Babski wieczór cz. 2

Młodzieniec okazał się prawdziwym dżentelmenem. Nie tylko przywiózł Beatę do domu, ale również odprowadził ją pod same drzwi. Marka nie mogło zatem dziwić, że zaprosiła go do środka. A jednak nie mógł w to uwierzyć. Przetarcie oczu niczego nie zmieniło, to nie był sen. Tak, to był jego salon. Tak, to była jego żona. Tak, to był syn jej najlepszej przyjaciółki. Pewnie się upiła, a on to wykorzystuje… Ale w takim razie Marek powinien zainterweniować. Nie stać w progu z rozdziawioną gębą, tylko wparować tam i zrobić z nim porządek. Tylko czy tak wygląda wykorzystywana kobieta? Beata ujeżdżała młodzieńca. Jej krągłe ciało falowało rytmicznie, jej spore piersi kołysały się rozkosznie, jej usta powtarzały „o kurwa, jak mi dobrze”. To nie moment na interwencję, przynajmniej jeszcze nie teraz. Marek uskoczył, żeby wyjrzeć dyskretnie zza ściany. Nie zauważyli jego obecności, byli całkowicie sobą pochłonięci. Wzajemna fascynacja znalazła odzwierciedlenie w gorącym pocałunku. Długim, namiętnym, pełnym pożądania. Kiedy ich usta oddaliły się od siebie, młodzieniec mocno chwycił Beatę za kręcone włosy…

- cudownie się rżniesz, bezwstydna kurwo

Dla Marka stało się jasne, że gość jego żony przejmuje inicjatywę.  

Martysia

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 228 słów i 1308 znaków.

1 komentarz

 
  • Zakochana5

    Typowo, wielkie balony.  :smh: beznadzieja