Bożek cz. 2

Dzieci na szczęście zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki chwilę po obiedzie. Żadne nie zostało na leżakowaniu. Może i szkoda, bo mogłaby spróbować pracą zagłuszyć wspomnienie swoich wczorajszych wyczynów sąsiedzkich. Wyczynów. Skromnie powiedziane. Poszła zrugać za dzikie hałasy przez większość nocy, przez które nie mogła spać, a pieprzyła się z zupełnie obcym facetem, osiągając orgazm o sile dotąd sobie nieznanej. Wracając do siebie po schodach czuła jak gorąca stróżka opuszcza jej wnętrze, a rumieniec pali twarz. Ukryła się pośpiesznie w łazience, w desperacji szukając jakiś majtek. Tak jakby chciała ukryć swój czyn pod nimi.
- Wygarnęłaś sąsiadowi? - dobiegło za drzwi pytanie.
- Tak. Straszny cham i prostak. Nie ma co opowiadać.
Gdzie są te cholerne gacie – klęła pod nosem – jak mogłam być taka durna, by pójść prawie goła do obcego dziada. Na samo wspomnienie jej skarb przeszedł znajomy skurcz. Jej ciało buntowało się przeciwko rozumowi. Ciągle czuła to dzikie pożądanie, ten irracjonalny impuls. Nie, nie była z natury bierna, ale takie coś nie mieściło się jej w głowie. Nawet w najdzikszych, w dotychczasowym mniemaniu, fantazjach nie zrobiłaby czegoś takiego. Ciepło w kroczu nie chciało zniknąć. Powracało i rozlewało się po ciele, znów i znów. Tylko codzienny rytm może mnie z tego wyzwolić – powiedziała trzeźwo, ochlapując twarz zimną wodą – rzeczywistości powracaj.
     Przez cały dzień nie mogłem się zdecydować, czy to mój zwierzęcy magnetyzm, czy faktycznie siła tego cholernego bożka. Przyszła do mnie z krzykiem, a po chwili przeżyłem seks życia. Ok, ok, trzeba poczekać, ochłonąć. To mógł być przypadek, impuls, ślepy traf. Nie ważne jakiej nazwy użyję, i tak nie odda to rzeczywistości. Kac alkoholowy za to minął jak ręką odjął. Że też nie znałem tego sposobu wcześniej. Przeleżałem większość dnia z głupim uśmiechem na pysku. Ogarnij się chłopie. Do roboty trzeba się zabrać – zrugałem w końcu siebie – podrywamy dupcię i sprzątamy, ale najpierw prysznic. Chłodna woda to było coś czego potrzebowałem. W poprzednim miejscu mógłbym się rzucić w toń jeziora, tu nie było na to szans.  
- Szefie, jak się sprawdza nowy lokator? - od bladego świtu zagadnęła mnie moja ulubienica.
- Nie przeszkadzamy sobie – zacząłem pogrążać się w kłamstwie – podarowałem mu opończę. To nie ty zostawiłaś apaszkę?
- Tak, ale nie musi szef jej zwracać. Niech zostanie na pamiątkę.
Przyglądnąłem się jej uważnie. Wyglądała jakoś inaczej, bardziej seksownie? Znów omam mam? Rozglądnąłem się niepewnie po biurze. Wszystkie dziewczyny, jak jeden mąż, odwróciły się do mnie promieniejąc. Tak, jednak mam omamy. Jeszcze mnie trzyma procent od soboty. Dobrze, że przyjechałem taryfą, bo jak nic bym wleciał przy pierwszej kontroli. Wszędzie uśmiechy, dekolty, króciutkie spódniczki, sukienki i dopasowane spodnie. Jaki jest zasięg jego mocy? Miałem nadzieję, że ograniczy się do mieszkania. Przecież w takich warunkach nie da się pracować. To ma być biuro, projekt, praca, a nie harem. Jak je wywalę i zatrudnię samych facetów, to mnie obwołają gejem roku, a jak dotknę którejkolwiek, to żegnajcie dobre zlecenia – myśli kotłowały się w głowie. Jakimś cudem dotrwałem do lunchu.
- Kochani – to słowo jakoś nabrało dla mnie innego znaczenia – dziś popracujecie trochę sami. Ja oddalę się na z góry upatrzone pozycje, w moim małym mieszkanku. Chyba nie czuję się ciągle najlepiej po sobocie, więc wybaczcie. Dziewczyny spojrzały po sobie znacząco. Małpy wiedziały. Widziały, że przez większość dnia chodzę próbując ukryć namiot w spodniach, że wodzę za nimi głodnymi oczyma. Unikam wszelkiego kontaktu fizycznego, ba, a nawet wzrokowego. Pożeram je. Biorę w myślach kolejno na biurkach. W ich oczach jednak nie było rozbawienia moją żałosną miną, lecz wręcz wyczuwalny żal, że nie realizuję swojej fantazji. Nigdy nie czułem takiego zainteresowania ze strony kobiet. Po prostu bałem się.
Upał uderzył mnie w twarz, gdy tylko opuściłem biuro. Wrócę pieszo, przemyślę, ułożę plan – powiedziałem twardo – to musi się dać poukładać. Chyba sam nie wierzyłem w te słowa, ale skoro potrafię to robić zawodowo, to dlaczego ma się nie udać prywatnie. Zbliżałem się systematycznie do domu, czułem wręcz siłę magii mojego lokatora. Przedszkole. No tak, przecież ona tu pracuje. Właśnie wychodziła.
- Dzień dobry.
- Och, to pan. Dzień dobry. Co pan tu robi? - zapytała wyraźnie speszona.
- Układam myśli – w sumie to nie skłamałem.
- Tak?
- Pozwoli się pani zaprosić na kawę? - pytanie wyrwało się z moich ust.
- Na kawę to może nie, ale na lody chętnie.
- Chodźmy więc.
Milczała delektując się olbrzymią porcją słodyczy. Śmietankowych lodów, obsypanych malinami oraz zatopionych w gorącej czekoladzie. Mój wzrok błądził po jej ciele okrytym niebieską sukienką z odkrytymi ramionami, dopasowaną do wysokości tali, by dalej rozkloszować się swobodnie. Dopiero teraz zobaczyłem, że jest w kolorze jej oczu. Udawała, że skupia się na lodach. Odgarnęła rozpuszczone włosy, odsłaniając szyję. Nozdrzami wyraźnie łapała mój zapach.
- O czym Pani myśli?
- O zimie i śniegu.
- W taki upał?
- Właśnie tak. O tym jak mam potargane włosy od wiatru i buzię różową od mrozu. Jak usta lekko uchylone puszczają obłoczki pary, a piersi unoszą się w rytm ciężkiego i mało równego oddechu. Jak drżące są ręce, nogi od ciągnięcia sanek. I ciało z gęsią skórką, ale gorące, lekko mokre i zupełnie mokre majtki...
- Majtki?
- Przepraszam, zupełnie nie wiem dlaczego tak powiedziałam. Pyszne lody. Nawet nie wiedziała, że jest tu taka kawiarnia – próbowała zmienić temat.
- Odkryłem ją … tak w sumie to właśnie dzisiaj – skłamałem, sam nie wiem dlaczego kolejny raz dzisiejszego dnia.
- Przypadek?
- Jakże przyjemny, nie sądzi pani?
Spłoniła się ponownie. Nie mogłem oderwać od niej oczu, próbując zgadnąć, jaką bieliznę wybrała. Czy myślała ją zakładając, że spotka dziś mnie? Jaki jest jej kolor?
- Odprowadzi mnie pan do domu? - dyskretnie zwilżyła usta koniuszkiem języka, próbując to jednak ukryć przed moim wszędobylskim wzrokiem.
- Oczywiście, przecież nie wypada damy zostawić samej.
- Tylko dlatego?
Przemilczałem odpowiedz – po prostu chodźmy - dodałem.
Gdy wspinała się po wąskich schodach, dala mi szanse podziwiania swoich nóg. Znów nie mogłem oderwać oczu.
- O czym pan teraz myśli?
- Chyba nie powinienem mówić.
- Dlaczego?
- Bo … - zacząłem się jąkać.
- Bo, a może myślę o? - przedrzeźniała mnie wyraźnie.
- O tym co jest pod tą sukienką – wypaliłem.
Zatrzymała się przy moich drzwiach.
– To na co pan czeka? - chyba sama była zaskoczona swoimi słowami, bo spuściła wstydliwie oczy.
Otworzyłem drzwi. Weszła bez słowa, pozwalając na zamkniecie mieszkania. Podniosła skraj sukienki, odsłaniając białe koronkowe bokserki, których charakterystyczny szew wnikał bezwstydnie w jej wnętrze. Wilgotna plamka powiększała się z każda sekundą.  
- I? - zapytała.
- Pięknie.
- Tylko tyle?
- Bardzo pięknie.
- Wejdziemy dalej?  - wyraźnie przejęła inicjatywę.
- Zapraszam.
Usiadła na łóżku wskazując miejsce obok siebie, co skwapliwie uczyniłem, by chwilę później stać się ogierem pod zwinną Amazonką. Dosiadła mnie zgrabnie, rozpoczynając od stępa, przez kłus do szaleńczego cwału. Znów wybuch nastąpił praktycznie równocześnie. Ześlizgnęła się zgrabnie, poprawiając sukienkę, po wciągnięciu majteczek.
- Dziękuję za pyszne lody – usłyszałem już z korytarza zamiast pożegnania.
Oszołomiony poszedłem zamknąć za nią drzwi. Rzuciłem okiem na posążek. Śmiał się pełną gębą.
- Muszę ci przyznać, że skuteczny jesteś. Tylko jak ja to wszystko przetrwam?
Milczał, szczerząc się dalej.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1478 słów i 8156 znaków.

4 komentarze

 
  • Dom

    Fajne! Ciekawe co wydarzy się dalej :)

  • Szarik

    @Dom już wkrótce będzie wiadomo ;)

  • edi

    czyta sie bardzo xiekawie i sprosnie

  • MrHyde

    Dasz zdjęcie szczerzącego się? ;)

  • Szarik

    @MrHyde wulgarne zbytnio ;)

  • MrHyde

    @Szarik a jeśli przykryć apaszką?

  • Szarik

    @MrHyde nadal. Promieniuje szeroko :D

  • Krystian244

    Super pisz dalej.

  • Szarik

    @Krystian244 szanse są ;)