Deszcz cz 35

Przez trzy i pół tygodnia starałem się wzmocnić fizycznie i psychicznie, a moje panie dbały o mnie bym nabrał wagi i prawie doszedłem do tej samej, zanim straciłem rodzinę i, prawdę mówiąc, wszystko. Rozalinda pracowała więcej niż ja i Koi w celu przygotowania akcji. Całość miała się zacząć od porwania Melvilla w taki sposób, żeby nikt się nie domyślił. Na szczęście jego samego nikt nie pilnował. Czasami odwoził go jeden z ochrony lorda Essexa, ale w większości wypadków wracała sam swoim samochodem. Obserwowaliśmy go przez kilka dni, żeby poznać jego zwyczaje. Żeby zminimalizować czas, Rozalinda wynajęła wany, bez szyb, jaki często używają firmy renowacyjne. Melvill był domatorem, ale czasem wychodził pochodzić. W końcu spędzał długie godziny z Essexem. Czekaliśmy na niego. Poszło dziecinnie łatwo, zanim zdołał pisnąć słowo już był uśpiony. Mieliśmy nadzieję, że w ciągu pół godziny nikt do niego nie zadzwoni. Ubezpieczali nas ludzie Paula, a w wanie byliśmy we dwoje, ja i Rozalinda. Koi została z dziewczynami. Oczywiście nadal kilkoro ludzi miało na oku dom, w którym mieszkaliśmy. Melvill był do mnie podobny, chociaż, Rozalinda nie omieszkała stwierdzić, że jednak ja jestem bardziej przystojny.

— Nie wiem, czy stary się nie pozna — rzekłem.

— Fakt. Zdecydowałam się na nowe osiągniecie techniki, maskę komputerową.

Uśmiechnęła się i wyjęła maskę z torby.

— Załóż, ciekawe jak zareaguje, kiedy zobaczy siebie.

— A co z głosem?

— O tym też pomyślałam, jak się ocknie i zacznie mówić, komputer zrobi korektę i dostaniesz modulator. Zobaczymy, może ma podobny.

Spojrzałem na nią.

— Mielibyśmy wielkiego farta, gdyby tak się stało.

Facet odzyskiwał świadomość.

— Co jest? Gdzie jestem? Dlaczego?

Rozalinda stała nad nim z pistoletem.

— Bądź cicho i posłuchaj. Wiemy kim jesteś i co robisz. Z powodu tego, że krzywdzisz dzieci, powinnam cię zabić. Masz szczęście, że żadnego nie zabiłeś. Zadam ci jedno pytanie. Co się z tobą stanie, kiedy bioniczna noga lorda Essexa już nie będzie potrzebowała wózka.

— Kim jesteście?

— Odpowiadaj dokładnie na pytania, a wówczas się dowiesz wszystkiego.

— Podziękują mi i zapłacą należność.

— Czyli ile?

— Obiecali sto dwadzieścia tysięcy funtów.

— Lord Essex to porządny gość?

— Bardzo porządny i uczciwy.

— Melvill, nie umiesz kłamać. Widzisz te wykresy, mówią, że łżesz jak żona przyłapana na zdradzie.

— Nie przepadam za kobietami.

— Wiemy za kim przepadasz. Powiesz prawdę albo ci odstrzelę jaja, co ty na to?

Zaczął się trząść ze strachu.

— Nie róbcie mi krzywdy. Lord Essex to demon. Drań, skończony łotr. Szubrawiec.

Rozalinda spojrzała na wykres.

— Teraz mówisz prawdę. Pomyśl, bo głupi nie jesteś, sądzisz, że dostaniesz sto dwadzieścia tysięcy?

— Obiecali.

— A co powiesz na to, że dostaniesz kulkę i wylądujesz w ługu?

— Nie zrobią tego, zabezpieczyłem się na taką ewentualność.

— O tak? Zostanie wysłany pen drive z twoim wyznaniem? Oj Melvill, sądziłam, że masz więcej oleju w głowie. Zabija cię i to jest pewniejsze niż, że jutro wstanie słońce.

— Nie mam wyboru, nie miałem od początku.

— Uratujemy ci tyłek, ale stawiamy warunek. Więcej nie tkniesz chłopców bez ich zgody.

— Skoro on wygląda jak ja, to czegoś chcecie w zamian.

— Bardzo domyślny chłopiec.

— Głos ma nieco wyższy, modulator nie ma problemu, gotowe.

Brazylijka wręczyła mi mały płaski kawałek silikonu.

— Załóż na szyję i coś powiedz — zwróciła się do mnie.

Zrobiłem tak i rzekłem.

— I co myślisz Florentyno? — brzmiałem jak Melvill.

— Super, musimy tylko zminimalizować, bo będzie to przyklejone na twojej szyi z przodu.

— Cześć Melvill, mam na imię Steve i od teraz będę tobą. Co dokładnie robi ta maszyna? Mów wolno i opisowo. Będziesz żył i będziemy cię chronić, a za kilka dni wyjedziesz daleko i dostaniesz dwa razy tyle forsy. Jeżeli jednak jedna rzecz okaże się fałszywa, wiesz co się stanie, prawda?

— Jaka mam gwarancję, że to prawda co mówicie?

— Nie masz żadnej, ale my nie mamy powodu kłamać. Mów.

— Noga się przyjęła. Nie wiem, czy masz pojęcie o medycynie. Stary Essex ma wysokie ciśnienie. Noga jest przewidziana na skoki ciśnienia, ale kiedy jest długo wysokie, czasem zaczyna szwankować. Wówczas muszę mu dać coś na zbicie ciśnienia.

— Ale skoro tam jesteś, to znaczy, że tylko ty wiesz coś, co inni nie. Lek na obniżenie ciśnienia mogłaby mu dać zwykła pielęgniarka.

— Maszyna jest unikalna. Ktoś bez znajomości obsługi mógłby go zabić, a staruch nie chce umrzeć. Początkowo miałem problemy, teraz tylko reguluję do pozycji ,,normal". Czasami muszę podnieść nieznacznie prąd i wibracje.

— Co się stanie, jeżeli maszyna jest zbyt daleko od Essexa?

— Nic, o ile wszystko jest w normie. Właśnie oddalam ją coraz bardziej. Za tydzień nie będzie jej potrzebował.

— Z pewnością — Rozalinada się uśmiechnęła.

— Czego właściwie chcecie? Przecież nie chodzi wam o to by mnie uratować?

— Chcemy zamontować tam kamerę i filmować życie Essexa, a najbardziej nas interesują obrady w zamku. Chcemy puścić to na youtobe.

— Zwariowaliście? Znajda was i zabiją. Usuną film jak najszybciej i tak.

— Mamy technologie, że nie uda im się tak szybko. A miliony obejrzą. To nie będzie tak normalnie. Sam zobaczysz.

— To, co będzie ze mną.

— Będziesz ze mną, a Steve zaopiekuje się Essexem. Czy maszyna czasem musi przejść przegląd techniczny?

— Raz na tydzień. Robię to u niego, jednak raz musiałem zabrać ją do domu.

— Co wówczas było z Essexem?

— Musiał leżeć, a sztuczna noga była odłączona.

— Znaczy?

— Nie czuł jej.

— Możesz to zrobić jutro? — zapytała Rozalinda.

— Pojutrze mają ważną uroczystość. To bardzo dziwni ludzie. Robią tam okropne rzeczy. Czczą Molocha i krzywdzą dzieci.

— Ty też krzywdzisz.

— Nie zabijam i nie stosuje analnego seksu. Natomiast tam... Jak to puścicie na internet, ludzie nie uwierzą, a oni będą szukać was aż znajdą. Mają wszystkich w kieszeni. Prezydentów, premierów, wojsko. Wszystkich.

— Zobaczymy. Dobrze, ufamy ci. Przyprowadzisz maszynę na przegląd. Steve będzie mieszkał u ciebie do tego czasu.

Poczułem się dziwnie. Czyżby Rozalinda naprawdę mu ufała? Facet nie był głupi.

— I kiedy zrobię przegląd, Steve wróci z maszyną, zamiast mnie?

— Dokładnie. Czy on ci ufa?

— W sensie nogi, tak. To lord, on nie znosi kogoś, kto jest bez tytułu. Nawet tam, ale oczywiście nic mu nie robią, bo to ich człowiek. Niby go szanują, a prawdę mówiąc, czekają aż wykorkuje. Chodzą słuchy, że wypadek oni spowodowali.

— Dobrze, to chyba wszystko. Czyli mamy do siebie zaufanie. My ci ratujemy tyłek, a ty nic nie wiesz. To miłej nocy. Steve z tobą idzie.

Tego nie wiedziałem, ale zastosowałem się do rozkazu.

— Powiem im, nie martw się — powiedziała do mnie.

— Wyszedłem z Melvillem.

— Nie jesteś Steve, prawda?

Facet był rozbrajający.

— Co jest w tej walizce? — zapytał.

— Kamera i drugie śniadanie. Mam dość wyszukaną dietę.

Zapowiadało się ciekawie. Bombę mieliśmy od wczoraj. Osiemset ton. Rozalinda miała załatwić helikopter. Miał przylecieć o dziewiątej. Bomba miała wybuchnąć dziesięć minut później. Cały łańcuch zdarzeń musiał się powieść. Zamontowanie, wyjazd, ustawienie timera i najtrudniejsze, wyjście z zamku. Rozalinda miała zdobyć hasło i wejść do środka. Niestety bez broni. Miała mieć dwa sztylety w obcasach. Zastanawiałem się jak Koi, Chloe i Aisha przyjmą moją nieobecność, a szczególnie kiedy się dowiedzą gdzie jestem. Jutro miały lecieć do Japonii z Koi. Tak zdecydowaliśmy. Oczywiście przed wyjściem z Rozalinda pożegnałem się z nimi, ale sądziłem, że z nią wrócę. Weszliśmy z Melvillem do jego domu.

— Możesz zdjąć maskę? — poprosił.

Pomyślałem chwilkę i zrobiłem to. On patrzył na mnie i jego twarz zbladła.

— Mam pamięć wzrokową. Oficjalnie nie żyjesz. Zaraz sobie przypomnę. Coś było z tobą... Pracowałeś dla rządu. Nie... Sprzedaż domów... Sprzedaż ziemi za granica. Twoja rodzina i ty zginęliście podczas wybuchu domu. Współczuję.

— Masz dobrą pamięć. Potrzebuje plany tej maszyny, chciałbym również byś mi opowiedział o Essexsie. Wszystko, co mi pomoże.

— Nie rozmawia ze mną tylko wydaje polecenia. Wówczas mówię, tak lordzie, oczywiście lordzie.

To megaloman i impertynent. Chętnie bym go udusił własnymi rękami. Często mi wspomina o swojej wnuczce Nancy. Ma kota Teofila i pewnie to jedyna istota, którą lubi.

— A Nancy?

— Sądzi, że jej przepisze majątek, bo kotu nie może.

— A coś wie o tobie?

— To, że znam się na rzeczy. Polecił mnie jemu profesor lord Keneth Kimberland z Oxfordu. Jesteście pewni, że by mnie zabili?

— Z całą pewnością. Czy oni wszyscy są tacy?

— Jacy?

— Źli.

Melvill się roześmiał.

— Oni uważają, że są dobrzy. Dla równych sobie. Ludzie nie są dla nich ludźmi. Oni uważają większość za bydło, a niektórych uważają za podludzi, którzy powinni służyć. Za małą opłatą. Sądziłem, że mi zapłacą.

— Znam podobnych osobników, wierz mi.

— Słuchaj Steve — popatrzył na mnie — wiem, że masz inaczej na imię. Ty wyglądasz na dobrego człowieka. Naprawdę sądzisz, że tym coś zmienicie, jak puścicie na youtobe czy na facebooku ten film?

— Tak sądzimy, że nasz akcja przyniesie dobro.

I w tym momencie pomyślałem, że być może zginą również niewinni ludzie. Musiałem się upewnić.

— To święto, to ważna dla nich rzecz? Pozwalają komukolwiek uczestniczyć z nimi?

— Nie wiem. Zajmuje się starym od kilku miesięcy. Mówił, że nikt kto nie jest z nich tam nie może wejść. Ci, co ich strzegą muszą być na zewnątrz.

— Na dworze?

— Nie, w zewnętrznych pomieszczeniach.

Ryzykowaliśmy wiele, a ja chyba najwięcej. Chociaż miałem przeczucie, że naukowiec nie jest aż tak zły. Oczywiście mogłem się mylić i wówczas by mnie zdradził, ale czułem się podwójnie zabezpieczony. Po pierwsze musiał brać pod uwagę, że możemy go zabić. Druga sprawa wydawała się ważniejsza, chyba uwierzył, że naprawdę go uratujemy. Robił wrażenie, że wdepnął w zły interes i chciałby się z niego wycofać. Postanowiłem jutro, kiedy będzie u lorda, porozmawiać z Rozalindą, jak zrobić, żeby wyprowadzić ludzi, którzy nie byli winni. Czy miałem szansę wyjść podczas jego nieobecności? Nie musiałem spać, ale musiałem mu zaufać. Zanim zasnęliśmy, postanowiłem się zabezpieczyć. Pokazał mi pokój gościnny. Nie miałem wiele ze sobą jak tylko cieniutką linkę. Zawiązałem ją na klamce, a drugi koniec na małym palcu lewej dłoni. Na zewnątrz mieli mnie ubezpieczać ludzie Paula. Sześć osób, mieli warty po dwie godziny. Nocowali w dwóch vanach bez okien. Oczywiście mógł być policyjny patrol w nocy, ale Melvill mieszkał w małej uliczce i szansa na to była niewielka. Przed snem pomyślałem o Dianie, Chloe i Koi.

Obudziłem się rano. Zegar wskazywał za piętnaście szósta. Cała sytuacja wyglądała komicznie. Zastraszyliśmy faceta, a po trzydziestu minutach rozmowy, chyba mi zaufał.

Co sprawiało, że dorosły człowiek lubił dzieci? Z informacji Rosalindy, Melvill lubił dorastających chłopców w wieku trzynaście, czternaście lat. Jak ich zdobywał? Rozalinda mówiła, że robił to z nimi, nie wspominała, że gwałcił. Musiał to robić wcześniej, a jednak nikt nie zgłosił niczego policji. Być może informacje o nim też były przesadzone. Nie chciałem o tym rozmawiać. Przyszedłem do kuchni i czekałem. Przyszedł o szóstej.

— Pewnie się obawiałeś czy cię nie zdradzę, co? Nawet o tym nie myślałem. Wierze, że mi pomożecie.

— Tak. Widzę, że współpracujesz. Przyjedziesz dopiero wieczorem i pewnie nie sam.

— Z pewnością będzie ze mną dwóch goryli.

— Będą nocować?

— Nie, tylko pilnować.

Popatrzył na mnie.

— Może nie poznają, że to nie ja. Czy warto ci ryzykować życie dla sprawy? Może ja sam zrobię dla was film?

Zaskoczył mnie. Widziałem od początku, że jest gotowy współpracować, ale do tego stopnia?

— To ryzykowne. Ty nie jesteś aniołem, ale gdyby coś odkryli — pokiwałem głową.

— W takim razie ja będę ci życzył powodzenia.

Miałem nie pytać, ale mnie korciło. Czułem, że nie jest taki zły, jednak chciałem wiedzieć jak to jest z tym, co było złe.

— Jak zdobywasz kochanków? Nie gwałcisz ich?

— Oczywiście dla prawa jestem pedofilem. Od czasu jak zajmuje się Esexem nie miałem kontaktu, z braku czasu. Lubię młodych chłopców, ale takich, którzy to akceptują. Sam jestem czysty i szukam takich. Czujesz do mnie obrzydzenie?

— Sądziłem, że jesteś gorszy.

— Wiem, że to naturalne, ale nie chce z tym walczyć. Kiedy się ocknąłem jak mnie uśpiliście sądziłem, że jesteście z policji.

Popatrzył na mnie.

— Zostawię ci klucze. Mam drugie.

Facet naprawdę mnie zaskakiwał.

— Nie zawiedź — odrzekłem spokojnie.

Poszedł bez słów do garażu i po chwili odjechał. Nie chciałem dzwonić z jego domu. Zostawił mi klucze i kod alarmu. Lepiej być nie mogło.

Wyszedłem z domu i podszedłem do wozu z ochroną. Oczywiście wyszedłem bez maski. Melvill nie miał kamer ani w środku, ani na zewnątrz.

— Coś nie tak, Euri? — zapytał facet.

Wszedłem do vana, zanim to zrobiłem upewniłem się, że nikt mnie nie obserwuje.

— Wszystko dobrze. Facet nam ufa. Muszę rozmawiać z Rozalindą, to pilne.

— Pewnie jeszcze śpi — odrzekł, około czterdziestoletni facet.

— Pojadę do domu. Przejdę się i wezmę taksówkę. Obserwujcie dom.

Nie tak sobie to wyobrażałem, ale cieszyłem się, że idzie dobrze. Po godzinie wszedłem do domu. Otworzyła Rozalinda.

— Dzwonił Daniel, to ten, co z tobą rozmawiał. Co się stało?

— Melvill zostawił mi klucze. Muszę wrócić przed szóstą, a on wróci około dziewiątej z obstawą. Być może się powiedzie. Chodzi tylko o jedną sprawę. Czy da się uratować innych? Być może nie są winni śmierci.

— Pracują dla ostatnich łotrów.

— Widzisz, rozmawiałem z Melvillem. Oczywiście nie popieram tego, co robi, ale on ich nie gwałci. Podrywa młodych chłopców, którzy mają skłonności homoseksualne. Dał mi odczuć, że wplatał się w zły interes i odczułem, że ufa nam, że go z tego wyciągniemy. Nie mogę się zgodzić by zginęli ludzie, którzy nie zabili nikogo. Nie jestem terrorystą jak mój ojciec. Ty i ja byliśmy na tym samym wózku. Może oni też potrzebują szansy... W czasie tych ich uroczystości w sali zostają tylko wybrani, czyli te najgorsze bestie. Melvill twierdzi, że oni nie uważają się za złych.

— To co, powiesz reszcie, że jest bomba i żeby zwiewali?

— Może dam radę zostawić wózek przy Esexsie i wyjść. Zdetonuję ładunek.

— Tak, ale, jak wyprowadzisz innych?

— Jeżeli nie zdołam tego zrobić, odwołamy akcję.

Rozalinda popatrzyła na mnie z miłością.

— Euri, trudno cię nie kochać. Poza tym jesteś taki pociągający.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2673 słów i 15478 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto