Zgubione marzenia cz. 4

Zgubione marzenia cz. 4Marcin był zadowolony z pracy. Każdego wieczoru wracał do domu z szerokim uśmiechem na twarzy, bo tęsknił za narzeczoną, ale i dopadało go zmęczenie. Bywało tak, że z Adą widzieli się dopiero przed pójściem spać. Głód „drugiej połówki” był duży. Małe znużenie pracą i ciche narzekanie po dwóch tygodniach w roli kelnera dobrej restauracji, stało się codziennością nowego pracownika. Ile można podchodzić do stolika, pytać, co szanowni państwo chcieliby zjeść, a na powitanie serwować często wymuszony uśmiech? Po pewnym czasie chce się uciec i nie wrócić, ale nie w przypadku Marcina, który wiedział, że powinien dziękować pracodawcy na kolanach za to, że go zatrudnił.    
    Jedna rzecz bardzo go irytowała i o dziwo nie sama osoba Oliwii, lecz jej zachowanie. Z samego rana nie było jeszcze tak źle, bo wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić do jej gadki, że się nie wyspała, jest zła i chętnie by wszystkich pozabijała. To każdy był w stanie wytrzymać, a nawet momentami było to tak żałosne, że aż śmieszne. Potem zaczynało się tango- wszystkich stawiała po kątach, kazała przynosić sobie napoje i odwalać za nią całą robotę. Natomiast wieczorem włączał się jej zwierzęcy instynkt niezaspokojonej płci damskiej… Każdego mężczyznę wzięłaby do łóżka. Tragedia. Co o niej myśleć? Nic dobrego.  
    Marcin miał największego pecha pod tym względem. Oliwia nie zwracała uwagi na to, że jest zaręczony. Udawała, że nie słyszy jego awanturniczych krzyków, upomnień i często- przekleństw, gdy już naprawdę nie mógł się opanować.  
-Przestań, ile razy mam ci powtarzać, że nie jestem zainteresowany?! Zostawiłaś mózg w domu, udajesz głupią, czy naprawdę jesteś taka tępa?!- wykrzyczał Marcin, piorunując Oliwię srogim spojrzeniem. Poczerwieniał na twarzy.
-Ale ja wiem, że…
-Nie, nie, nie!- chwycił blondynkę mocno za ramię i przycisnął ją do ściany.- Zamknij się i spływaj, dobrze ci radzę…
-Grozisz mi?...- jęknęła, udając przerażenie. Zamrugała kilka razy tymi swoimi wymalowanymi oczyma i udawała smutną.
-To ty nie rozumiesz, co do ciebie mówię…- ugryzł się w język, usiłując się na spokój. Głęboko wciągnął powietrze, aby opanować emocje.
-Ona na ciebie nie zasługuje!
-Nie znasz jej! Nie pleć głupstw, nigdy jej nie widziałaś, więc jej nie znasz. Nie wiesz, jaka jest. Nie znasz mnie i nie wiesz, co się dla mnie liczy! Ta miłość przetrwała sześć lat, gdy byłem za kratkami i jeszcze dłużej, więc wara!
-Co się tu dzieje?- spytał Jakub, patrząc na dwójkę kłócących się ludzi. Oliwia ponownie zamrugała oczyma, tym razem, by otrząsnąć się po tych słowach i powoli wyszła z korytarza. Czerwone szpilki było słychać zawsze, gdziekolwiek się było. Ten dźwięk prześladował i nakłaniał facetów do ucieczki.  
-Znowu?- Kuba podszedł do Marcina i spojrzał mu w oczy. Dwudziestodziewięciolatek w odpowiedzi jedynie pokiwał głową.- Działa ci na nerwy młoda, co?
-Ciśnienie od razu mi skacze- przyznał zdenerwowany.- Ona jest taka głupia, czy tylko udaje?
-Taki ma charakter. Może kawa ci poprawi nastrój?- zaproponował z przyjacielskim uśmiechem na twarzy.
-Ok.- odparł Marcin, próbując opanować emocje.  
    Mężczyźni kierowali się do kuchni. Marcin wziął jeszcze ze sobą swoją torbę i poszli napić się kawy. Oliwia patrzyła na nich zawiedziona ze swojego ulubionego kąta pomieszczenia ze stolikami. Poprawiała sobie paznokcie, gdy nagle do pustej restauracji przyszli klienci. Wstała powoli ze skwaszoną miną i poszła po menu.

    Po powrocie z pracy, narzeczeni stwierdzili, że pójdą rozerwać się do jakiegoś baru. Mieli ochotę potańczyć, poznać nowych ludzi i, co najważniejsze, mieli na to czas.  
    Ada nie stroiła się zbytnio, tak jak i Marcin, w końcu to zwykła dyskoteka. Ich zasadą było zawsze trzymać się razem i… nie pić zbyt dużo alkoholu, a najlepiej- wcale. Po co kolejne awantury i problemy?
    Ada i Marcin poszli do baru, w którym nie było aż tak tłoczno. W tym miejscu ludzie byli zazwyczaj spokojni i w miarę kulturalni, a wszystko zależało od tego, ile wypili.  
-Na pewno nie chcesz wrócić do domu? Jesteś blada, jak ściana- zmartwił się Marcin, odgarniając gęste włosy z twarzy ukochanej.  
-Nie, jest dobrze- uśmiechnęła się i pocałowała go w czubek nosa.- Idziemy tańczyć?
-Już, tak na starcie?  
-Chyba nie chcesz się upijać… Jutro do pracy!- wyciągnęła go na parkiet.    
-Miałaś o tym nie wspominać- zaśmiał się Marcin, patrząc jej głęboko w oczy. Pocałowali się lekko i zaczęli tańczyć, podczas gdy większość przybyłych ludzi siedziała i piła.  
    Po kilkunastu minutach Ada poszła zamówić coś do picia, a Marcin zajął miejsce. Chociaż na chwilę oderwał się od rzeczywistości i afer, które miały miejsce w pracy. Miało być przyjaźnie, ale do akcji wkroczyła Oliwia, która za każdym razem psuła dobry nastrój.  
-To ta ruda?- Marcin podskoczył z przerażenia, gdy usłyszał znajomy głos. Odwrócił się i zacisnął pięści.
-Nie mów tak na Adę. Skąd się tu wzięłaś?- spytał szeptem.
-Ada…- Oliwia udawała, że nie usłyszała pytania.- Pierwszy raz słyszę jej imię. Banalne, takie… krótkie.  
-Spadaj, to moje ostatnie ostrzeżenie. Radzę ci się oddalić. Nie musisz stąd wychodzić, ale odsuń się.
-Ależ, chłopcze, nie wyrzucisz mnie stąd. Nie jestem zmiotką do podłogi, nie sterujesz mną- zaśmiała się szyderczo.  
-Nie rozumiesz, ze to dla mnie trudne, bo spałaś z każdym facetem w tym mieście i nie wiesz, co to znaczy prawdziwa miłość.  
-Nie przesadzajmy…- blondynka co chwila poprawiała włosy.- O, idzie do nas!- zawołała, widząc zbliżająca się do nich Adę.
-Spadaj, wynoś się!- warknął przez zaciśnięte zęby.  
-Kochanie…- rudowłosa dziewczyna spojrzała na Oliwię ze zdziwieniem i zakłopotaniem.- Przepraszam… pan nie jest zainteresowany rozmową- Ada chwyciła narzeczonego za dłoń. Patrzyła odważnie w oczy blondynki, czując jak w niej buzuje. Miała ochotę na nią nakrzyczeć i podrapać jej  twarz aż do krwi.
-Miło się nam gawędziło. Myślałam, że pan jest singlem- skłamała blondynka, wydając teatralne westchnienia.
-Żałosne…- szepnął sam do siebie Marcin, kipiąc ze złości.
-Jest pan bardzo miłym facetem. Naprawdę. Dobrze pan wygląda, ładnie się wysławia…
-Dosyć! Idziemy, kochanie- Marcin zabrał kurtki i wyszedł z Adą z baru.  

**************

Cóż ja Wam mogę pisać, kochani? W te wakacje miałam dużo pracy i… gości. Ale nie skończyłam tego opowiadania! Nie urwałam w połowie, nie kończąc tej historii :) Nie potrafię Was tak zostawić ;)
Wszystkim uczniom życzę dobrych ocen w tym roku szkolnym, wielu przyjaciół i tego, by złe chwile omijały Was z daleka! Z całego serducha! :D
Buzi, kochani! :*

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1269 słów i 6962 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Somebody

    Jakoś tak krótko... Ale przyjemnie się czytało. Mam nadzieję, że znajdziesz w roku szkolnym dość czasu na pisanie. Życzę miłych lekcji  :przytul:

  • Duygu

    @Somebody Hmm... To możliwe, jest sporo dialogu  :D  Będzie więcej części, być może zaspokoję tym twój głód  ;)  Miło mi  <3  Również mam taką nadzieję. Dziękuję bardzo, słońce  :przytul: