
Wynajęty dom na odludziu, otoczony gęstym lasem, kusił nowoczesną architekturą i dużym, oświetlonym od spodu basenem na tarasie. Wieczór był tak gorący, że skóra pokrywała się delikatnym, lśniącym filmem, a powietrze wręcz drżało od nadchodzącej burzy.
Siedziałyśmy na tarasowych kanapach, sącząc mocno schłodzone prosecco. Stroje, które wybrałyśmy, były jawną prowokacją wymierzoną w ten upał i w nas same. Mama wyglądała obłędnie w niezwykle krótkiej, jedwabnej mini spódniczce w kolorze pudrowego różu i luźnym, białym topie na ramiączkach, pod którym wyraźnie rysowały się kontury jej piersi pozbawionych stanika. Marcelina, siedząca tuż obok niej, postawiła na dziewczęcy, ale niezwykle drapieżny minimalizm: jeansowe, mocno wycięte szorty podkreślały jej gładkie, długie uda, a czarny, obcisły top odsłaniał płaski brzuch i talię, którą dłoń mojej mamy gładziła leniwie, bez cienia skrępowania. Ja miałam na sobie zwiewną, czerwoną sukienkę na cieniutkich ramiączkach, która przy każdym poruszeniu odsłaniała uda, a Renata... Renata zapierała dech w piersiach. Wybrała czarną, dopasowaną spódniczkę z wysokim stanem i głębokim rozcięciem oraz półprzezroczysty, koronkowy gorset, który w świetle basenowych lamp ukazywał subtelne zarysy jej ciała.
– Ten upał jest nie do zniesienia – mruknęła Renata, wachlując się lekko dłonią. Przesunęła zmysłowym wzrokiem po mojej mamie, zatrzymując się na jej spódniczce, po czym spojrzała na mnie z tym dobrze mi znanym, szelmowskim błyskiem w oku. – Mam wrażenie, że od tego maja temperatura w tym gronie w ogóle nie spada.
– Bo nie spada, Renatko – odpowiedziała moja mama, upijając łyk wina i posyłając jej przeciągłe, głębokie spojrzenie, w którym nie było już ani grama dawnego zagubienia. Była dojrzałą, świadomą swojej siły kobietą. – Wręcz przeciwnie. Czasem mam wrażenie, że tamta kuchnia w środku nocy była zaledwie przystawką.
Marcelina poruszyła się niespokojnie na kanapie, a jej oddech wyraźnie przyspieszył. Spojrzałam na nią z uśmiechem, sięgając dłonią przez stolik i muskając opuszkami jej kolano.
– Widzę, Marcelina, że ty też pamiętasz. Jak to wtedy ujęłaś? Że było ci zimno bez mojej mamy? – zażartowałam figlarnie. Marcelina zaczerwieniła się uroczo, ale zamiast spuścić wzrok, spojrzała mi prosto w oczy, a jej dłoń powoli odnalazła rękę mojej mamy.
– Pamiętam – szepnęła cicho, zmysłowo. – I pamiętam, jak patrzyłaś na nas w tych pożyczonych ubraniach. Dzisiaj... dzisiaj chyba żadna z nas nie chce już niczego pożyczać.
Napięcie osiągnęło punkt krytyczny. Szum filtrowanej wody w basenie mieszał się z grzmotem nadchodzącej w oddali burzy. Renata wstała pierwsza. Jej czarna spódniczka zaszeleściła cicho. Bez słowa, patrząc na moją mamę, sięgnęła do bocznego zamka. Materiał opadł bezszelestnie na deski tarasu. Chwilę później jej dłonie powędrowały do haftek koronkowej bluzki. Gdy odrzuciła ją na bok, stanęła przed nami całkowicie naga, a jej jasna skóra idealnie kontrastowała z ciemną nocą. Była dumna, piękna i niesamowicie podniecona.
– Ktoś idzie ze mną? – zapytała niskim, chropowatym głosem.
To było jak sygnał do zrzucenia ostatnich masek. Moja mama wstała z kanapy z uśmiechem pełnym nabożnego zachwytu. Jednym płynnym ruchem zsunęła spódniczkę i zrzuciła top, ukazując swoje pełne, zmysłowe kształty, tak bliskie i jednocześnie tak nowe w tym świetle. Marcelina, drżąc z ekscytacji, rozpięła szorty i zrzuciła top, pozostając w swojej młodzieńczej, gładkiej doskonałości. Ja nie czekałam ani sekundy dłużej, ramiączka mojej czerwonej sukienki zsunęły się z ramion, a materiał opadł kaskadą wokół moich stóp.
Cztery nagie kobiety, połączone miesiącami pragnienia, podeszły do krawędzi basenu. Woda była ciepła, idealnie harmonizująca z rozgrzanym powietrzem. Pierwsza wskoczyła Renata, a zaraz za nią moja mama. Plusk wody rozciął popołudniową ciszę. Chwilę później ja i Marcelina zanurzyłyśmy się w turkusowej głębi. To, co działo się w basenie, było czystą, zmysłową poezją dotyku i wody. Płynność ruchów sprawiała, że granice ciał zaczęły się zacierać. Renata podpłynęła do mojej mamy od tyłu, układając dłonie na jej talii dokładnie tak, jak ja zrobiłam to z nią wiele miesięcy temu. Mama odchyliła głowę do tyłu, opierając ją na ramieniu Renaty, a ich mokre włosy splotły się w jedno. Renata zaczęła składać powolne, wilgotne pocałunki na szyi mojej mamy, a jej dłonie pod wodą przesuwały się po jej brzuchu i pełnych biodrach. Mama cicho westchnęła, a ten dźwięk, niesiony echem po wodnej tafli, natychmiast rozgrzał mnie do czerwoności.
W tym samym czasie ja przyciągnęłam do siebie Marcelinę. Woda unosiła nasze ciała, sprawiając, że każdy dotyk był lekki, a zarazem niezwykle intensywny. Moje piersi otarły się o jej piersi, a usta odnalazły jej wargi w głębokim, mokrym pocałunku. Marcelina oplotła nogami moje biodra pod wodą, przyciskając swoją kobiecość do mojego uda. Całowałam ją zachłannie, czując smak prosecco i wody na jej języku, podczas gdy moja dłoń wędrowała w dół jej pleców, masując pośladki i przesuwając się między jej uda, które rozchyliły się z pełnym zaufaniem.
– Bianka... – jęknęła Marcelina w moje usta, gdy moje palce po raz pierwszy musnęły jej rozgrzane, mokre wnętrze pod wodą.
– Spójrz na nie, kochanie – usłyszałam niski głos mojej mamy. Odwróciłam głowę. Mama i Renata stały oparte o brzeg basenu. Obie były splecione w uścisku, a dłoń mojej mamy spoczywała na piersi Renaty, pieszcząc jej napięty sutek. Ich spojrzenia, pełne podziwu, miłości i drapieżnego pożądania, skupiły się na mnie i Marcelinie. Renata odepchnęła się od brzegu i podpłynęła do nas. Jej dłonie ujęły moją twarz, odciągając mnie delikatnie od Marceliny.
– Jesteś taka piękna, kiedy przejmujesz kontrolę – wyszeptała Renata, po czym złożyła na moich ustach głęboki, władczy pocałunek. W tym samym momencie moja mama podpłynęła do Marceliny, biorąc ją w swoje ramiona. Widok mojej mamy całującej Marcelinę, podczas gdy ja byłam pieszczona przez Renatę, był tak potężnym, grzesznym i perfekcyjnym obrazem, że całe moje ciało zadrżało w spazmie czystego podniecenia.
Woda wokół nas wrzała od plusków, dotyków i urywanych oddechów. Ręce Renaty błądziły po moim ciele, jej nogi ocierały się o moje, a pod wodą czułam, jak jej palce z niesamowitą precyzją odnajdują moje najczulsze miejsce. Z moich ust wyrwał się przeciągły jęk, który natychmiast podchwyciła mama, odwracając się ku nam wraz z Marceliną.
– Wyjdźmy na krawędź... – wydyszała moja mama, a jej oczy płonęły czystą żądzą. – Chcę cię poczuć, Renato. Chcę, żeby dziewczyny nas widziały.
Wyszłyśmy z wody na rozgrzane, drewniane deski tarasu, ale woda wciąż z nas ściekała, lśniąc na naszych ciałach jak drogocenne kamienie. Ziemia wokół nas pachniała nadchodzącym deszczem, a my, pozbawione ubrań, wstydu i jakichkolwiek granic, byłyśmy gotowe na to, by ten długo wyczekiwany, wspólny taniec przenieść na zupełnie nowy poziom. Mokre deski tarasu parowały, oddając ciepło mijającego dnia, a spływające z naszych ciał krople wody lśniły w świetle basenowych lamp niczym płynne złoto. Atmosfera była tak gęsta od pożądania i zapachu nadchodzącej burzy, że każdy oddech wydawał się wysiłkiem.
Zanim moja mama zdążyła zrobić choćby krok w stronę Renaty, poczułam, jak wstępuje we mnie ta dobrze znana, bezczelna odwaga. Popatrzyłam na Renatę z szelmowskim, prowokującym uśmiechem, rzucając jej nieme wyzwanie, po czym odwróciłam się i pewnym krokiem podeszłam do własnej mamy. Mama drgnęła z zaskoczenia, gdy moje mokre dłonie oplotły jej szyję, ale nie cofnęła się ani o centymetr. Wbiłam wzrok w jej rozchylone usta i przyciągnęłam ją do siebie, łącząc nasze wargi w głębokim, niezwykle namiętnym pocałunku. To nie było delikatne muśnięcie to był pełen zaborczej pasji taniec naszych języków, głośny i łapczywy, przełamujący ostatnie, najgłębiej skrywane tabu tego domu. Czułam pod dłońmi gładką, mokrą skórę jej pleców i przyspieszone bicie serca, które dudniło w jej piersi. Kątem oka, z satysfakcją godną artystki, która właśnie wykonała najbardziej śmiałe pociągnięcie pędzlem, dostrzegłam minę Renaty. Na jej twarzy odmalował się czysty, aktorski szok rozchyliła usta, a jej ciało na moment zamarło. Jednak to oszołomienie trwało zaledwie sekundę. Widziałam, jak jej źrenice gwałtownie się rozszerzały, a szok błyskawicznie przetapiał się w głębokie, wręcz drapieżne podniecenie. Renata zagryzła dolną wargę, a jej oddech stał się tak ciężki, że jej piersi zaczęły falować w rytm naszych uniesień.
Marcelina stała obok, przez chwilę zupełnie zagubiona w tej nagłej, elektryzującej zmianie dynamiki. Jej młodzieńcze ciało drżało lekko z dusznego gorąca, ale przede wszystkim z nadmiaru bodźców, które oszołomiły jej zmysły. Renata natychmiast to dostrzegła. Jako dojrzała kobieta i matka, która doskonale znała swoją córkę, otoczyła ją nabożną, zmysłową opieką. Krok Renaty był pewny. Podeszła do Marceliny od tyłu, gładząc ramiona dziewczyny i tuląc jej drżące plecy do swoich piersi. Marcelina odetchnęła z ulgą, opierając się o nią, a wtedy Renata ujęła jej podbródek i obróciła jej twarz ku sobie. Pocałowała ją czule, ale z tą samą głęboką pasją, która płonęła w nas wszystkich. Ten matczyny, a zarazem niezwykle erotyczny gest dał Marcelinie poczucie absolutnego bezpieczeństwa, otwierając ją na resztę nocy.
Kiedy w końcu oderwałam się od ust mamy, obie byłyśmy zdyszane. Mama spojrzała na mnie wzrokiem pełnym oszołomienia i dumy, a na jej policzkach wykwitł głęboki rumieniec.
– Bianka... ty bezczelna dziewczyno – wyszeptała mama, a jej głos drżał z rozkoszy.
– Chciałam tylko przypomnieć, że w tej kuchni nie było żadnych tajemnic – odparłam cicho, puszczając oko do Renaty, która wciąż trzymała Marcelinę w uścisku, nie odrywając od nas wzroku.
Renata puściła swoją córkę i podeszła bliżej, wodząc dłońmi po swoich mokrych biodrach. Stanęła tuż przed nami, a napięcie między naszą trójką stało się tak silne, że mogłoby konkurować z błyskawicami rozświetlającymi horyzont.
– Skoro tak stawiasz sprawę, Bianko... – mruknęła Renata, a w jej oczach błysnął drapieżny ogień. – To teraz moja kolej, by pokazać twojej mamie, jak bardzo czekałam na ten moment.
Złapała moją mamę za rękę, przyciągając ją do siebie tak mocno, że ich nagie, mokre piersi zderzyły się z cichym mlaśnięciem. Ich usta połączyły się w zachłannym, dojrzałym pocałunku, a ja cofnęłam się o krok, wracając do Marceliny. Marcelina, już całkowicie wyzwolona z zagubienia, wyciągnęła do mnie ramiona. Splotłyśmy nasze ciała, patrząc, jak nasze matki, dwie piękne, dojrzałe kobiety, zatracają się w sobie na brzegu basenu, dając nam najwspanialsze zaproszenie do wspólnego świętowania tej bezgranicznej nocy.
Mokre deski tarasu lśniły w półmroku, a nadchodząca burza przyniosła pierwszy, ciepły podmuch wiatru, który tylko potęgował duszność nocy. Skumowałyśmy się we cztery na samym środku tarasu, klęcząc naprzeciw siebie w ciasnym, gorącym kręgu. Atmosfera między nami wrzała; zapach perfum zmieszany z aromatem rozgrzanej deszczem ziemi i naszą własną wilgocią unosił się w powietrzu. Widok naszych mam wciąż złączonych w namiętnym uścisku, z ustami splecionymi w łapczywym tańcu, działał na zmysły jak czysty zapalnik. Patrząc, jak gładkie ciało mojej mamy napinało się pod wpływem dotyku dłoni Renaty, poczułam, że pragnienie rozlewało się we mnie palącą falą. Nie mogłam się już oprzeć. Przesunęłam się na kolanach bliżej Marceliny. Nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy w jej oczach lśniła ta sama dzika żądza, podszyta bezgranicznym zaufaniem. Przyciągnęłam ją do siebie za kark, a Marcelina natychmiast, z zapierającą dech w piersiach łapczywością, odpowiedziała na mój pocałunek. Nasze języki zwarły się w głębokim, mokrym rytmie. Chłonęłam jej młodość, jej przyspieszony oddech, czując, jak jej dłonie zaciskają się na moich ramionach, jakby szukała ratunku w tym oceanie doznań.
Po chwili mama i Renata powoli oderwały się od siebie, choć ich oddechy pozostały rwące i ciężkie. Obie, zsynchronizowane w tym niesamowitym porozumieniu kobiet, bez słowa skierowały swoją uwagę na nas. Taras wypełnił się cichym mlaśnięciem odsuwających się ciał, gdy obie zaczęły nas pieścić. Moja mama, Blanka, przesunęła swoje rozgrzane dłonie na moje plecy i biodra, gładząc mnie z nabożnym zachwytem, podczas gdy Renata objęła Marcelinę, przesuwając palce po jej talii i udach. Reakcja naszych ciał była natychmiastowa. Na dotyk matek skóra pokrywała się gęsią skórką, a z naszych gardeł wyrywały się ciche, drżące mruknięcia rozkoszy. W tym uniesieniu, czując wsparcie mamy na swoich plecach, ujęłam dłońmi pełne, jędrne piersi Marceliny. Były gorące i idealnie pasowały do moich dłoni. Zaczęłam je pieścić, zmysłowo obejmując i delikatnie ugniatając, na co Marcelina zareagowała gwałtownym wygięciem pleców i cichym, przeciągłym jękiem. Nie przerywając pieszczoty dłońmi, odkleiłam swoje usta od jej warg i zaczęłam schodzić pocałunkami niżej. Najpierw musnęłam pulsującą żyłkę na jej szyi, czując pod językiem szalony rytm jej serca, a potem powoli, centymetr po centymetrze, przesuwałam się ku jej piersiom. Marcelina drżała w moich rękach, a jej dłonie wplątały się w moje mokre włosy, dociskając moją głowę do swojego ciała. Moje usta odnalazły wreszcie jej nabrzmiały, kuszący sutek. Otoczyłam całą brodawkę ciepłem swoich warg, muskając ją mokrym językiem, a potem delikatnie zasysając. Marcelina zasyczała cicho, a jej biodra instynktownie uniosły się do góry, szukając bliższego kontaktu w tym czteroosobowym kręgu bliskości, gdzie każdy ruch, dotyk i westchnienie potęgowały narastającą, bezgraniczną ekstazę.
Mokre deski tarasu parowały pod naszymi kolanami, a powietrze wokół nas zrobiło się tak gęste od pożądania, że każdy oddech wydawał się elektryzujący. Pieściłam Marcelinę z rosnącą pasją, zatracając się w smaku jej rozgrzanej skóry. Z jej gardła raz po raz wyrywały się ciche, przeciągłe mruki i urwane jęki, które mieszały się z pierwszymi, dalekimi pomrukami burzy. Jej ciało reagowało na każde muśnięcie mojego języka drżało, napinało się i wyginało w łuk, szukając jeszcze głębszego dotyku. Te dźwięki i widok naszej dwójki stały się idealnym paliwem dla mojej mamy i Renaty, które klęczały tuż obok, splatając swoje dłonie i nie odrywając od nas płonących oczu.
– Popatrz tylko, Blanka… – mruknęła Renata z niskim, zmysłowym uśmiechem, przesuwając dłonią po gładkim udzie mojej mamy. – Popatrz, jak nasze córki, a zarazem nasze partnerki, idealnie się zgrywają. Widzisz, jak Marcelina reaguje na dotyk Bianki? Ta mała czarodziejka robi z nią dokładnie to samo, co ze mną w sypialni.
Moja mama, odetchnęła ciężko, a jej dłoń powędrowała na kark Renaty, lekko przyciągając ją do siebie.
– Widzę, Renato… i przyznam, że ten widok doprowadza mnie do szaleństwa – odpowiedziała z figlarnym, drapieżnym błyskiem w oku. – Moja córka zawsze miała świetny gust i potrafiła przejąć kontrolę, ale musisz przyznać, że Marcelina jest niesamowicie pojętną uczennicą. Słyszysz te mruknięcia?
– Ach, wy obie byłyście wtedy okropnymi słuchaczkami! – wtrąciła nagle Marcelina, rozchylając usta i próbując złapać oddech, choć w jej głosie brzmiała czysta, wyzwolona duma. Na jej policzkach płonął rumieniec, a zmysłowe, zawstydzone spojrzenie uciekło na moment w stronę jej mamy. – Ale teraz… teraz już nie musicie podsłuchiwać.
– I to jest w tym wszystkim najlepsze, córeczko – zaśmiała się cicho Renata, nachylając się i składając krótki, mokry pocałunek na ramieniu Marceliny, co wywołało u dziewczyny kolejny dreszcz.
Ten bezwstydny, nakręcający dialog i gorąca atmosfera sprawiły, że podniecenie w naszym kręgu urosło do granic możliwości. Marcelina, słysząc pochwały i czując na sobie wzrok trzech kobiet, nagle zyskała niesamowitą, drapieżną pewność siebie. Przestała być tylko bierną stroną tego tańca. Jej oddech przyspieszył, a w oczach błysnęła dzika żądza. Nagle uniosła się wyżej na kolanach, zsuwając moje dłonie ze swoich piersi. Zanim zdążyłam zareagować, wbiła swoje palce w moje ramiona, lekko napierając na mnie swoim ciałem.
– Teraz moja kolej, Bianka… – wyszeptała zmysłowo, patrząc mi prosto w oczy. – Chcę poczuć twoje piersi. Chcę zobaczyć, jak ty reagujesz na mnie.
Nie czekając na moją odpowiedź, Marcelina ujęła dłońmi moje piersi. Jej dotyk był jednocześnie zachłanny i niezwykle czuły. Zaczęła je ugniatać i gładzić, badając ich kształt pod moimi palcami, a ja natychmiast wyrzuciłam głowę do tyłu, wydając z siebie głęboki, przeciągły jęk, który natychmiast wywołał głośny, satysfakcjonujący mruk aprobaty u stojącej obok Renaty.
Mama i Renata klęczały tuż obok na desce tarasu, ich nagie ciała lśniły od kropel wody i ciepłego potu. Dotykały się nawzajem, dłoń moich mamy gładziła udami i biodrami Renatę, a ich usta co chwilę łączyły się w namiętnych, leniwych pocałunkach. Nie odrywały jednak wzroku od nas. Renata patrzyła, jak Marcelina z rosnącą pasją ugniata moje piersi. W pewnym momencie w oczach Renaty błysnął drapieżny, figlarny ognik.
– Córeczko… – zaczęła Renata niskim, zmysłowym głosem, puszczając oczko do Marceliny. – Musisz skosztować Bianki. Zobacz, jaka jest piękna i jak bardzo pragnie twojego dotyku.
Bez zwłoki Renata przejęła inicjatywę. Z wyczuciem ułożyła mnie na plecach na rozgrzanych deskach tarasu. Uniosłam lekko głowę, patrzyłam, jak Renata uklękła między moimi udami, dając jasny sygnał Marcelinie, by obserwowała każdy jej ruch. Renata pochyliła się i złożyć powolny, wilgotny pocałunek na moim wnętrzu ud, po czym jej język zanurkował prosto w moją kobiecość. Zrobiła to z wprawą, zataczając miękkie, precyzyjne kręgi na moim najczulszym punkcie. Z moich ust od razu wyrwał się cichy jęk rozkoszy.
– Właśnie tak, czujesz ten rytm? – mruknęła Renata przez ramię do Marceliny, po czym ustąpiła jej miejsca.
Marcelina, pełna emocji i podniecenia, zastąpiła język swojej mamy własnym. Poczułam gwałtowną zmianę: pieszczota Marceliny była głodna, niezwykle pasjonująca. W mojej głowie gęstniały myśli, czułam wyraźnie, że Marcelina ma w sobie tę samą ognistą pasję co Renata. Brakowało jej jeszcze odrobiny tej drapieżnej pewności siebie, jaką miała jej mama, ale rozkręcała się z każdą sekundą, odnajdując własny, coraz bardziej pewny rytm.
Atmosfera wrzała. Błogi stan otulał moje ciało i rósł z każdą chwilą. Nagle poczułam, jak obok mnie układała się moja mama. Jej gorące usta wylądowały na mojej piersi, a delikatny dotyk natychmiast wywołał dreszcz na całym ciele. Mama zaczęła cudownie pieścić moje sutki i brodawki, jej język zataczał powolne kręgi, a zaraz potem usta miękko je ssały i lizały naprzemiennie, doprowadzając mnie do szaleństwa. Miałam trudności z otwarciem oczu, oszołomiona tą nieprawdopodobną falą przyjemności. Gdy na ułamek sekundy uchyliłam powieki, ujrzałam obraz jak ze snu: skąpana w półmroku, pieszczona jednocześnie przez Marcelinę między udami i własną mamę na piersiach.
Tymczasem Renata ułożyła się za pochyloną nad mym ciałem Marceliną. Od tyłu wsunęła dłoń między jej uda, gładząc delikatnie jej kobiecość i podkręcając jej doznania.
– No proszę, spójrzcie na nas… – rzucała Renata figlarne, zmysłowe uwagi do nas wszystkich i do każdej z osobna. – Blanko, twoja córka rozpływa się pod ustami mojej… A ty, Marcelinko, uczysz się tak szybko, że zaraz sama zaczniesz udzielać mi lekcji. Bianko, kochanie, powiedz nam, jak to jest być w samym centrum tego raju?
Jej słowa i jednoczesny dotyk z dwóch stron sprawiły, że napięcie w moim ciele sięgnęło zenitu, poruszając każdą komórkę w rytmie czystej, bezgranicznej rozkoszy. Z moich gardła wyrwał się tylko cichy, rwany jęk, bo zrobienie pełnego wdechu graniczyło z cudem. Błogość wypełniała każdy centymetr mojego ciała, obezwładniając mnie całkowicie i paraliżując wszelką zdolność do składania logicznych zdań.
– Jest... nieziemsko... – wydusiłam w końcu z trudem, a mój głos utonął w drżącym westchnieniu, gdy usta Marceliny między moimi udami przyspieszyły rytm, prowadzone wprawną dłonią stojącej nad nią Renaty.
Moja mama, słysząc moją odpowiedź, zaśmiała się cicho, zmysłowo, czując na swojej skórze moje szaleńcze bicie serca. Odrywała powoli usta od mojej naprężonej piersi, zostawiając na niej lśniący, wilgotny ślad, i przesunęła się wyżej. Przejechała językiem po mojej szyi, znacząc ścieżkę gorących pocałunków aż do podbródka, po czym zatopiła swoje usta w moich. Pocałunek mojej mamy był głęboki, zachłanny i absolutnie bezwstydny. Odpowiedziałam na niego z pełną łapczywością, splatając nasz język w szalonym tańcu i chłonąc smak jej skóry, zmieszany z aromatem nocy i basenowej wody. Czułam, jak dłoń mamy zaciskała się na mojej talii, trzymając mnie mocno, podczas gdy jej ciało idealnie przylegało do mojego boku.
– Jesteś taka cudowna, córeczko… – szeptała Blanka miękko i figlarnie między kolejnymi, urywanymi pocałunkami, muskając wargami moje policzki, kąciki ust i powieki. – Zobacz, jak pięknie nas tu wszystkie zebrałaś… Jesteś naszą małą, bezczelną czarodziejką. Smakujesz tak niesamowicie...
Jej czułe, a zarazem drapieżne szepty mieszały się w mojej głowie z cichymi mruknięciami Marceliny, która z rosnącą pasją zatracała się we mnie, i z zmysłowym śmiechem Renaty, która tuż obok prowadziła rytm pieszczot swojej córki. Byłam otoczona dotykiem, miłością i czystym pożądaniem z każdej strony, a dreszcze rozkoszy przetaczały się przez moje ciało jak niepowstrzymana fala, zwiastując rychłą eksplozję. Błogi stan narastał z każdą sekundą, aż przekroczył wszelkie możliwe granice. Moje ciało wygięło się w ciasny, piękny łuk na rozgrzanych deskach tarasu, wibrując pod wpływem tak intensywnych bodźców. Gdy potężna, obezwładniająca fala orgazmu w końcu nadeszła, zawładnęła mną całkowicie. Całe moje ciało drżało w rytmicznych spazmach rozkoszy, a z gardła wyrwał się długi, nieskrępowany jęk, który poniósł się w głąb cichej, letniej nocy. Moja mama trzymała mnie mocno w ramionach, składając na moich ustach i policzkach czułe, uspokajające pocałunki, podczas gdy Marcelina z łagodnością gładziła i całowała moje drżące, czułe uda, powoli wyciszając swój rytm.
Kiedy gwałtowna ekstaza opadła, a nasz oddech zaczął wracać do normy, w powietrzu pozostała błoga, ciepła satysfakcja. Wszystkie cztery uniosłyśmy się wyprostowane na kolanach w ciasnym kręgu, skąpane w delikatnej mgiełce powracającego opanowania. Obok nas Renata przytuliła do siebie Marcelinę. Objęły się mocno, a ich usta połączyły w pełnym dumy i miłości pocałunku. Marcelina, promieniejąca i rumiana, opierała się o ramiona mamy z uśmiechem dziewczyny, która właśnie odkryła zupełnie nowy wymiar własnej kobiecości. Ja również odnalazłam ramiona mojej mamy, która objęła mnie od tyłu, układając dłonie na moim brzuchu i opierając podbródek na moim ramieniu. Splotłyśmy się w czułym uścisku, raz po raz całując się w policzki i usta, ale miękkie emocje szybko ustąpiły miejsca rozbawieniu. Przesuwając wzrokiem po Renacie i Marcelinie, zaczęłyśmy szeptać między sobą, tworząc własną, półgłosem pisaną przestrzeń.
– I jak, moja mała reżyserko? – szepnęła mi do ucha mama, muskając wargami moje płatek ucha, co wywołało u mnie cichy chichot. – Czy właśnie tak wyobrażałaś sobie ten „spokojny, babski wyjazd”?
– Mamo, powiedzmy, że rzeczywistość znacznie przerosła scenariusz – odszepnęłam, zerknąwszy figlarnie w stronę naszej drugiej pary. – Ale musisz przyznać, że Renata wygląda w tym półmroku jak prawdziwa królowa nocy. Zobacz, z jaką dumą patrzy na Marcelinę. Wyglądają jak dwie boginie, które właśnie podbiły świat.
– O tak, Renata w swoim elemencie – zaśmiała się cicho mama, przyciskając usta do mojego karku. – Zauważyłaś, jak instruowała Marcelinę? Czysty profesjonalizm! Chyba powinnam brać u niej korepetycje z dyrygowania tą orkiestrą. A Marcelina? Rozkręciła się niesamowicie. Z małej, skromnej dziewczyny wyrosła nam w dwie godziny niezła drapieżnica.
– Przejęła najgorsze – i najlepsze – cechy od swojej mamy – zażartowałam, obracając lekko głowę i całując mamę prosto w usta. – Ale szczerze? Najbardziej podobało mi się to, jak ty na nie patrzyłaś i jak bardzo dałaś się ponieść.
– Bo masz w sobie coś, Bianka, przed czym po prostu nie da się obronić – odparła z czułością mama, gładząc moje boki. – Zrobiłyśmy coś absolutnie szalonego, ale nie żałuję ani jednej sekundy.
W przesyconym czułością i humorem szeptaniu trwałyśmy tak chwilę, patrząc na rozgwieżdżone niebo i słuchając szumu basenowej wody, podczas gdy cała nasza czwórka powoli celebrowała ten niezwykły, pełen bliskości moment.
Pomiędzy mną a mamą wciąż trwały słodkie, niespieszne pocałunki. Smakowałyśmy się nawzajem w leniwym, ciepłym rytmie, jakbyśmy chciały przedłużyć tę wyjątkową czułość, która narosła między nami po mojej fali rozkoszy. Po chwili jednak w powietrzu znów zgęstniało to charakterystyczne, magnetyczne napięcie. Renata i moja mama wymieniły porozumiewawcze, dojrzałe spojrzenia. Bez powtarzania zbędnych słów, ułożyły się obok siebie na plecach na rozgrzanych, wilgotnych deskach tarasu. Ich nagie ciała przylegały do siebie bokami, a lśniąca w świetle basenowych lamp skóra falowała w rytm głębokich, oczekujących oddechów. Zrozumiałyśmy z Marceliną ten niemy sygnał natychmiast. Podeszłyśmy na kolanach do naszych matek. Marcelina zanurkowała między gładkie, rozchylone uda Renaty, a ja powoli ułożyłam się między udami mojej mamy. Gdy tylko pochyliłyśmy głowy, by zacząć pieszczoty, Renata i Blanka splotły swoje dłonie nad naszymi głowami i połączyły usta w namiętnym, głębokim pocałunku. Ich wolne ręce wędrowały po swoich ciałach, dłoń mojej mamy gładziła pełną pierś Renaty, przesuwając się wzdłuż jej boku, podczas gdy Renata zatapiała palce we włosach mojej mamy, przyciągając ją do siebie z nieposkromioną pasją. Marcelina, pełna nowo odkrytej pewności siebie, zaczęła pieścić swoją mamę, jej usta i język powoli, niezwykle zmysłowo odnajdywały najwrażliwsze punkty Renaty. W tym samym czasie ja objęłam dłońmi udowe mięśnie mojej mamy by złożyć gorący, wilgotny pocałunek na ich wnętrzu, po czym zatopiłam swój język w jej rozgrzanym, mokrym wnętrzu.
Ciała obu kobiet zareagowały natychmiastowo i niezwykle widowiskowo. Biodra mojej mamy uniosły się lekko do góry, a z jej gardła wprost w usta Renaty wyrwał się drżący, stłumiony jęk rozkoszy. Renata odpowiedziała głośnym mruknięciem, gdy język Marceliny przyspieszył rytm. Obie dojrzałe kobiety wyginały się w łuk, splatając nogi wokół naszych ramion i dając się całkowicie ponieść fali pieszczot, które serwowałyśmy im z pełnym zaangażowaniem i nabożną pasją. Zatopiłam się w pieszczocie całkowicie, pozwalając, by smak zmysłowej kobiecości mojej mamy wypełnił moje zmysły. Mój język zataczał powolne, precyzyjne kręgi, a usta z delikatnym wyczuciem zasysały jej najczulszy punkt, wywołując u niej drżenia, które przechodziły przez całe jej ciało aż po czubki palców u stóp. Podnosiłam na ułamek sekundy wzrok, by chłonąć ten niezwykły widok: mętny, przepełniony rozkoszą wzrok mojej mamy, ułożoną obok Renatę i klęczącą między jej udami Marcelinę, która z zapierającym dech w piersiach zaangażowaniem oddawała się swojej pieszczocie.
W mojej głowie gęstniała sieć niesamowitych myśli i emocji. Przypomniałam sobie, jak to wszystko się zaczęło, od mojego tajnego, namiętnego romansu z Renatą. Potem przyszedł czas na fascynację Marceliny moją mamą, aż wreszcie te dwa osobne światy, te poplątane relacje, splotły się w jedną, spójną i pozbawioną wstydu całość. Najbardziej elektryzująca była jednak myśl o tej niesamowitej symetrii: ja pieściłam własną mamę, doprowadzając ją do szaleństwa, dokładnie w tym samym momencie, gdy Renata była zaspokajana przez swoją własną córkę. Ta świadomość, absolutna bezwstydność tej sytuacji i przekroczenie wszelkich dawnych tabu działały na mnie jak najsilniejszy afrodyzjak.
W tle, pomiędzy urywanymi oddechami i cichymi jękami, toczył się dialog, który podkręcał atmosferę do granic możliwości. Renata, lekko zdyszana, z głową odchyloną do tyłu, opierała dłoń na ramieniu mojej mamy, patrzyła na nią ze szczerą, drapieżną fascynacją.
– Blanka… – wykrztusiła Renata, a jej głos drżał od falującej w niej rozkoszy, gdy język Marceliny odnajdywał idealny rytm. – Muszę ci powiedzieć… że cudownie nauczyłaś moją córkę pieszczot. Marcelina robi to tak nieziemsko… Tak bardzo się cieszę, że ma w Tobie partnerkę i że jesteśmy tu razem…
Moja mama wydała z siebie głośniejszy, przeciągły jęk, słysząc słowa Renaty i czując intensywność mojego języka. Złapała dłoń Renaty i ścisnęła ją mocno, wbijając palce w jej skórę.
– A ja… nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego wieczoru, Renato… – odpowiedziała Blanka, chwytając powietrze łapczywymi łykami i patrząc na mnie w dół z dumą i porażającym pożądaniem. – Zobacz, jak one się starają… Nasze dziewczyny, nasze córki… łączą w sobie całą naszą namiętność.
To wzajemne nakręcanie się słowami, pochwałami i obnażaniem swoich najgłębszych pragnień sprawiło, że podniecenie na tarasie stało się niemal fizycznym ciężarem. Ruchy moje i Marceliny stały się jeszcze bardziej zachłanne, a reakcje naszych matek głębokie, głośne i wyzwolone zwiastowały, że obie były już na samej krawędzi ostatecznego spełnienia. Języki mój i Marceliny pracowały z niesamowitą, niemal hipnotyzującą precyzją. Obie weszłyśmy w głęboki, rytmiczny trans, idealnie odczytując każde, nawet najmniejsze drżenie ciał leżących przed nami matek. Woda z basenu dawno wyschła na naszych rozgrzanych plecach, ustępując miejsca perlistemu filmowi potu, który lśnił w półmroku tarasu. Głosy Renaty i mojej mamy, powoli gubiące rytm przez narastającą falę doznań, wciąż mieszały się w powietrzu, przeplatane figlarnymi komplementami i drapieżnymi zachwytami skierowanymi w naszą stronę.
– Spójrz na nie, Blanko… – wydusiła z siebie Renata, wyginając plecy w łuk, gdy pieszczota Marceliny stała się głębsza i bardziej zachłanna. – One… one dokładnie wiedzą, co robią. Twoja Bianka… tak idealnie prowadzi język… To czysta poezja…
– O tak… – jęknęła moja mama, wplatając palce we włosy na czubku mojej głowy i lekko dociskając mnie do swojej kobiecości. Jej głos drżał, a na policzkach wykwitł głęboki, pąsowy rumieniec. – Bianko, kochanie… robisz to obłędnie… Jesteście niesamowite, obie… Wykończycie nas dzisiaj…
Pochwały i płonący wzrok obu kobiet nakręcały nas jeszcze bardziej. Ciała mojej mamy i Renaty wiły się na rozgrzanych deskach tarasu w rytm naszych ust. Z ich gardeł wyrywały się coraz głośniejsze, nieskrępowane jęki, które niosły się w głąb cichej nocy, przełamując ostatnie bariery wstydu.
Nagle poczułam, jak całe ciało mojej mamy gwałtownie tężało. Jej biodra uniosły się wysoko, a dłonie zacisnęły się na moich ramionach z nieprawdopodobną siłą. Szczyt nadszedł nagle i niepowstrzymaną mocą. Moja mama wydała z siebie długi, przeciągły jęk ekstazy, który przeszedł w drżący szloch czystej rozkoszy, a jej ciało zaczęło falować w pięknych, rytmicznych spazmach. Nie przerywałam pieszczoty, delikatnie spijając każdą kroplę jej spełnienia i łagodząc rytm języka w miarę, jak jej ciało powoli opadało na deski.
Nie minęło więcej niż kilkanaście sekund, gdy tuż obok rozległ się głośny, drapieżny krzyk Renaty. Marcelina, słysząc szczyt mojej mamy, podkręciła tempo do granic możliwości, doprowadzając swoją mamę na sam szczyt. Renata wygięła się w łuk, wbijając palce w ramiona mojej mamy, a jej usta rozchyliły się w bezgłośnym zachwycie, gdy potężna fala orgazmu zawładnęła jej ciałem.
Na tarasie zapanowała błoga, gorąca cisza, mącona jedynie naszymi ciężkimi, rwanymi oddechami i szumem wody w basenie. Obie dojrzałe kobiety leżały obok siebie z zamkniętymi oczami, promieniejące, całkowicie spełnione i oszołomione tą czteroosobową, bezgraniczną fuzją doznań.
Marcelina i ja powoli uniosłyśmy się z kolan, wciąż lekko zdyszane, ale z głębokim poczuciem spełnienia i dumnym uśmiechem na twarzach. Na rozgrzanych deskach tarasu zawrzało od czułych gestów. Moja mama i Renata, wciąż oszołomione i promieniejące po szczytach, otworzyły ramiona, przyciągając nas do siebie. Splotłyśmy się we cztery w jeden wielki, ciepły i nagi uścisk. Ciała przylegały do ciał, a skóra pachniała letnią nocą, basenową wodą i czystym pożądaniem. Nasze usta wędrowały od policzka do policzka, splecione w krótkich, słodkich i niespiesznych pocałunkach, ja całowałam mamę, potem wychylałam się do Renaty, Marcelina wtulała się w mamę i składała dziękczynny buziak na moich uśmiech.
Atmosfera znowu nabrała lekkiego, figlarnego i pełnego humoru charakteru.
– No i proszę… – wyszeptała Renata jako pierwsza, głaszcząc po plecach leżącą na niej Marcelinę i posyłając mojej mamie mrużące się, rozbawione spojrzenie. – Blanka, musimy oficjalnie przyznać, że młode pokolenie nas dzisiaj bezapelacyjnie pokonało i to na naszym własnym terenie.
Moja mama zaśmiała się cicho, całując mnie mocno w czubek głowy i opierając się o moje ramiona.
– Pokonało? Renato, ja bym powiedziała, że to była najbardziej urocza i bezwzględna kapitulacja w moim życiu – odpaliła Blanka z łobuzerskim Błyskiem w oku, gładząc mnie po biodrze. – Bianka, skąd ty miałaś tyle cierpliwości i taką precyzję? Zaczynam się zastanawiać, czy na pewno wiem o tobą wszystko…
– Mamo, po prostu uważnie obserwowałam najlepszych – odpowiedziałam rozbawiona, puszczając oko do Renaty. – A tak serio, to w tym gronie po prostu nie da się robić niczego po łebkach.
Marcelina podniosła głowę z piersi Renaty, rumieniąc się uroczo, ale patrząc na nas z nieskrywaną dumą i zmysłowym uśmiechem.
– A ja uważam, że tworzymy idealny zespół – stwierdziła cicho Marcelina, witając moje spojrzenie. – Każda z nas dała z siebie to, co najlepsze i muszę przyznać… chętnie zostanę na takich zgrupowaniach na dłużej.
– Oho, słyszałaś ją, Blanka? – zaimprowizowała Renata, wybuchając cichym, drapieżnym śmiechem. – Zaplanowałyśmy spokojny, babski wyjazd, a wychodzi na to, że będziemy musiały podpisać stały kontrakt na te czteroosobowe wieczory.
– Ja tam żadnego protestu składać nie będę – podsumowała moja mama, przytulając mnie i Marcelinę do siebie jeszcze mocniej i składając na moich wargach Ostatni, głęboki, czuły pocałunek. – Jeśli tak ma wyglądać nasza przyszłość, to ja poproszę o więcej.
Siedziałyśmy tak w uścisku przez dłuższą chwilę, cicho chichocząc, całując się i słuchając, jak pierwsze krople zapowiadanej burzy zaczynały spokojnie bębnić o deski tarasu, spłukując z nas resztki upału i przypieczętowując tę niesamowitą, wyzwoloną noc. Zanim burza rozszalała się na dobre, z cichym śmiechem i w pełnej harmonii zebrałyśmy się z tarasu, uciekając do wnętrza luksusowego domu. Przeszłyśmy przez przyciemniony salon prosto do obszernej, urządzonej ze smakiem sypialni mojej mamy i Marceliny. Centralne miejsce zajmowało w niej ogromne, małżeńskie łóżko z miękkim zagłówkiem, pokryte śnieżnobiałą, jedwabną pościelą. Wszelkie zasady i dawne układy przestały istnieć bez zbędnych słów, osłonięte jedynie półmrokiem rozświetlanym błyskami wyładowań za oknem, padłyśmy na to wielkie łoże. Na materacu naturalnie powróciłyśmy do pierwszego, klasycznego układu, który zapoczątkował całą tę niesamowitą historię: Renata ułożyła się obok mnie, a moja mama zajęła miejsce przy Marcelinie. Leżałyśmy w dwóch parach, ale zaledwie kilkanaście centymetrów od siebie, tworząc jedną wielką przestrzeń pełną bliskości.
Renata objęła mnie mocno w pasie, gładząc moje boki i wbijając we mnie gorące, zmysłowe spojrzenie.
– Wreszcie mam cię tylko dla siebie, moja mała czarodziejko – wyszeptała mi prosto w usta, składając na nich głęboki, wyczekany pocałunek.
– Przecież nigdzie ci nie uciekałam, Renata – odszepnęłam figlarnie, wtulając się w jej ramiona i czując, jak jej dłoń schodzi wzdłuż mojego uda. – Ale muszę przyznać, że stęskniłam się za twoim dotykiem.
Tuż obok moja mama czule otulała Marcelinę. Mama gładziła jej gładkie plecy, składając delikatne, słodkie pocałunki na jej szyi i obojczykach, podczas gdy Marcelina cicho mruczała, wtulając głowę w jej pierś i oplatając nogą jej biodra.
– Jesteś taka piękna, kiedy jesteś taka odważna, Marcelinko – szeptała moja mama z uwielbieniem, muskając wargami jej usta. – Dzisiaj na tarasie przegoniłaś wszystkie nasze wyobrażenia.
– Bo przy tobie nie muszę się niczego bać… – odparła cicho Marcelina, witając jej usta z łapczywą czułością. – Słyszysz ten deszcz? Ten ogień w ogóle nie gaśnie.
Atmosfera w sypialni stawała się gęsta od skondensowanego pożądania i czystej miłości. Przestrzeń wypełniły ciche szepty, komplementy i radosny, figlarny chichot, gdy nawiązywałyśmy do tego, jak niesamowicie rozgorzał ten wieczór. W pewnym momencie Renata spojrzała na mnie z tym dobrze mi znanym, drapieżnym błyskiem w oku.
– Czas na prawdziwą nagrodę – mruknęła niskim głosem.
Zsunęła się niżej na łóżku, a jej usta zaczęły składać gorące ścieżki pocałunków na moim brzuchu. Zanurkowała między moje rozchylone uda, ale zamiast od razu dać mi to, czego tak bardzo pragnęłam, postanowiła się ze mną zmysłowo podroczyć. Jej usta i język wędrowały po wewnętrznej stronie moich ud, zbliżała się do mojej kobiecości na ułamek milimetra, muskając ją zaledwie swoim gorącym oddechem, by za chwilę odskoczyć i całować moje kolana czy biodra. Z moich ust wyrwał się cichy, błagalny jęk, a moje palce wplątały się w jej włosy. Renata cicho się zaśmiała, widząc moją reakcję, po czym w końcu litościwie i z pełną pasją zatopiła swój język w moim najczulszym punkcie. Dokładnie to samo działo się tuż obok. Moja mama, słysząc moje westchnienia i widząc działania Renaty, spojrzała głęboko w oczy Marceliny. Zsunęła się między jej uda, składając na ich gładkiej skórze powolne, denerwująco słodkie pocałunki. Droczyła się z Marceliną, zbliżając usta do jej rozgrzanego wnętrza i wycofując się w ostatniej chwili, co wywołało u dziewczyny cichy, piskliwy jęk niecierpliwości. Gdy wreszcie zaczęła pieścić Marcelinę swoim językiem, cała sypialnia wypełniła się głębokim, czystym rytmem rozkoszy. Leżałyśmy z Marceliną obok siebie na miękkiej pościeli, trzymając się za dłonie i wyrzucając głowy do tyłu. Pieszczone przez nasze dojrzałe, kochane partnerki, oddawałyśmy się tej nocy bez reszty, w samym środku szalejącej za oknem burzy. Błoga, parząca fala w moim ciele narastała z każdą sekundą z nową, niesamowitą siłą. Renata pieściła mnie z bezbłędną precyzją i pasją dojrzałej kobiety, która doskonale znała każdy milimetr mojego ciała i wiedziała, jak doprowadzić je do absolutnego szaleństwa. Nie mogąc powstrzymać tej narastającej rozkoszy, ugięłam jedną nogę w kolanie i przyciągnęłam ją mocno do siebie, otwierając się na jej dotyk jeszcze pełniej. Mój oddech stał się rwący, a z gardła raz po raz wyrywały się nieskrępowane achy i ochy, które zmysłowo rozchodziły się po przyciemnionej sypialni.
– Renato... boże, jak to jest cudowne... – szeptałam w krótkich przerwach między westchnieniami, spoglądając w dół na skąpaną w półmroku twarz kobiety. – Tak niesamowicie mnie pobudzasz... nikt nie robi tego tak jak ty...
Renata nie przerywała rytmu. Uniosła na moment wzrok, a w jej powiększonych źrenicach błyszczała duma i czysta żądza. Wsłuchiwała się w każdy drżący ton mojego głosu i z satysfakcją obserwowała, jak moje ciało reagowało na pracę jej języka, jak napinały się mięśnie mojego brzucha i jak gęsia skórka pokrywała moje gładkie uda. Opadłam miękko na poduszki, całkowicie skupiając się na przyjmowaniu fali przyjemności. Raz po raz delikatnie przygryzałam dolną wargę, mruczałam cicho z zachwytu, a gdy doznania stawały się zbyt intensywne, przymykałam oczy, zatapiając się w czystej ekstazie.
Mimo obezwładniającego stanu, uchylałam co chwilę powieki, by chłonąć ten bezcenny obraz. Przesuwałam wzrokiem między pieszczącą mnie z uwielbieniem Renatą, a leżącą obok drugą parą. Widziałam moją mamę, która z tą samą czułością i dojrzałą pasją zatracała się między udami Marceliny, oraz samą Marcelinę, której drżące dłonie wplątały się we włosy mojej mamy. W pewnym momencie wyciągnęłam wolną rękę na pościeli. Odnalazłam dłoń Renaty i mocno splotłam z nią swoje palce, dając jej jasny sygnał, jak głęboko jestem w tym momencie z nią połączona. Ten prosty, niezwykle intymny gest sprzągł nasze emocje w jeden rytm, prowadząc mnie prosto ku kolejnemu, bezgranicznemu spełnieniu w ramionach kobiety, która rozpaliła we mnie ten płomień.
Szczyt zbliżał się do mnie nieuchronnie, z siłą, której nie dało się już w żaden sposób zatrzymać. Język Renaty operował na mojej kobiecości z cudowną, mistrzowską precyzją, narzucając rytm, przy którym traciłam wszelką kontrolę nad własnym ciałem. Moje palce zacisnęły się mocno na jej dłoni, a biodra instynktownie uniosły się w górę, szukając jeszcze głębszego zespolenia i wtedy to pękło, potężna, bezgraniczna ekstaza zawładnęła każdym milimetrem mojego ciała. Wygięłam się w łuk na jedwabnej pościeli, a z mojego gardła wyrwał się głośny, drżący jęk rozkoszy, który poniósł się po cichej sypialni.
Mniej więcej w tym samym czasie, tuż obok mnie, w podobny spazm wpadła Marcelina. Moja mama dała jej równie piękny, głęboki orgazm, doprowadzając ją do szczytu z tą samą dojrzałą pasją. Przez sypialnię przetoczyła się fala rwących, głośnych oddechów, po których nastała błoga, cudowna cisza.
Obie z Marceliną leżałyśmy oszołomione, całkowicie wyciszone i potrzebujące chociaż krótkiej chwili na złapanie tchu. Renata i moja mama doskonale to rozumiały. Bez pośpiechu zsunęły się w naszą stronę, dając nam dokładnie ten oddech, którego potrzebowałyśmy. Renata ułożyła się tuż przy moim boku, przyciągnęła mnie do swojej piersi i zaczęła składać miękkie, czułe pocałunki na moim spoconym czole, policzkach i rozchylonych ustach, głaszcząc leniwie moje ramię. Obok nas moja mama mocno objęła Marcelinę, tuląc jej drżące ciało i gładząc jej włosy, szepcząc jej do ucha ciepłe, dziękczynne słowa. Leżałyśmy tak wszystkie cztery, otoczone czułym dotykiem i miłością, słuchając spływających po szybie kropel deszczu i powoli wracając do równowagi po tej szalonej fali uniesień.
Wkrótce po tej fali uniesień uniosłyśmy się wszystkie cztery wyprostowane na kolanach na miękkim łóżku. W powietrzu wciąż krążyło pożądanie, ponętnie podsycane szumem deszczu za oknem. Połączyłyśmy się w jeden ciasny krąg, nasze usta przeplatały się wzajemnie w namiętnych, nieprzerwanych pocałunkach, a dłonie błądziły po rozgrzanej skórze, szukając bliskości bez żadnych ograniczeń. Niesione niegasnącym pragnieniem i duszną, elektryzującą atmosferą, instynktownie ułożyłyśmy się w nowej, kunsztownej pozycji. Marcelina położyła się na plecach na środku materaca i miękko rozchyliła nogi. Między nie natychmiast zanurkowała Renata pochyliła się nisko i zatopiła usta w kobiecości swojej córki, obdarzając ją głęboką, czułą i doświadczoną pieszczotą. Za plecami Renaty ułożyłam się ja. Pochylając się nad nią, wsunęłam głowę między jej rozchylone uda i z zachłanną pasją zaczęłam pieścić językiem skarb Renaty, rozkoszując się jej gorącym, znajomym smakiem. Za mną ułożyła się moja mama. Zanurkowała głową między moje uda i z całą miłością oraz dojrzałą wprawą skupiła się na pieszczocie mojej kobiecości. Stworzyłyśmy niezwykłą, żywą falę bliskości, w której każda z nas, poza moją mamą na końcu tego łańcucha, otaczającą troską wyłącznie mnie czerpała i dawała rozkosz jednocześnie. Gdy języki poszły w ruch, sypialnię wypełnił zwielokrotniony, harmonijny jęk zachwytu. Ciało Marceliny drżało pod ustami Renaty, Renata wyginała biodra do mojego języka, a ja traciłam zmysły pod cudownym, bezbłędnym dotykiem mojej mamy, czując, jak cała nasza czwórka zatracała się w tym doskonałym, zmysłowym rytmie. Reakcje naszych ciał w tym niesamowitym łańcuchu doznań szybko przerosły najśmielsze oczekiwania. Fala podniecenia rosnąca we mnie pod wpływem bezbłędnego dotyku mamy sprawiała, że myśli odpływały, ale z całych sił trzymałam skupienie, nie przerywając pasjonującej pracy języka na kobiecości Renaty. Doświadczona intensywność mojej pieszczoty okazała się dla Renaty niemal obezwładniająca. Czułam, jak jej uda drżały gwałtownie przy moich skroniach, a biodra instynktownie unosiły się do góry, szukając jeszcze głębszego kontaktu. Działałam z taką pasją, że Renata z trudem łapała oddech i gubiła rytm. Ledwo dawała radę skupić się na pieszczocie Marceliny. W pewnym momencie, czując, że usta odmawiały jej posłuszeństwa przez narastającą falę własnego spełnienia, zsunęła się nieco niżej i zastąpiła usta dłonią. Jej palce, wciąż niezwykle wyczulone i rytmiczne, przejęły opiekę nad skarbem Marceliny, podczas gdy całe ciało Renaty oddawało się już całkowicie moim wargom. Tuż za mną moja mama dokonywała prawdziwych cudów. Jej język zataczał powolne, bezbłędne kręgi, doprowadzając mnie do szaleństwa i wprowadzając mój umysł w prawdziwy obłęd rozkoszy. Każde pociągnięcie jej ust wysyłało iskry przez mój kręgosłup, ale mimo obezwładniającego stanu, nie odpuszczałam. Zaciskałam dłonie na pośladkach Renaty, meldując ciałem, że jestem w tym rytmie do samego końca. Zwięzłe, głośne jęki Renaty mieszały się z moimi rwanymi westchnieniami i dwoistym rytmem oddechów Marceliny i mojej mamy. Napięcie w powietrzu sięgnęło absolutnego zenitu.
Gwałtowny szczyt uderzył w nas niemal jednocześnie. Najpierw ciało Renaty natężało się w potężnym, bezgłośnym zachwycie, gdy mój język zadał decydujący cios wygięła się w łuk, wbijając palce w pościel, a jej orgazm przetoczył się przez nią niczym niszczycielska fala. Świadomość jej spełnienia, połączona z genialną pieszczotą mojej mamy, natychmiast pchnęła i mnie przez krawędź. Sekundę później mymi biodrami zawładnęła czysta, dzika ekstaza. Cały łańcuch zafalował w rytmicznych drżeniach, a cała sypialnia utonęła w powracającej, błogiej i gorącej ciszy.
Gdy pierwsza gwałtowna fala opadła, Marcelina i moja mama bez zwłoki zasypały nas prawdziwym gradem pieszczot i czułości. Mama mocno przytuliła mnie do swojego boku, gładząc moje włosy i obdarzając moje policzki oraz usta słodkimi, niespiesznymi pocałunkami. Obok nas Marcelina opadła na pierś Renaty, całując ją czule i szepcząc jej do ucha słowa podziwu. Sypialnię natychmiast wypełnił gwarny, figlarny dialog. Nie dałyśmy ogniowi zgasnąć ani na moment mruczenie, komplementy i drapieżne żarty latały w powietrzu, nakręcając naszą czwórkę do kolejnej rundy.
– No proszę, zobaczcie je… – śmiała się cicho mama, całując mnie w skroń. – Dopiero co doprowadziły się do szaleństwa, a w oczach wciąż pali się ten sam bezczelny ogień.
– Bo przy takich nauczycielkach nie da się zwolnić tempa, Blanka – odpaliła Renata z łobuzerskim uśmiechem, gładząc biodro Marceliny. – Ta noc dopiero się rozkręca.
Niesiona tą niepowtarzalną, gęstą od pożądania atmosferą, moja mama nagle położyła się na plecach na środku wielkiego łoża. Marcelina, odczytując jej intencje w mgnieniu oka, uniosła się i usiadła na jej twarzy, ustawiając się plecami do wezgłowia łóżka, twarzą w stronę reszty naszego ciała. Mama natychmiast zatopiła swój język w jej kobiecości, a Marcelina zaczęła idealnie korelować z nią swoje ruchy, rytmicznie i zmysłowo ocierając się o jej usta.
Renata nie zamierzała przyglądać się temu z boku. Pochyliła się i zanurkowała głową między rozchylone uda mojej mamy, natychmiast zajmując się jej rozgrzanym ciałkiem i oddając jej całą swoją pasję. Ja natomiast, wciąż nieziemsko spragniona Renaty i zachwycona jej smakiem, wsunęłam się szybko pod nią, kładąc się na plecach na pościeli. Znalazłam się idealnie pod jej biodrami. Rozchyliłam wargi i z pełną zachłannością zaczęłam pieścić ustami i językiem jej kobiecość, zatracając się w jej zapachu i powracającym, słodkim smaku. Stworzyłyśmy niesamowitą, napędzającą się nawzajem machinę rozkoszy. Marcelina jęczała cicho na twarzy mojej mamy, mama wyginała się pod wprawnym językiem Renaty, a Renata wibrowała nad moim ciałem, poddając się całkowicie moim wargom. Emocje sięgały sufitu, a nasze ciała reagowały na każdy, nawet najmniejszy gest, gotowe na kolejny wybuch bezgranicznego spełnienia.
Błoga, gorąca fala w ciele Renaty narastała z każdą sekundą, napędzana moim językiem i szalonym rytmem, jaki opanował całe łóżko. Czułam, jak jej uda wibrowały przy moich skroniach, a z jej dwoistych oddechów wyrywały się coraz głośniejsze, nieskrępowane jęki. Jako pierwsza pękła Marcelina. Jej ciało na twarzy mojej mamy gwałtownie stężało, a z jej ust wyrwał się długi, piskliwy krzyk czystej zachwytu, gdy w rytmicznych drżeniach ocierała się o język mojej mamy. Ten widok i dźwięk stały się iskrą dla Renaty, zaledwie kilka sekund później potężny, bezgraniczny orgazm zawładnął całą jej postacią. Renata wygięła się nade mną w łuk, wbijając dłonie w pościel, a jej cichy, drapieżny szloch rozkoszy opadł prosto na moje usta. Na sam koniec, niesiona tą niewyobrażalną fuzją bodźców, do szczytu dołączyła moja mama. Pod wprawnym językiem Renaty jej biodra uniosły się wysoko, a ciałem wstrząsnęła głęboka, dojrzała ekstaza, która przypieczętowała ten szalony wybuch.
Gdy niszczycielska fala opadła, a nasze ciała powoli opadły na miękkie prześcieradła, w sypialni zapanowała błoga, przesycona czułością atmosfera. Nie miałyśmy ochoty na dystans, zaczęłyśmy ocierać się o siebie gładką, wciąż wilgotną skórą, szukając ciepła i wzajemnej bliskości. Splotłyśmy się we cztery w jeden falujący, miłosny uścisk. Nasze usta łączyły się bez przerwy, całowałyśmy się wszystkie razem w czteroosobowej, zmysłowej fuzji, by za chwilę przeplatać się parami: ja z moją mamą, Renata z Marceliną, a po chwili ja z Marceliną i mama z Renatą.
Pomiędzy głębokimi, słodkimi pocałunkami rozgorzał żywo i figlarnie szeptałyśmy
– Damy radę jeszcze w ogóle wstać z tego łóżka do końca tygodnia? – wyszeptałam rozbawiona, składając słodki buziak na rozgrzanym policzku Renaty i gładząc ramię mojej mamy.
– A po co w ogóle wstawać, córeczko? – odszepnęła zmysłowo mama, przeciągając się leniwie i przyciągając mnie do siebie za biodra. – Przecież tu mamy wszystko, czego nam do szczęścia potrzeba. Chociaż muszę przyznać… Renata, twoja córka ma niesamowity temperament. O mało mnie tam nie udusiła z zachwytu.
– Bo uczy się od najlepszych, Blanko! – zażartowała Renata, wybuchając cichym, drapieżnym śmiechem i całując Marcelinę w sam czubek nosa. – Ale musisz wiedzieć, że Bianka też nie miała dzisiaj litości. Ten jej język… słowo daję, zaczynam się jej poważnie obawiać.
– Ja tam się nie skarżę – mruknęła cicho Marcelina z błogim uśmiechem, wtulając głowę w pierś mojej mamy i posyłając mi figlarne spojrzenie. – Dla mnie ten wieczór mógłby się nigdy nie kończyć. Dziewczyny, jesteście absolutnie niesamowite.
– Czyli co, podpisujemy ten stały pakiet wsparcia? – zapytałam z łobuzerskim Błyskiem w oku, przenosząc usta z mamy na usta Marceliny, a potem wyciągając dłoń do Renaty. – Żadnych sekretów, żadnych ograniczeń, po prostu my cztery?
– Żadnych sekretów – podsumowała Renata, składając na moich wargach długi, pieczętujący tę obietnicę pocałunek. – A teraz cicho, niech każda z nas po prostu nacieszy się tym rajem.
Leżałyśmy tak, splatając nogi i ramiona, chłonąc swój zapach i dotyk, podczas gdy za oknem burza powoli ustępowała miejsca spokojnemu, nocnemu deszczowi.
– Macie dosyć? – padło nagle w ciemności sypialni, a pytanie, rzucone lekko i z łobuzerskim rozbawieniem, miało charakter czysto retoryczny. Żadna z nas nawet nie pomyślała o odpowiedzi.
Zamiast słów odpowiedziały czyny. Czułam, jak w powietrzu znów gęstniało ta sama, nieznośnie zmysłowa energia. Naturalnie i bez cienia wahania ułożyłam się płasko na plecach na miękkiej pościeli, rozchylając lekko nogi. Moja mama natychmiast wyczytała mój ruch. Uniosła się i usiadła na mnie w pozycji nożycowej, układając swoje ciało poprzecznie do mojego tak, by nasze kobiecości znalazły się w idealnym, bezpośrednim kontakcie. Zbliżyła dłoń do ust, nawilżyła palce śliną, po czym powolnym, wyważonym ruchem przejechała po naszych ciałach, łącząc i potęgując naszą naturalną wilgoć. Kiedy podniosła wzrok, w jej oczach błyszczał ten sam bezczelny, drapieżny błysk. Bez pośpiechu zaczęła rytmicznie ocierać się o mnie, wywołując u nas obu natychmiastowe, głębokie drżenie.
– Nawet nie zaczynajmy tego tematu... – wyszeptałam ze stłumionym jękiem, gdy ciepło jej ciała połączyło się z moim, a moje dłonie instynktownie zacisnęły się na jej biodrach, by nadawać tempo temu zmysłowemu ocieraniu.
Tuż obok nas Renata i Marcelina nie zwlekały ani chwili. Ułożyły się w podobnej pozycji nożycowej, ale przyjęły nieco inny, równie efektowny układ, ułożyły się bardziej naprzeciw siebie, zapierając się dłońmi z tyłu o materac, co dawało im pełną swobodę ruchu i pełną kontrolę nad naciskiem. Ich gładkie uda splotły się ze sobą, a gdy ich ciała połączyły się w mocnym, rytmicznym tarciu, Marcelina odchyliła głowę do tyłu z głośnym, urywanym westchnieniem, na co Renata odpowiedziała niskim, satysfakcjonującym mruknięciem.
Oba małe mikrokosmosy na tym wielkim łóżku weszły w swój własny, idealny rytm. Ocierałam się o moją mamę, chłonąc każdy jej ruch, podczas gdy obok nas Renata z Marceliną nakręcały się nawzajem, tworząc niesamowitą symfonię cichych szeptów, pisków i rwących oddechów pod osłoną wciąż padającego za oknem deszczu. Sypialnię wypełniła gęsta, elektryzująca symfonia mruków, dusznych jęków i ciągłego, zmysłowego dialogu, który nie pozwalał płomieniowi zgasnąć ani na sekundę. Wymiana zdań między mną a mamą oraz między Marceliną a Renatą stała się niesamowicie żywa, przepełniona wzajemnym nakręcaniem się, ochami, achami i powtarzanym z zachwytem „mmm, jak cudownie”. Słowa przesiąknięte były czystą fascynacją, gdy w gęstniejącej atmosferze bezskutecznie próbowałyśmy powstrzymać emocje.
– Boże, córeczko… tak idealnie ze mną współpracujesz… – mruczała moja mama z powracającym zachwytem, odchylając głowę i wyginając biodra, by nasze połączone wilgocią ciała wcierały się w siebie z jeszcze większą siłą.
– Bo uczyłam się od Renaty, mamusiu… – odszepnęłam zmysłowo, przygryzając wargę i unosząc miednicę wprost na jej gorący nacisk. – To, co robisz… jak się ze mną poruszasz… doprowadza mnie do szaleństwa.
Obok nas głośne westchnienia Marceliny mieszały się z drapieżnym mrukiem Renaty.
– Zobacz, jak pięknie reagujesz, córeczko… – szeptała Renata, zapierając się dłońmi o pościel i zwiększając tempo ocierania w pozycji nożyc. – Jesteś taka cudowna…
– Mamusiu, ty mnie wykończysz… mmm, jak dobrze… nie przestawaj! – odpowiedziała Marcelina piskliwym, rwanym głosem, całkowicie zatracając się w tym rytmie.
Nasze ciała falowały w absolutnym zgraniu. Kobiecości ocierały się o siebie bez żadnych barier, a usta rozwierały w poszukiwaniu łapczywych łyków powietrza. Błoga fala rozkoszy przepełniała każdą komórkę mojego ciała, ale to, co działo się w mojej głowie, było równie potężne jak sama fizyczna pieszczota. Mój umysł bombardowały intensywne myśli i emocje. Wiedziałam, jak cudownie i zmysłowo było mi w samym romansie z Renatą, ale teraz, gdy leżałyśmy tu we cztery, doznanie to weszło na zupełnie niesamowity, kosmiczny wręcz poziom.
Świadomość, że dzielę te bezwstydne, głębokie doświadczenia bezpośrednio z własną mamą, potęgowała moją wyobraźnię i zaogniała wszystkie zmysły do granic możliwości. Widok jej ocierającej się o mnie, słuchanie jej cichych jęków zachwytu i patrzenie na kunsztowną grę ciał Renaty i Marceliny tuż obok tworzyły mieszankę, która spychała mnie prosto w przepaść kolejnego, całkowitego zatracenia.
Gdy byłyśmy już niemal na samej krawędzi, postanowiłyśmy z mamą zmienić pozycję. Mama położyła się płasko na plecach, a ja szybko usiadłam na niej, krzyżując moje nogi z jej udami tak, aby nasze kobiecości wciąż pozostawały w ciasnym, bezpośrednim kontakcie i mogły się nieprzerwanie ocierać. Nawet nie zarejestrowałam dokładnie, kiedy to nastąpiło, ale w tym samym czasie Renata i Marcelina również zmodyfikowały swój układ. Renata położyła się na plecach tuż obok mojej mamy, a Marcelina ułożyła się na niej w identyczny sposób, krzyżując z nią nogi do nożycowego ocierania. Znalazłyśmy się niezwykle blisko siebie we cztery. Leżałyśmy ciało przy ciele, ocierając się, gładząc nawzajem i dzieląc przestrzenią. Ja i Marcelina znalazłyśmy się tak blisko, że nasze usta połączyły się w gwałtownym, łapczywym pocałunku, podczas gdy moja mama i Renata tuż pod nami splotły się w równie namiętnym, głębokim uścisku ust. Ocierałyśmy się coraz dynamiczniej. Obfita wilgoć sprawiała, że nasze kobiecości ślizgały się po sobie bez żadnego oporu, zwielokrotniając doznania i pchając nas ku krawędzi. Rytm stawał się coraz bardziej rwący i zachłanny, aż wreszcie, niemal dokładnie w tym samym ułamku sekundy, potężna, niszczycielska ekstaza przepełniła ciała nas wszystkie. Nasze ciała wygięły się i zaczęły wić w gwałtownych, rytmicznych skurczach orgazmu, który przeszedł przez całą naszą czwórkę niczym prąd. Ruchy instynktownie zwolniły, gdy z naszych gardeł wyrwały się stłumione, wspólne jęki spełnienia, a my opadłyśmy na siebie całkowicie bezwładne, zatracone w tej ostatecznej fali rozkoszy.
Padłyśmy bezwładnie na miękką, zmiętą pościel, głęboko wtulone w swoje partnerki, ja w ramionach mamy, a Marcelina w bezpiecznym uścisku Renaty. Czas zatrzymał się w miejscu, gdy oddałyśmy się czułym, głębokim i nieprawdopodobnie długim pocałunkom. Nasze języki tańczyły ze sobą bez pośpiechu, powoli, smakując każdą sekundę opadającego napięcia i celebrując bliskość, która połączyła nas na zawsze.
Gdy tętno wreszcie zaczęło wracać do normy, w sypialni rozgorzała żywa, pełna humoru i ognia rozmowa.
– Blanko, muszę ci to powiedzieć na głos, bo inaczej pęknę – zaczęła Renata, głaszcząc spocone plecy Marceliny i posyłając mojej mamie drapieżny, ale pełen szacunku uśmiech. – Obudziłaś w mojej córce taki cudowny, niesamowity ogień, że aż trudno mi uwierzyć. Marcelina w twoich rękach po prostu rozkwitła.
Moja mama zaśmiała się cicho, całując mnie delikatnie w skroń, po czym spojrzała na Renatę z powagą pomieszaną z łobuzerskim błyskiem w oku.
– Mogłabym powiedzieć dokładnie to samo o tobie, Renata. To, jak rozwijałaś intymnie Biankę, jak otworzyłaś ją na te wszystkie emocje... dałaś jej coś pięknego.
– Ej, wypraszam sobie! – wtrąciła się Renata z udawanym oburzeniem, głośno wybuchając śmiechem. – Ja tam niczego nie musiałam rozwijać! Bianka od pierwszego dnia była małym demonem namiętności. To ona mnie uwiodła, i to tak skutecznie, że do dzisiaj nie wiem, jak się nazywam!
– Przepraszam bardzo! – wtrąciłam się ze śmiechem, opierając podbródek na piersi mamy i patrząc na nie rozbawiona. – Ktoś tu chyba zapomniał, kto kogo pierwszy zaprosił na „spokojne korepetycje z życia”! Ja byłam niezwykle niewinna, dopóki Pani Renata nie zaprezentowała swoich ukrytych talentów.
– Ty? Niewinna? – parsknęła Marcelina, wychylając się zza ramienia Renaty i puszczając do mnie oko. – Bianka, błagam cię, widziałam twoje spojrzenie, jak tylko moja mama pojawiała się w zasięgu wzroku. Wyglądałaś jak kot, który właśnie odkrył miskę z najdroższą śmietanką. A poza tym... mamo, Blanka, nie róbcie z nas takich nowicjuszek! Zobaczcie, jak idealnie przejęłyśmy inicjatywę na tarasie. Chciałyście nas pouczać, a wyszło na to, że to my wam zorganizowałyśmy najlepszą noc w życiu.
– I tu się z tobą, młoda damo, muszę niestety zgodzić – podsumowała moja mama, kręcąc głową z rozbawieniem i przyciągając nas obie do uścisku. – Jesteście bezczelne, cudowne i absolutnie genialne.
Szyderstwa i żarty powoli ustąpiły miejsca głębokiej, parzącej wręcz czułości. Dziękowałyśmy sobie nawzajem za odwagę, za przełamanie wszelkich barier i za stworzenie przestrzeni, w której każda z nas mogła być w stu procentach sobą, bez wstydu i oceniania.
Zabawy w łóżku dobiegły końca, kiedy zza okna dobiegł nas cichy śpiew ptaków. Burza całkowicie minęła, a powietrze stało się rześkie i pachnące porankiem. Pogoda znowu sprzyjała, więc nie zastanawiając się długo, zeszłyśmy na dół i wskoczyłyśmy na chwilę do podświetlonego basenu, by zmyć z siebie trudy tej gorącej nocy. Chłodna woda wspaniale orzeźwiła nasze zmęczone ciała, a my pływałyśmy w milczeniu, ocierając się o siebie i wymieniając ostatnie, leniwe pocałunki.
Gdy wróciłyśmy do sypialni, opadłyśmy z sił. Wszystkie cztery poszłyśmy spać do jednego wielkiego łóżka. Zanim jednak zmógł nas sen, przez długie minuty trwały jeszcze ciche pieszczoty, gładzenie włosów, czułe szepty i ciepłe ucałowania. W końcu ułożyłyśmy się w naszych pierwotnych parach – ja wtuliłam się mocno w ciało Renaty, czując jej spokojny oddech na swoim karku, a Marcelina zasnęła w bezpiecznych ramionach mojej mamy.
Leżąc tak na krawędzi snu, myślałam o tym, jak niesamowita była ta droga. Przypomniałam sobie początki romansu z Renatą, lęki i ukryte pragnienia, potem zaskakujący zwrot z moją mamą i Marceliną, aż po ten finał, w którym te wszystkie poplątane ścieżki połączyły się w jedną, czystą i wyzwoloną harmonię. Czułam ogromną wdzięczność, spokój i niczym niezmącone szczęście.
Ten wspólny wyjazd okazał się czymś znacznie więcej niż tylko wakacyjną przygodą czy chwilowym ucieczkowym kaprysem. Wspaniała willa z basenem stała się kolebką absolutnego wyzwolenia i zatarcia wszelkich sztywnych ram konwenansów. Czteroosobowa fuzja doznań, zaufania i namiętności całkowicie zmieniła ich dotychczasowe życie. Zamiast skomplikowanych tajemnic, wyrzutów sumienia i niedomówień, powstał między nimi niezwykły, trwały pakt oparty na szczerości, akceptacji i głębokim miłosnym porozumieniu, które na zawsze połączyło te dwie rodziny w jeden niepowtarzalny, pełen pasji świat.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
4 komentarze
Noe
Pani ma dar pisania i wielką wyobraźnie potrafią rozpalić a miłość między kobietami jest magiczna nawet taka tabu
iskra957
@Noe Do prawdy ujął mnie ten komentarz
Doceniam to i cieszę się, że takie emocje potrafię wzbudzać 
Noe
@iskra957 Najbardziej ekscytujące opowiadanie jakie czytałem, napisane w poetyckim stylu bez wulgarności choć kontrowersyjne, ale od tego jest wyobraźnia by łamać granice, dziękuję za Pani twórczość wiele opowiadań Pani czytam na tej stronie i nie ulega wątpliwości że są najlepsze ,ma Pani duży talent.
iskra957
@Noe Na prawdę nie wiem co powiedzieć. Lekko zawstydzona jestem Dziekuję niezmiernie
Jakub
w sumie to trochę niesprawiedliwe.. bo po przeczytaniu tego tekstu jeszcze bardziej Cię lubię. Nie tylko dlatego, że masz kapitalną wyobraźnię, ale dlatego, że między tym całym szaleństwem co chwilę przebija Twój humor, inteligencja i sposób patrzenia na ludzi. Kilka razy bardziej uśmiechałem się do Ciebie niż do samej historii. I chyba to jest najlepszy komplement, jaki mogę Ci dać — opowiadanie jest bardzo dobre, ale jego autorka interesuje mnie jeszcze bardziej...
iskra957
@Jakub Doceniam ten komplement
😅
Jakub
Po tym tekście mam dwa wnioski: masz świetne pióro i zdecydowanie zbyt dobrą wyobraźnię, żeby zostawiać Cię samą z laptopem, prosecco i wolnym wieczorem. Szkoda tylko że.. wiadomo
iskra957
@Jakub Dziękuję niezmiernie za taką recenzję. Trudno nie być po niej zbudowaną
Jakub
nadal Iskrzy...