Dwie miłości. Cz. 6

Nie poszedł do domu. Nawet nie patrzył, dokąd idzie. Nogi same zaniosły go do domu przyjaciela.  
- Wchodź. – Rico wystarczyło, że spojrzał w twarz Daniela, żeby wiedzieć, że stało się coś ważnego. Kiedy weszli do pokoju, posadził go na kanapie i wyszedł bez słowa. Wrócił po kilku minutach trzymając w jednej ręce butelkę whisky, a w drugiej dwie szklanki. Nalał trunek do jednej z nich i podał Danielowi. – Pij! – nakazał. Chłopak posłusznie wychylił zawartość. – A teraz mów!  
- Co mam mówić? – Daniel patrzył na niego niewidzącym wzrokiem.
- Mów, co się stało.  
- No, stało się. – Daniel westchnął. – Ale poczekaj. Czy Ty masz może jakieś plany na wieczór? Może ja Ci w czymś przeszkadzam?  
- Nie, nie! – Rico gorąco zaprzeczył –  Bardzo dobrze trafiłeś. Rodzice zaraz wychodzą i zabierają ze sobą siostrę. Będziemy sami.  
- Ty z nimi nie idziesz?
- Nie – potrząsnął głową. – Początkowo miałem taki zamiar, ale są sprawy ważne i ważniejsze. Jemy rodzinne kolacje regularnie, więc nic się nie stanie, jeżeli jeden raz ją opuszczę.
- Na pewno?
W tym momencie otworzyły się drzwi i do pokoju weszła Sandra.  
- Hej! – zawołała.
- Puka się! – Brat spojrzał na nią surowo. – Nie uczyli Cię tego?
- Ja właśnie o tym. – Spojrzała na niego mrugając filuternie. – O pukaniu znaczy. – Przerzuciła wzrok na Daniela. – Słyszałam, że masz doła. Może potrzebujesz pocieszenia? Jeżeli tak, chętnie zostanę.
- Ty, młoda! – wykrzyknął jej brat, ale Daniel uspokoił go mówiąc: Nie. Bardzo Ci dziękuję, ale mam już  pocieszycielkę – wskazał na stojącą na stole butelkę.  
- Słyszałaś. – Rico wskazał głową drzwi. – A teraz wypad! Coś mi się zdaje, że dawno ode mnie nie dostałaś, co?  
- Kobiet się nie bije – rzuciła Sandra z ręką na klamce. – Nikt Ci tego nie mówił? „Damski bokser” – parsknęła.  
- Ty! Licz się ze słowami! A do kobiety to Ci jeszcze daleko.
- Dzieci też się nie bije – odgryzła się wychodząc.  
- Ale Ty nie jesteś ani dzieckiem, ani kobietą. Ciebie mogę.  
Siedzieli parę minut bez słowa, aż usłyszeli trzaśnięcie drzwi oznaczające, że wszyscy wyszli i zostali sami.  
- Ona wyjeżdża – powiedział Daniel cichym głosem. Zapatrzył się w szklankę stojącą na stole.  
- Na długo? – zapytał Rico.
Daniel uśmiechnął się smutno.
- Na zawsze.
- O fuck! – przyjaciel jednym haustem wypił swojego drinka i z hałasem odstawił szklankę. – No to jesteś w dupie – zakomunikował.
- No – przytaknął Daniel. – Jestem.
- Ale dokąd? Anglia? Irlandia? – dopytywał się Rico. – Stany?
- Nie – zaprzeczył  Daniel. – Tak daleko to nie. Tylko do Gdańska.
- No żesz ty w mordę! – Rico aż się zakrztusił z wrażenia. – A już myślałem, że wybiera się na koniec świata.
- Bo to jest koniec świata. – Daniel spojrzał na przyjaciela. – Przynajmniej dla mnie.
- Nie przesadzaj, to tylko parę godzin jazdy. Wsiadasz w samochód, pociąg, cokolwiek i po kilku godzinach jesteś nad naszym pięknym polskim morzem. – Nalał obu kolejną szklaneczkę whisky. – Za Gdańsk! Nasz Gdańsk! Ten, który był, jest i zawsze będzie polski!  
- Nie zawsze był – Daniel przypomniał sobie lekcje historii.
- Oj tam, oj tam! – Rico machnął ręką. – Polskość w tym mieście nigdy nie wymarła. – Podniósł szklankę w stronę kumpla. – A teraz przybędzie im jeszcze jedna Polka.  
- I Polak. – Daniel również uniósł swoją szklanicę. – Pamiętaj, że Zuza nie jedzie tam sama.
- No i to jest problem, brachu. – Spojrzał na Daniela i pokiwał głową. – Ale dziś go nie rozwiążesz. Nie masz do tego ani głowy, ani serca.  
Daniel westchnął.
- Jesteś na tyle trzeźwy, żeby zamówić mi taksówkę? – Rico przytaknął.
- Nie chcesz zostać na noc? To żaden problem, nie musisz wracać do domu.
- Wiem i dziękuję, ale wolę wrócić. Nie chcę, żeby mama się martwiła.
- Okej. – Chłopak wziął telefon i wybrał numer.  
- Jedź do domu i się prześpij – poradził przyjacielowi. – Nie mów nic rodzicom. Na razie. Będzie na to czas.
- Masz rację. – Daniel uśmiechnął się, chyba po raz pierwszy. – Wiesz co? Tak mi przyszło do głowy. W Gdańsku też są licea. I mają uniwersytet na miejscu. I politechnikę.  
- Prawda. – Rico przyjrzał się przyjacielowi z zadumą. Zaczynało do niego docierać, co Daniel ma na myśli. Przeszło mu przez głowę, że nie do końca mu się to podoba, że chłopak nie powinien reagować tak emocjonalnie. Postanowił jednak dać mu czas na przemyślenie i nie interweniować za wcześnie.

- Boże, jak tu cudnie! – Zuza stanęła u wylotu ulicy Mariackiej i zapatrzyła się wgłąb. – To najbardziej malownicza uliczka, jaką w życiu widziałam.
- Ma swój urok, nie przeczę. – Rafał, jak większość facetów, nie poddawał się nastrojowi tak łatwo.  
- Urok?! – wykrzyknęła Zuza. – Nie tylko to. Ma urok, czar, malowniczość i … Zróbmy sobie zdjęcie. – dodała nagle.
Chłopak roześmiał się.
- Zachowujesz się jak mała dziewczynka. – Wyjął telefon i rozejrzał się w poszukiwaniu najlepszego ujęcia. – Podoba mi się to.
Dziewczyna podbiegła do niego i przytuliła się pozując do zdjęcia. Spojrzała na efekt i uśmiechnęła się zadowolona.  
- A teraz mnie samej – zakomenderowała. – Z mojego telefonu.
- Tak? A komu chcesz je przesłać? – zapytał Rafał udając zazdrość.
Zuza zarumieniła się lekko, bo istotnie pomyślała o Danielu. „Nawet się z nim nie pożegnałam”. Roześmiała się, trochę nienaturalnie.
- Tobie, oczywiście – odpowiedziała – Żebyś miał co pokazywać kolegom w pracy.
- Tu Cię mam. Chcesz, żeby mi zazdrościli – pogroził jej palcem. – O, nie! Nikomu nie pokażę Twoich zdjęć. Jesteś moja i tylko moja. A teraz chodź – dodał obejmując ją ramieniem. – Idziemy dalej.

Byli w Gdańsku już od kilku dni i właśnie zaczynali poznawać miasto. Do tej pory zajęci byli przeprowadzką i dopiero teraz znaleźli trochę czasu na zwiedzanie. Gdańsk zachwycił ich niemal od pierwszej chwili, zwłaszcza Zuzę, która była tu po raz pierwszy. Zachowywała się rzeczywiście jak mała dziewczynka, otwierając szeroko oczy i buzię ze zdumienia, czasami mrugając, jakby nie bardzo wierzyła w to, co widzi. Rafał śmiał się z niej dowcipkując, że pstryka zdjęcia niczym turyści ze Wschodu.
Mieszkali w spokojnej okolicy, kawałek od centrum, ale nie na tyle daleko, żeby nie móc podjechać tramwajem czy autobusem. Mieli za to blisko do pracy, choć obojgu przyszło pracować w innych, odległych od siebie dzielnicach. Mieszkanko było standardowe: dwa (niewielkie) pokoje z kuchnią, akurat dla dwojga młodych ludzi – na początek.  
- Szału nie ma – zawyrokowała Zuza, kiedy Rafał wprowadził ją do mieszkania. Postawiła torby na podłodze w przedpokoju i rozejrzała się. Podeszła do okna. – Ale za to widok ładny.
- Ciasne, ale własne. – podszedł do niej i objął od tyłu. – Nasze – szepnął jej do ucha.
- Nie ma łóżka – odwróciła się i spojrzała na niego z figlarnym uśmiechem.
- Poradzimy sobie – roześmiał się i objął ją ciaśniej. – Mamy materac, śpiwory, karimaty – wszystko, co potrzeba.
- Mówisz? – spytała. – A siły też mamy?
- Zawsze – pocałował ją namiętnie w szyję.
- Hej! – odsunęła go ze śmiechem. – Myślałam o wnoszeniu mebli.
Jego ręce powędrowały wyżej, ku piersiom dziewczyny i zaczęły je pieścić przez materiał bluzki.  
- Wiesz, na to jestem chyba zbyt zmęczony. Odłóżmy przeprowadzkę na jutro.
Zaśmiała się i przeciągnęła lubieżnie pod wpływem pieszczot.  
- Wiedziałam, że to powiesz. Typowy facet. Tylko seks Ci w głowie, na to jakoś nigdy nie jesteś zmęczony.
- Wcale nie jesteś ode mnie lepsza, kochanie – Rafał zagłębił się ustami w jej włosy. – Też to lubisz. I nie próbuj zaprzeczać.
Odwróciła się i zarzuciła mu ręce na szyję.
- Skoro naprawdę tak dobrze mnie znasz, to na co czekasz? – Wskazała głową na leżący na podłodze tobołek. – Dmuchaj ten materac!
Roześmiał się.
- Dmuchać to ja chętnie, ale niekoniecznie materac. – Chłopak był już nieźle pobudzony. – Wystarczą karimaty i śpiwory. Jeżeli Ci twardo, możesz być na górze.
Złapał ją za pośladki i przyciągnął do siebie. Poczuła jego męskość, która przebijała przez spodnie i w tym samym momencie ją samą też ogarnęło podniecenie.  
- Rób, co chcesz – szepnęła. – Na górze, na dole, nie ma znaczenia.
- Wedle życzenia – Rafał zdjął koszulę i rozpiął spodnie zsuwając je w dół. Oczom dziewczyny ukazał się pokaźnych rozmiarów członek w stanie wskazującym na pełną gotowość. Pogładziła go ręką. Pochyliła się chcąc przyklęknąć, żeby wziąć go do ust, ale Rafał powstrzymał ją ruchem ręki.  
- Wiesz, że ja lubię „na pieska” – wydyszał. Wiedziała.
Podniosła ręce do góry i zdjęła bluzkę. Potem rozpięła zamek spódnicy i pozwoliła, aby sama opadła w dół. Patrząc mężczyźnie prosto w oczy, przeciągnęła lubieżnie palcem po piersi, a potem powoli rozpięła stanik. Następnie zsunęła majtki. Kiedy spadły na ziemię, podniosła głowę i spojrzała na Rafała. Była zupełnie naga. Stała tak patrząc mu prosto w oczy. Wiedziała, że to nie potrwa długo. Czekała, aż napięcie wytryśnie z niego niczym wulkan lub gejzer.  
Tymczasem Rafał odwrócił ją do siebie plecami i, nie mogąc już dłużej czekać, wszedł w nią od tyłu, zmuszając niejako do pozycji, której Zuza nie bardzo lubiła. Nie mogła jednak zaprzeczyć, że dawało jej to ogromną przyjemność. A jeżeli zadowalało też mężczyznę, to Zuza nie miała nic przeciwko.  
Rafał na pewno nie miał. Pieprzył dziewczynę tak, jakby to miał być ostatni dzień w ich życiu, jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata.  
- O, tak! Dobrze! – tylko tyle był w stanie wysłowić, a co Zuza zdołała zrozumieć.  
Nie trwało to długo. Ejakulacja nastąpiła szybko, poprzedzona westchnieniami i okrzykami. Nie była też zbyt obfita. Dała jednak Zuzie pewną satysfakcję, choć pozycja nie była jej ulubioną. „Jest ok” – pomyślała.

Zuza obudziła się w środku nocy. Spojrzała na zegar stojący na szafce nocnej – wskazywał drugą. „Fuck” – pomyślała. – „Dobrze, że jutro niedziela i nie trzeba wcześnie wstawać.” Przewracała się z boku na bok jeszcze przez chwilę próbując zasnąć, w końcu dała za wygraną. Odwróciła się sprawdzając, czy Rafał śpi i wstała z łóżka naciągając za sobą kołdrę.  
Przeszła do salonu i włączyła telefon. Sprawdziła wiadomości, przejrzała facebooka, ale nikt ze znajomych nie był aktywny. „No tak” – pomyślała. – „Jest noc, wszyscy śpią.”
Zajrzała do galerii. Odnalazła zdjęcie, które zrobił jej Rafał i postanowiła wysłać je Danielowi. Napisała krótkie „przepraszam” i kliknęła „wyślij”. „Poszło” – pomyślała.  

Właśnie przechodził kolejny level, gdy usłyszał dźwięk messengera. „Walić to!” – pomyślał rozeźlony. – „Nie będę przerywał gry dla jakiejś durnej wiadomości.” Mimowolnie spojrzał jednak na telefon, który leżał obok na biurku i serce mu zamarło. W mgnieniu oka złapał komórkę, chcąc sprawdzić, jaką wiadomość Zuza mu posyła. Jest. Zdjęcie. Widok znajomych rysów dziewczyny rozczulił go. Dotknął palcem ekranu, przesuwając go wzdłuż twarzy Zuzy, jakby gładził ją po policzku. „Jesteś, kochanie” – powiedział na głos.  
Potem przeczytał podpis pod zdjęciem, a jeszcze później dotarło do niego, że to nie selfie. Ktoś to robił. A kiedy Daniel uświadomił sobie, kim jest fotograf, ogarnął go gniew.
- Noż do kurwy nędzy! – zaklął. – Przysyła mi zdjęcie zrobione przez tego chuja? Pierdol się, suko! Chuj Ci w dupę!
Rzucił telefon na łóżko z taką siłą, że aż odskoczył i spadł na podłogę. Daniel nie przejął się tym, niewiele go w tej chwili obchodziło. Nawet gra, jeszcze przed momentem tak ważna, teraz nie miała żadnego znaczenia. Przypomniał sobie, że w lodówce jest chyba jakieś piwo i poszedł do kuchni.  
Przechodząc obok pokoju rodziców zauważył światło, nie spali jeszcze. Mimo wzburzenia zdziwił się, ale pomyślał, że pewnie coś czytają albo oglądają. Wracając, poczuł się dobrze wychowanym synem i zajrzał do rodziców. Zapukał do ich pokoju, powiedział „dobranoc” i zamknął drzwi.  
- Coś go dręczy – powiedziała matka przyciszonym głosem tak, żeby Daniel jej nie usłyszał.
- Daj spokój! – mąż zgasił lampkę i ułożył się wygodniej. – Po prostu zachciało mu się pić.  
- Piwa?! O tej porze? – pokręciła głową. – Nie. Zdecydowanie coś mu jest.  
- Śpij już! Jeżeli masz rację, to sam nam powie. Jeśli będzie chciał.

Erica

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 2299 słów i 13083 znaków.

1 komentarz

 
  • And

    Będzie ciąg dalszy? Fajnie odczyta, pozdrawiam