Bożek cz. 6

Kocham swój kraj. Na prawdę go kocham. Tylko niech ktoś mi wytłumaczy, jak w tak pięknym miejscu, po dniach upału, w kilka chwil, temperatura potrafi spaść o kilkanaście stopni. Ja po prostu marznę. A jak do tego zacznie padać deszcz, to już zupełna katastrofa. Zimno, wrednie, obrzydliwie. Siedziałem więc w domu, gapiąc się w okno na tę paskudną aurę, szczękając zębami. Ale chwila, że też o tym wcześniej nie pomyślałem. Przecież tu jest kominek, a właściciel powiedział, że drewno jest w piwnicy. Jakoś zupełnie nieekologicznie, niepolitycznie i diabli wiedzą co, zamierzałem po prostu w nim rozpalić i ugrzać zziębnięte cielsko. Drobna praktyka w zuchach się przydała, ogień zaczął się palić, a na mojej mordce zagościł uśmiech. Przeżyję. Jest szansa. Teraz jeszcze dobry trunek domowej roboty. Zacząłem myszkować po szafce, zastanawiając się, który lek na chandrę przyjąć, gdy odezwał się dzwonek.  
- Dzwonek, więc to nie moja ulubiona sąsiadka – mruknąłem lekko zawiedziony pod nosem i poczłapałem otworzyć.
- Dzień dobry szefie.
W drzwiach stała moja firmowa ulubienica, trzymająca w dłoni mokry parasol i jakąś teczkę.
- Mogę wejść?
- Dzień dobry, tak, przepraszam, proszę. Co tu robisz, przecież mamy weekend?
- Wiem, ale skończyłam opracowanie, o które prosiłeś.
- Mogłaś przecież przesłać mailem.
- Wiem, że do recenzji wolisz papier – podała mi teczkę.
- Już się wydało?
- Już dawno. Wszyscy się trochę z tego śmieją. Firma technologiczna, główny projekt, a jego szef przewala papiery.
- Jakoś to przetrwam. Wypijesz coś?
- Mam coś jeszcze.
- Mianowicie co?
- To – rozwiązała pasek letniego płaszczyka i zakręciła się jak baletnica. Moim oczom ukazało się jej drobne opalone ciałko, w koronkowej białej bieliźnie. Miękka przeźroczysta struktura eksponowała wdzięki. Naturystką niewątpliwie nie była, białe ślady jeszcze mocniej ją obnażały. Małe, jędrne cycuszki z drobnymi jasnoróżowymi brodawkami, gładkie łono, cieliste pończochy na całkiem zgrabnych nogach. Stałem i gapiłem się na nią z rozdziawionymi ustami. Już wiedziałem, kto w tym maczał paluchy, już widziałem złośliwy uśmiech, wręcz rechot. W firmie owszem była moją ulubienicą, ale jednak pracownicą, a do tego studentką. Cholera przecież również kobietą. I to atrakcyjną. A te nieduże piersi może by potwierdziły moją starą pseudonaukową teorię, że każda pierś potrafi odebrać tyle samo bodźców, jeśli jest mniejsza to są one bardziej skoncentrowane i dają właścicielce więcej silniejszych doznań. Wymyśliłem to przy dobrej wódce, wspominając parę piersi, których pieszczoty potrafiły właścicielkę doprowadzić na szczyt.  Z tej gonitwy myśli i odrętwienia wyrwało mnie znajome pukanie do drzwi.
- Przepraszam, muszę otworzyć  - ruszyłem ołowiane nogi w kierunku drzwi.
To oczywiście była ona. W jeansach, szarej bluzeczce z minimalny dekoltem, ale z tymi cudownymi niebieskimi oczyma.
- Proszę, niech pani wejdzie.
- Na mnie już czas szefie. Omówimy dokument w poniedziałek, bo widzę, że przyszłam nie w porę -  ulubienica zdążyła już zawiązać na nowo płaszcz, chowając pod nim swe cielesne przymioty. Czmychnęła, witając i żegnając się z nią tylko skinieniem głowy.
- Tak omówimy to w poniedziałek. Do zobaczenia – rzuciłem w jej kierunku, pochłaniany jednak coraz mocniej przez niebieską toń.
- Przeszkodziłam?
- Nie, proszę wejść. Jak zwykle mi miło panią widzieć. Kawy?
- Z panem? Zawsze.
Siedziała wpatrując się w każdy mój ruch, gdy zmuszałem do pracy stary ekspres. Gdy jednak postawiłem parujące filiżanki na stole, usiadła na moich kolanach.
- Stęskniłam się trochę za panem.
- Ja za panią również nieco – zanurzyłem nos w jej pachnących rozpuszczonych włosach. Odnalazłem drogę do szyi. Miałem ochotę oznaczyć ją może mało subtelną malinką, którą jednak będzie mogła włosami zakryć. Zadowoliłem się, na tę chwilę, jednak pocałunkami. Dłonie odruchowo zaczęły pieścić jej ciało. Choć na dotyk brzucha jak zwykle się spięła, to jednak ten stan szybko ustąpił i pozwoliła mi na wędrówkę w górę. Druga dłoń zwiedzała plecy. Rozpiąłem jej stanik. Jej piersi były większe. Idealnie wypełniały mą dłoń. Przeczyły chwilę wcześniej postawionej teorii. Reagowały na każde muśnięcie, każdy gest. Dałem jej znak by wstała. Uczyniła to posłusznie, a ja pozbawiłem ją spodni. Myślałem, że wróci na kolana i pozwoli mi się dalej pieścić. Ona jednak i mnie kazała wstać. Teraz to moje spodnie wylądowały na podłodze. Klęknąwszy, pochłonęła moją męskość. Gładziłem jej policzki, owinąłem sobie jej włosy wokół dłoni i przyciągnąłem do siebie. Miałem ochotę na jej wilgoć.
- Chcę posmakować Twojej wilgoci.
Z drobnym ociąganiem sięgnęła w kierunku swojego skarbu. Zwilżyła paluszek i podała mi go do ust zawstydzona. Chciałem wypełnić ją do końca, bo samo smakowanie nie wystarczało mi. Mimo, że to ona klęczała, to dowodziła. Wypuściła wędrowca z ust, popchnęła mnie na krzesło i dosiadła wiercąc się leniwie. Tego było za wiele, nigdy nie potrafiłem oddać dowodzenia. Uniosłem kruszynkę i posadziłem na stole. Wszedłem głęboko. Długie, równe pchnięcia zgłębiały jej dolinkę. Chwyciła się pod uda i otworzyła na mnie szeroko. Tego właśnie potrzebowała. Doszła z głośnym jękiem, a ja chwilę po niej. Naszła mnie olbrzymia ochota posmakowania naszej wspólnej wilgoci. Język zwiedził całość jej słodkiej krzywizny. Mokry od lubieżnej mieszaniny zanurzyłem się w jej ustach.  
- Chcę jeszcze raz – wycharczała, gdy na chwilę oswobodziła usta z mojego pocałunku.
- Tak szybko? - byłem wyraźnie zdziwiony.
- Tak, teraz, natychmiast.
Chciałem zaśpiewać – mam moc, mam tę moc – ale ta moc, chyba była ukryta w błękitnych pastylkach, a ja ich nie używałem dotychczas. Wędrowiec jednak zaskoczył mnie. Gdy potarłem nim o mokre wejście, wykazał się wyraźnym ożywieniem i stanął na wysokości zadania. Ku mojemu zaskoczeniu doszła jeszcze szybciej niż przed chwilą. Dyszała jak parowóz.
- A pan?
- Ja już otrzymałem, to co lubię najbardziej.
- Chcę by pan wypełnił mnie powtórnie.
- Zrobię pani krzywdę. Poobcieram.
- Chcę tego – nalegała.
Uległem. Mocny ruch, na granicy brutalności sprawił, że spełniłem jej prośbę, która dała mi kolejny raz dziką przyjemność. Nie miałem sił. Obolały opuściłem gościnne wnętrze i pomogłem jej usiąść. Spojrzała z wyrzutem.
- Kawa wystygła. Zrobię świeżą.
Chciała dziarsko zeskoczyć ze stołu, jednak nogi jej drżały. Z trudem zaczęła krzątać się po kuchni. A ja gapiłem się na jej jędrny tyłek, gdyby jeszcze na bose stopy założyła białe sportowe skarpety … Musiałem odgonić te myśli, bo znów wizja kawy oddaliłaby się zbytnio.
Zmrok zaczął zapadać, ogień wesoło tańczył za szybą kominka. Zdążyłem pozbawić ją koszulki i stanika. Z braku skóry niedźwiedzia, rozłożyłem koc. Refleksy na jej gładkiej skórze kreśliły fantastyczne wzory. Nie mogłem się oprzeć, by jej nie dotknąć.
- Czyżby znów miał pan ochotę, bo jak to jeszcze chwilę potrwa, to sama się rzucę na pana.
- Nie. Uwielbiam panią dotykać. Poznawać.
- Poproszę jeszcze tej domowej wiśniówki. Może to mnie znieczuli na pana działania.
- Wątpię, ale sam się jeszcze napiję z przyjemnością. Zapomniałem zapytać, jak maleństwo?
- Myślę, że powinien pan sprawdzić.
I jak jej odmówić?
Bałem się poniedziałku. Trzeba jednak działać, nawet jak jest lęk. Po wejściu zaraz zawołałem chłopaków i rozpocząłem zwiad.
- Panowie. Nie powiedzieliście mi jak długo działa moc bożka, i jak długo będzie u mnie?
- Szefie, zwyczajowo utrzymuje się miesiąc, czasem trochę dłużej.
- A jak przestaje działać?
- To wszystko wraca do normy. Człowiek staje się taki jak poprzednio.
- Mówiliście, że jest lista, że to puchar przechodni.
- Tak.
- A kto jest następny?
- No jak, szefa ulubienica.
- Dziękuję. Możecie wracać do pracy odprawiłem ich.
Cieszyć się czy smucić? Do końca kontraktu jeszcze trochę zostało. Roboty sporo. Trzeba chyba opracować jakiś plan. Ale drań w korytarzu ma ubaw, bo w to, że o tym nie wiedział, nie uwierzę.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1573 słów i 8508 znaków.

6 komentarzy

 
  • Okolonocny

    Właśnie coś zauważyłem Szariku. W opowiadaniu praktycznie nie ma imion. To podświadomy czy świadomy zabieg? A jeśli świadomy, to co ma na celu?

  • Szarik

    @Okolonocny dobrze zauważyłeś ;)

  • Okolonocny

    @Szarik Nie odpowiedziałeś jednak na moje pytanie :P

  • Szarik

    @Okolonocny no cóż :D

  • nefer

    Jednak złośliwy drań z niego. Niestarannie układa grafik (albo powinien w takiej chwili wzmoc oddziaływanie) i do tego w niezbyt odległej przyszłości cofnie swoje względy. I co wtedy począć?

  • Szarik

    @nefer chyba jednak nie złośliwy, po prostu ma swój plan ;)

  • cynthia22

    Masz bardzo lekki styl pisania. Naprawdę dobrze się czyta, nie ma takich męczących "zapychaczy". Brawo!

  • Szarik

    @cynthia22 czuję się nieco onieśmielony, ale dziękuję bardzo :)

  • Ramol

    Autor jak zwykle staje na wysokości zadania. Żal, że do mnie nie trafił ów Bożek, ale też jest powód do zadowolenia: człek nie da plamy nie wiedząc, że to już koniec atutowych kart. Pozdrawiam Cię kłaniając się nisko Szariku! :jupi:

  • Szarik

    @Ramol zawsze można o pomoc poprosić szamana ;) A tak już serio, to dziękuję za dobre słowo :)

  • MrHyde

    siarczysty mróz, a ta w letnim płaszczyku? I bądź mądry, człowieku, zrozum te zgrabnokształtne!

  • Szarik

    @MrHyde akcja latem się dzieje ;)

  • MrHyde

    @Szarik ach, widzisz, jak sytuacja za oknem wpływa na percepcję opowiadania. ;)

  • Szarik

    @MrHyde właśnie dlatego zdecydowałem się na zmianę pory roku ;)

  • gemma

    Trzeba kiedyś przetestować tę Pańską teorię o małym biuście. ;) Co mam dużo mówić.. Podobało mi się, jak zawsze. :)

  • Szarik

    @gemma próby polecam zawsze, ale teoria potwierdzona jednokrotnie ;)