Bożek cz. 10

Projekt powoli dobiegał końca. Sam odczuwałem to dobitnie tym, że czas spędzany w firmie wydłużał się jakoś podstępnie z każdym dniem. Doszedłem już nawet do tego, że jestem zarówno tym co zapala, jak i gasi światło. Moje mróweczki również zasuwały bez wytchnienia, jednak ja czułem się zobowiązany, by to wszystko spiąć w całość. I nadeszła ta wiekopomna chwila, gdy trzeba zaprezentować wyniki prac zarządowi. Mogłem zasuwać od rana do wieczora, ale oddałbym prawie wszystko by nie musieć robić tej szopki. O nie dlatego, że chciałem coś ukryć, tylko dlatego, że oni chcieli syntetycznej prezentacji z mnóstwem pięknych obrazków, wykresików, marketingowych pierdół, które ich i konkurencję mają powalić na kolana, a mnie obchodziło tylko to żeby wszystko wszystko działało jak należy, nie przewracając równocześnie użytkownikom świata do góry nogami. Ale ten kto płaci, ten wymaga. Spiąłem więc pośladki i zacząłem tworzyć, pełen bzdetów, pokaz. Choć tworzyć to zbyt górnolotne określenie, spróbować tworzyć bardziej pasuje. Do rzeczy, które mnie przerastają, czyli obsługi firmowego ekspresu do kawy, pralki automatycznej, którą łatwiej naprawić niż uruchomić, mogę spokojnie dorzucić kolejny kamyczek, czyli program do prezentacji. Diabli nadali. Kolejna godzina w gwizdek, a to ciągle wygląda jak kupa jeża. Zerknąłem zniechęcony na biurko ulubienicy. Posąg stał dumnie, z miną trudną do rozszyfrowania. Nie rechotał, nie mrugał ślepiami, czy też uśmiechał się szyderczo. Po prostu dumał, a może knuł? Jego też nie potrafiłem rozszyfrować. Czułem się przygnieciony tym wszystkim. Z tej czeluści rozpaczy wyrwał mnie niespodziewany dotyk na ramionach. Z początku delikatny, później jednak bardziej stanowczy, zamieniający się w masaż.
- Szefie, a nie pora już iść do domu?
- Mógłbym w sumie zadać takie samo pytanie.
- Powiedzmy, że siedzenie samej w mieszkaniu, wiedząc, że mój dzielny szef wypruwa sobie żyły, gryzło moje sumienie.
- Cóż za nadmiar empatii – próbowałem ironizować – a do tego tym masażem, zapewnia pani całkiem niezłą rozrywkę ochronie.
- Cholera, zapomniałam o tym – szybko cofnęła ręce – żyjemy przecież w świecie permanentnej inwigilacji, a ja muszę dbać o reputację – dodała śmiejąc się.
- No właśnie, a kontakty ze starszym satyrem po godzinach, na pewno jej nie wzmocnią.
Podświadomie rzuciłem spojrzeniem w kierunku bożka. Jego mina nadal wyrażała głęboką zadumę.
- Z czym się szef tak morduje o tej nieludzkiej godzinie?
- Z prezentacją naszych prac. Zostało jeszcze trochę czasu, ale zanim to dopracuję, to i tak minie wieczność. Siedzę i dłubię więc.
Usiadła mi na biurku. Nie przypominała porannej lubieżnej kocicy, czatującej na wątpliwą cnotę szefa. Teraz przede mną była zwykła, normalna, młoda dziewczyna, w szarych legginsach, sportowych butach i luźnej koszulce. Nic też nie wskazywało na jakieś fantazyjne koronki pod spodem. Niedbale machająca nogami jak mała dziewczynka, z włosami spiętymi w kucyk. Moja samcza wyobraźnia oczywiście musiała zadziałać, kierując moje myśli na  materię opinającą się na jej zgrabnych udach. Skarciłem się za to, ale to ciągle wracało.
- Szefie, a mogłabym coś zaproponować?
- Coś, to znaczy co?
- Może ja bym zrobiła tę prezentację?
- Wydaje mi się, że ma pani nawet drobne zaległości z bieżącymi zadaniami, szczególnie z dokumentacją, a co dopiero branie nowych rzeczy. To chyba nie jest dobry pomysł.
- Źle się wyraziłam. Chciałabym zaproponować taką małą rywalizację. Szef będzie robił swoją prezentację, a ja, po godzinach, swoją. Później, bez podawania autorstwa, poddamy je pod głosowanie naszemu zespołowi.
- Przecież to nielogiczne. Strata czasu i energii. Dwie osoby robiące to samo, czyste marnotrawstwo. Nie zgadzam się. A na dodatek, a nuż pani wygra i co, stracę resztki dumy szefa – puściłem do niej oczko – odmawiam stanowczo.
- Chciałabym dokończyć myśl. Obie zostaną przedstawione jako dzieło szefa.
- Nonsens. Miałbym sobie przypisywać cudzą pracę? W imię czego?
- Nie do końca. Jeśli szef wygra to ja … - zawiesiła na chwilę głos, przeskakując nagle do kolejnej myśli – a jeśli ja, to szef się dla mnie rozbierze – dokończyła szybko, zerkając czujnie.
- Absurd. Czy to pomysł tego tam dżentelmena? – skinąłem głową w kierunku jej biurka.
- Nie, mój własny – wzrok miała nieustępliwy i hardy.
- Przyjmując, że się zgodzę na tę niedorzeczność, to nie sądzi pani, że moja fizyczność jest stosunkowo mało atrakcyjna? I jak to niby miałoby się odbyć?
- Nie uważam tak. A na dodatek szef może się cieszyć mną codziennie, a ja wcale – zrobiła nadąsaną minę dziecka, któremu odmówiono lizaka – mógłby to szef zrobić choćby u mnie, albo w pokoju socjalnym – sprostowała szybko.
- To śmieszne. Czuję w tym jednak jego działanie.
Bożek unosił oczy ku górze, udając, że to nie o nim mowa.
- Proszę niech szef to przemyśli. Bardzo proszę – teraz jej ton brzmiał wręcz błagalnie.
- Ok, przemyślę, choć w zasadzie powinienem przełożyć przez kolano i wybić głupie pomysły z głowy, ale tak troszkę mi nie wypada.
- To ja chętnie się temu poddam – znów figlarny uśmiech zagościł na jej twarzy.
- Dosyć. Idziemy do domu i porozmawiamy o tym jutro.
Wstała posłusznie i nie omieszkawszy pokręcić tyłeczkiem wyszła przed mną z biura. Oczywiście moja wyobraźnia nie myliła się i w tych legginsach faktycznie wyglądała apetycznie. Westchnąłem głośno i pogasiłem światła. Ledwie zbliżyłem się do domu, to jak na komendę w całej dzielnicy zgasły światła.
- No ładnie. Nawet szansy na herbatę nie będzie – zacząłem złorzeczyć pod nosem – dobrze, że mam choć jakieś świeczki.
Z trudem, ale udało mi się dokonać wieczornej toalety, a ciepłą herbatę zastąpiło zimne jeszcze piwo. Ciszę przerwało znajome pukanie do drzwi.
- Nie przeszkadzam.
- Nie. Proszę wejść.
Weszła lekko przestraszona.
- Jestem dziś sama, a nie lubię mroku, czy mogłabym … - zawiesiła głos.
Skinąłem głową, a ona podeszła bliżej. W nozdrza uderzył jej delikatny i mimo późnej pory świeży zapach. Patrząc na nadal wilgotne włosy, mogłem być prawie pewien, że też już kąpiel ma za sobą. Zacząłem ją powoli rozbierać. Nie było tego wiele i już po krótkiej chwili stała przede mną naga. W blasku świecy widziałem jak jej ciało przeszył zimny dreszcz. Wziąłem więc na ręce i zaniosłem pod ciepłą kołdrę. Zrzuciwszy płaszcz kąpielowy wtuliłem się zaraz obok. Dwa nagie ciała szybko zaczęły się wzajemnie rozgrzewać. Było mi dobrze. Nie to, że wtulony we mnie nagi tyłeczek nie kusił. Nie miałem ochoty, zmęczony i lekko znieczulony piwem na coś więcej. Wystarczała mi jej bliskość i ciepło. Pełna pierś wypełniająca dłoń. Zapach. Mrok otulił wszystko. Spokojna i rozgrzana zasnęła szybko, a ciszę znaczył jej miarowy oddech. Nie widząc praktycznie nic, wodziłem po niej palcami, poznając na nowo, to co już mi znane. Ona, jakby w odpowiedzi, cichutko pomrukiwała z lubością przez sen. Wszystko co w zasięgu dłoni, zostało na nowo zbadane, aż znów wróciłem do ciepłej piersi. Myśli przed chwilą tak błogie i przyjemne, jednak zakłóciła firma, a na dodatek ta propozycja ulubienicy. Przywykłem już do jej codziennych prowokacji, ale ta dzisiejsza była dla mnie zaskoczeniem. Nie zamierzam się ugiąć, prezentacja też się sama nie zrobi. Koniec. Jutro też jest dzień to o tym pomyślę. Na szczęście zaczął i mnie ogarniać sen, kończąc zbędne dywagacje.
O takiej pobudce marzyłem. Nie musiałem otwierać oczu by wiedzieć co się dzieje. Wykorzystała poranną erekcję i otuliła ją miękko ciepłymi wargami. Wilgotny język tańczył na głowie wędrowca. Pocałunki obsypywały całą jego posturę. Wyciągnąłem dłoń w poszukiwaniu. Trafiłem. Palce płynnie wsunęły się w wilgotną dolinkę. Czując to nie potrzebowałem wiele. Ruchy mojej dłoni, synchronizowałem z ruchami bioder. Cała gorąca euforia wylądowała w jej ustach. Nie ustawała jednak w pieszczotach i wręcz siłą musiałem ją przyciągnąć do swoich ust.
- Dzień dobry. Jak miło, że się pan obudził.
- Dzień dobry. Zawsze od rana realizuje pani marzenia?
- Nie zawsze, ale się staram.
- Czuję się zobowiązany – odpowiedziałem z uśmiechem – i jak ja się pani odwdzięczę?
- Dobrą i gorącą kawą do łóżka na początek.
- Na początek, a dalej?
- Dalej? Niech pomyślę, może leniwym głaskaniem i wilgotnym buziakiem?
- W którą część ciała?
- Nad tym się jeszcze zastanowię. Teraz kawa.
Niechętnie podniosłem się z łóżka i chciałem się okryć.
- A może się pan nie ubierać? Ma pan całkiem fajny tyłeczek – pociągnęła mnie za okrycie.
- Pewnie zmarznę i skurczę się okrutnie, ale dlaczego nie, taką pobudkę należy wynagrodzić.
Bujając oklapłym przyrodzeniem, poszedłem do kuchni. Jej wzrok grzał mi pośladki i było to całkiem miłe uczucie. Może kiedyś nabiorę pewności siebie w tym względzie, teraz jednak kawa. Na podziwianie zadka w lustrze, przyjdzie jeszcze czas.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1697 słów i 9419 znaków.

3 komentarze

 
  • nefer

    Jak zawsze czyta się lekko i przyjemnie. Przyznam jednak, że część pierwsza - biurowo/korporacyjna bardziej przypadła mi do gustu. Czuć tam świeżą zadziorność bożka, podczas gdy pozbawiona jego obecności codzienność domowa staje się właśnie codziennością... Bez talizmanu to już jakoś nie to... Należy koniecznie bożka odzyskać... albo przenieść akcję do biura.  :devil:

  • Szarik

    @nefer zobaczymy, co bogowie przyniosą. Codzienność na razie pokonała pisanie. Za dobre słowo jednak dziękuję :)

  • Bogu

    Szariku, pomimo faktu że to niezgorsze dzieło, to, że postacie tak "tańczą" wokół siebie i jak na razie nigdzie to bardzo nie prowadzi, jest trochę męczący. Pomimo eonów na karku, staram się robić to co mam robić w miarę wydajnie. W końcu po co tworzyć nowe gwiazdy i życie w miliony lat, jak można w siedem dni. Nie mówię kończ, tylko wprowadź coś do naderwania monotonii.

  • Szarik

    @Bogu Nie mówię nie. Może i masz rację, więc pomyślę o tym i za sugestię dziękuję :)

  • Bogu

    @Szarik oczywiście, żadnych radykalnych zmian, bo wtedy opowiadania może stracić urok.  
    *kiwa z aprobatą*

  • dreamer

    O, jest i nowa część! Nie będę oryginalna, gdyż powiem.. - po prostu mi się podoba:)

  • Szarik

    @dreamer A i jest ;) Dziękuję bardzo :)