Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz.10

Po trzydziestu minutach Beatrice i Nadia siedziały już w opancerzonym Hammerze. W otoczeniu dwóch podobnych wozów ruszyli w kierunku kwatery głównej policji, miasta aniołów.
W tym czasie Jonathan znalazł w końcu chwilę, by bez wzbudzania niczyich podejrzeń, mógł porozmawiać z Nicholasem.
– Zostaniesz Mark, muszę porozmawiać z panem Kimbleyem na osobności.
– Jasne tato. Wiesz, że jestem z tobą.
– Wiem synu. Dziękuję. Siostra i mama też są, ale to kobiety, więc myślą i czują inaczej.
– Pewnie masz rację, ojcze. Mam nadzieję, że przekażą i od nas wyrazy współczucia dla pana Foresta. Taka tragedia. Mam nadzieję, że znajdą sprawców tej okropnej zbrodni.
Nick spojrzał na Jonathana.
– To może nie być takie proste, synu – rzekł Kimbley, za ojca Marka.
Obaj mężczyźni zostawili Marka samego. Pomyślał o mamie, której prawie nie znał. O siostrze, którą kochał i oczywiście o macosze, którą zaczął mieć w swoim sercu. Jakoś nie miał z tym problemów, że jest tylko kilka lat starsza od niego. Wiedział, że jest piękna, ale odbierał ją najzupełniej właściwie, prawie jak matkę. Pomyślał po raz kolejny o dopiero co poznanej dziewczynie. Zrobiło mu się po raz kolejny strasznie źle cięzko na duszy i wówczas dopiero zrozumiał głębiej, co musi czuć Alex. Życie jest tak ulotne, pomyślał na koniec. Ujął głowę w dłonie i zapadł w swoistą zadumę nad przemijaniem, które jego ojciec chciał opóźnić lub nawet zatrzymać. 
Czyżby nadal im coś groziło? Ta myśl jakby wdarła się w poprzednie rozmyślania. Jeżeli tak, to czy warto być sławnym, bogatym? Śmierć mogła przyjść co prawda zawsze i wszędzie, ale czy właśnie sława i bogactwo u innych mogło pobudzać u kogoś takie złe uczucia jak zazdrość i doprowadzać do chęci popełnienia tak strasznego czynu jak morderstwo? Może naprawdę istniał los, przeznaczenie, karma? Jeżeli tak, czy można odkryć, co nas czeka? W świetle ostatnich wydarzeń rozumiał, że ktoś chciał zabić jego ojca, a dzięki fatalnemu przypadkowi, zginął ktoś zupełnie inny. 
Co robić, by mieć dobre życie? Był młody, przystojny i pochodził z bogatej rodziny. W życiu widział wiele pięknych dziewcząt. Jego macocha była piękną kobietą. Nigdy do tej pory nie dostrzegał, że Beatrice jest także piękna. Dopiero kiedy zobaczył Cynthię, to sobie w pełni uświadomił. Nagle poczuł się samotny i nieszczęśliwy i pewnie tylko dlatego, że Cynthia zginęła. Nie mógł niczego zmienić. Nie potrafił przestać o niej myśleć. I właśnie w tej chwili pomyślał, że powinien pojechać z siostrą i Nadią. Ojciec nie wyglądał, na nawet w połowie smutnego z powodu tragedii, mimo że z jego słów wynikało, że powinien to okazywać. Jednak Mark nie chciał oceniać człowieka, którego kochał i szanował i z pewnością podziwiał. Ostatecznie chłopak pomyślał, że jego tata jest pewnie bardzo silny psychicznie, że takeż cierpi, ale tego nie uzewnętrznia. Czekał na niego, bo samotność zaczęła mu bardziej doskwierać niż jeszcze minutę wcześniej.
Jonathan i Nicholas znaleźli się na zewnątrz. Stary wyjadacz, jakim był z pewnością agent Kimbley chciał mieć pewność, że nikt ich nie będzie słyszał.
– Masz prawo pytać, Nick.
– Byłem na ciebie cholernie zły. Po namyśle uznałem, że nie mogłeś założyć tej bomby. Byłbyś skończonym idiotą i mordercą. A gdybyś wiedział, że tam jest, z pewnością byś mnie o tym zawiadomił.
– Zabiłem sporo ludzi, bezpośrednio, a więcej pośrednio i nie zawsze zupełnie winnych. Wiesz, jak jest, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Ale nie to chciałeś wiedzieć. Masz komórkę?
– Oczywiście.
– Możesz skasować moją wiadomość?
– Przecież i tak mogą ją odzyskać.
– Pisałem ze swojej prywatnej komórki. Do czasu jak nikt mnie o nic nie podejrzewa, nikt nie będzie tego sprawdzał.
– A czy ktoś ma powód, by cię o coś podejrzewać?
– Nie, Nick. Jestem twoim przyjacielem i dlatego cię ostrzegłem. Proszę, wyczyść wiadomość, teraz.
Zrobię to, nie obawiaj się. Tak, masz rację, mam pytanie. Jesteś długo agentem i nawet nie muszę ich zadawać, bo wiesz, co chciałbym wiedzieć.
– Racja. Powiem to co wiem. Owszem byłem zły, że nie wywiązujesz się z umowy, ale powód, że ci to napisałem, tę groźbę, był całkiem inny, niż sądzisz. Chodziło mi o twoje dobro.
– O tak! Zastanawiałem się właśnie, co możesz zrobić. Zabicie mnie, porwanie córki, syna czy żony nie miałoby sensu. Cofniecie lub blokada kredytów, również. Po jaka cholerę mnie naciskałeś? Pracowałem nad czymś ważniejszym i dlatego się nie wywiązałem. Daj mi dwa tygodnie i będziesz miał swoje cudowne preparaty.
– Czyli nie jesteś wystraszony, że ktoś cię chce zabić?
– A tak jest? – Nick dopiero to odczuł, że to on miał zginąć.
– Całkiem możliwe. Ten ktoś co podłożył bombę, pracował dla kogoś, to pewne. Ja cię ponaglałem, bo jest firma z Korei, która pracuje nad podobnymi projektami. Nie sądziłeś, że jesteś jedyny, prawda? Ruscy z pewnością nad tym pracują, Chińczycy i inni. Właśnie grupa z Seulu jest bliska osiągnięcia podobnych rezultatów jak twoje. Moja teoria jest taka, że jest również ktoś trzeci, kto chce wyeliminować konkurencję. I to właśnie on chciał cię zabić.
– Znam doktora Kima z Seulu. To znaczy, znam jego prace. To zadufany w sobie żółtek. Dobrze, to możliwe, co mówisz, ale jak wiedziałeś, że mój wóz zostanie zdetonowany?
– Nie wiedziałem. Gdyby wiedział z pewnością dałbym ci znać o tym wprost. Prawdopodobnie to sprawca przysłał mi utajniona wiadomość, bo za nic nie możemy dojść, skąd została wysłana, że właśnie jej treść nasunęła mi, jak widać słuszne podejrzenie, że Rolls Royce jest w niebezpieczeństwie.
– Powiesz w końcu coś konkretnego, czy nie?
– Dosłałem wiadomość następującej treści. ,,Największy diament też został pocięty”.
– Zgadza się Cullinan pocięto na trzy czy cztery większe i na kilkadziesiąt mniejszych kawałków. Nie jesteś głupi. Sam nie wiem, czy bym na to wpadł, że to dotyczy mojego SUV.
Kimbley pomyślał nie po raz pierwszy, że Nicholas Higgins jest megalomanem i uważa się za najmądrzejszego na świecie. Oczywiście głupi nie był, ale żeby mieć aż tak wysokie mniemanie o sobie!
– Wiesz co mi przyszło do głowy? – oczywiście Jonathan nie miał zamiaru mu powiedzieć, co własnie pomyślał.
– Skąd mam wiedzieć? – brunet popatrzył uważnie na agenta.
– Co myślisz o tej rodzinie?
– Forestów?
– Tak.
– Prości i dobrzy ludzie. Cała sprawa zaczęła się od tego, że ich córka, Cynthia wyglądał jak moja Beatrice. Wszyscy musieli to zauważyć. W końcu pomyślałem, że skoro tak, czemu nie mamy się poznać. Żeby było tego mało, od pierwszej chwili ich dusze jakby do siebie przylgnęły. Znam moją córkę. Jest inna. A z tą dziewczyną zaczęła rozmawiać, jakby znały się latami. To dawało się nawet odczuć. Ich syn był zafascynowany naszym samochodem. Więc zaproponowałem, żeby się przejechał. Oczywiście chciałem z nim pojechać. Od słowa do słowa wyszło na to, że zgodziłem się, by pojechali całą rodziną. Co za los! Mogłem zginąć tylko ja i ten chłopak, Brian.
Kimblej spojrzał na niego krótko.
– No tak, nie mieliby drugi raz tej szansy, by pojechać takim wozem. Niestety kosztowało ich to życie, a wasza rodzina żyje. Teraz wszystkie służby pracują nad tym, żeby tak dalej było. Co jednak pomyślałem, to dotyczy Foresta. Nie wiemy, dlaczego bomba wybuchła kiedy oni byli w środku. Gdyby sprawca miał rękę na pulsie, ty byś zginął i twoja rodzina. Dlaczego nie pójdziemy za ciosem i nie odwrócimy uwagi innych od ciebie i skierujemy ich na tamtego faceta? Jest zwykłym szarym obywatelem.
– Co masz na myśli?
– Gdyby jego dom spłonął, albo wybuchła tam bomba, wówczas nikt by nie miał wątpliwości, że to jednak on miał być ofiarą.
– Ten, kto kazał podłożyć bombę, tak nie będzie myślał, jeżeli to mnie miano zabić.
– On, lub oni nie, ale wszyscy inni tak właśnie będą myśleli.
– Chcesz go zabić?
– Nie. Co mi po tym. Zatrzymamy go pod pretekstem ochrony i mogę spowodować, by jego dom został zniszczony.
– Zrobisz to legalnie czy prywatnie?
– Na tyle legalnie, że kiedy to się stanie, przedstawię swoja teorie moim zwierzchnikom, a już moja w tym głowa, żeby wykonawcy nie wiedzieli, czyj to był pomysł. Nie masz pojęcia, co się robiło dla dobra kraju czy pewnych idei u nas propagowanych.
– Mogę sobie to wyobrazić, nie urodziłem się wczoraj. Nie myślę, że ten facet chciałby wracać do pustego domu. Chcę go zobaczyć. Pewnie jest bliski samobójstwa, może dlatego moja córka chciała go zobaczyć. Jest dziwna, to znaczy ona ma jakieś cechy, których nie da się wytłumaczyć naukowo.
– Nie bardzo wiem, co masz na myśli i nawet mi nie mów. Widzę, że ma jaja, których nawet jej tata nie ma, bez urazy. Dobrze, że nie mam dzieci.
– Może wówczas byś coś więcej rozumiał – Nick próbował się odgryźć, za małą zniewagę.
– Zdecydowałem się na takie życie i jest już za późno, by to zmieniać. Z drugiej strony przez te wszystkie lata tyle widziałem i się nasłuchałem, że nie żałuję. Lubię robić, co robię. Chcesz wiedzieć coś więcej?
– Podobno im się wie mniej, tym lepiej.
– Coś takiego. Dokładnie, im mniej wiesz, tym krócej będziesz przesłuchiwany. – uśmiechnął się Jonathan – chciałbym zobaczyć, że kasujesz tą wiadomość.
A to skurwysyn, pomyślał Nick.
– Ktoś tu mówił o wielkości jaj. Chyba sam masz malutkie. Nie sądziłem, że cię strach obleciał.
– Nic nie rozumiesz, geniuszu. – Kimbley spojrzał na Nicholasa z gniewem.
Higgins wyjął komórkę, wszedł na wiadomości i wykasował właściwą wiadomość.
– Zadowolony?
– Jesteś wrzodem na dupie, Nicholasie. Nie obawiam się o mnie tylko o Ciebie. Nie masz pojęcia, że na tym świecie są hakerzy i mogą wejść w twoją prywatną korespondencję.
Moich badań nad powstrzymanie starzenia, nikt nie dostanie, pomyślał od razu brunet.
– Przepraszam, sądziłem, że się boisz. – powiedział łagodniej Higgins.
– Źle sądziłeś. W moim wieku i z moim doświadczeniem w tej branży nikogo się nie obawiam.
Powiedział to i natychmiast uświadomił sobie, że jest hipokrytą. Istniała osoba, o ile jeszcze żyła, a przypuszczał, że tak jest, że jednak się jej obawiał. Jego były ulubieniec i najlepszy agent z linii frontu. Może ulubieniec, to zbyt wielkie słowa. Teraz, śmiertelny wróg. Najbardziej zdolny agent, jakiego poznał w życiu. Duch.  
– Może już wracajmy. Pewnie Mark słabo znosi samotność. Sądzisz, że będziemy mogli wrócić do domu?
– Za dzień, pewnie dwa. O ile nic się nie pogorszy. Nasz zaufany człowiek z CIA ma właśnie nawiązać współpracę z zaprzyjaźnionymi agentami z Seulu i mają przeniknąć do Vitalife, by się upewnić, czy nie mają czegoś wspólnego z tym zamachem. Tak jak mówiłem wcześniej, podejrzewam też ruskich.
– No jasne. Jak coś się stanie to albo winny jest Putin, albo Al-Qaeda (alkaida).
– Chińczycy są wredni. Japończycy. Francuzi, Irańczycy i oczywiście ludzie z narodu wybranego.
– Nie jesteś sam żydem, Jonathanie? Kiedyś na pogrzebie widziałem cię w jarmułce. – Higgins uśmiechnął się cynicznie.
– Robiłem to dla dobrych manier. Nie jestem żydem i mam cały napletek, chcesz się przekonać?
Brunet pierwszy raz w życiu nie miał pewności czy Kimbley żartuje, czy mówi poważnie, ale po chwili stary agent wywiadu zaczął się śmieć, więc Nicholas uznał, że to by żart.
– To mnie prawie miałeś. Wolę oglądać cipkę Nadii niż starego kutasa. – również się roześmiał.
– Wobec tego przekonałeś mnie właśnie, że nie jesteś gejem. – powiedział poważnie agent.
– A to niby na jakiej podstawie tak mogłeś sądzić? – obruszył się Nick.
– To, że masz żonę niczemu nie dowodzi. Zachowujesz się zawsze idealnie i niektórzy z moich kolegów mieli takie wrażenie o tobie.
– Pierdol się, Kimbley.
– Dobra, nie bądź zły. Widzę, że nieźle zniosłeś fakt, że był na ciebie zamach.
Jonathan sprowadził go z powrotem na ziemię.
– Muszę teraz uważać podwójnie. I mam nadzieję, że rząd Stanów Zjednoczonych zrobi wszystko, by nie dopuścić drugi raz do takiego zaniedbania. O ile pamiętam, daję tobie projekty, ale to ty również miałeś dbać o moje bezpieczeństwo.
– Walczymy z kimś naprawdę groźnym, Nick. Sądzę, że będzie lepiej jeżeli ukryjemy dobrze twoją rodzinę.
Brunet popatrzył na niego uważnie.
– Mam ważne prace do wykonania, a Mark mi pomaga. Beatrice pewnie nie zechce się ukrywać. Może Nadię wyślę do Bułgarii, jeżeli sytuacja się nie wyklaruje. Macie tam swoją siatkę, nieprawdaż?
– Mamy wszędzie, poza Korę Północną. Tam próbujemy tylko werbować tamtych, ale jest bardzo trudno.
– A Iran? Przecież was tam nienawidzą?
– Nie nas, tylko wszystkich, a najbardziej nienawidzą swoich. W Iranie mamy bardzo aktywną grupę. Nie masz pojęcia, jak szyici nienawidzą sumitów i na odwrót. Oni czasem wzajemnie się bardziej nie cierpią, niż nawet nienawidzą żydów.
– Nigdy nie zrozumiem tego świata.
– Jutro zorganizujemy wam dobre pokoje.  
– Moje domy i laboratorium?
– Satelity śledzą je nieustannie.
Zaczęli iść w kierunku budynku.  
– Dobrze, że już jesteś, tato – rzekł Mark, kiedy Nicholas wszedł do pokoju, gdzie zostawił syna.
Po chwili Nicholas wziął go w ramiona.
– Jest mi również ciężko, synu. Taka tragedia. Wszyscy robią co mogą, by znaleźć sprawców, a nam zapewnić maksymalne bezpieczeństwo.
– Tato, dlaczego tak się stało?
– Nie wiem synu. Mogę się tylko domyślać. Jest wiele złych ludzi na świecie. W zasadzie jest dwa gatunki ludzi. Dobrzy i źli.
– Dobrze, że należymy do tej lepszej strony, ojcze.
– Tak synu. Jesteś głodny?
– Wiesz, że nie. Jedzenie było dobre w tamtej restauracji, ale gdybym nic nie zjadł, to i tak po tym wszystkim nie miałbym apetytu.
– Rozumiem synu, ale trzeba dalej żyć. Trzeba się załatwiać, oddychać, pić i jeść, no i oczywiście spać. Żeby nie wiem, co się stało, to zawsze pozostaje bez zmian.
– Może jutro coś zjem, bo dzisiaj już niczego nie przełknę. Piłem wodę. Ciekawe jak siostra i mama?
Nicholas popatrzył na syna.
– Czasem brak mi waszej mamy. Pewnie nie bardzo ją pamiętasz, co?
– Pamiętam, ale pogodziłem się z tym, że odeszła. Nadia jest dobrą osobą. Jest tylko kilka lat starsza od nas, ale widzimy z siostrą, jak się stara i w końcu zdobyła nasze serca.
– Tak, jest dobrą osobą. Cieszę się, że tak odczuwacie. Jak tylko będę mógł, odwiedzę Alexa. Szkoda mi chłopa.
– Tak, mnie też go naprawdę żal.

                                                                        *
Scott miał już swoją teorię, jak się to stało. Nie wiedział jednak, kto to zrobił. Sprawdzał przez swoje wejścia, by dowiedzieć się, czy Nicholas Higgins mógł się komuś narazić. Nie mógł jednak zdobyć zbyt dużo informacji na jego temat. W końcu odkrył, co w ogóle robi ten człowiek. Biolog, chemik, badacz genów i krwi. To wszystko, co odkrył. Wobec tego od razu zrozumiał, że naukowiec pracuje dla armii. W takim razie czuł przez skórę, że w ciągu kilku godzin zostanie mu odebrana sprawa. Pewnych rzeczy nie dawało się przeskoczyć. Jego szefowie dadzą mu wkrótce nową trudną sprawę, której albo ktoś nie potrafił rozwiązać, albo nie chciał. Scott był młody, ale już dobrze wiedział o powiązaniach i korupcji w policji. Sam uważał, że to rak systemu. Nie tylko obszaru sprawiedliwości, ale każdego. Brzydził się łapówkami i wszystkim, co z tym związane. Zwierzchnicy również dlatego go cenili, a nie tylko z powodu genialnego, przenikliwego umysłu. Jednak co niektórzy uważali, że jego uczciwość może się zmienić w czasie. Nie raz spotykali już niezłomnych, zawsze uczciwych i sprawiedliwych policjantów, którzy w końcu ulegali magii pieniądza. Czasem, ale naprawdę rzadko, robili coś ciemnego, o czym ktoś inny wiedział i wówczas mieli tylko dwa wyjścia. Iść za kratki albo pozostać, płacić i brać od innych. Młody porucznik nie brał pod uwagę takich okoliczności. Liczył, że nigdy się to nie zdarzy w jego wypadku.  
Ponieważ Alex nie dawał znaku życia, sam udał się do niego. Zastał go siedzącego, z łokciami na stole z głową w dłoniach.
– Jak się pan ma, panie Forest? – zapytał od drzwi.
Mężczyzna tylko spojrzał w jego kierunku.
– Proszę wybaczyć, głupie pytanie. Powiem, co wiem, chociaż zdaję sobie sprawę, że to nie wiele zmieni. W samochodzie była bomba, od jak dawna, nie wiem. Prawie na pewno człowiek, który odbierał klucze przed Avrą, Peter Gallter, podłożył zapalnik. Miał go na bucie. Kiedy odbierał klucze od Nicholasa Higginsa, podsunął but pod podwozie i za pomocą magnesu zapalnik został tam umieszczony. Prawdopodobnie zrobił to za niezłą sumę, ale zbyt długo nie cieszył się z forsy. Na razie ślad po nim zaginął. Moje przeczucie mi mówi, że nie żyje. Czy odnajdziemy ciało, tego nie wiem?
– Co robi Higgins? Powiedział nam, że pracuje w finansach.
– Nie mogłem zdobyć zbyt dużo o nim informacji. Jest biologiem i genetykiem. Pracuje nad krwią. To wszystko, co znalazłem, a skoro tak, odpowiedź jest tylko jedna. Pracuje nad tajnymi projektami dla rządu. Idąc tym tropem, ktoś chciał go wyeliminować. Czyli konkurencja. Wątpię, czy z tego kraju. Raczej z innego.  
– Czemu mi pan to wszystko mówi? Czy to nie jest tajemnica śledztwa?
– Jest, ale pan tego nikomu nie powie. Źle powiedziałem. Nie powie pan wrogowi. A mówię to, ponieważ wkrótce odbiorą mi sprawę. Właśnie tajne służby lub agencja.
– Dopiero pana wybrali do tej sprawy. Jest pan młody – Alex wytarł łzę – niewiele starszy od mojego syna.
– Skoro Higgins pracuje dla wojska, sprawę przejmie FBI, może CIA. Lub jeszcze inne służby. Może jest to sprawa bezpieczeństwa narodowego i wówczas nawet nie będzie o tym notki w gazetach i telewizji.
– Ludzie nagrywali wszystko po wybuchu, na komórki.
– Filmy zostaną zablokowane. Ci, co to sfilmowali, zostaną postraszeni i wszystko zostanie wyciszone.  
– Czyli nikt nie będzie szukał winnych?
– Tego nie powiedziałem. Ja będę szukał, tylko prywatnie. Oni też będą. Nie rozmawiałem jeszcze z Nicholasem Higgensem i nie jestem pewny czy będę miał szybko taką możliwość, a może wcale nie zdołam.
– To miły człowiek. Skąd mógł wiedzieć, że w samochodzie jest bomba. Pozwolił nam pojechać swoim luksusowym wozem z dobroci serca.
– Nie wiedział. To on miał zginąć i jego rodzina, a nie pańska.
– Brian chciał się przejechać. Dopiero zaczął pracować. Był dziwny, ale go bardzo kocham. Żonę i moją Cynthię. – Alex znowu nie mógł powstrzymać łez.
– Rozumiem. – szepnął Scott.
Detektyw odczuł, co oznacza, że mężczyzna o swoim uczuciu do bliskich mówi w czasie teraźniejszym.
Alex popatrzył na młodego mężczyznę.
– Co pan rozumie?
– Co pan czuje. Pański ból.
– Jesteś młody. – Alex nagle przeszedł na ty. – Nie rozumiem, dlaczego taki młody człowiek dostał taką sprawę. Jednak po tym co mi powiedziałeś, rozumiem, że musisz mieć zdolności w tym co robisz. Ale co możesz rozumieć? Moja rodzina zginęła na moich oczach!
– Proszę wybaczyć, panie Forest. Miałem czternaście lat, kiedy na moich oczach zostali zastrzeleni moi rodzice i mój ukochany pies Berg. Berg uratował mi życie, inaczej i ja bym zginął, dlatego powiedziałem, że rozumiem.
Brunet patrzył długo w młodą i przystojną twarz porucznika Calma. W końcu wstał i wziął go w ramiona. Miał pewność, że młodzieniec przyjmie ten gest. Po chwili obaj trzymali się w męskim uścisku.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 3485 słów i 20287 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Teraz dopiero zagwozdka. W zamach mogą być zamieszane wszystkie kraje, które mogły się dyskretnie dowiedzieć o tym, czym się zajmuje Nicholas. Chociaż skłaniam się ku wersji, że to jego mocodawcy zechcieli wysłać mu sygnał, że ma się sprężać ;)

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Agencja czasem stosuje zasadę problem-rozwiazanie.Czyli sama stwarza problem i oferuje rozwiązanie. Podobnie z obecna sytuacja, chociaż tu jest więcej aspektów. Oczywiscie się nie dowiesz, dopiero w przed ostatnim odcinku większość się wyjaśni. Mozesz oczywiście typować kto i dlaczego, to rozwiąże Calmowi kłopoty ze spaniem. :D

  • dreamer1897

    @AlexAthame Tak czasem jest, że ten, kto wymyślił problem oferuje ci rozwiązanie, ale czasem to kosztuje. W przedostatnim? A jak będzie ze 100 odcinków to bardzo daleka droga :D

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Ja wstawiam 4-5 stron.w jednym.100 odcinków nigdy nie będzie.Na razie najdłużej był Desz.