Deszcz cz 26

— Tak, kochanie. Nie chcę przyjąć, że Remi chciał nas zabić, tylko by móc zostać gangsterem. A co do Hajze, sądzę, że zrobił to ze strachu.

Dostrzegłem kątem oka Rozalindę, stała tuż obok.

— Opowiesz mi wszystko, dobrze? — zwróciłem się do niej.

— Jasne, tylko nie przy śniadaniu. Od czasu jak tu z nimi jestem, poczułam chęć mieć rodzinę, tylko kto by zechciał być z taką osobą jak ja?

— Znowu zaczynasz — odezwała się Aisha — rozmawiałaś już o tym ze mną. Wiem, że mogłabym być twoją córką, ale jestem już dorosła i chyba wyjaśniłam ci mój i wszystkich normalnie myślących ludzi, punkt widzenia. Nie jesteś potworem. Miałaś ciężkie życie, ale masz w środku dobro. Nie zabijasz z przyjemności. A ostatnio tylko w samoobronie i dla sprawiedliwości.

— Dobra, nie gadajmy o tym przy jedzeniu. Chociaż niech ten czas będzie całkiem miły, w końcu mamy powód do radości. Odzyskaliśmy z powrotem kogoś, kogo wszyscy tu obecni, bez wyjątku kochają.

Kiedy to usłyszałem, poczułem ciepło na sercu, ale oczywiście moje poczucie sprawiedliwości nie mogło milczeć i od razu postawiło mi pytanie, czy i Aisha jest taką osobą. Czy ja miałem do niej uczucie? Oczywiście. Poprzednio zaakceptowałem ją jako przyjaciela i partnera mojej córki, a od chwili kiedy dowiedziałem się, że uratowała Chloe, miałem dla niej dozgonna wdzięczność. Widocznie ona wyczuła, że mogę mieć wątpliwości i chciała je jak najszybciej rozwiać.

— Trudno nie kochać Euri — powiedziała.

Spojrzałem na nią.

— Dziękuję, ale chyba nie zasługuję na wasze uczucie.

Poczułem jak Chloe mocniej uścisnęła mi dłoń.

— Nie mów tak, tato. Wszyscy poza tobą wiemy, że jesteś aniołem z nieba, a ty uparcie się obwiniasz, szukasz w sobie wady i nie chcesz tego przyjąć, że jesteś dobry.

Milczałem.

— Jemy czy nie? — zapytała Rozalinda — chyba nie dlatego robiliśmy te dobre rzeczy, żeby stały.

— To smacznego powiedziała Chloe.

— Itada kimasu — powiedziała Koi.

— A jak to będzie po brazylijsku? — zapytałem.

— Bon appetit, podobnie jak po włosku i francusku.

— A po arabsku? — zapytała Rozalinda.

— Atamana lak wajabat shahiha — odrzekła Aisha.

— Strasznie długo, to coś konkretnego oznacza — rzekła Koi — w moim języku Itadakimasu oznacza: Z pokorą przyjmuje ten posiłek, a w dokładnym znaczeniu: Przyjmuję życie zwierząt i roślin dla mojego życia.

— Bardzo ładnie i głębokie znaczenie. W naszym języku znaczy to tylko, miej przyjemność jedzenia. A jak to brzmi po baskijsku, o ile pamiętasz, Euri?

— Pewnie, że pamiętam. On egin. To znaczy mniej więcej, że życzymy komuś dobrego profitu, benefitu, żeby mu się dobrze działo.

Zaczęliśmy jeść. Kobiety zrobiły lekkie śniadanie, chyba każda trochę dorzuciła czegoś ze swojej kultury. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że jestem jedynym mężczyzną w tym towarzystwie. Drugi wniosek był jeszcze ciekawszy. Wszystkie te kobiety w pewien sposób mnie kochały. Dwie z nich były moimi kochankami. Dwie następne chciały. Ja ze swojej strony kochałem Koi, inaczej Chloe, jeszcze inaczej Rozalindę a jeszcze inaczej Aishę. Powinienem być z tego dumny i szczęśliwy, ale tylko czułem się dobrze. I kiedy omiotłem je wszystkie spojrzeniem, chyba w tej samej chwili one odebrały moje myśli. Na szczęście żadna z nich niczego nie powiedziała. Pomyślałem o Georgu i Camilli i w tamtym wypadku musiałem przyznać, że George musiał mieć do mnie bardzo pozytywne uczucie, a Camilla z pewnością również i nie dlatego, że ją uzdrowiłem. W końcu dostałem ten dar za darmo i byłoby zbrodnią go nie używać.

Po śniadaniu chciałem pomóc zmywać, ale oczywiście mi nie pozwoliły. Również nakazały Koi się oszczędzać. Rozalinda włączyła telewizor. Jak mogliśmy się spodziewać było głośno w mediach o tym, co się wydarzyło ubiegaj nocy. W wiadomościach podano, że ubiegłej nocy nastąpił atak uznanych za legendę, wojowników ninja. Spośród zabitych wymieniono tylko nazwiska Kitaru i jego prawej ręki, Tomine. Wiadomości dociekały co mógłby być celem ataku. Na szczęście nie mieli pojęcia.

— I lepiej, że nie wiedzą — skwitowała to Rozalinda.

Poprosiła mnie i Koi do pokoju gdzie mieliśmy rozmawiać o planowanej przez nią akcji.

— Musicie odpocząć. To najważniejsze. Chodzi tylko o to, czy pomożecie.

— Zabijałam, bo musiałam bronić Euri — rzekła Koi.

— Rozumiem twój punkt widzenia. Jeżeli nie chcesz, nie musisz brać udziału. Podobnie i ty, Euri. Wiem, że to nie zmieni diametralnie zła na świecie, ale każdy z tych ludzi, zasiadający w podziemiach zamku, jest sto razy bardziej winny niż przeciętny morderca.

— Coś takiego jak ja — rzekłem.

— Euri, do cholery! Kiedy w końcu zrozumiesz, że jesteś po jasnej stronie? Ja byłam po ciemnej, ale już nie jestem. Ty nigdy nie byłeś zły, rozumiesz! Koi wytłumacz mu, bo ja widocznie nie potrafię. Nawet to, co zrobił da mnie o tym świadczy.

— I ja tak sądzę.

— Co macie na myśli? — zapytałem nie przeczuwając naprawdę, o co chodzi.

— To, że z nią byłeś blisko — rzekła Koi bez złości, a nawet wyczułem pozytywny oddźwięk w jej odpowiedzi.

Poczułem gorąco. Czyli jej powiedziała! Oczywiście Koi wiedziała i tak, ale skoro Rozalinda to objawiła wiedząc co Koi do mnie czuje, to miało znaczenie. Brazylijka nie była typem kobiety, która chciała tą informacją pochwalić się lub tym bardziej nie miała w sercu, by załamywać moją Koi. Prawdopodobnie kiedyś się dowiem, dlaczego jej to powiedziała. Ni sądziłem, że stanie się to tak szybko. Wyglądało na to, że Rozalinda odkrywa moje myśli.

— Dziwisz się, że jej powiedziałam? Jak bym mogła tego nie zrobić? Później wszystko przemyślałam. Nawet nie wiesz co dla mnie tym zrobiłeś! Zmieniłeś mnie w lepszą istotę.

Ku mojemu i tylko mojemu zaskoczeniu, podeszła do mnie i zanim się połapałem, pocałowała mnie krótko w usta.

— Rozalindo, co robisz? — okazałem zmieszanie.

— Pokazuję, że cię kocham. To wszystko. Nie próbuje rywalizować z Koi, bo wiem, że masz do niej stałe uczucie. Po prostu cię kocham. Gdybym powiedziała, że nie chcę tego powtórzyć, kłamałabym. Ale wiem, że to się nie stanie. Bo jestem lojalna i uczciwa. Pomijając wszystko inne, nie mogłabym tego zrobić osobie, którą kocham.

— Koi jest miłością i trudno jej nie kochać — rzekłem.

— To prawda. Pokochałam ją od razu. A Chloe i Aishę, również. Chociaż w ten właściwy sposób. To nie moja sprawa, ale powiem wam. One są ze sobą, ale nie sądzę, że preferują kobiety. Mówią, że są dla siebie, ale obie czuja pociąg do mężczyzny. Na razie do jednego, ale to o czymś świadczy, że być może, kiedy spotkają tego właściwego, zostaną z nim, chociaż pewnie będą się kochać w swoich sercach do końca. Tak to widzę.

Znowu niepotrzebnie się odezwałem.

— Chyba przesadzasz, Rozalindo.

— Jak to się mówi, sekret pozostanie w rodzinie. Dobrze, że nie próbujesz udowadniać, że tak nie jest. Byłam tym tak zdziwiona, kiedy to odkryłam, że musiałam zapytać o to Chloe.

— To już zostało wyjaśnione — rzekłem nieco zawstydzony — kiedy powiedziałem, że przesadzasz, miałem na myśli Aishe.

— O tak! To porozmawiaj z nią. Kobiety cię uwielbiają a ty tego nie widzisz.

— Nie rozumiem dlaczego...

Obie zaczęły się śmiać.

— Biedny słodki miś — roześmiała się Koi.

— O co ci chodzi?

— O to, że jesteś super przystojny, czarujący i masz coś w sobie. To jak jesteś w ubraniu, bo jak jesteś bez to inna sprawa.

— Właśnie — przytaknęła Rozalinda.

— Słuchajcie, mieliśmy rozmawiać o akcji. A zanim to zrobimy chciałbym, żebyś mi opowiedziała jak to wszystko się stało. Z tego, co wiem, postanowiliście pogodzić się z moim odejściem, a potem Hajze chciał mnie zabić i cała moją rodzinę, bo został zmuszony.

— Naprawdę chcesz wiedzieć? A ty Koi? To nie będzie dla ciebie miłe, Euri i dla ciebie też może nie być, Koi.

— Chcę. Muszę wiedzieć jak było naprawdę. — spojrzałem na Japonkę.

— Chciałabym też wiedzieć — powiedziała cicho.

— Dobrze, powiem wam. W tej całej historii jest istotna moja zmiana. Muszę wam trochę opowiedzieć o sobie i to od samego początku. Mam czterdzieści dwa lata i jestem złą osobą.

Popatrzyłem na nią, nie mogłem się z tym zgodzić, ale też nie chciałem jej przerywać na samym początku.

— Moje życie nie było łatwe. Mieszkałam w Sao Paulo i moja rodzina należała do biedoty. Od samego początku brakowało mi wszystkiego: jedzenia, ubrania, a gównie miłości. Kiedy miałam pięć lat zaczęłam pracować. Przez około dwanaście godzin dziennie przeszukiwałam wielkie wysypisko śmieci. Oczywiście nie sama, towarzyszyli mi rówieśnicy i nieco starsi. Częściowo chroniła mnie starsza siostra i brat. Tam są prawa. Bardzo surowe. Nawet jak ktoś znajdzie coś cennego, nie może tego wziąć dla siebie. Musi oddać przełożonemu, a ten szefowi rejonu. Złamanie prawa karane jest bardzo surowo, ze śmiercią włącznie. Kiedy miałam siedem lat pierwszy raz mnie zgwałcono. Bolało okropnie, ale nie mogłam i nie miałam komu się poskarżyć, ponieważ zrobił to ktoś wyżej stojący w hierarchii. Jednak ze względu na wiek, ktoś miał odrobinę serca. Chłopaka zabito dwa tygodnie potem. Przez dwa lata nic się nie zmieniło. Mimo że brakowało mi jedzenia, wyglądam dobrze. I to uważam za swoje przekleństwo. Tego dnia po pracy dostałam pół szklanki mocnego alkoholu i zaczęto się mną bawić. Tym razem było trzech chłopaków. Próbowałam się bronić, nie powinnam. Zostałam dotkliwie pobita i zgwałcona przez dwóch spośród trójki. Tym razem dwa tygodnie pozostawałam na pograniczu śmierci. Dwóch moich braci zostało zabitych w ciągu dwóch lat, a starsza siostra dostała się do burdelu i słuch o niej zaginął. Chciałam żyć i postanowiłam pomścić swoją krzywdę. Spotkałam odpowiednią osobę. Szef rejonu dostrzegł we mnie pewne cechy. Zaczął mnie lepiej traktować, ale nie za darmo. Mogłam odmówić i zginąć albo żyć i być jego własnością. Poza tymi sprawami, które raczej nie sprawiały mi przyjemności, uczył mnie strzelać i walczyć na noże. Pozostałam pod jego skrzydłami trzy lata. Kiedy miałam dwanaście lat doszło do wojny między grupami. Ponieważ bardzo dobrze strzelałam i umiałam posługiwać się nożem, przeżyłam. Z czternastu osób zostały trzy. Zginęli nasi szefowie. Wówczas zgarnęłam trzy żywe osoby i uciekliśmy z wysypiska. Byłam spośród nich najmłodsza, ale miałam największe zdolności bojowe. Dwa tygodnie potem zobaczyłam tego pierwszego z dwóch, który mnie skrzywdził. Zabiłam go nożem. Pozbawiłam go właściwej części i patrzyłam jak się wykrwawia. Coś się we mnie złamało. Kilka miesięcy potem uratowałam przypadkowo syna szefa wielkiej mafii. I wówczas nastąpił zwrot w moim życiu. Tamten facet docenił to, co zrobiłam. Z biednej osoby stałam się bogata. Dostałam solidny trening. Miałam naturalne zdolności. Szybkość i refleks. Po dwóch latach zostałam prawą ręką szefa. Zabijałam po tuzin osób na tydzień. Zaczęłam to lubić. Przy okazji bycia zastępcą i głównym ochroniarzem Manolo Cellavesa, wykańczałam wszystkich znanych mi ludzi, którzy krzywdzili dzieci. Znalazłam tamtych dwóch. Ten, który mnie nie ruszył, został kaleką, bo ucięłam mu osobiście dłoń. Pozostały umierał powoli. Moja zła fama rosła. Kiedy Skończyłam dwadzieścia lat byłam najbardziej poszukiwaną osobą w Brazylii. I to trwało dziesięć lat. Już nie zabijałam osobiście, bo miałam ludzi. Moja pozycja tak wzrosła, że nie musiałam już oddawać ciała mężczyzną. Zaczęłam wybierać sobie kobiety. Oczywiście szramy na twarzy mnie szpeciły, ale nie chciałam robić operacji plastycznej. Uznałam, że nareszcie wyglądam tak, jaka jestem w środku. Zaczęłam zajmować się wielkim ciemnym interesem. Robiłam wszystko, poza handlem dziećmi. Jest to najbardziej okrutny, ale również najbardziej popłatny proceder. Z tego względu nawet ja nie mogłam z tym walczyć, bo bym zginęła. W wieku trzydziestu lat zaproponowano mi stanowisko w Nowym Jorku. Zostałam jedną z trzech najważniejszych osób w Syndykacie X. Tylko Collins był tam dłużej. Po śmierci jednego z trójki, chciano tę pozycję dać twojemu ojcu, ale zginął w wypadku. Wówczas wsadzono tam Morgana. Od początku go nie lubiłam. To był zły i chwiejny człowiek. Dla pieniędzy zrobiłby wszystko. Miał niesamowite poparcie właśnie tych, co porywają dzieci na organy i dla zboczeńców. Sam lubował się w młodych chłopcach. Byłam tak zła, że nie przeszkadzało mi to, aż tak bardzo, ale czekałam na właściwą okazję, by go usunąć. Oczywiście kilkakrotnie odwiedziłam podziemia gdzie zbierały się prawdziwe potwory. Ale najważniejsze miejsce tych spotkań to nie Nowy Jork, tylko małe miasteczko pod Londynem w podziemiach zamku.

Usłyszałam o tobiei oczywiście wcześniej o twoim bracie. Był wyjątkową kanalią. W mojej późniejszej liści plasował się bardzo wysoko, w sensie zła. Oczywiście z pobudek osobistych Morgan stał wyżej. Nie wyróżniałeś się niczym i osobiście sądziłam, że jesteś podobny do brata, a tylko nie chcesz się zajmować tym najgorszym interesem, w którym twój brat miał prym. Zleciłam mu by cię postraszył, a on sam wydał rozkaz, by postraszyć Dianę. Potem ci dwaj zginęli i podejrzewaliśmy o to Hajze. Zresztą, kiedy zginął twój ojciec i matka też figurował jako najbardziej podejrzany, ale w obu wypadkach zdobyto dowody, że to nie on. Ani pośrednio, ani bezpośrednio. Kiedy podjąłeś decyzje odejścia mieliśmy spotkanie. Początkowo Morgan był za zlikwidowaniem ciebie i ustanowieniem Hajze na twoje stanowisko. Collins się wstrzymał a ja była skłonna również cię wykończyć, a tylko z powodu, że Morgan był za wstrzymałam się i odłożyliśmy decyzję do następnego dnia. I w nocy miałam sen. Najdziwniejszy sen w życiu. Zobaczyłam piękną świetlistą postać, która mi powiedział, żebym nie podejmowała decyzji bez poznania ciebie. A kiedy przybyłeś... już wiesz. Collins był za tym, żeby ci dać odejść, po dłuższej dyskusji Morgan również na to przystał.

— Czyli to nie wy daliście rozkaz, by zabić wszystkich? — zapytała Koi.

— Powoli, wszystko wam powiem. Oficjalnie podjęto decyzję, by dać odejść Euri. Nieoficjalnie Collins i Morgan mnie zdradzili. Hajze przybył potajemnie i się z nimi spotkał. Powiedział, że Remi nadaje się idealnie na prowadzenie organizacji pod jego opieką. Do dojrzałości miał być pod jego skrzydłami, mieli się mnie pozbyć i Hajze miał zająć moje miejsce. Sami stworzyli informację, że jeżeli Hajze ciebie nie zabije, to sam zginie.

Poczułem ból. Czyli jednak był zły, a Remi?

— Ciężko mi to zaakceptować. Kiedy leżałem sparaliżowany, moje zmysły działały. Hajze zabił mojego syna, bo obawiał się, że jest na tyle zły, że kiedy będzie dorosły z pewnością go nie oszczędzi. To było jeszcze dziecko. Nie mogę uwierzyć, że to zrobił. To pewnie moja wina, że zamiast być z nim, zajmowałem się złymi rzeczami.

— Tego nikt do końca nie wie. Jeżeli wierzyć Hajze Remi nienawidził was właśnie dlatego, że byliście dobrzy. Nie wiem, czy miał jakieś powody, by nam kłamać. Przykro mi.

Nastąpiła chwila ciszy.

— Chcesz powiedzieć, że zmieniłaś zdanie w stosunku do Euri tylko po tym śnie? — zapytała Koi.

Rozalinda spojrzała na mnie krótko.

— Wolałabym o tym nie mówić.

— Możesz, ja i tak czułam — szepnęła Koi.

Brazylijka wstała i objęła ciepło moją pierwszą miłość.

— Jesteś wyjątkową istotą. Obydwoje jesteście. Euri, mogę powiedzieć?

— Dosłałaś pozwolenie.

— Byłam szkaradna i sądziłam, że wszyscy tak uważają. Poza twarzą nic mi nie brakowało, ale przecież twarz jest najważniejsza. Zrobił na mnie dobre wrażenie i od razu poczułam, że jest diametralnie inny niż Hajze, ale nieopatrznie wdaliśmy się w dyskusje słowna i Euri powiedział, że nie jestem brzydka. Uznałam to za głupi żart lub kpinę i byłam bliska wybuchnąć, ale on nadal stał przy swoim. Wówczas postawiłam wszystko na jedną kartę. Wiedziałam, że ma zonę, ale zmusiłam go niejako by mi udowodnił, bo gdyby tego nie zrobił, nic innego by nie nie przekonało. Euri jest bardzo przystojny i atrakcyjny. Myślę, że każda kobiet by chciała mieć takiego mężczyznę i z tego, co wyczuwam wszystkie kobiety w tym domu są podobnego zdania. Proszę wybacz mi Euri, ale twoja córka ma do ciebie nastawienie nie tylko jak córka, więc czuję, że jej się też podobasz jako mężczyzna.

— Czyli byliście blisko, tak właśnie czułam — rzekła Koi.

Zupełnie pominęła ostatnią część wypowiedzi Brazylijki.

— Wybacz mi. O wybaczenie Diany już prosiłam. Ale to mnie zmieniło. Uwierzyłam w siebie, dzięki niemu. Poza tym to spowodowało jeszcze inne efekty. Zaczęłam widzieć, że jestem potworem i już nie chce być taka dłużej. Ale życie zawdzięczam mojemu staremu wspólnikowi. Gdyby nie on Collins i Morgan by mnie zabili, prawdopodobnie nie bezpośrednio. Zareagowałam natychmiast. W kilka godzin później moi ludzie zabili Collinsa i Morgana, a ja dałam rozkaz, by wysadzić cały ten pieprzony budynek. Chciałam uniknąć ofiar i dlatego ładunki wybuchły w nocy, ale niestety jeden ochroniarz zginął.

— Czy to ty kazałaś zabić Hajze? — zapytałem bez złości.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 3197 słów i 17971 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Choc

    Witaj.
    A to się znowu porobiło.
    Oczywiście,czekam z niecierpliwością.

  • AlexAthame

    @Choc Co się porobiło?Możesz jaśniej się wyrazić?