serii gwałtownych skurczów. Wydałam dźwięk, którego nie poznałam – długi, złamany, prawie płaczliwy. Fala przeszła przez mnie jak prąd, od stóp aż po czubek głowy. Drżałam tak mocno, że prawie runęłam.  

On tymczasem nie zamierzał zatrzymać się. Kontynuował, wbijał się we mnie przez cały czas, kiedy trząsłam się i jęczałam. Wreszcie pierwsza fala minęła i zaczęła narastać druga – głębsza, cięższa, bardziej rozdzierająca.

Tym razem krzyknęłam. Głośno.  

On sapnął coś niezrozumiałego i przyspieszył jeszcze bardziej. Jego biodra uderzały o moje z suchym, rytmicznym dźwiękiem. Czułam, jak jego członek puchnie we mnie, jak staje się twardszy. Kilka ostatnich, głębokich pchnięć – i zamarł. Pulsował. Gorąco rozlało się we mnie, gęste i obfite. Czułam, jak wypełnia mnie, jak zaczyna spływać po wewnętrznej stronie uda, kiedy wreszcie zwolnił.

Oddychał ciężko, opierając się o moje plecy. Jego serce biło tak szybko, że czułam je przez skórę. Jeszcze przez chwilę stał we mnie, drżąc, a ja czułam, jak jego nasienie powoli wypływa, mieszając się z moją wilgocią.

Dopiero potem wyszedł. Z głośnym, mokrym dźwiękiem. Krople spadły na siano.

Stałam tak, z czołem przyciśniętym do ściany, nogami drżącymi, gorsetem, który nadal ściskał piersi, i uczuciem pełności, które nie chciało odejść. W głowie panowała dziwna, gęsta cisza. Tylko jedno pytanie, które nie dawało spokoju:

*Dlaczego do tego doszło? Dlaczego mu na to pozwoliłam? Dlaczego mu dałam? Dlaczego nie oparłam się jego żądzom...? Dlaczego pozwoliłam się tak po prostu wychędożyć??? I to takiemu knypkowi... W dodatku takiemu staremu... Czy nasienie takiego starucha może być groźne...*

On odsunął się, zszedł ze skrzyni. Usłyszałam szelest materiału, kiedy z powrotem zakładał ubranie. Potem jego głos, już spokojniejszy:

– To dopiero początek. Zobaczysz dzierlatko. Zobaczysz co jeszcze cię czeka. Mi nie wystarczy, że raz mi dałaś. Jeszcze muszę się tobą podelektować. I może... nie tylko ja?

Odwróciłam się. Spojrzałam na niego – na to pomarszczone ciało, na te oczy, które , odnosiłam wrażenie - jakby wiedziały za dużo. Jakby chciały ode mnie jeszcze więcej...

I wtedy zrozumiałam, że nie wyjdę stąd zbyt szybko. Oj, nie za szybko. Co jeszcze mnie spotka? Odgrażał się przecież, że ma kolegów...

Deszcz za oknem nie ustawał. Świece płonęły jakby intensywniej. A ja… ja nie wiedziałam czego się mam spodziewać...

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1730 słów i 9487 znaków.

1 komentarz

 
  • Użytkownik japanlover

    Biedactwo... Znów obdarta z czci niewieściej...
    Cóż się wydarzy jeszcze? Czym i przez kogo zostanie zaskoczona i jak wychędożna niewinna damulka?
    Pozostaje czekać i liczyć na rozwój wypadków...

    24 minuty temu