Siedmioramienna gwiazda cz 13

— Wszystkie prywatki tak wyglądają, jest trochę smutno. Chcecie o coś zapytać, odnośnie wiary lub tego wszystkiego co jest? — zapytała miło Eugenia, bez jakiegokolwiek lęku.
— Poczekajmy na nich — szepnęła Maja.  
Eugenia wyczuła, że jest coś nie tak, ale nie chciała pytać. Pomyślała, że może się o coś pokłócili. Wiedziała, że są paczką, ale nie mogła się zorientować, która z nich jest jego dziewczyną. Bo czasami myślała, że jedna, innego dnia, że druga. Nie chciała myśleć, że obie są, jak i trudno jej było uwierzyć, że żadna z nich nie jest.
Tymczasem Elvis otworzył barek w kuchni, bo miał i tu jak i w salonie. Popatrzył na Sławka i zapytał.
— Na co masz ochotę?
— Może być czysta albo whiskey z lodem.
— Nie pytałem o alkohol.
— Nie rozumiem?
— Dobrze rozumiesz. Karo jest moją dziewczyną, ale jak chcesz ją, to ci ją dam. Może chcesz jeszcze raz, Majkę. Dobra jest, nie? Wiem, że chciałbyś Eugenię, ale to trudna sprawa. A poza tym? Nie masz ochoty sprawdzić mojego czarnego potwora? Normalnie ten model ma 560 koni, ale mój wóz jest przerobiony i ma dwadzieścia koni więcej niż przyszły model, 2018. A jak mi pomożesz to ci go daruję. Nie pożyczę, tylko dam. Jego oczy zapaliły się dziwnym blaskiem.
— Poważnie mówisz, to niemożliwe?
— Czy myślisz, że kłamię, jak ty?
— Co masz na myśli?
— Decyduj, druga taka okazja ci cię się nie przydarzy. Ma tylko dwadzieścia tysięcy przebiegu. Opony i hamulce mają miesiąc. Rodzice mnie rozpieszczają i mam obiecany najnowszy model.
— Wszystko dla ciebie zrobię — uśmiechnął się Sławek.
— Wszystko? Co myślisz, żeby dziewczyny rozweselić, bo są takie smutne.
— Dobra myśl.  
— To posłuchaj uważnie. Eugenia dostanie sok z mango. A Karo i Majka drinki. I jeszcze coś.  
Elvis wyjął pudełko z kieszeni. Otworzył.
— To są specjalne tabletki. Jedna wystarczy, żeby dziewczyna pozwoliła ci zrobić wszystko. To nie prawda, że są afrodyzjaki. To jest narkotyk. Nielegalny, ale za to nie do wykrycia po dwunastu godzinach. Ona nie będzie chciała nic, ale pozwoli tobie zrobić wszystko.
— A będzie pamiętać?
— Trochę tak. Wiesz, na imprezach dzieją się różne rzeczy. Nawet jakby była nie zadowolona, to kto jej uwierzy.
— Naprawdę dasz mi samochód?
— Oczywiście.
Elvis wyjął z kieszeni mądre klucze.  
— Otwierasz drzwi, naciskasz guzik i jazda. Jak wrócisz dam ci papiery. Parę moich podpisów i jest twój.
Sławek poczuł uderzenie gorąca.
— Co myślisz o Eugeni?
— Ma o sobie wysokie mniemanie i myśli, że jest lepsza.
— To ci włożyła do głowy Majka, pytam co ty myślisz?
— Skąd to wiesz, mówiła ci?
Elvis popatrzył na niego tak, że szatyn poczuł strach.
— Ja wszystko wiem, przekonasz się wkrótce. Nie zalej się za szybko, chcę żebyś słuchał i pamiętał. Wrzucaj po jednej dla każdej z nich. Ta szklanka jest dla Majki. Nie pomyl się.
— Ja mam wrzucać?
— A co myślałeś, że BMW za 100 tys dolarów dam ci za darmo, idioto!
— Ale to ich nie zabije, prawda?
— Za kogo mnie masz, śmieciu?
Elvis złapał go za koszulę.
— Wyluzuj. Tylko pytam.
Elvis się opanował i go puścił.
— Nie widzisz, że chce ci pomóc zrealizować twoje dwa marzenia, a ty mi tak odpłacasz? Oczywiście, że nic im się nie stanie. Pomyśl zanim coś powiesz.
— Dobra, przepraszam. Jak długo trzeba czekać na działanie?
Elvis się ucieszył.
— Tak ci śpieszno? Z alkoholem szybciej, jakieś dziesięć minut. Z sokiem piętnaście. Ja chcę najpierw porozmawiać z Eugenią o Bogu, dlatego tu jest.
— Rozumiem, Majka mi mówiła.
— Nic nie rozumiesz. Ona ci mówiła, co ja chciałem żeby ci powiedziała. Ona nie ma pojęcia o niczym, ale ty masz jeszcze mniej.  
Sławek wrzucił pastylki. Nie bał się. Poczuł siłę. Nie wiedział co jeszcze zrobi, ale miał świadomość, że może zrobić wszystko. Weszli do pokoju.
— Dla ciebie sok, a dla was dobra szkocka. Dla mnie i dla Sławka to samo. To za dobrą rozmowę.
Sławek wypił pół szklanki. Dziewczyny patrzyły na Elvisa. Wypił jedną trzecią. One zrobiły to samo.
— Eugenio, wiesz dużo o Bogu. Co wiesz o nim?
— Jest dobry i sprawiedliwy, pomaga ludziom.
— Tylko tyle?
— To mało? Co byś chciał wiedzieć dokładnie?  
— Wrócimy do tego co usłyszałem. Moc. Co może?
— Wszystko. Jest wszechmocny.
— Dobrze. Zajmijmy się tym co powiedziałaś. Wspomniałaś, że jest dobry. Czemu jest zatem tyle zła. A skoro jest sprawiedliwy, czemu jest tyle niesprawiedliwości?
— Ludzie postępują zgodnie ze swoja wola, a nie Jego i stąd to wszystko.
— Powiem ci co ja myślę. Religie kłamią. Bóg nie jest dobry tylko egoistyczny. Pragnie posłuszeństwa i obiecuje coś, czego nie można sprawdzić. Ludzie chcieliby robić co chcą, ale się boją kary.  
Dziewczyna nadal była spokojna, Elvis sądził, że zacznie się z nim nie zgadzać i straci panowanie nad sobą.
— Możesz podać konkretny przykład?
— Podam ci twój przykład. Spotkałaś na przystanku Sławka i kiedy cię tylko dotknął palcami, poczułaś podniecenie. Gdyby nie twoje wpojone zasady, oddałabyś mu swoje ciało jak Maja. Pewnie nie wiesz, że on spotyka i ciebie i ją. Ona go zaprosiła i za pół godziny byli w łózku.
Sądził, że tym spowoduje wybuch, ale nikt nie zareagował gwałtownie, ani szatyn, ani Maja czy Karo. Zamiast oczekiwanego wybuchu u Eugeni usłyszał pytanie?
— Skąd to wiesz?
Uśmiechnął się ślicznie i zapytał.
— Czy to nie prawda?
— Częściowo. Kiedy jesteśmy głodni możemy zjeść, ale nie musimy. Nawet takie reakcje można powstrzymać lub zmienić. Mylisz się, że nie zrobiłam tego, bo mi wpojono zasady. Nie zrobiłam tego, bo nie chciałam. Z całkiem innych powodów. Kto ci to powiedział? — zapytała spokojnie.
— Mój Pan. Wiem wszystko o was. O tym jak Maja szczuła Sławka przeciwko tobię. Zaprosiliśmy cię tu, żeby cię zdeptać i obrazić, ale one milczą. A Sławek cię pragnie i ty mu się oddasz jeśli zechce, bo będziesz bezwolna. A wiem, że chce. Wrzucił ci coś, co mu dałem, wam wszystkim zresztą wrzucił po pastylce.
Ale i tym razem dziewczyna zachowała spokój, co zaczęło go drażnić.
— A więc miłujesz Lucyfera. Mój Pan wie również wszystko o ludziach, ale jest subtelny i nie powiedziaby mi takich spraw.
— Tak, masz rację. On mi obiecał władzę i moc. Pieniądze już mam.
— Powiem ci zatem, jaka jest różnica między twoim panem, a moim. Mój jest prawdą, twój kłamcą. Tak jak ty. Maja miała kłopoty w domu, matka była w nerwach i często nie dawała jej tego, co dziecko oczekuje. Wyrzuciła ja z domu. Rodzice Karo istotnie są mało nią zainteresowani. Ale ty? Opowiadałeś im, że rodzice dawali ci zabawki zamiast miłości. Nawet moi rodzice nie dali mi tyle uczucia co twoi. Okłamałeś je, że twoja matka ma kochanka, a twój ojciec kochanki i kochanka. Oni są sobie wierni jak mało kto teraz. Ale ty jesteś inny od urodzenia. Ty jesteś zły. Bóg, mój Bóg przychodził do ciebie w snach, ale ty go odrzucałeś. A teraz sprzedałeś mnie temu kłamcy i słabemu człowiekowi za swój samochód. Nie czytałeś, że prawdziwego wierzącego w Jezusa Chrystusa, trucizna nie ruszy?
Elvis zmienił się na twarzy.
— Nie wymieniaj tego imienia przy mnie. Nie zniosę tego. Sławek, rób z nią co chcesz, już powinno zadziałać.
Sławek wstał i podszedł do Eugeni. Zdjął jej pas. Nie reagowała.
— Judasz sprzedał Chrystusa zą trzynaście srebrników, a ty mnie sprzedałeś za jednoroczne BMW. Tak wiele jestem warta?
— Tak, chcę cię teraz. Tutaj. Najesz się hańby, dumna dziewczyno.  
Chciał zerwać z niej suknię, ale nie zdołał. Karo poderwała się i rzuciła na niego. Elvis odepchnął ją jednak.  
— Łapy przy sobie, dziwko.
Dziwczyna poleciał i uderzyła głowa o kant stolika. Ale to wcale nie wzruszyło Elvisa. Natomiast Sławek zmienił się na twarzy. Podszedł do niej i sprawdził puls.
— Ona nie żyję — powiedział — zabiłeś ją.
— Ty jesteś odpowiedzialny. Dałeś jej pobudzający narkotyk. Lepiej uciekaj. Dałem ci kluczyki.
Sławek dopił szklankę i powiedział.
— Umywam ręce. Nie mam z tym nic wspólnego. Wybiegł na dwór. Elvis zamknął drzwi na klucz.  
Coś działo się z Majką. Nie ruszała się, wyglądało, że coś paraliżuje jej ciało, poruszała tylko oczami.  
— Co jej zrobiłeś, potworze?
— To nie ja. Ten debil dał jej pastylkę, a ja wcześniej dałem też jedną. Dwie pastylki ją zabiją. Ona i tak nie ma po co żyć. Matka jej nie kocha, nikt jej nie kocha. Twój Bóg na pewno.  
Skoro nikt się tobą nie zajał, ja to zrobię. Podobasz mi się. Jesteś podobna do Majki. Zanim umrze, popatrzy sobie.  
Podszedł do niej i rozerwał sukienkę na Eugenii. Nie reagowała. Miała pod spodem bawełnianą koszulkę. Chciał również ją zdjąć czy rozerwać, ale nagle drzwi się otworzyły i wszedł Piotr Parys.
— Nie dotykaj jej.
— Jak tu wszedłeś, ja zamknąłem drzwi na klucz. To są zbrojone drzwi.
Elvis wyglądał na całkowicie zaskoczonego.
— Gdybyś widział Anioła, to byś wiedział.  
Nagle Elvis się zmienił w oczach i powiedział.
— Jak to mi nie pomożesz, obiecałeś?
Odczekał chwilę.
— Zrobiem co chciałeś, jak możesz mówic, że robiłem to z własnej woli. Jak to odstępujesz ode mnie!
Jego twarz zastygła. Zabrał pasek od sukni Eugeni i wyszedł.  
Piotr zdjął cienką kurtkę i okrył nią Eugenię.
Oczy Majki zastygły.
Ale Piotr zdawał się tego nie widzieć. Podszedł do leżacego ciała Karo i rzekł.
— W imieniu Jezusa Chrystusa, wstań.
Po pół minucie dziewczyna podniosła się z dywanu.  
— Piotr, a Majka? Czy nie możesz jej również wskrzesić, masz moc od Boga — powiedziała cicho Eugenia.
— Pan wybrał jej inną drogę.
Wyciągnął komórkę i zadzwonił po pogotowie
  
Kilka minut wcześniej, Sławek odpalił wóz.
— Pieprzyć to. Z taką furą będę miał każdą laskę.  
Ruszył paląc opony. Nie zapiął pasów, zresztą często tego nie robił. Nie był pijany tylko raczej podniecony z powodu podarunku. Jechał kilka minut i wyskoczył na drogę wylotową. Nie myślał co stało się w domu Elvisa, był pochłonięty szaleńczą jazdą.
— Czemu jest ciemno, czyżby było już tak późno?  
Jechał szybko.  
Ciekawe ile to wyciągnie, pomyślał. Wskazówka szybkościomierza szła równo z wskazówką obrotów. Przekroczył dwieście i wszedł w łagodny zakręt. Droga była pusta. Piętnaście metrów od szosy rosło jedyne drzewo. Rozpędzone auto uderzyło w nie z całym impetem. Ciało Sławka wyleciało przez przednią szybę. Ale nie to go zabiło. Uderzył głowa w drzewo i złamał kark. W ułamkach odchodzącej świadomości zobaczył ciemność.  

Złamany na duchu Elvis szedł jak otępiały. Nie dotarło do niego, że Eugenia powiedziała prawdę. Jego Pan zostawił go samego z jego uczynkami.  
Wszedł do parku. Zobaczył trzy stare grusze. Wszedł na drzewo i zawiązał pasek od sukienki. Zrobił wprawnie pętle i założył ją na szyję.
— Idę do ciebie mój Panie.
Ale usłyszał tylko : Nie znam cię, głupcze. Słyszał to w swojej głowie.  
Nie czuł wyrzutów sumienia, nie czuł nic. Nie zdawał sobie sprawy, że został oszukany i wyśmiany.
Po chwili brunet zawisł. Krótkie drgawki ciała i zmoczone spodnie. To wszystko. Zobaczył tylko ciemność. Gęstą i cichą.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i szkolne, użył 2053 słów i 11557 znaków, zaktualizował 7 lis 2018.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Duygu

    JEZU!  :eek:  Jak to? Co tu się stało?! Sławek, ty... Ach!  :pissed:  Gienia doprowadziła do szału Elvisa ze swoim stoickim spokojem. Jest pod tym względem naprawdę niesamowita  :bravo:  Karo żyje, to dobrze, ale co z Majką? Oby ją uratowali! Elvis, mimo że nie byłeś dobrym człowiekiem, to smutno mi, że...  :sad:  Wola autora. Łezka w oku się zakręciła, Alex  ;)  Co do śmierci Sławka... to sama nie wiem, czy mi go szkoda...? Na własne życzenie wsiadł do tego samochodu, przyspieszył... Bardzo emocjonująca część, każda lepsza od poprzedniej  :yahoo:  Dziękuję  <3

  • AnonimS

    W pierwszym zdaniu chodzi o szkocka a nie szkodzka  a kolejnym gdybyś widział Anioła

  • AnonimS

    Literówka "— Dla ciebie sok, a dla was dobra szkodzka. Dla mnie i dla Sławka to samo. To za dobrą rozmowę." I tu "Gdybyś wiedział anioła, to byś wiedział."  Chyba gdybyś wiedział anioła to byś wiedział....Dziwczyna poleciał i uderzyła głowa w kant stolika.,Piepszyć to.

  • agnes1709

    @AnonimS To nie literówka, to błąd ortograficzny. Ale to przecież ALex, on powienien pisać ze słownikiem, nie raz go już opieprzałam:D:D:D