To ja już sam zacznę płakać cz. 54

Cz. 54
Adam
Już dawno nie czułem się tak źle. W gardle miałem niezłą chrypę, a w żołądku wciąż czułem nadużycie alkoholu. Odbijał mi się za każdym razem, kiedy tylko wypiłem łyk porannej kawy.
- Może coś przekąsisz- zapytała Ala starając się wyglądać jak zazwyczaj.
- Teraz raczej niczego nie przełknę. Nawet kawa nie smakuje kawą. Głupek ze mnie, że piłem.
Nie odpowiedziała. Nie chciała mnie obrażać, bo przecież sama nie była bez winy. Gdyby nie ona nie piłbym wczoraj niczego, ani przed wczoraj. Być może znów interesowałbym się sprawami zawodowymi, a nie czekał, aż magiczne proszki przeciwbólowe zaczną wreszcie działać.
Zrobiła mi kanapki do pracy, ale wciąż milczała. Nie było to komfortowe, bo i mnie udzielało się zdenerwowanie. Widząc jej brzuszek każdego dnia coraz większy, uzmysłowiłem sobie, że przecież nie mogę się tak zachowywać. Mam już Angel, a niebawem na świecie pojawi się Święta Trójca, więc powinienem sfolgować swój gniew.
- Choć tu- powiedziałem do Ali, kiedy przechodziła obok mnie i objąłem ją w pasie wciąż siedząc na krześle.- Nie gniewajmy się na siebie, dobrze? Nie chcę, abyśmy wracali do tego tematu i wolałbym, abyśmy udawali, że jest jak dawniej, dobrze?
Nie było to jednak mądre posunięcie, bo moja żona nie na to była obrażona, co dopiero teraz zauważyłem.
- Nie Adamie. Ja tak nie potrafię. Ja właśnie chcę o tym rozmawiać, bo zbyt wiele lat już trzymałam to w tajemnicy. To już praktycznie zżera mnie od środka, rozumiesz?
Nie rozumiałem.
- Ale, co chcesz takiego mi jeszcze powiedzieć? Czy nie wystarczająco wiele od ciebie usłyszałem?
- Jak to zbyt wiele? To nie chcesz mnie poznać?- Spytała odchodząc w bok tak, abym jej nie dotykał.
- Ale ja już myślałem, że cię poznałem, rozumiesz? Sądziłem, że wiem o tobie wszystko. Śledziłem twój każdy ruch, kiedy się spotykaliśmy i wiem, że nie lubisz, kiedy ktoś osłodzi za ciebie herbatę. Wiem, że nie lubisz, kiedy w nocy wychodzę, bo boisz się, że pewnego dnia cię zostawię, ale ja nie jestem twoim byłym chłopakiem. Jestem twoim mężem, jestem Adam, a nie Antony!
Z nerwów wstałem i wyszedłem na dwór, gdzie czekała już pod bramą Marzena. Nawet nie założyłem kurtki, ani butów, a wiało jak z cebra. Podszedłem do samochodu, ale wkurzyłem się bardziej, gdy ujrzałem pytający wzrok Marzeny.
- Nawet nie waż się o nic pytać!- Wypaliłem celując w nią swoim palcem.
- A co ja takiego zrobiłam?- Zapytała, ale nie odpowiedziałem jej, tylko wróciłem się do kuchni po kluczyki do samochodu. Napotkałem tam Alicję, która klęczała koło krzesełka zanosząc się płaczem.
Nawet na nią nie spojrzałem. Wziąłem tylko kluczyki i wyszedłem trzaskając drzwiami. Idąc do samochodu zauważyłem, że Marzeny przy nim nie ma. Właśnie trzaskała swoimi drzwiami od domu.
Miałem dosyć wszystkich i wszystkiego.
Chciałem uciec gdzieś daleko i nigdy tu nie wrócić.
Chciałem być sam i chciałem mieć perspektywę zaczęcia swojego życia od nowa. Bez sekretów, bez tajemnic, bez jakichkolwiek przekrętów. Jeśli kiedykolwiek miałbym dojść do takich wniosków, to właśnie teraz. Wsiadłem, więc do samochodu i pojechałem do firmy. Tam poprosiłem Artura, krótkiego stażem pracownika, aby zajął się salonem, dopóki nie wrócę. Zszokowany nawet o nic nie zapytał. Potem pojechałem na lotnisko i wykupiłem bilet na najbliższy lot dokądkolwiek. Potem zapłaciłem kartą i zaczekałem na odlot.
Właśnie zaczynałem nowe życie.




15 lat później…




Kiedy się obudziłam strasznie zabolało mnie krocze. Głowa też pękała mi w szwach, więc z początku nie byłam pewna, co się stało. Potem jednak coś kazało mi dotknąć brzucha. Nic nie było mojemu maleństwu, ale nie ruszało się już tak energicznie, jak dotychczas.
Co się tutaj stało?
Zrozpaczona i przekonana o czymś strasznym doszłam do wniosku… , że ktoś musiał odbyć ze mną stosunek! Wszystko w środku mnie bolało. Podniosłam się czując wzbierającą falę łez. Potem pełno ciepłej substancji wypłynęło mi z krocza…
- Antony!- Krzyknęłam na całe gardło, a strumień łez zjawił się zaraz na początku.- Antony!
Nikt nie odpowiadał. Wstałam jakoś z łóżka, choć bardzo mnie bolało na dole w brzuchu. Wciąż powtarzając imię swojego ukochanego doszłam do drzwi i otworzyłam je na oścież.
- Antony! Choć tu! Ktoś mnie zgwałcił! Antony!
Małymi kroczkami poruszałam się na przód. Złapałam się barierki i już miałam zejść, kiedy za moimi plecami poczułam jakiś ruch. Odwróciłam się napięcie uświadamiając sobie, że gdzieś zniknęła wcześniejsza głośna muzyka.
- Antony?- Zapytałam widząc swojego ukochanego.- Och Antony!- Rzuciłam mu się w ramiona, ale mnie powstrzymał.
- Co powiedziałaś?- Zapytał przytrzymując mnie za ramiona.
- Antony to boli- płakałam, bo dzidziuś kopał teraz jak najęty. Widocznie żył moimi emocjami.
- Co powiedziałaś?- Zapytał zaczynając mną szarpać.
- Puść mnie!- Krzyknęłam, więc mnie pościł. A potem popchnął do tyłu. Straciłam równowagę i runęłam jak długa w dół schodów. Na nic się zdało wyciąganie rąk we wszystkie strony, bo nikt nie zamierzał mnie złapać.
- Mówiłem, że wkrótce będzie po kłopocie- powiedział i patrzył jak spadałam i turlałam się po schodach, co rusz to uderzając swoim brzuchem o kanty stopni.
- Moje dziecko! – Wrzasnęłam, po czym ciemność zalała mi oczy.

315 czyt.
100%33
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1066 słów i 5599 znaków.

3 komentarze

 
  • Pani123

    Pani123 · 24 maja

    nie powinno być " 15 lat wcześniej"?

  • Pani123

    Pani123 · 24 maja

    tasiemiec wielowątkowy powoli Ci się z tego robi prawie jak "moda na sukces"...ciekawe czy doczeka się ekranizacji

  • AnonimS

    AnonimS · 24 maja

    Pokrecone