Bożek

Ciągle powtarzająca się prawidłowość – nowe zlecenie, nowe miasto, nowi ludzie, nowe lokum. Zarówno fascynujące, jak i frustrujące. Nigdzie domu, nigdzie stałego punktu zaczepienia. Jedyną pewnością, brak pewności. Dla osoby lubiącej towarzystwo, a i nie stroniącej od używek, tak właśnie jak ja, ma to też pozytywne strony. Przecież to idealna motywacja do niekończących się parapetówek. Przez lata zgromadziłem dzięki temu całą masę zupełnie niepotrzebnych rzeczy, które można otrzymać jedynie od ludzi zupełnie mnie nieznających. Na szczęście wielu miało na tyle przyzwoitości, by po prostu przynieść ze sobą jakąś sympatyczną flaszeczkę, a nie wygłupiać się z wymyślaniem prezentów "na siłę”. I chwała im za to. Postanowiłem więc dochować tradycji, i po zapoznaniu się z nowym towarzystwem, obwieściłem uroczyście podczas przerwy:
- Kochani, jako wasz ukochany, tymczasowy przełożony, którego wielbicie miłością wielką i jedyną, informuję, że w przyszły piątek organizuję małe spotkanie u mnie, zwane parapetówką. W planach rozrywki cielesne i duchowe, czyli jedzenie i picie, dla amatorów tańce. Zjecie co ja zorganizuję, wypijecie, to co przyniesiecie sami. Radzę więc nie oszczędzać na sobie – tu zrobiłem gustowną pauzę – gdyż później sami to odchorujecie. Lojalnie uprzedzam, że prezenty są niemile widziane, chyba, że ktoś zaskoczy mnie na tyle, że nie obetnę mu premii planowanej na zakończenie projektu. Zrozumieli wszyscy?
Odpowiedział mi jedynie pomruk zadowolenia, bo jakkolwiek weekendowe pijaństwo było dla wielu chlebem powszednim, to szansa na darmową wyżerkę już niekoniecznie. A jak dodać do tego brak konieczności główkowania nad prezentem, z równoczesnym podlizaniem się szefowi, to miód na ich udręczone serduszka. Muszę przyznać, że tak zmotywowanego zespołu nie miałem już dawno. Nawet nie musiałem im sugerować nadgodzin, po prostu niebywałe. Jakbym zaprosił ich na wydarzenie kulturalne roku. Jedna rzecz psuła mi troszeczkę nastrój. Zespół był zrównoważony względem wieku i płci. Można było go podzielić idealnie na pary, tylko ja pozostawałem sam. Trudno jakoś dam sobie z tym radę. Może to i lepiej, bo urocze dziewczęta może i by były chętne dotrzymać mi towarzystwa w ten mroźny czas, ale łączenie pracy i takich przyjemności troszkę łamałoby mój wizerunek profesjonalisty w każdym calu. No może profesjonalisty z małym wyjątkiem, goleniem. Nie lubię tej czynności. Jest nudna i irytująca. Owszem wygląda się może i lepiej, i młodziej, ale kosztem jakiego poświęcenia? W pracy nie przeszkadza w niczym wygląd dzikiego dziada leśnego, tylko gdy przychodzi do spotkań, negocjacji i innych tych beznadziejnych acz koniecznych rzeczy, sierść z pyska znika, pojawia się krawat i bandycki uśmiech. Moja dzielna grupa, przyjęła do wiadomości moje dziwactwo i przeszła z nim do porządku dziennego. Tylko drogie panie komentują te nieliczne dni gdy jestem ogolony – no nareszcie, szef wygląda jak człowiek. I jak tu ich nie kochać? Czasem tylko słyszą w odpowiedzi – ale pamiętajcie, że tylko wygląda. Humor, humorem, ale niech się nie przyzwyczajają za bardzo do mnie łagodnego. Dobra, już słyszę głosy oburzonych, że ja to sobie mogę chodzić kosmaty, a kobieta to co? Jej nie wolno? Otóż wolno. Postanowiłem sobie dawno, dawno temu, że nie będę do niczego zmuszał. Zakomunikuję co mi się podoba i co lubię, a resztę pozostawię jej decyzji. Jak wymagać od kogoś, nie wymagając od siebie? Dzień imprezy zbliżał się wielkimi krokami. Menu zostało z grubsza przygotowane, materiał zakupiony, bo ile zachodu trzeba by nabyć słone paluszki? Ponieważ mogłoby to jednak nie wszystkich zadowolić, więc postanowiłem spreparować troszkę innych zakąsek i sałatek. Z jednym jednak miałem problem, czyli jak zadowolić tych bezmięsnych. Tu z pomocą przyszła pobliska pizzeria, a ja zacząłem powoli pracować na tytuł klienta roku.
Wyznaczonego dnia, dzielna gromada stawiła się karnie pod drzwiami. Głównie męskie dłonie dzierżyły płynne kwiaty, które skwapliwie ustawiałem na stole. Damy obdarowały mnie swoim pięknym widokiem i jeszcze przyjemniejszymi pocałunkami. Jakże chciałem nie być szefem w tym momencie. Ja zrobiłem im małego psikusa. Znając ich awersję do mojego zarostu, pozostawiłem sobie jedynie wąsy. Dumny jak paw, ze swojej złośliwej pomysłowości, czekałem aż przepłyną wszyscy przez mały korytarz. Po przejściu fali pozostał na podłodze pakunek.
- Halo, kochani. Czy ja się nie wyraziłem jasno? Żadnych prezentów. Kto jest chętny do oddania premii?
- Szefie – odezwała się moja ulubienica – to prezent od nas wszystkich.
- Czyli mam całą premię dla siebie? - spojrzałem srogo.
- Może jednak szef nie będzie się gniewał, bo to taki puchar przechodni – dodała spłoszona.
- Puchar przechodni – powtórzyłem za nią, autentycznie zdziwiony.
- Tak. Ma pewną moc, ale nie można go zachować na własność. Jest w naszej firmie od zawsze. Ktoś, kiedyś przywiózł go z wakacji dla żartu, a teraz dzielimy się nim. Zapewnia powodzenie, no, wie szef w czym.
- A konkretnie?
- Nie wiem jak to powiedzieć. Wstydzę się – spłoniła się już całkiem.
- Dalej, bo robię się nerwowy.
- Zapewnia powodzenie w seksie – wypaliła za jej pleców koleżanka. Skąd się to dziewczę tutaj wzięło? Musiałem długo kombinować, zanim skojarzyłem tę wyzywająco ubraną pannę, w mini ledwo zakrywającej majtki, z szarą myszką, która ginęła na co dzień gdzieś w tle.
- Myślicie, że potrzebuję takiego wsparcia? Czy chcecie bym się skoncentrował na czymś innym niż gnębienie was?
Moja ulubienica odzyskała rezon – nic z tych rzeczy. Każdy z nas już miał szansę poczuć tę magię, więc nie chcieliśmy być samolubni. Proszę odpakować. No proszę ślicznie – zrobiła tak słodką i zalotną minkę, że byłbym w stanie posiąść ją tu i teraz, przy nich wszystkich, choćby na podłodze.
- Ok. Nie myślcie jednak, że ujdzie to wam płazem.
Zacząłem rozrywać papier opakowania. Postarali się, bo minęło ładnych parę minut irytującej ciszy przerywanej głośnym szelestem, zanim moim oczom ukazał się człekopodobny posążek, wyposażony w nieproporcjonalnie olbrzymie przyrodzenie. Zacząłem się zastanawiać gdzie ja to cudo ustawię.
- Ponieważ mnie zaskoczyliście, wasz prezent, póki co, będzie witał gości w przedpokoju. Jest w sam raz by powiesić na nim szalik albo czapkę. W magię nie wierzę, ale jest dość oryginalny. Dziękuję. A teraz bawmy się. Witamina tańca czeka w lodówce i proszę niech ktoś włączy muzykę.
Na zakończenie mojej przydługiej tyrady usłyszałem głośne westchnięcie ulgi, po czym nastąpił szturm w stronę salonu.
- Zobaczysz będziesz zadowolony – nie wiedzieć skąd ulubienica znalazła się przy moim uchu szepcąc. Ciepło jej ciała czułem przez koszulę, miałem też wrażenie, że musnęła mnie językiem.
- Zasuwaj się bawić, bo zrobię krzywdę – zamieniłem resztkami sił chęć klepnięcia w tyłek, na wskazanie kierunku palcem.
- Tak jest, szefie – odmaszerowała kręcąc tyłeczkiem.
Magia, kurna. Później mnie oskarżą o molestowanie i będę miał magię i tysiąc kolorów na dodatek – proszę też nalać gospodarzowi – przedarłem się przez tłumek.

Dzwonek, łomotanie w drzwi, stado słoni, czy innych bizonów, coś straszliwie tłukło się o drzwi.
- Idę. No, przecież już idę – gadałem bardziej do siebie, bo osobnik dobijający się do drzwi, raczej nie miał szans usłyszeć. Zacząłem szukać jakiegoś przyodziewku. Na szczęście obok mnie nie było żadnej dziewczyny z zespołu, choć zrobiły ze mnie króla parkietu, klejąc się nieprzyzwoicie, a moje opory słabły. Witamin przyjąłem sporo, więc i dzień dzisiejszy będzie ciężki, a tu jeszcze ten łomot … Otworzyłem drzwi, okryty jakimś skrawkiem pościeli.
- No nareszcie.
- Dzień dobry, ja też się cieszę, że panią widzę. Czym sobie zasłużyłem na taką miłą wizytę – siliłem się na uprzejmość, a wyszedł sarkazm.
- Jeszcze się pan pyta? - rzuciła z oburzeniem. Stała przede mną osóbka niezbyt wysoka, ale o niebieskich przenikliwych oczach i ustach zapowiadających namiętność. Ciało okrywała jedynie bawełniana sukienka.
- Owszem.
- Nie pomyślał pan może, że nie mieszka pan w tym bloku sam, i sąsiedzi niekoniecznie chcą brać udział w pańskim przyjęciu? A raczej dzikiej orgii z przytupami.
- Muszę panią rozczarować, ale orgii nie było.
Spojrzała na posążek stojący w korytarzu – a to co, wieszak na kapelusze? Człowiek trzymający takie rzeczy w domu, chce mi powiedzieć, że nie było orgii? A te wszystkie półnagie dziewczyny, które wychodziły w nocy przyszły tylko w odwiedziny?
Ciężko przychodziła mi próba przypomnienia sobie skąd ją znam. Powoli zaczynałem kojarzyć, że chyba mieszka piętro wyżej, a i widziałem ją z grupą dzieci w pobliskim przedszkolu. Tak, to musiała być ona.
- Nie tak szybko. Zalewa mnie pani pytaniami, a ja nie myślę tak szybko jeszcze. Od końca może. Tak przyszły tylko, zaznaczam tylko, w odwiedziny. Jestem posiadaczem od wczoraj, a jest to … - zwiesiłem głos i spojrzałem na figurkę. Miałem wrażenie, że puściła do mnie oko. Mój mały nagle obudził się do życia, w kondycji jaka nie przystawała do mojego stanu ogólnego. Prześcieradło osunęło się prezentując nabrzmiałą główkę.
- Co pan wyrabia? - krzyknęła przestraszona.
Zamknąłem jej usta pocałunkiem. Po początkowym lekkim oporze, uległa, odwzajemniając. Zamknąłem drzwi, dociskając ją do nich lekko. Ręce błądziły, po nieznanym sobie ciele. Prześcieradło opadło na podłogę niczym biały dywan. Spierzchnięte brodawki zdradzały swoją właścicielkę bezwstydnie. Dyszała. Niespodziewanie oplotła mnie nogami, pozwalając mojemu przyjacielowi na kontakt ze swoim łonem. Nie napotkał żadnych przeszkód zbliżając się do niego. Poczułem tylko z jaką lekkością, dzięki olbrzymiej wilgotności wnika w głąb rozgrzanego wnętrza. Gdy zanurzył się w niej cały, na twarzy mojego uroczego gościa pojawił się błogi uśmiech. Przywarła do mnie, nie pozwalając na ruch. Tylko praca mięśni jej skarbu potęgowała doznania, prowadząc nieuchronnie na szczyt. Nigdy nie przypuszczałem, że tego doświadczę. Doszła pierwsza dając znać potężnym spazmem, uwalniającym i mnie z oczekiwania. Oddechy powoli stabilizowały się, a ja opuściłem ją z niechęcią.
- Muszę iść. Czekają w domu na mnie. Proszę na przyszłość uprzedzać o hałasach.
- Oczywiście będę – założyłem jej kosmyk włosów za ucho.
Wyszła cicho zamykając drzwi, a ja ciężko opadłem na podłogę. Posążek bezczelnie szczerzył do mnie zęby, albo podwyższone ciśnienie i resztki trunków powodowały omamy. Już wiem dlaczego nie trzymają cię w biurze – zwróciłem się do niego bezpośrednio – ale jeśli tak wygląda twoja praca, to myślę, że pomieszkasz u mnie trochę. Okryłem go jak opończą, apaszką zostawioną przez którąś z dziewczyn. Teraz pomóż mi ogarnąć ten chaos, bo jutro trzeba wrócić do pracy, a coś czuję, że czeka nas gorący czas.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2015 słów i 11489 znaków, zaktualizował 12 sty 2017.

5 komentarzy

 
  • Okolonocny

    Szarik, ty zbóju! Przez długi czas braku kontaktu z Twoją literaturą zapomniałem jaki jesteś dobry. Naprawdę świetne opowiadanie. Tak bardzo intrygujący mnie motyw bożka, jest, rzadko używam tego słowa, ale zajebisty. Autentycznie! Dobrze ze mam sporo zapas kolejnych części :D

  • Szarik

    @Okolonocny Cieszy mnie, że Ci się spodobało. Czytaj więc dalej, może Cię nie zanudzę przez kolejnych kilka części ;)

  • Dom

    Jak na razie jedna z ulubionych części. Zapewne ze względu na lekkość słowa. Bomba :)

  • horus33

    Mając naście lat nie raz marzyłem o czymś podobnym. Ech :cool: Podoba mi się i na pewno przeczytam kolejną część.

  • Szarik

    @horus33 nie masz wrażenia, że pewne marzenia zostają z nami na zawsze? ;)

  • horus33

    @Szarik Tak. Szkoda, że nie wszystkie się spełniają. :sad: Oddałbym palec, albo i dwa :rotfl:

  • Szarik

    @horus33 Ale u lewej ręki :D

  • MrHyde

    @horus33 palec boży? ;)

  • horus33

    @MrHyde Dobre, aż się uśmiechnąłem. Czyli byłby relikwią co? Z drugiej strony Bóg nie potrzebuje bożków.  Gdy ja wyobrażałem sobie coś podobnego to ratowałem starą cygankę i ona dawała mi moc panowania nad kobietami.  :faja:

  • MrHyde

    @horus33 na relikwiach się nie znam, ale coś mi się zdaje, że bycie palcem Wiekuistego nie jest ani warunkiem koniecznym ani wystarczającym, by zostać relikwią. A czy Bóg nie potrzebuje bożków? Lektura Biblii (w moim wypadku słuchanie opowieści tych, którzy kawałek przeczytali, ewentualnie cudzymi oczami) wiedzie do zgoła odmiennego wniosku. Ba, nawet Budda potrzebował bogów, by wyjaśnić czym (nie) był jego system.

  • horus33

    @MrHyde Dyskusje o polityce i religii zawsze powodują, że się zdenerwuję :nerw: A więc tak. Bóg potrzebuje bożków ;
    a) by o nim nie zapomniano
    b) jako przeciwników
    c) by podkreślić swą boskość

  • Dom

    @horus33 W sumie taki bożek to musi być fajna sprawa ;)

  • horus33

    @Dom Nie wyobrażam sobie fajniejszej :jupi: Chyba, że byłbyś żonaty, wtedy to byłaby tortura gorsza niż łamanie kołem :sciana:

  • MrHyde

    @horus33 ok. Zostawmy więc bogów w spokoju. Niech spoczywają ;)

  • anulkaniezalogowana

    a Piotrkowi, to wszystko kojarzy się z jednym  :P

  • MrHyde

    może boski temat tak go nastraja ;)

  • Szarik

    @MrHyde ależ Was naszło ;)

  • MrHyde

    @Szarik Bożek wszystkiemu winien. Sam go wypuściłeś w teren ;)

  • Szarik

    @MrHyde tam od razu wpuściłeś :D

  • MrHyde

    tak sobie myślę i myślę, zupełnie apolitycznie, jakby tak postawić ten posąg pod księciem Poniatowskim (Warszawa, Karakowskie Przedmieście 46/48), najlepiej dziesiątego ;)))

  • Szarik

    @MrHyde w niebezpieczne dywagacje się wdajesz, bo pewna scena z ekranizacji Pachnidła mi się przypomniała. Zostańmy lepiej w domowych pieleszach. Milej, sympatyczniej, bezpieczniej.

  • Jagna

    @MrHyde A ja dodam tylko, że sam książe Poniatowski by takim posążkiem nie pogardził ;) Znany był (jest) z dość rozrywkowego stylu życia ;)

  • MrHyde

    @Jagna jeszcze by z radości (z odnalezionej zguby) zeskoczył z konia (bez skojarzeń) i zajął pałacyk. ;)

  • Jagna

    @MrHyde A z jakiegoż to innego konia mógłby zeskakiwać?  Chyba nie z Kasztanki Marszałka... ;) Pałacyk Pod Blachą, prawda?

  • MrHyde

    @Jagna ten biały na Krakowskim ;)

  • Jagna

    @MrHyde  Łeeeeee, ale to nie jego ;)

  • MrHyde

    @Jagna jego, jego... przez zasiedzenie ;)

  • Jagna

    @MrHyde Skoro tak uważasz ;)

  • MrHyde

    @Jagna prawowity właściciel i tak fruwa w prawosławnym raju ;)

  • Jagna

    @MrHyde Niestety, na prawosławnych rajach się nie wyznaję ;)

  • MrHyde

    @Jagna poprawka: nie prawosławny lecz jeden z jego sektorów, patriarszo-moskiewski. :) jakiś czas temu carską rodzinę uznano za męczenników za wiarę (jeśli się nie mylę).

  • Jagna

    @MrHyde Mogę się mylić, ale z jakimkolwiek męczeństwem, to mi się tylko ostatni z carów kojarzy...

  • MrHyde

    @Jagna o nim mowa, i spadkobiercach. :)

  • Jagna

    @MrHyde Ach, teraz już wszystko rozumiem :D Choć nie popisałam się ni wiedzą, ni domyślnością ;)

  • MrHyde

    @Jagna oj tam oj tam ;) swoją drogą, jeden z mieszkańców tego budynku promował Chopina i pomógł polskiemu powstaniu - temu za które papież rzymski rzucił klątwę na cały naród - a inny podpisał wejście Polski do NATO i EU. Więc jeśli istnieje coś takigo jak genius loci, to może i obecnemu lokatorowi się udzieli, ;) w co powielokroć wątpię. ;)

  • MrHyde

    @Jagna już wiem, gdzie bożka brakuje i skąd go ukradli :)))))

  • Jagna

    @MrHyde Mów, Waść, mów :)

  • MrHyde

    @Jagna nie mogę... ktoś się jeszcze zgorszy... ale tam też siedzi facet na koniu i ma szablę w garści (Marek Aureliusz podobno) a niedaleko jest schowany wehikuł czasu. ;)