To ja już sam zacznę płakać cz. 57

Cz. 57
Marzena
- Ciociu? – Spogląda na mnie Angel.
- Tak skarbie?
- Czy wierzysz, że tata kiedykolwiek do nas wróci?- Pyta mnie może już setny raz Angel, która tak bardzo przypomina mi Alicję, że czasem wydaje mi się, że to Ala została wskrzeszona i stoi nad moją głową.
- Nie wiem kochanie. Przyznam się, że chyba sama straciłam nadzieję na jego powrót. Kiedy przekroczy się magiczne sześćdziesiąt lat, człowiek już nie patrzy wstecz- odparłam wałkując ciasto na faworki.
- Ach, daj spokój! Moja ulubiona ciocia będzie żyła sto lat!- Powiedziała i cmoknęła mnie w czoło.
- No jeszcze, czego- udałam oburzoną.- Już sama taka myśl sprawia, że czuję się jak stulatka.
Angel uśmiechnęła się i poklepała mnie po plecach. Zawsze tak robiła, odkąd zaczęła chodzić do szkoły. Pierwszy raz poklepała mnie po plecach, kiedy poszła do przedszkola. Przyznam, że to ja zamartwiałam się, czy nie będzie płakała, bo wiadomo, że było to dla niej nowe miejsce. Zamiast smutku w oczach Angel była radość, czym zaskoczyła mnie totalnie.
- No idź już ciociu, bo pomyślą, że jestem beksa- powiedziała i pokazała mi palcem drzwi.
- No już dobrze kochanie, ale nic na to nie poradzę, że się o ciebie martwię- schyliłam się i cmoknęłam ją w czółko.
- Dobrze, ale teraz masz ostatnią szansę, bo inaczej ja sama się popłaczę- dodała szeptem przyczepiając się do mojego ucha. A potem poklepała mnie po plecach.- Będzie dobrze- odparła i wbiegła do klasy.
Była dużo twardsza niż ja. Być może miała to po matce, a być może coś tam dorzucił jej od siebie Adam. W każdym razie byłam z niej taka dumna, że gdy po nią przyszłam zabrałam ją na zakupy. I wcale nie zdziwiłam się, kiedy poprosiła mnie o kilka kulek, a nie jedną.
Teraz Angel wydoroślała i ani się obejrzę, a wypryśnie z domu z jakimś chłoptasiem, którego obdarzy uczuciem tak silnym, że sama będzie się nad tym zastanawiać. A potem odejdzie ode mnie, bo, po co jej stara ciotka, która sama nigdy nie wybaczyła swojej matce?
W głowie staną mi obraz pamiętnika, który znalazłam w regale na książki. Gdy go przeczytałam na zawsze zmienił moje życie. Nie wiem, co Gerdi chciała przez niego osiągnąć, ale to tylko pokazuje, że nigdy nie należy nikomu ufać bezgranicznie.
- Ciociu! Olej już gotowy do wypieku! - Krzyknęła Angel, kiedy zobaczył mnie stojącą w miejscu przy stolnicy z wałkiem w ręku.
- Och, wybacz! Już zaraz wszystko będzie gotowe- oznajmiłam i natychmiast zabrałam się do krojenia szerszych pasków, które potem ponacinałam w środku.
- O czym ty tak myślałaś, co?- Zapytała bardzo ciekawa.
Odwróciłam się do niej przodem i spojrzałam jej w oczy.
- Opowiem ci coś, ale obiecaj mi, że zachowasz to dla siebie- dodałam tajemniczo, choć może i z ulgą.




Adam
Dziś postanowiłem, że wracam. Wracam do dawnego życia i jestem gotów przyjąć na siebie każdą odpowiedzialność, jakiej nie miałem wcześniej. Wiem, że Ala być może ułożyła już sobie życie z kimś innym, lub wyjechała z całą czwórką Bóg wie gdzie. Na to również jestem przygotowany.  
Wrócę i pokażę jej, że byłem totalnym głupkiem, kiedy ją tak zastawiłem. Odpokutuję w każdy możliwy sposób. Pozwolę się poharatać jej jak tylko będzie chciała. Pozwolę się bić i poniżać. Pozwolę jej naubliżać mi, bo wiem, że na to właśnie zasłużyłem. I nie będę się nad sobą litował, bo nic mi to nie da. Nie odzyskam w ten sposób swoich dzieci, już na tyle dorosłych, że będą mogły mnie znienawidzić.
O ile już mnie nie nienawidzą.
Siedzę w jakiejś spelunie i przeglądam bilet powrotny do swojej przeszłości. Na pewno będzie ciężko, ale muszę to zrobić. Muszę wrócić dla siebie i dzieci, które tak okrutnie pozostawiłem. Muszę przeprosić Alicję i pokazać jej, że jestem gotów na poświęcenia. Jestem gotów na wszystko, byleby tylko dała mi ostatnią szansę. A wiem, że da, tak jak wiem, że mnie kocha. Może i nienawidzi, ale kocha.
Zabieram się z malutką walizką i jedyne, na co mam teraz ochotę, to uściskanie moich ślicznych dzieci i przepięknej żony. Już widzę, jak staję w progu, a one wszystkie biegną do mnie i krzyczą radośnie najwspanialsze słowo na świecie:
- Tata!
Potem, gdy już wszystkie z nich wyściskam i wycałuję, przyjdzie kolej na Alicję. Dla niej mam szczególny prezent. Czystą i prawdziwą kolię z brylantami, na która pracowałem przez te wszystkie lata. Irina, godna zaufania dziewczyna, pomagał mi w zdobyciu odpowiedniej ilości pieniędzy, za co jestem jej szczególnie wdzięczny. Nigdy o niej nie zapomnę, tak jak nigdy nie przestałem kochać Alicji. Szkoda tylko, że dopiero teraz to zrozumiałem.
Nie szanowałem tego, co miałem i zrobiłem najgorszą rzecz na świecie. Uciekłem bardzo daleko, choć sam nie byłem pewny, tak naprawdę, przed czym uciekałem. Chyba tylko przed samym sobą. Ale teraz wracam. Wracam do domu tam, gdzie od zawsze było moje miejsce.





Nie potrafię wyjść z zachwytu, że na prawdę mieszkam w tym domu! Pani Gerdi jest dla mnie taka wspaniała, że chwilami żałuję, że nie mogę powiedzieć do niej Mamo. Wiem, że to głupie, ale jedynie ona ze wszystkich ludzi na świecie jest taka przemiła, że nie wyobrażam sobie teraz, aby miała gdzieś odejść.
Pani Gerda opowiada mi o różnych ludziach, którzy tutaj mieszkają. Dowiaduję się, że niedaleko mieszka taki jeden przystojniak, który ma bardzo dobre serce. Pani Gerdi twierdzi, że lepszego mechanika samochodowego nie znajdzie się nawet za granicą.
- W przyszłości pewnie założy jakąś firmę, albo coś. Podchodź do niego, a sama zobaczysz, że i ciebie oszołomią te niebieskie oczy i blond włosy, zobaczysz. Sama, gdybym była kilkanaście lat młodsza pewnie bym się za nim uganiała- zachichotała dziewczęco.
- Ale ja jeszcze nie szukam chłopaka. Najpierw wolałabym znaleźć jakąś pracę, najlepiej w pisarstwie- zakomunikowałam skromnie.
- Chcesz być pisarką?- Zapytała mnie Pani Gertruda.
- Nie koniecznie. Bardziej potrafię poprawiać teksty, a niżeli je pisać. Nie wiem tylko, czy do czegokolwiek bym się nadawała- wzruszyłam ramionami.
Pani Gertruda wyjrzała niepostrzeżenie przez okno.
- Każdy ma swoje przeznaczenie. Musisz tylko dążyć do jego spełnienia. I być w tym wytrwała, bo nic samo w życiu nie przychodzi. Nawet, jeśli chodzi o miłość.
Nie bardzo zrozumiałam jej słowa, ale widocznie musiała przejść coś podobnego w życiu, skoro dawała mi takie nauki.
- Ja już nigdy nikogo nie pokocham. Jestem może i młoda, ale nie zdaje sobie pani sprawy z tego, jak wielki bagaż przeżyć przywiozłam ze sobą.
- Nie mów do mnie pani, bo czuję się staro- oznajmiła nagle.- Jestem Gertruda Perz. Mów do mnie, Gerdi, bo chcę, abyś została mą przyjaciółką, a nie znajomą. Przecież kiedyś to wszystko będzie twoje- powiedziała i spojrzała na mnie poważnie.
- Nie zasługuję na to- odparłam zakłopotana.
- Więc leć mi szybko do sklepu i kup dwa kilo mąki, dwa kilo cukru i kilo soli.
Podała mi pieniądze i niemal wygnała z domu. Wyszłam, ale z zakłopotaniem stwierdziłam, że nie mam pojęcia gdzie tutaj jest jakiś sklep. Stanęłam więc przed bramą i krzyknęłam Gerdi:
- Ale gdzie jest sklep? Przecież nie znam jeszcze tutejszej okolicy!
Gerdi machnęła na mnie ręka i schowała się za drzwiami.
- To może ja ci pokażę- powiedział młody chłopak z bujnymi blond włosami i ślicznymi niebieskimi włosami.
- Jesteś stąd?- Zapytałam niepewnie.
- No pewnie. Mieszkam kilka domów stąd. O tam- wskazał palcem bodajże czwarty budynek z rzędu.
- O, a wiesz, gdzie jest tutaj najbliższy sklep?
- Pewnie. Sam do niego idę- wskazał na reklamówkę w dłoni.
- Dobrze- mruknęłam, bo nagle poczułam się niezwykle zakłopotana.
- Jak ci na imię?- Zapytał mnie nieznajomy.
- Marzena. Jestem Marzena Raśko.
- A ja nazywam się Adam Paterson. Bardzo mi miło ciebie poznać.

326 czyt.
100%11
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1525 słów i 8108 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 4 cze 2019

    Zestaw na tak. Pozdrawiam